Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Promyczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Promyczek. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2016

Stwórz legendę ("Gus" Kim Holden)

"Gus" Kim Holden
Seria: Promyczek
Tom: II
wyd. Filia
rok: 2016
str. 504
Ocena: 5/6


Powieść Promyczek przeczytałam kilka miesięcy temu. Nie było wtedy ze mną najlepiej i, jeśli ma iść o szczerość, trafiałam wtedy na wiele dramatycznych powieści. I nie, żebym to robiła specjalnie, to była jakaś czarna seria. Mimo wszystko jednak doceniałam te pozycje, a jeśli chodzi o książkę Kim Holden, to mnie w sobie nawet rozkochała. Dlatego z utęsknieniem czekałam na Gus'a, równocześnie mając nadzieję, że druga część cyklu nie będzie aż tak tragiczna. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? Cóż…

Gustov Hawthorne potwornie przeżył śmierć swojej najlepszej przyjaciółki, która równocześnie była miłością jego życia. Gus tara się więc wycofać z życia. Unika studia nagrań, z tego względu biorą w łeb plany nagrania nowej płyty Rocka. Niestety, nie jest się w stanie wykręcić od trasy koncertowej po Europie, która już wcześniej została przełożona. Jedzie więc w nią, ale nie jest sobą. Zaczyna pić, szybko okazuje się, że to mu nie wystarcza. Nie chce iść do lekarza, bo nie chcę mącić sobie myśli lekami. Szczerze powiedziawszy chłopak zaczyna się staczać. Nie myje się, nie pierze swoich ubrań, nie jest w stanie udzielać wywiadów. Nie chce śpiewać piosenek, które pisał dla Promyczka. Nie chce, by ktoś o niej wspominał, ale sam katuje się wspomnieniami. W końcu wpada w spore kłopoty, daje się wciągnąć w brudny świat narkotyków i perwersyjnego seksu, z którego trudno mu się wyplątać. Równocześnie nikt tak naprawdę nie wie, co się z nim dzieje, koledzy z zespołu są przekonani, że z Gus'em jest lepiej, że był u lekarza i zażywa jakieś leki. Leki, a nie twarde narkotyki. Kiedy prawda wychodzi na jaw wydaje się, że nic nie jest w stanie odkręcić złych rzeczy, które się już podziały. I że z chłopakiem będzie jeszcze gorzej. Bo cóż może go w tej chwili uratować?  Szczególnie, że wkrótce po powrocie z trasy do domu, rusza w kolejną, już znacznie dłuższą, po całych Stanach Zjednoczonych.

Przez tę powieść, wbrew pozorom, było mi dużo ciężej przejść niż przez Promyczka. Tam drama rozpoczynała się z czasem. Zdążyliśmy pokochać bohaterów, przyzwyczaić się. Trudno było potem wytrzymać ten cały ból. W przypadku Gus'a dramat mamy od samego początku. Niemal cała książka to zapis rozpaczy chłopaka i stopniowego (baaaaaardzo powolnego wyłaniania się z tej jaskini, w jakiej się schował). Przyznam, że w pewnym momencie zwątpiłam, że kiedykolwiek będzie lepiej, że Gus sobie z tym całym bólem poradzi i będzie umiał dalej normalnie żyć. Do tego wszystkiego dochodzi w międzyczasie jeszcze jedna mocno skrzywdzona przez życie osoba – Scout. I wtedy dopiero wszystko się plącze.

Teraz, po zakończeniu lektury wiem, że warto było tej książce poświęcić sporo czasu. Ale gdy czytałam – nie zawsze było różowo. Ten cały dramat – nieustający wręcz, bardzo mnie męczył i dołował. Zdaję sobie sprawę, że takie było założenie. Jak w tej chwili o tym myślę, to jest to dla mnie nawet bardzo logiczne. Takie odwrócenie, przejście z dramatu Promyczka do dramatu Gus'a. I wyjście z niego. Tak miało być. Inaczej byłoby bezsensu. Szkoda tylko, że zrozumiałam to tak późno. Mam nadzieję, że wam będzie dane szybciej to wszystko ogarnąć. Bo warto.

Sil




22 czerwca 2016

I jednorożce… ("Promyczek" Kim Holden)

"Promyczek" Kim Holden
wyd. Filia
rok: 2016
str. 592
Ocena: 5,5/6


Oj, nadenerwowałam się w trakcie lektury Promyczka – nadenerwowałam. Poważnie, kilka razy miałam nawet ochotę odłożyć tę książkę, dać sobie z nią spokój. I to zapewne z całkiem innych powodów, niż by się wam wydawało. Przez jakieś 30 procent czasu poświęconego powieści Kim Holden uważałam, że jest ona płytka i bardzo głupiutka. Dopiero później zaczęło się coś klarować, coś dobrego z tego wszystkiego wychodzić – a i tak dalej trudno mi było pojąć, dlaczego główna bohaterka zachowuje się tak, a nie inaczej. Dopiero potem… ale o tym, może później, a może wcale?

Katherine Sedgwick właśnie przeprowadziła się ze słonecznego i cudownego San Diego, do niewielkiej mieścinki zwanej Grant, znajdującej się gdzieś w Minnesocie. Jedno jest pewne, zimy w tym miejscu na pewno nie będą takie jak w jej rodzinnym mieście. Ale cóż zrobić, właśnie w Grant Kate ma zacząć studiować. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy plany Kate uległy radykalnej zmianie. Dziewczyna od początku to właśnie w Grant chciała się znaleźć, ale pierwotnie planowała studiować tu muzykę. Od dzieciństwa grała na skrzypcach i na studiach chciała rozwijać ten talent. Rok wcześniej dostała się na wymarzony kierunek i otrzymała pełne stypendium – niestety musiała zrezygnować z tego pomysłu. Rok później z dnia na dzień postanawia ponownie złożyć papiery, tym jednak razem na kierunek związany z nauczaniem. I tym razem szczęście jej sprzyja, dostaje się i otrzymuje stypendium, dzięki czemu niezwłocznie może się przeprowadzić i rozpocząć naukę. Kilka pierwszych nocy, jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego, Kate spędza u swojej niedawno odnalezionej ciotki. Na całe szczęście nie zaplanowała u niej dłuższego pobytu, bo jak się okazuje z ciotką, choć niewiele starszą od niej, nie najłatwiej się żyje. Na szczęście w Grant jest zupełnie inaczej. Już w pierwszych dniach Kate udaje się znaleźć idealną, miejscową kawiarenkę z pyszną czarną kawą, pracę w lokalnej kwiaciarni oraz poznać dość ekscentrycznych ludzi, którzy staną się dla niej nie tylko przyjaciółmi, ale w zasadzie rodziną. Do grona tych osób dość szybko dołączy Keller Banks, z którym Kate nie tylko będzie się przyjaźnić, ale i flirtować. Tylko – czy Kellerowi wystarczy niewinny flirt? Bo, jak wiadomo, Kate nie planuje z nikim się wiązać. Nie chce mieć chłopaka, nie szuka miłości na całe życie, nie ma zamiaru spędzać z żadnym facetem więcej niż jednej nocy. Keller może mieć jednak na ten temat nieco odmienne zdanie i postanowi przekonać do niego Kate. Czy mu się to uda? Czy dziewczyna postanowi otworzyć przed nim swoje serce? A jeśli tak, to czy przy okazji nie złamie serca Kellera?

Jak wspomniałam wcześniej, na początku Promyczek nie przekonał mnie do siebie. Czasami czułam w tej książce wręcz odrobinę zakłamania. Trudno mi było uwierzyć, że ktoś może być tak dobry, tak szczery, tak otwarty na ludzi i tak mało mściwy. A jednak – może. Może, jeśli okoliczności sprzyjają i jeśli ludzie wokół na to pozwalają. Bo czasem mają miejsce takie wydarzenia, które nie pozwalają dłużej trwać człowiekowi w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. I Kate też czasem dochodzi na skraj własnej wytrzymałości – gdy jednak się tam znajdzie, czytelnikowi dużo łatwiej się z nią utożsamić. Ja właśnie wtedy zaczęłam czuć tę powieść, zaczęłam rozumieć o co chodzi i modlić się, by autorka nie kończyła jej tak, jak myślałam, że ją skończy. Zaczęłam prosić o happy end, który nie do końca został mi dany. Ale czy to źle? By się tego dowiedzieć, będziecie musieli przekonać się samo. Ja mogę jedynie powiedzieć, że zdecydowanie polecam wam lekturę Promyczka.


Sil