Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożyczone. Pokaż wszystkie posty

28 czerwca 2015

Bookowo 6/2015 (28)

Sobota co prawda już nami, i przynajmniej w teorii mój czas na dodawanie stosiku już minął, ale postanowiłam zrobić wyjątek i uraczyć was moimi nabytkami w niedzielę. Nie wiem co prawda, czy dziś będziecie mieli czas, by tu zajrzeć, ale że pogoda (przynajmniej na Śląsku) nie dopisała, więc może siedzicie na blogach i czytacie. Nie przedłużając, oto on, mój stos:

Tak mi się wydaje, że to nie wszystkie książki, jakie pojawiły się w moim domu i na blogu w czerwcu. Na pewno brakuje tu powieści, które dotarły do Wiki. Chodzi oczywiście o 1D. Tacy właście są - Dann'ego White, otrzymanej dzięki nowo nawiązanej współpracy z wydawnictwem IUVI (RECENZJA TUTAJ) oraz Ścieżki ocalenia - Ewy Seno  od Feerii (RECENZJA TUTAJ). 
Teraz jak się przyglądam stosikowi i recenzjom, to widzę, że brakuje jeszcze książki Niepłodność - Bogdy Pawelec, otrzymanej od autorki, którą rcenzowałam ja (RECENZJA TUTAJ). 

A teraz skupmy się już na samym stosiku. Od prawej:
Toxic i Utrata autorstwa Rachel Van Dyken (Feeria), które cudem udało mi się załatwić jeszcze u wydawcy. Przegapiłam te powieści podczas informacji o premierach. Całe szczęście wydawca się ulitował bo Utratę czytało się wspaniale. Toxic jeszcze przede mną. Z recenzją Utraty możecie zapoznać się na blogu (RECENZJA TUTAJ). 
Co, jeśli... - Rebeki Donovan (Feeria) właśnie czytam. I tym, co przeczytałam jestem zachwycona. Oby reszta też mnie nie zawiodła. W ogóle czerwiec to miesiąc Feerii, zdecydowanie :) 

Opowieści terapeutyczne o niepłodności - Bogdy Pawelec (Feeria) to pozycja od autora, tak jak i Niepłodność. Ten tomik jeszcze przede mną, ale pewnie wkrótce zapoznam się i z tą pozycją. 

Sanktuarium - Sarah Fine (Jaguar) to powieść o krainie cieni. A, że na cienie mam teraz wielką ochotę, to zapewnie po powieść wkrótce sięgnę :) 

Buźka - Sophie Hannah (Wydawnictwo Literackie) i Kiedy cię poznałam - Cecelia Ahern (Akurat) to pozycje recenzenckie od portalu Duże Ka. Obie książki z chęcią przeczytam, ale uwielbiam powieści Sophie Hannah, więc to tej książki nie mogę się doczekać :) 

To, co się nigdy nie zdarza - Anne Holt (Prószyński) to pozycja z wymianki na LC. Zbieram powieści Anne Holt, cieszę się, że udało mi się upolować tę książkę :) 

After Ocal mnie - Anna Todd (Między Słowami), to już trzecia odsłona serii o Hardinie i Tessie. W Polsce trzecia część podzielona została na dwie odsłony, kontynuacja już w sierpniu. A ja sięgam po Ocal mnie już wkrótce :) 

Mara Dyer Zemsta - Michelle Hodkin (YA!) to finał wspaniałej serii. Poprzednie części bardzo na mnie podziałały i zapadły mi w pamięć, już nie mogę się doczekać lektury Zemsty :) 

Krew na śniegu - Jo Nesbo oraz Każdego dnia - Davida Levithan'a (Grupa Publicat) to pozycje, które wzbudzają we mnie różne uczucia. Każdego dnia czytałam różne opinie, jestem więc zaintrygowana. Jo Nesbo uwielbiam, tym razem jednak to nie kolejna część przygód Harrego Hole. Zobaczymy więc, jak autorowi wyszło coś zupełnie innego. 

Krach - Andrew Gross (Mira) zapowiada się na super thriller. Liczę, że się nie zawiodę :) 

Ostatnie dwie książki to pożyczki od koleżanki :) Love, Rosie - Celii Ahern oglądałam, liczę że powieść spodoba mi się tak, jak film. O Magicznym ogrodzie - Sarah Addison Allen to dla mnie tajemnicza karta. Mam nadzieję, że uda mi się te powieści wkrótce przeczytać :)

Czy przypadło wam coś do gustu? Coś szczególnie polecacie? Coś odradzacie? :) 


7 października 2013

Z miłości... („Jak oddech” Małgorzata Warda)

„Jak oddech” Małgorzata Warda
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2013
str. 344
Ocena: 5/6


Miłość, gdy się ją już spotyka, trzeba bardzo szanować. Niezwykle łatwo jest się zatracić i utracić to, co w niej najważniejsze. Te motyle w brzuchu. Tę głowę w chmurach. Te zdawałoby się niewyczerpane pokłady zaufania do drugiej osoby. Na niektórych miłość spływa wcześnie, w stosunkowo młodym wieku. Innych dotyka u kresu ich wędrówki – gdy pozostaje im niewiele czasu na cieszenie się nią. W życiu Jasmin i Staszka jedno od niemal zawsze było pewne – mają siebie i zawsze, ale to absolutnie zawsze, będą blisko siebie. Młodzi poznali się, jeszcze nim przyszli na świat. Ich matki – Renata i Alicja, od lat były najlepszymi przyjaciółkami. Poznały się jako nastolatki – wychowywały się w jednym domu zastępczym i raczej nie można powiedzieć, że miały szczęśliwe dzieciństwo. Kiedy więc obie, niemal jednocześnie (różnica około pół roku) zachodzą w ciążę, targają nimi sprzeczne uczucia. Czy podołają? Czy są przygotowane na macierzyństwo? Czy powtórzą błędy swoich rodziców? Czy ich pociechy będą miały inne dzieciństwo niż one? Alicja nigdy nikomu się nie przyznała, kim był ojciec Staszka. Nawet Renata nie była w tę kwestię wtajemniczona. Dziewczyna od początku zdecydowała, że wychowa dziecko zupełnie sama, bez niczyjej pomocy. Zresztą, może nawet sama nie wiedziała, z kim wpadła? Z drugiej strony dla Renaty ciąża była spełnieniem marzeń. Był mąż, były pieniądze, znalazł się więc i czas i chęci na powiększenie rodziny. Tak więc w wychowywaniu Jasmin brało udział dwoje rodziców.

Dzieciaki od najmłodszych lat chowały się wspólnie, jak brat z siostrą. Renata zajmowała się Staszkiem kiedy tylko się dało – w końcu Alicja chciała skończyć studia i zapewnić synkowi jako taki start w życiu. Maluchy, wbrew powszechnej opinii, były w pełni świadome, że nie są rodzeństwem, a nawet rodziną (w rozumieniu biologicznym). Niespełna 7-mio letnie dzieci przesądziły o swym losie. Zdecydowały, że resztę życia chcą spędzić razem dzieląc się troskami i radościami. Dość szybko okazuje się, że dziecięce przyrzeczenia nie były jedynie niemożliwymi do spełnienia mrzonkami. Młodych faktycznie połączyła miłość. Pierwsze pocałunki. Pierwsze pieszczoty. Ten pierwszy raz. Staszek i Jasmina to wszystko współdzielili. Można by rzec, że życie układało im się jak w bajce, aż do czasu, gdy młodzi postanowili razem zamieszkać. Choć może już wcześniej zaczęło się coś psuć? Może źle było od samego początku? Może Staszek i Jasmina nigdy się tak naprawdę nie kochali? Być może działali na siebie toksycznie? Może nigdy nie powinni byli zostać parą? Czyżby za późno zadali sobie kluczowe dla nich samych pytania? A może wcale sobie ich nie zadali i to właśnie ich zgubiło? Bo nagle, w połowie września, tuż po tym jak Jasmin wraca z długiego pobytu w Pradze, Staszek znika. Bladym rankiem wychodzi do pracy i przepada jak kamień w wodę. Po przepisowych 48 godzinach zaczynają się zakrojone na szeroką skalę, oficjalne poszukiwania chłopaka. Gdzie one doprowadzą policję? Czego o Staszku dowie się jego rodzina? Jak te poszukiwania zniesie Jasmin? Czy chłopak się odnajdzie? By się tego dowiedzieć koniecznie należy przeczytać powieść Małgorzaty Wardy zatytułowaną Jak oddech.

Dla mnie lektura tej książki była zupełną niespodzianką. Nie planowałam jej. Nie brałam pod uwagę. Nie znajdowała się ona w mojej biblioteczne i nie miałam jej na liście „must read” w trakcie urlopu. A jednak trafiła ona w moje ręce z wyraźnym wskazaniem „Musisz to koniecznie przeczytać”. I z wielką przyjemnością się z nią zapoznałam. Lektura pochłonęła mnie całkowicie, sprawiając, że nawet gdy ją odkładałam, nie mogłam wyrzucić jej z głowy. Była jak narkotyk – totalnie uzależniająca. Była jak piękny widok – absolutnie wciągająca. Była jak najgorszy koszmar, z którego nie da się obudzić – przerażająca.

Choć trudno w to uwierzyć z każdą przeczytaną stroną fabuła stawała się coraz wyraźniejsza, a równocześnie – bardziej niezrozumiała i zagmatwana. Z jednej strony czytelnik poznawał coraz więcej faktów, z drugiej – wiedział coraz mniej. Bo to, czego się dowiadywał nic nie wyjaśniało, wręcz przeciwnie. Tak naprawdę nawet zakończenie jest niejasne. Każdy może je interpretować wedle własnej opinii. Wydaje mi się, że rozgryzłam zagadkę tej powieści. Nie dałam się wieść usilnym zabiegom autorki i wiem jaki był finisz całej historii. Ale czy jestem tego zupełnie pewna? Nie. Bardzo bym chciała poznać dalsze losy bohaterów, czuję jednak, że nie będzie mi to dane. Szkoda... a może jednak nie? Teraz już niczego nie jestem pewna. No może poza tym, że ZDECYDOWANIE WARTO PRZECZYTAĆ TĘ POWIEŚĆ!!!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej :)

2 lipca 2011

Każdy potrzebuje słodyczy



„Smak chwili” Nora Roberts
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2011
str. 343
Ocena: 4,5/6



Po „Smak chwili” sięgnęłam po chwili dłuższego zastanowienia. Dlaczego? Książka nie była mi przekazana do recenzji, nie miałam jej w planach na najbliższy czas. Ale równocześnie nie była moja. A wiecie jak to jest. Książki w końcu trzeba oddawać. Niby nikt się nie upominał, ale… dodatkowo zaistniał fakt, że w lipcu wydana zostanie ostatnia część Kwartetu Weselnego. Wstyd przed samą sobą mi się zrobiło, że ja jeszcze poprzedniej części nie zakupiłam. Wzięłam się w garść, zrobiłam założenie, że skończę tę książkę do końca czerwca i rozpoczęłam pasjonującą lekturę. Oczywiście nie obyło się bez poślizgnięć. Wczorajszy wieczór minął mi na pogaduszkach i niewiele przeczytałam. Spędziłam więc noc z książką. Ale udało się. Skończyłam ją. Poniżej małe co nieco na temat „Smaku chwili” Nory Roberts.

Główną bohaterką trzeciej części cyklu o przewspaniałej ekipie parającej się organizacją tej cudownej chwili, jaką jest w życiu każdej panny młodej bywa wesele, jest Laurel McBane, zawodowa cukierniczka, która świata poza kremami, masami i tortami nie widzi. No, może to nie do końca prawda. Bo w końcu ma swoje muszkieterki, najlepsze przyjaciółki, tj. Parker, Mac i Emmę, oraz miłość swojego życia – Delaney’a Browna. Jest tylko jeden problem. Del zna ją od pieluszki i traktuje na równi ze swoją siostrą, Parker. Do tego głęboko w sercu Laurel tkwi zadra związana z rozpadem małżeństwa jej rodziców, cyrkiem, który temu wydarzeniu towarzyszył, oraz bankructwem, które dotknęło jej rodzinę. Kiedy więc Del próbuje zapłacić za jeden z jej wypieków, Laurel wpada w szał. A gdy Laurel wpada w szał… ziemia trzęsie się w posadach a usta Delaney’a łączą się z jej ustami. Czy to wydarzenie zmieni coś w życiu dwójki przyjaciół? Jak Del zareaguje na taki obrót wydarzeń? Co powiedzą przyjaciółki Laurel? W końcu, co powie „reszta świata”, która nie ma nic innego do roboty, poza plotkowaniem? Czy coś może połączyć tę dwójkę? Czy marzenia Laurel w końcu się ziszczą? Na te pytania odpowiecie sobie sami podczas lektury „Smaku chwili” autorstwa Nory Roberts.

6 kwietnia 2011

Jak uroczo….


wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2010
str. 255
Ocena: 4/6



Od kilku tygodni książka zalegała na półce i spokojnie czekała na swoją kolej na przeczytanie. Spokojnie… do czasu. Kilka dni temu, odebrałam paniczną wiadomość od koleżanki, która mi ową pozycję użyczyła „Mija termin oddania jej do biblioteki”. Co to za problem, pomyślałam. W końcu mogę ją sama pożyczyć. To jednak nie było takie proste – za książką w bibliotece ustawiła się kolejka, ja byłam na szarym końcu. I tak oto w moich rękach i umyśle zagościło „Uroczysko” Magdaleny Kordel.

Główną bohaterką książki jest Majka. Eks polonistka, tłumaczka, matka i żona. Żona, która pewnego dnia słyszy od najważniejszego mężczyzny w jej życiu zdanie w stylu „było miło, ale się kończyło”. On trzaska drzwiami, a ona zostaje sama (no może niezupełnie sama), w domu ledwo trzymającym się kupy, w którym nawet cztery bluzy nie wystarczają, by się ogrzać. To pierwszy z wielu wstrząsów, jakie los przygotował dla Majki. Chwilę później dowiaduje się, że i ten straszny i mroźny dom, nie jest już jej, że musi się spakować i poszukać innego schronienia. Czemu? Cóż, to wam już wytłumaczy Igor, ten najukochańszy, najcudowniejszy na świecie przyszły eks małżonek. I tak właśnie z dnia na dzień, życie Majki, Marysi (piętnastoletniej córki głównej bohaterki), dwóch psów i kota, staje na głowie. A los… cóż, w ich wypadku nie skończył jeszcze pokrętnych działań.

O czym właściwie jest ta książka? Myślę, że przede wszystkim o podnoszeniu się z upadku. Może nie z samego dna, ale na pewno po solidnym stłuczeniu sobie pośladków. O budowaniu nowego życia. O układaniu sobie swoich własnych uczuć.

20 marca 2011

Uratuje cię...

Dziś przedstawię Wam recenzję książki, którą przeczytałam już dość dawno, ale która wywarła na moje dalsze życie (lekturowe) dość duży wpływ. Liczę, iż zachęcę Was do lektury książek autorki, która mnie osobiście urzeka :)


"Dotyk zła" - Alex Kava
wyd. Harlequin
rok: 2003 
str.508
Ocena: 6/6






Pierwszy raz zetknęłam się z tym thrillerem psychologicznym… dawno temu J Ale pamiętam go niemal tak dobrze, jakbym przeczytała go wczoraj. Była to książka nieznanej mi wówczas amerykańskiej autorki Alex Kavy „Dotyk zła”. Książka pochłonęła mnie całkowicie i w pewien niezwykły sposób naznaczyła moją literacką przyszłość. Bo pokochałam autorkę i pokochałam główną bohaterkę jej książki. A zawód profilera psychologicznego już na zawsze scalił mi się z imieniem Maggie O’Dell.

„Dotyk zła” to pierwsza książka z cyklu o błyskotliwej agentce FBI, zawodowej psycholożce, przed którą umysł psychopatycznego mordercy stoi otworem. Jej niezwykłe wprost zdolności pozwoliły na ujęcie wielu bardzo niebezpiecznych przestępców. To właśnie dlatego, gdy w pobliżu miasteczka Platte City zostaje znalezione zmasakrowane ciało chłopca, zabitego w ten sam sposób co ofiary straconego trzy miesiące wcześniej seryjnego mordercy Ronalda Jeffreys’a, do sprawy zostaje przydzielona agentka specjalna Maggie O’Dell. Z ramienia miejscowej policji sprawą zajmuje się szeryf – Nick Morelli, który dotychczas nie miał okazji wykazać się w tak znaczącym śledztwie. Do tego ciąży nad nim sława jego ojca, wcześniej piastującego stanowisko szeryfa ich miasteczka. Kilka miesięcy wcześniej Maggie przeżyła koszmar, z innym seryjnym mordercą –Albertem Stucky’m  w tle. Nad zaistniałą wówczas sytuacją nigdy tak do końca nie przeszła do porządku dziennego, w związku z czym wciąż męczą je senne koszmary. Nick i Maggi pomimo wzajemnej niechęci łączą siły i próbują rozwikłać zagadkę mordercy, który porywa kolejnego chłopca.

Alex Kava daje w „Dotyku zła” niesamowity wprost popis kunsztu literackiego. Akcja przedstawiona jest z wielu punktów widzenia, również mordercy, który jako dziecko przeżył horror z własnym ojczymem w roli głównej. To właśnie te wydarzenia miały zasadniczy wpływ na jego przyszłość i działania, które podejmuje w chwili obecnej. Co dokładnie go do tego skłoniło i jak rozwinęła się akcja, to pytania na które znajdziecie odpowiedź, czytając tą zdumiewającą książkę.

27 lutego 2011

Do mojego serca weszła miłość.. czy wejdzie i do Twego?

Marisa de los Santos „I weszła miłość”


wyd. REBIS
Poznań 2007
str. 408
Ocena: 5/6

„Co robisz, kiedy kochasz ostatniego człowieka na świecie, którego mogłabyś mieć?
Planujesz sobie życie, prawdziwe życie, bez niego.”


Chciałabym Wam coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego. Coś o książce, którą właśnie skończyłam czytać. Chciałabym Wam przekazać jej kwintesencje, esencje, samo sedno. Chciałabym… ale nie wiem czy potrafię. Bo gdy myślę, gdy analizuje, gdy dotykam kartek, gdy przerzucam zakładki, które w trakcie czytania starannie wtykałam w odpowiednie miejsca, nie wiem od czego zacząć. Mam nieodparte wrażenie, że  gdy zacznę już mówić, nie będę potrafiła przestać. Tych rzeczy jest tak wiele, tak wiele słów w tej książce wartych przekazania, tak wiele istotnych szczegółów. Musiałabym pisać i pisać, a z tego pisania wyszłoby jedno wielkie przepisywanie. Przepisywanie słów, zdań, stronic, rozdziałów, w końcu całej książki. Koniec końców zamiast recenzji przeczytalibyście książkę. Do tego właśnie zmierzam. Musicie ją przeczytać. Nie możecie przejść obok niej i nie zabrać jej ze sobą. Musicie sięgnąć, dotknąć, poznać i poczuć to, co czuli bohaterowie. To, co i ja teraz czuje. A czuję miłość. Do mojego serca weszła miłość.

„I weszła miłość” Marisy de los Santos nie jest książką łatwą. Przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Biorąc ją do ręki, czytając obwolutę, pomyślałam „Tak. Tego mi trzeba. Chwila wytchnienia”. Wspomniana wyżej chwila nigdy nie nadeszła. Nie oznacza to jednak, że książka mnie zawiodła. Absolutnie nie. Nie mogę wprost uwierzyć, że trafiłam na taką perełkę.

19 lutego 2011

Raz, dwa, trzy... Pałac z lusterkami przeczytasz .. Ty!





"Pałac z lusterkami" Anna Pasikowska
wyd. Walkowska
rok: 2010
str. 270
Ocena: 2/6




Kilka dni temu przystanęłam przy mojej biblioteczce i dogłębnie przeanalizowałam stojące w niej pozycje, zastanawiając się, którą tym razem zabrać w podróż. Ja, ona i autobus jadący do pracy. Zdecydowałam się na Pałac z lusterkami , Anny Pasikowskiej. Okładka uśmiechała się do mnie zachęcająco, poza tym już dawno obiecałam przyjaciółce, iż po przeczytaniu powiem jej, co myślę o tej książce. I tak, ostatnie 3 dni spędziliśmy razem – ja i Pałac. Niestety, nie mogę zaliczyć tych dni do najlepszych chwil mojego życia.

Pałacyk znajduje się w Szczecinie, a prowadząca do niego droga jest długa i męcząca. Zaczyna się w pociągu jadącym z Warszawy do Szczecina. Poznajemy w nim główną bohaterkę powieści – Honoratę, jej nad wyraz spokojne, wprost idealne 4 letnie dziecko – Małgosię, oraz starszego pana - Andrzeja, człowieka „nie z tego świata”, z markowym szwajcarskim zegarkiem na nadgarstku i czystymi butami. Zastanawialiście się kiedyś, skąd zwykły człowiek wie, że zegarek noszony przez kogoś przypadkowo spotkanego, jest szwajcarski? Z tym opisem zetknęłam się na 11 stronie powieści, wyjęłam karteczkę samoprzylepną, zaznaczyłam miejsce i zamknęłam książkę. Niestety nie jestem łatwą czytelniczką, są rzeczy które mnie drażnią, irytują, a czasem doprowadzają do odłożenia książki na półkę. Stwierdziłam jednak, że spróbuje raz jeszcze. Autorka dość sprawnie wyjaśniła skąd bohaterka wie, jaki zegarek nosił jej towarzysz, więc odetchnęłam z ulgą i czytałam dalej. Akcja potoczyła się dalej i tak, w ponad 30 stronicowym pierwszym rozdziale zawarto historię życia Honoraty. A nie miała łatwego życia. Nie wiem czy to tylko moja podświadomość czy też coś więcej, ale czytając to miałam wrażenie, że Honorata jest… bardzo złą osobą. Że jątrzy się z niej żółć, że ma pretensje do całego świata o to co ją spotykało na każdym etapie jej życia. Chwilami dochodziłam wręcz do wniosku, że uważa, iż nikt nie ma się gorzej niż ona. A nie miało tak być. Z całej historii ewidentnie wynika, że autorka chciała wykreować postać kobiety po przejściach, cierpiącej przez całe życie. Ale pogodzonej z losem. Nie wiem więc, skąd moja reakcja i taki, a nie inny odbiór postaci Honoraty, ale nie potrafiłam się tego pozbyć do końca. Przy czym końcem nazywam moment w którym odłożyłam książkę na półkę, a nie koniec historii. Bo niestety, nie skończyłam czytać tego opowiadania.

17 lutego 2011

Na Zaciszu... nie jest cicho :)

"Zacisze 13" Olga Rudnicka
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2009
str.: 264
Ocena: 4/6


Pamiętacie motyw przewodni z Różowej Pantery? Tu, turu, tutututu, tururururu, uuuu…. gdy myślę o książce, którą właśnie skończyłam czytać mam w głowie tę melodię. Przymykam oczy i widzę skradające się, różowe zwierzątko i jego przedziwne perypetie. Takie też miałam wrażenie podczas samego czytania owej książki.

Olga Rudnicka, choć młoda, ma już całkiem pokaźny dorobek literacki na swoim koncie. A jej książki.. cóż, trudno by mi było nazwać nudnymi, te, które do tej pory miałam przyjemność przeczytać. Tak było również z Zaciszem 13. Choć muszę szczerze przyznać, że pierwszych kilkanaście, no może nawet kilkadziesiąt stron, nie pochłonęło mnie na tyle, bym nie potrafiła oderwać wzroku od książki i zarwała noc. Były nawet momenty, w których zastanawiałam się, czy słusznie zrobiłam sięgając po tę pozycję. Książka, przynajmniej na początku, toczy się monotonnym tempem i prowadzi czytelnika bardziej przez zakamarki wcześniejszego życia Marty, głównej bohaterki, niż przez jej nowe przygody. Wszystko to jednak odmienia się, gdy jej przyjaciółka, Aneta, postanawia, że w drodze powrotnej z Poznania zabiorą ze sobą autostopowicza. Ta jedna decyzja pociąga za sobą, wydawałoby się, nieodwracalną w skutkach lawinę zbiegów okoliczności, które wikłają bohaterki w nie lada tarapaty. Jedno jest pewne, czytając dalsze poczynania dwóch licealnych nauczycielek poczujecie się, jakbyście zostali przeniesieni co najmniej na inną planetę. O ile nie do zgoła innej galaktyki. Trupy będą walały się wszędzie, w ogródki, na schodach, pod starym dywanie. Ostatecznie będzie je można znaleźć nawet w profesjonalnej zamrażarce, zakupionej po „okazyjnej” cenie, w zgoła innych celach. Tak przynajmniej mówi oficjalna wersja wydarzeń prezentowana wszem i wobec przez dziewczyny. W książce nie brakuje zabawnych zwrotów akcji, oraz dreszczyku emocji. Do ostatnich stron nie wiadomo, co dokładnie miało miejsce, kto zabił poszczególne trupy i czemu wszyscy obserwują akurat dom Marty.

16 lutego 2011

Ciepłe, pachnące.... jakie są Dni Lata Jill Barnet ?

"Dni lata" Jill Barnet
wyd. Świat Książki
rok: 2010
str. 464
Ocena: 4/6


Jakie są Dni Lata? Ciepłe, pachnące, chichoczące, beztroskie, pełne pasji i namiętności. Potrafią jednak zapędzić człowieka w kozi róg i nie wypuszczać ze swoich sideł przez bardzo długi czas. Większość ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy, jak bardzo decyzje podjęte w trakcie owych dni rzutować mogą na przyszłość.

Dni Lata autorstwa Jill Barnet to skomplikowana opowieść o trzech pokoleniach ludzi, których połączyła wspólna, niedającą o sobie zapomnieć, przeszłością. Książka zaczyna się w 1957 roku. Trwa wystawa młodej artystki Rachel Espinosy, żony Rudy’ego Banninga, który burzy spokój wernisaży, wpadając na wystawę niczym tajfun i urządza żonie karczemną awanturę. Ich kolejne decyzje doprowadzają do tragedii, wsiadają do samochody kilka kilometrów dalej już ich nie ma. Ich dusze ulatują, zabierając ze sobą ową tajemnicę, która wywołała tę burzę. W tym samym wypadku, w drugim samochodzie, ginie znany muzyk, Jimmy Peyton, syn, mąż, ojciec. Wspomniane wydarzenia odcisną piętno na kolejnych pokoleniach obu rodzin, a niepokorny los będzie nieustannie przeplatał ich życiowe ścieżki.

Prawdziwe dni lata zacznają się wiosną 1970 roku na promie płynącym na Catalinę. Przypadkowe spotkanie Laurel i Juda determinuje ich przyszłość. Od tej chwili już nic w ich życiu nie jest takie, jakim było wcześniej. Zbyt młody wiek dziewczyny przekreśla w oczach Juda jakikolwiek z nią związek. Każde z nich odchodzi w swoją stronę i zaczyna żyć własnym życiem. Laurel spotyka Cale’a a Jud wraca do bardzo zajmującej go pracy. Życie jednak zwykle sprawia wiele niespodzianek, tak jest i tym razem. Bo Cale nie jest zwykłym kalifornijskim chłopcem, tylko bratem Juda. Laurel uwikłana w skomplikowane relacje między mężczyznami zaczyna gubić własną tożsamość, do tego dochodzą problemy z matką i… życie staje się zbyt skomplikowane by to przetrwać. Co przyniesie przyszłość? Jaki będzie wiek XXI dla obu rodzin? Czy znikną wzajemne animozje? Czy bracia zrozumieją gdzie popełnili błąd i czemu od niemal zawsze rywalizowali ze sobą? Jakie tajemnice kryje przeszłość? Tego i wielu innych rzeczy dowiedzieć się można przerzucając kolejne karty Dni Lata. Osobiście książkę polecam, szczególnie na dni, w których możecie zupełnie oddać się czytaniu. Miejscami opisy są przydługie, a wątki poszczególnych postaci nie zawsze jednakowo interesujące. Mimo tych rzeczy, powieść broni się zażarcie i zwycięża. 

27 stycznia 2011

Gdy kłopot cię czeka, udawaj Greka… bo przecież i tak WSZYSCY KŁAMIĄ.

Czujecie się czasem, jakbyście wywijali koziołki na stutrzydziestopięciokilogramowym skuterze? Takim do sportów ekstremalnych? Niby trudno to nazwać sportem, ale jest to diabelnie niebezpieczne i podobno daje coś, czego człowiek nie doświadczył nigdy wcześniej. Pozwala człowiekowi oderwać się od rzeczywistości, otrząsnąć się z apatii i daje potężny zastrzyk adrenaliny. Czuliście to kiedyś? Odpowiedzi zapewne są różne. Wszystko zależy od osoby, od jej życiowych doświadczeń i od ścieżki którą idzie do wytyczonego sobie celu. Jedno jest pewne, tak właśnie poczuł się Michael Heller, kiedy po roku przerwy w praktyce prawniczej, został postawiony pod ścianą i zmuszony do powrotu do pracy. Czy był na to gotowy? Czy to był właściwy moment? Czy przyjęcie na siebie, z dnia na dzień, całej praktyki było właściwym posunięciem? Na te i wiele innych pytań próbował sobie odpowiedzieć nasz bohater, przemierzając ciernistą drogę, którą niewątpliwie jest obrona oskarżonych, nie ważne czy są oni winni czy nie. Bo zasadniczo liczy się tylko jedno – człowiek jest niewinny, póki nie udowodni mu się winy, a każda, nawet najmniejsza, uzasadniona wątpliwość, jest mieczem, który należy przekuć w najlepszy z możliwych wyroków dla oskarżonego – uniewinnienie. Tak działa system sądowniczy, tak działa prawo i tak działają ludzie z nim powiązani. Niejedna osoba zapyta - a co z prawdą? Prawda jest zwykle zbyt niewygodna by mogła zostać ujawniona i by cokolwiek znaczyła. Dlatego WSZYSCY KŁAMIĄ. Kłamią oskarżeni, by wywinąć się z zarzutów, kłamią prawnicy, by ochronić swoich klientów, kłamią prokuratorzy, by mieć nieskalane konto i szczycić się maksymalną ilością wygranych spraw, kłamią policjanci, kłamią świadkowie, kłamie ława przysięgłych, nawet sędziowie… wszyscy kłamią. Wszyscy. A drogą do zguby większości z nich jest otwieranie ust. Tak też było i w tym przypadku. Jerry Vincent, prawnik, który swoją praktykę zostawił w spadku naszemu bohaterowi, kłamał, co było pierwszym krokiem ku jego zgubie. Drugim i ostatnim było otworzenie ust i chęć poprawy. Nie było szans na happy end. Na kilkanaście dni przed rozpoczęciem jego największej jak dotąd sprawy, został znaleziony  we własnym samochodzie, na parkingu przy własnym biurze. Martwy.

Ten zbieg wydarzeń sprawia, iż odmienia się życie wielu osób. Życie oskarżonych, których bronił Vincent i którzy z dnia na dzień muszą podjąć decyzję co dalej, czy szukać innego prawnika, czy zawierzyć temu, któremu zaufał nieboszczyk. Zmienia się życie ekipy Hellera, która z dnia na dzień przeżywa reaktywację i wraca do obiegu. Zmienia się wreszcie życie samego Michaela, który co prawda już wcześniej podjął decyzję o powrocie do zawodu, ale miał zamiar robić to stopniowo, a nie od ręki przejąć 31 otwartych spraw. Niektóre z tych zmian są zdecydowanie pozytywne, ale niektóre… cóż, nie będę ujawniała szczegółów, wiedzcie jednak, iż książka wciąga już od pierwszych stron, że człowiek z przejęciem czyta każdą kolejną linijkę i stara się dociec o co tak naprawdę chodzi. Kto zabił Jerrego? Czy jego nagła śmierć ma coś wspólnego z procesem właściciela jednej z największych wytwórni filmowych w Hollywood? Czy Eliot rzeczywiście zabił swoją żonę i jej kochanka? Ile osób tak naprawdę jest wplątanych w te wszystkie zbrodnie? Czy są może jakieś tropy, które wszyscy pominęli choć były najbardziej oczywiste? A może dlatego, że wszyscy kłamią nikt nie jest w stanie dociec prawdy i rozwikłać zagadki Ołowianego wyroku Michaela Connellego? O tym będziecie musieli przekonać się sami, sięgając po tę pasjonującą lekturę.