Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziesięć płytkich oddechów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziesięć płytkich oddechów. Pokaż wszystkie posty

4 maja 2016

Odrobina wysiłku ("Pięć sposobów na upadek" K.A. Tucker)

Seria: Dziesięć płytkich oddechów
Tom: 4
wyd. Filia
rok: 2016
str. 544
Ocena: 5/6


Seven six four three five whenever you call
You don't need a reason, no reason at all.
Just to hear the whisper, just to hear your voice
Nothing to consider, love is not a choice
Not a choice
Call me every night, call me every day
You don't need to have anything to say
Call me on the line, don't care what it's about
If you know I'm lying you can call me out1)

Stare przysłowie mówi, że jeśli musisz walczyć o faceta, on nie jest tego wart. Idź do tego, który na ciebie czeka.2)

Są dni, gdy nie chce się nam zupełnie nic.
Są dni, gdy wręcz przeciwnie – góry moglibyśmy przenosić.
Nigdy nie wiadomo, co przyniesie nam kolejny dzień i z jakimi problemami przyjdzie się nam zmierzyć. Czasem problemy okazują się zbyt duże, możemy się tylko położyć i płakać. Albo podnieść się, zebrać ostatki sił i… wylać całą żółć na zewnątrz. Na przykład w postaci wiadra czerwonej farby.

Reese McKay poznajemy w dość mało komfortowych warunkach. Reese siedzi w więzieniu. Jak nic tym razem nie uda się już z problemów wyplątać. Do tej pory z tarapatów wyciągał ją mąż matki. Niestety – od jakiegoś czasu już nim nie jest. Annabelle ponownie zmieniła życiowego partnera. Reese chwyta się więc ostatniej deski ratunku i dzwoni do Jack'a, jedynego ojczyma z którym zawsze czuła się blisko związana. Któremu naprawdę na niej zależało. I którego jej matka tak bezczelnie zdradziła z jego biznesowym wspólnikiem. Jak się okazuje Jack'owi nigdy na dziewczynie nie przestało zależeć, więc niezwłocznie po jej telefonie wsiada do samochodu i jedzie ją ratować. Stawia jednak twarde warunki, tym razem nie będzie tak łatwo, tym razem nie będzie tylko wyciągniętej dłoni. Tym razem będzie trzeba się wysilić. Tylko – czy Reese będzie miała ochotę podnieść tę rękawice i zmierzyć się z zadaniem, które wyznaczył jej ojczym? Czy wytrzyma ze swoim przybranym bratem? Czy osiągnie szczyt, który wyznaczył dla niej Jack? I, co najważniejsze, czy zrobi to, nie stając się jednocześnie kopią swojej matki? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść K.A. Tucker, która kończy czterotomową serię Dziesięć płytkich oddechów, czyli Pięć sposobów na upadek.

Muszę przyznać, że z całej serii przeczytałam część pierwszą (która mnie powaliła) i część ostatnią (która bardzo mi się podobała). Tom drugi stoi na półce domowej biblioteczki, jednak do tej pory nie miałam okazji, by sięgnąć po tę powieść. Na część trzecią jeszcze się czaję. Przyjdzie taki dzień, że i historia postaci z tych nieprzeczytanych książek będzie mi znana. Póki co moją opinię mogę wyrazić tylko na podstawie tego, z czym się zapoznałam. Jak już wcześniej wspomniałam, Dziesięć płytkich oddechów zachwyciło mnie. Do dziś czasem wspominam tę opowieść. Wzruszającą, poruszającą i piękną. To dzięki tym wspaniałym wspomnieniom z nią związanym z taką zaciętością pragnęłam zapoznać się z Pięcioma sposobami na upadek. Zapoznałam się i mam już swoje zdanie, którym teraz się z wami podzielę.

Do tej pory zastanawiam się, dlaczego autorka nazwała książkę tak, a nie inaczej. Może coś pominęłam, ale nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie w powieści. A z doświadczenia wiem, że zwykle te tytułu są z treścią powiązane… No nic, może coś mi umknęło i ktoś wkrótce mi doniesie, o co z tym tytułem chodziło. Opowieść o Reese i Benie bardzo mi się spodobała. Kilkukrotnie mnie wzruszyła i wielokrotnie rozśmieszyła czy wzburzyła. Może nie pozostanie mi w pamięci tak, jak Dziesięć płytkich oddechów, ale na pewno będę ją mile wspominała. Bo całość wypada naprawdę dobrze, historia jest przemyślana, dobrze napisana i wciąga od samego początku. Nie sposób się od niej oderwać i człowiek czyta tak długo, aż dojdzie do finału, który może nie jest urzeczywistnieniem wszystkich wyobrażeń czytelnika, ale zdecydowanie jest satysfakcjonujący. Z mojego punktu widzenia nie mogę więc zrobić nic innego, jak polecić wam tę powieść. Co więcej, nie polecam jej jako części całości, bo znajomość wcześniejszych tomów wcale nie jest wymagana.

Sil

1) Serena Ryder - Call me
2) str. 139

Za książkę dziękuję księgarni Matras
#matrasrecenzje,

5 września 2014

Po pierwsze: Nie dotykaj! („Dziesięć płytkich oddechów” K.A. Tucker)

„Dziesięć płytkich oddechów” K.A. Tucker
wyd. Filia
rok: 2014
str. 426
Ocena: 5,5/6


I'm breathing in,
and breaking down
I feel my time is running out.
The fire in my heart will burn me to the ground.
I did my part I tried my best the things I'm fighting to protect
always shatter into pieces in the end..*

Życie rzadko bywa sprawiedliwe. Zwykle nie dostajemy od niego tego, czego najbardziej na świecie pragniemy. Zdarza się jednak, że mamy dość, by uznać się za ludzi szczęśliwych. Wstajemy rano, świeci słońce, ptaszki śpiewają, i wiemy, że to będzie dobry dzień. Czasem ktoś się potknie. Czasem coś pójdzie nie tak, jak powinno. Ogólnie jest jednak na tyle dobrze, że nie ma powodów, by narzekać. Co jednak, gdy dzieje się coś na tyle strasznego i dramatycznego, że choć powodów jest wiele, na narzekanie brak siły? Co, jeśli ktoś brutalnie roztrzaska chroniącą nas bańkę? Albo zniszczy nas samych? Czy cokolwiek jest w stanie złożyć człowieka do kupy?

 Kacey Delyn Cleary jeszcze kilka lat temu wiodła wspaniałe i udane życie. Była szczęśliwie zakochana, miała wspaniałą przyjaciółkę, cudowną siostrę i najlepszych na świecie rodziców. Była członkiem drużyny rugby i dość często wyjeżdżała ma mecze. Rodzina i przyjaciele, jako wierni kibice, zawsze jej towarzyszyli. Również tego feralnego dnia, gdy skończyło się życie Kacey. Jedna chwila, moment nieuwagi i on - pijany kierowca. Kilka lat później dziewczyna potajemnie pakuje swój oraz siostry bagaż i obie ruszają do Miami. Uciekają z domu ciotki dewotki i wujka, cóż, nie tylko nałogowego hazardzisty, ale i potencjalnego pedofila. Gdy którejś nocy w drzwiach sypialni Kacey staje jej piętnastoletnia siostra Livie, niewiele brakuje, by doszło do rękoczynów. Ostatecznie jednak dziewczyny decydują, że nie tylko nie zabiją wujaszka, ale również nie naślą na niego policji. Jednak skrupulatnie planują ucieczkę. I w końcu nadchodzi dzień, w którym udaje się wcielić plan w życie i bezpiecznie wyjechać. Co czeka na dziewczyny w słonecznym i dusznym Miami? Czy odnajdą tam siebie? Czy odnajdą szczęście? Czy podniosą się po wielkim upadku i poskładają się do kupy? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Dziesięć płytkich oddechów.

Wiele dobrego słyszałam o tej powieści, nim udało mi się po nią sięgnąć. Przyznam, że bardzo się na nią nastawiłam i w pewnym momencie zaczęłam się martwić, czy książka spełni moje, dość wygórowane, oczekiwania. Zaczęłam więc lekturę z drżeniem serca, które już na drugiej stronie rozpędziło się niczym błyskawica. Jeszcze pięć minut wcześniej kleiły mi się oczy i planowałam przeczytać maksymalnie kilka stron, nim pójdę spać. Już pierwsze przeczytane zdania uświadomiły mi, że to będzie długa i ciekawa noc. I taka też była. Przewracałam kartki w zawrotnym tempie i jedynie perspektywa porannego wstawania zmusiła mnie do odłożenia książki na nocny stolik. Cały następny dzień czekałam, na wyjście do domu. Bo tam czekała na mnie powieść K.A. Tucker. Przez chwilę nawet zaczęłam się bać, że w nocy miałam jakieś omamy i jak sięgnę w domu po Dziesięć płytkich oddechów, to okaże się, że powieść jest beznadziejna. Na szczęście ten scenariusz się nie sprawdził, wręcz przeciwnie. Kolejne rozdziały przynosiły coraz więcej wrażeń i nagłych zwrotów akcji. Mniej więcej w połowie zorientowałam się, o co tak naprawdę chodzi, przyjęłam jednak, że autorka tak poprowadzi akcje, że wszystko skończy się szczęśliwie. Niestety, im bliżej końca, tym mniej byłam o tym przekonana. Czyżbym jednak miała przed sobą jeden z tych dramatów, który wyciśnie ze mnie morze łez i nie pozwoli o sobie zapomnieć ze względu tragiczne zakończenie? Tego niestety zdradzić wam nie mogę. Powiem jednak, że Dziesięć płytkich oddechów zaliczam do grona najlepszych powieści, jakie miałam okazję w tym roku przeczytać. Zdecydowanie lubuję się w powieściach przepełnionych nie tylko namiętnością, ale i wrażliwością, buntem oraz dramatem jednostki. Chciałabym jak najczęściej trafiać na takie perełki. Zdecydowanie polecam, a czytelników zaczynających lekturę od zakończenia przestrzegam - nie psujcie sobie przyjemności odkrywania finału.

Sil


*Extreme Music - Bring Me Back To Life