Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

20 maja 2016

Motyle ("Cześć, co słychać?" Magdalena Witkiewicz)

"Cześć, co słychać?" Magdalena Witkiewicz
wyd. Filia
rok: 2016
str. 320
Ocena: 5,5/6


Jesteśmy szczęśliwi. Mamy wszystko, czego od życia zawsze chcieliśmy. Koleje losu układają się nam dokładnie tak, jak powinny. Praca, dom, dzieci, kochająca rodzina. Czegoż więcej chcieć? Czy w ogóle można prosić o więcej? Jak się okazuje, czasem można chcieć za dużo. A potem się sparzyć. I stracić wszystko, na co pracowało się przez lata.

Dwadzieścia lat po maturze jedna ze szkolnych koleżanek Zuzanny zamieściła na fejsbuku posta, w którym przypomniała, ile czasu minęło od pamiętnych wydarzeń. Pokusiła się jednak o nieco więcej i poza samym wpisem, dodała do niego zdjęcia. Studniówka. Polonez. Maturzyści, dumnie kroczący do przodu w tym dostojnym tańcu. A wśród nich oni – ona i on, Zuza i Paweł, przez wszystkich nazywany Pablo. Wielka szkolna miłość, która trwała jeszcze długo po maturze. Zuzie te zdjęcia zaczynają przypominać coś, co dawno utraciła. Motylki w brzuchu. Tak, dwadzieścia lat temu miała motylki. Miała je przez cały czas trwania związku z Pablem. Chłopak pisał do niej cudowne listy miłosne. Podrzucał jej do książek, plecaka, wysyłał pocztą. Pisał z okazji dnia Dzikiej Flory czy Dnia Marzyciela. W zasadzie każdy powód, by napisać był dobry. A konkluzja zawsze była taka sama – miłość. Wspomnienia sprawiają, że bohaterka zaczyna odczuwać coraz większy żal. Teraz nie ma motylków, Nie ma listów miłosnych. Nie ma romantycznych randek. Kiedy Zuzanna prosi męża, by napisał do niej list, ten w odpowiedzi zostawia jej karteczkę na lodówce. Bardzo nieromantyczną. Totalnie przyziemną. Ten drobny liścik, w zasadzie niepozorny, skierował myśli Zuzy na tory, które doprowadzić ją miały do zagłady.

Czasami życie marzeniami sprawia, że coś idealnego i trwałego niczym zamek wybudowany na skale, rozpada się jak niechlujnie ułożony domek z kart. Wydaje się nam, że postępujemy słusznie, że nie robimy nic złego, że po prostu staramy się przeżyć kolejny dzień i być odrobinę bardziej szczęśliwi. A tak naprawdę wpadamy w czarną dziurę, z której nie jesteśmy w stanie się wydostać. Najgorsze jest jednak to, że nawet tego nie zauważymy, wręcz przeciwnie - wydaje nam się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Zuza myśli, że nic złego nie robi, ale równocześnie oddala się od codzienności, a co za tym idzie i od swojego męża. Wydaje się jej, że nic się nie zmienia, że wciąż najważniejsze są jej dzieci, ale na każdym kroku odstawia je na bok, niczym w danej chwili niepotrzebne kawałki układanki. Kłamie przyjaciółkom, mężowi, rodzicom, dzieciom i sobie samej. I choć chwilami zdaje sobie sprawę, że postępuje nie do końca uczciwie, to mimo wszystko dalej w to brnie.

W przypadku Cześć, co słychać zdecydowanie nie można osądzać książki ani po tytule, ani tym bardziej po okładce. Powieść opowiada dość złożoną historię, która z początku wydaje się banalna i niczym nieodróżniająca się od innych. Nawet przez pierwsze kilkadziesiąt stron odnosiłam wrażenie, że czytam o samej sobie. W końcu która z nas nie przeżyła młodzieńczej miłości, pełnej wzlotów, czułych słówek i motylków w brzuchu? Wydaje mi się również, że większość ludzi, tak jak i bohaterka powieści, ma skłonność do wymazywania gumką tych mniej fajnych wspomnień. Po latach dużo łatwiej i przyjemniej wracać do tych cudownych chwil, gdy ptaszki ćwierkały, słonko świeciło a my byliśmy naprawdę szczęśliwi. Nikt nie zadaje pytań - czemu to się skończyło. Jak doszło do rozstania. A przecież większość związków nie rozpada się ot tak, bez powodu. Prawda? By się tego dowiedzieć, koniecznie powinniście przeczytać najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz.

Cześć, co słychać czyta się bardzo dobrze, choć nie od samego początku łatwo wdrożyć się w fabułę. Bohaterka stara się opowiedzieć czytelnikowi swoją historię. Tłumaczy się, wyjaśnia, a w zasadzie plącze w zeznaniach. Wciąż i wciąż powtarza, że o tym dalej, że nie miało być tak jak wyszło, że gdyby nie postąpiła tak, jak postąpiła, nie doszłoby do tego, co się wydarzyło. Nie byłoby tragedii, koszmaru, wybuchów i końca. Czytelnik zaczyna zastanawiać się, co takiego Zuza zrobiła. Co tak bardzo ja gnębi, co sprawia, że wiesza na sobie psy. A potem się dowiadujemy i… czy się dziwimy? Ja gdzieś w połowie powieści zaczęłam coś podejrzewać, a im więcej czytałam, tym bardziej utwierdzałam się w słusznym, jak się potem okazało, przekonaniu. Nie żałuję jednak ani jednej chwili poświęconej tej lekturze. Bo choć mnie rozbiła, to potem starała się poskładać w całość. Tę powieść warto ją więc nie tylko przeczytać, ale i dłużej się nad nią zastanowić a następnie zapamiętać. Polecam.

Sil

Za książkę dziękuję Autorce :) 

12 października 2015

Miłość boli ("Po prostu bądź" Magdalena Witkiewicz)

"Po prostu bądź" Magdalena Witkiewicz
wyd. Filia
rok: 2015
str. 352
Ocena: 5,5/6


And we've done it again
This trick we have
Of turning love to pain
And peace to war

We're just ash in a jar

So turn and turn again
We are calling in all the ships
Every traveller please come home
And tell us all that you have seen1)

Nie ukrywam, że długo czekałam na tę powieść. Nie wszystkie książki Magdaleny Witkiewicz przypadają mi do gustu, nie każda jest w stanie przeskoczyć poprzeczkę, którą stawiam polskiej literaturze. Nie lubię płytkich i prostych opowieści, nie bawi mnie czytanie książek o niczym, nie chcę tracić czasu na czytadła, o których zapomnę szybciej, niż zdążę odłożyć je na półkę. Albo gorzej - o których nie zapomnę, bo wciąż będę przypominała sobie o zmarnowanym czasie. Nie mówię, że powieści Magdaleny Witkiewicz takie są, niektóre jednak zupełnie nie wpisują się w kanon interesującej mnie literatury. Nie sięgam więc po nie i grzecznie czekam, aż autorka spłodzi dzieło, którym zaprzątnie mój umysł na dłużej. Na dużo dłużej, niż bym się mogła tego spodziewać.

Plany wobec Pauliny Butkiewicz w zasadzie już od jej narodzin były ściśle określone. Dziewczyna była późnym dzieckiem swoich rodziców. Gdy dorastała jej rodzeństwa już dawno nie było w domu, jedna siostra wyemigrowała do Irlandii, druga też wyemigrowała... do wioski obok, z mężem pijakiem. Pola miała przejąć rodzinną schedę, zaopiekować się rodzicami na starość, która w zasadzie już się dla nich zaczęła. Miała zajmować się krowami, kurami i kaczkami. Obrabiać pole i związać się z synem sąsiadów, o głowę od niej niższym Adrianem. Paulina przez chwilę nawet brała to pod uwagę. Zaczęła się z Adikiem spotykać, zwierzała się mu, wypłakiwała na ramieniu, nawet całowała - co okazało się dość nieprzyjemnym przeżyciem. To Adrianowi Pola powiedziała, że jej nauczycielka namawia ją na studia architektoniczne. Studia, których jej rodzina nigdy dla niej nie planowała. Przecież nawet liceum było dla nich marnowaniem czasu. To właśnie przyjaciel stał się jej wejściówką do nowego świata, to on namówił ją do podjęcia wyzwania i on pomagał w realizacji marzenia. Nie spodziewał się tylko, że ich wspólne działania doprowadzą do rozłamu w rodzinie, a gdy dziewczyna wyjedzie na Politechnikę, jej rodzice zamkną za nią drzwi i nie będą już ich więcej chcieli otworzyć. Tymczasem przed Pauliną otworzyły się zupełnie inne wrota...

Po prostu bądź nie jest ani trudną, ani skomplikowaną powieścią. Autorka opowiedziała w książce historię, jakich wiele - wieś, aranżowane małżeństwo, konflikt z rodziną, bunt, ucieczka i nowe otwarcie. Ale to nie o tym tak naprawdę jest Po prostu bądź. To historia o wielkiej, wszechogarniającej miłości, która nigdy nie ma się skończyć. To opowieść o przyjaźni ponad wszystko, o ludziach, którzy dla swoich bliskich są w stanie poświęcić samych siebie. Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz przedstawia nam obraz prawdziwego cierpienia i tego, jak trudno sobie z nim poradzić. Jak straszny jest okres żałoby i w jaki marazm można w trakcie jej trwania popaść. Jak wiele można stracić, gdy nie obserwuje się otoczenia, gdy zamiast żyć, po prostu sie egzystuje. Ostatecznie w książce odnajdujemy również wielkie pokłady nadziei. Każdy dołek ma swoje dno. I z każdego da się w tę, czy inny sposób uwolnić.

Gdy już Magda Witkiewicz sięga po trudne tematy, niezmiennie wychodzi z tego doskonała powieść. Dokładnie taka, jakby pisana dla mnie. Taka, w której można zatopić się na chwilę. Taka, o której nie zapomina się długo. Może przez całe życie. Po prostu bądź zdecydowanie warto przeczytać. Zgłębić. Przeżyć.

Sil

1) All Thieves - Turn and turn again



4 maja 2015

Bolesny koniec złudzeń1) („Pierwsza na liście” Magdalena Witkiewicz)

„Pierwsza na liście” Magdalena Witkiewicz
wyd. Filia
rok: 2015
str. 356
Ocena: 5/6


Oh I know the feeling,
Of finding yourself stuck out on the ledge,
And there ain't no healing,
From cutting yourself with the jagged edge,
I'm telling you that,
It's never that bad,
Take it from someone who's been where you're at,
Laid out on the floor,
And you're not sure,
You can take this anymore
2)

Przyznam, że Pierwsza na liście chwilę poleżała w mojej biblioteczce. A potem ja poleżałam wraz z nią. Oczywiście nie w biblioteczce tylko na kanapie. I w łóżku. Leżałam i zaczytywałam się, bo powieść okazała się niesamowicie intrygująca i wciągająca. Pociągająca. Gdy nie mogłam jej czytać, myślałam o tym, co będzie dalej. Co opowie kolejna kobieta? Jak będzie powiązana z poprzednią? Zastanawiałam się również, jak to wszystko się potoczy? Jak się skończy? Jaką przyniesie przyszłość?

Karolina Rybińska jeszcze do niedawna prowadziła bardzo szczęśliwe życie rodzinne. Nie. To stwierdzenie nie jest do końca prawdziwe. Owszem - dziewczyna dzięki swojemu otoczeniu była szczęśliwa. Kochająca mama. Przesłodka siostra. Wspaniała babcia. Istna kopalnia radości. Tylko, że ojciec kilka lat wcześniej odszedł i, dziwnym zbiegiem okoliczności, zgrało się to w czasie z ciążą matki. Jak się okazało Patrycja, mama Karoliny przeczuwała, ba - wiedziała, że może być to jedyny sposób na zatrzymanie męża przy sobie. Niestety, jak się okazało, bez powodzenia. Została więc samotną matką dwójki dzieci, z nadzieją na to, że w przyszłości będzie lepiej. Mąż może kiedyś wróci. Dzieci jednak zawsze były dla niej najważniejsze, zarówno jeśli chodzi o rodzinne wydatki, jak i o zdrowie. Kichnięcie. Mały katar. Podniesiona delikatnie temperatura. Z każdym symptomem pojawiającym się i córek, zmartwiona matka niezwłocznie udawała się do lekarze. U siebie nie zważała na nic, łykała jakieś środki na wzmocnienie i oddawała się życiu rodzinnemu. Do czasu, gdy okazało się, że na dbanie o własne zdrowie już za późno. Wtedy właśnie świat Karoli rozpadł się na kawałki. Informacja o białaczce była jak wyrok. Karolina jednak dość szybko zrozumiała, że musi się przeciwstawić, bo jeśli ona tego nie zrobi, to naprawdę będzie koniec.

To tyle tytułem wprowadzenia. Podawanie jakichkolwiek kolejnych faktów mogłoby zdecydowanie za bardzo odsłonić przed Wami fabułę powieści. Pierwsza na liście to dość specyficzna książka, złożona z opowieści, a w zasadzie wyznań różnych kobiet. Wraz z zaznajamianiem się z kolejnymi historiami dowiadujemy się coraz więcej i zaczynami rozumieć, co te kobiety łączy. Jednak tak naprawdę dopiero czytając jedną z ostatnich historii wszystko składa się w spójną i oczywistą całość. Już nie ma tajemnic, już nie musimy zadawać sobie pytań: dlaczego, po co, kiedy i jak. Wiemy i to jest najważniejsze. Ale czy wiemy wszystko? Oczywiście nie. Nie wszystkie tajemnice zostają przed nami odkryte. Świadomie? Wydaje mi się, że przynajmniej cześć z nich tak. Ale czy wszystkie? Niekoniecznie. Wydaje mi się, że niektóre tematy po prostu zostały pozostawione, choć ja chętnie dowiedziałabym się, jakie na przykład było ich źródło. Może będzie mi to jeszcze dane? Może Magdalena Witkiewicz pokusi się o napisanie kontynuacji, lub chociaż spinoffu? Pozostaje mi mieć nadzieję.

Pierwsza na liście to nie tylko doskonała, wciągająca i pasjonująca powieść, ale również pozycja powodująca, że czytelnik poważnie zaczyna zastanawiać się nad sensem własnego życia. Czym ono jest w obliczu możliwości niesienia pomocy innym? Dowiadujemy się, jak niewiele czasem trzeba, by pomóc innym. Dla mnie temat jest tym istotniejszy, iż kiedyś uznałam, że dla innych zrobić mogę naprawdę wiele, ale nie oddać szpik. W dzieciństwie przeszłam wiele po nieprawidłowo przeprowadzonej punkcji lędźwiowej i nie wyobrażam sobie, bym mogła po raz wtóry przez to przejść. Jak się jednak okazuje, żyłam w głębokiej nieświadomości. Bardzo, baaardzo głębokiej. Za odkrycie prawdy z całego serca dziękuję autorce. A powieść polecam, zdecydowanie warta przeczytania.

Sil

1) str. 320

2) Nickelback - Lullaby

8 listopada 2013

Niezniszczalni („Zamek z piasku” Magdalena Witkiewicz)

„Zamek z piasku” Magdalena Witkiewicz
wyd. Filia
rok: 2013
str. 284
Ocena: 5/6


Kocham cię. Tak łatwo to pomyśleć. Napisać. Powiedzieć.
Oczywiście jest to dość banalne, gdy nie mówi się tego pierwszy raz w życiu. I gdy osoba, której chcemy tę informację przekazać, nie jest tą, z którą chce się spędzić resztę życia. Sprawa ma się inaczej, gdy takie wyznanie ma przesądzić o naszej przyszłości. Wówczas zaczyna mieć znaczenie wszystko. I czas. I miejsce. I intonacja. Bo to ma być nie tylko teraz, ale na zawsze. Bo kocha się raz i do końca życia. Prawda?

Weronika miłość swojego życia spotkała w szkole średniej. Dokładnie rzecz ujmując - na lekcji muzyki. Przez tę "miłość" była skutecznie poklepywana przez kolejne lekcje, aż w końcu uległa i umówiła się na randkę. I tak zaczęło się wielkie, wszechogarniające uczucie między nią, a Markiem. Bardzo wcześnie się odnaleźli, ale niemal natychmiast zorientowali się, że to uczucie na całe życie i, że nic ani nikt ich nie rozdzieli. Rodzicom Marka ich związek niezupełnie przypadł do gustu, ale cóż mieli robić? Syn się zakochał i to było najważniejsze. Losy młodych potoczyły się dość płynnie. Oboje skończyli liceum i udali na wymarzone, zupełnie różne studia. Rozpoczęli pracę. Wzięli ślub. Byli dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, kochankami i rodziną. Świata poza sobą nie widzieli i nie widzą. Mają podobne poglądy, nie mają problemów z podejmowaniem jednomyślnych decyzji. Nikomu z ich otoczenia nawet go głowy by nie przyszło, że ta dwójka mogłaby się rozstać. Przecież gołym okiem widać, że są dla siebie stworzeni. Stanowią przykład dla niejednej znajomej pary. Kiedy pewnego dnia najlepsza przyjaciółka Weroniki - Ewa, oznajmia, że jest w ciąży, w głowie Weroniki dochodzi do pewnego przetasowania wartości. Dziewczyna uświadamia sobie, że chce zostać mamą i to teraz, zaraz, NATYCHMIAST. Na szczęście Werka ma pełne poparcie małżonka, który niczego bardziej nie pragnie, niż uszczęśliwić żonę. A dziecko będzie idealnym dopełnieniem ich miłości. Jednak nawet przez ułamek sekundy, nie biorą pod uwagę jednej rzeczy, a mianowicie braku możliwości zajścia w ciąże. Przecież bezpłodność dotyka innych ludzi. A nawet jeśli przytrafi się komuś bliskiemu, to na pewno istnieje magiczna pigułka, która wyleczy wszystko. Nie może być inaczej.

A jednak. Nie zawsze życie układa się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Nie zawsze udaje nam się osiągnąć to, co sobie założyliśmy. Często, za często, ludzkie marzenia legają w gruzach. Niejednokrotnie razem z marzeniami traci się wiele więcej. Szacunek dla siebie samego, zaufanie do ludzi, miłość bliskich. Czasem może warto się zastanowić, czy niektóre marzenia warto realizować. W końcu same marzenia często dają człowiekowi więcej radości, niż ich zrealizowane wersje. Tylko jak zrezygnować z upragnionych rzeczy? Jak powiedzieć sobie nie? Czy w ogóle się da?

Zarwałam noc przez tę książkę. Nie, wróć. Zarwałam dwie noce. Pod rząd. Tylko zdrowy rozsądek sprawił, że to nie była jednak jedna noc. W końcu następnego dnia musiałam iść do pracy, być przytomna, myśląca, rzetelna. I byłam. Tylko cały czas myślałam o Zamku z piasku, o Weronice i... o tym, jak jej życie przypomina moje. Oczywiście nie dosłownie, oczywiście nie w 100 procentach, ale i tak dość znacznie. Może Magdalena Witkiewicz mnie podglądała? Może czytała w moich myślach? Może wyjątkowo postanowiła napisać książkę na faktach a nie fabularną? Tylko dlaczego wzięła mnie na tapetę? Zupełnie nie wiem. Na szczęście dalszy ciąg opowieści snutej przez autorkę znacznie odbiegał od mojego życia. Ufff. Czyli to jednak fikcja literacka. Całe szczęście :). Nie zmieniło to jednak mojego podejścia do Zamku..., który skradł moje serce. I choć nie zawsze rozumiałam postępowanie bohaterów, choć nie z wszystkim się zgadzałam, choć brakowało mi niektórych rzeczy, a innych było aż nadto, to i tak muszę stwierdzić, że powieść wyjątkowo do mnie przemówiła. Współgrała z moimi uczuciami i z moimi myślami. Wryła mi się w pamięć i na pewno na długo ze mną zostanie.

Przejmująca.
Prawdziwa.
Bolesna, ale i radosna zarazem.
Powieść - pamiętnik, pokazująca dramatyczną wędrówkę głównej bohaterki przez dżunglę, jaką stało się jej życie. Dżunglę wypełnioną nie gąszczem drzew, a uczuciami i piętrzącymi się problemami. Problemami często zgotowanymi na własne życzenie, znikającymi, gdy w życiu zaczyna brakować tej drugiej połówki. Pozostaje więc się tylko zastanowić, czy chęć rozwoju, rozbudowy rodziny, ba - czy rodzący się w kobiecie instynkt macierzyński ma miejsce tylko wtedy, gdy jest się tylko z tą jedną konkretną osobą? Czy gdy miłość się kończy, kończą się również wewnętrzne pragnienia? Czy możliwy jest powrót na początek życiowej ścieżki bez bólu i wściekłości? Wątpię. Trudno mi uwierzyć, że można zapomnieć o najgłębszych pragnieniach. Jednak, jeśli faktycznie jest to możliwe - to chcę, by było mi to dane. Otrzymanie takiej dzikiej karty od losu musi być czymś wspaniałym.


Zdecydowanie polecam lekturę Zamku z piasku. Warto. A, i jeszcze jedno, tytuł zdecydowanie bardzo dobrze dobrany do zawartości.

 Za książkę dziękuję Autorce i Wydawcy :)

24 kwietnia 2013

Zupełnie nie tak („Szkoła żon” Magdalena Witkiewicz)

„Szkoła żon” Magdalena Witkiewicz
wyd. Filia
rok: 2013
str. 256
Ocena: 4,5/6


Zauważyliście, że ostatnio na rynku wydawniczym zaroiło się od powieści erotycznych? Gdzie człowiek nie spojrzy - tam erotyk. Seks w lesie, seks na plaży, seks w trójkącie. Młodzi, dojrzali, ludzie w starszym wieku. Piękni i... tyle. Bo w zasadzie powieści erotyczne pod tym względem nie odbiegają niczym od innych książek - pisze się o ludziach ambitnych, wykształconych, urodziwych. Niepotrzebne skreślić lub połączyć w spójną całość. Nie da się zaprzeczyć, że przyjemnie się czyta o atrakcyjnych ludziach. Jakoś tak od razu człowiek czuje się bliższy ideału. W myślach widzi siebie oczami bohatera. Jest taki jak on/ona. Rzeczywistość jednak jest zwykle zgoła inna. Tu i tam widać jakiś pryszcz. Zęby poprzecinane są plombami. Brzuch składa się z trzech oponek, a uda już dawno przestały mieścić się w standardowe spodnie. O tym jednak zwykle nie przeczytamy w żadnej powieści, tym bardziej erotycznej... Tak przynajmniej mi się wydaje. A może się mylę? Może jednak ktoś postanowił do bardzo trendy tematu, dodać bardzo nie trendy bohatera? Przekonajmy się.

Julia Michalska jest piękną kobietą robiącą karierę w dużej korporacji. Dotychczas była żoną Karola, z którym związek wszyscy jej odradzali. I chyba całkiem słusznie, bo nie tylko nie miała o czym z nim rozmawiać, ale i okazał się być zupełną szumowiną zdradzając ją dość tandetnie ze swoją sekretarką. Dlatego też od teraz Julia może o nim mówić "eks mąż". Nie obawia się jednak o swoją przyszłość. Mąż zostawił jej mieszkanie w centrum Warszawy, a faceci żarłocznie się za nią oglądają. Gdyby nie to, że postanowiła odpocząć odrobinę od płci przeciwnej, nie mogłaby narzekać na powodzenie. Jeszcze zdąży nacieszyć się smakami życia - jest atrakcyjna, ma smukłą talię, a pokaźnego, sterczącego i jędrnego biustu nie powstydziłaby się największa seksbomba. Do tego jest inteligentna, wygadana i przyjacielska. Po prostu ideał kobiety. Niespodziewanie dla niej samej, podczas "opijania" rozwodu, wygrywa trzytygodniowy pobyt w SPA na Mazurach. Zapowiada się więc prawdziwa sielanka. Julia co prawda planowała w wakacje skorzystać z jakiejś oferty last minute i pojechać na Wyspy Kanaryjskie, ale... darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, prawda? I choć początkowo, zaraz po przeczytaniu ulotki i odkryciu, że luksusowe SPA to tak naprawdę "szkoła dla perfekcyjnych żon", waha się, to w końcu podejmuje męską decyzję i zgodnie z zaleceniami pakuje do niewielkiej walizki tylko jedną zmianę bielizny. I niewiele więcej... Czemu? Co czeka Julię Michalską w tym przedziwnym miejscu? Czy zgodnie z obietnicą właścicielki tego przybytku, życie kobiety się odmieni? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz, zatytułowaną "Szkoła żon".

Julia to oczywiście nie jedyna bohaterka, którą autorka postanowiła przedstawić czytelnikowi. W powieści spotkamy więc i Michalinę, młodziutką dziewczynę, która dla mężczyzny, widzącego jedynie czubek swojego nosa, odwróciła się od rodziny; Jadwigę vel Jagodę, nauczycielkę po pięćdziesiątce, którą notoryczne zdradza mąż; Martę, szczęśliwą mężatkę, która nie poradziła sobie z powrotem do formy po dwóch ciążach oraz Annę, prychającą na wszystkich i bardzo wścibską feministkę. Każda z kobiet ma swoje własne problemy, każda przyjeżdża do Szkoły żon z bagażem własnych doświadczeń. Mają swoje plany, swoje cele, teoretycznie wiedzą co powinna dać im ta nietypowa placówka. Same jednak nie zdają sobie sprawy, gdzie trafiły i jak bardzo zmieni się ich życie po tych trzech wyjątkowych, i nie ma co ukrywać, bardzo drogich tygodniach.

Mamy więc kilka bohaterek, niby zupełnie innych, ale w zasadzie bardzo do siebie podobnych. Młode i starsze, szczupłe i pulchne, brunetki i blondynki. Każda w głębi duszy pragnie miłości i oczywiście każda na nią zasługuje. Tylko w różny sposób o nią zabiegają, więc ich poczynania nie zawsze przynoszą pożądany skutek. Szkoła żon ma na celu jedno - uświadomienie im, że to od ich szczęścia zależy szczęście ich bliskich - ich mężczyzn. 

Mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Z jednej strony uważam, że był to bardzo dobry erotyk. Ani zbyt wulgarny, ani zbyt potulny. Dość stonowany, ale i pikantny. Można by rzec, że odpowiednio wyważony. Z drugiej strony mamy historię kobiet, które postanawiają spędzić wspólnie trzy tygodnie swojego życia i nauczyć się kilku nowych rzeczy. I właśnie z tymi ich historiami mam pewien problem. Z założenia miały być one autentyczne, miały sprawić, że czytelnik popatrzy na tę książkę jak na coś więcej niż na zwykły erotyk. Według mnie udało się to pani Magdalenie Witkiewicz, ale nie do końca. Dzięki postaciom Jadwigi i Marty przekonałam się, że można znaleźć czasem powieść, w której pisze się o ludziach mniej doskonałych. Niestety ani Jadwiga, ani Marta nie były głównymi bohaterkami powieści. Ich wątki co prawda zostały opisane w Szkole żon, ale nie tak szczegółowo jak historie Julii czy Michaliny, czyli tych kobiet, które zaliczyć można do młodych i pięknych. Zarówno Jadwiga jak i Marta nie zastały również obsadzone w roli "szalejących na wyjeździe kobiet". O wszystkich ich nietypowych poczynaniach dowiadujemy się jedynie z półsłówek. Niestety niezupełnie tego się spodziewałam.

Nie chcę, byście pomyśleli, że mam wobec Szkoły żon jakieś wielkie zarzuty, bo ich nie mam. Jednak spodziewałam się po tej powieści czegoś więcej. Liczyłam, że będzie bardziej prawdziwa, tak jak Opowieść niewiernej, która wywarła na mnie wielkie wrażenie. Niestety odrobinę się przeliczyłam. Książka jest dobrą powieścią obyczajową i fajnym erotykiem i jako taką Wam ją polecam.

 Za książkę dziękuję Autorce :)

20 kwietnia 2013

Bookowo 4/2013

Jakoś ostatnio zdarzyła mi się awersja do wstawiania moich nabytków, czyli wszystkim znanych stosików. Odkładałam to tak z tygodnia na tydzień, a stosik rósł wzwyż i wszerz :) W końcu zdecydowałam - to ten dzień! I poszłam cykać fotki. Oczywiście milion razy poprawiane, bo mi się przypominało, że zdążyłam już coś przeczytać, co jeszcze nie zostało zobrazowane. W końcu się udało i oto on... a w zasadzie one, jeden recenzencki, jeden taki własny :) Zapraszam do pooglądania. 

Stos pierwszy, recenzencki

Od góry:
Otrzymana od autorki - Magdaleny Witkiewicz jej najnowsza powieść - Szkoła żon. Właśnie czytam, bardzo przyjemna lektura :)

Od wydawnictwa Muza otrzymałam powieść Pierwsze światła poranka autorstwa Fabio Volo, już się nie mogę doczekać lektury... szkoda tylko, że nie wiem kiedy uda mi się po nią sięgnąć...

Pani Monika z Miry obdarzyła mnie dwoma kryminałami, po które mam zamiar wkrótce sięgnąć :) Ukarać zbrodnię - Eriki Spindler i Prawo krwi autorstwa Tess Gerritsen, oczywiście od niej :)

W ubiegłym miesiącu w Egmoncie nie udało mi się załapać na Królestwo Łabędzi, ale teraz nie było z tym kłopotów. Powieść Zoe Marriott jeszcze przede mną, ale już nie mogę się doczekać...

Niespodziewanie odezwał się do mnie Znak i zaproponował zrecenzowanie powieści Plan: żyć długo i szczęśliwie, która jest biograficznym poradnikiem autorstwa Alisy Bowman. Genialna książka. Gorąco polecam jej przeczytanie. Recenzja dostępna TUTAJ

Grupa wydawnicza Publicat obdarowała mnie Mroczną tonią autorstwa Tricii Rayburn, która jest trzecią częścią serii thrillerów o niezwykłych syrenach. Dodatkowo otrzymałam Intruza - Stephabie Meyer. Powieść już za mną, jej recenzję znaleźć można TUTAJ :)

Drugi stosik to prezenty i własne zakupy :)
Od góry:
Najpierw prezenty od Gandalfa :) Postanowiłam że obdaruję samą siebie książkami kucharskimi. W końcu uwielbiam gotować. Stąd Ciasta i Jajka autorstwa Michel'a Roux'a.

Również w ramach współpracy z Gandalfem zaopatrzyłam się w poradnik Kasia Bosacka cudnie chudnie. Jestem w trakcie lektury i powiem Wam... ciekawa :)

Oczywiście nie obyło się i bez zamówień w Gandalfie dla mojego kochanego małża. On ma teraz obsesję na punkcie domowego ogrodnictwa. Zaopatrzyłam go więc w Domowe porady: Ogrody czyli Trawniki, Storczyki, Rośliny pokojowe, Bonsai w mieszkaniu oraz w Rośliny pokojowe. Najpopularniejsze gatunki w Polsce.

Kolejne cztery pozycje to powieści otrzymane w prezencie od Zbrodni w Bibliotece. Wzbogaciłam się więc o Spuśćmy psy - Maureen Jennings, Zapomnij patrząc na słońce - Katarzyny Mlek, Kanalię - Pawła Pollaka oraz Wszędzie śnieg autorstwa Gregg'a Olsena.

Na końcu, ale nie mniej ważna, znajduje się książka od Granic, wybrana za punkt. Oczywiście dla małża :) Są to Snajperzy drugiej wojny światowej.

Spodobało się Wam coś? Czytaliście coś z powyższej listy? A może na rynku pojawiło się coś, co chcielibyście mi polecić, a czego tu nie widzicie?