Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

10 grudnia 2014

Nie chcę czuć się samotnym („Piękny kraj” Alan Averill)

„Piękny kraj” Alan Averill
wyd. Akurat
rok: 2013
str. 367
Ocena: 4/6

I got a heart
A czy ty masz serce? Jesteś w stanie kochać mocno, przebaczać bez względu na to, co się stało? A może nie? Może widzisz tylko i wyłącznie czubek swojego nosa? Najważniejsze dla ciebie jest tylko twoje bezpieczeństwo? Jesteś egoistą bez krzty pokory?
Nie? To bardzo dobrze. W takim wypadku jednak muszę cię zasmucić, Drogi Czytelniku, ponieważ po Ziemi wciąż chodzą ludzie, myślący tylko o sobie…

And I got a soul
Z duszą jest podobnie, czyż nie? Bezduszny, chcący się "nachapać" człowiek daleko nie zajdzie, ale ten, który dba, i przede wszystkim docenia to, co ma, osiągnie wiele.

Believe me, I use them both
Takahiro O’Leary to dorosły mężczyzna, który nie osiągnął wcale tak mało. Jednak… dalej mu czegoś w życiu brakuje, wciąż czuje tę pustkę wewnątrz siebie, jakby… ktoś wyrwał mu serce. Z tego też powodu próbuje popełnić samobójstwo i już, już prawie mu się to udaje, już ma popchnąć ten rozklekotany stołek, na którym stoi i zawisnąć na żyrandolu na wieki, wieków, amen, jednak rozdzwania się jego telefon. Przez kilka chwil toczy wewnętrzną walkę: odebrać, czy nie odebrać? W końcu telefon przestaje się wydzierać, więc Tak dochodzi do wniosku, że to nie było nic ważnego, to pewnie tylko jakiś sprzedawca tandety, chcący trochę zarobić na naiwnych ludziach. Jednak po sekundzie, może pięciu, znów zaczyna się to samo, telefon dzwoni i dzwoni i dzwoni, aż w końcu Tak postanawia porzucić plan zawiśnięcia na żyrandolu na wieki, wieków, amen, i odebrać ten cholerny telefon. Po jakże ciężkiej drodze w dół (telefon nadal dzwoni), Takahiro odbiera komórkę i otrzymuje ofertę nie do odrzucenia, ma być podróżnikiem w czasie.

So kiss me where I lay down
Samira natomiast jest weteranką wojenną. Pół roku temu wróciła z wojny, jednak w dalszym ciągu potrzebna jej specjalistyczna pomoc. Dziewczyna ma problem z ludźmi. Ciężko jest jej się otworzyć na innych. Mówić otwarcie o tym, co działo się na polu bitwy. Chyba nikt nie chciałby słuchać o tym, jak granat rozrywa twojego przyjaciela na strzępy, mam rację? Jednak uczęszcza na regularne spotkania z psychiatrą, ale… nawet on nie jest pewien, co do niektórych kwestii, jak na przykład, czy Samirze kiedykolwiek przejdzie chęć szorowania wszystkiego, co tylko ją otacza? Albo czy nadal będzie spać w metrze, gdyż wszędzie indziej jest, po prostu, za cicho?

My hands pressed to your cheeks
Mimo wszystko Samira nie potrafi zapomnieć o swoim starym przyjacielu z liceum – Taku. Dziewczyna myśli, że jej pierwsza miłość popełniła samobójstwo cztery lata wcześniej i, najprawdopodobniej, to też jest jedną z przyczyn jej załamania nerwowego.
Co się stanie, kiedy się dowie, że Takahiro żyje? Jak zareaguje na wieść, że świat za chwilę ma się skończyć? Czy uratują ludzkość? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie, czytając Piękny Kraj autorstwa Alana Averilla.

A long way from the playground
Powiem szczerze, książka nie powaliła mnie na kolana. Na początku było wszystko ładnie, pięknie, ale tak gdzieś od połowy zaczęło mi się nudzić. To nie  przez to, że nic się nie działo. To raczej z powodu tego, że autor tak wszystko zagmatwał, iż zaczęłam się gubić, a co za tym idzie zaczęłam tracić chęć do czytania. Z każdym kolejnym przeczytanym słowem miałam wrażenie, że kartki robią się coraz to cięższe, a ilość pozostałych stron do przeczytania, zamiast maleć – rosła. W końcu się poddałam, nie dotarłam do końca, tak jakbym chciała, ale czytałam tę książkę tak długo, że dłużej się chyba nie dało. I po prostu, na dzień dzisiejszy, mam jej serdecznie dość. Nie wiem, może przyjdzie taki czas, że sięgnę po tę pozycję jeszcze raz i wtedy przeczytam ją do końca. Od deski do deski. Teraz jednak nie mam na to siły. Może to po prostu jest książka, do której jeszcze nie dorosłam?

Czy ją polecam? Sama nie wiem i mam co to tego mieszane uczucia. A jednej strony mam ochotę napisać „tak! Bierzcie ją w ciemno!”, a z drugiej „niee, nie warto iść nawet do biblioteki, szkoda czasu”. Chyba najrozsądniejszym wyjściem będzie powiedzenie Wam „nie przejmujcie się moją opinią, przeczytajcie opis, jeśli trzeba wejdźcie na LubimyCzytać, wtedy sami zdecydujecie, czy chcecie czytać tą powieść czy nie”.

I have loved you since we were 18
Long before we both thought the same thing
To be loved and to be in love
And all I could do is say that these arms were made for holding you, ohohoh woah
I wanna love like you made me feel
When we were 18*

*One Direction – 18 (pozostałe urywki tekstu, również pochodzą z tej piosenki)


Vic :D


8 października 2014

W proch... („Głowa Niobe” Marta Guzowska)

„Głowa Niobe” Marta Guzowska
wyd. W.A.B.
cykl: Mario Ybl
rok: 2013
str. 352
Ocena: 4,5/6


Gdy na początku 2012 roku kończyłam czytać Ofiarę Polikseny wiedziałam, że jeśli Marta Guzowska napiszę kolejną część przygód głównego bohatera (a takie były zapowiedzi), na pewno po nią sięgnę. Przyszło mi trochę czekać na kontynuację serii o Mario Yblu, ale w końcu się doczekałam. Gdy kilka miesięcy temu trafiła ona w moje ręce, nie posiadałam się wręcz z radości. Dziś już wiem, że jakiś czas temu coś mnie ominęło. Do momentu zakończenia lektury byłam przekonana, że Głowa Niobe pochodzi z tego roku. Gdy zaczęłam pisać recenzję i przyszło do uzupełniania metryczki książki, okazało się, że pomyliłam się o cały rok. Więc zdecydowanie coś musiało mnie ominąć. W sieci znalazłam nawet wypowiedzi, że powieść była bardzo mocno reklamowana, wręcz z tym przesadzano. Czemu więc nic o tym nie wiedziałam? Jak to w ogóle możliwe? Może będzie lepiej dla mnie, jeśli nie będę się nad tym zbyt mocno zastanawiać. Ot, tych kilka minut poświęconych na napisanie powyższych zdań w zupełności wystarczy, bo oto przyszedł czas, na podzielenie się z wami wspomnieniami z właśnie zakończonej lektury.

Jest zima. Styczeń. Bardzo mroźny i przeraźliwie wręcz obfitujący w śnieg okres. Światowej sławy antropolog, profesor Mario Ybl został zaproszony na konferencję do zabytkowego pałacu w Nieborowie, gdzie ma zaznajomić prelegentów ze swoimi zainteresowaniami. Od początku jednak coś jest wyraźnie nie tak, jak być powinno. Kilka godzin po zakwaterowaniu w drzwiach jego pokoju staje kobieta. Nie jakaś obca i odstraszająca, wręcz przeciwnie. To znana mu z dawnych czasów Juliana, pracująca dla policji jako spec od fałszowania fotografii. Tylko, co ona tu robi? Ta myśl nie zajmuje Maria zbyt długo, bo Juliana zaczyna okazywać oburzenie jego obecnością w pokoju, który został jej przydzielony. Nieważne, że coś w przeszłości ich łączyło. Teraz ona ma męża i dziecko i nie ma zamiaru spać z nim w jednym pokoju! Niestety, w recepcji potwierdzają najczarniejszy scenariusz, który zarysował się w głowie kobiety. Nie ma w pałacu wolnych pokoi, a nawet wolnych łóżek. Para nie ma więc wyjścia i musi pozostać w jednym pokoju, na szczęście, znajdują się w nim dwa posłania. Niestety to nie koniec problemów Juliany, ponieważ głównym organizatorem spotkania jest jej kolejny były chłopak, a jego współpracownik, przez Maria zwany Studentem, ma ewidentną ochotę by ją bliżej poznać. Czy ta konferencja mogłaby się okazać jeszcze większą klapą? Chyba tylko, gdyby Pałac został zasypany podczas śnieżycy, cała obsługa nie dałaby rady do niego dojechać, linie telefoniczne zostałyby zerwane, zapasy pożywienia okazałyby się znikome, i co noc ginęłaby jedna osoba, bo wśród uczestników tego dość specyficznego zjazdu znajdowałby się seryjny morderca. Ale taki zbieg okoliczności byłby zdecydowanie zbyt absurdalny. Prawda? A jednak, czasem w życiu nawet mało prawdopodobne scenariusze okazują się rzeczywiste. Jak będzie tym razem? Czy znanemu antropologowi uda się rozwiązać zagadkę dotyczącą tworzonej przez mordercę kolekcji? Jak wiele osób będzie musiało wcześniej zginąć? Czy policja zdąży do Nieborowa na czas? By się tego wszystkiego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Marty Guzowskiej.

Mało prawdopodobne... a jednak. Jakie to dziwne. Gdy czytamy coś, co zdecydowanie odbiega od codziennej rutyny, zwykle trudno nam w to uwierzyć. A przecież w życiu nieraz przytrafiają nam się sytuacje, o których nawet w snach nie było mowy. Opada nam szczęka, myśli zaczynają się kotłować, uparcie szczypiemy się po dłoniach, by sprawdzić, czy w końcu będzie nam dane wybudzić się z tego snu. Nic z tego. Dopadła nas w zmora nieprawdopodobności i musimy się z nią zmierzyć. Tylko jak to zrobić?

Głowa Niobe, tak jak i Ofiara Polikseny intryguje niemal od samego początku. Z powieścią jest jednak jeden mały problem. Jakoś nie wciąga za bardzo. Nie nudzi czytelnika, o nie, co to, to nie. Ale nie zmusza go do wciskania nosa w książkę i czytania do upadłego. W zasadzie kilka rozdziałów przed snem i człowiek musi sobie zrobić przerwę. Te stosowane przeze mnie zwykle trwały aż do kolejnego wieczoru, gdy to na dobranoc sięgałam po tę powieść. Jakoś wcześniej niż w okolicach północy nie mogłam się do lektury zmobilizować. Może to nawet lepiej? Dzięki temu niemal delektowałam się każdym kolejnym przeczytanym zdaniem, a nim kolejnego dnia sięgałam po powieść, wielokrotnie analizowałam to, czego dowiedziałam się poprzedniego wieczoru. Ogólnie jednak czytanie najnowszej powieści Marty Guzowskiej zajęło mi całkiem sporo czasu, za czym nie przepadam. Chyba zbyt mocno chciałam poznać zakończenie historii, przez co podświadomie oddalałam je od siebie? Sama nie wiem. W ostatecznym rozrachunku wygrała jednak autorka. Przekonała mnie do swojego pomysłu, a nawet zaskoczyła kilkoma rozwiązaniami. W zasadzie niemal do końca nie byłam pewna, kto i dlaczego morduje, a o to przecież chodziło.

Powieść polecam przede wszystkim wielbicielom rozwiązywania skomplikowanych zagadek, ale myślę, że każdy fan ciekawego, a miejscami nawet bardzo zabawnego kryminału, znajdzie w Głowie Niobe coś dla siebie. Zachęcam więc do lektury i do dzielenia się z otoczeniem opinią na jej temat.

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

27 sierpnia 2014

Znaleźć winnego („Ucieczka” Elizabeth Chandler)

„Ucieczka” Elizabeth Chandler
wyd. Dolnośląskie
rok: 2013
str. 289
Ocena: 5/6


Uciekać można przed wieloma rzeczami. Przed problemami, przed nielubianymi osobami, przed… demonem? Tak, przed nim też można uciekać. Jednak… co jeśli tym demonem okazuje się być nasza najlepsza przyjaciółka? Osobą, którą znamy praktycznie od zawsze? A może to nie ona? Tylko zły duch, który opętał jej umysł? Nie wiem, w każdym razie, to musi być straszne uczucie.

Ivy tak właśnie się czuje, kiedy odkrywa, że Beth opętał Gregory, jej koszmar, którego myślała, że się pozbyła. Jednak on powrócił, w ciele jej najlepszej przyjaciółki. A co więcej, za pomocą nastolatki, nastawił Willa – byłego chłopaka, a teraz przyjaciela Ivy – przeciwko niej samej. Will myśli, że to Ivy wrzuciła Beth kawałki szkła do buta, a nie na odwrót, a dziewczyna nie może mu tego wyjaśnić, ponieważ on nie chce z nią rozmawiać. A ponadto sądzi, że Luke, który w rzeczywistości jest Tristanem, to morderca. W końcu z zimną krwią zabił swoją byłą, prawda? Jednak to nie był on, i Ivy doskonale o tym wie. Dlatego też postanawia sama, z niewielką pomocą Tristana, poszukać dowodów na jego niewinność, jednocześnie ukrywając chłopaka w starym, opuszczonym kościele.
Co wyjdzie z jej poszukiwań? Czy uda jej się udowodnić niewinność Luke’a? Czy Gregory wyniesie się z ciała Beth, czy też postanowi zostać na dłużej? Kto rzeczywiście kryje się za morderstwem niejakiej Corinne?

Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji… Poprzednia część wydawała mi się… mdła i wkurzająca, jednak w Ucieczce znów coś się dzieje, Ivy jest zdecydowana i wie co chce robić. I to, to ja rozumiem! Kończy się w dość… zaskakujący sposób, i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest jeszcze jedna część. Na początku (mam zły nawyk czytania ostatnich zdań w książkach) myślałam sobie „eee, nie chce mi się już dalej tego czytać”, jednak potem sobie pomyślałam „eee, chyba jednak poproszę Sis, żeby załatwiła mi tę ostatnią (mam nadzieję) część".

Jednym słowem, piąta część znów przyciągnęła moją uwagę i jestem skłonna polecić ją Wam, drodzy czytelnicy ;). A teraz uciekam zrobić się na bóstwo, bo normalnie nie wyrobie się przed osiemnastą…


Vic :D


13 sierpnia 2014

Po prostu… Wyparowała („Gorączka 2” DeeShulman)

„Gorączka 2” Dee Shulman
wyd. Egmont
rok: 2013
str. 472
ocena: 5/6


Czy można tak po prostu wyparować? Rozpłynąć się w powietrzu? Nie wydaje się to prawdopodobne, prawda? A może jednak? Może istnieje coś, co powoduje, że człowiek najzwyczajniej w świecie znika. Rozpływa się, a jedyne co po nim pozostaje to ubrania, ułożone dokładnie tak, jakby miał je na sobie oraz wiele, wiele pytań. Jak to się stało? A może ktoś go/ją porwał? Przecież to niemożliwe, żeby ta osoba zniknęła. A jednak, wszystko jest możliwe.

Ona i on. Pochodzą z dwóch różnych światów, a łączą ich w sumie dwie rzeczy. Pierwsza to wirus, którego atak oboje przetrwali, a druga to miłość. Najprawdziwsza jaka tylko może być. Jednak wszystko zaczyna się komplikować. Sielanka Ewy i Setha w szkole dla szczególnie uzdolnionych St. Mag’s, kończy się wraz z rozpoczęciem fali tajemniczych zniknięć w Londynie, których nijak nie da się wytłumaczyć. W końcu nikt ot tak nie wyparowuje, prawda?

Z Ewą także nie jest najlepiej. Jej stan pogarsza się z dnia na dzień, a lekarze nie potrafią powiedzieć dlaczego tak się dzieje. W końcu w krwi dziewczyny nie wykryto żadnych niebezpiecznym bakterii, ani czegoś innego, co mogłoby zagrażać jej życiu. Więc co się dzieje? Dlaczego dziewczyna cały czas omdlewa? Czemu dostaje zapaści? Tego nie wie nikt…

Natomiast Seth… Musi ratować świat. Po tym jak okazało się, iż tajemnicze zniknięcia ludzi to sprawka Matta, jego najlepszego przyjaciela, chłopak dowiaduje się, że Parallon zamienia się w kolejne Londinium, że powstają tam areny, że odbywają się walki gladiatorów, a za tym wszystkim stoi Kasjusz Malchus. Ale żeby tego było mało, wir, dzięki któremu można podróżować w czasie, uległ rozregulowaniu, co zagraża nie tylko istnieniu Parallonowi, ale także całemu światu. Jakie będą skutki prób ratowania świata? Czy Ewa przeżyje? A co z Sethem? Czy Kasjusz ich dopadnie?

Książka… No cóż, jest dobra. Ba! To za mało powiedziane. Cały czas trzyma w niepewności, jest nieprzewidywalna. A to niedźwiadki kochają najbardziej :D (nie, przesadziłam, jest jeszcze 1D, a tego nic nie przebije).

Z tego co zauważyłam, autorka upodobała sobie kończenie w najmniej odpowiednim momencie. Jak można urywać w pół zdania? (Od razu przypomina mi się Gwiazd Naszych Wina). Ja rozumiem utrzymanie napięcia, wzniecenie ciekawości, ale żeby aż tak!? No bez jaj, to nie fair! Nie wiem czy wytrzymam do wydania kolejnej części (chyba, że jestem źle poinformowana i ta część już wyszła), a jak nie to sama napiszę zakończenie i tyle z tego będzie (będzie ono jedno zdaniowe, no może dwu, nic trudnego).

Polecam z całego serca i zachęcam do przeczytania.


Vic :D



7 sierpnia 2014

W imię miłości „Miasto popiołów” Cassandra Clare

„Miasto popiołów” Cassandra Clare
wyd. MAG
seria: Dary Anioła
rok: 2013
str. 528
ocena 5/6


Po przeczytaniu i obejrzeniu ekranizacji Miasta kości byłam pewna jednego - jak najszybciej muszę zapoznać się z kontynuacją serii Cassandry Clare. Jak to jednak zwykle bywa, nie wszystko układa się po naszej myśli. Tak też było z Miastem popiołów - książka stała na półce przez kilka miesięcy, a ja jakoś nie mogłam się przemóc, by rozpocząć lekturę. To chyba przez zakończenie pierwszej części. Bałam się tego, co może nastąpić dalej i jak rozwinie się akcja. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w ogóle jest sens kontynuowania tego cyklu. Tak, wiem - stoi to w sprzeczności do tego, co napisałam wcześnie. Tak jednak w przypadku tej książki zadziałał mój mózg. W końcu nadszedł okres urlopowy i stwierdziłam, że dłużej nie będę tego odkładać. Teraz bardziej niż wcześniej jestem przekonana, że wkrótce sięgnę po trzecią część tej zdumiewającej serii. Gdybym przed wakacjami była odpowiednio zaopatrzona, pewnie już bym ją czytała. Co mnie ostatecznie przekonało do tej pozycji? Jakie były moje z niej wrażenia? O czym opowiadała i jak się zakończyła? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, zapraszam do zapoznania się z poniższym tekstem.

Clary nie wie, jak poradzić sobie z faktami, dotyczącymi jej życia, przez lata przed nią zatajanymi. Nie dość, że w ogóle otaczający ją świat jest jedną wielką iluzją, pełną wampirów, wilkołaków i innych stworzeń, to jeszcze sama w pełni przynależy do tej nieprawdopodobnej rzeczywistości. Nie tylko jest Nefilimem, to jeszcze pochodzi, zarówno ze strony matki jak i ojca, z rodu Nocnych Łowców. Jedyne czego jej w tej chwili brak, by wstąpić w ich szeregi, to odpowiednie przeszkolenie. W głowie dziewczyny kotłują się miliony pytań, na które nikt nie może jej odpowiedzieć. Matka, niczym Śpiąca królewna, od wielu dni nie odzyskała przytomności, ciąży na niej czar, którego nikt nie potrafi zdjąć. Ojciec zaś, który podobno zmarł lata temu, jest zdrajcą, przestępcą, oszustem i w ogóle najstraszniejszą kreaturą, o jakiej wśród Nifilim słyszano. Clarissa nie ma więc komu zadać pytań, na które koniecznie musi poznać odpowiedzi. Najgorsze jednak jest to, że Jace, który w ostatnim czasie stał się jej tak bliski, powinien być dla niej kimś ważnym od lat. Szkoda tylko, że dziewczyna dowiedziała się o tym tak późno, i że teraz z tego powodu nie pozostaje jej nic, poza skutecznym unikaniem go, co wcale nie jest takie proste. Zło nie odeszło, a jej ojciec planuje dalszy bunt i przejęcie władzy. Clary nie pozostaje więc nic poza zjednoczeniem się z Nocnymi Łowcami i rozpoczęciem wojny. Jakie będą losy Jace'a i Clary? Co łączy tych dwoje? Jakie tajemnice skrywa matka dziewczyny i czy komuś uda się ją wybudzić z tej przedziwnej śpiączki? Jakie zadanie ma tajemnicza Inkwizytorka? Czy Simonowi uda się zdobyć serce przyjaciółki? By uzyskać odpowiedzi na te, i na wiele innych pytań, koniecznie trzeba sięgnąć po drugą część serii Dary Anioła zatytułowaną Miasto Popiołów.

Książkę czyta się fenomenalnie. Brak w niej przydługich, a przez to nudnych i nieciekawych opisów, oraz nic nie wnoszących dialogów. Całość została znakomicie skomponowana, dzięki czemu czytelnik nawet nie zauważa, kiedy kończy lekturę. W jednej chwili wraz z Simonem i Clary ogląda się telewizję, by w następnej zwiedzać świat Faerie, czy też walczyć z gromadą niebezpiecznych Demonów. Kiedy żywi się nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, dużo łatwiej czyta się o wydarzeniach, które niemal na pewno mogą doprowadzić do tragedii. Ja dodatkowo od początku lektury modliłam się, by to, o czym młodzi dowiedzieli się pod koniec pierwszego tomu okazało się nieprawdą. I pewne znalezione w powieści zdania mogłyby o tym świadczyć. Z tym większą ochotą sięgnę po kolejną część serii, żywiąc nadzieję na absolutny happy end. Jednym słowem seria Dary Anioła to znakomita lektura nie tylko dla młodzieży, ale i dla dorosłych czytelników. Choć ekranizacja podobno okazała się finansową klapą, to mam nadzieję, że dane mi będzie zobaczyć pozostałe części cyklu na dużym ekranie. Zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z twórczością Cassandry Clare

Sil

11 lipca 2014

Najgłośniejsza pszczoła w ulu* („[buzz]” Anders De La Motte)

„[buzz]” Anders De La Motte
wyd. Czarna Owca
rok: 2013
str. 456
Ocena: 4,5/6


Od blisko roku ukrywa się. Ślad po nim zaginął już dawno, a on sam nie wie już kim jest. Henrik Pettersson zniknął, przepadł, rozsypał się w pył. Od tamtego czasu wielokrotnie zmieniał dane personalne, powierzchowność i miejsce pobytu. Systematycznie unikał elektroniki i ludzi z małymi, srebrnymi urządzeniami. I za każdym razem, gdy zaczynał odczuwać ściskanie w dołku - znikał. Czasami już zaraz po przyjeździe w dane miejsce miał wrażenie, że jest obserwowany. Podświadomość mówiła mu, że został zdemaskowany - więc uciekał. Jeszcze przed chwilą znakomicie bawił się w Tajlandii, teraz siedzi w barze w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. I czuje to. Dławi go w dołku, włoski na przedramionach stają dęba. Coś jest nie tak. Na pewno został odkryty. Zaraz go zgarną. Przecież mają takie możliwości. Na pewno już wiedzą, że tu jest. Chyba, że... mu się jedynie wydaje. Jeszcze jeden drink i już zapomina o czym myślał. Podchodzi do nieznajomej i niewątpliwie pięknej kobiety i po chwili przeżywa najlepszy seks w swoim życiu. Tak - tego typu przygody zdecydowanie pozwalają mu zapomnieć o tym, co zostawił za sobą i do czego nigdy nie będzie mógł wrócić do Szwecji. A może jednak?

Już gdy czytałam, a w zasadzie słuchałam [geim] wiedziałam, że historia HP na pewno tak szybko nie zostanie zamknięta. Gdy kończyłam tamtą lekturę wiele wskazywało na to, że się nie mylę. Zresztą wkrótce okazało się, że autor pochylił się nad swoim pomysłem i stworzył nie jedną, nie wie, a trzy części przygód Henkego. Po przeczytaniu [buzz] jestem wręcz przekonana, że finałowe [bubble] będzie jeszcze lepsze niż jej poprzedniczki. [buzz] jest pełne zagadek, niedomówień i nagłych zwrotów akcji. Czytelnik po [geim] jest przekonany, że wie wiele, o ile nie wszystko. Kolejna część przygód HP uświadamia, w jak wielkim jest się błędzie. Wszystko co było pewne jest stawiane pod znakiem zapytania. Kim tak naprawdę jest Henrik? Kim jest Rebecca? Czy Gra dalej się toczy? Kto jest przywódcą i czy to możliwe, by był na wyciągnięcie ręki? Jeśli nie na wszystkie, to przynajmniej na część z tych pytań odpowie lektura [buzz].

Niewątpliwie jestem pod wrażeniem. Sama książka może nie powala na kolana, ale jest bardzo dobrze napisana. Lektura intryguje, wciąga, a miejscami nawet miesza czytelnikowi w głowie. Autor zręcznie porusza się w temacie, dzięki czemu cała historia nabiera wiarygodności. Choć miejscami trudno połapać się we wszystkich niuansach akcji, to jednak główny nurt jest przejrzysty i łatwo wyczuwalny. Płyniemy z nim a miejscami dajemy mu się porwać tak całkowicie, że trudno jest stwierdzić, czy uda nam się bezpiecznie wydostać na brzeg. Na każdym zakręcie czai się niebezpieczeństwo. Woda jest wzburzona, a dno zupełnie niewidoczne. Przynajmniej do czasu. Bo w pewnym momencie robi się zupełnie klarowne. Czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak chwycić się za głowę w geście pełnym niedowierzania. Jak to możliwe, że przegapiło się niektóre, oczywiste na końcu fakty?

[buzz] autorstwa Andersa De La Motte burzy mury, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Pokazuje rzeczywistość wirtualną z zupełnie nieznanej strony i sprawia, że czytelnik zaczyna się bać. Czy jesteśmy bezpieczni w sieci? Jak wiele kłamstw jest nam na co dzień sprzedawanych? Jak nisko na drabinie dostępu do prawdziwych informacji jesteśmy? Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, ale może, kto wie, kiedyś jakiś nikomu nieznany HP odkryje przed nami prawdę? Powieść warta przeczytania, jednak tylko i wyłącznie pod warunkiem wcześniejszego zapoznania się z [geim].


* str. 181

Sil


7 lipca 2014

Niektóre wieczności są większe niż inne („Gwiazd naszych wina” John Green)

„Gwiazd naszych wina” John Green
wyd. Bukowy las
rok: 2013
str. 312
Ocena: 7/6


„Kiedyś powiedziałeś, że umieranie jest jak spadanie i teraz rozumiem, co miałeś na myśli. To tak, jakbyś leciał ku końcowi i nie mógł się zatrzymać, możesz tylko spadać i czekać, aż twoje ciało uderzy o dno. Ale przypuszczam, że gdybym spadał dla ciebie, wykorzystałbym cały czas, jaki mógłbym mieć. Chcę z tobą spadać, a kiedy uderzymy o ziemię, chcę uderzyć w nią obok ciebie”*


Umrzeć. To wydaje się być takie łatwe, prawda? Każdemu wydaje się, że to jest chwila. Krótka chwila, która jest bezbolesna, jest dla nas ukojeniem. Pomyśleliście kiedyś, że są osoby, które umierają latami? Którym wydaje się, że „życie, to tylko skutek uboczny umierania”? Chociaż… Jak tak teraz o tym myślę, to sądzę, że mają rację. W końcu każdego z nas czeka śmierć, right? Nie znamy dnia ani godziny, ale… Nie, jednak są osoby, które znają datę swojej własnej śmierci. Może nie dokładną, ale znają. Usłyszały od lekarza „przykro mi, zostało ci kilka miesięcy życia”. Jak one się z tym czują? Na pewno nie skaczą z radości, w końcu właśnie dowiedziały się, że nie pożyją tak długo, jakby tego chciały, ponieważ ich organizm powoli się wyłącza. Zdrowe komórki pomału są zastępowane komórkami rakowymi.

Właśnie taką osobą jest Hazel. Siedemnastoletnia dziewczyna, która ma raka tarczycy z przerzutami do płuc. Nie jest w stanie sama oddychać. Można powiedzieć, że topi się we własnych płynach. Całymi dniami przesiaduje w domu i czyta książki. Jej rodzice twierdzą, że wpadła w depresję, dlatego też każą uczęszczać jej na zajęcia grupy wsparcia. Nastolatka zapiera się rękami i nogami, byleby tylko nie iść do Sanktuarium, w którym odbywają się spotkania. Jednak jej mama nie chce odpuścić, więc Hazel chcąc wreszcie mieć spokój, zgadza się i jedzie na zajęcia. Na początku wydają się jej nudne. W końcu nie robi się na nich nic poza przedstawianiem siebie, swojej choroby (nie można tego inaczej nazwać), oraz modleniem się.

Podczas któregoś z rzędu spotkania, do Dosłownego Serca Jezusa przychodzi obcy chłopak. Nazywa się Augustus Watres i od roku jest wolny od kostniakomięsaka, niestety musiał przypłacić tę wolność swoją kończyną. Spotkanie zaczyna się tak jak zawsze. Od modlitwy i przedstawienia się, kiedy Patric – prowadzący spotkania – pyta się Augustusa, czego boi się najbardziej, a ten odpowiada, że zapomnienia, w Hazel zaczyna się gotować i, ku zaskoczeniu innych, odzywa się poruszona niemalże do żywego. I w ten sposób wybucha dyskusja jakiej ściany Sanktuarium jeszcze nie słyszały.
Po zakończonym spotkaniu, przed budynkiem, gdy Hazel czeka na swoją mamę, Augustus próbuje zaprosić dziewczynę na spotkanie. Nie jest to randka, ponieważ jego zamiary są czysto przyjacielskie, przynajmniej na początku. Dziewczyna na wstępie odmawia, jednak po dłuższych przekonywaniach zgadza się i tym sposobem otwiera się na nową znajomość, przed którą tak zaciekle broniła się przez ostatnie trzy lata. Jakie będą skutki tego spotkania? Czemu Hazel boi się nowych znajomości? Czy wszystko skończy się dobrze? Na te pytania odpowie Wam tylko Pan Green w swojej książce „Gwiazd naszych wina”.

Jestem…. Nawet nie potrafię tego opisać. Załamana? Rozdarta? Zraniona? Nie wiem, naprawdę nie potrafię moich uczuć wyrazić słowami. Nigdy wcześniej tak się nie czułam, po przeczytaniu książki. Pewnie, że były powieści, które doprowadzały mnie do łez. Zresztą, doprowadza mnie do nich nie tylko literatura.  Ale to… To przebija wszystko. Gwiazd naszych wina, to jedna z najlepszych książek jakie do tej pory przeczytałam. Ryczałam jak bóbr od połowy, aż do samego końca. Kiedy wydawało się, że wszystko już będzie dobrze, coś musiało się zepsuć. Coś, czego nie można było już naprawić. I to było… to jest i zawsze będzie straszne. Ta świadomość, że nic nie można zrobić, że wszystko skończone. Nie potrafię sobie poradzić z myślą, że gdyby to wszystko działo się choć odrobinę wcześniej, to mogłoby skończyć się inaczej. Ta świadomość jest najgorsza. Ta niemoc. Pomyślicie zapewne, że w ogóle nie powinnam zawracać sobie tym głowy, bo to tylko książka. Bo wszystko co jest tam zawarte jest fikcją. Ale ja nie potrafię. Zbytnio przywiązałam się do bohaterów, żeby ot tak o nich zapomnieć, żeby się nimi nie przejmować.

Czasami zastanawiam się, czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Czemu jedni żyją, są zdrowi i nic im nie dolega, a inni muszą się męczyć, walczyć o każdy oddech? Czemu każdy nie może mieć kolorowego życia, bez problemu, jakim niewątpliwie jest rak? I cały czas nie potrafię się z tym pogodzić, i sądzę, że jeszcze długo nie będę mogła. Ale dzięki tej książce zrozumiałam jedno. Należy cieszyć się chwilą, bo drugiej takiej samej nie będzie nam dane przeżyć. Nigdy nie wiesz, co może się stać, dlatego należy szanować to, co się ma. Ludzi, którzy nas otaczają. Kochać swoich bliskich niezależnie od tego, jacy by nie byli, ponieważ wystarczy jedna chwila, i to wszystko może zniknąć, pęknąć niczym mydlana bańka. I… i nie wiem co jeszcze mogę do tego dodać. Chyba tylko to, że życie jest krótkie i nie warto marnować czasu na takie błahostki jak kłótnia z przyjaciółką. Po prostu ciesz się tym co masz.

Książka jest świetna dla osób, które lubią popłakać, ale szczególnie polecam ją tym, którzy nie doceniają tego co dostały od życia. Zresztą, każdy, niezależnie od wieku, powinien ją przeczytać, bo jest po prostu piękna i warta uwagi.

„Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne” (str. 235)

„Moje idee są jak gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje” (str. 308)

„Cholernie trudno zachować godność, gdy wschodzące słońce jest zbyt jaskrawe dla twych gasnących oczu” (str. 241)

„-Czujesz się lepiej?
-Nie – wymamrotał Isaac, ciężko dysząc.
-Tak to jest z bólem – odpowiedział Augustus, a potem spojrzał na mnie – Domaga się, byśmy go odczuwali”

„W miarę jak czytał, zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie”

„-Okay – powiedział, gdy minęła cała wieczność. – Może „okay” będzie naszym „zawsze”.
-Okay – zgodziłam się”

I can hear your heart
On the radio beat
They're playing 'Chasing Cars'
And I thought of us
Back to the time,
You were lying next to me
I looked across and fell in love
So I took your hand
Back through lamp-lit streets and knew
Everything led back to you
So can you see the stars?
Over Amsterdam
You're the song my heart is
Beating to**

*Fanfic pt: „Catch me, I’m falling”
**Ed Sheeran “All Of The Stars”


18 czerwca 2014

Podróżować w czasie („Nieskończoność” H.J. Rahlens)

„Nieskończoność” H.J. Rahlens
wyd. Egmont
rok: 2013
str. 455
Ocena: 5,5/6


Shut the door,
Turn the light off.
I wanna be with you,
I wanna feel your love.*


Siedzę przed komputerem, wpatruję się w okładkę książki, a w głowie mam totalny... Nie będę kończyła zdania, bo musiałabym nieźle naprzeklinać. Co się właśnie stało? Czy to stało się naprawdę, czy to tylko moja wybujała wyobraźnia? Nie potrafię pozbierać się po przeczytaniu Nieskończoności. Była ona tak… inna od tego, co przeczytałam do tej pory. Równocześnie lektura ta była fascynującym doświadczeniem, zupełnie oderwanym od szarej rzeczywistości. Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy z racji tego, że przeczytałam tak dużo różnych książek i fanficów (aczkolwiek jest to jest to i tak niewiele w porównaniu do tego, ile przeczytała moja siostra ;P). A tu nagle BUM! Jak nagła ciąża. Dostałam do ręki Nieskończoność autorstwa Holly-Jane Rahlens. Na początku trochę kręciłam nosem, bo „koniec roku” i trzeba „wyciągać oceny”, bo to, bo tamto. Jednak kiedy przeczytałam pierwszą stronę nijak nie potrafiłam skupić się na innych rzeczach, typu biologia czy fizyka. To tyle słowem wstępu, jeśli chcecie dowiedzieć się, co tak bardzo mnie zafascynowało, koniecznie czytajcie dalej.

Jest rok 2264. Dwudziestosześcioletni Finn Nordstrom właśnie dostaje do przetłumaczenia pamiętnik pewnej trzynastolatki. Ma wątpliwości związane z tą pracą, ponieważ „zeszyt ma kolor wściekłego rożu i nie pachnie zbyt przyjemnie”, ale jednocześnie zastanawia się, jak Laboratorium było w stanie, tak wiernie, skopiować pamiętnik dziewczynki. Na samym początku czytanie wręcz go nudzi. Bo w końcu kto chce czytać w kim „zakochała” się trzynastolatka, albo co dostała na urodziny? W każdym bądź razie ja bym nie chciała… Ale z racji tego, że przyjął zlecenie, wciąż rzetelnie tłumaczył - kartka po kartce, słowo po słowie - to co napisała tajemnicza E. Z każdą chwilą coraz bardziej fascynowały go myśli dziewczynki, dlatego też, gdy dostał do przetłumaczenia drugi pamiętnik E. zrobił to z ogromną przyjemnością, dowiedział się także, iż piętnastoletnia wówczas dziewczyna ma na imię Eliana.
Pewnego dnia do jego gabinetu zawitał Dok-Dok RikritSriwanichpoom (dłuższego nazwiska nie mieli na stanie??), wraz z przyjaciółką Finna – Rouge. Dziewczyna i Finn dostają zlecenie przetestowanie nowej gry, tajemniczo zatytułowanej „Projekt czas”. Chłopak bardzo niechętnie się na to godzi, gdyż nie przepada za grami. Razem wyruszają do 2003 roku. Gra jest na tyle realistyczna, że gdyby Finn nie wiedział, że jest grą, pomyślałby, że rzeczywiście przeniósł się w czasie. Kiedy młody mężczyzna wykonuje swoje zadania, w niewielkiej księgarni spotyka… uwaga, uwaga, werble poproszę… Elianę, która jest zupełnym przeciwieństwem jego wyobrażeń, a poznaje ją tylko po tym, że dziewczyna jest razem z mamą, która woła ją po imieniu. Czy Finn i Eliana porozmawiają ze sobą? Jak potoczy się ich znajomość? Co chłopak wyczyta w pamiętniku, który dostanie do przetłumaczenia po swoim powrocie z gry? Czy wszystko skończy się szczęśliwie? Tego dowiecie się tylko i wyłącznie wtedy, gdy przeczytacie Nieskończoność.

Zastanawiacie się zapewne, do czego służy tekst napisany pochyłą czcionką na samej górze. Hmm… tego Wam nie zdradzę, ponieważ sadzę (a przynajmniej mam taką nadzieję), iż zrozumiecie o co mi chodzi, podczas czytania tej książki.

Powieść jest, tak jak wspomniałam na samym początku, bardzo inna od „zwykłych powieści”. Dzięki niej możemy dosłownie przenosić się w czasie. Rozbudowane opisy pozwalają „wczuć” się w postać, o której aktualnie mowa.

Jest jednak jeden haczyk. Trzeba czytać bardzo uważnie, gdyż łatwo zgubić watek. W zasadzie, cała książka jest pisana w trzeciej osobie liczby pojedynczej, rzadko kiedy zdarzają się zwroty z użyciem pierwszej osoby. To, moim zdaniem, jest minus, ale w końcu takie było zamierzenie autorki, prawda? Wyplenienie poczucia własnej osobowości, to coś, do czego dążą ludzie w 2264 roku. Uważają, że „tak będzie lepiej dla ludzkości”. W końcu nie można koncentrować się tylko na sobie. Co za bzdury… to akurat najmniej mi się podobało. Ale pomijając ten mało znaczący fakt, książka jest naprawdę warta uwagi i każdej poświęconej na nią chwili (nawet jeżeli to wiąże się z niższą oceną końcowo-roczną, hahahaha, jak dobrze, że tak się nie stało w moim przypadku :D).

*One Direction – Moments

„Wakacje na horyzoncie!
Naprawdę? Gdzie?!”

Vic :D

23 maja 2014

Błędy młodości („Dziewczyny z Danbury. Orange is the new black” Piper Kerman)

„Dziewczyny z Danbury. Orange is the new black” Piper Kerman
wyd. Replika
rok: 2013
str. 360
Ocena: 4,5/6




Think of all the roads
Think of all their crossings
Taking steps is easy
Standing still is hard
Remember all their faces
Remember all their voices
Everything is different
The second time around*
Młodość ma to do siebie, że wiele jej można wybaczyć. Wiele - ale niestety nie wszystko. Kto, w wieku lat nastu, nie robił rzeczy, które ludziom dorosłym nie przystoją? Imprezy do białego rana. Zadawanie się z nieodpowiednimi osobami. Postępowanie wbrew zasadom logiki i zdrowego rozsądku. Samo życie, prawda? Jak się okazuje, nie dla każdego... przynajmniej do czasu.

Piper Kerman pochodzi z Bostonu. Wbrew oczekiwaniom rodziny nie została ani prawnikiem, ani lekarzem, ani nauczycielem. Studiowała teatr i wśród bohemy czuła się najlepiej. Nie oznacza to jednak, że studia były strzałem w dziesiątkę. Szczerze powiedziawszy - ledwo udało jej się tę uczelnię ukończyć. Po dyplomie również nie zamierzała się ustatkować, teraz to dopiero miała plan - bawić się, eksperymentować, badać i doświadczać. Teraz miało się zacząć prawdziwe życie Piper. Mieszkała w Northampton w stanie Massachusetts i kochała to miejsce. Pracowała jako kelnerka, biegała i oddawała się kolejnym romantycznym przygodom z apetycznymi dziewczynami i chłopakami. Istna sielanka. Dość szybko związała się ściślej z Norą Jansen, która co prawda nie od razu, ale w końcu zupełnie zauroczyła Piper. Niestety Nora nie była niewinną studentką, czy spokojną i stateczną bizneswoman, choć do tej ostatniej zdecydowanie jej najbliżej. Mówiąc wprost nowa dziewczyna Piper parała się dość niebezpiecznym zajęciem - przemycała narkotyki oraz pieniądze i to na dość dużą skalę. Często więc znikała, wyjeżdżała na kilka dni, tygodni, miesięcy i zostawiała swoją dziewczynę samą. W końcu nadszedł ten dzień, gdy poprosiła Norę, by ta towarzyszyła jej w podróży do Indonezji. Był tylko jeden problem - Piper miała się tam dostać nieco inną trasą niż Nora. Tak zaczęła się jej niewielka przygoda ze światem przestępczym, która wiele lat później, odbiła się jej czkawką.

Dziewczyny z Danbury to powieść, a w zasadzie opowieść o tym, co wydarzyło się w życiu Piper Kerman. Kobieta z pełną otwartością snuje swoją historię, nie szczędząc czytelnikowi ani wesołych ani dołujących fragmentów. Lektura z pozoru wydaje się lekka i przyjemna, w rzeczywistości jest pełna zawiłości i skrywanych emocji. Pokazuje jak życie może się zmienić z powodu jednej złej decyzji podjętej w młodości pod wpływem impulsu. Nie ma lekko, a sprawiedliwość może się po ciebie upomnieć w każdej chwili. Nie ma znaczenia, że minął tydzień, miesiąc czy rok. Ba - czasem może ona zapukać do twych drzwi nawet po dziesięciu latach. I co wtedy?

Książka mi się podobała, ale nie powaliła mnie na łopatki. Wiem, że powstał na jej podstawie serial i chętnie go obejrzę, mam nadzieję, że będzie mi to dane i że przypadnie mi on do gustu. Dziewczyny z Danbury polecam, myślę, że warto sięgnąć po tę lekturę i dowiedzieć się, jak czasem życie się plącze i czym może się skończyć młodociana brawura.

Sil


*Regina Spektor - You've Got Time


5 maja 2014

Na bezrybiu? („Ogień” Mats Strandberg, Sara S. Elfgren)

„Ogień” Mats Strandberg, Sara S. Elfgren
wyd. Czarna Owca
seria: Engelfors
rok: 2013
str. 696
Ocena: 3/6


Gdy pół roku temu czytałam Krąg miałam co do tej pozycji pewne wątpliwości. Uważam jednak, że w życiu trzeba być twardym, a nie miękkim, wzięłam się więc w garść i przeczytałam książkę do końca. Po jej zakończeniu stwierdziłam, że w sumie, po niemal sześciuset stronach było nawet dobrze. Co jakiś czas wracały do mnie fajne fragmenty tej powieści, a to bardzo dobrze. Równocześnie przez wiele miesięcy nie byłam w stanie sięgnąć po kolejną część serii, pomimo tego, że znajdowała się ona w mojej biblioteczne. Kilka razy byłam niezmiernie blisko - ale zawsze się poddawałam. W końcu uświadomiłam sobie, że nigdy jej nie przeczytam i jedyny sposób na to, by ukazała się recenzja tej książki, to jej przekazanie młodszemu pokoleniu. Byłam przekonana, że komu jak komu, ale mojej siostrze ta seria przypadnie do gustu. Możecie się jedynie domyślać, jakie było moje zaskoczenie, gdy przeczytałam jej recenzję... Chyba rodzinnie niezupełnie przepadamy za tą serią. Ze swojej jednak strony chciałabym powiedzieć, że po książkę warto sięgnąć, by się na własnej skórze sprawdzić, o co ten cały szum.

Sil

Minoo, Linnea, Anna-Karin, Vanessa i Ida spotykają się po przerwie wakacyjnej w szkole. Wszystkie dźwigają na swoich ramionach brzemię magii. To one zadecydują czy świat zostanie zniszczony.
Dziewczyny muszą ćwiczyć swoje magiczne zdolności, które odkryły całkiem niedawno, bo bez nich nie są w stanie przeciwstawić się demonom. Lecz w jaki sposób mają to robić, kiedy do miasta przybywa Rada, która wyraźnie zakazuje używania magii, a jeśli ktoś złamie zasady - grozi mu kara? Na domiar złego w mieście zaczyna działać Pozytywne Engelsfors, czyli tajna sekta.
Czy dziewczyny poradzą sobie z demonami? Jak wszystko się dalej potoczy? Aby się tego dowiedzieć, musicie przeczytać Ogień!

Szczerze mówiąc…. Ta książka nie spodobała mi się ani trochę, nie dobrnęłam nawet do połowy. Czytało mi się źle i straaasznie powoli. Fabuła…. No cóż, chyba łatwo domyślić się, jakie będzie zakończenie. Nie przekonują mnie żadne magiczne moce, ani nic w tym stylu, wolę książki bardziej… „przyziemne”, że tak powiem. Albo i nie, bo w końcu kto powiedział, że fanfici są przyziemne? Nie ważne… Ja osobiście nie poleciłabym tej książki żadnemu z moich znajomych, nie wspominając już o obcych ludziach…

Podsumowując, jedyne co czułam podczas czytania, to znudzenie totalne i chęć wyrzucenia książki przez okno, byleby więcej na nią nie patrzeć…. Niestety, z racji tego, że to nie moja książka, nie mogłam tego uczynićL.
Grrr, ja taka niedobra, jak to tak? Wyrzucać książkę przez okno? Możecie mnie za to zlinczować :P


Vic


30 kwietnia 2014

Kolorowe sprzątanie („Wszystko w porządku. Układamy sobie życie” Szymon Hołownia, Marcin Prokop)

„Wszystko w porządku. Układamy sobie życie” Szymon Hołownia, Marcin Prokop
wyd. Znak
rok: 2013
str. 514
Ocena: 4/6


90% populacji, a na pewno wszyscy znani mi ludzie, na brzmienie słów "porządki" i "sprzątanie" co najmniej się wzdryga. Co prawda nie dotyczy to ludzi muszących się uczyć, wówczas sprzątanie okazuje się być najwspanialszą czynnością na świecie, ale to opowieść na inny tekst. Wracają do lęku i strachu przed sprzątaniem, o ile sami tego robić nie lubimy (nie licząc sytuacji opisanej wcześniej), to z wielką chęcią i wielką radością możemy popatrzeć jak inni to robią. Tymczasem niebanalny duet Hołownia i Prokop w swoje książce pod tytułem „Wszystko w porządku. Układamy sobie życie” właśnie tym tematem się zajęli. Pomysł co najmniej kontrowersyjny, czytać o czyimś sprzątaniu, jakbyśmy sami nie mieli do ogarnięcia sterty walących się gratów i pamiątek upchanych w zakamarkach szafy. Jednak do sięgnięcia po tę książkę przekonać nas ma bardzo chytry plan autorów, i/lub wydawcy, polegający na bardzo efektownej oprawie wizualnej. Kolorowa i sztywna okładka oraz ponad pięćset wielobarwnych stron, pełnych najróżniejszych zdjęć sprawiają, że porządki autorów przyciągają uwagę czytelników. Takie zabiegi się opłacają. Pomijając powyższe zapewne wielu czytelników sięgnie po tę książkę ze względu na znakomity duet autorów. Raczej nikomu, kto choć sporadycznie spogląda na telewizor, nie jest obca aparycja obu panów. Tak różni od siebie, a tworzą uzupełniającą się mieszankę humoru, światopoglądu i inteligencji, którą można nie tylko przeczytać, ale także zobaczyć w programie telewizyjnym "Mam Talent".

Dobrze, w końcu mogę przejść do samej książki. Autorzy porządkują w niej swoje dotychczasowe doświadczenia, pogląd na świat i życiowe pamiątki. Obaj panowie zebrali tego tak wiele i z tak różnych dziedzin życia, że uporządkowanie tego stanowi nie lada wyzwanie. Książka stanowi zbiór felietonów, które zostały poukładane tak, jak układa się sprzątanie domu. Od przedpokoju, przez bibliotekę, salę tortur, po kufer na strychu. No dobra, przyłapaliście mnie, nie ma sali tortur, ale jest pokój zwierzeń. Książka niektórych nastraja pozytywnie do spojrzenia na świat, innym otwiera oczy, pokazując między innymi jak wielu ludzi pracuje w skrajnych warunkach na to, byśmy mogli cieszyć się swoimi gadżetami i dobrobytem. Dowiemy się gdzie duet, niekoniecznie razem, chciałby pojechać, kogo poznać i jakie auto jest złe. Felietony te pozwalają odkryć autorów na nowo. Jednak zawsze musi być jakieś ale. Mimo, iż książka jest bardzo pozytywna, a humor wycieka z niej niczym woda z gąbki, to tak naprawdę omawiana pozycja jest o niczym, bo pisze się w niej o wszystkim. Im więcej chciałem jej przeczytać, tym mniej mi się udawało i coraz bardziej mnie nużyła. Musiałem ją odłożyć na półkę. Jednak po jakimś czasie wracałem do niej chcąc pochłaniać kolejne strony, zwykle dwie lub trzy. Tak, w ciągu kilku tygodni, dobrnąłem do końca książki. Czy pokazałem, o czym jest ta książka? Oczywiście, że nie! Czy polecam tę książkę? Nie wiem, bo to wszystko zależy, czy potencjalny odbiorca lubi czytać luźno związane, tak naprawdę jedynie kokardką, felietony z dziedzin wszelakich. Jeśli tak, to należy iść do księgarni, szukać książki wydanej przez Znak. Jeśli nie, to sięgnijcie po tę książkę, aby poznać ludzi ze szklanego ekranu.


Artur Borowski

2 kwietnia 2014

Przez Przypadek („Pan Przypadek i celebryci” Jacek Getner)

„Pan Przypadek i celebryci” Jacek Getner
wyd. Zakładka
rok: 2013
str. 234
Ocena: 4,5/6


Kiedy kilka miesięcy temu miałam przyjemność po raz pierwszy zapoznać się z twórczością Jacka Getnera - obiecałam sobie, że do następnych przygód Jacka Przypadka będę podchodzić dużo mniej sceptycznie. Bo nie tylko się nie zawiodłam, ale i byłam mile zaskoczona. Niestety, jak to zwykle bywa obietnice to jedno, a faktyczne działanie to drugie. Jeszcze zima się nie zaczęła, a już miałam w rękach nową powieść pana Getnera. Niestety, aż do wiosny nie miałam kiedy po nią sięgnąć na dłużej i przeczytać.

Jak można się było spodziewać po tytule, tym razem Jacek Przypadek skupił się na rozwiązywaniu spraw ściśle powiązanych z szeroko rozumianym showbiznesem. Całość składa się z trzech części, o których nieco szerzej przeczytać można poniżej.

W bardzo popularnym serialu obyczajowym ginie jeden z bohaterów. Niestety, jak się okazuje, to nie część fabuły, ale i fakt. Niespodziewanie dla wszystkich zebranych na stypie, wychodzi na jaw, że aktor grający trupa, stał się nim w rzeczywistości. Znaczy się trupem. Umarł nie na niby, jak to było w scenariuszu, ale naprawdę. Niestety, a może i stety, śmierć nie była przypadkowa, dzięki czemu naszemu początkującemu detektywowi, Jackowi Przypadkowi, trafiło się dość intratne zlecenie.

Pewien dziennikarz, który nie zauważył, że jego gwiazda tak jakby nieco wyblakła, jest szantażowany. Swego czasu postanowił uaktualnić Manifest komunistyczny i uzupełnił go o swoją, dość krępującą i nie nadającą się do publikacji, opinię. Teraz nie ma innego wyjścia, musi jak najszybciej odzyskać ową pozycję, w innym wypadku jego kariera będzie skończona. Jak się można spodziewać - ratować z opresji będzie go nie kto inny, jak sam Jacek Przypadek.

Artystka, znana z tego, że jest znana, wpadła w nie lada kłopoty. Musi wzmóc promocję samej siebie, a tymczasem zniknął jej dość narcystyczny narzeczony, który jest... gejem. Kobiecie to jednak nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Musi go jednak jak najszybciej odnaleźć. To zadanie zleca jasnowidzowi-detektywowi, który przy okazji poszukiwań dowiaduje się, że jego pracodawczyni nie jest jedyną kobietą poszukującą wspomnianego mężczyzny.


Całość, tak jak i poprzednia część, napisana została sprawnie, zabawnie i lekko. Książkę czyta się ekspresowo i z wielką przyjemnością. Strony same przelatują przez palce, a uśmiech występuje na ustach nadspodziewanie często. Pan Przypadek i celebryci to zdecydowanie warta polecenia pozycja, która nie tylko odstresuje, ale i pozwoli spojrzeć na życie z przymrużeniem oka.

Sil

 Baza recenzji Syndykatu ZwB

21 marca 2014

Smacznie i z głową („Zima w kuchni pięciu przemian” Anna Czelej)

Tak, tak... wiem, że już wiosna... cóż począć? 

„Zima w kuchni pięciu przemian” Anna Czelej
wyd. Illuminatio
rok: 2013
str. 232
Ocena: 4/6


Biorąc do ręki Zimę w kuchni Pięciu przemian zastanawiałam się, jak mnie zmienią owe przemiany tej zimy. I czy w ogóle zdążą w jakikolwiek sposób na mnie wpłynąć, bo to przecież różnie bywa. Tym bardziej, gdy owa "zima" trwa w sumie może dwa tygodnie. Ale chyba lepiej nie zapeszać, kalendarzowa mroźna pora roku wciąż trwa, więc i chłody i białe opady mogą wrócić. I co wtedy? Może lepiej nie zagłębiać się w te tematy.

Ponieważ nigdy wcześniej nie miałam styczności z kuchnią, w której gotuje się według Pięciu Przemian, postanowiłam odrobinę zgłębić temat. Jak się okazuje, nic co na pierwszy rzut oka wydaje się proste, takim nie jest. Tym bardziej gotowanie według wspomnianych Przemian... Albo inaczej - samo gotowanie jest banalne, ale zrozumienie jego sensu, to już wyższa szkoła jazdy.

Zgodnie z informacją zamieszczoną na skrzydełkach książki Anny Czelej, metoda gotowania według Pięciu Przemian wywodzi się ze Wschodu. Zakłada ona, że w każdej z pięciu grup smakowych znajdują się produkty zrównoważone, rozgrzewające i wychładzające. Do tego każdy produkt, w zależności od posiadanych właściwości, wpływa na organizm człowieka w określony sposób. Celem kuchni Pięciu Przemian jest uzyskanie harmonii. By ją osiągnąć należy spożywać produkty spożywcze w pięciu smakach, nie eliminując przy tym żadnej grupy ani żadnej przemiany. To tyle dość drętwej teorii, którą należy przełożyć z obcego na nasze.

Do tytułowych Pięciu Przemian zalicza się następujące przemiany i towarzyszące im smaki:
*przemiana ognia - w jej wypadku mamy do czynienia ze smakiem gorzkim,
* przemiana ziemi - smak słodki,
* przemiana metalu - smak ostry,
* przemiana wody - smak słony,
* przemiana drzewa - smak kwaśny.
Takie przedstawienie przemian chyba nieco wyjaśnia - wypunktowane powyżej smaki są nam wszystkim znane i na co dzień się z nimi spotykamy, choć nie zawsze zwracamy na nie uwagę. Każda przemiana została zaopatrzona w produkty yin, mające własności wychładzające i nawilżające, zrównoważone yin-yang oraz rozgrzewające yang.

Książka Zima w kuchni pięciu przemian wyposażona została w Tabelę aspektów smakowych produktów zimowych, które powinny być spożywane w okresie od 22 grudnia do 21 marca. W Tabeli znajdują się produkty sezonowe zimowe, rozdzielone według ich smaków (np. smak kwaśny - ocet winny, mandarynki; smak słodki - siemię lniane, lawenda itp.).

Potrawy w książce Anny Czelej podzielone zostały na:
* zimowe zupy (np. zupa fasolowa z oliwkami czy zupa chrzanowa),
* zimowe sałatki i surówki (np. sałatka z białej kapusty ze śmietaną, surówka z fasolą i ogórkami kiszonymi),
* zimowe dania ciepłe (np. gulasz sojowy z ryżem, pieczeń z tofu),
* zimowe warzywa (np. buraki z jabłkami w majeranku, zapiekanka z fasoli ze śliwkami),
* zimowe przekąski i dodatki (np. kulki z fety, pasta z migdałami),
* zimowe desery (np. kutia z ryżem czy babeczki orzechowe).

Każdy przepis znajdujący się w którejś z powyższych podgrup wyposażony został przez autorkę w ciekawą fotografię (wykonaną przez Annę Czelej), precyzyjną listę składników oraz dość dobrze skonstruowany sposób przygotowania. Niestety jak zwykle zabrakło w książce elementów, na których (poza przepisami) zależy mi najbardziej, tj. wartości kalorycznej potrawy, przybliżonej ceny, na ile osób wystarczy danej potrawy, czasu przygotowania oraz wskazania, gdzie można kupić mniej popularne składniki (np. tamari czy algi).


Ogólnie pozycję czyta się dobrze, książka jest przejrzysta i dobrze napisana. Przepisy w niej zawarte, są warte wykorzystania. Zachęcam do zapoznania się z tą pozycją.

7 marca 2014

Zaczarowany każdy dzień („Czaromarownik 2014”)

„Czaromarownik 2014”
wyd. Iluminatio
rok: 2013
str. 210
Ocena: 5/6


Nowe wydanie Czaromarownika, na rok 2014, jest zdecydowanie pozycją interesującą. Już na pierwszy rzut oka widać, że wydawca nie oddaje czytelnikowi byle czego. Pozycja została wzbogacona o piękną, przyjemną w dotyku, twardą oprawę. Materiał, niczym zamsz, delikatnie oddziałuje na palce i zachęca do zajrzenia do środka. Środek utrzymany jest w czarno-białej tonacji, dodającej kalendarzowi szyku i jakiejś takiej mroczności, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trudno to wytłumaczyć, ale pozycja sprawia wrażenie magicznej, choć do tej pory magia kojarzyła mi się z feerią barw. Samo wnętrze... cóż, można znaleźć w nim zarówno to, czego szuka się w standardowym kalendarzu, a także, a może przede wszystkim, to czego się w nich nie szuka.

Układ Czaromarownika 2014 jest dość prosty - każdy tydzień roku zamieszczony został na dwóch stronach w podziale na 5 dni (dni robocze) na jednej stronie i 2 dni (weekend), na kolejnej stronie. Przy każdym weekendzie znajdują się różnego rodzaju porady i rytuały, które mają za zadanie sprawić, że nadchodzący (a w zasadzie trwający już rok) przeżyje się lepiej i ciekawiej. I tak na przykład znaleźć tu można rytuał na wzmocnienie nadziei, albo dowiedzieć się, jaki jest Twój magiczny kolor. W Czaromarowniku 2014 wyczytamy również, jakie są ćwiczenia na kreatywność, oraz jak je wykonać, a także dowiemy się, czego jeszcze nie wiemy o słońcu.

Każdy tydzień z omawianą pozycją przynosi więc coś nowego, niesamowitego i zaskakującego Czytelnik rozwija się, uczy i staje się bardziej... bardziej sobą, bardziej kreatywny, bardziej obeznany i bardziej wierzący w samego siebie.

Nie można zapomnieć, że w Czaromarowniku 2014 zamieszczono kompleksowy horoskop dla każdego znaku zodiaku.


Mnie osobiście pozycja przypadła do gustu i mogę z czystym sumieniem zachęcić wszystkich do sięgnięcia po niego, nawet teraz, kiedy powoli kończy się pierwszy kwartał roku.

5 marca 2014

Dobre bo... („Smaczna Polska. Regionalny przewodnik kulinarny” Magda Gessler)

„Smaczna Polska. Regionalny przewodnik kulinarny” Magda Gessler
wyd. Znak Litera Nova
rok: 2013
str. 250
Ocena: 5,5/6


Każdy, choć odrobinę zainteresowany tym co je, słyszał kiedyś nazwisko Gessler. To nazwisko, połączone z imieniem Magda, mówi niemal wszystko. Na co dzień znana restauratorka. Jak piszą w Internecie jest właścicielką i współwłaścicielką kilkunastu restauracji. Od kilku lat prowadzi polską wersję programu Kuchenne koszmary zatytułowaną Kuchenne rewolucje oraz jest jurorką w polskiej edycji MasterChef'a. Zdecydowanie więc nie może narzekać na nudę, a na kuchni powinna się znać. Dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po jej najnowszą książkę kucharską, zatytułowaną Smaczna Polska. Regionalny przewodnik kulinarny. Co odnalazłam w jej wnętrzu? Czy mnie czymś zaskoczyła? Czy czuję się usatysfakcjonowana? By się tego dowiedzieć należy zapoznać się z poniższym tekstem.

Magda Gessler podzieliła Kuchnię Polską na osiem rozdziałów, w których zawarła to, co najlepsze według niej w danym regionie naszego kraju. W książce znajdziemy więc następujące kuchnie:
* kresową,
* kujawską,
* małopolską,
* mazowiecką,
* podlaską,
* pomorsko-kaszubską,
* śląską,
* warmińsko-mazurską,
* wielkopolską.

Autorka nie ograniczyła się do zapoznania czytelnika z recepturami na najlepsze przepisy z danej części Polski. Przed przystąpieniem do ich godnego zaprezentowania Magda Gessler wnikliwie przeanalizowała ich składy. Dzięki temu była w stanie pokazać i opisać produkty, z których konkretne dania powinny zostać przygotowane. Każdy składnik zostaje przez nią obszernie opisany. Autorka opowiada, jak w danym rejonie kraju przygotowuje się np. powidła, ile czasu na daną czynność należy poświęcić, kto jest do niej delegowany i jak to się robiło w przeszłości. Jeśli jakiś składnik został wpisany na przykład na listę produktów tradycyjnych, na pewno przeczytacie o tym w Smacznej Polsce.

W dalszej części rozdziału, jak się można spodziewać, znajdują się przepisy, w których autorka wskazuje na jakie okazje można zastosować dane danie (np. na mniejszy apetyt czy na rodzinny obiad), oraz na ile osób wystarczy składników. Następnie zapoznajemy się z listą niezbędnych produktów i sposobem przygotowania danej potrawy, nakreślonym prostym i przystępnym dla laika językiem. Całość zwieńczona jest świetnymi fotografiami potraw autorstwa Adama Sztokiniera, wystylizowanymi przez Marylę Musidłowską i Esterę Sytniewską. Niestety w samych przepisach, jak niemal zawsze, zabrakło mi wskazania kosztu dania, jego kaloryczności, oraz informacji o tym, gdzie można zakupić mniej dostępne produkty. Boli szczególnie to ostatnie, bo skoro sięgamy po kuchnię regionalną, to jak się można spodziewać, nie wszystko znajdziemy w pobliskim markecie.

Smaczna Polska mimo wszystko to nie tylko zbiór wyśmienitych przepisów, ale i kompendium wiedzy na temat naszych krajowych produktów. Pozycja została bardzo dobrze napisana, zawiera precyzyjne wskazówki jak, co i kiedy, oraz świetne fotografie. Polecam.