Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyd. 2013. Pokaż wszystkie posty

6 sierpnia 2015

Mały WIELKI chłopiec ("Niall Horan, One Direction: z Irlandii na podbój świata" Danny White)


"Niall Horan, One Direction: z Irlandii na podbój świata" Danny White
wyd. IUVI
rok: 2013
str. 280
Ocena: 5,5/6


"Widzowie zawodów lekkoatletycznych zazwyczaj skupiają się na faworytach. Tymczasem często to aktorzy drugiego planu zasługują na większą uwagę. Niezauważany dotąd biegacz w pewnym momencie nie zadowala się już swoją daleką pozycją i z radością odkrywa, że jest w stanie wysunąć się na prowadzenie łatwiej, niż mu się zdawało. Publiczność wstaje i burzą oklasków wita nową gwiazdę – bo kto mógłby się oprzeć magii outsidera, który ukończył bieg jako pierwszy?"*

Taki właśnie jest Niall. A konkretniej Niall James Horan, dwudziestodwuletni członek jednego z najpopularniejszych boybandów na świecie – One Direction.
Pochodzi z małego, irlandzkiego miasteczka Mullingar, a urodził się 13 września 1993 roku. Jego marzeniem od zawsze było zostać piosenkarzem, ale nie byle jakim piosenkarzem, tylko takim, o którym słychać we wszystkich krajach świata, o którym mówią: to on, on tworzy rewelacyjną muzykę i przy okazji jest świetnym gościem.
I udało mu się spełnić to marzenie, chociaż nie do końca tak, jak wyobrażał to sobie na samym początku programu X Factor. Myślę jednak, że wcale nie żałuje tego, że wydarzenia potoczyły się akurat tak, a nie inaczej.

Uroczy blondyn przyszedł do programu 15 kwietnia 2010 z zamiarem oczarowania jury, jak i publiczności, nie tylko swoim urokiem osobistym, ale też głosem. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli, gdyż szanowni jurorzy mieli co do niego wątpliwości, a Niall jeszcze bardziej stresował się faktem, tego że siedzą przed nim 4, a nie 3 gwiazdy. I gdyby nie wspaniała Katy Perry, Ni nie przeszedł by dalej, ale udało się! Jak dalej potoczą się losy tego uroczego blondaska? Czy Niall ma w sobie factor X?

Autor biografii idealnie opisuje całą przygodę chłopaka z X Factor, ale również czasy podstawówki i szkoły średniej, w niektórych miejscach są też wtrącone wypowiedzi członków rodziny Horana, co nadaje biografii autentyczności. Miło i przede wszystkim szybko, czyta się tę książkę. Sądzę, że jest godna polecenia, nie koniecznie tylko dla fanów Nialla i zespołu, ale też dla osób, które łakną informacji na temat chłopaka, i może nawet poleciłabym biografię hejterom?

*str. 9


Vic :D


5 stycznia 2015

Uwaga, wysokie napięcie! („Jedenaście godzin” Paullina Simons wyd. Świat Książki)

„Jedenaście godzin” Paullina Simons
wyd. Świat Książki
rok: 2013
str. 304
Ocena: 5/6


Kto mnie zna, ten wie, że nie piszę recenzji po czasie. A jeśli już mi się to zdarza, to staram się nie sięgać w międzyczasie po kolejną powieść. No chyba, że nie mogę się powstrzymać. Wówczas jednak powstaje problem, i to dość duży. Tracę rozeznanie, nie pamiętam już tak żywo, jakie uczucia mną miotały podczas lektury i bezpośrednio po jej zakończeniu. Staram się więc trzymać własnych zasad i zaraz po przeczytaniu pisać recenzje. Takie rozumowanie nie ma jednak racji bytu, gdy książka wciąga mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie oderwać się od niej przez cały dzień, i czytanie kończę późno w nocy. Jedenaście godzin właśnie do tej ostatniej grupy mogę zaliczyć. Gdy wczoraj rozpoczynałam lekturę nie przypuszczałam, że zakończę ją jeszcze tego samego dnia, ale o tak nieludzkiej porze, że nawet na telefonie nie będę w stanie zanotować własnych odczuć. I tak oto znaleźliśmy się w punkcie wejścia. Od jakiegoś czasu siedzę przed pustym Wordem, a wy nie macie szans nawet rozpocząć lektury moich wypocin. Mam jednak nadzieję, że ten zastój twórczy już dobiega końca, i lada chwila zarówno opis, jak i odczucia związane z Jedenastoma godzinami zostaną przelane na wirtualną kartkę papieru.

Didi Wood raczej nie może narzekać na brak czegokolwiek. Ma wspaniałego, w miarę dobrze zarabiającego męża, dwie córeczki i trzeciego dzidziusia w drodze. W zasadzie, to ta ostatnia kruszynka na świat powinna przyjść już wkrótce, bo za około dwa tygodnie. Nie ma więc wątpliwości, że Didi porusza się w tej chwili jak mała ładowarka, w pełni załadowana. Do tego trwa lipiec, a akcja dzieje się w stanie Texas, gdzie temperatura spokojnie sięga 40 stopni Celsjusza. To wszystko nie przeszkadza Didi w małej wyprawie do centrum handlowego. W końcu obiecała córce klocki. No i ma kupon na darmowe produkty w drogerii - jeśli tylko wyda w niej odpowiednią kwotę. A do tego zdecydowanie powinna zakupić jakąś bieliznę do szpitala, koniecznie z Victoria's Secret. Wszystko byłoby więc idealnie, gdyby nie fakt ogromnego niepokoju, jaki nęka Didi od dnia poprzedniego. Jej dwóm przyjaciółkom przytrafiły się tragedie. Jedna po porodzie dostała zakażenia, którego do tej pory się nie pozbyła, a druga urodziła martwe dziecko. Wszyscy wiedzą, że nieszczęścia chodzą trójkami, i teraz zdecydowanie jest kolej Didi. Dziewczyna jest więc przekonana, że jej lub dziecku przytrafi się coś okropnego. Kiedy więc w centrum handlowym pewien mężczyzna zwraca jej uwagę, że jej pakunki muszą być strasznie ciężkie, i że pomoże jej je odnieść do samochodu - nie przyjmuje jego propozycji. Jak ta decyzja wpłynie na jej dalsze losy? Co wydarzy się w ciągu następnych jedenastu godzin? Czy to możliwe, by w tak krótkim czasie zetrzeć w pył czyjeś poukładane i piękne życie? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Jedenaście godzin Paulliny Simons.

"Historia, od której nie sposób się oderwać" - krzyczy do czytelnika napis na okładce i, jedno jest pewne w stu procentach - jest to sama prawda. Paullina Simons stworzyła znakomity thriller, który nie tylko przykuwa uwagę czytelnika w stu, jeśli nie dwustu procentach, ale do tego niesie głębokie przesłanie i jest naprawdę poruszający. Całość czyta się w ekspresowym tempie. Po każdym rozdziale obiecywałam sobie, że przeczytam jeszcze tylko jeden, że jeszcze tylko chwilka, i zaraz skończę. Niestety - wszystkie moje przyrzeczenia spaliły na panewce. Im więcej czytałam, tym więcej chciałam. I bardzo, ale to bardzo żałowałam, że książka ma tylko trzysta stron i wkrótce się skończy. A gdy już finiszowałam, to było ze mną źle, bo równocześnie chciałam więcej, a z drugiej strony pragnęłam, by koszmar głównej bohaterki się w końcu skończył. Kiedy na samym końcu końców działy się naprawdę straszne rzeczy, trudno mi było uwierzyć, że po czymś takim można podnieść się i normalnie funkcjonować. Oby się dało, bo jeśli nie... to po co to wszystko?

Jedenaście godzin trzyma w napięciu, aż do ostatniej strony. Książka jest znakomicie napisana, a emocje wprost z niej buchają. Miejscami odnosiłam wrażenie, że jeśli ktoś poza mną ją dotknął, to oboje zostalibyśmy porażeni jej wewnętrznym prądem. Zdecydowanie polecam lekturę. Naprawdę warto!

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB