Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą luty. Pokaż wszystkie posty

10 marca 2017

Walka ("Chłopak, który chciał zacząć od nowa" Kirsty Mosely)

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" Kirsty Mosely
Seria: Fighting to Be Free
Tom: I
wyd. Harper Collins
rok: 2017
str. 384
Ocena: 3,5/6


Macie czasem  tak, że żyjecie nadzieją, że to, na co traficie tym razem, będzie strzałem w dziesiątkę? To łudzenie się, czy możliwe do ziszczenia pragnienie? Czy można się zmienić? Czy można zmienić swoje życie? Czy można zmienić sposób postępowania? Cóż, o tym chyba każdy musi przekonać się sam. Albo poczytać o tym.

Jamie Cole to dwudziestojednolatek z dość mroczną przeszłością. Od najmłodszych lat znany był pod ksywką Młody i, co tu dużo ukrywać, należał do grupy przestępczej. Kiedy wylądował w zakładzie poprawczym zdecydował, że nie tylko nie zdradzi nikogo z ekipy, ale i nigdy do niej nie wróci. Kiedy więc po wyjściu z tego przybytku obok zamówionej dla niego taksówki zobaczył jednego z "kolegów" z bandy już wiedział, że wprowadzenie jego planu w życie nie będzie takie łatwe. Poczuł nawet, że nadchodzący wieczór może się dla niego skończyć nie najlepiej. Kiedy więc udało mu się "dogadać" z szefem, odetchnął z ulgą. Jedna akcja i koniec, będzie wolny. Taki przynajmniej był plan. I nawet udałoby mu się go zrealizować, gdyby nie wydarzyła się pewna mała tragedia. Teraz jednak Jamie ma o wiele więcej do stracenia, bo w tak zwanym międzyczasie w jego życiu pojawiła się dziewczyna, dla której dość szybko stracił głowę. Nie odważył się jej jednak wyjawić tajemnic z własnej przeszłości, teraz więc, gdy nie ma wyjścia, musi kluczyć i udawać. Tylko – czy słusznie? Czy nie lepiej byłoby wyjawić prawdę? Czy nie rozsądniej byłoby podzielić się z ukochaną trapiącymi go problemami? Czy nie ułatwiłoby im to życia? By się tego dowiedzieć, należy sięgnąć po najnowszą powieść Kirsty Mosely, zatytułowaną Chłopak, który chciał zacząć od nowa.

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać inną powieść tej autorki. Zapowiadała się znakomicie. Sam pomysł na fabułę był, wydawałoby się, bardzo oryginalny i nie do podrobienia. Niestety, wykonanie kulało i to dość poważnie. Podczas lektury odnosiło się wrażenie, że całość potraktowana została bardzo płytko i nieprofesjonalnie. Od tamtego momentu minęło jednak już sporo czasu, odsunęłam więc od siebie obawy przed ponownym zetknięciem z autorką. Gdy dostałam odpowiednią propozycję i zapoznałam się notą wydawcy poczułam, że chcę przeczytać Chłopaka, który chciał zacząć od nowa. Bo sama chciałam zacząć od nowa. Tylko… czy słusznie zrobiłam?

Niestety ponownie zetknęłam się z tym samym problemem. Super pomysł, ciekawy tytuł, a wykonanie? W zasadzie leży i kwiczy. Tak, wiem, autorka pisze o młodych ludziach, może oni wydają się jej tak płytcy? Trochę jednak inaczej postrzegam osoby w tym wieku. Tak jak i starsi mają oni odrobinę oleju w głowie i raczej nie wypowiadają się w taki sposób, jak w tej powieści. A może jednak? Może się nie znam? Mnie jednak takie potraktowanie tematu odebrała całkiem sporą przyjemność z lektury.

To są jednak tylko moje poglądy, być może całkiem mylne. Nie chciałabym, by się okazało, że mój pogląd odciągnie was od lektury, która być może przez was byłaby odebrana zupełnie inaczej. Dlatego zachęcam was do zapoznania się z twórczością Kirsty Mosely i podzielenia się opinią. Może to ja zmienię moje zdanie?


Sil


14 lutego 2017

Różne oblicza samotności ("P.S. I Like You" Kasie West)

"P.S. I Like You" Kasie West
wyd. Feeria Young
rok: 2017
str. 392
Ocena: 5/6





Zasadniczo powinnam czuć się staro i zdecydowanie nie sięgać po tego typu powieści. Niewiele osób po 30-tce sięga w końcu po literaturę młodzieżową. Zasadniczo. Bo są i tacy, który sięgają po nią z przyjemnością. Jak ja na przykład. Wiele radości sprawia mi czytanie tego typu powieści, a jeszcze jak się okazuje, że nie tylko pomysł jest dobry, ale i wykonanie niczego sobie, to nie pozostaje mi nic innego, jak wiwatować. Więc wiwatuje, bo to już kolejna pozycja z biblioteki której mogę nadać tytuł "Kasie West" którą mogę spokojnie polecić. Bo P.S. I Like You jest jak najbardziej godne znalezienia się na liście must have fanów literatury młodzieżowej. Czemu? O tym może nieco poniżej.

Lily Magnes Abbott jest mało popularną trzecioklasistką, która jest pogodzona z życiem, jakim żyje. Rodzice to artyści, żyją więc od zarobku do zarobku. Ma troje rodzeństwa, w tym dwóch młodszych braci, którymi wciąż trzeba się zajmować. W każdej wolnej chwili może się okazać, że należy pomóc rodzinie, na przykład na jakichś targach. Nigdy więc tak naprawdę nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień, ba, kolejna godzina. Dziewczyna ma jedną prawdziwą przyjaciółkę – Isabel, na tyle wyrozumiałą, że nie tylko toleruje, ale i rozumie sytuację rodzinną Lil. I w zasadzie tyle. No nie, na tym kończąc chyba bym skłamała. Bo w życiu dziewczyny "jest" jeszcze dwóch chłopaków. O jednym Lily marzy nocami (Lucas), wrodzona nieśmiałość nie pozwala jej jednak nawet się z nim przywitać. O drugim najchętniej by zapomniała (Cade). To ten drugi kilka lat wcześniej nadał jej znienawidzoną przez nią ksywkę (Magnes), a do tego jest byłym chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki. Byłym właśnie przez nią, przez Lily i jej niechęć do wybranka Iż. I tak oto od dwóch lat wojna między Cadem i Lily nie ustaje. Dziewczyna dostaje gęsiej skórki za każdym razem gdy widzi chłopaka. I nie potrafi się opanować, musi mu dogryźć bo wie, że jeśli ona tego nie zrobi, to on na pewno nie będzie siedział cicho i potulnie. I tak oto wzajemnie psują sobie swoje codzienności. W pewnym momencie, jedyną odskocznią dla Lily staje się lekcja chemii, na której do tej pory dziewczyna notowała pomysły na teksty piosenek, a teraz zmuszona jest notować, bo nieubłagany nauczyciel zauważył, co ona robi podczas jego leki. Któregoś dnia, z nudów, zamiast notować w swoim notesie, dziewczyna zaczyna pisać po ławce. Ku jej zaskoczeniu, następnego dnia znajduje odpowiedź. Tak oto świat Lily się zmienia i wszystko zaczyna się kręcić wokół lekcji chemii. Kim okaże się osoba, która jej odpisuje? Może to jakaś fajna dziewczyna, z którą będzie mogła się zaprzyjaźnić? A może chłopak, dla którego straci serce? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie przeczytać najnowszą powieść Kasie West zatytułowaną P.S. I Like You.

Jedno jest pewne – mnie ta powieść urzekła, choć, szczerze powiedziawszy, nie zaskoczyła. Niemal od początku przeczuwałam, kto odpisuje Lily i, jak się ostatecznie okazało – nie pomyliłam się. Nie oznacza to jednak, że książka była przewidywalna – co to, to nie. Bo nawet mnie wiele wątków zaintrygowało, a niejeden zadziwił, bo nie spodziewałam się takiego a nie innego obrotu spraw. Nie raz podczas lektury się zaśmiewałam. Kiedy indziej w oczach stawały mi łzy. Czyli pełna paleta emocji. Jak dla mnie dokładnie to, czego potrzebowałam.

P.S. I Like You czyta się znakomicie, w zasadzie jednym tchem. Fabuła jest ciekawie zarysowana, bohaterowie autentyczni, a całość wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury aż do ostatnich stron powieści. Książka uczy wyrozumiałości i patrzenia na problemy innych z ich, a nie własnej perspektywy. Pozwala zrozumieć. Emanuje dobrem. Jeśli świetna. Godna polecenia.


Sil


5 lutego 2017

Poświęcenie ("Bez szans" Mia Sheridan)

"Bez szans" Mia Sheridan
wyd. Moondrive/Otwarte
rok: 2017
str. 320
Ocena: 5,5/6





Ostatnimi czasy rozpoczęłam ponowną przygodę z powieściami Mii Sheridan. Sięgnęłam po wychwalanego i osławionego Caldera i… przyznam bez bicia nieco utknęłam. Jakoś nie wciągnęła mnie jeszcze ta powieść, nie przekonała mnie do siebie, nie skradła mego serca i umysłu. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną jest wszystko w porządku. Wtedy, niemal rzutem na taśmę, otrzymałam egzemplarz Bez szans. Odłożyłam Caldera na półkę i sięgnęłam po czytnik. Nawet nie zauważyłam, jak minęło kilka ostatnich wieczorów, podczas których mogłam pozwolić sobie na czytanie. Lektura była… No, może nie będę tego zdradzała tak zaraz, na początku J

Tenleigh Falyn jest osiemnastoletnią uczennicą najstarszej klasy liceum w Dennville w stanie Kentucky. Miasteczko to zapadła dziura, która zawstydziłaby niejedne slumsy. Aż trudno w to uwierzyć, ale ta część Appalachów nie stanowi dla nikogo chluby. Ludzie są tam nie tyle ubodzy, co po prostu potwornie biedni. Dzieci czekają na poniedziałek, by pójść do szkoły, zagrzać się i może podkraść jakieś jedzenie. Jedynym źródłem utrzymania jest pobliska kopalnia, która pochłonęła już niejedno życie. Większość ludności żyje z tego, co przekaże im pomoc społeczna. Nie kupują jednak z tych funduszy jedzenia dla dzieci. Nie płacą nimi za prąd czy ogrzewanie. Co to, to nie. Wszystko co kupią niezwłocznie sprzedają i kupują to, na czym naprawdę im zależy – alkohol. I tak to trwa, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, z pokolenia na pokolenie. Bez szans na jakąkolwiek zmianę. Bez szans na lepszą przyszłość. Bez szans na cokolwiek. Dzieci wiedzą, jak potoczy się ich życie. Po skończeniu przez nielicznych edukacji, rozpocznie się etap pracy i życia od wypłaty do wypłaty. A kto nie zdecyduje się na kopalnie, może ewentualnie zatrudnić się w którymś z barów, w pobliskim Evenly. Jeśli oczywiście będzie mu dana taka szansa, bo bezrobocie w tej okolicy jest zastraszające. Jest jeszcze jedna opcja – dla jednej osoby rocznie. Można przez lata wykazywać się wiedzą, piąć się po jej szczeblach by ostatecznie podczas zakończenia nauki dowiedzieć się, czy udało się zdobyć stypendium, przyznawane na studia. Niewielu próbuje, ale zawsze ktoś staje w szranki o jego zdobycie. Od lat stara się o nie Ten, w tym roku w końcu się dowie, czy będzie jej dane radować się wiosną przeprowadzką do wyśnionej Kalifornii. Nie spodziewa się jednak, że na starcie stoi nie tylko ona i kilka miejscowych dziewczyn, ale też chłopak z pobliskiego domu, z jej wzgórza biedaków – przystojny Kyland Battett. Gdy w końcu dociera do niej ta informacja jest już niemal za późno, bo dziewczyna od wielu dni wodzi za nim rozmarzonym spojrzeniem. Czy uda się jej oddzielić własne marzenia, od kiełkującego w niej pragnienia? Czy Ky podzieli jej uczucia? Czy będzie im dane być razem? A może największe szkolne marzenie stanie się tym, co nie pozwoli im być ze sobą, lub ich rozdzieli? By się tego dowiedzieć musicie niezwłocznie sięgnąć po Bez szans i dowiedzieć się osobiście.

Jak już wcześniej wspomniałam – w moim życiu nastał czas na powieści Mii. Po przeczytaniu Bez szans wiem, że będzie to dobry okres. Wkrótce wrócę do Caldera i liczę, że tym razem pochłonie mnie całkowicie i da się poznać od tej lepszej strony. Bez szans okazało się cudowną powieścią, pełną pasji, miłości i bezinteresownego poświęcenia. Równocześnie historię bohaterów przepełnia rozpacz, samotność i głód – jedzenia oraz uczuć. Niezupełnie wiedzą, jak radzić sobie z kiełkującą w nich miłością. Jednego są pewni – muszą z nią walczyć, bo wewnętrznie czują, że nie przyniesie ona nic dobrego, jedynie ich zrani. Czy tak będzie faktycznie? Tego nie zdradzę. Mogę jednak powiedzieć, że na pewno czytelnik zostanie wielokrotnie zaskoczony – niestety nie zawsze pozytywnie. Jak dla mnie powieść Mii Sheridan stanowi wspaniałe studium miłości i przyjaźni. Warto poświęcić tej lekturze każdą możliwą chwilę. Bez szans pochłania bez reszty. Zachęcam.

Sil


5 marca 2016

Bookowo 2/2016 (35)

Stosik stosikowi nie równy, no nie? Ja co miesiąc robię fotkę książek z danego miesiąca i... zapominam ją wstawić. Potem zastanawiam się czy wstawić ją w poniedziałek, albo środę... W końcu nie wstawiam wcale, albo wstawiam w zupełnie niespodziewanym momencie. Dziś co prawda nie jest ostatnia sobota miesiąca, albo ostatni dzień miesiąca, ale pierwsza sobota miesiąca, więc... może nie jest ze mną aż tak źle? Oto mój lutowy stosik. 


Jak widzicie, odrobinkę tego do mnie w lutym spłynęło. W sumie dobrze, że nie zrobiłam fotki w sobotę, bo w poniedziałek chyba jeszcze 6 książek dostałam... A teraz odrobinkę o nich. 

Od prawej:
Kamień i sól - Victoria Scott (IUVI) - na tę książkę czekałam bardzo długo. Strasznie często śnią mi się wydarzenia z pierwszej części, potem długo dochodzę do siebie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się sięgnąć po tę część i dowiem się, jakie są dalsze losy bohaterów Wody i Ognia. 
Say it - Paula Bartosiak (Novae Res) - jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale oceny są bardzo dobre, mam więc nadzieję, że mnie ta książka nie zawiedzie. 
Jesteś moja, dzikusko - Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res) - To już egzemplarz finalny. Jedna z moich ulubionych. Recenzja TUTAJ
Siła wiary - Sandra Orzelska (Novae Res) - lektura jeszcze przede mną. Ale na pewno wkrótce przeczytam :) 
Piętno Midasa - Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res) - książkę przeczytałam już dawno, daaawno temu. Recenzja pojawi się w maju, ale już teraz mogę wam powiedzieć, że zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść. 
Wiedźma z lustra - Maggie Stiefvater (Uroboros) - to trzeci tom serii The Raven Cycle. Poprzednia część mnie zachwyciła, już nie mogę doczekać się lektury. 
Tu i teraz - Ann Brashares (YA!) - już wkrótce planuję zacząć czytać tę książkę. Słyszałam o niej wiele dobrego :) 
Ta dziewczyna - Colleen Hoover (W.A.B.) - to finał serii Pułapka uczuć. Według mnie wspaniała seria. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ
Łowczyni - Virginia Boecker (Jaguar) - to początek serii Łowczyni i niespodzianka dla mnie od wydawcy. Postaram się przeczytać jak najszybciej :) 
Tak słodko... - Tammara Webber (Jaguar) - to trzeci tom serii Kontury serca. Już nie mogę doczekać się, gdy zacznę czytać. 
Odkąd cię nie ma - Morgan Matson (Jaguar) - poprzednia książka tej autorki - Lato drugiej szansy, bardzo mi się podobała. Mam nadzieję, że i ta przypadnie mi do gustu. 
Biała róża - Amy Ewing (Jaguar) - to kontynuacja serii The Lone City. Poprzednia część mną wstrząsnęła, nie mogę się więc doczekać lekury. 
Długo i szczęśliwie - Soman Chainani (Jaguar) - to trzeci tom serii Akademii Dobra i Zła. Czekam :) 
Życie i Śmierć - Stephenie Meyer (Dolnośląskie) - to już piąty tom sagi Zmierzch. W sumie chyba nikt się tego nie spodziewał, ale... Czy to naprawdę kontynuacja sagi? Raczej nie. Dostajemy nowe wydanie pierwszej części i nową powieść autorki, która z okazji 10 lat od wydania Zmierzchu postanowiła napisać książkę od drugiej strony. Ale nie jest to powieść z punktu widzenia Edwarda, czego wszystkie fanki pragną. 
Sześć serc - L.H. Cosway (Filia) - jest to pierwsza część cyklu Hearts. Już nie mogę doczekać się, gdy sięgnę po tę powieść. 
In vitro - Anna Krawczak (Muza) - to pozycja, po którą sięgnę jako następną. Już nie mogę się doczekać. Książkę napisała jedna z założycielek Stowarzyszenia Nasz Bocian. Temat jest mi bardzo bliski, mam nadzieję, że już wkrótce nasza droga się zakończy, ale jestem przekonana, że dzięki tej pozycji mi będzie o wiele łatwiej...Książka otrzymana od portalu DużeKa. 
Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - Wojciech Sumliński (Wojciech Sumliński Reporter) - to lektura, za którą zabrał się mój małżonek. Recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Książka przeczytana dzięki uprzejmości księgarni internetowej Matras
Na koniec, choć nie ostatnia - kolorowanka Fantastyczne konstrukcje - Steve McDonald (Egmont)

I na koniec tradycyjnie, coś polecacie? Coś odradzacie? 

24 lutego 2016

Uśpione marzenia ("Wszystkimi zmysłami" Rebecca Yarros)

"Wszystkimi zmysłami" Rebecca Yarros
seria: Odważmy się kochać
tom: 1
wyd. Amber
rok: 2016
str. 320
Ocena: 5,5/6

Dance around this bedroom
Like we've only got tonight
Not about to let you
Go until the morning light.
You can be my whole world
If I can be your satellite.
Let's dance around this bedroom
Like tonight's our only night 1)

Czasami los splata losy ludzi w przedziwnych sytuacjach i miejscach. Spotykają się na ulicy, u fryzjera, w kinie, na parkingu albo w sklepie. Czasami takie przypadkowe spotkanie nic nie oznacza. Czasem oznacza wszystko. Może być końcem czegoś strasznego, albo początkiem czegoś wspaniałego. Może… A może nie?

Gdy December Howard obudziła się pewnego grudniowego ranka, w dniu swoich dwudziestych urodzin, była pewna jednego - że nie zobaczy w tym dniu swojego ojca. On był daleko na misji w Afganistanie i do jego powrotu miało jeszcze minąć sporo czasu. Ale może choć zadzwoni? Gdy jednak dziewczyna usłyszała, że ktoś próbuje dostać się do jej rodzinnego domu, przez chwilę łudziła się, że to może on. Taka niespodzianka byłaby przewspaniała. Ale czy w ogóle realna? Nawet gdy na parterze, przy schodach, natknęła się na spanikowaną mamę, nie przeczuwała, że ten dzień może potoczyć się aż tak tragicznie. A jednak. To ona otworzyła drzwi i wypuściła do domu lawinę nieszczęścia. Bo jej tata miał już nigdy nie życzyć jej wszystkiego najlepszego. Miał już nigdy jej nie przytulić, nie powiedzieć, że jest jego światełkiem. Bo zginął. Wojna go zabrała. Latami przenosili się z miejsca na miejsce, potem ojciec wyjeżdżał na misje. Teraz nie było go już wcale. Wojsko stało się dla Ember przekleństwem. Szczególnie, że jej matka po śmierci ojca po prostu zamknęła się w sobie. Nie odzywała się. Nie jadła. Nie zajmowała się dziećmi. Na Ember spadły więc wszystkie domowe obowiązki, a ostatecznie… musiała zmienić uczelnie. Co przyniosą te przenosiny? Czy chłopak December pomoże jej i jej rodzinie dojść do siebie? Czy związek na odległość ma szansę przetrwać? By się dowiedzieć tego i wielu, wielu innych rzeczy, koniecznie musicie sięgnąć po powieść Rebeki Yarros zatytułowaną Wszystkimi zmysłami.

Ona – piękna, poskromiona i twardo trwająca przy swoich postanowieniach.
On – zbuntowany, nieziemsko przystojny i cały oddany jednej sprawie.
Gdy dwójka ludzi, którzy nie widzieli się od lat, spotyka się przez zupełny przypadek, wszystko może się wydarzyć. Mogą się minąć nie zwracając na siebie uwagi. Mogą wymienić się uściskami i uśmiechami. Mogą zatopić się w przeszłości i zacząć planować wspólną przyszłość. Mogą, gdy nie niosą za sobą bagażu doświadczeń. Bo gdy ten jest zbyt ciężki, trudno jest dziarsko iść do przodu.

Nie spodziewałam się, że ta książka nie tylko będzie o zmysłach, ale i zawładnie moimi. Zarwałam przez nią dwie noce i gdybym nie musiała iść do pracy, na pewno pochłonęłabym ją za jednym zamachem. W zasadzie cały dzień zamiast skupiać się na pracy myślałam o bohaterce i jej perypetiach. Zatraciłam się w tej powieści i przyznam bez bicia, że chciałabym więcej. Z niecierpliwością czekam więc na kolejne tomy tej serii. Z całego serca polecam.

Sil

1) Nickelback - Satellite


20 lutego 2016

Żarliwie ("Szklany miecz" Victoria Aveyard)

"Szklany miecz" Victoria Aveyard
seria: Czerwona Królowa
tom: II
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 560
Ocena: 5,5/6

I mimo że szaleje wiatr
Dam sobie radę, bo wiem jak
Na wszystko gdzieś formuła jest
Nic nie zaskoczy mnie 1)

Długo nie mogłam się otrząsnąć po lekturze Czerwonej Królowej. Książka nie tylko mnie urzekła, ale i niesamowicie mną wstrząsnęła. Pamiętam jak wczuwałam się w rolę Mare/Mareeny, razem z nią próbowałam stać się zupełnie kimś nowym, zapanować nad odkrytą w sobie mocą, zrozumieć, do którego księcia czuję więcej. Bez względu na uczucia "los" połączył ją z Mavenem, którego nie tylko polubiła, ale również zaczęła darzyć uczuciem. Wiązała z nim przyszłość, dzieliła z nim niepokoje i bolączki. Planowała. Ostatecznie jednak została brutalnie oszukana. Niemal zginęła. Niemal straciła wszystko.

Mare, choć nie czuję się już dawną sobą, przywdziewa dawne imię. Musi zapomnieć o Mareenie i tym, jak żyła w ostatnich miesiącach. Trudno jej jednak zupełnie zapomnieć, wymazać Mavena z pamięci, wykasować to, co zaczynała czuć. Równocześnie w końcu może być z Calem, ale… czy tego chce? Albo, czy chce tego dość mocno? Na szczęście to nie sprawy sercowe zaprzątają głowę Mare, choć dla wielu czytelników mogłyby. Dziewczyna chce walczyć, chce pokazać nowemu królowi, co jest warta ona i jej podobni. Chce zwyciężyć. Decyduje się więc na dość ryzykowne działanie, jednak nim będzie jej dane wcielić w życie swój plan, wydarzy się dużo nieprzewidzianych zdarzań. Bo, jak się okazuje, nie tylko Srebrnym nie na rękę jest pojawienie się Czerwonych z mocami Srebrnych. Czy na świecie w ogóle istnieje ktoś, kto nie będzie się bał jej i ludziom jej podobnym? Czy jeśli zewrze szeregi z innymi Nowymi, to będą wspólnie w stanie przekonać do siebie otoczenie? A może jedyna słuszna droga biegnie nie tyle przez wojnę, co przez prawdziwą rewolucję? Srebrni muszą zacząć walczyć i to sami ze sobą. Tylko wtedy Nowi będą mogli powstać. Czerwoni niczym świt.

Niestety nie wszystko idzie tak, jakby Mare tego pragnęła. Na wyspie, na którą trafia panują tyrańskie rządy Porucznika. Nowi nie mają nic do powiedzenia i są traktowanie jak wrogowie. Kiedy Cal zostaje pojmany, Mare wie, że za wszelką cenę musi się do niego dostać. Zdaje sobie sprawę, że na jego uwolnienie na razie nie ma szans, ale rozmowa? To się może udać. Gdy jednak dostaje się do budynku, w którym jest przetrzymywany, gdy dociera do jego celi… Zostaje ponownie zdradzona.

Choć długo czekałam na Szklany miecz i bardzo chciałam jak najszybciej zapoznać się z tą historią, nie udało mi się jej "połknąć" w jeden wieczór. Nawet w dwa dni się nie udało. Dlaczego? Nie będę tłumaczyć, że książka była obszerna, bo to nie o to chodziło. Po prostu nie była łatwa. Nie mówię, że Czerwona królowa była prostą powieścią. Jednak wybory, przed którymi autorka stawia bohaterów w Szklanym mieczu, są nie tylko nie do pozazdroszczenia. Są wręcz okrutne i niewyobrażalne. Nie mam pojęcia, jak postąpiłabym w większości zaprezentowanych przypadków. Tragedia, dramat, istna masakra. Nic innego do głowy mi nie przychodzi. Wciąż i wciąż zastanawiam się, jak można kogoś skazać na takie cierpienie. A końcówka? Nadal jestem pod jej wrażeniem. Koniec ostatniego rozdziału rozłożył mnie na łopatki. A Epilog wstrząsnął mną zupełnie. Nie spodziewałam się, że w taką stronę potoczy się ta historia. Teraz długo nie będę mogła wybić sobie z głowy obrazu Mare… Nie, nie zdradzę wam tego co wciąż chodzi mi po głowie. Jedno jest pewne, najnowszej powieści Victorii Aveyard warto poświęcić czas. Czasem nie będzie przyjemnie. Czasem będzie bolało. Czasem nie będziecie rozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Nie będziecie jednak mogli przestać czytać. Tak jak ja. Zdecydowanie polecam.

Sil

1) Antek Smykiewicz - Pomimo burz


Baza recenzji Syndykatu ZwB

10 lutego 2016

Ktoś więcej niż… ("Kołysanka" Sarah Dessen)

"Kołysanka" Sarah Dessen
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 304
Ocena: 5,5/6


Dziś odrobinę kręci mi się w głowie. To ewidentnie efekt niewyspania. Wczoraj z pełną zawziętością zabrałam się za lekturę Kołysanki autorstwa Sarah Dessen. Okazało się, że recenzja powinna była pojawić się już przeszło tydzień temu. Sama nie wiem jak to się stało, ale byłam przekonana, że na recenzję mam miesiąc a nie dwa tygodnie. Z tego miejsca raz jeszcze bardzo przepraszam wydawcę za to niedopatrzenie, a w związku z tym i opóźnienie. Mam nadzieję, że to nie będzie miało negatywnego wpływu na dalszą współpracę J. Wracając jednak do tematu – wczoraj niezwłocznie po napisaniu recenzji z poprzedniej lektury rozpoczęłam moją przygodę z Kołysanką. Zakładałam, że książkę skończę około środy. Na szczęście miałam wczoraj wolne, gdyby nie to nie wiem jakby to wszystko się potoczyło. Wzięłam powieść do ręki i wsiąkłam. Miałam na ten wolny dzień zupełnie inny plan, tymczasem cały upłynął mi na czytaniu. Bardzo nie lubię kończyć lektur w nocy, bo zwykle nie jestem w stanie napisać recenzji – teraz też tak było. Ale nie byłam w stanie się opanować i czytałam dalej. Nawet nie wiem która była godzina, jak skończyłam. Czasem lepiej nie wiedzieć. Teraz, po wielu godzinach pracy, ponownie wracam myślami do Kołysanki. A ta przywołuje masę emocji.

Remy Starr ma jedną zasadę, której trzyma się zębami i pazurami. Z nikim nie wiąże się na poważnie. Z tą zasadą związane są inne, pomniejsze. Na przykład zrywanie nim ta druga strona się przywiąże. Wcześniej Mowa o planach na przyszłość (w których ta druga strona nie jest uwzględniona). No i oczywiście seks. Ale dopiero po Mowie. Nie żeby Remy się puszczała, co to, to nie. Ale chyba nawet jej trudno sobie przypomnieć, ilu chłopaków już miała. No, chłopakami trudno ich nazwać. Może lepiej powiedzieć, że to faceci, którzy towarzyszyli jej przez kilka tygodni? Takie sformułowanie dużo lepiej obrazuje to, co zachodziło między Remy a płcią przeciwną. Wreszcie nadszedł koniec roku szkolnego i ostatnie wakacje przed wyjazdem dziewczyny na studia do Stanford. W związku z powyższym Remy musi pozbyć się ze swojego życia kolejnego faceta. Okazuje się to nad wyraz łatwe – tym bardziej, że Jonathan ją zdradzał. Jednak to, że chciała go rzucić nie oznacza, że nie zabolało ją, że on skakał z kwiatka na kwiatek, kiedy jeszcze byli ze sobą. Tak naprawdę jednak dla Remy to nie jest wielki problem. Wielkim, a nawet gigantycznym kłopotem jest kolejny ślub jej matki. I chłopak, którego spotkała w salonie samochodowym jej przyszłego ojczyma.

Dexter niczym nie przypomina chłopaków, z którymi Remy umawiała się do tej pory. Ani z zachowania, ani z wyglądu. Dlatego też dziewczyna od początku ignoruje go, a gdy to nic nie daje, wprost go informuje, żeby dał jej spokój. Na próżno. Gdy Dexter coś postanowi, dąży do celu za wszelką cenę. A teraz tym celem jest serce Remy. Czy uda mu się je zdobyć? Czy przebije się przez skorupę, jaką zbudowała wokół siebie? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po Kołysankę autorstwa Sarah Dessen.

Zwykle zbyt wiele wymagam od książek a potem sromotnie się zawodzę. Tym razem chciałam tylko przeczytać fajną książkę. Tymczasem dostałam powieść więcej niż fajną i ciekawą. Jak już wcześniej wspomniałam mnie Kołysanka zachwyciła i nie pozwoliła się od siebie oderwać nie tylko w ciągu dnia, ale i przez jakiś czas w nocy. Na początku czegoś mi w książce Dessen brakowało, chciałam więcej i bardziej. Szybko jednak o tym zapomniałam, bo zaczęłam otrzymywać dokładnie to, czego potrzebowałam. Świetny pakiet emocji, prawdy o ludziach, zabawnych sytuacji i trudnych wyborów, z którymi boryka się każdy z nas. Mnie Kołysanka zachwyciła, zachęcam więc z całego serca, byście i wy pozwolili się w niej zasłuchać. Może i was oczaruje.


Sil


8 lutego 2016

Głęboko ukryte ("Dzieci rewolucji" Peter Robinson)

"Dzieci rewolucji" Peter Robinson
wyd. Sonia Draga
rok: 2015
str. 368
Ocena: 4,5/6


Czasami lekturą nie trafiamy w odpowiedni nastrój czy w odpowiedni czas. Czasami książka trafia po prostu na niewłaściwego odbiorcę. Często recenzenci winę za małą płynność w czytaniu lektury zrzucają na autora, nie biorąc pod uwagę, że może to oni przyczynili się do powolnego zapoznawania się z książką.

Rozpoczynając przygodę z Dziećmi rewolucji wydawało mi się, że coś jest nie tak z tą powieścią. Usypiałam po 1, góra dwóch stronach. Do lektury nic mnie nie przyciągało. W pewnym momencie myślałam, że wyrzucę ją przez okno. Naprawdę niewiele brakowało, a poddałabym się. A przecież zwykle staram się wytrwale czytać, by poznać zakończenie danej opowieści. Biłam się z myślami, wynajdowałam lepsze zadania niż czytanie. Kiedy zauważyłam, że zabieram pracę do domu, by mieć coś do roboty, stwierdziłam, że to lekka przesada. Przemyślałam gruntownie moją postawę i zrozumiałam, że to we mnie leży problem. Chyba po prostu w tym okresie mojego życia z kryminałem nie było mi po drodze. Powinnam była wybrać coś innego, mniej wymagającego, bardziej rozluźniającego. Może nawet nie powinnam się teraz odrywać w ogóle od dręczących mnie problemów, skupić się na ich rozwiązywaniu a nie na analizie zagadek kreowanych przez Petera Robinsona? Tymczasem trafiła mi się lektura kryminału, postanowiłam więc się nie poddawać. I w sumie dobrze zrobiłam, bo gdy po kilku tygodniach w końcu załapałam jak mam podochodzić do tej książki, zaczęło mi się ją czytać nad wyraz dobrze. W zasadzie jeden dzień, jeden wieczór i… rankiem odłożyłam Dzieci rewolucji na półkę. Mąż był w szoku, bo widywał mnie z tą powieścią już wszędzie. Odniósł pewnie wrażenie, że nie chce jej skończyć nigdy, dlatego dawkuję sobie akcję po kilka stron.

Inspektor Alan Banks zostaje wezwany na miejsce kolejnej zbrodni, która może wcale nie być zbrodnią. Mężczyzna żmudnie drepcze ścieżką biegnącą wzdłuż torów kolejowych do kładki, która najpewniej powinna umożliwiać przejście zwierzynie na drugą stronę. Tory od dawna nie są już wykorzystywane, nawet dróżką niewiele osób chodzi. Dlatego ciało, do którego zmierza inspektor nie od razu zostało odkryte. Mężczyzna spadł z kładki, czyli zaledwie kilka metrów. Czyżby samobójstwo? Ale czy ktoś naprawdę zrzuciłby się z tak niewielkiej wysokości? Do tego przy ofierze znaleziono sporą ilość gotówki, a w domu niewielką ilość narkotyków. Może to porachunki dilerów? Może rabunek? Ale dlaczego zostawiono zarówno pieniądze jak i narkotyki? Wokół sprawy zaczyna narastać coraz większa liczba pytań: co, kto i dlaczego. Kiedy? Jak? Z powodu czego? Banks dzieli więc sprawę na dwa zasadnicze wątki i angażując do pracy całą swoją ekipę rozpoczyna próbę odnalezienia mordercy. To nie będzie prosta zagadka do rozwiązania. Tropy są niewielkie i w zasadzie dość niejasne. Podążanie jednym z nich denerwuje przełożonych inspektora. Drugi wątek jest tak mętny i niejasny, że miejscami grupa dochodzeniowa Banksa ma ochotę porzucić dalsze jego drążenie. Ostatecznie jednak obie ścieżki okazują się być dość istotne, a jedna doprowadza inspektora do wielkiej tajemnicy, a co za tym idzie – do mordercy. Czy inspektorowi uda się zatrzymać złoczyńcę? Czy jego grupa stanie za niem murem? A może to on będzie musiał bronić swoich śledczych? Czy przełożeni pozwolą Alanowi spokojnie pracować? Czy którykolwiek z podejrzanych mówi prawdę? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po powieść Petera Robinsona zatytułowaną Dzieci rewolucji.

Od początku nie potrafiłam zrozumieć tytułu tej powieści. Nawet do wydawcy napisałam, że chętnie przeczytam Dzień rewolucji. Jakoś nie potrafiłam się utożsamić z tym tytułem, a jego prawdziwe znacznie odkryłam na jednej z ostatnich stron powieści. Wówczas to wiele rzeczy stało się dla mnie jasnych i oczywistych. Zaczęłam się zastanawiać, czy gdybym wcześniej więcej wysiłku poświęciła lekturze, to czy sama odkryłabym wszystkie sekrety Dzieci rewolucji. Całkiem możliwe.

Nie będę was przekonywać, że książkę czyta się wyśmienicie i ekspresowo. Mnie się jej tak nie czytało, ale wina nie leżała po stronie lektury. Mam nadzieję, że zachęciłam was do sięgnięcia po tę pozycję i przekonania się na własnej skórze, czy warto poznać bliżej inspektora Banksa. Ja na pewno chciałabym przeczytać jego dalsze perypetie.

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

4 lutego 2016

Druga Twarz ("W drodze. Dorastanie w ośmiu podróżach" Richard Hammond)

"W drodze. Dorastanie w ośmiu podróżach" Richard Hammond
rok: 2015
str. 296
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5/6


Po usłyszeniu imienia Richard, każdy facet i pewnie nie jedna kobieta dopowie sobie tylko jedno. Wcale nie chodzi tutaj o Gere, choć bardzo blisko (dla niewtajemniczonych i młodych Richard Gere to aktor), bo Gere kojarzy się z Top Gear. No, ale do sedna. Po długim i pewnie trochę niezrozumiałym wstępie zdradzę wam, chodzi o Richarda Hamonda, zwanego Chomikiem. To jeden z prowadzących, a raczej już byłych prowadzących, najpopularniejszego na świecie programu motoryzacyjnego Top Gear. Z wszystkich "twarzy" programu to właśnie Hamonda lubię najbardziej. To nie tylko wiedza, ale także motoryzacyjna pasja, a przede wszystkim humor – dużo humoru. To prawda, że mężczyzna co najwyżej zwiększa masę i ilość zmarszczek, ale nie dojrzewa. Richard Hamond jest doskonałym tego przykład, przynajmniej takie odnosi się wrażenie oglądając jego wyczyny na szklanym ekranie.
Okładka książki trochę odbiega od tego, czego się spodziewałem. Jest jakby taka melancholijna, albo hipisowska. Zdaje się nie pasować do jego osobowości. Jednak, po lekturze, gdy znowu na nią spojrzymy, to z pewnością zauważymy, że pasuje jak najbardziej. W każdym razie sama książka to wielkie zaskoczenie. Jest to zbiór ośmiu opowiadań, ale to akurat nie zaskakuje. W każdym razie są to opowiadania, których akcja dzieje się za młodzieńczych lat autora. Gdzieś między ósmym a dwudziestym rokiem życia i przedstawiają rozwój miłości do podróżowania, prędkości i motoryzacji. Historia zaczyna się od nudnych podróży i fascynacji nad mechanizmem przerzutek pierwszego roweru i prowadzi nas przez przejażdżki pierwszym motocyklem, a kończy się na pierwszym samochodzie. Jak kilka, niby zwykłych elementów w życiu każdego młodego chłopaka, może doprowadzić to tak wspaniałej kariery?

Niby banalne, a czyta się to wyśmienicie, mógłbym powiedzieć, że jednym tchem, ale w moim wykonaniu to nie do końca prawda. W każdym razie zaskoczeniem jest forma, w jakiej żartowniś Richard Hamond opisuje swoje dojrzewanie i ewolucje młodzieńczego buntu. Wszystko okrasza dużą dawką wrażliwości, ujawniającą się w opisach otaczającego świata. Musicie przyznać, poetyckie i rozbudowane opisy przyrody to nie to, czego się spodziewaliście po Chomiku. Oczywiście od czasu do czasu można się uśmiechnąć, ale jednak ta poetycka głębi, przez duże "G" pojawia się znacznie częściej.

Wszystkie części czyta się z wielką przyjemnością, choć "akcja" często zwalnia przez wspomniane opisy i wykłady techniczne choćby o przerzutkach. Osobiście bardzo żałowałem, że autor nie zdecydował się na umieszczenie większej ilości zdjęć, które zdecydowanie pomogły by odkryć prawdziwą twarz Hamonda. Każdy miłośnik motoryzacyjnej przygody dobrze będzie wiedział, co czuje opisywany młodzieniec, bo nie raz był na jego miejscu. Książkę polecam nie tylko fanom autora. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie i będzie mógł inaczej spojrzeć na swoją młodość. Warto odkryć nową twarz dowcipnisia z Top Gear.


Artur Borowski

4 marca 2015

Gdy przyjdzie czas („Nieprzekraczalna granica” Colleen Hoover)

„Nieprzekraczalna granica” Colleen Hoover
tom: II
cykl: Pułapka uczuć
wyd. GW Foksal
rok: 2015
str. 304
Ocena: 5,5/6

Za dwadzieścia cztery godziny zacznie się nasza wojna.
Wojna naszych rąk i nóg
naszych rąk i nóg
naszych dłoni
i ust...
Przestanie nas oddzielać
Nieprzekraczalna granica 1)
                        
Przyszła całkiem niespodziewanie. Na tyle niespodziewanie, że nie potrafiłam się opanować. Po jakichś 5 minutach wlepiania wzroku w pozycję, którą czytałam od kilku dni, dałam za wygraną. Sięgnęłam po Nieprzekraczalną granicę i utonęłam. Z transu obudziło mnie ćwierkanie ptaków. Gdyby to był środek tygodnia, zaraz musiałabym wychodzić do pracy. Na szczęście ten świt oznaczał sobotę. Oznaczał równocześnie, że za kilka godzin, gdy wstanę, spokojnie będę mogła zakończyć lekturę. Co też, z największą przyjemnością, uczyniłam.

Po wielu perypetiach Layken Cohen i Will Cooper w końcu są ze sobą. Co prawda nie wszystko potoczyło się tak, jakby oboje tego pragnęli, ale nie na każdy czynnik ma się wpływ. W rok po przeprowadzce do Ypsilanti umiera Julia, matka Lake i Kela i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami opieka nad młodszym bratem spada na siostrę. Na szczęście oboje nie muszą martwić się o środki finansowe, bo... wcale nie byli bankrutami. Matka wymyśliła ten argument, by dzieci bez awantur przeprowadziły się z nią do jej rodzinnej miejscowości. Od września zaczyna się więc nowy etap w życiu Layken, bo nie tylko zaczyna studia, ale i staje się matką. Na szczęście mieszkający na przeciw Will bardzo jej pomaga, w końcu od kilku lat boryka się z identycznymi problemami, jakie teraz spadły na jego ukochaną. Razem tworzą coś, czego nie byliby w stanie osiągnąć samodzielnie. Wspólnie analizują każdy kolejny krok, każde przewinienie ich młodszych braci, każdą pojawiającą się przed nimi okazję. Choć tak wiele się w ciągu kilku miesięcy zmieniło, to wciąż trzymają się obietnic, które złożyli Julii. Nie mieszkają ze sobą i nie przekraczają pewnej granicy. W końcu to nie jest najważniejsze. Jednak z biegiem czasu coraz trudniej jest im przerwać, ustalają więc datę i rozpoczynają słodko-gorzkie odliczanie. Tylko... czy przyjdzie im wspólnie wytrwać? Czy coś stanie na ich przeszkodzie? Czy zawsze będą w stanie wytłumaczyć tej drugiej połówce przyczyny swojego postępowania? Czy ostatecznie uda im się wytrwać we wspaniałym i zgodnym związku? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po drugi tom przygód Layken i Willa, czyli po Nieprzekraczalną granicę.

Tym razem autorka zaskakuje czytelnika męską narracją. Tak, tak - dokładnie. Tym razem poznajemy uczucia i przemyślenia Willa. To on prezentuje swoje rozterki i swój wgląd w związek z Layken. Dowiadujemy się jak bardzo, w zasadzie bezgranicznie kocha on dziewczynę z naprzeciwka. Will jak nikt zdaje sobie sprawę, jak wiele musiał poświęcić dla tego związku. Nie żałuje jednak ani jednej z podjętych przez siebie decyzji. I stara się. Stara się z całych sił, by było coraz lepiej, a nie coraz gorzej. Niestety, jedna, w zasadzie bardzo dokładnie przemyślana decyzja, uświadamia im, że budują swój zamek na bardzo niestabilnym podłożu. Czy uda im się jeszcze wprowadzić odpowiednie zmiany, nim wszystko runie? O tym już musicie przekonać się sami.

Gdy ponownie otworzył się przede mną świat Layken i Willa byłam zachwycona. Nie mogę również powiedzieć, że teraz, już po zakończonej lekturze, ten zachwyt zniknął. Ale muszę się wam przyznać, że odrobinę okrzepł. Bardzo mi się podobały kolejne perypetie dwójki zakochanych w sobie ludzi, ale miejscami były one dość przewidywalne. Aż się chciało zasłonić sobie oczy i powiedzieć na głos: NIE RÓB TEGO, TO TAKIE TYPOWE!!! A oni i tak to robili. Na szczęście oboje byli w stanie przyznać się do swoich błędów, stanąć z nimi twarzą w twarz i spróbować je naprawić.

Nieprzekraczalną granicę czyta się szybko i sprawnie. Strony same przelatują przez nasze dłonie i niewidomo kiedy, a lektura jest już za nami. Po drodze kibicujemy bohaterom, wspieramy ich w trudnych chwilach i podziwiamy wtedy, gdy wykazują się ogromną odwagą. Zdecydowanie w większości przypadków chcemy być tacy jak oni, chcemy wierzyć, że postąpilibyśmy podobnie. Przynajmniej ja wierzyłam. Chyba nie trudno się domyślić, że jestem zachwycona. Lekturę Nieprzekraczalnej granicy polecam każdemu i niecierpliwie wyczekuję części trzeciej.

Jej spojrzenie sprawia, że serce staje mi w gardle. Widziałem już to spojrzenie wcześniej, u innej dziewczyny. Ona zamierza ze mną zerwać.2)
Chciałbym wiedzieć, gdzie wyznaczyć linię między rozpaczą a poczuciem, że brak mi powietrza.3)
Mężczyzna może mówić kobiecie setki razy, że ją kocha, aż mu język zwiędnie. Słowa nic dla niej nie znaczą, jeśli się bije z myślami i jest pełna wątpliwości.4)
Nie proszę cię, Sherry, żebyś za mnie wyszła. Ja ci każę wyjść za mnie, ponieważ nie potrafię bez ciebie żyć. 5)
Czasami w życiu zdarzają się rzeczy, których nie planujemy. Wszystko, co możesz teraz zrobić, to pogodzić się z tym i zacząć układać nowy plan. 6)
Teraz, gdy cię odzyskałem, już nigdy nie pozwolę ci odejść. To obietnica. Nigdy nie pozwolę ci odejść.7)

Sil

1) str. 91
2) str. 127
3) str. 143
4) str. 158
5) str. 170
6) str. 176

7) str. 185

2 marca 2015

Kusząco i smakowicie („Pyszne na każdą okazję” Anna Starmach)

„Pyszne na każdą okazję” Anna Starmach
tom: III
cykl: Pyszne 25
wyd. Znak Literanova
rok: 2014
str. 192
Ocena: 5,5/6

Uwielbiam jeść. I zawsze lubiłam gotować. Ostatnio ta pierwsza czynność wychodzi mi nawet lepiej, niż ta ostatnia. Jest to przede wszystkim związane z coraz mniejszą ilością czasu wolnego. Na szczęście mam w domu kogoś, kto o mnie dba. Ten ktoś, gdy go dobrze nakierować, potrafi przyrządzić naprawdę pyszne i zaskakujące mnie potrawy. A kiedy może wesprzeć się na jakimś dobrym, sprawdzonym pomyśle, albo przepisie, to za pewniak mogę uznać, że nie pójdę spać głodna. Oczywiście są rzeczy, które gotuje on, tak, tak - on, bo o moim mężu mówię, chętniej, oraz takie, za które nie ma ochoty się zabierać. Gdyby to on o wszystkim decydował, to zarówno na śniadanie, obiad jak i kolację jedlibyśmy coś na słodko, od kanapek z Nutellą poczynając, na ciasteczkach z ciasta francuskiego z marmoladą kończąc.

To już trzecia odsłona Pysznych przepisów, zaproponowanych przez jurorkę polskiej edycji Master Chefa, Annę Starmach. Każdą kolejną poznaję i w każdej odnajduję coś dla siebie. Ta część jest o tyle atrakcyjniejsza i ciekawsza od wcześniejszych, gdyż autorka postanowiła zaproponować nam przepisy na konkretne, pogrupowane okazje. Na pierwszy rzut idą przepisy Bożonarodzeniowe. Oczywiście przegapiłam ten fakt w minione święta, jednak dzięki zapoznaniu się z tą pozycją teraz, będę miała więcej czasu na ewentualne próby przepisów przed wielkim finałem. Tak więc dzięki Annie Starmach dowiemy się, jak ugotować idealną grzybową, jak przygotować pierogi ze śliwkami, czy jak zrobić idealną kutię. Każdy przepis jest opatrzony listą składników, informacją, dla ilu osób wystarczy danego dania, oraz jak dokładnie je przygotować. Niestety, po raz kolejny zawiodłam się w obrębie szczegółów, na których mi zależy, a których nikt nie chce w przepisach podawać. Po pierwsze - kaloryczność, po drugie - cena danego dania, po trzecie - zamienniki składników. Na sam koniec musiałabym jeszcze dodać miejsca zakupu nietypowych składników. Gdyby te elementy znajdowały się w każdej sprzedawanej na rynku książce kucharskiej, dużo łatwiej byłoby się odnaleźć w świecie wielkiego gotowania. Cóż, czasami jednak nie można za dużo wymagać. Powoli zaczynam więc akceptować braki w książkach kucharskich, po jakie sięgam. Poza częścią na Boże Narodzenie w poradniku znajdziemy również przepisy na Kolację we dwoje, na Spotkania z przyjaciółmi, Pikniki, Przyjęcia dla dzieci oraz Dodatki.






Pyszne, tak jak i poprzednie odsłony z tej serii, jest bardzo ładnie przygotowanym poradnikiem. Całość opatrzona została fotografiami jedzenia autorstwa Agnieszki Piątkowskiej. Papier jest przyjemny w dotyku i dość gruby, a cena pozycji dość przystępna. Mnie Pyszne przypadło do gustu i mam zamiar wykorzystywać je w trakcie codziennej bytności w kuchni. Was również do tego zachęcam.


Sil


27 lutego 2015

Więcej niż trzecia* („Pułapka uczuć” Colleen Hoover)

„Pułapka uczuć” Colleen Hoover
tom: I
cykl: Pułapka uczuć
wyd. W.A.B. (GW Foksal)
rok: 2014
str. 288
Ocena: 5,5/6

Porozmawiajmy o tym jak ciężko jest zapomnieć tak
Nawzajem o sobie
Przyznaje się tobie. łgam
Nie możemy żyć bez siebie
Nie możemy razem być
Porąbane to pożądanie
Prócz tego nie czuje do ciebie tu nic
Że kocham Ciebie za to,
Nienawidzę siebie a to
W jedną stronę mój bilet do piekła jest
Tego jestem pewien*
                        
W zasadzie jestem pewna jednego - na wstępie tej recenzji powinien znaleźć się tekst którejś piosenki zespołu The Avett Brothers, któremu Pułapka uczuć została zadedykowana. Każdy kolejny rozdział powieści zaczyna się od fragmentu ich hitu, który znakomicie odzwierciedla to, co ma miejsce w danej części powieści. Tak powinno być, i właśnie dlatego jest inaczej. Bo niby czemu ma być tak jak wszyscy myślą, skoro w książce tak wiele rzeczy nie idzie po myśli głównych bohaterów?

Zaczyna się typowo i dość przewidywalnie. Layken Cohen zostaje postawiona przed faktem dokonanym. W kilka miesięcy po niespodziewanej śmierci ojca, Julia, matka Lake podejmuje decyzje o przeprowadzce. Od śmierci jedynego żywiciela rodziny Cohenom nie wiedzie się najlepiej. Długi zmuszają Julię do podjęcia pracy, nie rozwiązuje to jednak ich problemów. Kiedy więc pojawia się szansa na powrót do rodzinnego Ypsilanti, znajdującego się na obrzeżach Detroit, oraz możliwość znacznie wyższych zarobków, pani Cohen nie zastanawia się zbyt długo. I tak oto, w zasadzie z dnia na dzień, Layken przeprowadza się ze słonecznego Teksasu do pochmurnego i mroźnego Michigan. Jak się jednak wydaje, na tym kończą się pasmo nieszczęść w życiu głównej bohaterki. W końcu zaczyna nowe życie, w nowym miejscu i z nowymi ludźmi, a ci ostatni wydają się szczególnie interesujący. Juz w dniu przyjazdu Lake poznaje bardzo przystojnego, interesującego i co najwyżej kilka lat od niej starszego sąsiada. I najwyraźniej wpada mu w oko. Nie mija nawet tydzień a młodzi juz są na pierwszej, bardzo obiecującej i udanej randce. Czy mogłoby być lepiej? Może wizja kolejnego spotkania? Może cudowny pierwszy pocałunek i genialne kolejne? Może matka przyklaskująca temu związkowi? A może... może by tak zastanowić się, kim tak naprawdę jest sąsiad z naprzeciwka? Bo, kto wie, może jest seryjnym mordercą?

Powiem szczerze, nie dostałam od tej powieści tego, czego oczekiwałam. Zupełnie nie wiem, czemu byłam przekonana, że autorka napisała coś niemal identycznego jak seria Hopeless. Teraz, gdy się nad tym zastanawiam wiem, jak płytkie i niedorzeczne były moje wyobrażenia o Pułapce uczuć. Jak można pragnąć przeczytać wierną kalkę czegoś, co niedawno odłożyło się na półkę? Kiedy tylko uświadomiłam sobie, jak niewłaściwe było moje myślenie, od razu zaczęło mi się lepiej czytać. I tak zarwałam noc, a potem przez cały dzień myślałam tylko o tym, jak ta powieść się skończy. Po powrocie niezwłocznie sięgnęłam po lekturę, by niebawem ją zakończyć. I co do jednego możecie być pewni - przy tej powieści nudzić się nie będziecie. Całość, choć miejscami wydaje sie niedojrzała i bardzo płytka, w rzeczywistości prezentuje mało popularną problematykę. Bohaterowie dość szybko dorastają, przynajmniej w sensie mentalnym, i nie sposób przeciwstawiać się ich postępowaniu, choć nie zawsze od razu jest ono dla czytelnika logiczne. Książki Collen Hoover zaskakują dynamiką i przemyślaną akcją, a także płynącymi z nich morałami. Pułapka uczuć uczy, jak niewiele czasem trzeba, by stracić wszystko i spaść na samo dno. Pokazuje również, że czasami niewiele trzeba by odzyskać to, co się straciło. Zdecydowanie polecam tę powieść.

Sil

* str. 274

* Rozbójnik Alibaba & Jan Borysewicz - Zakazany owoc

25 lutego 2015

Gra pozorów („Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia” Agnieszka Lingas-Łoniewska)

PREMIERA 25.02.2015

„Szukaj mnie wśród lawendy. Zofia” Agnieszka Lingas-Łoniewska
tom: II
cykl: Szukaj mnie wśród lawendy
wyd. Novae Res
rok: 2015
str. 224
Ocena: 6/6

Wszystkie mosty, które między nami rozwiesiła noc,
Kruszą się jak szkło, w świetle dnia.
I coraz dalszy jesteś mi i znów nie znam Cię
Więc kim był ten człowiek, z którym dzieliłam swój sen.
A w mojej głowie wojna, myśli niespokojnych..

Między ziemią, a niebem szukamy się
Wciąż dalecy od siebie jak gwiazdy dwie,
jak gwiazdy dwie. *
                        
Najpierw była wielka, wszechogarniająca, szalona i piękna miłość, która rozkwitła w młodości i w tym samym czasie została brutalnie stłamszona. Nie było stagnacji, nudy i wspólnej decyzji, że to już koniec. Nic z tych rzeczy. Jednego dnia szczęście wręcz tryskało z młody kochanków, a następnego dnia wszystko się skończyło. Przynajmniej z jednej, tej krzywdzącej strony. Tylko... czy naprawdę?

Zofia Faber od lat w rodzinie uchodzi za tę najbardziej stateczną i spokojną z sióstr Skotnickich. Od lat związana jest z Adamem przysięgą małżeńską, zresztą nie tylko. Łączy ich również dwójka już nastoletnich dzieci oraz miłość i przyjaźń, które z biegiem lat stały się dla nich tak naturalne, że w zasadzie o tych uczuciach zapomnieli. A może tych uczuć nie było już od dawna? Może oboje, zarówno Adam jak i Zofia, tak bardzo starali się, by wszyscy wokół myśleli, że tworzą jedność, iż sami nie zauważyli licznych dziur i niedociągnięć w ich pozornie pięknym kokonie? Może uczucie, które połączyło ich w młodości nie było dość silne, by na nim budować, a tych dwoje zaślepiła pusta wiara, że są dla siebie stworzeni? No cóż, bo gdyby byli dla siebie naprawdę stworzeni, to czy doprowadziliby swój związek do punktu, w którym jedno woli nie wracać z pracy do domu, a drugie gdzieś w środku skrywa nadzieję, że wieczór spędzi samo? Czy o takim, tylko z pozoru idealnym życiu marzy każda z nas? Zofia stara się z całych sił, by jej małżeństwo było równie dobre, jak związek jej rodziców. Dba o dom, o dzieci, o męża. Pamięta o rocznicach i zawsze przedkłada dobro najbliższych, ponad swoje. Nie rozpamiętuje, nie cofa się myślami do czasów, gdy... Nie. Żyje tu i teraz. Przynajmniej do chwili, gdy nie otrzymuje pewnego maila. A później, na tydzień przed rocznicą jej ślubu, w drzwiach zamiast męża, wita swoją przeszłość. I od tej chwili już nic nie jest takim, jakim było dotychczas.

Zofia jako powieść jest przemyślana, logiczna i świeża. Bardzo dobrze się ją czyta, wciąga i pobudza szare komórki do rozmyślania o tym, co będzie dalej. Jak będzie dalej. I dlaczego jest jak tak, jak jest. Męża głównej bohaterki dręczy pewien problem, z którym nie potrafi poradzić sobie od lat. Nie wyjawia go jednak małżonce, co nie tylko nie sprzyja rozwojowi ich wzajemnych relacji, ale dodatkowo sprawia, że całe ich dotychczasowe życie okazuje się być wierutnym kłamstwem.

Zofia niesie ze sobą ciekawe przesłanie - nic nigdy nie jest pewne, życie którym się żyje, niekoniecznie jest tym, którym się żyć powinno. Ludzie mają tak wielki wpływ na nas i na nasze losy. Nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero, kiedy już jest za późno, albo gdy coś się wydarzy, budzimy się, wychodzimy z szoku, dowiadujemy się, że otaczała nas bańka mydlana, której naprawdę niewiele było potrzebne, by pękła. 

Co do całości, to uważam, że Zosia jest dobra, bardzo dobra, ba - rewelacyjna. Zuzanna była naprawdę fajna i ciekawa, ale to Zofia mnie zawojowała. A jak sobie pomyślę o zakończeniu... to czuję, że Gabrysia rozłoży mnie na łopatki i każda jej kolejna strona będzie mnie bić po twarzy niczym zawodowy bokser. Czuję, że będzie się działo. Szczególnie, że pojawiła się Ona :)

Książka wciąga, jest porywająca, pełna pasji, niezwykła, niemal nieprawdopodobna, a taka prawdziwa i realna. Wciąż jestem w szoku. Bardzo pozytywnym szoku. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie powiedziała, że brakowało mi odrobiny sensacji w tej książce, ale romantyczny dramat obyczajowy wyszedł Agnieszce Lingas-Łoniewskiej bezbłędnie. Byle tak dalej!!! Z całego serca zachęcam do lektury.

Sil


* Anita Lipnicka - Mosty

23 lutego 2015

Wkalkulowane ryzyko* („Chłopak Nikt. Jestem Misją” Allen Zadoff)

„Chłopak Nikt. Jestem Misją” Allen Zadoff
tom: II
cykl: Chłopak Nikt
wyd. Feeria
rok: 2015
str. 448
Ocena: 4,5/6

In the shadow awaits a desire
But you know that you can't realize
And the pressure will just keep on rising
now the heat is on
It's too late there is no way around it
You have seen it yourself many times
In the end you will give up the fight it
Unescapable
'Cause you're losing your mind
and you're sleeping with wide-open eyes
Where is the edge of your darkest emotions?
Why does it all survive
Where is the light of your deepest devotion?
I pray that it's still alive
It's the rule that you live by and die for
it's the one thing you cannot deny
even though you don't know what the price is
It is justified
So much more that you’ve got now to fight for
But it still doesn't change who you are
There is no fear you'll ever give in to
You're untouchable**
                        
Ciągłe zmiany. Brak pewności, co stanie się następnego dnia. Kim będziesz? Gdzie będziesz? Czy przeżyjesz? Na te pytania w wypadku Programu nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Tym bardziej, że w zasadzie nikt o Programie nie wie. Nikomu nawet przez głowę by nie przeszło, że jacyś nastoletni chłopcy mogą ratować kraj przed złoczyńcami. A jednak...

Ben, a nie, to już było.
Chłopak... to trochę zbyt bezosobowe
Daniel... tak, teraz będzie Danielem. Przynajmniej tego chce od niego Ojciec. A polecenia Ojca należy wykonywać bez pytania.

Chłopak musiał się odciąć i po skończeniu misji w Nowym Jorku zamiast cierpliwie czekać na wezwanie... zerwał się. Nie upłynęło jednak wiele czasu, i Program go odnalazł. Uzbrojeni po zęby najemnicy zakradli się pod obóz, w którym tymczasowo zaczepił się Chłopak, z oczywistym zamiarem - jego pojmania. Ten jednak w porę ich zauważył i zawczasu zniknął. Gdy już myślał, że udało mu się uciec, natknął się na Ojca, który poddał go dość nietypowemu testowi, którego finałem była wizyta w szpitalu. Czyżby Program miał dla niego kolejne zlecenie? Jeśli tak, do czego niezbędne były aż tak gruntowne, wręcz bolesne badania lekarskie? Czyżby szykowało się coś poważniejszego, niż dotychczas? Choć, czy może być coś poważniejszego, niż zabijanie wrogów kraju? Kiedy świeżo uformowany przez Ojca Daniel poznaje swój nowy cel, zaczyna rozumieć powagę sytuacji. Jeden z agentów Programu najprawdopodobniej został zdemaskowany i zamordowany. Ojciec ustanawia się zasady nie do złamania. Daniel ma zabić i zniknąć, i to przy pierwszym spotkaniu z celem. Nie może być poślizgu, bo chłopak za żadne skarby nie może trafić do obozu. Niestety, na miejscu nie wszystko układa się tak, jak to zostało zaplanowane. Od tej chwili wszystko zaczyna się sypać. Trudno zgadnąć, co stanie się dalej i jak to wszystko się skończy. Czy to możliwe, że mimo początkowego niepowodzenia misja Daniela się powiodła? Czy narastające w nim wątpliwości wobec Programu zostaną ujarzmione? A może wręcz przeciwnie, w obozie chłopak zrozumie, że stoi po niewłaściwej stronie barykady? Jak, i czy już teraz zakończy się przygoda szesnastoletniego agenta? By się tego dowiedzieć, koniecznie powinniście sięgnąć po powieść Allen'a Zadoff'a zatytułowaną Chłopak NIKT. Jestem misją.

Tak jak w przypadku pierwszej części tej serii, miałam niewielkie problemy z wciągnięciem się w całą akcję. I tak jak wówczas, tak i teraz spowodowane to było jednym czynnikiem - zachowaniem głównego bohatera. Na początku pierwszego tomu był on nieczułą, bezduszną i mrożącą krew w żyłach maszyną. Drugi tom zaczyna się niemal identycznie. Ponownie widzimy chłopaka, który nie jest sobą, jest wykreowanym przez Program żołnierzem, który choć na chwilę wyrwał się z macek organizacji, wie, że wkrótce do niej wróci. I będzie ponownie względnie szczęśliwy. Chłopak uważa, że bezpieczny jest tylko wówczas, gdy bierze udział w misji. Najchętniej w ogóle zrezygnowałby z przerw między kolejnymi zadaniami. Najstraszniejsze, co może mu się przytrafić, to konieczność myślenia i rozpamiętywania. Gdy tylko tak się dzieje, chłopak ponownie popada w wątpliwości. A nie chce ich mieć. Chce wierzyć i dzielnie oddawać się sprawie. Tylko, czy jest w stanie dalej to robić?

Książka naprawdę mi się podobała, choć mam do niej kilka "ale". Przede wszystkim bardzo denerwuje mnie bezdyskusyjne oddanie sprawie. Choć bohater miejscami zaczyna się wahać, to ostatecznie zawsze okazuje się wierny, miejscami aż do bólu. Do tego bohater ma tendencję do ekspresowego wymazywania ze swojej pamięci tego, co bardzo go pobudziło chwilę wcześniej. Rozpoczynając lekturę wciąż pamiętałam uczucia, które miotały nim w pierwszej części. Liczyłam na ich kontynuację, a tu... niby było rozdarcie, niepewność i nawet ucieczka, ale... w zasadzie nic poza tym. Pomijając powyższe powieść czyta się bardzo dobrze i płynnie. Akcja jest przemyślana i choć miejscami odrobinę się nudziłam, to ostatecznie całość przekonała mnie do siebie. Po drugą część Chłopaka można sięgnąć nie czytając pierwszej, choć osobiście tego nie polecam, bo jednak dzięki jej znajomości dużo łatwiej zrozumieć drugą część. Zachęcam do przeczytania.

Sil

* str. 138

** Within Temptation - Where is the edge

Baza recenzji Syndykatu ZwB