Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baza recenzji Syndykatu ZwB. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2016

Przyszłość w przeszłości ("Tu i teraz" Ann Brashers)

"Tu i teraz" Ann Brashers
wyd. YA!/GW Foksal
rok: 2016
str. 240
Ocena: 5/6




Wielu, a myślę nawet, że większość, z nas nie zdaje sobie sprawy, w jaki komfortowych warunkach żyje. Gro populacji nie musi martwić się o to, co następnego dnia włoży do garnka. Nie mówię, że na świecie nie ma głodu, bo wiem, że jest. Jest prawdziwy głód. Nie objął on jednak całego świata, wciąż większość z nas bardziej marnotrawi pożywienie niż zastanawia się, jak nim racjonalnie gospodarować. Chcemy więcej i więcej. Sklepy zawsze mają być pełne, pułki mają uginać się od towaru. Gdy w piekarni widzimy ostatni bochenek chleba zastanawiamy się, czy nadchodzi koniec świata – wszystko wykupiono, więc dla nas jest za mało. Bo dziś jest ten dzień, w którym na pewno zjedlibyśmy dwa bochenki, ale dla nas brakło. Na świecie jest wiele chorób, jednak nie dochodzi do masowych śmierci z tytułu pandemii, których w żaden sposób nie da się opanować. Żyjemy, może nie do końca szczęśliwi, może odrobinę zatroskani – ale jednak żyjemy i pławimy się w naszych prywatnych luksusach. To się może jednak kiedyś skończyć. Kiedyś może nie nadejdzie jutro ani za tydzień. Może to kiedyś nie pojawi się za rok. Ale za jakiś czas wszystko się zmieni. Wtedy będzie jednak już za późno na dokonywanie zmian. Degradacja posunie się za daleko, nie będzie możliwości cofnięcia się o kilka kroków i wybrania innej ścieżki dla naszego życia. Nie ukrywajmy, nasz świat z każdym dniem jest bliżej niż dalej sromotnego końca. Czy zechcemy coś z tym zrobić?

23 kwietnia 2010 roku młody Ethan Jarves udał się sam na ryby. Chciał pokazać ojcu, że potrafi. Wydawało mu się, że skoro tak często wybierali się nad rzekę razem, bez problemu trafi w to miejsce, które zawsze odwiedzali z tatą. Niestety, las spłatał mu figla i Ethan co prawda odnalazł ścieżkę nad rzekę, ale zdecydowanie znalazł się w innym jej punkcie niż zwykle. To nic, pomyślał dzieciak i zarzucił wędkę. Łowić w końcu można wszędzie. Tym jednak razem chłopak nie wyłowił żadnej ryby, zamiast tego zauważył coś dziwnego. Jakieś nagłe falowanie powietrza, jakieś niesamowite zakrzywienie i połączenie wody i lądu. A pod koniec tego zjawiska pojawiła się ona. Naga, niczym nieskrępowana dziewczyna. Nie było mu jednak dane dowiedzieć się, kim ona jest, bo już po kilku chwilach uciekła. Zdążył jej tylko wskazać, gdzie znajdzie most i obdarować ją swoją bluzą. I już jej nie było. Ethan długo po tym zdarzeniu nie mógł dość do siebie. Wciąż i wciąż je rozpamiętywał, wspomnienia rozkładał na czynniki pierwsze, aż w końcu zaczęły się one zlewać w całość i zaczęły być zupełnie nierealne. Coś mu się musiało wydawać, niemożliwe, by ta dziewczyna pojawiła się zupełnie znikąd. Kiedy jednak dwa lata później weszła do jego klasy i usiadła na krześle obok niego, już wiedział, że nic mu się nie uroiło. Wydarzenia sprzed dwóch lat naprawdę miały miejsce. A teraz rozgrywają się nadal. Kto wie, jak się zakończą?

Jedno jest pewne – Tu i teraz niczym nie przypomina książek, z którymi do tej pory się zetknęłam. Nie jest to powieść idealna, ale i tak jest całkiem wspaniała, a może wręcz nieziemska… Bohaterowie niby żyją tuż obok, a jednak bardzo daleko. Niby są tacy jak my, a jednak zupełnie inni. Niby mają takie same doświadczenia, a jednak zgoła bardziej tragiczne. Niby mają wszystko zmienić, a jednak nie ruszają nawet końcówką małego palca, by odmienić przyszłość. Tu i teraz według mnie zawiera wiele błędów rzeczowych, przez które niektóre osoby zupełnie tę książkę mogą zdyskwalifikować. Może gdyby autorka bardziej przyłożyła się do tych kontrowersyjnych elementów, to powieść nie tylko byłaby bardziej rzeczywista, ale i zyskałaby więcej stron? Bo dla mnie zdecydowanie za wcześnie się skończyła. Może autorka napisze kolejną część przygód Prenny i Ethana? Może uda znaleźć się sposób na to, by wszystko skończyło się inaczej, niż się skończyło? Może niewyjaśnione w Tu i teraz wątki, które powodują tak wiele kontrowersji (przynajmniej w moim umyśle) da się jakoś rozsądnie wytłumaczyć? Chciałabym, by tak właśnie było. Was zachęcam do lektury i do dzielenia się po niej swoimi wrażeniami. Ja powieść połknęłam w zasadzie w jeden dzień. Czyta się ją świetnie, jest naprawdę porywająca i warta poświęconego jej czasu.

Sil


8 lipca 2016

Smak Karru ("Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew)

PREMIERA 20.07.2016

"Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew
Seria: Tannie Maria Mystery
Tom: I
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 480
Ocena: 5/6

Czasem każdy ma ochotę przy książce się pośmiać, a nie tylko martwić i dręczyć tym, co przyniesie kolejna strona i jakie będą dalsze losy bohaterów. Nawet ja. Zwykle nie sięgam ani po obyczaje, ani tym bardziej po książki, które określane są mianem lekkich lektur na wakacje. Jakoś trudno mi przez takie przebrnąć i zrozumieć ich sens. Bywa jednak tak, że właśnie takiej lektury mi potrzeba. Jak się okazało, tak właśnie było tym razem.

Tannie Maria jest kobietą w sile wieku, która żadnej pracy się nie boi. No dobra, niektórych się boi, ale niemal z każdej opresji znajdzie wyjdzie. Jest idealnym połączeniem swojej matki (znakomitej kucharki) i ojca (reportera). Tannie Maria uwielbia gotować, a wymyślonymi przez siebie daniami dzieli się z mieszkańcami Ladismith w rubryce kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, przychodzi dzień, w którym szef wszystkich szefów zarządza zmianę. Okazuje się, że najpopularniejszym działem we współczesnej gazecie jest rubryka z poradami miłosnymi. Jej szefowa Hattie przeanalizowała wszystko wzdłuż i wszerz. Miejsca na tę rubrykę nie znalazła. Niestety, "góra" zamiast się z nią zgodzić, kazała jej zlikwidować kącik z poradami kulinarnymi. Tannie Maria miała się więc pożegnać z pracą… No chyba, że przejmie prowadzenie rubryki z poradami miłosnymi. To właśnie wtedy kobieta wpada na genialny pomysł. Będzie radzić ludziom, za pośrednictwem przepisów. W końcu na każdą bolączkę może pomóc dobre jedzenie, prawda? Z takiego założenia wychodzi Tannie i zaczyna nowy dla siebie etap dziennikarstwa. Nie spodziewa się jednak, że jej porady mogą doprowadzić ludzi na skraj – jedni skierują się we właściwym kierunku, inni udadzą się w tę bardziej mroczną stronę. Jak zakończy się ta szalona, nieprzewidywalna i przezabawna powieść? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Przepisy na miłość i zbrodnię.

Przyznam, że podchodziłam do tej książki dość sceptycznie. Jak już wcześniej wspominałam, zwykle nie sięgam po tego typu powieści. Nie przepadam za tym "lekkim klimatem". Przyszedł jednak u mnie czas na i taką lekturę. Teraz, po odłożeniu historii Tannie Marii na półkę nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Może nie wstrząsnęła ona moim światem, może nie sprawiła, że zarwałam noc, czy też łkałam przez połowę powieści – ale zdecydowanie dobrze bawiłam się, gdy czytałam to, co stworzyła Sally Andrew.

Przepisy na miłość i zbrodnię czyta się bardzo dobrze. Książka jest napisana lekkim piórem, w jednej chwili zaczyna się rozdział, a kolejnym jest się pięć kolejnych do przodu. Na twarzy częściej gości nam uśmiech niż strach czy konsternacja. Nawet bardzo trudne, czy przerażające sceny przedstawione są w taki sposób, że nie można się przy nich źle bawić. Ja bawiłam się bardzo dobrze. A jaka byłam przy tym głodna… nawet sobie nie wyobrażacie. Główna bohaterka naprawdę miała wiele znakomitych przepisów, które chętnie zastosowałabym we własnej kuchni. Może nawet będę miała ku temu okazję, w końcu Sally Andrew pod koniec powieści te wszystkie przepisy podała. Na końcu znajduje się również słowniczek słów używanych przez bohaterów. Akurat to nieco bym zmieniła, takie przypisy wolę mieć w tekście, szczególnie gdy czytam e-booka. Ale, to tylko taka mała uwaga. Książka naprawdę mi się podobała i szczerze mogę ją polecić.


Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

18 maja 2016

Bez prawa do życia ("Pani Noc" Cassandra Clare)

"Pani Noc" Cassandra Clare
Seria: Mroczne Intrygi
Tom: 1
wyd. MAG
rok: 2016
str. 832
Ocena: 5,5/6


Don't tell the gods I left a mess
I can't undo what has been done
Let's run for cover
What if I'm the only hero left
You better fire off your gun
Once and forever
He said go dry your eyes
And live your life like there is no tomorrow son
And tell the others
To go sing it like a hummingbird
The greatest anthem ever heard
We are the heroes of our time
But we're dancing with the demons in our minds1)

Seria Dary Anioła była jedną z najlepszych historii, jakie miałam przyjemność przeczytać. Kiedy więc dowiedziałam się, że Cassandra Clare pisze nową serię, w której powróci do tematu Nocnych Łowców wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie chcę. Nie pragnę. MUSZĘ. Poprosiłam. Książka przyszła. A ja się przeraziłam. Przeszło osiemset stron. Jak to ogarnąć? Naprawdę zwątpiłam, szczególnie że w tak grubych powieściach zawsze męczy mnie trzymanie tych tomiszczy. Trochę więc zwlekałam, nim się za nią zabrałam. A gdy już zaczęłam czytać, chciałam ciepnąć Panią Noc w kąt. Bo mnie nie wciągała. Bo jakoś nie potrafiłam się zagnieździć w tej powieści. A jednak… Z każdą kolejną stroną chciałam wiedzieć więcej i bardziej pragnęłam wracać do tej opowieści. Nawet nie wiem w której chwili utraciłam możliwość oderwania się od lektury. Zatraciłam się w niej i uparcie dążyłam do uchwycenia zdawałoby się nieuchwytnych niuansów tej książki. Mam wrażenie, że to mi się udało. Choć było ciężko. Szczególnie na koniec. Ale za samo zakończenie, epizod Clary i Jace'a bardzo dziękuję autorce. Bardzo.

Od wydarzeń z ostatniej części sagi Dary Anioła minęło pięć lat. Pięć lat, podczas których Nocny Łowcy starali się odbudować swoje siły, napisali nowe prawo, odcięli się od faerie i starali się żyć dalej. Emma Carstairs dojrzała, zrezygnowała z nauki w Akademii, niby przeżyła żałobę po utracie rodziców, ale nigdy nie wybaczyła i ciągle planowała zemstę. Nie wiedziała tylko przeciwko komu, bo z całą pewnością, przynajmniej według niej, jej rodziców nie zabił Sebastian. Choć była jedną z nielicznych, która tak uważała. Wciąż więc poszukiwała tropów, a by to robić, musiała oszukiwać, zarówno Clave jak i najbliższych jej ludzi. O wszystkim wiedział tylko jej parabatai Julian Blackthorn, choć i przed nim ukrywała niektóre elementy. Kiedy jednak w Los Angeles robi się niebezpiecznie, gdy zaczynają ginąć ludzie oraz, jak się okazuje faerie, a wszystko wydaje się być powiązane ze śmiercią jej rodziców, dziewczyna musi otworzyć się przed większą ilością osób. Musi też zdecydować, czy chce dalej w to brnąć, czy woli spokoju dla najbliższej rodziny, która jej pozostała – sierot jak ona – Blackthornów. Bo niewątpliwie jej poczynania mogą ściągnąć na nich wszystkich gniew Clave. Jaką podejmie decyzje? Jaką decyzję podejmie Jules? I, co chyba najważniejsze, czy ich więź parabatai przetrwa to, co zgotował im los, życie i ich własne umysły i cielesności? Czy na końcu tej historii wciąż będą sobie bliscy? Czy wciąż będą przyjaciółmi? A może kimś więcej? Bo chyba… nie mniej…

Pani Noc niezwykle mnie poruszyła. Decyzje, które koniec końców musiała podjąć główna bohaterka były z rodzaju tych, których nikt nigdy podejmować nie powinien. Trudno uwierzyć, że siedemnastolatka potrafiła zachować się dojrzale i poważnie, choć niewiele osób jej towarzyszących zdaje sobie sprawę, jak wiele ją to kosztowało. Jak bardzo cierpiała. I ile przyjdzie jej jeszcze z tego powodu znieść. Autorka ma w planach jeszcze dwa tomy tej serii. Mam nadzieję, że będą one dalej opowiadały o tej niezłomnej Nocnej Łowczyni. Liczę również na to, że autorce uda się wyjść z impasu i sprawi, że i dla Emmy zaświeci kiedyś słońce.

Zdecydowanie polecam.

Sil

1) Mans Zelmerlow - Heroes

Baza recenzji Syndykatu ZwB

16 maja 2016

Zabij mnie delikatnie ("Piętno Midasa" Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 10.06.2016

"Piętno Midasa" Agnieszka Lingas-Łoniewska
rok: 2016
str. 356
Ocena: 6/6

Jak co dzień rano, bułkę maślaną
Popijam kawą, nad gazety plamą
Nikt mi nie powie, wiem co mam zrobić
Szklanką
o ścianę rzucam, chcę wychodzić
Na klatce stoi cieć, co się boi
Nawet odkł
onić, miotłę ściska w dłoni
Ortalion szary chwytam za bary
I przerażonej twarzy krzyczę prosto w nos!

Chciałbym być
sobą
Chciałbym być
sobą wreszcie 1)

Karma to suka. Nie da się z tym stwierdzeniem polemizować, szczególnie po lekturze najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej zatytułowanej Piętno Midasa. Autorka pisała tę książkę przez kilka lat. Nie ukrywa, że sprawiła jej ona niemały problem, niejednokrotnie trudno jej było podążać ścieżką, którą obrała dla bohaterów. Nie zawsze wiedziała, co dalej powinno się wydarzyć. Najczęściej jednak była najzwyczajniej w świecie przemęczona tym wszystkim. Niewątpliwie Piętno Midasa przemaglowało Agnieszkę. Pokuszę się nawet o sformułowanie, że tej powieści na raz nie dało się napisać. Dojrzewała ona w głowie autorki, a teraz, gdy oddana została w ręce czytelników, dojrzewa dalej – tym razem w naszych umysłach. Czy jest taka, jaką widzieć ją chciała jej twórczyni? Czy swoim wnętrzem pożre nas? Zmieli? Zmieni? By się tego dowiedzieć… trzeba ją zgłębić. Jedno jest pewne, po jej lekturze już nic nie będzie takim, jakim było wcześniej.

Największą pasją Jakuba Rojalskiego jest fotografia. Nie jest może wybitnym specjalistą, może nie osiągnął międzynarodowej sławy, ale zdecydowanie wie co robi. Pejzaże, portrety, imprezy okolicznościowe. Nic nie jest mu straszne. Ale… nie przyjmuje wszystkich zleceń jak leci. Coś musi go do danej pracy przyciągnąć, coś musi go zainspirować. A potem wychodzą z tego wspaniałe fotografie, które przedstawiają coś prawdziwego. Podczas jednego z takich zleceń Kuba poznaje Karolinę Linde, która niemal od razu przypada mu do gustu - i nie ma tu co ukrywać – ze wzajemnością. Bohaterowie, już nie pierwszej młodości, zaczynają odkrywać siebie nawzajem. Oboje mają jednak sporo sekretów, związanych zarówno z ich przeszłością jak i teraźniejszością. I nie planują ich sobie nawzajem wyjawiać. Tylko, czy w takim związku można żyć?

Midas od bardzo wielu lat pracuje dla mafii. Jest jednym z najlepszych na świecie płatnych zabójców. Nigdy nie pozostawia po sobie śladu, który mógłby naprowadzić śledczych na jego trop. Tylko jego prawdziwy i pierwszy mocodawca wie, kim naprawdę jest Midas i jak się z nim skontaktować. To on podsyła mu kolejne zlecenia, wyznacza kolejne cele i wypłaca gażę. Midas nie pyta, Midas działa. Bo karma jest suką. A on szuka zemsty. Może nie byłby teraz tym, kim jest, gdyby nie tragedia sprzed lat. To ona sprawiła, że stał się jeszcze bardziej bezwzględny i morderczy. Tylko czy człowiek, którym się stał, to jeszcze ludzka istota? Czy czuje? Czy jest w stanie wyciągnąć rękę do potrzebujących? Pomóc, gdy inni nie dają rady? Czy praca, którą wykonuje nie sprawi, że zapomni jakim kiedyś był człowiekiem? Że miał dla kogo żyć? Dla kogo się uśmiechać? Kogo kochać? Czy dane mu będzie się zemścić, a jeśli tak, to czy vendetta przyniesie mu ukojenie?

Piętno Midasa to nie jest łatwa powieść. Nie czyta się jej od tak – bez problemu. Nie połyka się jej w całości, jak jakieś ckliwe romansidło, w którym brak większego sensu. Do tej książki trzeba się przygotować, trzeba ją przeżywać. Może nawet trzeba pójść za przykładem autorki. Ona pisała Midasa kilka lat, może lekturę należy rozłożyć na wiele części? Ja po raz pierwszy tak właśnie ją czytałam. Zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, rozdział po rozdziale. Niejednokrotnie kolejne rozdziały dzieliły między sobą lata świetlne. To wszystko przez nią, przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską, która właśnie w ten sposób dawkowała mi tę powieść. Dzięki temu niezwykle zżyłam się z Jakubem, Karoliną (którą wciąż w myślach nazywam Dorotą, zupełnie nie wiem dlaczego?) oraz Midasem. Zżyłam się też z wieloma innymi, pobocznymi bohaterami, których dzięki Agnieszce poznałam niemal od podszewki. Jednych pokochałam, a innych znienawidziłam. Myślę, że po lekturze Piętna Midasa i wy będziecie mieli podobne odczucia. 

Cała powieść jest dokładnie taka, jaka powinna być. Zapiera dech w piersiach, wywołuje wypieki na policzkach. Czasem wyciska z czytelnika łzy, a kiedy indziej generuje szalony huragan złości. W zasadzie po tej lekturze słowo Midas stało się dla mnie synonimem ogromu emocji. Tych jak najbardziej pozytywnych, jak i tych przerażająco złych. Piętno Midasa to połączenie wielu gatunków literackich i to w tej książce tak bardzo mi się podoba. Dla mnie powieść nie może być zbyt przesłodzona. Ale nie może też być tylko i wyłącznie kryminałem czy thrillerem. W Piętnie autorka idealnie to wypośrodkowała. Wciąż chcę więcej, choć wiem, że więcej nie dostanę. Bardzo dziękuję za tę powieść. Jest wspaniała. Jest prawdziwa. Oby więcej takich. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić wam tę lekturę. Naprawdę warto, szczególnie, że w Piętnie Midasa autorka wraca do tego, co jej najlepiej wychodzi, czyli klimatów mafii, strzelanin, rozlewu krwi, z wyraźnym, choć nie przerysowanym wątkiem miłosnym. Zachęcam. 


Sil

1) Perfect - Chcemy być sobą


Baza recenzji Syndykatu ZwB

6 maja 2016

Kto szuka, nie błądzi ("Dzień 21" Kass Morgan)

"Dzień 21" Kass Morgan
Seria: Misja 100
Tom: II
wyd. Bukowy Las
rok: 2015
str. 284
Ocena: 4,5/6


Pisałam już o tym wcześniej, ale wspomnę o tym raz jeszcze – Misja 100, w wersji telewizyjnej – serialowej – mnie po prostu urzekła. Choć, nie da się ukryć, że im dalej w las, tym trudniej ogarnąć koncepcję scenarzystów. Dzieją się tam nieprawdopodobne rzeczy, o których w książce nikt by nawet nie wspomniał. Gdy dowiedziałam się, że ten serial powstał na podstawie powieści – wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Potem spotkałam się z wieloma nieprzychylnymi opiniami – względem książki, a nie serialu. Faktem jest, że nie mają one ze sobą za wiele wspólnego, no może poza głównym wątkiem i imionami kilku bohaterów. Ale już same osoby, ciąg zdarzeń… to zupełnie inna bajka.

Clarke już wie, że Bellamy będzie dla niej kimś ważnym, nie waha się więc i udaje się wraz z nim na poszukiwanie jego siostry. Wszyscy uważają, że Octavia najzwyczajniej w świecie uciekła – jednak dwójka młodych ludzi ma na ten temat odmienne zdanie – według nich dziewczyna została porwana. Oboje czują, że muszą ją jak najszybciej odnaleźć. Nie wiedzą jednak, że wkrótce po wyruszeniu przez nich na wyprawę w obozie rozegrał się horror – tubylcy o istnieniu których nie mieli pojęcia nie tylko na nich napadli, ale i zabili jedno z nich. Mijają kolejne dni, a Clarke i Bellamy zamiast zbliżyć się do Octavi – ewidentnie się od niej oddalili – już jakiś czas temu stracili trop. Kiedy więc trafiają nad jezioro postanawiają, że zdecydowanie należy się im odrobina odpoczynku, który niekoniecznie oznacza sen.

Tymczasem na statku, wśród Kolonistów, sprawy mają się coraz gorzej. Statki odcięto od siebie, tak by ludziom z  Feniksa nie zabrakło za szybko dostępu do tlenu. To niestety oznaczało, że pozostałe statki miały zasoby tego życiodajnego gazu reglamentowane. Kiedy niemal wszyscy próbowali dostać się na Feniksa – Glass zrobiła co w jej mocy, by być z ukochanym na Waldenie. Oboje jednak wiedzieli, że na tym statku nie ma dla nich przyszłości, że jeśli nie dostaną się na Feniksa, do matki dziewczyny – to śmierć przyjdzie po nich szybciej niżby się tego spodziewali. Odważyli się więc i wyruszyli na poszukiwania drogi ucieczki. Jednak czy jedyna rzecz, która im zagrażała, to szybka utrata powietrza?

To oczywiście nie wszystkie poruszane w powieści wątki. Nie ma co ukrywać, na dość niewielu stronach autorka zmieściła całkiem sporo fabuły. Przy czym w przeciwieństwie do tego, co serwują nam scenarzyści Misji 100, Kass Morgan skupiła się na prezentowaniu wspomnień z życia bohaterów i ich obecnych uczuć, które bardzo często oscylują między miłością a nienawiścią. Kiedy w serialu oglądamy ciągłą walkę, ścierające się nacje, rozlew krwi – w książce czytamy o przechadzkach po lasach i strachu przed równo posadzonymi drzewami owocowymi. Na tej płaszczyźnie te dwie pozycją zdecydowanie się więc od siebie różnią. Różnice ujawniają się również w innych miejscach – np. w kwestii Ziemian, czy tego, co faktycznie znajduje się w Mount Weather. No i jest jeszcze sprawa rodziny Clark i stosunków jakie łączą Wellsa z Bellamym. Ale o tym będziecie już musieli sami przeczytać w drugiej części serii Misja 100, czyli w Dniu 21.

Mnie książka bardzo się podobała, choć, a może właśnie dlatego, że tak bardzo różniła się od serialu. Dzięki temu mogłam te dwie kwestie zupełnie od siebie oddzielić. Ja lubię, gdy romans wysuwa się na pierwszy plan powieści, ale nie zakrywa jej zupełnie. W książce według mnie tak właśnie się dzieje. W serialu… cóż, w serialu wszystko jest tak bardzo pokręcone, że nigdy nie wiadomo, co zostanie nam zaprezentowane w kolejnym odcinku. Spokojnie więc mogę wam polecić tę książkę, którą czyta się i wspomina bardzo dobrze. Przynajmniej mnie.

Sil



9 marca 2016

Ocalić Alice ("Prawda o dziewczynie" T.R. Richmond)

"Prawda o dziewczynie" T.R. Richmond
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 400
Ocena: 4/6


Śmierć nie zawsze jest spodziewana i oczywista. Nie każdemu dane jest dożyć sędziwej starości, niektórzy nie mają szans być na świecie nawet połowy tego czasu, co inni. Co jednak mają powiedzieć ci, którym nawet to nie jest dane? Których życie na dobre się jeszcze nie rozpoczęło, a już zostało zakończone.

Dwudziestopięcioletnia Alice Salmon nie żyje. Niby dopiero rozpoczęła życie. Niby przed chwilą wkroczyła w dorosłość, a już została jej ona odebrana. Nic już się nie da zrobić, nie da się cofnąć czasu. Już nigdy nie będzie jej dane zmienić pracę, poznać mężczyznę jej życia czy pójść z przyjaciółkami na imprezę. Po ostatniej zabawie z dziewczynami nie wróciła już do domu. Jej ciało wyłowiono z rzeki. Najpewniej spadła z mostu. Albo została z niego zrzucona. Policja od początku nie bierze pod uwagę, że może mieć do czynienia z morderstwem. Most był nie najlepiej zabezpieczony. A dziewczyna miała we krwi kilka promili alkoholu. Nikt nie musiał jej pomagać przy zejściu z tego ziemskiego padołu. Ale czy cokolwiek przepowiadało, że Alice ma zamiar ze sobą skończyć? Czy coś złego działo się w jej życiu? Czy popadała w stany depresyjne? Czy nie układało się jej w związku? Czy miała problemy w pracy? A może to w niej tkwił problem? Prawdę o przeszłości dziewczyny i przyczynach jej śmierci próbuje zgłębić jej były profesor – wykładowca akademicki Jeremy Cooke. Czy mężczyźnie uda się poskładać życie dziewczyny w całość? Czy zrozumie, co wydarzyło się tej feralnej nocy? Czy dawni znajomi, przyjaciele i bliscy dziennikarki będą skłonni podzielić się z tym dość ekscentrycznym człowiekiem ostatnimi wspomnieniami na temat zmarłej? Jeśli tak, to do jakich wniosków doprowadzi Cooka to, co od nich wyciągnie? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po powieść T.R. Richmonda zatytułowaną Prawda o dziewczynie.

Przyznam, że zaintrygowała mnie ta książka, dlatego też poprosiłam o jej egzemplarz wydawcę. Miałam nadzieję, że uda mi się ją skończyć na premierę, niestety ten plan się nie powiódł. Nie dlatego, że się nie starałam… jednak Prawda o dziewczynie nie była aż tak wciągająca, jak miałam nadzieję, że będzie. Wydawca zachwalał książkę jako elektryzujący thriller i przyrównał ją do Zaginionej dziewczyny. Już wtedy miałam pewne wątpliwości, bo choć Zaginiona dziewczyna była intrygująca, to jednak nie nazwałabym jej elektryzującą. Całość jest ciekawa, sprawia, że czytelnik ma ochotę ciąg dalszy, ale nie koniecznie teraz , niekoniecznie w tej chwili. Stąd też małe opóźnienie w zakończeniu lektury jak i w napisaniu powieści.

Szczerze powiedziawszy Prawda o dziewczynie jest ciekawa, ale nie powala na kolana. To tak jakby rozsypane puzzle, które profesor Cook zbierał przez jakiś czas i próbował ułożyć w jednolitą całość. Czy mu się udało? Tego już musicie dowiedzieć się sami.

Sil


Baza recenzji Syndykatu ZwB

7 marca 2016

I nie trzeba się bać1) ("Panika" Lauren Oliver)

"Panika" Lauren Oliver
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 360
Ocena: 5/6


Maybe I should cry for help
Maybe I should kill myself 2)

Czasami miejsce w którym przychodzimy na świat predysponuje nas do określonych zachowań. Poddajemy się presji otoczenia. Używamy takiego samego języka jak nasi pobratymcy. Obracamy się ciągle wśród tych samych osób. Przesiąkamy danym miejscem. I nie ważne jak mocno się staramy, niezmiernie trudno jest nam się wyrwać z tej matni.

Heather Lynn Nill od urodzenia mieszka w Carp, zaledwie dwunastotysięcznym miasteczku w stanie Nowy Jork. Od lat przyjaźni się z Natalie Velez i Bishopem Marksem. W tym roku cała trójka kończy szkołę średnią i to ich jedyna okazja, by zagrać w Panikę. W zasadzie nikt nie wie, jak to wszystko się zaczęło. Kilka lat temu po prostu młodzież z ostatniej klasy liceum zaczęła w  to grać. Od tego czasu całość owiewana była coraz większą tajemnicą. Nie znano założyciela, organizatora ani sędziów. Uczniowie młodszych klas codziennie musieli dokładać od puli Paniki po jednym dolarze. Jeśli nie dawali swojej doli, byli do tego zmuszani. Dzięki temu co roku wygrana była coraz większa. Ale też zadania do wykonania – coraz trudniejsze. Dorośli o Panice nie wiedzieli, a młodzież zobligowana była do zachowania tajemnicy. I dotychczas nikt tej tajemnicy nie wyjawił. Heather nie planowała brać udziału w grze. Co innego Nat, ona od lat mówiła, że to zrobi, choć krócej by wymieniać to, czego się nie bała. Dziewczyna jednak bardzo chciała wygrać pieniądze i wyjechać do Los Angeles, by zostać aktorką. Bishop zawsze kręcił tylko głową. Panika w ogóle nie siedziała mu w głowie. Pewnie dlatego tak trudno mu było zrozumieć, dlaczego Heather niespodziewanie zgłosiła się do rozgrywki. Przecież uważali grających za nieodpowiedzialnych idiotów. Mimo to jego najlepsza przyjaciółka wykonała Skok równocześnie zostając jedną z uczestniczek Paniki. Te wakacje miały stać się testem jej nerwów i silnej woli. Czy dziewczyna da radę? Czy dotrze do finału? Czy wygra 57 tysięcy dolarów? A może zginie, nim Panika się skończy? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Lauren Oliver zatytułowaną Panika.

Wiedziałam, że na książkach tej autorki nie można się zawieść. Wiedziałam, że zawsze dostaję to, czego akurat potrzebuję. Ale, szczerze powiedziawszy, początek Paniki mnie zawiódł. Jakoś nie mogłam wkręcić się w tę historię. Coś do mnie nie przemawiało. Przeczytałam jednak jedną, czy dwie recenzję i odkryłam, że nie tylko ja tak miałam. I że każdy, jak wzrokiem w sieci sięgnąć, był później zachwycony. Nie poddałam się, czytałam i… coraz bardziej zachwycałam.

Panika jest niezmiernie pouczającą lekturą. To nie tylko obraz dorastania młodzieży w bardzo specyficznych i co tu dużo ukrywać, trudnych warunkach, ale i niezwykle realistyczne przedstawienie ewolucji uczuć młodych ludzi. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i każdy na swój sposób sobie z nimi radzi. Panika wyzwala w nich skrajne emocje, dzięki czemu dowiadujemy się o nich coraz więcej i więcej. Nie są białymi kartkami, na których przyszłość dopiero zostanie zapisana. Przeszłość i teraźniejszość tak wyraźnie ich ukształtowała, że ich przyszłość wydaje się oczywista. Brak pieniędzy. Brak perspektyw. Brak opieki i miłości ze strony bliskich. A może… czasem patrzymy za daleko? Może trzeba spojrzeć bliżej. Może tu, zaraz obok, znajdziemy to, co nas uszczęśliwi?

Jedno po przeczytaniu najnowszej książki Lauren Oliver mogę powiedzieć na pewno – to niezwykła opowieść, po którą nie tylko należy, ale i trzeba sięgnąć. To obowiązkowa lektura na ten rok. Zachęcam do niej wszystkich.

Sil

1) str. 358

2) Awolnation - Sail

Baza recenzji Syndykatu ZwB

20 lutego 2016

Żarliwie ("Szklany miecz" Victoria Aveyard)

"Szklany miecz" Victoria Aveyard
seria: Czerwona Królowa
tom: II
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 560
Ocena: 5,5/6

I mimo że szaleje wiatr
Dam sobie radę, bo wiem jak
Na wszystko gdzieś formuła jest
Nic nie zaskoczy mnie 1)

Długo nie mogłam się otrząsnąć po lekturze Czerwonej Królowej. Książka nie tylko mnie urzekła, ale i niesamowicie mną wstrząsnęła. Pamiętam jak wczuwałam się w rolę Mare/Mareeny, razem z nią próbowałam stać się zupełnie kimś nowym, zapanować nad odkrytą w sobie mocą, zrozumieć, do którego księcia czuję więcej. Bez względu na uczucia "los" połączył ją z Mavenem, którego nie tylko polubiła, ale również zaczęła darzyć uczuciem. Wiązała z nim przyszłość, dzieliła z nim niepokoje i bolączki. Planowała. Ostatecznie jednak została brutalnie oszukana. Niemal zginęła. Niemal straciła wszystko.

Mare, choć nie czuję się już dawną sobą, przywdziewa dawne imię. Musi zapomnieć o Mareenie i tym, jak żyła w ostatnich miesiącach. Trudno jej jednak zupełnie zapomnieć, wymazać Mavena z pamięci, wykasować to, co zaczynała czuć. Równocześnie w końcu może być z Calem, ale… czy tego chce? Albo, czy chce tego dość mocno? Na szczęście to nie sprawy sercowe zaprzątają głowę Mare, choć dla wielu czytelników mogłyby. Dziewczyna chce walczyć, chce pokazać nowemu królowi, co jest warta ona i jej podobni. Chce zwyciężyć. Decyduje się więc na dość ryzykowne działanie, jednak nim będzie jej dane wcielić w życie swój plan, wydarzy się dużo nieprzewidzianych zdarzań. Bo, jak się okazuje, nie tylko Srebrnym nie na rękę jest pojawienie się Czerwonych z mocami Srebrnych. Czy na świecie w ogóle istnieje ktoś, kto nie będzie się bał jej i ludziom jej podobnym? Czy jeśli zewrze szeregi z innymi Nowymi, to będą wspólnie w stanie przekonać do siebie otoczenie? A może jedyna słuszna droga biegnie nie tyle przez wojnę, co przez prawdziwą rewolucję? Srebrni muszą zacząć walczyć i to sami ze sobą. Tylko wtedy Nowi będą mogli powstać. Czerwoni niczym świt.

Niestety nie wszystko idzie tak, jakby Mare tego pragnęła. Na wyspie, na którą trafia panują tyrańskie rządy Porucznika. Nowi nie mają nic do powiedzenia i są traktowanie jak wrogowie. Kiedy Cal zostaje pojmany, Mare wie, że za wszelką cenę musi się do niego dostać. Zdaje sobie sprawę, że na jego uwolnienie na razie nie ma szans, ale rozmowa? To się może udać. Gdy jednak dostaje się do budynku, w którym jest przetrzymywany, gdy dociera do jego celi… Zostaje ponownie zdradzona.

Choć długo czekałam na Szklany miecz i bardzo chciałam jak najszybciej zapoznać się z tą historią, nie udało mi się jej "połknąć" w jeden wieczór. Nawet w dwa dni się nie udało. Dlaczego? Nie będę tłumaczyć, że książka była obszerna, bo to nie o to chodziło. Po prostu nie była łatwa. Nie mówię, że Czerwona królowa była prostą powieścią. Jednak wybory, przed którymi autorka stawia bohaterów w Szklanym mieczu, są nie tylko nie do pozazdroszczenia. Są wręcz okrutne i niewyobrażalne. Nie mam pojęcia, jak postąpiłabym w większości zaprezentowanych przypadków. Tragedia, dramat, istna masakra. Nic innego do głowy mi nie przychodzi. Wciąż i wciąż zastanawiam się, jak można kogoś skazać na takie cierpienie. A końcówka? Nadal jestem pod jej wrażeniem. Koniec ostatniego rozdziału rozłożył mnie na łopatki. A Epilog wstrząsnął mną zupełnie. Nie spodziewałam się, że w taką stronę potoczy się ta historia. Teraz długo nie będę mogła wybić sobie z głowy obrazu Mare… Nie, nie zdradzę wam tego co wciąż chodzi mi po głowie. Jedno jest pewne, najnowszej powieści Victorii Aveyard warto poświęcić czas. Czasem nie będzie przyjemnie. Czasem będzie bolało. Czasem nie będziecie rozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Nie będziecie jednak mogli przestać czytać. Tak jak ja. Zdecydowanie polecam.

Sil

1) Antek Smykiewicz - Pomimo burz


Baza recenzji Syndykatu ZwB

8 lutego 2016

Głęboko ukryte ("Dzieci rewolucji" Peter Robinson)

"Dzieci rewolucji" Peter Robinson
wyd. Sonia Draga
rok: 2015
str. 368
Ocena: 4,5/6


Czasami lekturą nie trafiamy w odpowiedni nastrój czy w odpowiedni czas. Czasami książka trafia po prostu na niewłaściwego odbiorcę. Często recenzenci winę za małą płynność w czytaniu lektury zrzucają na autora, nie biorąc pod uwagę, że może to oni przyczynili się do powolnego zapoznawania się z książką.

Rozpoczynając przygodę z Dziećmi rewolucji wydawało mi się, że coś jest nie tak z tą powieścią. Usypiałam po 1, góra dwóch stronach. Do lektury nic mnie nie przyciągało. W pewnym momencie myślałam, że wyrzucę ją przez okno. Naprawdę niewiele brakowało, a poddałabym się. A przecież zwykle staram się wytrwale czytać, by poznać zakończenie danej opowieści. Biłam się z myślami, wynajdowałam lepsze zadania niż czytanie. Kiedy zauważyłam, że zabieram pracę do domu, by mieć coś do roboty, stwierdziłam, że to lekka przesada. Przemyślałam gruntownie moją postawę i zrozumiałam, że to we mnie leży problem. Chyba po prostu w tym okresie mojego życia z kryminałem nie było mi po drodze. Powinnam była wybrać coś innego, mniej wymagającego, bardziej rozluźniającego. Może nawet nie powinnam się teraz odrywać w ogóle od dręczących mnie problemów, skupić się na ich rozwiązywaniu a nie na analizie zagadek kreowanych przez Petera Robinsona? Tymczasem trafiła mi się lektura kryminału, postanowiłam więc się nie poddawać. I w sumie dobrze zrobiłam, bo gdy po kilku tygodniach w końcu załapałam jak mam podochodzić do tej książki, zaczęło mi się ją czytać nad wyraz dobrze. W zasadzie jeden dzień, jeden wieczór i… rankiem odłożyłam Dzieci rewolucji na półkę. Mąż był w szoku, bo widywał mnie z tą powieścią już wszędzie. Odniósł pewnie wrażenie, że nie chce jej skończyć nigdy, dlatego dawkuję sobie akcję po kilka stron.

Inspektor Alan Banks zostaje wezwany na miejsce kolejnej zbrodni, która może wcale nie być zbrodnią. Mężczyzna żmudnie drepcze ścieżką biegnącą wzdłuż torów kolejowych do kładki, która najpewniej powinna umożliwiać przejście zwierzynie na drugą stronę. Tory od dawna nie są już wykorzystywane, nawet dróżką niewiele osób chodzi. Dlatego ciało, do którego zmierza inspektor nie od razu zostało odkryte. Mężczyzna spadł z kładki, czyli zaledwie kilka metrów. Czyżby samobójstwo? Ale czy ktoś naprawdę zrzuciłby się z tak niewielkiej wysokości? Do tego przy ofierze znaleziono sporą ilość gotówki, a w domu niewielką ilość narkotyków. Może to porachunki dilerów? Może rabunek? Ale dlaczego zostawiono zarówno pieniądze jak i narkotyki? Wokół sprawy zaczyna narastać coraz większa liczba pytań: co, kto i dlaczego. Kiedy? Jak? Z powodu czego? Banks dzieli więc sprawę na dwa zasadnicze wątki i angażując do pracy całą swoją ekipę rozpoczyna próbę odnalezienia mordercy. To nie będzie prosta zagadka do rozwiązania. Tropy są niewielkie i w zasadzie dość niejasne. Podążanie jednym z nich denerwuje przełożonych inspektora. Drugi wątek jest tak mętny i niejasny, że miejscami grupa dochodzeniowa Banksa ma ochotę porzucić dalsze jego drążenie. Ostatecznie jednak obie ścieżki okazują się być dość istotne, a jedna doprowadza inspektora do wielkiej tajemnicy, a co za tym idzie – do mordercy. Czy inspektorowi uda się zatrzymać złoczyńcę? Czy jego grupa stanie za niem murem? A może to on będzie musiał bronić swoich śledczych? Czy przełożeni pozwolą Alanowi spokojnie pracować? Czy którykolwiek z podejrzanych mówi prawdę? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po powieść Petera Robinsona zatytułowaną Dzieci rewolucji.

Od początku nie potrafiłam zrozumieć tytułu tej powieści. Nawet do wydawcy napisałam, że chętnie przeczytam Dzień rewolucji. Jakoś nie potrafiłam się utożsamić z tym tytułem, a jego prawdziwe znacznie odkryłam na jednej z ostatnich stron powieści. Wówczas to wiele rzeczy stało się dla mnie jasnych i oczywistych. Zaczęłam się zastanawiać, czy gdybym wcześniej więcej wysiłku poświęciła lekturze, to czy sama odkryłabym wszystkie sekrety Dzieci rewolucji. Całkiem możliwe.

Nie będę was przekonywać, że książkę czyta się wyśmienicie i ekspresowo. Mnie się jej tak nie czytało, ale wina nie leżała po stronie lektury. Mam nadzieję, że zachęciłam was do sięgnięcia po tę pozycję i przekonania się na własnej skórze, czy warto poznać bliżej inspektora Banksa. Ja na pewno chciałabym przeczytać jego dalsze perypetie.

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

30 grudnia 2015

Próba sił ("Restart" Amy Tintera)

"Restart" Amy Tintera
tom: I
cykl: Restart
wyd. MAG
rok: 2015
str. 304
Ocena: 4,5/6


Muszę szczerze przyznać, że zeszła mi całkiem długa chwila przy lekturze Restartu. Sama nie wiem, czemu tak długo czytałam tę książkę. Nie chcę, byście mylnie sądzili, że była nudna, mało wciągająca czy beznadziejnie napisana. O nie. Ale coś nie do końca mi w niej leżało. I tak czytałam, jeden, dwa czy trzy rozdziały dziennie i odkładałam powieść na stolik nocny. Wczoraj niespodziewanie natknęłam się na koniec i nie mam tu na myśli, że na przykład przez przypadek na nim otworzyłam książkę. Po prostu czytałam, wciągałam się coraz bardziej (w sumie jak nigdy wcześniej w przypadku tej pozycji), a tu nagle finał. Bohaterowie docierają do punktu zwrotnego i... Tak właśnie kończy się Restart. A jak się zaczyna? O tym nieco poniżej.

Wren Connolly, a w zasadzie Wren Sto Siedemdziesiąt Osiem od pięciu lat mieszka w ośrodku KORPu (Korporacji Odnowi i Rozwoju Populacji). Ze swojego ludzkiego życia niewiele pamięta. W sumie ze śmierci również. W głowie został jej dźwięk krzyku, jaki sama z siebie wydawała, gdy restartowała. Zwykle restarci odradzają się szybciej, Wren już nie dawano szans, nawet przeniesiono jej ciało do sali umarłych. W czasie jej śmierci rany postrzałowe, w skutek których zmarła zaczęły się zabliźniać. To też dość niezwykłe. Restarci są sami w sobie piękni, blizny Wren nie tylko ją szpeciły (na szczęście znajdowały się na klatce piersiowej), ale dodatkowo odróżniały ją od innych. Istnieje przekonanie, zresztą poparte dowodami, że ci, którzy najdłużej restartują, są "bardziej". Bardziej restartami. Bardziej piękni. Bardziej bezwzględni. Korporacji wykorzystuje restartów do opanowywania niepokojów społecznych. Do łapania buntowników. Do ścigania dorosłych restartów. To kolejny fakt - tylko dzieci i młodzież restartują prawidłowo. Dorosły restart wariuje. Ma nierówno pod sufitem. Trzeba się go niezwłocznie pozbyć. Tym zajmują się wyszkoleni przez KORP restarci. Wren restartowała 178 minut, stąd też jej numer przy imieniu. Uważana jest za jednego z najlepszych i najstraszniejszych restartów. W zasadzie z nikim się nie trzyma. Wykonuje rozkazy bez mrugnięcia okiem. Nie ma wyrzutów sumienia. Nie ma wątpliwości. Ma jedną przyjaciółkę - współlokatorkę Ever. Gdyby nie to, że ze sobą mieszkały, pewnie nigdy by się nie zaprzyjaźniły. Wren nie należała do przyjaznych restartów. Uwielbiała za to dzień, gdy przybywały żółtodzioby. Mogła wybrać restarta do szkolenia jako pierwsza. Zawsze wybierała najwyższe numery. Jej podopieczni prawie nigdy nie ginęli podczas szkolenia. Inni nie mieli tyle szczęścia. Tym razem jednak coś się zmieniło, bo Wren została namówiona, by wybrać inaczej. I tak trafiła na Callum'a Reyes'a. Numer Dwadzieścia Dwa.

Świat restartów jest przedziwny, ale i niezwykły równocześnie. Niestety - autorka nie przyłożyła się za bardzo do opisów. Mam wątpliwości co do tego, jak dokładnie restarci wyglądają i jak funkcjonują. Autorka zaznaczyła, że po restarcie umarli pięknieją, ich rysy się wygładzają, cera poprawia i jaśnieje. Równocześnie zaznaczono, że nie przypominają ludzi, że od razu po nich widać, że umarli. Że są przerażający. Ale nigdzie nie znalazłam wyjaśnienia, co w nich jest takiego strasznego. Gdyby nie tego typu niedociągnięcia, książka byłaby naprawdę znakomita. Zastanawiam się, co będzie w dalszych częściach i czy poziom serii pójdzie w górę. Mam taką nadzieję.

Ogólnie książkę polecam, szczególnie, że prezentuje temat, na który nigdy wcześniej w literaturze się nie natknęłam. Bohaterowie są ciekawie zarysowani, czasem denerwujący, a czasem wzruszający. Ogólnie powieść czyta się dobrze. Zachęcam was do lektury i do podzielenia się waszymi opiniami o Restarcie - Amy Tintery. 

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

18 grudnia 2015

Mój największy skarb ("To tylko pies?" Suzanne Selfors)

"To tylko pies?" Suzanne Selfors
wyd. Wilga
rok: 2015
str. 382
ocena: 4/6


Każde dziecko jest wyjątkowe, choć zwykle dni upływają mu na nudnej codzienności. Życie dzieli między obowiązki domowe, szkołę i marzenia. Jednym z takich dzieci jest bohater książki "To Tylko Pies?". Homer Pudding, bo o nim mowa, to lekko puszysty dwunastolatek, który ze względu na swoje zainteresowania i całkowitą "asportowość" jest wyrzutkiem. Jego największą pasją są mapy, które kolekcjonuje i studiuje z wielką pieczołowitością. Zbiera też różne przedmioty przydatne poszukiwaczowi skarbów. Tak, największym marzeniem chłopca jest poszukiwanie skarbów. Nie ma się co dziwić, że ma on takie cele życiowe, w końcu jego codzienność wypełnia szkoła i nużące obowiązki na rodzinnej farmie kóz. Na szczęście ma on wsparcie w swoim wujku. Słynny poszukiwacz skarbów Drake niejednokrotnie odwiedzał swojego bratanka przywożąc mu "skarby" i wspierał go w realizacji marzeń. Niestety ta sielanka zostaje zniszczona informacją o jednym wydarzeniem. Wuj Drake ginie w paszczy zmutowanego żółwia, zostawiając swojemu ukochanemu bratankowi psa. Przy czym nie byle jaki pies.

"Pies nie przypominał zwierząt mieszkających na farmie. Miał zdecydowanie zbyt krótkie łapki, zbyt długie, brązowo – białe cielsko oraz skórę co najmniej kilka rozmiarów za dużą. Para brązowych uszu zwisał aż do ziemi niczym ciężkie zasłon, para brązowych oczu ginęła zaś pod nabrzmiałymi powiekami."

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie wie, o jakiego psa chodzi, to śpieszę z wyjaśnieniem – to basset. To co jako jedyne pozostaje chłopcu po wujku to jego "największy skarb".  W trakcie lektury powieści pies okazuje się być nie tylko problemem, ale również wielką tajemnicą. Jedna z nich i wszystkie razem wzięte zmuszają chłopca do wyruszenia na największą przygodę w swoim życiu i to w pełnej tajemnicy.

Fabuła jest ciekawa nawet dla dorosłego człowieka i mnie już po pierwszych kilku stronach książka pochłonęła, choć jest skierowana do raczej młodszego czytelnika. Liczni i dość wyraziści bohaterowie doskonale wpisują się w fabułę i to mimo tego, że są raczej schematyczni. Suzanne Selfors dość przyjemnie prowadzi akcję książki, nie brakuje tu zwrotów akcji. Mamy liczne zagadki, przygody, zło wcielone i przede wszystkim niezdarnego i ciapowatego psa. Czasami natrafia się na banały i oczywistości, ale pamiętajmy, że książka ta jest skierowana do młodego pokolenia czytelników. Przy czym młody to nie ten, który uważa się za młodego, choć ma co najmniej dwójkę z przodu, w swoim co najmniej dwucyfrowym dorobku życiowym. Po prostu chodzi o dzieci i młodzież, bo te starsze to już szukają miłości, romansów i takie tam.

Nie ukrywam, że do książki przekonała mnie okładka na której widniał basset. Opisy jego wyglądu i zachowania są bardzo obrazowe i wiernie oddają rzeczywistość. Co chwila leżąc w łóżku z tą książką zaglądałem na podłogę, gdzie przebywał przedstawiciel tego gatunku i uśmiechałem się pod nosem. No dobrze, ale wracajmy do książki. Kryminał "To tylko pies?" w sposób przystępny przekazuje uniwersalne wartości i w trochę inny, ciekawy sposób prezentuje niebezpieczeństwa i pozytywy życia. Starałem się nie zdradzić zbyt wielu szczegółów z książki, bo nawet najmniejszy z nich mógłby powiedzieć wam wszystko – w końcu to książka dla dzieci. Czytając miałem pewien niedosyt, chciałem więcej – i tu nie mówię tylko o swoim dziecinnym ja, ale także o tym "dorosłym". Całe szczęście jest już dostępna kolejna cześć.


Artur Borowski

Baza recenzji Syndykatu ZwB

11 grudnia 2015

Nowa Ziemia ("Misja 100" Kass Morgan)

"Misja 100" Kass Morgan
tom: I
cykl: 100
wyd. Bukowy Las
rok: 2015
str. 264
Ocena: 4,5/6


W oddali pasmo ciemnych chmur zbliża się
Nieposkromiona siła burz, boję się
My na fali zimnych słów, nasza mała łódź
Przezwycięży strach 1)

Co zrobimy, gdy życie na ziemi przestanie być możliwe? Może skończy się pokarm? Może zabraknie pitnej wody? Może powietrze nie będzie się nadawało do oddychania? A może wyniszczymy Ziemię wojnami? Kolejne kraje będą konstruować i detonować bomby atomowe, aż nie zostanie ani jedno miejsce, w którym można by bezpiecznie przebywać.

Tak stało się trzysta lat temu. Ziemianie, by się ratować, zebrali wszystko co byli w stanie i udali się na podbój kosmosu. Nie było gwarancji sukcesu, ale była to jedyna szansa na przetrwanie. Trzysta lat później, potomkowie uchodźców z Ziemi, wciąż żyją w kosmosie. Trzy połączone w całość statki kosmiczne: Feniks, Arkadia i Walden, to jedyny świat jaki znają. O planecie, z której pochodzą wiedzą tyle, ile wyczytają wewnętrznej sieci lub w pilnie strzeżonych księgach, które zabrano z Ziemi. Na statkach obowiązuje bardzo restrykcyjny kodeks Gai. Małżeństwa mogą mieć maksymalnie jedno dziecko. Przestępstwo popełnione przez dorosłą osobę karane jest śmiercią. Młodzi nawet za niewielkie przewinienie trafiają do Odosobnienia. Gdy osiągają pełnoletniość ich sprawa jest ponownie rozpatrywana. Są tylko dwie opcje - ułaskawienie, albo skazanie na śmierć. Niestety, od lat nikt nie został ułaskawiony. Niespodziewanie dla wszystkich, przywódcy zamiast organizować kolejne rozprawy, zbierają wszystkich więźniów i w tajemnicy przed załogą statków - postanawiają wysłać ich na Ziemie. Młodzi zesłańcy mają sprawdzić, czy na ich rodzimą planetę można już wrócić.

Dla Clarke jest to możliwość rozpoczęcia życia od nowa.
Dla Wellsa - szansa na pogodzenie się z ukochaną.
Dla Glass jest to koniec wszystkiego - już nigdy nie będzie jej dane odkupienie własnych win.
Bellamy musi koniecznie dostać się na ten statek. W końcu znajduje się na nim jego młodsza siostra.

Na pokładzie statku znajduje się setka nieletnich więźniów, których misją jest znalezienie miejsca, w którym reszta ludzi będzie mogła spokojnie osiąść.

W moim wypadku często zdarza się, że nim przeczytam powieść, mam okazję obejrzeć film lub serial, który powstał w oparciu o daną lekturę. Tak też natrafiłam na Misję 100. Obejrzałam serial, który pokochałam i wsiąkłam doszczętnie. Nawet nie wiem, jakich słów użyć, by opisać ten serial. Jest po prostu świetny. Po książkę chciałam sięgnąć zaraz gdy się dowiedziałam, że fabułę oparto na powieści Kass Morgan. Nie udało mi się jednak zdobyć Misji 100 zaraz po polskiej premierze. Później naczytałam się bardzo dużo negatywnych opinii na temat tej książki. Może nawet odrobinę się nimi zraziłam? W końcu jednak zdobyłam powieść i chcąc przekonać się na własnej skórze, czy warto, czy nie warto - rozpoczęłam lekturę. Jedno jest pewne - poza głównym motywem powieści, czyli wylotem w kosmos i wysłaniem misji na Ziemię, książka nie bardzo przypomina serial. Niby imiona bohaterów nie zostały zmienione, ale już ich charaktery i zachowanie - radykalnie odbiegają od tego, co przedstawiono w ekranizacji. Mimo to powieść bardzo mi się podobała. Mogę nawet powiedzieć, że mnie urzekła. Szczególnie historia Glass, której w serialu w ogóle nie było. I tak, jak lubię serialową Clarke, tak pokochałam książkową Glass. Bo jakoś do powieściowej Clarke nie zapałałam miłością.

Całość mogę śmiało polecić i to nie tylko fanom serialu, ale przede wszystkim tym, którzy z Misją 100 styczności nie mieli wcale. Powieść Kass Morgan czyta się znakomicie, bardzo szybko i płynnie. Autorka w pierwszy tomie serii skupiła się na uczuciach bohaterów, co przypadło mi do gustu. Brakowało mi jednak dreszczyku emocji, który towarzyszy serialowi. Liczę na to, że w kolejnej części, o ten dreszczyk nie będzie tak trudno jak dotychczas. Polecam.

Sil

1) Donatan & Cleo - Sztorm

30 listopada 2015

Praca nie hańbi "Krew na śniegu" Jo Nesbo

"Krew na śniegu" Jo Nesbo
wyd. Publicat
rok: 2015
str. 172
Ocena: 4/6


Uwielbiam Jo Nesbo. Jego seria o Harrym Hole zawładnęła moim sercem, odczuciami i pamięciom. Czytanie i słuchanie tamtych książek na zawsze wyryło się w mojej głowie. Jakiś czas temu przeczytałam Łowców głów. Niestety, książka mnie nie zachwyciła, więc i tym razem odrobinę się obawiałam. Szczególnie, gdy zobaczyłam, ile stron liczy ta opowieść. Sto siedemdziesiąt stron? To odrobinę mało na zbudowanie znakomitej postaci w stylu komisarza Hole.

Olav przez ostatnie lata imał się różnych prac, niestety - bez większych sukcesów. Kierowca w napadach? Odpada. Nie potrafi zachowywać się za kierownicą wystarczająco anonimowo. Złodziej? Do skreślenia, z powodów wyrzutów sumienia wobec ofiar. Handel narkotykami? Nie. Pomijając fakt miękkiego serca i podporządkowujące się natury, najzwyczajniej w świecie ma problemy z prostą matematyką. Na sam koniec Olav zajął się Alfonsem też nie mógł być, bo zakochiwał się w swoich pracownicach. No i nie potrafił ich w żaden sposób dyscyplinować. Koniec końców okazało się jednak, że dość dobrze, a z czasem bardzo dobrze, idzie mu zabijanie ludzi. Tak właśnie Olav stał się płatnym mordercą na usługach norweskiego mafioso - Daniela Hoffmanna. Kiedy szef go do siebie wzywa, ten nawet nie podejrzewa, o co może chodzić. A gdy słyszy, kto będzie jego kolejnym zleceniem, trudno mu je zaakceptować. Kobieta. I to nie byle jaka kobieta - żona Hoffmanna. I czemu mąż chce, by jego małżonka wyzionęła ducha podczas pozorowanego napadu? Bo go zdradza. Olav nie chce się zgodzić, nie ma jednak za dużego pola do manewru. Postanawia więc przystać na propozycję szefa, ale na swoich warunkach - czyli najpierw gruntowna obserwacja. W jej wyniku na jaw wychodzi wiele potworności, których Olav nie jest w stanie znieść, w efekcie czego zamiast żony, zabija jej kochanka. Ta decyzja okazuje się kluczową w całej powieści. W końcu to nie na mężczyznę było zlecenie. No i, jak się okazuje, to nie był jakiś pierwszy lepszy z brzegu, tylko syn bossa mafii z poprzedniego małżeństwa. Od tej chwili na szczycie listy osób do zabicia znajduje się on - Olav. Teraz to on powinien uciekać, zamiast tego, postanawia dokończyć dzieła.

Powieść mi się podobała, ale mnie nie zachwyciła. Nie wstrząsnęła mną. Nie wryła się w mój umysł. Odrobinę to przykre, bo nastawiłam się na coś znakomitego a dostałam dobre. W innym wypadku pewnie byłabym zachwycona, zarówno fabułą jak i zupełnie pokręconymi bohaterami, wykreowanymi przez Jo Nesbo. Mam nadzieję, że nie potraktujecie mojej recenzji jako zniechęcającej, Krew na śniegu to naprawdę fajna powieść, której warto poświęcić wieczór lub dwa. Polecam.
  
Sil


Baza recenzji Syndykatu ZwB

16 listopada 2015

Zapach śmierci („Ściśle tajne” Alex Kava)

„Ściśle tajne” Alex Kava
tom: II
cykl: Ryder Creed
wyd. Harper Collins
rok: 2015
str. 336
Ocena: 4,5/6


Na książki Alex Kavy zawsze czekam z zapartym tchem. Czytam je z wielką przyjemnością i z równie wielką ochotą polecam je innym. Nie inaczej było z Ściśle tajne, zdziwiło mnie jednak, że jest to drugi tom nowej serii. Jak dotąd ominęłam tylko jedną powieść autorki, i to na pewno nie była przedostatnia część. Wciąż się więc zastanawiałam, czy wszystko ze mną w porządku. Doskonale jednak pamiętam, że gdy czytałam poprzednią część serii, była to wciąż opowieść o Maggie O'Dell. Tymczasem teraz okazało się, że to już druga część przygód Rydera Creeda.

Od ostatniej wspólnej misji Rydera i Maggie minął już przeszło miesiąc i jakoś nie zanosiło się na rychłe kolejne spotkanie. Kiedy do biura K9 CrimeScents napływa kolejne zlecenie, tym razem dotyczące ulewnych deszczy, w skutek których doszło do osunięcia terenu w Karolinie Północnej, Hanna po prostu je przyjmuje. Tym bardziej, że pomocy potrzebuje Departament Obrony, a dokładnie, ktoś z przeszłości Rydera. Podpułkownik Peter Logan. Zmora i wybawiciel Creeda. Z jednej strony przywołuje w nim najmroczniejsze wspomnienia, z drugiej - wie, że jest mu winien przysługę. I to nie małą, w końcu Logan uratował mu życie. Nie bacząc więc na złe przeczucia, przewodnik wybiera psa tropiącego odpowiedniego do tej pracy i wyrusza w podróż. Na miejscu nic jednak nie jest takim, jakim być powinno. Do miejsca tragedii niemal nie da się dostać, a gdy to w końcu się udaje, okazuje się, że teren, który ma przeszukać jest zdecydowanie ograniczony. Bo jego zadaniem nie jest pomaganie miejscowej ludności, tylko odnalezienie ludzi, którzy pracowali dla rządu. Czy Ryder podporządkuje się wytycznym przełożonych? Czy uda mu się odnaleźć jakichś żywych pracowników ośrodka? Co, jeśli na miejscu tragedii zjawi się agentka O'Dell i stanie po drugiej stronie barykady? Czy tej dwójce uda się dogadać? Czy będą w stanie ze sobą współpracować? A może coś sprawi, że znów zjednoczą siły? By się dowiedzieć, jak rozwinęła się opowieść o pewnej wielkiej tajemnicy Departamentu Obrony USA, koniecznie musicie przeczytać Ściśle tajne, czyli drugą część serii o Ryderze Creedzie, autorstwa Alex Kavy.

Zawsze w trakcie i po lekturze powieści Kavy zostają mi w głowie sceny, jakby wycięte kadry z filmu, które przewijają mi się nieustająco przez myśli. Czasem nie pamiętam skąd pochodzą. Czasem nie jestem pewna, czy czasem nie są to realne wspomnienia. Czasem zastanawiam się, czy ze mną wszystko w porządku. A potem przypominam sobie, skąd te fragmenty pochodzą. I już wiem, że jestem zdrowa na umyśle. To ta autorka i jej książki. Alex Kava. Mistrzyni zapadania w pamięci czytelnika.

Ściśle tajne to oczywiście znakomita książka, choć muszę szczerze przyznać, że pierwsze książki Kavy powalały mnie na kolana i zachwycały, te nowsze - dobrze wpasowują się w moje czytelnicze upodobania i potrzeby, ale nie robią mi z mózgu sieczki. Mimo to - bardzo je lubię i z przyjemnością czytam kolejne dzieła tej autorki. Do tego ostatniego i was zachęcam.

Sil


Baza recenzji Syndykatu ZwB