Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziedzictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dziedzictwo. Pokaż wszystkie posty

15 sierpnia 2014

Antybohater ("Dziedzictwo" - Kirsten Tranter)

"Dziedzictwo" - Kirsten Tranter
wyd. Albatros
rok: 2014
str. 448
ocena: 4/6


Myślisz sobie czasem - na przekór wszystkim będę szczęśliwy, znajdę ścieżkę, którą powinienem kroczyć i nie dam się z niej nikomu zepchnąć. Później wytrwale dążysz do celu. Może nie po trupach i nie za wszelką cenę, ale ile sił w nogach i rękach. Gdy myślisz, że już nic nie jest w stanie, że zaraz będzie tak, jak planowałeś, nagle wszystko przestaje mieć znaczenie. Dzieje się coś tak niezrozumiałego, że nie pozostaje ci nic innego, jak tylko zacząć wszystko od nowa. Tylko czy to jest realne? Czy da się budować na podłożu, które już raz nie spełniało swojego zadania? Czy, gdy los niespodziewanie przetasuje karty naszego życia, nie powinniśmy skorzystać z okazji i poprosić o rozłożenie ich w innym miejscu? Jeśli, oczywiście, ponowne rozdanie jest w ogóle brane pod uwagę.

Julia dorastała w dość dziwnej i nie zżytej że sobą rodzinie. Jedyny jasny punkt stanowiła w niej siostra matki, malarka Jenny, która za wszelką cenę próbowała wszystkich zjednoczyć. Niestety, z marnym skutkiem. Po latach, gdy jej siostrzenica i siostrzeniec dorośli, wciąż chciało się jej co jakiś czas urządzać obiady, podczas których wszyscy próbowali tworzyć zgraną rodzinę. Wzrastająca w takich warunkach Julia nie miała za dużych szans na normalną dorosłość. Dziewczyna miała nie tylko problem ze znalezieniem sobie miejsca na ziemi, ale i ze znalezieniem ludzi, z którymi byłoby jej po drodze. Gdy któregoś dnia, do Videomanii w której pracuje, zagląda chłopak mniej więcej w jej wieku, nie od razu pała do niego sympatią. Pilna konieczność zobaczenia przez niego filmu na zajęcia sprawiła, że ten wieczór spędzają wspólnie. Tak właśnie rozpoczęła się przyjaźń Julii i Ralpha, która w niedługim czasie miała przerodzić się w coś więcej, niestety tylko jednostronnie. Gdy wydawało się, że to jednak mogłoby się odmienić, i że być może z tej dwójki będzie jednak para, w życiu Ralpha pojawiła się dziewczyna, która zupełnie nieświadomie zgarnęła dla siebie tę część jego serca, o której marzy jego przyjaciółka. Julia nieszczęśliwie kocha Ralpha. Ralph bez wzajemności darzy uczuciem Ingrid. I może każdy z nich byłoby w stanie wytrzymać w takim stanie, gdyby Ingrid nie wyjechała w podróż, która zmieniła wszystko. Jak potoczyły się losy trójki przyjaciół? Czy ostatecznie komukolwiek z nich uda się stworzyć udany związek? Czy odnajdą szczęście i swoje miejsce na ziemi? A może los tak pokieruje ich życiem, że ostatecznie każde z nich nie tylko będzie musiało radzić sobie samodzielnie, ale i osobno? Czy wybudowane przez nich zamki przetrwają, a może niespodziewanie runą? By się tego dowiedzieć, koniecznie trzeba sięgnąć po Dziedzictwo autorstwa Kirsten Tranter.

Spodziewałam się petard, wstrząsów, wrzasków, wielkiej tajemnicy i morza niespełnionej miłości. Dostałam... w zasadzie to, czego oczekiwałam, tylko w odrobinę nietypowym, lekko przybrudzonym opakowaniu. Cała historia opowiadana jest z punktu widzenia Julii i to z jej uczuciami i przemyśleniami jesteśmy najlepiej zaznajomieni. Choć i w tym przypadku wiele zostaje przed czytelnikiem zatajone. Julia nie wszystko ujawnia, nie o wszystkim mówi wprost. Wielu rzeczy trzeba się domyślać, co nie zawsze daje takie rezultaty, jak powinno. Gdy już wydaje się nam, że coś wiemy, okazuje się, że jesteśmy w wielkim błędzie. Czytając powieść ciągle poszukujemy odpowiedzi na kilka dość istotnych pytań i kwestii, a niektóre z nich ostatecznie i tak pozostają nierozstrzygnięte.

Dziedzictwo, choć jest dość specyficzną, a nawet dziwną książką, czyta się dobrze, miejscami nawet świetnie. Wymyślona przez autorkę historia wciąga, a wykreowani bohaterowie intrygują. W pewnym momencie dramat przyjaciół przeobraża się w horror jednostki, wywołując u czytelnika dreszcze i jeszcze większą chęć odkrycia prawdy. Czy komukolwiek uda się ją poznać w całości?

Polecam.

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

3 marca 2014

Wątpliwości („Dziedzictwo” C.J. Dougherty)

„Dziedzictwo” C.J. Dougherty
wyd. Otwarte
rok: 2013
str. 400
Ocena: 5/6


Letnia szkoła już dawno odeszła w zapomnienie. Młodzież uczęszczająca do Cimmerii, tajemniczej i fascynującej szkoły dla przyszłych panów świata, została wysłana do domów, a władze placówki zaczęły się zastanawiać, jak przywrócić budynkowi dawną świetlność. Allie wróciła do Londynu, gdzie rodzice po raz pierwszy w życiu zdecydowali się być z nią szczerzy, choć oczywiście nie do końca. Bo po co, w końcu dziewczynie powinny wystarczyć zdawkowe wyjaśnienia. Niestety w głowie nastolatki wciąż plączą się setki myśli i tysiące pytań, na które odpowiedzi przyjdzie jej szukać samodzielnie. I, co najgorsze, chyba nie będzie miała czasu na podjęcie decyzji, czy w ogóle chce je znać.

To miał być normalny wieczór. Wakacje trwały w najlepsze, więc dziewczyna postanowiła odnowić przyjaźń z kumplami z poprzedniej szkoły. Umówiła się z nimi wieczorem w parku. Niestety od czasu wysłania Allie do nowej, bardzo elitarnej i zupełnie odciętej od świata szkoły, wiele się zmieniło. Może nie w otoczeniu dziewczyny, ale zdecydowanie w niej samej. Dlatego dość szybko między dawnymi przyjaciółmi doszło do wiele mówiącej ciszy. W końcu, by nie przedłużać męczarni, postanowili rozejść się do swoich domów. Niestety dziewczyna nigdy tam nie dotarła, bo na jej drodze stanęły komplikacje, których w zasadzie mogła się spodziewać. Tak właśnie skończyły się dla Allie wakacje, bo konsekwencją wydarzeń wspomnianego wieczoru był niemal natychmiastowy powrót do szkoły. Dziewczyna nie jest jednak tym faktem załamana, wręcz przeciwnie - przebywanie w rodzinnym domu ją męczy, a Cimmeria... to zupełnie inny świat. No i to właśnie tam jest jej ukochany Carter. Tylko... czy tylko on tam na nią czeka? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po Dziedzictwo, szczególnie, że na rynku pojawiła się już kolejna część tej serii, tj. Zagrożeni.

Gdy skończyłam czytać tę powieść cała aż buzowałam od emocji. Gdyby nie fakt, że następnego ranka miałam iść do pracy i czekał mnie dość intensywny dzień, pewnie natychmiast sięgnęłabym po kolejną część, która - na całe szczęście, stoi już spokojnie na mojej półce. Wiedziałam również, że jeśli rozpocznę lekturę Zagrożonych, to już nie będę w stanie podzielić się z czytelnikami opinią o Dziedzictwie, a przecież właśnie na tym mi zależało. Dlatego też postanowiłam poczekać kilkanaście godzin i najpierw spokojnie się wypowiedzieć, a potem przystąpić do czytania.

Jedno jest pewne, Dziedzictwo zapada w pamięć. Mimo czasu, który upłynął przeczytania ostatnich zdań w drugim tomie serii, jego wspomnienia wciąż są we mnie żywe. Tęsknie za bohaterami, chcę wiedzieć, co wydarzy się dalej i jak zakończy się cała historia. Mam wrażenie, jakby autorka kończąc w taki, a nie inny sposób tę część serii, odebrała mi cząstkę mnie samej. Bo w Cimmerii poczułam się jak w domu, choć był to... bardzo dziwny i nietypowy dom. W chwili obecnej bardzo chcę do niego wrócić i mam nadzieję, że znajdę w nim to, czego szukam.

Książkę czyta się bardzo dobrze. Napisana jest prostym i przejrzystym językiem trafiającym do wyobraźni czytelnika. Dziedzictwa się nie czyta, je się pochłania. I to łatwo i szybko. Rys charakterologiczny bohaterów jest bardzo wyraźny, dlatego tak łatwo utożsamiać się z poszczególnymi postaciami. Odrobinę trudniej w powieści odnaleźć opis ich wyglądu. Pewnie dużo wyraźniej było to zobrazowane w Wybranych, ale ta część odeszła już w mojej pamięci na dalszy plan. W związku z powyższym odrobinę problemu nastręczało mi rozróżnienie głównych męskich bohaterów.


Seria C.J. Daugherty jest jedną z nielicznych, przeczytanych przeze mnie powieści, skierowanych do młodszych czytelników, w której nie koloryzuje się faktów. Kiedy dzieją się złe rzeczy, to na sto procent, gdy opisywane są jakieś konkretne emocje, to nikt ich nie ubarwia i nie ubiera w kolorowe piórka. Ludzie giną, a młodzież walczy z pokusami i wątpliwościami. Czy uczniom Cimmerii uda się pokonać piętrzące się przeszkody? Odpowiedź znajdziecie w trakcie lektury serii powieści autorstwa C.J., którą serdecznie Wam polecam.

 Baza recenzji Syndykatu ZwB

16 kwietnia 2012

Tik tak, tik tak… („Dziedzictwo” Pam Jenoff)

„Dziedzictwo” Pam Jenoff
wyd. G+J Książki
rok: 2012
str. 264
Ocena: 5/6





Pam Jenoff zaliczam do grona moich ulubionych autorów. Pisze w bardzo przystępny sposób, a z powieści wychodzących spod jej pióra wypływa jakaś taka… prawda. Choć większość przedstawionych przez nią wydarzeń przeciętny śmiertelnik uznałby za mało wiarygodne, to jednak w trakcie lektury w zupełności wierzy się, że wszystko to miało miejsce w rzeczywistości. Do tego autorka posiada rzadką umiejętność łączenia ze sobą różnych gatunków literackich. A kto mnie zna ten wie, że tego przede wszystkim szukam w powieści. Czy i tym razem udało się autorce sprawić, że zakochałam się w jej książce? Przekonajcie się sami.

Po wielu perturbacjach, które miały miejsce w młodości Charlotte Gold, młoda prawniczka podjęła decyzję o swego rodzaju separacji od społeczeństwa. Oczywiście nie odizolowała się zupełnie i nie wyprowadziła się do samotni gdzieś w jakiejś afrykańskiej głuszy, ale ostrym cięciem skończyła z przeszłością. Zrezygnowała z prestiżowego stypendium, zostawiła pasjonujący ją kontynent, zapomniała o tym co w krótkim czasie osiągnęła i wróciła w rodzinne strony – do Filadelfii. Tam, zapominając o dotychczasowej ścieżce zawodowej, złożyła podanie o pracę i dość szybko została obrońcą z urzędu. Śmierć matki była tym wydarzeniem, które zapoczątkowało lawinę nieszczęść w życiu Charley. Przed laty, podłamana faktem rychłej utraty rodzicielki, oddaliła się od mężczyzny, którego kochała całym swym jestestwem. On nie był jej dłużny i jeszcze w trakcie trwania ich związku znalazł kobietę, która w każdym calu zaspakajała jego wymagania. Tak oto rozpadł się kilkuletni i, wydawałoby się dość stabilny, związek Charlotte z Brianem. W zasadzie trudno dziwić się dziewczynie, że postanowiła zupełnie zmienić swoje życie, by jak najszybciej zapomnieć o bolesnej przeszłości. W końcu co lepiej leczy rany od upływu czasu? Pozostawanie więc w tym samym miejscu, wśród tych samych ludzi niosłoby ryzyko, że lek nie zadziała dość szybko. Niestety, główna bohaterka powieści porzucając przeszłość zapomniała o jednej zasadniczej sprawie – nie rozliczyła się z nią. Przez co tak naprawdę nigdy nie zapomniała, nie wybaczyła, nie uleczyła złamanego serca. Kiedy więc pewnego dnia, tuż po rozprawie jednego z licznych klientów, Charlotte spotyka w swoim gabinecie ducha z przeszłości, nie jest w stanie zrozumieć co się dzieje. Czyżby Brian mimo upływu niemal dekady zmienił zdanie? Czyżby po tylu latach zrozumiał, że jedyną, prawdziwą miłością jego życia jest właśnie Charlotte? Może rozwiódł się z piękną żoną, która okazała się zołzą bo zrozumiał, że ślub z nią był błędem? A może… nie, to nie możliwe. Po tylu latach Brian nie może wciąż, tak jak Charlotte, rozpamiętywać i wspominać ich związku. Prawda? No niestety prawda. Bo Brian nigdy nie był na tyle sentymentalny, by to robić. Raz podjęta decyzja zostawała z nim już na zawsze i nie było od niej odwrotu. A teraz... cóż. Teraz Brian znalazł się w dość kłopotliwej sytuacji i bez pomocy doświadczonej i zawsze zaangażowanej Charlotte, najpewniej nie da sobie rady. Ma w końcu tyle pracy, tyle obowiązków, no i żonę na głowie. Nie ma się więc co mu dziwić, że niczym tonący chwycił się ostatniej deski ratunku i zwrócił o pomoc do byłej dziewczyny. Kto jak nie ona wybroni podejrzanego o kolaborację z nazistami Rogera Dykmansa, który za nic w świecie nie chce zeznawać i opowiedzieć co naprawdę wydarzyło się przed laty. Czy to możliwe, że brat wydał brata? Czy to w ogóle prawdopodobne, by jeden brat przez lata wojny dzielnie pomagał Żydom, a drugi bez żadnych skrupułów wydał członka rodziny? Czemu nie chce nic mówić? Dlaczego zamyka się w sobie na każde wspomnienie lat wojny? Jaki z tym wszystkim ma związek tajemniczy, ręcznie robiony zegar roczny? I gdzie można go znaleźć? Czy powrót do Europy odświeży pamięć Charlotte? Czy decyzja o pomocy Brianowi okaże się najgorszą z możliwych opcji? Czy może na drodze Charley stanie ktoś, kto wstrząśnie jej życiem u podstaw i sprawi, że kobieta ponownie ujrzy świat w kolorach? By się tego dowiedzieć koniecznie musicie sięgnąć po zdumiewające i trzymające w napięciu Dziedzictwo.

Najnowsza powieść Pam Jenoff, w przeciwieństwie do Prawie w domu i W sieci tajemnic nie opowiada o dzielnej agentce Jordan Weiss. Pomimo jednak zmiany głównego bohatera, autorka nie odchodzi od wybranego przez siebie schematu. Ponownie poznajemy kobietę, której życie nie oszczędzało. Po raz wtóry mamy okazję poznać historię zranionej i zamkniętej w sobie dziewczyny, która po małej szamotaninie z życiem postanawia coś zmienić. I ponownie jej się to nie udaje, a duchy przeszłości upominają się o to co ich. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że książka jest bardzo dobra i czyta się ją z zapartym tchem. Choć początkowo czytelnikowi niezwykle łatwo zgubić się w lawinie pojawiających się postaci, to już po chwili zaczyna rozumieć co się dzieje i po co autorka przedstawia losy kolejnych osób. Cała akcja rozpięta jest między rok 2009, kiedy to bohaterowie w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące ich pytania przemierzają Europę, oraz na czas przeszły, w zasadzie okres od 1900 roku aż do lat 70-tych XX wieku. Taka wędrówka w czasie i przestrzeni jest niezwykle interesująca i sprawia, że nie sposób oderwać się od lektury. Mnie było bardzo trudno to zrobić, przez co w ostatnich dniach nieco niedosypiałam. Nie żałuję jednak ani chwili poświęconej tej książce. Tego typu literaturę uwielbiam i takie powieści czytać mogłabym codziennie. Całość napisana została w bardzo przystępny sposób a w głównych bohaterach nie da się nie zakochać. Zdecydowanie polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa G+J Książki
Baza recenzji Syndykatu ZwB