Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matras. Pokaż wszystkie posty

5 lipca 2017

Kraniec świadomości ("To, co nam zostaje" Sally Hepworth)

"To, co nam zostaje" Sally Hepworth
wyd. Filia
rok: 2016
str. 546
Ocena: 4,5/6



Czasem mam ochotę być odrobinę nostalgiczna. Powspominać. Podumać. Pogdybać. Zwykle właśnie w takich momentach decyduję się na powieści, po które niekoniecznie sięgnęłabym w normalnych warunkach. Tak właśnie do moich rąk trafiła pozycja Sally Hepworth zatytułowana To, co nam zostaje. Podczas lektury problemem stał się dla mnie czas, którego niestety nie miałam, by ponownie trafić na ten nostalgiczny nastrój, dzięki któremu poczułabym ponownie ten nastrój. Czy to wpłynęło na mój odbiór tej lektury? O tym więcej poniżej.

Eve Bennett ma problem. W sumie to ma sporo problemów, ale jeden jest naglący. Musi wylegitymować się adresem z pobliża szkoły, do której uczęszcza jej córka. Jeszcze kilka miesięcy temu kobieta nie kłopotała się takimi błahostkami, ale wiele w jej życiu się zmieniło. Jej mąż okazał się być przestępcą. Do tego okazał się być również tchórzem, bo zaraz po przyznaniu się do wszystkiego żonie, odebrał sobie życie. Eve została więc sama z winą, jaką obarczono ją za przewinienia ukochanego. Wszechobecna nagonka nie tylko jej nie pomagała, ale i wprowadzała w stan zdołowania. Musiała pilnie wyprowadzić się z domu, który przestał być jej ostoją. Musiała znaleźć pracę, której nie miała od lat, by móc utrzymać siebie i córkę. I ta praca musiała być w zasięgu szkoły Clemmy, by czasem nie musiała jej przenosić i odcinać od koleżanek i kolegów. Z wykształcenia, i to dość dobrego, jest kucharzem. Może poszukać pracy w restauracji. Ale tam pracuje się głównie wieczorami, a wtedy musi zajmować się dzieckiem. Kiedy więc trafia na ogłoszenie z Rosalind House, dość nietypowego ośrodka dla ludzi z demencją, wie, że ta praca będzie idealnym rozwiązaniem. Oczywiście, jeśli ją dostanie. I jeśli później w niej przetrwa, bo to, wbrew pozorom, wcale nie będzie takie proste.

Kiedy rozpoczynałam lekturę mój nastrój bynajmniej nie był melancholijny. Gdy lektura już trwała, nie miałam wyjścia i sama się odrobinę w ten nastrój wprawiłam. Tyle, że niezupełnie mi się to podobało. Nie mówię, że książka mi się nie podobała, co to, to nie. Ale trudno było mi przez nią przebrnąć. Szczególnie psychicznie, bo prosta nie była. Wręcz przeciwnie, była dość przytłaczająca, a do tego miejscami dość poplątana. Wielokrotna narracja pierwszoosobowa co prawda umożliwia poznanie historii z punktu widzenia wielu osób, ale do tego autorka dodała przejścia w czasie. Często trudno było mi się odnaleźć w tym co jest teraz, a tym, co było kiedyś. No i wciąż się zastanawiałam, co będzie kiedyś. Dla mnie delikatnie psychodeliczne. Do tego każde rozpoczęcie na nowo lektury bardzo mnie dołowało, przez co czytanie tej książki zajęło mi dość sporo czasu.

Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że To, co nam zostaje to bardzo dobra książka. Ale chyba nie dla mnie, a na pewno nie w tym momencie mojego życia. Cieszę się, że udało mi się skończyć lekturę, ale już nie z tego, że dzielę się z wami tą opinią. Pewnie gdybym ją przeczytała kilka miesięcy temu to jej odbiór przeze mnie byłby zupełnie inny. Szkoda, że wtedy nie miałam takiej możliwości. Liczę, że u was ta książka wpasuje się lepiej w wasz nastrój. Bo to naprawdę piękna ale i trudna historia. Zachęcam.

Sil


17 stycznia 2017

Cztery strony ("November 9" Colleen Hoover)

"November 9" Colleen Hoover
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 336
Ocena: 5,5/6





Czasem przeznaczenie czeka na nas w bardzo dziwnych miejscach. Nietypowych. A czasem niesamowitych. Dworzec. Ulica. Centrum handlowe. Restauracja. Toaleta. Wszędzie.

Fallon O'Neil, to osiemnastoletnia była aktorka, która od dwóch lat boryka się z koszmarnym wspomnieniem. Widzi je codziennie w lustrze. Dotyka go przy każdym prysznicu. Przeżywa w każdym śnie. W tej właśnie chwili siedzi w restauracyjnej loży, przed ojcem, który odpowiada za ten koszmar i wysłuchuje imperatyw. Ostatni czas nie był dla niej łatwy. Dziewczyna nie potrafi się pogodzić z tym, co stało się w trakcie pożaru. Ojciec o niej zapomniał, zostawił ją w domu który płonął i doprowadzić do tego, jak w dniu dzisiejszym wygląda. Że nie ma już szans robić tego, o czym zawsze marzyła. Nikt już jej nie zatrudni jako aktorkę. Zaraz po wypadku wytwórnia zerwała z nią kontrakt, nikt nawet nie wziął pod uwagę, że mogłaby pracować dalej. Dlatego postanowiła wyjechać z Los Angeles do Nowego Jorku. Tego ojciec nie potrafi zrozumieć już zupełnie. Bo, co ją tam czeka? Według niego – nic dobrego. Według niej – nic gorszego niż w rodzinnym mieście nie może jej spotkać. Kiedy jest już u kresu sił, kiedy myśli, że nie da rady więcej na siebie przyjąć – pojawia się on. Zupełnie jej obcy chłopak z loży obok. Dosiada się do nich, a w zasadzie do niej, przytula, cmoka i prosi, by go nie wydała. I by improwizowała. I zaczyna udawać… zakochanego w niej po uszy chłopaka. Wyjaśnia jej ojcu jak wspaniałą ma córkę, i jaką szansą jest dla niej wyjazd i próba swoich sił na Brodwayu. To niemal niemożliwe. To jakby historia z książki – niewiarygodna, wręcz śmieszna. Ale w tej chwili Fallon nie jest do śmiechu. W sumie niezupełnie wie co robić. Czy ten Ben oszalał? Czemu się do nich dosiadł? Czemu tak wytrwale ją broni? Tak po prostu? Bezinteresownie? A może jednak, robi to z dobroci serca? Gdy tylko dziewczyna zaczyna w to wierzyć, wchodzi całą sobą w tę farsę. Dzięki temu wychodzi obronną ręką z rozmowy z ojcem. I zyskuje… chłopaka na kilka godzin. Bo Ben postanawia jej towarzyszyć do końca dnia, kiedy to dziewczyna wsiądzie na pokład samolotu i odleci na zawsze. A może, nie na zawsze? Może tylko na rok? A za rok, w tym samym dniu, w tym samym lokalu, o tej samej porze – spotkają się ponownie i będą dalej pisać swą historię? By się przekonać, jak będzie w rzeczywistości, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść mistrzyni young adult – Colleen Hoover, zatytułowaną November 9.

Nie będę ukrywać, ta książka pochłonęła mnie całkowicie. Wciągnęła od pierwszych stron i sprawiła, że nie tylko zaczęłam wierzyć w historie jak z powieści, ale i sama zechciałam taką przeżyć. Fallon i Ben stali się dla mnie bardzo realnymi bohaterami, pełnymi wad, wątpliwości, tajemnic, ale i swoistych zalet, obok których nie dało się przejść obojętnie. Przynajmniej ja nie mogłam. Pokochałam ich oboje, choć tak naprawdę, jak się poniewczasie okazało, niewiele siebie przed nami odkryli. Za to, gdy w końcu zaczęli ujawniać prawdziwe ja, trudno było uwierzyć, że to naprawdę wciąż te osoby, które było nam wcześniej dane poznać. A jednak. Nie zawsze to, co widzimy na pierwszy rzut oka, jest tym, co powinno być najważniejsze. Czasem prawdziwe intencje ukryte są pod grubym płaszczem. Tylko jego brutalne zdarcie może ujawnić prawdę, a ta, niejednokrotnie, jest niezmiernie bolesna. Ale może być również boleśnie piękna. Jaka będzie u Bena i Fallon? Musicie dowiedzieć się sami. Mi nie pozostaje nic innego, jak was gorąco zachęcić do lektury November 9. Naprawdę warto.

Sil



Za książkę dziękuję księgarni Matras

7 listopada 2016

Z daleka od przeszłości ("Fobos" Victor Dixen)

Seria: Fobor
Tom: 1
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 456
Ocena: 4,5/6



Bardzo długo czekałam na tę powieść. Nie było mi dane otrzymać jej zgodnie z własnym pierwotnym planem. Nie wypalił również plan zapasowy. Na szczęście dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej księgarni Fobos w końcu trafił w moje ręce. Oczekiwałam pasjonującej i równocześnie przerażającej podróży. Co otrzymałam? O tym szerzej poniżej.

L󠇉èonor ma osiemnaście lat i pochodzi z Francji. W jej życiu nic nigdy nie było idealne i piękne, choć dziś, gdy Atlas Capital odkrył, kto poleci z misją na Marsa, wiele osób za taką właśnie ją bierze. A ona zataja przed wszystkimi swoją ciemną stronę. Wie, że bierze udział w największym show wszechczasów. Że przez kilka następnych miesięcy jej życie codzienne będzie rozkładane na części pierwsze przez telewidzów, a jej życie miłosne będzie poddawane dogłębnej analizie. Bo program, do którego przystąpiła skupia się na jednym wydarzeniu dziennie – sześciominutowej randce z jednym z szczęściu chłopców znajdujących się w drugiej części statku Cupido. Lèo postanawia, że jej randkami nie będzie rządziło ani pragnienie, ani żadne inne uczucia. Wszystko zostanie przeprowadzone zgodnie z zasadami logiki. Pierwszy chłopiec zostanie wylosowany, a kolejnych ułoży względem niego alfabetycznie. Z każdym spotka się więc raz na 12 tygodni, i w tym czasie każdemu pozwoli spotkać się ze sobą tylko raz. Tak według niej będzie najuczciwiej i najsprawiedliwiej. Nie bierze jednak pod uwagę, że już pierwsza randka w jej wykonaniu może okazać się przełomowa. Marcus, którego w jej imieniu wylosowuje prowadząca program, okazuje się być nie tylko jej zupełnym przeciwieństwem, ale i równocześnie w jakiś magiczny sposób – jej ideałem. Dziewczyna nie może sobie jednak pozwolić na odstąpienie od własnych reguł. Informuje rzetelnie o nich Marcusa i informuje, że zgodzi się tylko na jedna randkę z nim w ciągu najbliższych 12 tygodni, na innych się nie zjawi. Trudno się więc dziwić, że przez kolejne szybkie randki przechodzi bez widoku chłopaka, który nie tylko umieszcza ją na ostatnim miejscu swojej Listy Serc, ale i zupełnie ją ignoruje. Aż do czasu…

Trudno mi się do tego przyznać, ale nie czytało mi się tej książki dobrze. Przynajmniej nie na początku. Połowę powieści niemal przecierpiałam. Nie wiem co było powodem tak kiepskiego przeze mnie odbioru tej lektury, ale czytało mi się ją po prostu źle. Próbowałam codziennie i udawało mi się przejść przez maksymalnie kilka stron. Myślę, że chodziło przede wszystkim o podział historii na tak wiele planów, które były tak wyraźnie oddzielane od siebie. Do tego coś nie pasowało mi w narracji. Z czasem jednak przywykłam do sposobu, w jaki autor ujął swoją historie i nawet ją polubiłam. A na koniec nawet się w nią wciągnęłam i trudno mi było się od niej oderwać. Ot co – typowa huśtawka emocjonalna. Po zakończeniu lektury mogę powiedzieć, że wam ją polecam. I zdecydowanie stwierdzić, że nie można się w jej wypadku za szybko zniechęcać, bo można stracić okazję na zapoznanie się z bardzo ciekawą powieścią. Zachęcam do lektury. Sama czekam na kolejną część.

"...jestem po prostu L󠇉èonor  i jestem zakochana..."


Sil

Książkę otrzymałam od księgarni Matras

27 czerwca 2016

Numer ósmy ("Zanim umrę" Jenny Downham)

wyd. Nasza Księgarnia
rok: 2016
str. 352
Ocena: 5,5/6


" - Kocham cię – szepcze gniewnie z ustami przy mojej szyi. – Czuję ból, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyłem, ale cię kocham. Nie masz prawa temu zaprzeczać. Nie mów tak więcej!"1)

Przyznam, że umyślnie przez kilkanaście dni pomijałam tę powieść. Leżała w trakcie urlopu na półce nad łóżkiem, a ja po nią specjalnie nie sięgałam. Nie robiłam tego, bo w trakcie urlopu aż dwie książki mówiły o śmierci, nie chciałam, by te wakacje wpisały się w moją pamięć pod znakiem tragicznych powieści. Odkładałam więc lekturę Zanim umrę tak długo, jak tylko mogłam. W ten sposób wróciłam do domu i… w końcu musiałam sięgnąć po tę książkę. Początki nie były łatwe. Czytało się dość trudno i, szczerze powiedziawszy, było jakoś mało pociągająco. Wstęp był napisany jakoś tak… odstraszająco. Przemykałam wzrokiem przez kilka stron i musiałam odkładać powieść na półkę. Niewiele brakowało, a zarzuciłabym lekturę zupełnie. Jednak z każdą kolejną pokonaną stroną Zanim umrę bardziej mnie do siebie przyciągało. W pewnej chwili rozkręciło się na całego i… już nie byłam w stanie odłożyć książki na bok. Czytałam, aż autorka postawiła ostatnią kropkę.

Tessa Scott ma szesnaście lat i białaczkę. Ot tyle. I aż tyle. Jedno jest pewne – wcześniej czy później umrze. Może to mieć miejsce za rok, może za pół roku, może jutro? Tessa prawie nie wstaje z łóżka. Niewiele rozmawia z ludźmi. Spotyka się tylko ze swoją szkolną przyjaciółką Zoey, a nawet ona odwiedza ją rzadziej niż dawniej. Matka wyprowadziła się lata temu, odwiedzają ją z bratem tylko w wyznaczonych terminach. Pozostałą część miesiąca spędzają z ojcem, który robi wszystko, by Tessa żyła jak najdłużej. Konwencjonalne metody zawiodły już dawno, teraz przyszedł czas na te mniej popularne, i zdecydowanie mniej dotowane. Specjalna dieta? Zioła? Ojciec nic więcej nie może zaproponować swojej umierającej córeczce. Ta jednak ma dla siebie nieco inny plan. Już od jakiegoś czasu nosi się z zamiarem jego wcielenia w życie. Ułożyła listę rzeczy, które chce zrobić nim przyjdzie na nią czas. Na pierwszy ogień idzie seks. Dziewczyna czuje, że nie zostało jej dużo czasu, postanawia więc wziąć byka za rogi i… niezwłocznie udaje się na łowy. Jak zakończy się ta szalona wyprawa z Zoey? Czy Tessa pozna księcia z bajki, a może raczej przeżyje najgorszą noc w swoim życiu? Czy to możliwe, by ostatnie miesiące swojego życia szesnastolatka spędziła tak, jak to sobie wymarzyła? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Jenny Downham.

Jak już wcześniej wspomniałam, początkowo Zanim umrę mnie do siebie nie przekonało. Zupełnie. Chciałam odłożyć książkę i o niej zapomnieć. Nie chciałam więcej czytać o śmierci. Nie zrobiłam tego jednak i przeczytałam powieść do końca. A wtedy, na finiszu, nie było już ani zabawnie, ani pięknie, ani nawet ciekawie. Było przerażająco i dołująco. I bardzo prawdziwie. Może to śmiesznie brzmi, bo przecież nigdy nie umarłam. Wydaje mi się jednak, że tak to musi wyglądać. Śmierć przychodzi i zabiera nas po kawałku, każdego dnia jest nas mniej, aż w końcu otoczenie nas już w zasadzie nie zauważa. My je jeszcze tak. Wołamy, krzyczymy wręcz… Ale nikt nas nie słyszy, bo to wszystko odbywa się wewnątrz nas i nie dociera do tych, którzy są jeszcze blisko nas. A potem nie pozostaje już nic poza ciszą.

Nie popłakałam się, ale niewiele brakowało. Pewnie gdybym kończyła lekturę wieczorem, w łóżku, łzy byłyby bardziej oczywiste. Nie udało mi się jednak wieczorem książki skończyć, więc sam finał został mi na poranek. Wówczas już nie było to takie uderzające, wiedziałam co nadciąga.

Zanim umrę to dobra książka, przemyślana i mądra. Myślę, że jest to lektura dla każdego. Nie jest łatwa, nie jest również banalna. Jest trudna i przejmująca. I piękna. Polecam.

Sil


1) str. 287

Książkę otrzymałam od księgarni Matras

#matrasrecenzje

9 maja 2016

Na zawsze ("Bez słów" Mia Sheridan)

wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 384
Ocena: 5,5/6





What do you mean?
Ohh ohh ohh
When you nod your head yes
But you wanna say no
What do you mean?1)

"Ja: Zrobisz coś dla mnie? Jeśli zadzwonię do ciebie (…) … Będziesz przy mnie?
Archer: Tak. Oczywiście. I obiecuję, że się nie odezwę."2)

Oj, dawno nie czytało mi się tak dobrze jak dziś. W ostatnim czasie miałam w ręku dużo naprawdę dobrych książek, ale mimo docenienia ich i chęci dalszego czytania – i tak lektura trwała kilka dni. Już myślałam, że tak po prostu musi być. Coś tam wewnątrz mnie się poprzestawiało i nie ważne co czytam, czytam to długo. A tu – szok. I to nie mały. Rano zaczęłam czytać i… po prostu nie potrafiłam oderwać się od tej książki. Wiedziałam, że mam inne rzeczy do zrobienia, że miałam inne plany na ten dzień. Ale tak bardzo nie chciałam odkładać powieści na półkę. Musiałam znać dalsze losy bohaterów. A gdy dochodziłam do krytycznych momentów, gdy bałam się przewrócić stronę… Nie. Nie odkładałam książki na bok. Brałam głęboki oddech i czytałam dalej. Nieuchronnie nadciągały ostatnie rozdziały i coraz bardziej bałam się zakończenia tej historii. I gdy już chciałam zacząć płakać… Nie. Nie zdradzę co było na końcu, kiedy nawet nie wspomniałam, co było na początku. A było tak.

Bree Prescott, dziewczyna z Cincinnati w Ohio znalazła się w takim momencie swojego życia, że nie pozostało jej nic innego poza ucieczką. Gdy zamknęła oczy i wyobraziła sobie miejsce, w którym była szczęśliwa, ale tak naprawdę szczęśliwa, okazało się że musi cofnąć się bardzo daleko, nie tylko w czasie, ale i przestrzeni. Ostatnie wakacje z mamą i tatą, gdy oboje byli jeszcze z nią. Dopiero później wszystko się posypało. Musiała więc udać się nad to jezioro, które miała jedynie mgliście w pamięci. Po szesnastu godzinach za kierownicą i kilkoma telefonami udało się jej dojechać do Pelion, spokojnej mieściny po drugiej stronie tego wyśnionego jeziora. Gdy Bree dociera na miejsce nie wie jeszcze, czy to miejsce przyniesie jej upragnione wytchnienie, czy to właśnie tu uwolni się od męczącej jej przeszłości. Ma jednak nadzieję, że będzie mogła zacząć coś od nowa, zresetuje się i… po kilku miesiącach wróci do rodzinnego Ohio. Czy tak rzeczywiście potoczy się jej życie? Czy powrót do korzeni pozwoli jej uwolnić się od natarczywych halucynacji? Czy spotka na swojej drodze kogoś, dzięki komu zapomni? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po jedną z nowości wydawnictwa Otwarte, powieść autorstwa Mii Sheridan, czyli Bez słów.

Wiele z ogarniających mnie emocji ujawniłam już w pierwszym akapicie. Książka nie tylko mnie zachwyciła. Nie tylko mną wstrząsnęła. Nie tylko sprawiła, że czytanie nie sprawiło mi żadnego kłopotu. Ta powieść przez jeden dzień była dla mnie wszystkim. Oddychałam nią, jadłam nią, żyłam nią. I pewnie żyć będę jeszcze przez jakiś czas. Bo jest wspaniała, cudowna, genialna. Godna polecenia i zmuszająca czytelnika do wołania o jeszcze, choć raczej oczywistym jest, że dalszych części nie będzie. Ja jeszcze jestem na etapie wołania o więcej. Nie wiem co lepsze, by mi przeszło, czy by mi nie przechodziło – może sama wymyślę, co jeszcze mogłoby się wydarzyć? Bez słów jest wspaniałe, polecam z czystym sumieniem.

Sil

1) Justin Bieber - What Do You Mean?
2) str. 294

Książkę otrzymałam od księgarni Matras

#matrasrecenzje

4 maja 2016

Odrobina wysiłku ("Pięć sposobów na upadek" K.A. Tucker)

Seria: Dziesięć płytkich oddechów
Tom: 4
wyd. Filia
rok: 2016
str. 544
Ocena: 5/6


Seven six four three five whenever you call
You don't need a reason, no reason at all.
Just to hear the whisper, just to hear your voice
Nothing to consider, love is not a choice
Not a choice
Call me every night, call me every day
You don't need to have anything to say
Call me on the line, don't care what it's about
If you know I'm lying you can call me out1)

Stare przysłowie mówi, że jeśli musisz walczyć o faceta, on nie jest tego wart. Idź do tego, który na ciebie czeka.2)

Są dni, gdy nie chce się nam zupełnie nic.
Są dni, gdy wręcz przeciwnie – góry moglibyśmy przenosić.
Nigdy nie wiadomo, co przyniesie nam kolejny dzień i z jakimi problemami przyjdzie się nam zmierzyć. Czasem problemy okazują się zbyt duże, możemy się tylko położyć i płakać. Albo podnieść się, zebrać ostatki sił i… wylać całą żółć na zewnątrz. Na przykład w postaci wiadra czerwonej farby.

Reese McKay poznajemy w dość mało komfortowych warunkach. Reese siedzi w więzieniu. Jak nic tym razem nie uda się już z problemów wyplątać. Do tej pory z tarapatów wyciągał ją mąż matki. Niestety – od jakiegoś czasu już nim nie jest. Annabelle ponownie zmieniła życiowego partnera. Reese chwyta się więc ostatniej deski ratunku i dzwoni do Jack'a, jedynego ojczyma z którym zawsze czuła się blisko związana. Któremu naprawdę na niej zależało. I którego jej matka tak bezczelnie zdradziła z jego biznesowym wspólnikiem. Jak się okazuje Jack'owi nigdy na dziewczynie nie przestało zależeć, więc niezwłocznie po jej telefonie wsiada do samochodu i jedzie ją ratować. Stawia jednak twarde warunki, tym razem nie będzie tak łatwo, tym razem nie będzie tylko wyciągniętej dłoni. Tym razem będzie trzeba się wysilić. Tylko – czy Reese będzie miała ochotę podnieść tę rękawice i zmierzyć się z zadaniem, które wyznaczył jej ojczym? Czy wytrzyma ze swoim przybranym bratem? Czy osiągnie szczyt, który wyznaczył dla niej Jack? I, co najważniejsze, czy zrobi to, nie stając się jednocześnie kopią swojej matki? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść K.A. Tucker, która kończy czterotomową serię Dziesięć płytkich oddechów, czyli Pięć sposobów na upadek.

Muszę przyznać, że z całej serii przeczytałam część pierwszą (która mnie powaliła) i część ostatnią (która bardzo mi się podobała). Tom drugi stoi na półce domowej biblioteczki, jednak do tej pory nie miałam okazji, by sięgnąć po tę powieść. Na część trzecią jeszcze się czaję. Przyjdzie taki dzień, że i historia postaci z tych nieprzeczytanych książek będzie mi znana. Póki co moją opinię mogę wyrazić tylko na podstawie tego, z czym się zapoznałam. Jak już wcześniej wspomniałam, Dziesięć płytkich oddechów zachwyciło mnie. Do dziś czasem wspominam tę opowieść. Wzruszającą, poruszającą i piękną. To dzięki tym wspaniałym wspomnieniom z nią związanym z taką zaciętością pragnęłam zapoznać się z Pięcioma sposobami na upadek. Zapoznałam się i mam już swoje zdanie, którym teraz się z wami podzielę.

Do tej pory zastanawiam się, dlaczego autorka nazwała książkę tak, a nie inaczej. Może coś pominęłam, ale nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie w powieści. A z doświadczenia wiem, że zwykle te tytułu są z treścią powiązane… No nic, może coś mi umknęło i ktoś wkrótce mi doniesie, o co z tym tytułem chodziło. Opowieść o Reese i Benie bardzo mi się spodobała. Kilkukrotnie mnie wzruszyła i wielokrotnie rozśmieszyła czy wzburzyła. Może nie pozostanie mi w pamięci tak, jak Dziesięć płytkich oddechów, ale na pewno będę ją mile wspominała. Bo całość wypada naprawdę dobrze, historia jest przemyślana, dobrze napisana i wciąga od samego początku. Nie sposób się od niej oderwać i człowiek czyta tak długo, aż dojdzie do finału, który może nie jest urzeczywistnieniem wszystkich wyobrażeń czytelnika, ale zdecydowanie jest satysfakcjonujący. Z mojego punktu widzenia nie mogę więc zrobić nic innego, jak polecić wam tę powieść. Co więcej, nie polecam jej jako części całości, bo znajomość wcześniejszych tomów wcale nie jest wymagana.

Sil

1) Serena Ryder - Call me
2) str. 139

Za książkę dziękuję księgarni Matras
#matrasrecenzje,

5 marca 2016

Bookowo 2/2016 (35)

Stosik stosikowi nie równy, no nie? Ja co miesiąc robię fotkę książek z danego miesiąca i... zapominam ją wstawić. Potem zastanawiam się czy wstawić ją w poniedziałek, albo środę... W końcu nie wstawiam wcale, albo wstawiam w zupełnie niespodziewanym momencie. Dziś co prawda nie jest ostatnia sobota miesiąca, albo ostatni dzień miesiąca, ale pierwsza sobota miesiąca, więc... może nie jest ze mną aż tak źle? Oto mój lutowy stosik. 


Jak widzicie, odrobinkę tego do mnie w lutym spłynęło. W sumie dobrze, że nie zrobiłam fotki w sobotę, bo w poniedziałek chyba jeszcze 6 książek dostałam... A teraz odrobinkę o nich. 

Od prawej:
Kamień i sól - Victoria Scott (IUVI) - na tę książkę czekałam bardzo długo. Strasznie często śnią mi się wydarzenia z pierwszej części, potem długo dochodzę do siebie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się sięgnąć po tę część i dowiem się, jakie są dalsze losy bohaterów Wody i Ognia. 
Say it - Paula Bartosiak (Novae Res) - jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale oceny są bardzo dobre, mam więc nadzieję, że mnie ta książka nie zawiedzie. 
Jesteś moja, dzikusko - Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res) - To już egzemplarz finalny. Jedna z moich ulubionych. Recenzja TUTAJ
Siła wiary - Sandra Orzelska (Novae Res) - lektura jeszcze przede mną. Ale na pewno wkrótce przeczytam :) 
Piętno Midasa - Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res) - książkę przeczytałam już dawno, daaawno temu. Recenzja pojawi się w maju, ale już teraz mogę wam powiedzieć, że zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść. 
Wiedźma z lustra - Maggie Stiefvater (Uroboros) - to trzeci tom serii The Raven Cycle. Poprzednia część mnie zachwyciła, już nie mogę doczekać się lektury. 
Tu i teraz - Ann Brashares (YA!) - już wkrótce planuję zacząć czytać tę książkę. Słyszałam o niej wiele dobrego :) 
Ta dziewczyna - Colleen Hoover (W.A.B.) - to finał serii Pułapka uczuć. Według mnie wspaniała seria. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ
Łowczyni - Virginia Boecker (Jaguar) - to początek serii Łowczyni i niespodzianka dla mnie od wydawcy. Postaram się przeczytać jak najszybciej :) 
Tak słodko... - Tammara Webber (Jaguar) - to trzeci tom serii Kontury serca. Już nie mogę doczekać się, gdy zacznę czytać. 
Odkąd cię nie ma - Morgan Matson (Jaguar) - poprzednia książka tej autorki - Lato drugiej szansy, bardzo mi się podobała. Mam nadzieję, że i ta przypadnie mi do gustu. 
Biała róża - Amy Ewing (Jaguar) - to kontynuacja serii The Lone City. Poprzednia część mną wstrząsnęła, nie mogę się więc doczekać lekury. 
Długo i szczęśliwie - Soman Chainani (Jaguar) - to trzeci tom serii Akademii Dobra i Zła. Czekam :) 
Życie i Śmierć - Stephenie Meyer (Dolnośląskie) - to już piąty tom sagi Zmierzch. W sumie chyba nikt się tego nie spodziewał, ale... Czy to naprawdę kontynuacja sagi? Raczej nie. Dostajemy nowe wydanie pierwszej części i nową powieść autorki, która z okazji 10 lat od wydania Zmierzchu postanowiła napisać książkę od drugiej strony. Ale nie jest to powieść z punktu widzenia Edwarda, czego wszystkie fanki pragną. 
Sześć serc - L.H. Cosway (Filia) - jest to pierwsza część cyklu Hearts. Już nie mogę doczekać się, gdy sięgnę po tę powieść. 
In vitro - Anna Krawczak (Muza) - to pozycja, po którą sięgnę jako następną. Już nie mogę się doczekać. Książkę napisała jedna z założycielek Stowarzyszenia Nasz Bocian. Temat jest mi bardzo bliski, mam nadzieję, że już wkrótce nasza droga się zakończy, ale jestem przekonana, że dzięki tej pozycji mi będzie o wiele łatwiej...Książka otrzymana od portalu DużeKa. 
Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński (Wojciech Sumliński Reporter) - to lektura, za którą zabrał się mój małżonek. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Książka przeczytana dzięki uprzejmości księgarni internetowej Matras
Na koniec, choć nie ostatnia - kolorowanka Fantastyczne konstrukcje - Steve McDonald (Egmont)

I na koniec tradycyjnie, coś polecacie? Coś odradzacie? 

3 marca 2016

Polityczne związki („Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” Wojciech Sumliński)

„Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” Wojciech Sumliński
wyd. Wojciech Sumliński Reporter
rok: 2015
str. 388
Ocena: 3/6


Do lektury książki namawiali mi znajomi, którzy po jej przeczytaniu całkowicie zmienili swój światopogląd. Mówili, że teraz całkowicie inaczej widzą Polską scenę polityczną. Pan Wojciech Sumliński to reporter śledczy i to dobry, tak przynajmniej wyczytałem zapoznając się z jego biografią. Niestety wcześniejsze jego dzieła nie są mi znane. I to zarówno te telewizyjne jak i literackie.

Po takich słowach moich znajomych rozpoczynałem tę lekturę licząc na prawdziwą bombę, na rakietę, która wywróci mój świat do góry nogami i jeszcze dodatkowo na lewą stronę i to bez mydła. Tymczasem było trochę mniej spektakularnie, mniej efektownie. No chyba, że sprawiły to moje poglądy polityczne. Kończąc ostatnia stronę zastanawiałem się , co jest ze mną nie tak, że nie widzę tego co inni.

W książce autor przedstawia niezliczone fakty o powiązaniach WSI, mafii oraz rosyjskiego wywiadu. W tle z olbrzymią ilością pieniędzy. We wszystkich tych wydarzeniach główną rolę odgrywa Bronisław Komorowski. Niektóre sytuacje i powiązania przedstawione przez Sumlińskiego mogą przyprawić o dreszcze. Wszystko trzyma się przysłowiowej kupy. Jednak bardzo ciężko z tym polemizować, bo te aspekty życia publicznego, aż tak mnie nie wciągają, a ponadto brakuje jakichkolwiek źródeł. W zasadzie jest to oczywiste, bo przecież wszystko pochodzi ze ściśle tajnych akt i dokumentów przekazywanych przez „agentów” oraz oficerów CBŚ. Szkoda tylko, że autor skupia się na swojej wizji świata i w faktach znajduje potwierdzenie swojego zdania, choć bez problemu można by wyciągnąć z nich zupełnie inne wnioski. Za przykład może posłużyć fundacja Pro Civili, która prowadzona przez byłych i obecnych (w tamtych czasach) agentów WSI przynosiła im olbrzymie zyski. Ja to widzę trochę inaczej, otóż służby wywiadowcze nie zawsze mogą mieć oficjalny budżet. Ich działania operacyjne, które nierzadko kosztują setki tysięcy dolarów są finansowane właśnie z takiego typu organizacji. Taka organizacja może również prowadzić działa operacyjne w imieniu organizacji, która nie do końca chce oficjalnie je prowadzić. To tylko takie moje zdanie, ale oczywiście mogę się mylić. Ponadto sam autor wspomina nie raz, że informatorzy z jakimi miał styczność potrafią realizować plany, w których nawet on nie potrafi się połapać np. ujawnienie zdjęcia Aleksandra Kwasniewskiego i Marka Dochnala. Tak więc skąd Pan Sumliński ma pewność, że ujawnione mu materiały są prawdziwe? Tymi prostym przykładami chciałem pokazać, że nie wszystko, co w niej zawarte należy brać za pewnik i to całkiem bezkrytycznie. Jest to moja pierwsza książka polityczna, ale odnoszę wrażenie, że zdecydowanie za dużo w niej osobistego życia Wojciech Sumlińskiego. Kilkukrotnie przeczytamy, że jest niezwykle religijnym człowiekiem, przeczytamy o kolejnych nieprzespanych nocach w trakcie czytania tajnych teczek. Na razie po lekturze tej książki postanowiłem więcej nie sięgać po ten gatunek literatury.

Tak, macie rację, czytałem tę książkę bardzo krytycznie. Kilkuletnia praca dziennikarza śledczego zakończyła się wydaniem książki tuż przed wyborami prezydenckimi w których główny „oskarżony” Bronisław K bierze udział. Jest to fakt co najmniej zastanawiający. Powiedzmy sobie szczerze, czy ten opozycjonista z czasów PRL strzelający gafy na lewo i prawo, mógłby być szefem wszystkich szefów, czy on mógłby być „Tym człowiekiem”? Mój poziom krytycyzmu zwiększył się po ostatnich aferach ze wykrytymi plagiatami. To prawda nie wpływają one na treść i nie zmieniają faktów przedstawionych w książce, ale delikatny niesmak pozostaje. Dziennikarz śledczy, który chce abyśmy uwierzyli w jego historię powinien unikać takich sytuacji.

Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego stały się swego rodzaju biblią dla prawicy, tej fanatycznej prawicy i każdy powinien po tę książkę sięgnąć, aby dowiedzieć się czy słusznie. Może ona być szokiem dla każdego kto naiwnie wierzył, że ludzie na świeczniku polityki, mediów i kościoła kierują się wyłącznie czystymi jak kryształ ideałami takimi jak patriotyzm czy też dobro. Brudny świat w którym mafia, służby wywiadowcze i polityka mieszają się w sposób nierozłączny przyprawiony jest olbrzymią ilością gotówki i haków. Niemal każdy jego uczestnik jest umoczony w poprzednim ustroju i nie ma tam czystych intencji. Wszystko robi się dla interesu własnego i swoich ludzi. Reszta się nie liczy. Jeśli te ostatnie zdanie są dla ciebie oczywistą oczywistością, to „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” autorstwa Wojciech Sumlińskiego niczym cię nie zaskoczą i będą tylko kolejną lekturą.


Artur Borowski


1 lutego 2016

Bookowo 12/2015 (33) i 1/2016 (34)

Zdarza się Wam o czymś dramatycznie i masakrycznie zapomnieć? Mnie się zwykle nie zdarzało, ale zaczęło. W grudniu, dokładnie w jednym z ostatnich jego dni, zrobiłam fotkę książek, które przyszły w tamtym miesiącu. Zrobiłam i... na tym skończyłam. Bo zapomniałam napisać post i wstawić go w Sylwestra. Potem przez cały styczeń myślałam o tym, że muszę pochwalić się grudniowymi nabytkami, ale... ale styczeń był dla mnie i dla mojej psychiki bardzo męczący. Czasem brakowało mi nie tyle czasu co sił na... cokolwiek. A potem przyszło małe (no, może nie małe) załamanie. Po załamaniach zwykle się człowiek podnosi. Ja też w końcu się podniosłam. Obiecałam sobie, że w ostatnią sobotę miesiąca wstawię podwójny stosik. Ale nie wyrobiłam się w czasie. Obiecałam więc sobie, że wstawię go sobie w niedzielę - 31.01.2016. I ponownie się nie wyrobiłam. Wstawiam więc ten post 1 lutego. Naprawdę - w końcu właśnie go piszę, więc już nie ma odwrotu :) 

Poniżej prezentuję więc wam dwa stosiki - jeden nieco większy, drugi znacznie mniejszy. Pierwszy grudniowy, drugi styczniowy :) 

Na początek stosik grudniowy.


Początek mnie i ciebie - Emery Lord (Od wydawnictwa Amber) czytałam w wersji eletronicznej. Bardzo dziękuję wydawnicwtu za egzemplarz papierowy :) 
Zostań jeśli kochasz - Gayle Dorman (Nasza Księgarnia) otrzymałam od księgarni Matras. Recenzja TUTAJ :) 
Posłaniec strachu - Michael Grant (Jaguar). Cóż mogę pwoiedzieć? Mam nadzieję, że wkrótce przeczytam :)
YOLO for Fun - Margart Okeey (Jaguar). Tę pozycję do recenzji otrzymała Wiktoria. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się recenzja :) 
Myśli moje swobodne - Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res). To oczywiście zakup włansy :) 
Jedyne wyjście - Ryszard Ćwierlej (Filia). To prezent, jaki otrzymałam w trakcie zwiedzania Wrocławskich Targów Książki. 
Ślad - Lena Sundstrom (Czarna Owca). To Targowy zakup Artura :)
Pożegnaj się - Lisa Gardner, Koszmarna cisza - Wulf Dorn, Obietnia mroku - Maxime Chattam (Sonia Draga), to moje zakupy Targowe :) 
Czarna samica kruka - Dariusz Pawłowski (Oficynka) to egzemplarz do recenzji od autora. 
Królowa i Faworytka - Kiera Cass (Jaguar) to nowela serii Rywalki. Już nie mogę się doczekać lektury :) 

A dalej już edukacyjnie i rozrywkowo :)
Owoce Świata - Beata Pawlikowska (Edipresse Polska) gra edukacyjna memowy. 
101 myśli pozytywnych do kolorowania - Lisa Magano (Amber) - kolorowanka. Zakupiłam już nowe kredki, niedługo zacznę kolorować :D 
Arcydzieła do kolorowania - Marty Noble (Wydawnictwo Naukowe PWN) - kolejna kolorowanka :) 

No i stosik styczniowy:

Tu jak widzicie, skromnie :) 
Kołysanka - Sarah Dessen (Harper Collins). Recenzja wkrótce :)
Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński (Wojciech Sumliński Reporter). Do recenzji dla Artura od ksiegarni Matras. 
Major Hubal. Historia prawdziwa - Łukasz Ksyta (Iskry). Do recenzji dla Artura od Dużego Ka. 

To jak, coś przypadło wam do gustu? Coś polecacie? Coś odradzacie? 

12 stycznia 2016

Suma strachu ("Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman)

"Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman
wyd. Nasza Księgarnia
rok: 2014
str. 248
Ocena: 4,5/6


Mia w zasadzie nigdy nie pasowała do… w zasadzie do niczego, co ją otaczało. Rodzice, to urodzenia punkowcy, jej młodszy brat też idzie w ich stronę. Dziadkowie to spokojni, stateczni ludzie, którzy muzyką nigdy się nie parali. A ona, gdy tylko rodzice zabrali ją na pierwszą lekcję muzyki, ruszyła do porzuconej w kącie wiolonczeli. Tak to wszystko się zaczęło. Zresztą Mii już wcześniej niezupełnie odpowiadał muzyczny gust rodziców. Kiedy więc odkryła, że można zupełnie inaczej, że dźwięki mogą być spokojne, nieść ukojenie, wydobywać się nie tylko ze środka instrumentu, ale i z wnętrza ciebie – zapragnęła być jej częścią. Częścią muzyki. Dla otoczenia to oczywiście był nie mały szok. Muzyka klasyczna. Poważna. Co to w ogóle ma być? Nikt jednak Mii nie powstrzymywał, wręcz przeciwnie, rodzice za wszelką cenę starali się dążyć do tego, by w życiu dziewczyny nigdy muzyki nie zabrakło. I nie zabrakło, ale równocześnie Mii było bardzo trudno zyskać jakichkolwiek przyjaciół. Kiedy wszyscy zaczęli przewidywać, że dziewczyna skumpluje się z Kim, ta za wszelką cenę chciała pokazać, że już wcale tak nie będzie. A jednak było i Mia z Kim zostały najlepszymi przyjaciółkami na świecie. Z kolei Kim założyła, że ani ona, ani Mia w liceum chłopaków na poważnie mieć nie będą. W końcu są z tych, które umawiają się dopiero na studiach. Kiedy więc na drodze młodziutkiej wiolonczelistki staje Adam, lider kapeli Shooting Star, wszystko staje na głowie. Jak skończy się ta niecodzienna historia? W jakich okolicznościach tak naprawdę poznamy Mię? Czy jej przyjaźń z Kim przetrwa? Czy muzyka łączy ludzi, bez względu na to, jaka jest? A może, różne dźwięki mogą podzielić ludzi? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy przeczytać Zostań, jeśli kochasz, autorstwa Gayle Forman.

Jak to u mnie zwykle bywa, zanim sięgnęłam po powieść, miałam możliwość zobaczyć film. W wersji kinowej Zostań, jeśli kochasz nie tylko mnie zachwyciło, ale wstrząsnęło mną i doprowadziło do łez. I to nie jeden raz. Gdzieś tam w głębi wierzyłam, że i książka mną wstrząśnie. Miałam oczywiście relację z pierwszej ręki, z której wynikało, że powieść nie powala na łopatki, ale chciałam przekonać się na własnej skórze. I, choć nie oceniam Zostań, jeśli kochasz w wersji papierowej tak dobrze, jak jej zekranizowaną wersję, to i tak mi się bardzo podobała. Nie przelałam przez nią łez. Nie padłam przy niej na kolana. Ale równocześnie nie odkładałam książki na półkę, bo lektura mnie nudziła. Czytało się dobrze i sprawnie. Dowiedziałam się wiele o głównej bohaterce, jej rodzinie, przyjaciołach i ukochanych. Dowiedziałam się więcej, niż przekazano w filmie. Oczywiście ekranizacja nie była jeden do jeden, ale nie odbiegała zasadniczo od fabuły powieści. Oczywiście były fragmenty zupełnie odbiegające od tego, co napisała autorka, ale nie było ich specjalnie dużo.

Ogólnie powieść bardzo mi się podobała i z czystym sumieniem polecam wam lekturę, oraz oczywiście zobaczenie filmy, byście i wy mogli porównać obie odsłony Zostań, jeśli kochasz.


Sil

23 października 2015

Wszystko nas ("Eleonora & Park" Rainbow Rowell)

"Eleonora & Park" Rainbow Rowell
wyd. Otwarte
rok: 2015
str. 360
Ocena: 6/6


I keep going to the river to pray
'Cause I need, something that can wash all the pain
And at most, I’m sleeping all these demons away
But your ghost, the ghost of you it keeps me awake1)

Pół roku temu, kiedy książka pojawiła się w księgarniach, nawet przez głowę mi nie przeszło, że mogłabym sięgnąć po Eleonorę i Parka. Jakoś tak... nie identyfikowałam się z tą pozycją. Byłam wręcz przekonana, że jej nigdy nie przeczytam. Ale jak to się mówi - nigdy nie mówi nigdy. Już wiosną, po przeczytaniu recenzji mojej siostry i usłyszeniu ochów i achów na temat powieści Rainbow Rowell, poczułam, że popełniłam gigantyczny błąd. Nie miałam jej oddawać tej książki. To ja powinnam była wziąć się za jej recenzowanie. Ale cóż, było już po fakcie, nie oznaczało to jednak, że nie planowałam po E&P sięgnąć. Pożyczyłam więc powieść od siostry i... przeleżała ona na półce kolejne kilka miesięcy. Pewnie leżałaby nadal, gdybym nie dostała propozycji jej zrecenzowania. No teraz... jak nie jak tak?!

Eleonora ostatni rok spędziła u obcych ludzi. Spała na kanapie i  codziennie słuchała, jak rozmawiają o niej. Jak dyskutują o tym, dlaczego u nich mieszka. Czemu ojczym wyrzucił ją z domu. Mimo wszystko dość długo wytrzymali, a któregoś dnia... zjawiła się mama i zabrała ją do siebie. Jak się jednak okazało, owo u siebie nie jest już tam, gdzie było ostatnio. Jej rodzeństwo mieszkało w jednym pokoju. Trzech braci, jedna siostra i... od dziś ona. Chłopcy na podłodze, a Eleonora z siostrą na łóżku piętrowym. Łazienka w kuchni, niczym nie oddzielona od salonu. Gdzieś tam jeszcze sypialnia matki i ojczyma... i tyle. Dzielnica straszna. No i jeszcze dojazd do szkoły autobusem, w którym ci z tyłu podśmiewają się z tych z przodu... i w zasadzie nikt nie chce ci dać koło siebie usiąść.

Park lada dzień skończy szesnaście lat. Rodzice już dawno obiecali mu samochód. Wtedy skończy się jego udręka i będzie mógł przestać jeździć do szkoły autobusem. Jeszcze tylko musi nauczyć się prowadzić auto z manualną skrzynią biegów. Niby nic, ale przy ojcu Park zapomina, jak to się robi. Codziennie spędza więc godzinę w drodze do i z szkoły, słuchając muzyki i czytając swoje ukochane komiksy. Kiedy ona wsiada do autokaru Park już wie, że czekają go kłopoty. Jest duża. Ruda. I obrana... jakby urwała się z kosmosu. Gdy kierowca informuje, że nie ruszy póki ona nie usiądzie okazuje się, że nikt nie chce przyjąć ją na fotel obok siebie. Niewiele więc brakuje, a popełniłaby karygodny błąd i usiadła obok Tiny. Choć Park bardzo tego nie chce, decyduje się jej pomóc. I w ten sposób skazuje się na jej codzienne towarzystwo. Jak skończą się te wspólne podróże? Czy ta dwójka outsiderów ma ze sobą coś wspólnego? Czy jest szansa, że nawiąże się między nimi nić przyjaźni? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Eleonorę i Parka.

Ta książka jest po prostu wspaniała. Nie przesadzam. Na samym początku lektury pomyślałam, że jest bardzo fajna. Ale z każdą przeczytaną stroną uświadamiałam sobie, że jest lepsza. I lepsza. I JESZCZE LEPSZA. Bohaterowie są prawdziwi. Bardzo realni. Czyta się o nich tak, jakby stali tuż za ścianą, jakby mieszkali w domu obok, jakbyśmy ich najzwyczajniej w świecie znali. Od początku wiadomo, że ta opowieść to nie bajka i, że radość Eleonory i Parka nie będzie wieczna. Na szczęście zakończenie nie jest aż tak tragiczne, jakby się tego można było spodziewać.

Uwielbiam tę powieść. Zaszła mi ona głęboko za skórę i nigdy o niej nie zapomnę. Z całego serca zachęcam was do jej lektury. Zdecydowanie warto.

Sil


1) Ella Henderson - Ghost

6 października 2015

Bookowo 9/2015 (30)

W tym miesiącu z małym poślizgiem, ale... lepiej późno niż wcale. Stosik wrześniowy.


We wrześniu było skromnie, tylko kilka pozycji. Na dzień dzisiejszy już tyle przywędrowało do mnie w październiku :) 

Wstyd - Rachel Van Dyken (Feeria Yoiung) oczywiście już przeczytana :) [RECENZJA]
Konkurs - Julie Murphy (Amber) recenzja wkrótce
Umrzeć po raz drugi - Tess Gerritsen (Albatros). Jedna z moich ulubionych autorek, mam nadzieję, że wkrótce uda mi się ją przeczytać :)
Eleonora & Park - Rainbow Rowell (Otwarte). Do recenzji od księgarni Matras. Wkrótce będę czytała :) 
W sieci umysłów - James Dashner (Albatros).
Klejnot - Amy Ewing (Jaguar). Ja już po lekturze, recenzja miała ukazać się wczoraj, ale jak to ze mną bywa - zapomniałam ustawić post :( Recenzja będzie jutro :) 

Coś wpadło wam w oko? Coś polecacie? Coś odradzacie? 

28 lutego 2015

Bookowo 2/2015 (24)

To już u mnie mała tradycja (nawet pewna nie jestem, czy czasem zawsze nie zaczynam tego postu w ten sam sposób). Nadchodzi ostatnia sobota miesiąca i jeśli mam czym, to się tym z Wami dzielę. Niech moja radość będzie choć odrobinę Waszą radością. Bo mnie na przykład wszystkie wstawiane przez Was stosiki bardzo cieszą. Lubię zerkać na to co inni otrzymali, kupili, pożyczyli i czym w najbliższych miesiącach będą zajęte ich myśli. W styczniu stosik pojawił się tydzień za wcześnie, przez co niektóre pozycje otrzymane w ostatnim tygodniu tamtego miesiąca, pojawiają się dopiero w stosie lutowym. Do tego wydawcy nie szczędzili mi szczęści i naprawdę obdarowali mnie wieloma książkami (i nie tylko). Oczywiście są również pozycje, na które wciąż czekam. Na przykład upragniona Misja 100 z Bukowego Lasu, którą podobno już dawno do mnie wysłano. Jeśli w poniedziałek nie znajdę jej na poczcie, chyba zacznę płakać :( No i Losing Hope, które czytałam w formie elektronicznej w ubiegłym roku i którego wypatruję usilnie w wersji papierowej. Ale pewnie się w końcu doczekam :) A teraz już to, co najważniejsze, czyli lutowy stos :)

Sporo z zaprezentowanych pozycji zostało już przeze mnie przeczytanych. Brakuje też jednej książki, mianowicie "Wróć, jeśli pamiętasz" Gayle Forman od wydawnictwa NK i portalu DużeKa. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Na pierwszy ogień idzie gra z wydawnictwa Egmont - Pan tu nie stał! Demoludy. Już nie mogę się doczekać, kiedy w to zagram :)

Ksiazki Alex Kavy uwielbiam i nigdy nie mogę się im oprzeć. Tak samo było z Mrocznym tropem, który już za mną. Za książkę dziękuje wydawnictwu Mira (recenzja).

Pierwszą część Chłopaka NIKT przeczytałam kilka miesięcy temu, i choć początkowo byłam sceptyczna, ostatecznie bardzo mi się ta powieść spodobała. Dlatego nie wahałam się i po drugą część sięgnęłam zaraz po jej otrzymaniu. I choć książka mogłaby być lepsza, to i tak uważam, że autor spisał się bardzo dobrze. Chłopaka NIKT. Jestem misją - Allen'a Zadoff'a otrzymałam od wydawnictwa Feeria (recenzja)

Jeśli chodzi o powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, to jestem ich wielką zwolenniczką. Seria Szukaj mnie wśród lawendy również mnie nie zawiodła. Zofia jest wspaniała i sercecznie polecam lekturę. Pozycja otrzymana od Novae Rec (recenzja).

Świat Książki obdarował mnie powieściamu Paulliny Simons - jedną starszą (upragnioną - Czerwine liście) i najnowszą (niespodziankową -Tully). Bardzo dziękuję. Liczę, że Tully uda mi się przeczytać wkrótce po premierze :).

Kolejna pozycja, to już prawdziwa królowa. I to zarówno dosłownie, jak i w przeności. Odrobinę się na nią naczekałam, ale w końcu dotarła od wydawnictwa Otwartego. Choć czytam coś teraz, to dziś planuję rozpocząć lekturę Czerwonej królowej -Victorii Aveyard.

Książkę kucharską. Dieta przyspieszająca metabolizm -  Haylie Pomroy, to pozycja od portalu Duże Ka i wydawnictwa Burda Książki. Bardzo dziękuję. Recenzja powinna ukazać się wkrótce.

Dziennik perfekcyjnej pani domu 2015. Ponad 1000 porad na każdą okazję - Weroniki Łęckiej otrzymałam od portalu Czytajmy Polskich Autorów. Recenzja wkrótce :)

Od powieści Mercedes Lackey zaczęła się moja przygoda z gatunkiem fantasy, którym do dziś jestem zafascynowana. Po Locie sowy wydanym przez Zysk i s-ka, a otrzymanym od portalu Duże Ka bardzo dużo sobie obiecuję, choć jeszcze nie miałam okazji przeczytać nic Larry'ego Dixona, drugiego autora tej powieści. Na recenzję pewnie przyjdzie wam chwilę poczekać, ale liczę na to, że to nie będzie bardzo długie oczekiwanie.

Królewna mroku - Sabine Thiesler to powieść z mojej ulubionej półki Sonii Dragi, czyli Thriller. Pozycję otrzymałam od księgarni internetowej Matras i liczę, że wkrótce ją przeczytam :)

Od Grupy Wydawniczej Foksal otrzymałam w tym miesiącu aż kilka pozycji i z wszystkich jestem wprost nieprawdopodobnie zadowolona. Tajemnice makijażu - Agaty Wyszomirskiej mam jeszcze przed sobą, ale mam nadzieję, ze wkrótce uda mi się ją zrecenzować. Mare Dyer. Tajemnice przeczytałam niedawno i się zakochałam. Przemiany - Michelle Hodkin, wyczekiwałam niczym spragniony szklanki wody. W końcu przyszła. Niestety listonosz dość poważnie ją zniszczył, podczas nieudanej próby wepchnięcia paczki do skrzynki. No nic, jakoś to przeżyję, choć bardzo nad tym zniszczeniem ubolewam :(. Kolejne pozycje od GW Foksal to już totalna bomba. Pułapkę uczuć  - Colleen Hoover przeczytałam w ubiegłym tygodniu. Zakochałam się (recenzja). Już wcześniej miałam zamówioną drugą część tej serii, czyli Nieprzekraczalną granicę. Powieśc dotarła do mnie w piątek. Nie mogłam się jej oprzeć i spędziłyśmy razem wspaniałą noc. Recenzja właśnie się pisze. Powieść polecam z całego serca.

Przysięgę - Michael'a Palmer'a otrzymałam od wydawnictwa Albatros. Wkrótce planuję jej lekturę, bo tematycznie książka bardzo mnie interesuje.

O wydawnictwa Jaguar otrzymałam w tym miesiącu aż dwie pozycje. Najpierw przyszła książka Coś do ocalenia (trzeci tom serii) autorstwa Cory Carmack, a później Próba ognia - Josephine Angeliny. Na lektury obu powieści czekam z drżeniem serca. Wkrótce powinnam się nimi zająć.

Tak czy inaczej, czy coś was ze stosiku zainteresowało? Zaintrygowało? Coś polecacie, a co odradzacie? Czekam na wasze opinie :) 

26 stycznia 2015

Jedyne słuszne wyjście („O krok za daleko” Tina Seskis)

„O krok za daleko” Tina Seskis
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2014
str. 400
Ocena: 4,5/6



When the time is right
When there's no way out
And I ain't losing something I ain't got
When the love has gone and I'm all alone
I'll give it everything, I'll give it everything
Now, when the time is right
And there's no way out
I'll give it everything, I'll give it everything*

Po raz kolejny popełniłam błąd i zakończyłam lekturę w nocy. Nie byłoby to takie straszne, gdyby nie było tak strasznie późno. Oczy mi się już mocno kleiły, mózg ledwo pracował i nie dałam rady napisać recenzji, już nie mówię na komputerze, ale choćby na telefonie, co mi się dość często zdarza. Choć nie uważam tej książki za thriller (jak to podano na okładce), już bardziej dramat psychologiczny, to śniły mi się po niej straszne rzeczy, o których może lepiej nie będę wspominać, bo mogłabym zdradzić za dużo z fabuły samej powieści. Choć tak może byłoby odrobinę łatwiej, bo najlepszy czas na napisanie recenzji minął bezpowrotnie wraz z tymi niemal koszmarami. Cóż jednak począć, muszę się wziąć w garść i w najlepszy z możliwych sposobów opowiedzieć wam, o czym O krok za daleko jest.

Gdy nastał ten upalny, lipcowy poranek Emily Coleman wyszła ze swojego domu w Chorlton w Manchesterze, nie miała zamiaru nigdy do niego wracać. Od kilku tygodni przygotowywała się do tego kroku. Czytała, sprawdzała opcję w Internecie, zastanawiała się nad każdym kolejnym ruchem. W końcu, choć na chwilę mogła zapomnieć o tym, co miało miejsce PRZEDTEM. Zaczęła żmudnie planować wielkie POTEM, więc choć na chwilę odcięła się od strasznej i przytłaczającej przeszłości. Gdy w końcu cicho zamknęła drzwi do przeszłości wcale nie oddycha z ulgą, wpada w panikę i jest niemal pewna, że nie da sobie rady. Na pewno polegnie, zginie w tej wielkomiejskiej dżungli. Zginie bez nich, bez Bena i Charliego. Jednak, gdy tylko zaczynała o tym myśleć przypominała sobie, nie, nie... musiała wyprzeć wspomnienia przeszłości, bo nie podoła przyszłości. Gdy dociera do Londynu zmienia wszystko. Imię. Nazwisko. Numer telefonu. E-mail. Znajduje pokój (ohydny), nowych znajomych (dziwnych) i pracę (zupełnie inną niż dotychczasowa) i zaczyna nowe życie (dość zaskakujące i ekscentryczne). Teraz już Cat, a nie Emily, musi sobie radzić z codziennością. Dzięki pomocy współlokatorki Angel i kilku trików, których nigdy wcześniej nie brała pod uwagę, zaczyna sobie radzić. Jak długo potrwa ten stan rzeczy? Czy Cat uda się uciec od przeszłości? Co takiego wydarzyło się w życiu Emily, że postanowiła opuścić wszystkie bliskie jej osoby? Jaką rolę w jej życiu odegrała młodsza o godzinę siostra bliźniaczka Caz? By dowiedzieć się tego, i wielu innych rzeczy, koniecznie musicie sięgnąć po O krok za daleko.

Do tej pory nie jestem przekonana, czy bardzo mi się ta książka podobała, czy też, że bardzo mi się nie podobała. Mam totalnie mieszane uczucia. Powieść jest zdecydowanie dziwna i kontrowersyjna. Postępowanie głównej bohaterki najpierw dziwi, później szokuje, a ostatecznie żenuje czytelnika. Kiedy wydaje się, że już gorzej być nie może, że Cat właśnie przekreśliła całą swoją przeszłość i nie ma powrotu, przez moment wydaje się, że może przyszłość nie będzie taka zła. Czy możliwe jest, by młoda kobieta zaznała ponownie szczęścia? Niestety, niemal w tym samym momencie dochodzi do kolejnej tragedii i czytelnikowi nie pozostaje nic, jak załamać ręce. Nie sprawdzają się również najstarsze porzekadła. Upadając na dno, wcale nie odbijamy się od niego. Czasem grzęźniemy w nim i pozostajemy tam już na wieki. Pod sam koniec powieści, kilka stron przed finałem finałów, książką chce się rzucić w ścianę. Bo nagle okazuje się, że jednak może być jeszcze gorzej, i to w żenująco ohydny sposób gorzej. Niewiele brakowało, a nie doczytałabym do końca, przez co straciłabym wiele. Bo finał finałów autorce akurat wyszedł bardzo dobrze.

O krok za daleko zmusza czytelnika do głębszych przemyśleń. Choć zdecydowanie nie jest to powieść na jeden wieczór, a wciągać zaczyna dopiero po przebrnięciu przez kilkadziesiąt pierwszych stron, to mimo wszystko chyba muszę uznać ją za udaną. Nie fenomenalną. Nie porywającą. Nie powalającą na kolana. Ale ciekawą i pouczającą. Zachęcam do zapoznania się z powieścią i podzielenia się opinią na jej temat.

Sil


* Foxes - Glorious

28 września 2014

Bookowo 8/2014 (20)

Wrzesień jest jednym z moich najulubieńszych miesięcy. Chyba, że pada. Chyba, że jest zimno. Chyba, że... no dobra. Zwykle bardzo lubię ten miesiąc. Wrzesień w tym roku stanął u mnie pod znakiem książki, Dobrej książki. Jak wiadomo, to właśnie na jesieni na rynku pojawia się najwięcej nowości. Tak więc i do mnie sporo ich napłynęło. Niestety, nie ma wśród nich wszystkich pozycji, które pragnęłam zdobyć. Liczę jednak, że jeszcze mi się uda o niektóre z nich wystarać. Trzymajcie za mnie kciuki, bo marzy my się najnowsza powieść Yrsa Sigurdardottir, kontynuacja serii Cassandry Clare oraz takie Jedno małe kłamstwo

Ale, ale... wracając do tematu. Oto mój stos :)




Tak jak widać, na załączonym obrazku, troszkę się tego uzbierało. Sama nie wiem od czego by tu zacząć, więc może... od początku?

Na samej górze stosiku znajdują się dwie powieści Tomasza Sekielskiego, czyli Sejf oraz Obraz kontrolowany. Obie książki otrzymane dzięki uprzejmości portalu Czytajmy Polskich Autorów oraz wydawnictwa Rebis. 

Poniżej są aż cztery powieści otrzymane w prezencie od Wydawnictwa Otwarte, W zasadzie tych pozycji powinno być aż sześć, bo brakuje tu wydania nierecenzenckiego Hopeless oraz Niezbędnika nocnej szkoły, które gdzieś się rozeszły. Ale wracając do sedna - mamy tu Kłamstwo doskonałe - Sary Shepard (teraz czas zdobyć trzy pozostałe części serii), W stosiku górnym oczywiście nie mogło zabraknąć dwóch części serii autorstwa Blake'a Crouch'a - Wayward Pines, czyli Szum i Bunt. Może wkrótce uda mi się sięgnąć po nie i zgłębić tę historię. Na koniec tej części, choć zdecydowanie nie będącą ostatnią, jest powieść Klasa autorstwa Dominika W. Rettingera.  

Tak troszkę na uboczu, ale wciąż u góry, znajdują się dwie pozycje. Jedną właśnie czytam, drugą niedawno przeczytałam. Mowa oczywiście o Diecie 50 na 50 autorstwa Dr Kristy Varady oraz Bill'a Gottlieb'a. Pozycję otrzymałam od wydawnictwa Illuminatio. Muszę przyznać, że pozycja jest interesująca, tak jak i sposób odżywiania w niej przedstawiony. Jak tylko ją ukończę podzielę się z Wami opinią i... najprawdopodobniej wcielę ją we własne życie. Tą przeczytaną powieścią jest oczywiście Jedyna - Kiery Cass (od wydawnictwa Jaguar). Recenzję możecie przeczytać TUTAJ.

Poniżej to się w ogóle już dzieje... masakra :)

Wprost od wydawnictwa Mira przyfrunęła do mnie jedna z ich nowości, czyli Dzień, w którym umarłam, autorstwa Beleny Martinez Sanchez. Już nie mogę się doczekać lektury :)

Kolejne są trzy pozycje od wydawnictwa Jaguar. Mowa oczywiście o Nie pozwól mi odejść oraz Dzień, który zmienił wszystko - obie napisane przez Catherine Ryan Hyde, a także Coś do ukrycia pióra Cory Carmack. Aż drżę na myśl o wszystkich tych książkach :)

Dalej mamy taką mega czarną książkę. Nie myślcie, że rzeczywiście tak wygląda okładka, choć niewiele odbiega od tego widoku. To jest dowód na to, jak nieodpowiednie oświetlenie książki sprawia, że nic nie widać :). Ta tajemnicza książka to Tajemnica - Mary Dyer, która przywędrowała do mnie od Grupy wydawniczej Foksal. Również od nich jest kolejna pozycja w stosiku, czyli Zła krew autorstwa Sally Green. Po tej ostatniej książce wcale nie wiem czego się spodziewać, więc... może być ciekawie :)

Następna jest powieść, którą już dawno, baaaardzo dawno temu zamówił od Dużego Ka mój małżonek. Jest to Warszawa 1944 - Aleksandy Richie. Myślę, że wkrótce Artur zgłębi tę lekturę, a później podzieli się swoimi przemyśleniami.

Sekret czarownicy - Anny Klejzerowicz otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i portalu Czytajmy Polskich Autorów. To już trzecia część serii, mam nadzieję, że będzie równie dobra, jak jej poprzedniczki.

Powieść O krok za daleko - Tiny Seskis dotarła do mnie w ramach współpracy z księgarnią Matras. Dzięki wielkie :)

Powód by oddychać (Rebecca Donovan) zamówiłam jakiś czas temu, ale miałam nie otrzymać. Zostałam jednak miło zaskoczona przez wydawnictwo Feeria, które w okolicach premiery mi ją przesłało. W zasadzie książka była dla Wiktorii, dlatego recenzję już możecie znaleźć na blogu. O, TU.

Od jakiegoś czasu jest mi dane śledzić losy Pana Przypadka. Właśnie otrzymałam cześć trzecią, czyli Pana Przypadka i Korpoludki. Za książkę dziękuję autorowi, Jackowi Getnerowi. 

W ramach odnowionej współpracy z wydawnictwem Świat Książki otrzymałam do recenzji powieść Jedenaście godzin - Paulliny Simons. Wkrótce się za nią wezmę :)

Jeśli chodzi o stosik, to już wszystko. Ale już po zrobieniu fotki, a jeszcze przed wstawieniem postu otrzymałam (a w zasadzie otrzymała Wiktoria) powieść Zostań, jeśli kochasz - Gayle Forman. Książka przywędrowała do nas w ramach współpracy z Dużym Ka. Recenzja wkrótce.


I co, spodobało się Wam coś? Coś szczególnie polecacie? Coś odradzacie?