Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogda Pawelec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogda Pawelec. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2015

Zazdrość o dziecięcy wózek...1) („Niepłodność. Pomoc medyczna i psychologiczna” Bogda Pawelec, Wojciech Pabian)


„Niepłodność. Pomoc medyczna i psychologiczna” Bogda Pawelec, Wojciech Pabian
wyd. Smak Słowa
rok: 2012
str. 160
Ocena: 5/6

Na ciele rozmaże łez tatuaże
Ostatnią już noc mi zabierasz.
I męczy mnie ciągle myśl że już nie zdążę.
Oddalasz się znów z każdym słowem.

Nie zobaczysz, że patrzę na Ciebie inaczej.
Nie chciałeś mnie takiej mieć.
2)

Kursor mruga jak szalony, a ja poza niepokojem w całym ciele niezupełnie wiem, co mam napisać. Książkę przeczytałam od deski do deski, wiele danych przyswoiłam. Zaznajomiłam się z metodologią i przypadkami. Poznałam historię wielu anonimowych osób, podobnych mi, podobnych nam. Przeżyłam tę książkę na swój sposób, ale nie poruszyła mnie tak jak In vitro Bogdy Pawlec. Przy tamtej pozycji zrozumiałam, że marnuje czas i, że jak najszybciej powinnam ruszyć do przodu. Przy tej byłam już z przodu. Wygrzebałam się z dołka, podjęłam decyzję, zaczęłam działać. Teraz czuję się, jakbym działała od miesięcy, albo nawet lat. Tak, oczywiście staramy się od lat. Ale tak nie staraliśmy się nigdy. W ciągu półtorej miesiąca przeszliśmy przez dwie kliniki, kilkanaście badań, kilka wizyt i kilka różnych leków na różne przypadłości. Jeszcze chwila i wszystko na poważnie się zacznie. Z jednej stron jestem pobudzona i podbudowana, z drugiej - zniecierpliwiona i zaniepokojona. Dni raz pędzą, raz wloką się niemiłosiernie. Skrupulatnie wyliczam czas do zbliżającej się procedury. Mam nadzieję, że tym razem nic nie stanie nam na przeszkodzie. Zapytać więc możecie, do czego więc była mi Niepłodność Pomoc medyczna i psychologiczna? Otóż bardzo mi się przydała. Dzięki niej powiedziałam się więcej, jak to dr Pawelec określiła w innej swojej publikacji doktoryzowałam się. Poznałam pojęcia, znaczenie niektórych chorób, sposoby leczenia. Dowiedziałam się, kiedy naprawdę zaczyna być źle i powinnam udać się do specjalisty (ginekologa) i kiedy zaczyna być tragicznie i powinnam skorzystać z pomocy psychologa. Teraz znam różnice między procedurami, wiem, po co bada się poszczególne hormony i czemu tak istotne jest, by zbadać je w konkretnym momencie.

Dzięki Niepłodności... choć odrobinę lepiej wiem, jak radzić sobie z moim otoczeniem. Jak odpowiadać, by nie narażać się na niekończące się pytania o to, kiedy my doczekamy się potomstwa. Wiem również, tak przynajmniej mi się wydaje - kiedy powinnam dać sobie na wstrzymanie. Wiem, jakie pytania muszę sobie zadawać, by upewnić się, że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie.

Według mnie Niepłodność - Pomoc medyczna i psychologiczna, autorstwa Bogdy Pawelec (psycholog) i Wojciecha Pabiana (ginekolog) to bardzo ciekawa i pouczająca lektura. Dzięki niej moja wiedza została w swoisty sposób oswojona i miała możliwość okrzepnięcia. Wiem teraz znacznie więcej i, tak mi się przynajmniej wydaje, łatwiej mi zrozumieć, co się wokół mnie dzieje. Lekarze nie zawsze tłumaczą, po co zlecają dane badania. Już po kilku stronach wiedziałam, że moja wstępna diagnostyka nie była przeprowadzona do końca prawidłowo. Teraz wiem, że brakło badań, które akurat w moim wypadku wyszły nieprawidłowo. Być może, gdyby kilka lat temu ktoś mi kazał wydać kilkaset złotych, teraz miałabym już nawet dość sporego dzidziusia. A tak, muszę nieść mój krzyż. Mam nadzieję, że wkrótce nie będzie on już taki ciężki.

Lekturę Niepłodności zdecydowanie polecam wszystkim osobom, które na co dzień brykają się z problemem, jakim jest nieposiadanie potomstwa. Książka dużo wyjaśnia, więc warto ją przeczytać.

Sil

1) str. 50

2) Sarsa Markiewicz - Naucz Mnie

8 maja 2015

Peryferia społeczeństwa i mordercza klika („In vitro. Ważne rozmowy na trudne tematy” Bogda Pawelec)

Pod wpływem tej książki napisałam bardzo prywatną i emocjonalną recenzję. Nie wiem, czy chcę, by wszyscy ją przeczytali. Nie wiem nawet, czy chcę sama czytać ją raz jeszcze. Pojawia się ona na blogu, ale wciąż się zastanawiam, czy wkrótce nie skrócę jej do absolutnego minimum... to tyle gwoli wstępu...

„In vitro. Ważne rozmowy na trudne tematy” Bogda Pawelec
wyd. GW Foksal
rok: 2015
str. 224
Ocena: 6/6


I paint the pictures
Of the oceans
I’ll never see
I hold a candle
Through the darkness
So I believe
There is a future
Fine and narrow
Far behind
I paint the pictures
I’ll never own 1)

Ostatnio mam jakiś taki płaczliwy okres. Może nawet nie ostatnio?
Może to trwa już od jakiegoś czasu?
Może od lat?
Może to depresja?
Może, może, może... To słowo towarzyszy mi od tak dawna...

Może w tym miesiącu się uda?
Może w następnym cyklu postaramy się bardziej?
Może to prawda, co mówią ludzie? Gdybym NAPRAWDĘ chciała dziecka, to bym je miała już dawno?
Może zmarnowałam sobie życie, nawet o tym nie wiedząc?
Może już za późno na nadzieję?
Może tylko się łudzę?
Może, może, może...

Kiedy przeszło pięć lat temu wychodziłam za mąż plan był dość prosty. Odstawiamy tabletki i staramy się o potomka. Kiedy teraz o tym myślę, to brzmi tak banalnie. Jednak wcale banalnie nie było. Małżonka dopadły wątpliwości, że to za wcześnie, że najpierw powinniśmy nacieszyć się sobą. Nie zachwyciło mnie takie podejście do sprawy, mój zegar biologiczny tykał i nie byłam w stanie zupełnie go wyciszyć. Poszłam jednak na ten kompromis, bo co innego mogłam począć? Przecież nie byłam dzieckiem dziurawiącym prezerwatywy. Nie ukrywam jednak, że przemknęło mi to przez głowę.

Kiedy dwa lata później on zmienił zdanie, myślałam, że wygrałam los na loterii. Tylko, że przez rok nie byłam w stanie go zrealizować. Ginekolog zajmujący się mną od dawna nawet nie próbował mi pomóc. Powiedział, że powinnam poszukać dobrej kliniki. I tyle. Nie zrobił nic. Nie skierował na badania, nie zasugerował leczenia. Odhaczył mnie na liście i odprawił z kwitkiem. Byłam za dużym problemem. W domu oczywiście były słowa pokrzepienia i wiara, że czeka nas po prostu naturalny cud. On w to wierzył. Gdzieś tam w środku i ja wierzyłam.

Kilka miesięcy później mama zapisała mnie do ginekologa. Wiecie jak to jest - znajomy znajomej itp. Nie był to co prawda specjalista ds. niepłodności, ale lekarz, który wiedział co zrobić nim podejmie się ostateczne kroki. Jak dziś pamiętam tamten dzień. Był styczeń, siedziałam na przeciw niego i słuchałam ze łzami w oczach, że najpewniej w ciągu sześciu miesięcy będę w ciąży. Przedstawił mi szczegółowe statystyki dotyczące przyczyn niepłodności oraz warianty ich leczenia. "10-15% przyczyn nie jesteśmy w stanie zdiagnozować". Perspektywa była więc dość jasna. Niemal dziewięćdziesiąt procent kobiet da się leczyć... wyleczyć. W mojej rodzinie nikt nigdy nie miał problemów z płodnością. Czemu więc ja miałabym je mieć? Wyszłam z gabinetu naładowana pozytywną energią na nowy rok.

Niemal natychmiast rozpoczęto diagnostykę, która oczywiście nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Miesiąc później badania powtórzono - ponownie bez skutku. Mąż w końcu również się przebadał. Lekarz był zachwycony jego wynikami. Co więc było nie tak? Na marzec zaplanowano laparoskopię, w celu wykluczenia niedrożności jajowodów, zrostów oraz endometriozy. Bałam się okropnie, a do tego pochorowałam się przed samym przyjęciem do szpitala. Byłam przekonana, że z zabiegu będą nici. Na szczęście na oddziale nawet nie zauważono mojego przeziębienia. Wyniki zabiegu były niepokojące, ale i pokrzepiające zarazem. Endometioza i zrosty zostały potwierdzone, ale usunięte. Jajowody na szczęście były drożne. Usłyszałam upragnione: "Pani Sylwio, do pół roku będzie pani w ciąży". Kiedy wychodziłam ze szpitala świeciło słońce. Wspaniały dzień na wspaniałe wiadomości. Już słyszałam tupot małych stópek na podłodze w salonie. Pół roku szybko minęło. Potem minęło kolejne pół roku. Lekarz proponował różne środki, w przypadku których w ogóle musielibyśmy przestać się starać. Nie zgadzaliśmy się. W końcu i on się poddał. Rozłożył ręce i podał kontakt do znajomego specjalisty.

Oczywiście nigdy do niego nie trafiliśmy. Kilka miesięcy później znalazłam kartkę z jego danymi i niewiele się zastanawiając - wyrzuciłam ją do kosza. Żyliśmy jakąś ułudą, że uda nam się osiągnąć cel naturalnymi metodami.

Teraz gdy spoglądam w przeszłość - kręcę głową. Jaka byłam głupia. Jaka naiwna. Miesiąc, kwartał, rok, dwa... I nic. Mija cztery lata jak bezskutecznie staramy się o dziecko. Na dźwięk słów, że będzie dobrze, robi mi się słabo. Chcę potrząsnąć ludźmi, prawiącymi dobre rady. Jak się tego nie przeżyło, to nie można radzić. Niestety, zawsze znajdzie się ktoś, kto myśli, że wie więcej niż ty. Kiedy wszyscy wokół ciebie zachodzą w ciążę przez przypadek, a ty się starasz i nic się nie dzieje, zaczynasz popadać w depresję. Ja popadłam. I z każdym kolejnym dzieckiem w pobliżu popadałam bardziej. Ja w końcu poczułam się... Nie, nie jak zero. Zerem byłam już od dawna. Poczułam się zupełnie popsuta. Wręcz szalona.

Na końcu, i równocześnie na początku tej historii znalazła się najnowsza książka Bogdy Pawelec - In vitro. Ważne rozmowy na trudne tematy, która otworzyła mi oczy. Siedziałam nad nią przez tydzień. Nie czytałam jej rozdziałami, czy nawet stronicami. Bliższe prawdy będzie, gdy powiem, że przyswajałam ją akapitami. Często odkładałam ją na półkę, bo byłam emocjonalnie wyczerpana. Niejednokrotnie lądowała na stole, bo poruszyła jakąś strunę i musiałam się wypłakać. Najczęściej jednak zmuszała mnie do podjęcia wysiłku i poszukiwań. Poszukiwań informacji o rządowym programie leczenia niepłodności. O szansach i perspektywach. Niejednokrotnie zdarzyło mi się przerwać małżonkowi lekturę, by zacytować fragment statystyk, lub zapoznać go z jakimś cytatem.

Teraz książka okraszona jest moimi znacznikami i wiem, że do wielu jej fragmentów jeszcze wrócę. Jestem przekonana, że mój małżonek powinien ją przeczytać. Wydaje mi się, że gdy się z nią zapozna, łatwiej będzie mu mnie zrozumieć. Bo tam, na stronicach tej książki, jestem ja, odarta z wierzchniej warstwy. Tam bije moje serce, tam kwili moja dusza, która już kilkadziesiąt razy przeżyła żałobę. I która za kilka dni ponownie, w samotności, w zaciszu własnego umysłu, będę ją przeżywała.

Teraz jednak wiem, że nie jestem sama. Tam, na świecie, są dziesiątki, setki, tysiące takich jak ja. Tak samo pragnących. Identycznie rozpaczających. Podobnie zazdroszczących. Nie jestem inna. Nie od nich.
Może, skoro niektórym z nich się udało, uda się i mnie?
Może ponownie uda mi się złapać za ster i pokierować statkiem, zwanym moim życiem?
Może jeszcze nie wszystko stracone?
Może moje życie ponownie zacznie się kręcić wokół magicznego może, ale tym razem karuzela życia zwolni i pozwoli mi się cieszyć widokiem? Oby.

In vitro... Bogdy Pawelec jest świetnie skonstruowaną i napisaną książką. Pełno w niej faktów oraz obalonych mitów. Znajdziemy w niej rozmowy z polskimi pionierami w dziedzinie niepłodności, z szczęśliwymi rodzicami i dziećmi, które urodziły się dzięki tej rewolucyjnej metodzie. Poznajemy historię powstania portalu Nasz Bocian i ludzi, którzy wymyślili ten cudowny azyl (z którego aktywnie korzystam). Dowiemy się również, jakie są orientacyjne koszty tej metody i na ile jest ona skuteczna. In vitro... daje do myślenia. Zdecydowanie.

Pewnie powiecie, że to nie jest książka dla was. Nie zgodzę się z tym. Myślę, że jest to pozycja dla każdego, kto choć w minimalnym stopniu w życiu codziennym styka się z problemem niepłodności. Babcie, matki i ojcowie. Bracia, siostry i wujkowie. Koleżanki z pracy, sąsiedzi i dalecy krewni. Mężowie. Wszyscy powinni ją przeczytać. Dzięki tej lekturze naprawdę dużo łatwiej zrozumieć cierpiącą kobietę. Byłabym wdzięczna opatrzności, gdyby ta pozycja trafiła w ręce moich bliskich. Dużo by to ułatwiło.

Z całego serca polecam tę lekturę.

Sil


1) Of Verona - Paint the Pictures