25 listopada 2011

Nosił wilk razy kilka… („13 godzina” Richard Doetsch)


„13 godzina” Richard Doetsch
wyd. Albatros A. Kuryłowicz
rok: 2011
str. 416
Ocena: 5/6



Zastanawialiście się kiedyś, jakby to było posiadać magiczny przyrząd do przenoszenia się w czasie? Ile można byłoby zmienić, ile osiągnąć, a co zachować w niezmienionym stanie. Myśleliście kiedyś o tym? Braliście pod uwagę posiadanie takiej opcji w swoim życiu? Muszę Wam się przyznać, że mnie niejednokrotnie dopadały tego typu myśli. Zastanawiałam się, jakby to było cofnąć się dekadę wcześniej z posiadaną aktualnie wiedzą. Analizowałam co mogłoby się zmienić, gdybym lata, ba, miesiące wcześniej podejmowała inne, często dużo logiczniejsze decyzje. Niejednokrotnie przebiegała mi przez głowę myśl, że gdybym cofnęła się w czasie o kilka godzin moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. To wszystko były jednak tylko i wyłącznie mrzonki, nieziszczalne przebłyski nadziei, którą niezwłocznie w sobie zabijałam. Bo jaki jest sens wierzyć, że ktoś w zaczarowany sposób może cofnąć czas i odmienić moje losy? Lepiej żyć własnym życiem i przyjmować jego dary takimi, jakimi są. Tak myślałam… do dziś, czyli do chwili zakończenia lektury 13 godziny. Książkę przeczytałam, odłożyłam na półkę i… zaczęłam przeżywać. Bo to, co autor w niej zawarł przekracza niejednokrotnie ludzkie pojęcie. Ale… w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czemu? Tego nie mogę Wam zdradzić, żywię jednak nadzieję, że zapoznacie się z książką i sami będziecie mogli wyrobić sobie na jej temat zdanie. Do tej pory niech Wam wystarczy tych kilka słów, które na jej temat napiszę.

Wydaje mi się, że z zabawą z czasem jest jak z zabawą z zapałkami. Bardzo łatwo jest się poparzyć dorabiając się wiecznych blizn, których żadna maść, żadna tabletka, żaden specyfik nie jest w stanie uleczyć. Raz poparzony człowiek nosi piętno tej tragedii do końca życia. Bo jest to piętno tak samo fizyczne jak i psychiczne. Myślę, że zmiana przeszłości niesie za sobą bardzo podobne konsekwencje. Ktoś jest, a zaraz go nie ma. Ktoś coś zrobił, a komuś innemu się obrywa. Ktoś zmienia przeszłość, a to rzutuje na przyszłość. I to nie tylko tej jednej, jedynej osoby. Ma to wpływ na dziesiątki, setki a nawet tysiące ludzkich istnień. Czy mimo obciążenia, jakie może spaść na ciebie po zmianie przeszłości, byłbyś/byłabyś w stanie, bez chwili wahania, zdecydować się na podróż, podczas której wszystkie chwyty są dozwolone? Jeśli nie jesteście pewni – 13 godzina jest lekturą dla Was.

Nick Quinn, biznesmen, po powrocie do domu z podróży służbowej trafia wprost w ukochane ramiona najwspanialszej żony, jaką mężczyzna tylko mógł sobie wymarzyć. Julia, bo o niej tu mowa, to piękna, inteligentna i przebojowa prawniczka, która postanowiła zataić przed mężem pewien mały szczegół swojego życia. W zawiązku z próbą ukrycia tego sekretu Nick i Julia rozstają się w nienajmilszej atmosferze. Mężczyzna, z natury uparty i buńczuczny, postanawia wziąć żonę na przetrzymanie, pokazując jej równocześnie, kto w tym związku jest górą. I tak oto, idealny małżonek dopuszcza do sytuacji, w której jego własna żona przez cały dzień nie może się z nim skontaktować. Utrzymuje dystans również po jej powrocie do domu. Aż do chwili, gdy słyszy odgłosy wystrzału, który uśmierca Julię. Jeśli dodać do tego ogólnonarodową żałobę związaną z katastrofą w przestworzach, mającą miejsce na pobliskim lotnisku, brakiem prądu w mieście i ogólną paniką i rozpaczą, to sprawy naprawdę nie mają się dobrze. Do tego wszystkiego detektywi prowadzący sprawę śmierci Julii ewidentnie winią jej męża, więc… nie pozostaje mu nic innego, jak zaufać starszemu mężczyźnie, który niespodziewanie zjawia się na komisariacie. Mężczyzna wręcza mu list i chronometr, twierdząc że może on jeszcze uratować swoją żonę, ale każda podjęta przez niego decyzja wpłynie na ich dalsze losy. Jak postąpi Nick? Czy zaufa nieznanemu mężczyźnie? Czy uda mu się zmienić przeszłość? Jak działa tajemniczy chronometr? Czy cofnięcie się w czasie rzeczywiście jest możliwe, a jeśli tak, to jakie są jego konsekwencje? Tego, i  nie tylko tego, dowiecie się podczas lektury 13 godziny Richarda Doersch’a.

Czy polecam książkę? Zdecydowanie tak. Akcja jest wartka, nietuzinkowa, pełna zaskakujących zwrotów i nagłych przeskoków w czasie, zupełnie niezależnych od sytuacji. Autor w wyśmienity sposób zaplanował wszystkie kolejne wydarzenia, dzięki czemu w dalszych rozdziałach nic się nie dubluje. Inteligentny główny bohater dostarcza nam silnych wrażeń podczas lektury każdej strony. Całość została napisana w przystępny sposób, łatwy do zrozumienia przez czytelnika. Bohaterowie nie posługują się nieznanymi czytelnikowi zwrotami i są bardzo autentyczni w tym, co robią. Odnosiłam wręcz czasem wrażenie, że autor dobrze wie, o czym pisze, że sam miał okazję przeżyć podróż w czasie i zgubne skutki takich przeskoków. Powieść jest wyśmienitym thrillerem, kryminałem, dramatem i książką fantasy równocześnie. Jedna z lepszych powieści jakie przeczytałam w tym roku. Gorąco polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Albatros A. Kuryłowicz. Dziękuję.

2 komentarze:

  1. Interesujące to spore niedopowiedzenie. Muszę dorwać tę powieść!

    OdpowiedzUsuń