7 lipca 2014

Niektóre wieczności są większe niż inne („Gwiazd naszych wina” John Green)

„Gwiazd naszych wina” John Green
wyd. Bukowy las
rok: 2013
str. 312
Ocena: 7/6


„Kiedyś powiedziałeś, że umieranie jest jak spadanie i teraz rozumiem, co miałeś na myśli. To tak, jakbyś leciał ku końcowi i nie mógł się zatrzymać, możesz tylko spadać i czekać, aż twoje ciało uderzy o dno. Ale przypuszczam, że gdybym spadał dla ciebie, wykorzystałbym cały czas, jaki mógłbym mieć. Chcę z tobą spadać, a kiedy uderzymy o ziemię, chcę uderzyć w nią obok ciebie”*


Umrzeć. To wydaje się być takie łatwe, prawda? Każdemu wydaje się, że to jest chwila. Krótka chwila, która jest bezbolesna, jest dla nas ukojeniem. Pomyśleliście kiedyś, że są osoby, które umierają latami? Którym wydaje się, że „życie, to tylko skutek uboczny umierania”? Chociaż… Jak tak teraz o tym myślę, to sądzę, że mają rację. W końcu każdego z nas czeka śmierć, right? Nie znamy dnia ani godziny, ale… Nie, jednak są osoby, które znają datę swojej własnej śmierci. Może nie dokładną, ale znają. Usłyszały od lekarza „przykro mi, zostało ci kilka miesięcy życia”. Jak one się z tym czują? Na pewno nie skaczą z radości, w końcu właśnie dowiedziały się, że nie pożyją tak długo, jakby tego chciały, ponieważ ich organizm powoli się wyłącza. Zdrowe komórki pomału są zastępowane komórkami rakowymi.

Właśnie taką osobą jest Hazel. Siedemnastoletnia dziewczyna, która ma raka tarczycy z przerzutami do płuc. Nie jest w stanie sama oddychać. Można powiedzieć, że topi się we własnych płynach. Całymi dniami przesiaduje w domu i czyta książki. Jej rodzice twierdzą, że wpadła w depresję, dlatego też każą uczęszczać jej na zajęcia grupy wsparcia. Nastolatka zapiera się rękami i nogami, byleby tylko nie iść do Sanktuarium, w którym odbywają się spotkania. Jednak jej mama nie chce odpuścić, więc Hazel chcąc wreszcie mieć spokój, zgadza się i jedzie na zajęcia. Na początku wydają się jej nudne. W końcu nie robi się na nich nic poza przedstawianiem siebie, swojej choroby (nie można tego inaczej nazwać), oraz modleniem się.

Podczas któregoś z rzędu spotkania, do Dosłownego Serca Jezusa przychodzi obcy chłopak. Nazywa się Augustus Watres i od roku jest wolny od kostniakomięsaka, niestety musiał przypłacić tę wolność swoją kończyną. Spotkanie zaczyna się tak jak zawsze. Od modlitwy i przedstawienia się, kiedy Patric – prowadzący spotkania – pyta się Augustusa, czego boi się najbardziej, a ten odpowiada, że zapomnienia, w Hazel zaczyna się gotować i, ku zaskoczeniu innych, odzywa się poruszona niemalże do żywego. I w ten sposób wybucha dyskusja jakiej ściany Sanktuarium jeszcze nie słyszały.
Po zakończonym spotkaniu, przed budynkiem, gdy Hazel czeka na swoją mamę, Augustus próbuje zaprosić dziewczynę na spotkanie. Nie jest to randka, ponieważ jego zamiary są czysto przyjacielskie, przynajmniej na początku. Dziewczyna na wstępie odmawia, jednak po dłuższych przekonywaniach zgadza się i tym sposobem otwiera się na nową znajomość, przed którą tak zaciekle broniła się przez ostatnie trzy lata. Jakie będą skutki tego spotkania? Czemu Hazel boi się nowych znajomości? Czy wszystko skończy się dobrze? Na te pytania odpowie Wam tylko Pan Green w swojej książce „Gwiazd naszych wina”.

Jestem…. Nawet nie potrafię tego opisać. Załamana? Rozdarta? Zraniona? Nie wiem, naprawdę nie potrafię moich uczuć wyrazić słowami. Nigdy wcześniej tak się nie czułam, po przeczytaniu książki. Pewnie, że były powieści, które doprowadzały mnie do łez. Zresztą, doprowadza mnie do nich nie tylko literatura.  Ale to… To przebija wszystko. Gwiazd naszych wina, to jedna z najlepszych książek jakie do tej pory przeczytałam. Ryczałam jak bóbr od połowy, aż do samego końca. Kiedy wydawało się, że wszystko już będzie dobrze, coś musiało się zepsuć. Coś, czego nie można było już naprawić. I to było… to jest i zawsze będzie straszne. Ta świadomość, że nic nie można zrobić, że wszystko skończone. Nie potrafię sobie poradzić z myślą, że gdyby to wszystko działo się choć odrobinę wcześniej, to mogłoby skończyć się inaczej. Ta świadomość jest najgorsza. Ta niemoc. Pomyślicie zapewne, że w ogóle nie powinnam zawracać sobie tym głowy, bo to tylko książka. Bo wszystko co jest tam zawarte jest fikcją. Ale ja nie potrafię. Zbytnio przywiązałam się do bohaterów, żeby ot tak o nich zapomnieć, żeby się nimi nie przejmować.

Czasami zastanawiam się, czemu życie jest takie niesprawiedliwe? Czemu jedni żyją, są zdrowi i nic im nie dolega, a inni muszą się męczyć, walczyć o każdy oddech? Czemu każdy nie może mieć kolorowego życia, bez problemu, jakim niewątpliwie jest rak? I cały czas nie potrafię się z tym pogodzić, i sądzę, że jeszcze długo nie będę mogła. Ale dzięki tej książce zrozumiałam jedno. Należy cieszyć się chwilą, bo drugiej takiej samej nie będzie nam dane przeżyć. Nigdy nie wiesz, co może się stać, dlatego należy szanować to, co się ma. Ludzi, którzy nas otaczają. Kochać swoich bliskich niezależnie od tego, jacy by nie byli, ponieważ wystarczy jedna chwila, i to wszystko może zniknąć, pęknąć niczym mydlana bańka. I… i nie wiem co jeszcze mogę do tego dodać. Chyba tylko to, że życie jest krótkie i nie warto marnować czasu na takie błahostki jak kłótnia z przyjaciółką. Po prostu ciesz się tym co masz.

Książka jest świetna dla osób, które lubią popłakać, ale szczególnie polecam ją tym, którzy nie doceniają tego co dostały od życia. Zresztą, każdy, niezależnie od wieku, powinien ją przeczytać, bo jest po prostu piękna i warta uwagi.

„Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne” (str. 235)

„Moje idee są jak gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje” (str. 308)

„Cholernie trudno zachować godność, gdy wschodzące słońce jest zbyt jaskrawe dla twych gasnących oczu” (str. 241)

„-Czujesz się lepiej?
-Nie – wymamrotał Isaac, ciężko dysząc.
-Tak to jest z bólem – odpowiedział Augustus, a potem spojrzał na mnie – Domaga się, byśmy go odczuwali”

„W miarę jak czytał, zakochiwałam się w nim tak, jakbym zapadała w sen: najpierw powoli, a potem nagle i całkowicie”

„-Okay – powiedział, gdy minęła cała wieczność. – Może „okay” będzie naszym „zawsze”.
-Okay – zgodziłam się”

I can hear your heart
On the radio beat
They're playing 'Chasing Cars'
And I thought of us
Back to the time,
You were lying next to me
I looked across and fell in love
So I took your hand
Back through lamp-lit streets and knew
Everything led back to you
So can you see the stars?
Over Amsterdam
You're the song my heart is
Beating to**

*Fanfic pt: „Catch me, I’m falling”
**Ed Sheeran “All Of The Stars”


6 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo emocjonalna historia. Też wyłam. A na ekranizacji to już w ogóle, płakałam na zapas od samego początku, trochę ze śmiechu, a trochę ze smutku, bo już wiedziałam, jak to wszystko się skończy. John Green to kawał drania, trzeba mu przyznać. Ale napisał piękną historię, niezaprzeczalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękna recenzja:). Szczerze? Aż łzy stanęły mi w oczach. Dziś kupuję tę książkę, po prostu muszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękne słowa, w imieniu Wiki :)

      Usuń
  3. Hej, jestem blogerką od niedawna i przypadkiem wpadłam na Twojego bloga.
    Cóż, recenzja jest świetna, bo nic nie zdradza, a zachęca do przeczytania GNW.
    Sama piszę recenzję od ponad miesiąca i jest beznadziejna. Zazdroszczę. Tyle bym chciała o niej powiedzieć, ale... nie mogę, po prostu „moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje”
    Aidê
    P.S. Zapraszam do siebie, wkrótce ukażą się te beznadziejne wypociny:
    http://listydopanim.blogspot.com/
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach tę książkę, mam nadzieje, że uda mi się ją przeczytać jak najszybciej.. A potem oczywiście muszę zobaczyć ekranizację. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka, która powala na kolana i przez długi czas nie pozwala się podnieść. Bo Augustusa nie da się nie pokochać. Bo nie można nie śmiać się z jego żartów. I nie da się przejść obok tych metafizycznych rozważań podanych tak lekko. Papieros jako metafora - mistrzostwo. Ogólnie styl Greena bardzo mi pasuje. Tylko martwi mnie to, że książka została "zbanowana" w amerykańskich szkołach jako książka nieodpowiednia dla młodych czytelników.

    OdpowiedzUsuń