Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

7 kwietnia 2017

Wytrwałość ("Zły Romeo" Leisa Rayven)



"Zły Romeo" Leisa Rayven
wyd. Otwarte
rok: 2017
str. 440
Ocena: 5/6



Zwykle nie wiemy, co nas czeka. Każdy kolej krok może przynieść niespodziewane konsekwencje. Nie zawsze jesteśmy zaskoczeni, zazwyczaj jednak nie jesteśmy pewni, co będzie dalej. Zdarza się jednak, że jakiś cichy głosik, może siódmy zmysł podpowiada nam, że to, co właśnie się dzieje, zmieni nasze życie na zawsze. To, czy to będzie zmiana na lepsze czy gorsze, trudno zwykle stwierdzić. Jedno jest jednak pewne – ona nastąpi. I będzie wielka.

Cassandra Taylor od dawna marzy tylko o jednym – dostać się do najlepszej szkoły dla przyszłych aktorów – Grove. Niestety, jej marzenia są skutecznie tłamszone przez nastawionych na jeden cel rodziców – dziewczyna ma zdobyć konkretne, porządne wykształcenie, tak by nie martwić się o przyszłość. To, że dziewczyna znalazła się na przesłuchaniu do wymarzonej szkoły to niemal cud. Gdyby nie obiecała rodzicom odwiedzenia w tym czasie innej uczelni, zapewne nic by z tego nie wyszło. A tak – siedzi teraz na podłodze korytarza i zastanawia się, co tu tak w zasadzie robi. Bo na pewno nie czuje się tak pewna, dojrzała i doświadczona jak inni przybyli na casting. Dlatego gdy tylko nadarza się okazja, Cass wchodzi w swą rolę i stara się, by cala grupa ją polubiła. Nie rozumie tylko zachowania tego chłopaka… który jak ona od początku stał na uboczu… taki przystojny… i patrzący na nią z taką złością. Przecież nawet się nie znają, a on zachowuje się jakby mu wymordowała co najmniej połowę rodziny. To jego zachowanie to jeszcze nic wielkiego, w porównaniu z tym, co dzieje się dalej i jak traktuje ją ten intrygujący skądinąd chłopak. Co wpłynęło na jego podejście do Cassie? Czy to możliwe, by ta dwójka, jeśli dostanie się do wymarzonej szkoły, zostanie przyjaciółmi? A może połączy ich niespotykana chemia, która nie pozwoli im być daleko od siebie? Jak rozwinie się i zakończy ta niezwykła historia? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po Złego Romea, czyli debiutancką powieść Leisy Rayven.

Cassie i Ethan od początku znajomości działają na siebie dość intensywnie. Z lektury wręcz bucha buzującymi między nimi emocjami. Dzięki temu, oraz dzięki podzieleniu akcji na nie do końca oczywiste teraz i na początku jeszcze bardziej tajemnicze wtedy, autorka intryguje czytelnika. Wciąga go w mętną nieco fabułę i zachęca do jej śledzenia. Z każdą kolejną stroną powieści poznajemy coraz lepiej Cass i Ethana i krok po kroku dowiadujemy się, co zaszło między nimi lata temu. Co spowodowało, że z początkowych wrogów stali się znajomymi, przyjaciółmi, a w końcu kimś więcej. I co ostatecznie doprowadziło do zastanej obecnie sytuacji? Jedynym sposobem, na odkrycie tajemnic tej dwójki jest sięgnięcie po Złego Romea i zaczytanie się w nim. A gwarantuję, oderwać się od lektury będzie trudno.

Nie będę ukrywała, bardzo czekałam na tę powieść i gdy w końcu dane mi było jej przeczytanie, nie posiadałam się z radości. Zresztą, większość książek wydawanych przez Otwarte i klasyfikujących się do serii Moondrive tak na mnie działa. I zwykle mnie nie zawodzą. Zły Romeo tak jak i pozostałe – nie tylko nie zawodzi ale i cieszy. Nie mówię, że powieść czytało się fenomenalnie. Czasem przeskoki w czasie nieco mnie męczyły. Czasem nie umiałam się połapać w tym, co teraz się dzieje, gdzie tak naprawdę są bohaterowie. Gdzie jestem ja. Ostatecznie jednak wszystko pojęłam i chyba nawet pokochałam. Ujęła mnie szczególnie końcówka. Po zakończeniu lektury odczułam lekkie uczucie żalu. Czegoś mi brakowało. Ale dzięki temu mogę sama kreować ten brak. Tworzyć w głowie niekończące się dalsze ciągi. Takie powieści lubię. Takich powieści chciałabym czytać więcej. Zdecydowanie polecam.


Sil

23 lutego 2017

Kolor uczuć ("Księga snów" Nina George)

"Księga snów" Nina George
wyd. Otwarte
rok: 2017
str. 424
Ocena: 5,5/6




Co bym zrobiła, gdyby wszyscy wokół mnie ginęli?
Co bym zrobiła, gdybym chciała komuś zaufać, ale równocześnie śmiertelnie się tego bała?
Co bym zrobiła, gdybym znała swoje uczucia na wylot, ale nie potrafiła się do nich przyznać?
Co by było, gdybym…

Każdy z nas, codziennie zadaje sobie setkę pytań i na większość nawet nie zwraca uwagi. Przemykają one przez nasz umysł, wpadają i wypadają, pozostawiając tylko znikomy ślad, niemal zdarte wspomnienie po wykonywanej czynności.

Henri nie przyznaje się, do goszczących w nim pytań. Pomija je zupełnie. Stara się nawet nie pamiętać, że mógł kiedyś chciał o czymś pomyśleć. Dni, miesiące, lata jego życia mijają bez jakiegokolwiek zaangażowania. Tak to na pozór wygląda. Kobiety na jedną noc, teksty o pojedynczych przypadkach, szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce, byle na dłużej się nigdzie nie rozgościć. Żyć trzeba szybko i prosto. Tylko… gdyby sen przychodził bez problemu… Niestety, Henri od lat boryka się z bezsilności, zdążył jednak do niej przywyknąć. Wszystko ulega zmianie, gdy w jego życiu pojawia się Eddie. Sen przychodzi bez problemu, a coraz gorętsze uczucie rozpala jego zmarznięte na kość serce. Tylko… czy w obliczu decyzji, będzie umiał się do niego przyznać? Czy jednym słowem nie przekreśli wszystkiego, co mógł od życia dostać? A jeśli tak, to czy dostanie jeszcze kiedyś od losu drugą szansę? By się tego dowiedzieć koniecznie należy przeczytać fenomenalną powieść autorstwa Niny George zatytułowaną Księga snów.

Zwykle nie czytam takich powieści, zwykle staram się od takiej problematyki trzymać z daleka. Zwykle… Jak się jednak okazało - nie tym razem. Bo teraz nie tylko trafiła mi się taka lektura, ale jeszcze na dodatek totalnie w nią wsiąknęłam. Na początku nie za bardzo widziałam w niej sens. Z biegiem czasu coraz więcej rozumiałam, równocześnie rozumiejąc coraz mniej. Na koniec ją pojęłam, choć trudno mi było się z tą wiedzą pogodzić. W końcu… ile można na siebie przyjąć? Ile można unieść na nieświadomych ciężaru barkach? Jak się okazuje - wiele. Tyle że to "wiele" w obliczu niektórych problemów, okazuje się być czymś maleńkim.

Księga snów zaczarowała mnie. Wciągnęła w swą toń i nie uwolniła od siebie aż do chwili, gdy ujawniła swe zakończenie. Gdy już je poznałam, gdy dowiedziałam jaki jest finał zmagań Henriego, Eddie, Sama i Maddie, wszystko stało się tak oczywiste i tak koszmarne zarazem. Niby piękne, ale równocześnie bardzo bolesne i wstrząsające. Ta powieść doszczętnie zniszczyła mur mojej wewnętrznej odporności. Lekturę skończyłam już jakiś czas temu, ale wciąż ją przeżywam. I wciąż nie mogę odbudować własnego spokoju. Pewnie, wcześniej lub później, w końcu mi się to uda. Na pewno jednak ślad po tej opowieści zostanie we mnie na długo, jeśli nie na zawsze. Nawet nie wiem, jakimi słowami polecić mam tę książkę. Dla mnie stała się ona fundamentem, na którym będę mogła budować. Myślę, że i wy na niej wiele zbudujecie. Naprawdę warto poznać tę historię.

Sil


5 lutego 2017

Poświęcenie ("Bez szans" Mia Sheridan)

"Bez szans" Mia Sheridan
wyd. Moondrive/Otwarte
rok: 2017
str. 320
Ocena: 5,5/6





Ostatnimi czasy rozpoczęłam ponowną przygodę z powieściami Mii Sheridan. Sięgnęłam po wychwalanego i osławionego Caldera i… przyznam bez bicia nieco utknęłam. Jakoś nie wciągnęła mnie jeszcze ta powieść, nie przekonała mnie do siebie, nie skradła mego serca i umysłu. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną jest wszystko w porządku. Wtedy, niemal rzutem na taśmę, otrzymałam egzemplarz Bez szans. Odłożyłam Caldera na półkę i sięgnęłam po czytnik. Nawet nie zauważyłam, jak minęło kilka ostatnich wieczorów, podczas których mogłam pozwolić sobie na czytanie. Lektura była… No, może nie będę tego zdradzała tak zaraz, na początku J

Tenleigh Falyn jest osiemnastoletnią uczennicą najstarszej klasy liceum w Dennville w stanie Kentucky. Miasteczko to zapadła dziura, która zawstydziłaby niejedne slumsy. Aż trudno w to uwierzyć, ale ta część Appalachów nie stanowi dla nikogo chluby. Ludzie są tam nie tyle ubodzy, co po prostu potwornie biedni. Dzieci czekają na poniedziałek, by pójść do szkoły, zagrzać się i może podkraść jakieś jedzenie. Jedynym źródłem utrzymania jest pobliska kopalnia, która pochłonęła już niejedno życie. Większość ludności żyje z tego, co przekaże im pomoc społeczna. Nie kupują jednak z tych funduszy jedzenia dla dzieci. Nie płacą nimi za prąd czy ogrzewanie. Co to, to nie. Wszystko co kupią niezwłocznie sprzedają i kupują to, na czym naprawdę im zależy – alkohol. I tak to trwa, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, z pokolenia na pokolenie. Bez szans na jakąkolwiek zmianę. Bez szans na lepszą przyszłość. Bez szans na cokolwiek. Dzieci wiedzą, jak potoczy się ich życie. Po skończeniu przez nielicznych edukacji, rozpocznie się etap pracy i życia od wypłaty do wypłaty. A kto nie zdecyduje się na kopalnie, może ewentualnie zatrudnić się w którymś z barów, w pobliskim Evenly. Jeśli oczywiście będzie mu dana taka szansa, bo bezrobocie w tej okolicy jest zastraszające. Jest jeszcze jedna opcja – dla jednej osoby rocznie. Można przez lata wykazywać się wiedzą, piąć się po jej szczeblach by ostatecznie podczas zakończenia nauki dowiedzieć się, czy udało się zdobyć stypendium, przyznawane na studia. Niewielu próbuje, ale zawsze ktoś staje w szranki o jego zdobycie. Od lat stara się o nie Ten, w tym roku w końcu się dowie, czy będzie jej dane radować się wiosną przeprowadzką do wyśnionej Kalifornii. Nie spodziewa się jednak, że na starcie stoi nie tylko ona i kilka miejscowych dziewczyn, ale też chłopak z pobliskiego domu, z jej wzgórza biedaków – przystojny Kyland Battett. Gdy w końcu dociera do niej ta informacja jest już niemal za późno, bo dziewczyna od wielu dni wodzi za nim rozmarzonym spojrzeniem. Czy uda się jej oddzielić własne marzenia, od kiełkującego w niej pragnienia? Czy Ky podzieli jej uczucia? Czy będzie im dane być razem? A może największe szkolne marzenie stanie się tym, co nie pozwoli im być ze sobą, lub ich rozdzieli? By się tego dowiedzieć musicie niezwłocznie sięgnąć po Bez szans i dowiedzieć się osobiście.

Jak już wcześniej wspomniałam – w moim życiu nastał czas na powieści Mii. Po przeczytaniu Bez szans wiem, że będzie to dobry okres. Wkrótce wrócę do Caldera i liczę, że tym razem pochłonie mnie całkowicie i da się poznać od tej lepszej strony. Bez szans okazało się cudowną powieścią, pełną pasji, miłości i bezinteresownego poświęcenia. Równocześnie historię bohaterów przepełnia rozpacz, samotność i głód – jedzenia oraz uczuć. Niezupełnie wiedzą, jak radzić sobie z kiełkującą w nich miłością. Jednego są pewni – muszą z nią walczyć, bo wewnętrznie czują, że nie przyniesie ona nic dobrego, jedynie ich zrani. Czy tak będzie faktycznie? Tego nie zdradzę. Mogę jednak powiedzieć, że na pewno czytelnik zostanie wielokrotnie zaskoczony – niestety nie zawsze pozytywnie. Jak dla mnie powieść Mii Sheridan stanowi wspaniałe studium miłości i przyjaźni. Warto poświęcić tej lekturze każdą możliwą chwilę. Bez szans pochłania bez reszty. Zachęcam.

Sil


17 stycznia 2017

Cztery strony ("November 9" Colleen Hoover)

"November 9" Colleen Hoover
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 336
Ocena: 5,5/6





Czasem przeznaczenie czeka na nas w bardzo dziwnych miejscach. Nietypowych. A czasem niesamowitych. Dworzec. Ulica. Centrum handlowe. Restauracja. Toaleta. Wszędzie.

Fallon O'Neil, to osiemnastoletnia była aktorka, która od dwóch lat boryka się z koszmarnym wspomnieniem. Widzi je codziennie w lustrze. Dotyka go przy każdym prysznicu. Przeżywa w każdym śnie. W tej właśnie chwili siedzi w restauracyjnej loży, przed ojcem, który odpowiada za ten koszmar i wysłuchuje imperatyw. Ostatni czas nie był dla niej łatwy. Dziewczyna nie potrafi się pogodzić z tym, co stało się w trakcie pożaru. Ojciec o niej zapomniał, zostawił ją w domu który płonął i doprowadzić do tego, jak w dniu dzisiejszym wygląda. Że nie ma już szans robić tego, o czym zawsze marzyła. Nikt już jej nie zatrudni jako aktorkę. Zaraz po wypadku wytwórnia zerwała z nią kontrakt, nikt nawet nie wziął pod uwagę, że mogłaby pracować dalej. Dlatego postanowiła wyjechać z Los Angeles do Nowego Jorku. Tego ojciec nie potrafi zrozumieć już zupełnie. Bo, co ją tam czeka? Według niego – nic dobrego. Według niej – nic gorszego niż w rodzinnym mieście nie może jej spotkać. Kiedy jest już u kresu sił, kiedy myśli, że nie da rady więcej na siebie przyjąć – pojawia się on. Zupełnie jej obcy chłopak z loży obok. Dosiada się do nich, a w zasadzie do niej, przytula, cmoka i prosi, by go nie wydała. I by improwizowała. I zaczyna udawać… zakochanego w niej po uszy chłopaka. Wyjaśnia jej ojcu jak wspaniałą ma córkę, i jaką szansą jest dla niej wyjazd i próba swoich sił na Brodwayu. To niemal niemożliwe. To jakby historia z książki – niewiarygodna, wręcz śmieszna. Ale w tej chwili Fallon nie jest do śmiechu. W sumie niezupełnie wie co robić. Czy ten Ben oszalał? Czemu się do nich dosiadł? Czemu tak wytrwale ją broni? Tak po prostu? Bezinteresownie? A może jednak, robi to z dobroci serca? Gdy tylko dziewczyna zaczyna w to wierzyć, wchodzi całą sobą w tę farsę. Dzięki temu wychodzi obronną ręką z rozmowy z ojcem. I zyskuje… chłopaka na kilka godzin. Bo Ben postanawia jej towarzyszyć do końca dnia, kiedy to dziewczyna wsiądzie na pokład samolotu i odleci na zawsze. A może, nie na zawsze? Może tylko na rok? A za rok, w tym samym dniu, w tym samym lokalu, o tej samej porze – spotkają się ponownie i będą dalej pisać swą historię? By się przekonać, jak będzie w rzeczywistości, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść mistrzyni young adult – Colleen Hoover, zatytułowaną November 9.

Nie będę ukrywać, ta książka pochłonęła mnie całkowicie. Wciągnęła od pierwszych stron i sprawiła, że nie tylko zaczęłam wierzyć w historie jak z powieści, ale i sama zechciałam taką przeżyć. Fallon i Ben stali się dla mnie bardzo realnymi bohaterami, pełnymi wad, wątpliwości, tajemnic, ale i swoistych zalet, obok których nie dało się przejść obojętnie. Przynajmniej ja nie mogłam. Pokochałam ich oboje, choć tak naprawdę, jak się poniewczasie okazało, niewiele siebie przed nami odkryli. Za to, gdy w końcu zaczęli ujawniać prawdziwe ja, trudno było uwierzyć, że to naprawdę wciąż te osoby, które było nam wcześniej dane poznać. A jednak. Nie zawsze to, co widzimy na pierwszy rzut oka, jest tym, co powinno być najważniejsze. Czasem prawdziwe intencje ukryte są pod grubym płaszczem. Tylko jego brutalne zdarcie może ujawnić prawdę, a ta, niejednokrotnie, jest niezmiernie bolesna. Ale może być również boleśnie piękna. Jaka będzie u Bena i Fallon? Musicie dowiedzieć się sami. Mi nie pozostaje nic innego, jak was gorąco zachęcić do lektury November 9. Naprawdę warto.

Sil



Za książkę dziękuję księgarni Matras

7 listopada 2016

Z daleka od przeszłości ("Fobos" Victor Dixen)

Seria: Fobor
Tom: 1
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 456
Ocena: 4,5/6



Bardzo długo czekałam na tę powieść. Nie było mi dane otrzymać jej zgodnie z własnym pierwotnym planem. Nie wypalił również plan zapasowy. Na szczęście dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej księgarni Fobos w końcu trafił w moje ręce. Oczekiwałam pasjonującej i równocześnie przerażającej podróży. Co otrzymałam? O tym szerzej poniżej.

L󠇉èonor ma osiemnaście lat i pochodzi z Francji. W jej życiu nic nigdy nie było idealne i piękne, choć dziś, gdy Atlas Capital odkrył, kto poleci z misją na Marsa, wiele osób za taką właśnie ją bierze. A ona zataja przed wszystkimi swoją ciemną stronę. Wie, że bierze udział w największym show wszechczasów. Że przez kilka następnych miesięcy jej życie codzienne będzie rozkładane na części pierwsze przez telewidzów, a jej życie miłosne będzie poddawane dogłębnej analizie. Bo program, do którego przystąpiła skupia się na jednym wydarzeniu dziennie – sześciominutowej randce z jednym z szczęściu chłopców znajdujących się w drugiej części statku Cupido. Lèo postanawia, że jej randkami nie będzie rządziło ani pragnienie, ani żadne inne uczucia. Wszystko zostanie przeprowadzone zgodnie z zasadami logiki. Pierwszy chłopiec zostanie wylosowany, a kolejnych ułoży względem niego alfabetycznie. Z każdym spotka się więc raz na 12 tygodni, i w tym czasie każdemu pozwoli spotkać się ze sobą tylko raz. Tak według niej będzie najuczciwiej i najsprawiedliwiej. Nie bierze jednak pod uwagę, że już pierwsza randka w jej wykonaniu może okazać się przełomowa. Marcus, którego w jej imieniu wylosowuje prowadząca program, okazuje się być nie tylko jej zupełnym przeciwieństwem, ale i równocześnie w jakiś magiczny sposób – jej ideałem. Dziewczyna nie może sobie jednak pozwolić na odstąpienie od własnych reguł. Informuje rzetelnie o nich Marcusa i informuje, że zgodzi się tylko na jedna randkę z nim w ciągu najbliższych 12 tygodni, na innych się nie zjawi. Trudno się więc dziwić, że przez kolejne szybkie randki przechodzi bez widoku chłopaka, który nie tylko umieszcza ją na ostatnim miejscu swojej Listy Serc, ale i zupełnie ją ignoruje. Aż do czasu…

Trudno mi się do tego przyznać, ale nie czytało mi się tej książki dobrze. Przynajmniej nie na początku. Połowę powieści niemal przecierpiałam. Nie wiem co było powodem tak kiepskiego przeze mnie odbioru tej lektury, ale czytało mi się ją po prostu źle. Próbowałam codziennie i udawało mi się przejść przez maksymalnie kilka stron. Myślę, że chodziło przede wszystkim o podział historii na tak wiele planów, które były tak wyraźnie oddzielane od siebie. Do tego coś nie pasowało mi w narracji. Z czasem jednak przywykłam do sposobu, w jaki autor ujął swoją historie i nawet ją polubiłam. A na koniec nawet się w nią wciągnęłam i trudno mi było się od niej oderwać. Ot co – typowa huśtawka emocjonalna. Po zakończeniu lektury mogę powiedzieć, że wam ją polecam. I zdecydowanie stwierdzić, że nie można się w jej wypadku za szybko zniechęcać, bo można stracić okazję na zapoznanie się z bardzo ciekawą powieścią. Zachęcam do lektury. Sama czekam na kolejną część.

"...jestem po prostu L󠇉èonor  i jestem zakochana..."


Sil

Książkę otrzymałam od księgarni Matras

23 września 2016

Miejsce na miłość robi ból ("Bez winy" Mia Sheridan)

PREMIERA 28.09.2016

"Bez winy" Mia Sheridan
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 418
Ocena: 5/6



Na Bez winy przyszło mi chwilę poczekać. Nie dlatego, że nie udało mi się jej przeczytać przed premierą – co to, to nie. Ale to, czy w ogóle będę ją czytać – stało dość długo pod znakiem zapytania. Na szczęście przyszedł dzień, w którym nie tylko poinformowano mnie, że będę miała możliwość jej recenzowania, ale i od razu otrzymałam niezbędny plik. I tak oto, niezwłocznie po zakończeniu poprzedniej lektury, zaczęłam zapoznawać się z najnowszym dziełem Mii Sheridan.

Kira Dallaire od roku się ukrywa. Unika znajomych ludźmi, a w szczególności ojca, który rok wcześniej zmienił jej życie w piekło. Teraz, po jej powrocie z Afryki zanosi się na powtórkę z rozrywki. Za wszelką cenę chce, by dziewczyna tańczyła jak on jej zagra. Ona jednak nie ma zamiaru się z tym godzić. Chce powiedzieć głośne nie, ale nim wybrzmi ono z jej ust, planuje zabezpieczyć swoje tyły. Do tego jednak potrzebuje wsparcia. Jedyna nadzieja w babci, a raczej w majątku, który zostawiła jej w spadku. Nie ma jednak łatwej drogi do tej fortuny. Jedna – wiek, jest nie do przyspieszenia. Druga – ślub, jest niemal niemożliwa do realizacji. W końcu, by wyjść za mąż, trzeba mieć za kogo. A Kira ewidentnie nie ma. Niby może poszukać męża z ogłoszenia, ale czy to wyjście z sytuacji? Nie za bardzo. Na szczęście, niemal jak gwiazdka z nieba, spada jej w banku ON. Przystojny i ewidentnie skrzywdzony przez życie. Ale nie tylko przez życie… ON – Grayson Hawthorn. Tylko, czy mężczyzna przystanie na nietypową propozycję? Czy da wiarę historii, którą opowie mu Kira. Czy zdecyduje się poświęcić kilka miesięcy swojego życia, by zacząć wszystko od nowa? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po przez wielu wyczekiwaną powieść, jaką jest Bez winy, autorstwa Mii Sheridan.

Powiem szczerze, z jakiegoś (zupełnie niezrozumiałego dla otoczenia i mnie samej) powodu, wymyśliłam sobie, że Bez winy jest kontynuacją Bez słów. Długo utwierdzałam się w tym przekonaniu, z niecierpliwością oczekując premiery tej książki. Zastanawiałam się, których bohaterów autorka weźmie na celownik. Co wymyśli. Jak to opisze. Podczas gdy ja roiłam sobie te niestworzone historie ogół mojego blogerskiego otoczenia dobrze wiedział, że te dwie powieści, poza autorką, nie mają nic ze sobą wspólnego. Dobrze chociaż, że zostałam uświadomiona jeszcze przed rozpoczęciem czytania. Mimo wszystko szkoda, że powieść jednak nie była kontynuacją Bez słów. Nie mówię, że była zła, ale ja bym chętnie przeczytała kolejną część. Bo Bez winy, to zdecydowanie zupełnie inna bajka. Inna historia. Inne podejście do tematu. Nawet (w mojej opinii) nieco gorsza niż Bez słów. Nie wciąga tak mocno. Nie intryguje tak bardzo. Nie budzi takiej obsesji, jaką budziło we mnie Bez słów. W związku z tym czytało mi się ją odrobinę gorzej, a co za tym i odrobinę dłużej niż poprzednią powieść autorki. Akcja rozwijała się w spodziewanym przez czytelnika kierunku. Oczywiście nie brakowało zwrotów akcji, ale nie powalały one na kolana, nie ścinały krwi w żyłach i nie budziły we mnie takich emocji, jakich się spodziewałam. Zakończenie było piękne, ale jednak dość przewidywalne.

Nie chcę by ktoś pomyślał, że ta książka mi się nie podobała. Bo podobała się. Ale nie dorównała poprzedniej. Może gdybym przeczytała ją przez poprzednią, moje odczucia byłyby inne. A tak, pozostaje mi tylko powiedzieć, że Bez winy to bardzo fajna książka, godna uwagi tej jesieni. Zachęcam.

Sil


22 września 2016

Bez winy - zapowiedź

W połowie przyszłego tygodnia do księgarń trafi najnowsza powieść Mii Sheridan za tytułowana Bez winy. Ja lekturę mam już za sobą, recenzja wkrótce. Książkę mogę z czystym sumieniem polecić, jest co czytać :)



"Nowa powieść autorki bestsellera „Bez słów”
Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.

Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…

Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.

Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?"

17 sierpnia 2016

TYDZIEŃ Z NEVER, NEVER Nigdy, przenigdy… ("Never, never" Colleen Hoover, Terryn Fisher)

Tydzień z Never, Never...

"Never, never" Colleen Hoover, Terryn Fisher
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 390
Ocena: 5,5/6



"Nie kocham Cię,
Nic a nic.
I nigdy nie pokocham.
Nigdy, przenigdy."1)

Bardzo, baaaardzo chciałam przeczytać tę powieść. Poznać losy Charlie i Silasa. Chciałam wiedzieć, czym zachwycają się ludzie, czym zachwyca się świat. A potem, tuż przed tym jak książka do mnie dotarła, przeczytałam recenzję. I zaczęłam bać się tej powieści. Strasznie się bałam, że nie będzie tak, jak to sobie wyobrażam, że nie będzie mi dane pokochać bohaterów, a ostatecznie znienawidzę tę książkę. Bo, podobno, zakończenie zawodzi…

Charlize Margaret Wynwood właśnie ocknęła się na lekcji historii. Przynajmniej tak się jej wydaje. Wszyscy dziwnie na nią patrzą. A ona… nie wie kim jest. Nie wie kim oni są. Nie wie nawet, czy powinna znajdować się właśnie tu. Właśnie wtedy do klasy wchodzi nauczyciel i zaczyna zajęcia. A dokładnie test. Chyba każdemu kiedyś śniło się, że poszedł do szkoły nieprzygotowany. Albo bez ubrania. Mi jeszcze śniło się, że szłam bez okularów. Ale bez pamięci? To mi nigdy nawet nie przyszło do głowy. Charlie nawet o swoim imieniu dowiaduje się od obcych, którzy wiedzą o niej zdecydowanie więcej niż ona sama. Jakaś dziewczyna prowadzi ją na kolejne zajęcia. Ktoś inny uświadamia ją, że chłopak, który siedzi obok niej to miłość jej życia. Ale czy na pewno? Może to jakiś spisek? Może to jakiś głupi żart? Chyba powinna komuś powiedzieć, że nic nie pamięta. Że dzieje się z nią coś złego i ktoś powinien jej pomóc. Ale… kto jej uwierzy? W końcu… pamięta jak się prowadzi, pamięta aktorów i celebrytów. Zna teksty piosenek. Wie kto jest prezydentem. Nie wie tylko nic o sobie i swoim otoczeniu. Czy to normalne? Na domiar złego, z tym chłopakiem, Silasem, którego zdaje się, że zna lepiej niż innych, dzieje się również coś złego. Czyżby on również utracił pamięć? Tylko, jak to możliwe, żeby dwóm osobom, jednocześnie, przytrafił się identyczny horror? By się tego dowiedzieć, koniecznie będziecie musieli przeczytać najnowszą powieść Collleen Hoover i Tarryn Fisher, zatytułowaną Never, Never.

Jak już wcześniej wspomniała, bardzo chciałam przeczytać tę powieść. Powiem więcej, jak zaczęłam lekturę – wsiąkłam zupełnie. Równocześnie za bardzo nie chciałam dojść do tego strasznego momentu, w którym wszystko przestaje mieć sens i schodzi na psy (niemal cytując przeczytaną wcześniej recenzje). Tak więc z biegiem stron czytałam coraz spokojniej i wolniej, bojąc się tego, co przede mną. Bo bardzo pokochałam bohaterów i strasznie im kibicowałam. Chciałam, by odnaleźli zarówno siebie, jak i swoje wspomnienia. Tym czasem otrzymywałam coraz więcej niewiadomych i, w zasadzie, dość przerażających odkryć. Dla mnie najgorszym możliwym rozwiązaniem byłby jego brak. Albo takie rozwikłanie historii, które prowadziłoby do przekreślenia wszystkiego, co udało się tej dwójce w ciągu kilku dni zbudować. Na szczęście takiego finału nie otrzymałam. Może faktycznie ostatnie strony były mniej intensywne niż wcześniejsze. Może rzeczywiście można by od autorek wymagać jakiejś większej finezji z tytułu finału powieści. Ja jednak nie mam na co narzekać. Według mnie wszystko skończyło się właściwie.

Cała opowieść budziła we mnie wielki niepokój, ale równocześnie dawała nadzieję na lepszą przyszłość. Z każdą stroną poznawaliśmy coraz to gorsze rzeczy na temat bohaterów. Równocześnie dane nam było dowiedzieć się, jak silne było łączące ich uczucie i jak bardzo pewne wydarzenia wpłynęły na nich samych. Całe życie byli ze sobą, ale równocześnie ten czas sprawił, że na wszystko patrzyli przez pryzmat wcześniejszych wydarzeń i uczuć. Nie byli w stanie trzeźwo analizować swojej historii. To zmieniło się dzięki utracie pamięci. Coś, co z pozoru było bardzo złe, okazało się jedynym ratunkiem. Dla mnie Never, Never to powieść fenomenalna i warta uwagi każdego. Historia Charlie i Silasa rozkochuje w sobie i sprawia, że zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na własne otoczenie. Dzięki niej rodzi się w czytelniku świadomość, że jego życie jest takim, jakim go postrzega. Naprawdę niewiele trzeba, by zacząć patrzeć na nie z innej perspektywy. By wszystko się zmieniło. By zmienić drogę, którą się podąża.

Never, Never to jedna z lepszych historii jakie przeczytałam. Zdecydowanie warta czasu, jaki należy poświęcić, by ja przeczytać. Polecam. 

Sil

1) str. 183


11 sierpnia 2016

TYDZIEŃ Z UGLY LOVE" DAY 1 - Bez przeszłości, bez przyszłości… (Ugly love" Colleen Hoover)

TYDZIEŃ Z UGLY LOVE

Jakiś czas temu, na fanpejdżu Colleen Hoover Książki wzięłam udział w konkursie. Bardzo zależało mi na najnowszej powieści jednej z moich ulubionych autorek - samej Colleen Hoover. Zadanie nie było proste. Trzeba było wymyślić akcję promującą książki autorki. Więc się postarałam. Wymyśliłam akcję "Tydzień z...". A w nim: recenzje, cytaty i dyskusje. Troszkę się do tego zabierałam, ale jest. Pierwszy wpis z serii :) Dziś specjalnie dla Was recenzja Ugly love :) Mam nadzieję, że książka podobała się (lub będzie się podobała), tak jak i mnie :) Zapraszam do komentowania :)


"Ugly love" Colleen Hoover
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 344
Ocena: 6/6



Macie tak czasem, że kończycie czytać książkę i… chcielibyście zacząć od nowa? Tak bardzo nie chcecie odkładać powieści na półkę. Tak strasznie nie macie ochoty rozstawać się z bohaterami lektury. Ja tak miałam tej nocy. Dość niespodziewanie, po kilku dniach przemykania się przez historię wykreowaną w Ugly love, zarwałam ostatnią noc. Zaczęłam czytać i nie mogłam się oderwać. Z każdą kolejną stroną chciałam więcej i więcej. A gdy skończyłam, trudno było mi uwierzyć, że więcej już nie będzie. Postawiono ostatnią kropkę, nie jest to seria, więc nie będzie ciągu dalszego. Historia się skończyła, choć mogłaby trwać, wraz z nami, do końca naszych dni.

Tate, a w zasadzie Elizabeth Tate Collins, chce coś zmienić, stawia więc wszystko na jedną kartę i przeprowadza się do brata – pilota. Corbin rzadko bywa w domu, a z dwa lata młodszą siostrą nie widział się już prawie rok. Jest bardzo zapracowany, mimo to wciąż traktuje Tate jak swoje oczko w głowie. Nieprzychylnie patrzył na jej kolejnych chłopaków, a gdy tylko któryś z jego kolegów zaczynał smalić do niej cholewki, ten natychmiast ustawiał ich do pionu. Nie inaczej było i tym razem, Corbin jeszcze przed pojawieniem się siostry w apartamentowcu ostrzegł wszystkich, co ich czeka, jeśli któryś złamie serce Tate. Dziewczyna nie miała jednak zamiaru przejmować się poglądami brata, oczywiście, jeśli spotka odpowiedniego kandydata. Za takiego na pewno nie uważa pijanego faceta, opartego o drzwi mieszkania jej brata. Tym bardziej, że uniemożliwia on jej bezpieczne dostanie się do apartamentu. Potrzebuje więc dużo samozaparcia, by pokonać tę przeszkodę. Gdy w końcu to się udaje, okazuje się, że na korytarzu zostawiła wszystkie rzeczy. Nie ma więc wyjścia i informuje o tym brata, który ma wysłać jej na pomoc przyjaciela, mieszkającego naprzeciw. Jak się można było spodziewać, wywoływany do tablicy Miles Archer, jest owym pijaczkiem spod drzwi Corbina. Cóż więc począć, na prośbę brata Tate wciąga totalnie zalanego chłopaka do domu, a potem, zamiast spokojnie wyspać się po długiej podróży, opiekuje się nim w nocy. Rano Miles nic z tego nie pamięta, wie za to, że coś stało się z jego ręką… Czyżby ktoś przytrzasnął ją drzwiami? By się dowiedzieć, co się faktycznie wydarzyło, trzeba koniecznie przeczytać najnowszą powieść Colleen Hoover, czyli Ugly love.

Od bardzo dawna chciałam przeczytać tę książkę. Uwielbiam wszystko, co wychodzi spod pióra pani Hoover, wiedziała więc, że i UL mnie nie zawiedzie. Muszę jednak przyznać, że na początku, choć lektura była interesująca, nie czytało mi się rewelacyjnie. Codziennie spokojnie przechodziłam przez kilkanaście stron i gdy oczy zaczynały się kleić, odkładałam lekturę na później lub na kolejny dzień. Przełom nastąpił wczoraj, w okolicach końcówki pierwszej ćwiartki książki. Gdy to nastąpiło byłam stracona, nie było już opcji by odłożyć Ugly love na półkę. Musiałam skończyć czytać, dowiedzieć się co będzie dalej, jak potoczą się losy bohaterów i czy jest w ogóle cień nadziei na happy end. A powiem szczerze – nie wierzyłam, by to wszystko mogło skończyć się dobrze. Cały czas miałam przed oczami tragedię i jakoś nie mogłam pozbyć się tej wizji. Nie zdradzę wam, jak powieść się kończy, nie będę rozwodziła się nad poszczególnymi fragmentami książki. Nie zrobię tego, choć miałabym wielką nadzieję podzielić się tym z wami. Ugly love mnie zachwyciło. Wypełniło wszystkie moje myśli, sprawiło, że zaczęłam żyć losami Tate. Do tej pory nimi żyję. Wracałam do domu myśląc, że jak tylko będę miała chwilę, siądę do czytania. A potem uświadomiłam sobie, że nie mam już do czego wracać. Historia się skończyła, została zamknięta na cztery spusty i więcej w tym temacie powiedzieć już nie można. Może więc faktycznie należałoby Ugly love zacząć czytać od początku? Może to zapełniłoby pustkę, jaka pozostaje w człowieku po takiej lekturze.

Z czystym sumieniem polecam wszystkim tę książkę. Naprawdę warto ją przygarnąć, przeczytać, zapamiętać. Colleen Hoover w jednej ze swoich najlepszych odsłon. Zdecydowanie polecam.

Sil

18 lipca 2016

Coś prawdziwego ("Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff)

PREMIERA 17.08.2016


"Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 360
Ocena: 5,5/6

"Ty nic nie tracisz. Wracasz do swojej rzeczywistości i mnie tam nie ma"1)

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta książka będzie aż tak dobra. Szczególnie, że przez pierwszych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt stron wcale się taka nie wydawała. Ciągnęła mi się niemiłosiernie i poważnie zastanawiałam się nad odłożeniem jej na półkę. Zaczynałam żałować, że ta bardzo mi na niej zależało. Na szczęście ten dziwny, metaliczny wręcz posmak niechęci do powieści dość szybko i niezauważalnie przeminął, a pozostało tylko wszechogarniające pragnienie dowiedzenia się czegoś więcej. W ten sposób w niecałą dobę połknęłam Wyśnione miejsca.

Waverly Camdenmar jest wybitnie inteligentną, wręcz genialną siedemnastoletnią uczennicą liceum Morgana. W zasadzie przeszła już niemal cały program nauczania, zrobiła wszystkie kursy podstawowe i niemal wszystkie rozszerzone. Brakuje dla niej zajęć pozalekcyjnych. Obsesyjnie biega, a w trakcie tak zwanych okienek dyżuruje w recepcji szkolnych pedagogów. Jest wolontariuszką, członkiem samorządu i współtwórcą wszystkich szkolnych imprez. Z nauką jest do przodu, zadania domowe robi z miesięcznym wyprzedzeniem. Czasem otwiera zeszyty i zastanawia się, czy to naprawdę ona zrobiła te zadania. A może zrobił je za nie ktoś inny? Waverly nie może spać. Przytłacza ją ogrom jej własnych myśli, których nie potrafi w nocy wyłączyć. Przeciąża się więc jak może, dzięki czemu czasem zyskuje dwie, może trzy godziny lekkiego snu, nigdy takiego, który pomógłby jej poważnie wypocząć. A naprawdę tego potrzebuje. Zaczyna więc szukać rozwiązań nietypowych. Przeszukuje Internet i… postanawia wprowadzić swoje ciało w stan podobny do hipnozy. Potrzebuje tylko świeczki i metodycznego odliczana wstecz. Czy ten zabieg się powiedzie? Czy dzięki niemu Waverly w końcu zaśnie? Czy dane jej będzie wypocząć? A może wciąż będzie tym idealnym cyborgiem, za którego wszyscy w szkole ją uważają? Może w trakcie próby ratowania samej siebie zniszczy to, co budowała przez tak wiele lat? A może uda się jej odnaleźć prawdziwą Waverly, która od lat uwieziona była w jej głowie? Czy w trakcie tej szalonej i specyficznej wędrówki coś się w niej zmieni? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po powieść Brenny Yovanoff zatytułowaną Wyśnione miejsca. Ta książka nie tylko otworzy przed wami drzwi do zupełnie nowego, zdawałoby się niemożliwego do zaistnienia, świata, ale i rozwali was na kawałeczki. Tylko, czy potem uda wam się potem poskładać te części w całość?

Niby powinnam wiedzieć, czego się spodziewać po książce z Moondrive'a, a jednak takiego obrotu spraw zupełnie nie przewidziałam. Gdy świeczka Waverly powoli się wypalała cierpiałam wraz z dziewczyną. I modliłam się, by to, co czekało na nią na progu jawy i snu miało szansę powodzenia w szarej rzeczywistości. Czasem dużo łatwiej otworzyć nam się przed kimś, gdy wydaje nam się, że to, co właśnie się dzieje nie jest rzeczywiste. Sama przeprowadzam w głowie miliony rozmów z dziesiątkami osób. Czasem jestem świadoma, że to tych dyskusji nigdy nie doszło. Czasem jednak te rojenia mieszają mi się z rzeczywistością i już nie wiem, czy to "wygadanie" było prawdziwe czy nie. Czy ta druga osoba wie co czuję? A może tylko mi się wydawało, że to właśnie przed nią otworzyłam moje serce? Waverly dość szybko wpada w pułapkę własnych uczuć i nie wie, czy może ufać samej sobie. Choć nocami jej lepiej, w ciągu dnia wciąż udaje, wciąż i wciąż popełnia te same błędy. Nakręca samą siebie i stara się przekonać, że tak jest lepiej. Że to, co przynosi noc nigdy nie powinno mieć miejsca. Z czasem jednak coraz częściej odlicza czas do wieczornego rytuału. Tylko, czy dane jej będzie cieszyć się nim do końca życia? A jeśli nie, to czy uda się jej przenieść to, co dobre we śnie, do tego, co nie zawsze dobre w ciągu dnia?

Wyśnione miejsca są nierealne, trudne do ogarnięcia, ale równocześnie piękne, delikatne i tak strasznie kruche. Na początku trudno się w nich odnaleźć, jednak gdy już się w nich człowiek zagłębi, nie chce ich opuszczać. Wrastają w nas, stają się częścią naszej duszy. Zostają z nami na zawsze. Ze mną zostaną na pewno. Z całego serca polecam wam lekturę tej powieści. Warto poświęcić jej każdą sekundę i delektować się czasem z nią spędzonym.

Sil


1) str. 320

8 lipca 2016

Smak Karru ("Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew)

PREMIERA 20.07.2016

"Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew
Seria: Tannie Maria Mystery
Tom: I
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 480
Ocena: 5/6

Czasem każdy ma ochotę przy książce się pośmiać, a nie tylko martwić i dręczyć tym, co przyniesie kolejna strona i jakie będą dalsze losy bohaterów. Nawet ja. Zwykle nie sięgam ani po obyczaje, ani tym bardziej po książki, które określane są mianem lekkich lektur na wakacje. Jakoś trudno mi przez takie przebrnąć i zrozumieć ich sens. Bywa jednak tak, że właśnie takiej lektury mi potrzeba. Jak się okazało, tak właśnie było tym razem.

Tannie Maria jest kobietą w sile wieku, która żadnej pracy się nie boi. No dobra, niektórych się boi, ale niemal z każdej opresji znajdzie wyjdzie. Jest idealnym połączeniem swojej matki (znakomitej kucharki) i ojca (reportera). Tannie Maria uwielbia gotować, a wymyślonymi przez siebie daniami dzieli się z mieszkańcami Ladismith w rubryce kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, przychodzi dzień, w którym szef wszystkich szefów zarządza zmianę. Okazuje się, że najpopularniejszym działem we współczesnej gazecie jest rubryka z poradami miłosnymi. Jej szefowa Hattie przeanalizowała wszystko wzdłuż i wszerz. Miejsca na tę rubrykę nie znalazła. Niestety, "góra" zamiast się z nią zgodzić, kazała jej zlikwidować kącik z poradami kulinarnymi. Tannie Maria miała się więc pożegnać z pracą… No chyba, że przejmie prowadzenie rubryki z poradami miłosnymi. To właśnie wtedy kobieta wpada na genialny pomysł. Będzie radzić ludziom, za pośrednictwem przepisów. W końcu na każdą bolączkę może pomóc dobre jedzenie, prawda? Z takiego założenia wychodzi Tannie i zaczyna nowy dla siebie etap dziennikarstwa. Nie spodziewa się jednak, że jej porady mogą doprowadzić ludzi na skraj – jedni skierują się we właściwym kierunku, inni udadzą się w tę bardziej mroczną stronę. Jak zakończy się ta szalona, nieprzewidywalna i przezabawna powieść? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Przepisy na miłość i zbrodnię.

Przyznam, że podchodziłam do tej książki dość sceptycznie. Jak już wcześniej wspominałam, zwykle nie sięgam po tego typu powieści. Nie przepadam za tym "lekkim klimatem". Przyszedł jednak u mnie czas na i taką lekturę. Teraz, po odłożeniu historii Tannie Marii na półkę nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Może nie wstrząsnęła ona moim światem, może nie sprawiła, że zarwałam noc, czy też łkałam przez połowę powieści – ale zdecydowanie dobrze bawiłam się, gdy czytałam to, co stworzyła Sally Andrew.

Przepisy na miłość i zbrodnię czyta się bardzo dobrze. Książka jest napisana lekkim piórem, w jednej chwili zaczyna się rozdział, a kolejnym jest się pięć kolejnych do przodu. Na twarzy częściej gości nam uśmiech niż strach czy konsternacja. Nawet bardzo trudne, czy przerażające sceny przedstawione są w taki sposób, że nie można się przy nich źle bawić. Ja bawiłam się bardzo dobrze. A jaka byłam przy tym głodna… nawet sobie nie wyobrażacie. Główna bohaterka naprawdę miała wiele znakomitych przepisów, które chętnie zastosowałabym we własnej kuchni. Może nawet będę miała ku temu okazję, w końcu Sally Andrew pod koniec powieści te wszystkie przepisy podała. Na końcu znajduje się również słowniczek słów używanych przez bohaterów. Akurat to nieco bym zmieniła, takie przypisy wolę mieć w tekście, szczególnie gdy czytam e-booka. Ale, to tylko taka mała uwaga. Książka naprawdę mi się podobała i szczerze mogę ją polecić.


Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

9 maja 2016

Na zawsze ("Bez słów" Mia Sheridan)

wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 384
Ocena: 5,5/6





What do you mean?
Ohh ohh ohh
When you nod your head yes
But you wanna say no
What do you mean?1)

"Ja: Zrobisz coś dla mnie? Jeśli zadzwonię do ciebie (…) … Będziesz przy mnie?
Archer: Tak. Oczywiście. I obiecuję, że się nie odezwę."2)

Oj, dawno nie czytało mi się tak dobrze jak dziś. W ostatnim czasie miałam w ręku dużo naprawdę dobrych książek, ale mimo docenienia ich i chęci dalszego czytania – i tak lektura trwała kilka dni. Już myślałam, że tak po prostu musi być. Coś tam wewnątrz mnie się poprzestawiało i nie ważne co czytam, czytam to długo. A tu – szok. I to nie mały. Rano zaczęłam czytać i… po prostu nie potrafiłam oderwać się od tej książki. Wiedziałam, że mam inne rzeczy do zrobienia, że miałam inne plany na ten dzień. Ale tak bardzo nie chciałam odkładać powieści na półkę. Musiałam znać dalsze losy bohaterów. A gdy dochodziłam do krytycznych momentów, gdy bałam się przewrócić stronę… Nie. Nie odkładałam książki na bok. Brałam głęboki oddech i czytałam dalej. Nieuchronnie nadciągały ostatnie rozdziały i coraz bardziej bałam się zakończenia tej historii. I gdy już chciałam zacząć płakać… Nie. Nie zdradzę co było na końcu, kiedy nawet nie wspomniałam, co było na początku. A było tak.

Bree Prescott, dziewczyna z Cincinnati w Ohio znalazła się w takim momencie swojego życia, że nie pozostało jej nic innego poza ucieczką. Gdy zamknęła oczy i wyobraziła sobie miejsce, w którym była szczęśliwa, ale tak naprawdę szczęśliwa, okazało się że musi cofnąć się bardzo daleko, nie tylko w czasie, ale i przestrzeni. Ostatnie wakacje z mamą i tatą, gdy oboje byli jeszcze z nią. Dopiero później wszystko się posypało. Musiała więc udać się nad to jezioro, które miała jedynie mgliście w pamięci. Po szesnastu godzinach za kierownicą i kilkoma telefonami udało się jej dojechać do Pelion, spokojnej mieściny po drugiej stronie tego wyśnionego jeziora. Gdy Bree dociera na miejsce nie wie jeszcze, czy to miejsce przyniesie jej upragnione wytchnienie, czy to właśnie tu uwolni się od męczącej jej przeszłości. Ma jednak nadzieję, że będzie mogła zacząć coś od nowa, zresetuje się i… po kilku miesiącach wróci do rodzinnego Ohio. Czy tak rzeczywiście potoczy się jej życie? Czy powrót do korzeni pozwoli jej uwolnić się od natarczywych halucynacji? Czy spotka na swojej drodze kogoś, dzięki komu zapomni? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po jedną z nowości wydawnictwa Otwarte, powieść autorstwa Mii Sheridan, czyli Bez słów.

Wiele z ogarniających mnie emocji ujawniłam już w pierwszym akapicie. Książka nie tylko mnie zachwyciła. Nie tylko mną wstrząsnęła. Nie tylko sprawiła, że czytanie nie sprawiło mi żadnego kłopotu. Ta powieść przez jeden dzień była dla mnie wszystkim. Oddychałam nią, jadłam nią, żyłam nią. I pewnie żyć będę jeszcze przez jakiś czas. Bo jest wspaniała, cudowna, genialna. Godna polecenia i zmuszająca czytelnika do wołania o jeszcze, choć raczej oczywistym jest, że dalszych części nie będzie. Ja jeszcze jestem na etapie wołania o więcej. Nie wiem co lepsze, by mi przeszło, czy by mi nie przechodziło – może sama wymyślę, co jeszcze mogłoby się wydarzyć? Bez słów jest wspaniałe, polecam z czystym sumieniem.

Sil

1) Justin Bieber - What Do You Mean?
2) str. 294

Książkę otrzymałam od księgarni Matras

#matrasrecenzje

7 marca 2016

I nie trzeba się bać1) ("Panika" Lauren Oliver)

"Panika" Lauren Oliver
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 360
Ocena: 5/6


Maybe I should cry for help
Maybe I should kill myself 2)

Czasami miejsce w którym przychodzimy na świat predysponuje nas do określonych zachowań. Poddajemy się presji otoczenia. Używamy takiego samego języka jak nasi pobratymcy. Obracamy się ciągle wśród tych samych osób. Przesiąkamy danym miejscem. I nie ważne jak mocno się staramy, niezmiernie trudno jest nam się wyrwać z tej matni.

Heather Lynn Nill od urodzenia mieszka w Carp, zaledwie dwunastotysięcznym miasteczku w stanie Nowy Jork. Od lat przyjaźni się z Natalie Velez i Bishopem Marksem. W tym roku cała trójka kończy szkołę średnią i to ich jedyna okazja, by zagrać w Panikę. W zasadzie nikt nie wie, jak to wszystko się zaczęło. Kilka lat temu po prostu młodzież z ostatniej klasy liceum zaczęła w  to grać. Od tego czasu całość owiewana była coraz większą tajemnicą. Nie znano założyciela, organizatora ani sędziów. Uczniowie młodszych klas codziennie musieli dokładać od puli Paniki po jednym dolarze. Jeśli nie dawali swojej doli, byli do tego zmuszani. Dzięki temu co roku wygrana była coraz większa. Ale też zadania do wykonania – coraz trudniejsze. Dorośli o Panice nie wiedzieli, a młodzież zobligowana była do zachowania tajemnicy. I dotychczas nikt tej tajemnicy nie wyjawił. Heather nie planowała brać udziału w grze. Co innego Nat, ona od lat mówiła, że to zrobi, choć krócej by wymieniać to, czego się nie bała. Dziewczyna jednak bardzo chciała wygrać pieniądze i wyjechać do Los Angeles, by zostać aktorką. Bishop zawsze kręcił tylko głową. Panika w ogóle nie siedziała mu w głowie. Pewnie dlatego tak trudno mu było zrozumieć, dlaczego Heather niespodziewanie zgłosiła się do rozgrywki. Przecież uważali grających za nieodpowiedzialnych idiotów. Mimo to jego najlepsza przyjaciółka wykonała Skok równocześnie zostając jedną z uczestniczek Paniki. Te wakacje miały stać się testem jej nerwów i silnej woli. Czy dziewczyna da radę? Czy dotrze do finału? Czy wygra 57 tysięcy dolarów? A może zginie, nim Panika się skończy? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Lauren Oliver zatytułowaną Panika.

Wiedziałam, że na książkach tej autorki nie można się zawieść. Wiedziałam, że zawsze dostaję to, czego akurat potrzebuję. Ale, szczerze powiedziawszy, początek Paniki mnie zawiódł. Jakoś nie mogłam wkręcić się w tę historię. Coś do mnie nie przemawiało. Przeczytałam jednak jedną, czy dwie recenzję i odkryłam, że nie tylko ja tak miałam. I że każdy, jak wzrokiem w sieci sięgnąć, był później zachwycony. Nie poddałam się, czytałam i… coraz bardziej zachwycałam.

Panika jest niezmiernie pouczającą lekturą. To nie tylko obraz dorastania młodzieży w bardzo specyficznych i co tu dużo ukrywać, trudnych warunkach, ale i niezwykle realistyczne przedstawienie ewolucji uczuć młodych ludzi. Każdy z bohaterów ma swoje problemy i każdy na swój sposób sobie z nimi radzi. Panika wyzwala w nich skrajne emocje, dzięki czemu dowiadujemy się o nich coraz więcej i więcej. Nie są białymi kartkami, na których przyszłość dopiero zostanie zapisana. Przeszłość i teraźniejszość tak wyraźnie ich ukształtowała, że ich przyszłość wydaje się oczywista. Brak pieniędzy. Brak perspektyw. Brak opieki i miłości ze strony bliskich. A może… czasem patrzymy za daleko? Może trzeba spojrzeć bliżej. Może tu, zaraz obok, znajdziemy to, co nas uszczęśliwi?

Jedno po przeczytaniu najnowszej książki Lauren Oliver mogę powiedzieć na pewno – to niezwykła opowieść, po którą nie tylko należy, ale i trzeba sięgnąć. To obowiązkowa lektura na ten rok. Zachęcam do niej wszystkich.

Sil

1) str. 358

2) Awolnation - Sail

Baza recenzji Syndykatu ZwB

20 lutego 2016

Żarliwie ("Szklany miecz" Victoria Aveyard)

"Szklany miecz" Victoria Aveyard
seria: Czerwona Królowa
tom: II
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 560
Ocena: 5,5/6

I mimo że szaleje wiatr
Dam sobie radę, bo wiem jak
Na wszystko gdzieś formuła jest
Nic nie zaskoczy mnie 1)

Długo nie mogłam się otrząsnąć po lekturze Czerwonej Królowej. Książka nie tylko mnie urzekła, ale i niesamowicie mną wstrząsnęła. Pamiętam jak wczuwałam się w rolę Mare/Mareeny, razem z nią próbowałam stać się zupełnie kimś nowym, zapanować nad odkrytą w sobie mocą, zrozumieć, do którego księcia czuję więcej. Bez względu na uczucia "los" połączył ją z Mavenem, którego nie tylko polubiła, ale również zaczęła darzyć uczuciem. Wiązała z nim przyszłość, dzieliła z nim niepokoje i bolączki. Planowała. Ostatecznie jednak została brutalnie oszukana. Niemal zginęła. Niemal straciła wszystko.

Mare, choć nie czuję się już dawną sobą, przywdziewa dawne imię. Musi zapomnieć o Mareenie i tym, jak żyła w ostatnich miesiącach. Trudno jej jednak zupełnie zapomnieć, wymazać Mavena z pamięci, wykasować to, co zaczynała czuć. Równocześnie w końcu może być z Calem, ale… czy tego chce? Albo, czy chce tego dość mocno? Na szczęście to nie sprawy sercowe zaprzątają głowę Mare, choć dla wielu czytelników mogłyby. Dziewczyna chce walczyć, chce pokazać nowemu królowi, co jest warta ona i jej podobni. Chce zwyciężyć. Decyduje się więc na dość ryzykowne działanie, jednak nim będzie jej dane wcielić w życie swój plan, wydarzy się dużo nieprzewidzianych zdarzań. Bo, jak się okazuje, nie tylko Srebrnym nie na rękę jest pojawienie się Czerwonych z mocami Srebrnych. Czy na świecie w ogóle istnieje ktoś, kto nie będzie się bał jej i ludziom jej podobnym? Czy jeśli zewrze szeregi z innymi Nowymi, to będą wspólnie w stanie przekonać do siebie otoczenie? A może jedyna słuszna droga biegnie nie tyle przez wojnę, co przez prawdziwą rewolucję? Srebrni muszą zacząć walczyć i to sami ze sobą. Tylko wtedy Nowi będą mogli powstać. Czerwoni niczym świt.

Niestety nie wszystko idzie tak, jakby Mare tego pragnęła. Na wyspie, na którą trafia panują tyrańskie rządy Porucznika. Nowi nie mają nic do powiedzenia i są traktowanie jak wrogowie. Kiedy Cal zostaje pojmany, Mare wie, że za wszelką cenę musi się do niego dostać. Zdaje sobie sprawę, że na jego uwolnienie na razie nie ma szans, ale rozmowa? To się może udać. Gdy jednak dostaje się do budynku, w którym jest przetrzymywany, gdy dociera do jego celi… Zostaje ponownie zdradzona.

Choć długo czekałam na Szklany miecz i bardzo chciałam jak najszybciej zapoznać się z tą historią, nie udało mi się jej "połknąć" w jeden wieczór. Nawet w dwa dni się nie udało. Dlaczego? Nie będę tłumaczyć, że książka była obszerna, bo to nie o to chodziło. Po prostu nie była łatwa. Nie mówię, że Czerwona królowa była prostą powieścią. Jednak wybory, przed którymi autorka stawia bohaterów w Szklanym mieczu, są nie tylko nie do pozazdroszczenia. Są wręcz okrutne i niewyobrażalne. Nie mam pojęcia, jak postąpiłabym w większości zaprezentowanych przypadków. Tragedia, dramat, istna masakra. Nic innego do głowy mi nie przychodzi. Wciąż i wciąż zastanawiam się, jak można kogoś skazać na takie cierpienie. A końcówka? Nadal jestem pod jej wrażeniem. Koniec ostatniego rozdziału rozłożył mnie na łopatki. A Epilog wstrząsnął mną zupełnie. Nie spodziewałam się, że w taką stronę potoczy się ta historia. Teraz długo nie będę mogła wybić sobie z głowy obrazu Mare… Nie, nie zdradzę wam tego co wciąż chodzi mi po głowie. Jedno jest pewne, najnowszej powieści Victorii Aveyard warto poświęcić czas. Czasem nie będzie przyjemnie. Czasem będzie bolało. Czasem nie będziecie rozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Nie będziecie jednak mogli przestać czytać. Tak jak ja. Zdecydowanie polecam.

Sil

1) Antek Smykiewicz - Pomimo burz


Baza recenzji Syndykatu ZwB

9 grudnia 2015

A wszystko, czego chcę na święta, to ty* ("Podaruj mi miłość" Zbiór opowiadań świątecznych ("Dama i lis" Kelly Link))Podaruj mi miłość" Zbiór opowiadań świątecznych ("Dama i lis" Kelly Link)

"Podaruj mi miłość" Zbiór opowiadań świątecznych ("Dama i lis" Kelly Link)
wyd. Otwarte
rok: 2015
str. 427
Ocena: 5/6

Nie chce wiele na gwiazdkę,
Jest jedna rzecz której potrzebuję
Nie przejmuję się prezentami
Pod świąteczną choinką
Chcę cię po prostu dla siebie
Bardziej niż możesz sobie wyobrazić
Spełnij moje marzenie
Wszystkim czego chcę na święta jesteś Ty*

Święta to zdecydowanie magiczny czas, który spędzamy z ukochanymi osobami – rodzicami, rodzeństwem, chłopakiem bądź dziewczyną – niestety nie każdy ma taką "przyjemność".
Na świecie jest wielu ludzi, którzy nie mają rodziców ani rodzeństwa, jednak czasem zdarzy się, że na ten świąteczny okres przygarnie ich, na przykład, matka chrzestna.

Osobą, która właśnie w ten sposób spędza święta (ze swoją matką chrzestną of course) jest Miranda, której mama odbywa karę w więzieniu, a o ojcu słuch zaginął. Dziewczyna mieszka ze swoją ciocią, jednak na Boże Narodzenie przyjeżdża do rodziny Honeywellów, która jest naprawdę ogromna. I, trzeba dodać, bardzo specyficzna – nie ma osoby, która by przy u nich milczała, wręcz przeciwnie, cały czas trzeba mówić, o byle czym, ale mówić. Miranda za tym nie przepada, jednak na jej szczęście, od całego zgromadzenia odciąga ją jej "kuzyn" Daniel. Jako małe dzieci siadali razem pod ogromną choinką ustawioną pod oknem w salonie i obserwowali zaśnieżony świat. Jednakże w trakcie którejś z rzędu Wigilii dostrzegli nieznajomą postać za oknem. Miranda, z racji tego, że jest bardzo ciekawska, postanowiła wymknąć się z domu i sprawdzić, kim jest ten dziwny człowiek. Niewiele się niestety dowiaduje, ponieważ mężczyzna nie był zbyt rozmowny.
Ta sama sytuacja powtarza się co rok, aż w końcu zdarzają się Święta bez śniegu, co powoduje, że Fenny nie przychodzi, ale dziewczyna, dzięki swojej bujnej wyobraźni, sama tworzył śnieg i oto jest – "nieznajomy" we własnej osobie!
Czemu mężczyzna pojawiał się tylko w śnieżną noc? Jak skończy się cała historia? Co z Danielem? Tego dowiecie się, tylko czytając jedno z dwunastu opowiadań pt. "Dama i lis" znajdujące się w zbiorze Podaruj mi miłość.

"Podaruj mi miłość" idealnie wprowadza w ten świąteczny klimat. Czytając opowiadania bardzo łatwo zapomnieć, że do Świąt jeszcze daleko, a za oknem nie ma śniegu.
Niestety niektóre z historii nie są aż tak dobre, na cale szczęście jest ich niewiele i nie psują one "wizerunku" całego zbioru. Zdecydowanie polecam. Szczególnie, jeśli potrzebujecie oderwania od rzeczywistości i codziennych problemów.

Vic :D



*All i Want For Christmas Is You – Mariah Carey