Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harper Collins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harper Collins. Pokaż wszystkie posty

20 kwietnia 2017

Śmierć w powietrzu ("Epidemia" Alex Kava)


"Epidemia" Alex Kava
Seria: Ryder Creed
Tom: III
wyd. Harper Collins
rok: 2017
str. 320
Ocena: 5/6



Uwielbiam Alex Kavę. Czytam ją od lat i to moje przekonanie absolutnie nie osłabło. Co prawda wraz z kolejnymi tomami jej powieści zmieniła się ich objętość, ale jakoś nie wpłynęło to negatywnie na moje ich odbieranie. Zdziwiło mnie za to zmienienie tytułu serii, bo aktualnie traktują one niby o Ryderze Creedzie, ale przecież wciąż kluczową rolę odgrywa w nich Maggie O'Dell. Dla mnie więc ta zmiana nie miała większego sensu, choć oczywiście rozumiem, że chodzi o wprowadzenie nowego głównego bohatera i odświeżenie serii.

Po Chicago od kilku dni przechadzał się na pozór nieszkodliwy mężczyzna. On jednak wiedział, jaki cel mają jego wędrówki – znaleźć się w jak najbardziej uczęszczanych miejscach. Zetknąć się z jak największą liczbą osób, dotykać wszystkiego i wszystkich jeśli to tylko możliwe. Zapłacono mu w końcu za to, by zarażał. To kolejny eksperyment, taki test – jak tylko go wykona, oni mu zapłacą i podadzą antidotum. Tak przynajmniej robiono wcześniej. Więc i teraz tak się stanie. Prawda? Pewnie mocno by się zdziwił, widząc swoje ciało, zmiażdżone od samobójczego upadku z 18-tego piętra hotelu.

Tymczasem po Nowym Jorku zaczyna przechadzać się pewna kobieta. Codziennie rano otrzymuje karteczki ze wskazówkami, gdzie tego dnia powinna się udać. Dziewczyna nie czuje się najlepiej, kaszle, gorączkuje, strasznie się poci. Nie poddaje się jednak, bo ma do wykonania zadanie. Znaleźć się we wskazanych miejscach. Dotknąć jak największej liczby osób i rzeczy. Zarażenie wirusem kogo tylko się da. Sama nie może poddać się chorobie, spożywa więc jak najwięcej witaminy C i pije dużo wody. Rano nie zawsze ma siłę wstać z łóżka i coraz częściej zapomina, by powiesić plakietkę "nie przeszkadzać", gdy wychodzi na codzienną wędrówkę. Ale daje radę. Dopóki na ulicy nie zaczepia jej człowiek i nie przekazuje jej czegoś, co służby powinny znaleźć po wszystkim przy jej ciele. Jak to przy jej ciele. Przecież gdy wykona zadanie podadzą jej lek. Prawda?

Późnym wieczorem do Rydera Creeda przyjeżdża ekipa ludzi z agentem Taborem na czele. Chcą wybić całą jego psiarnie, bo jeden z jego psów tropiących podniósł martwego ptaka w lesie podczas akcji. Ludzie Creed'a do tego jednak nie dopuszczają. Wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że to tylko odroczenie wyroku i jeśli szybko nie zadziałają, to wkrótce agenci wrócą i naprawdę skażą stado na zagładę. Hannah w tajemnicy przed Ryderem kontaktuje się z Maggie, mając nadzieję, że ta zrobi co tylko może, by im pomóc. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że opowiedziana jej historia jest tylko kolejnym kawałkiem układanki, nad którą pracuje właśnie agentka O'Dell. Jak skończy się ta historia? Czy dane nam będzie dowiedzieć się, jak potoczą się losy Rydera i Maggie? Czy wspólnie rozwiążą zagadkę, której zegar tyka coraz głośniej? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Alex Kavy, zatytułowana Epidemia.

Nie powiem – obawiała się odrobinę, że tym razem coś mi w powieści Kavy nie spasuje. Na szczęście autorka ponownie stanęła na wysokości zadania i oddała czytelnikom wspaniałą powieść. Ja się nie zawiodłam. Czytało się świetnie i w tempie dla mnie, szczególnie teraz, iście ekspresowym. Myślę, że i wam Epidemia przypadnie do gustu, szczególnie jeśli wcześniej mieliście już okazję zapoznać się z twórczością autorki. Jak dla mnie super. Zdecydowanie polecam.

Sil



10 marca 2017

Walka ("Chłopak, który chciał zacząć od nowa" Kirsty Mosely)

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" Kirsty Mosely
Seria: Fighting to Be Free
Tom: I
wyd. Harper Collins
rok: 2017
str. 384
Ocena: 3,5/6


Macie czasem  tak, że żyjecie nadzieją, że to, na co traficie tym razem, będzie strzałem w dziesiątkę? To łudzenie się, czy możliwe do ziszczenia pragnienie? Czy można się zmienić? Czy można zmienić swoje życie? Czy można zmienić sposób postępowania? Cóż, o tym chyba każdy musi przekonać się sam. Albo poczytać o tym.

Jamie Cole to dwudziestojednolatek z dość mroczną przeszłością. Od najmłodszych lat znany był pod ksywką Młody i, co tu dużo ukrywać, należał do grupy przestępczej. Kiedy wylądował w zakładzie poprawczym zdecydował, że nie tylko nie zdradzi nikogo z ekipy, ale i nigdy do niej nie wróci. Kiedy więc po wyjściu z tego przybytku obok zamówionej dla niego taksówki zobaczył jednego z "kolegów" z bandy już wiedział, że wprowadzenie jego planu w życie nie będzie takie łatwe. Poczuł nawet, że nadchodzący wieczór może się dla niego skończyć nie najlepiej. Kiedy więc udało mu się "dogadać" z szefem, odetchnął z ulgą. Jedna akcja i koniec, będzie wolny. Taki przynajmniej był plan. I nawet udałoby mu się go zrealizować, gdyby nie wydarzyła się pewna mała tragedia. Teraz jednak Jamie ma o wiele więcej do stracenia, bo w tak zwanym międzyczasie w jego życiu pojawiła się dziewczyna, dla której dość szybko stracił głowę. Nie odważył się jej jednak wyjawić tajemnic z własnej przeszłości, teraz więc, gdy nie ma wyjścia, musi kluczyć i udawać. Tylko – czy słusznie? Czy nie lepiej byłoby wyjawić prawdę? Czy nie rozsądniej byłoby podzielić się z ukochaną trapiącymi go problemami? Czy nie ułatwiłoby im to życia? By się tego dowiedzieć, należy sięgnąć po najnowszą powieść Kirsty Mosely, zatytułowaną Chłopak, który chciał zacząć od nowa.

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać inną powieść tej autorki. Zapowiadała się znakomicie. Sam pomysł na fabułę był, wydawałoby się, bardzo oryginalny i nie do podrobienia. Niestety, wykonanie kulało i to dość poważnie. Podczas lektury odnosiło się wrażenie, że całość potraktowana została bardzo płytko i nieprofesjonalnie. Od tamtego momentu minęło jednak już sporo czasu, odsunęłam więc od siebie obawy przed ponownym zetknięciem z autorką. Gdy dostałam odpowiednią propozycję i zapoznałam się notą wydawcy poczułam, że chcę przeczytać Chłopaka, który chciał zacząć od nowa. Bo sama chciałam zacząć od nowa. Tylko… czy słusznie zrobiłam?

Niestety ponownie zetknęłam się z tym samym problemem. Super pomysł, ciekawy tytuł, a wykonanie? W zasadzie leży i kwiczy. Tak, wiem, autorka pisze o młodych ludziach, może oni wydają się jej tak płytcy? Trochę jednak inaczej postrzegam osoby w tym wieku. Tak jak i starsi mają oni odrobinę oleju w głowie i raczej nie wypowiadają się w taki sposób, jak w tej powieści. A może jednak? Może się nie znam? Mnie jednak takie potraktowanie tematu odebrała całkiem sporą przyjemność z lektury.

To są jednak tylko moje poglądy, być może całkiem mylne. Nie chciałabym, by się okazało, że mój pogląd odciągnie was od lektury, która być może przez was byłaby odebrana zupełnie inaczej. Dlatego zachęcam was do zapoznania się z twórczością Kirsty Mosely i podzielenia się opinią. Może to ja zmienię moje zdanie?


Sil


30 września 2016

Niewidzialni ("Coś świętego" Sarah Dessen)

"Coś świętego" Sarah Dessen
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 384
Ocena: 5/6





Czasami ścieżki życia dziwnie się plączą, przenikają się, nachodzą na siebie i prowadzą nie tam, gdzie byśmy chcieli. Podążamy nimi bezwiednie, a gdy zaczynamy zastanawiać się, co się dzieje, nagle okazuje się, że jesteśmy w punkcie, do którego nigdy nie planowaliśmy dojść. Droga powrotna bywa żmudna i pracochłonna. Czasem w ogóle nie jest możliwe cofniecie się o kilka kroków i wrócenie do miejsca, w którym zbłądziliśmy. Zwykle podjęte przez nas decyzje odciskają się piętnem na nas samych oraz na naszych bliskich. Gorzej, gdy inni nie tylko nie mogą, ale i nie chcą zapomnieć nam naszych błędów z przeszłości. Jeszcze gorzej, gdy pokutujemy z powodu czyichś błędów. Jak z tym żyć?

Sydney Stanford jeszcze do niedawna żyła w bardzo komfortowych i cieplarnianych warunkach. Uwielbiała swojego starszego brata i była w niego wpatrzona jak w obrazek. Śledziła każdy jego krok, robiła to co on. Peyten był w centrum wszechświata, i to nie tylko jej, ale i ich rodziny, przyjaciół oraz zupełnie obcych ludzi. W związku z tym Syd była zwykle dla otoczenia niewidzialna. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Nikt nic specjalnego od niej nie chciał. Dziewczyna do tego przywykła, może niezupełnie to akceptowała, ale jakoś z tym żyła. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy Peyton zaczął dość hulaszcze życie. Narkotyki i alkohol były na porządku dziennym. Do tego chłopak zaczął kraść, a przecież pochodził z dość zamożnej rodziny. Każda wpadka kończyła się przywiezieniem przez policję i odwykiem. Niestety, chłopak zwykle dość szybko wracał do poprzednich nawyków. Jednak ostatnie tego typu zamieszanie jakby coś poprzestawiało w jego priorytetach. Przestał szaleć. Niemal zaczął się zachowywać jak dawniej. Nawet pracę znalazł. Dwa dni przed końcem zwolnienia warunkowego coś w niego strzeliło. Po kolejnej dniówce wsiadł do auta i pojechał do kolegi, a tam się upił. Niestety, to mu nie wystarczyło. Po zakrapianej imprezie usiadł za kółkiem i udał się w drogę do domu. Niestety, nie było mu dane do niego dojechać. Zdarzył się tragiczny w skutki wypadek, który naznaczył nie tylko jego, ale i całą jego rodzinę.

Po wypadku i sprawie sądowej Sydney postanawia zmienić coś w swoim życiu – po pierwsze – zmian szkoły. To ma pomóc jej otrząsnąć się po tragedii. Czy tak faktycznie będzie? Czy dziewczyna wśród nowego otoczenia znajdzie to, czego potrzebuje? Czy będzie jej dane poznać właściwych ludzi? Czy w końcu stanie się widzialna? A może, tak jak brat, dość szybko wpadnie w złe towarzystwo? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Sarah Dessen zatytułowaną Coś świętego.

Muszę przyznać, że ta książka nie od razu mnie do siebie przekonała. Przez pierwszych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt stron poznawaliśmy historię Syd i jej brata, która, szczerze powiedziawszy, nie była zbyt ciekawie opowiedziana. Niby została dość zwięźle streszczona, ale równocześnie jakoś tak nieinteresująco o bardzo wymijająco. Dużo trzeba było sobie dopowiedzieć i zwracać uwagę później w trakcie lektury, bo dopiero wówczas odnajdowało się elementy układanki, której wcześniej wcale do końca nie odsłonięto.

Ogólnie powieść, oczywiście już po rozkręceniu, naprawdę mi się podobała. Była nie tylko ciekawa, ale i bardzo prawdziwa. Czasami, a w sumie do pewnego momentu nawet dość często, Sydney mnie denerwowała. Nie mówiła nikomu prawdy, urywała się w swojej skorupie jak ślimak. Na szczęście z biegiem czasu i stron to się zmieniło. I chyba przede wszystkim to mnie urzekło.

Coś świętego szczerze polecam. Warto.

Sil



29 lipca 2016

Księżyc i więcej… ("Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen)

"Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 448
Ocena: 4/6


Wiecie czego najbardziej na świecie nie lubię w czytaniu książek? Tego, że lektura tak często kończy się w środku nocy i… nie masz jak napisać recenzji. Nie masz na to sił, ani możliwości, ani czasem ochoty. Rano wstajesz idziesz do pracy, a potem… tak trudno wrócić do tych uczuć, z którymi przykładaliśmy głowę do poduszki. Tak trudno na nowo poczuć to, co finalnie chcieliśmy przekazać dalej. Ale cóż, takie jest życie. Sen też jest potrzebny. Praca również. Dlatego do recenzji zwykle przysiadam następnego dnia i pierwsze zdania w teście naprawdę trudno mi przychodzą. Ale gdy już zacznę, zwykle to jakoś leci. Tak jak teraz, dajmy na to J

Osiemnastoletnia Emaline właśnie skończyła liceum i wybiera się do college'u. Niestety, wbrew oczekiwaniom ojca nie będzie to Columbia. Nie żeby Emalien się nie dostała. Bo dostała list gratulacyjny. Niestety, ojciec jest sam sobie winien, bo najpierw obiecał wsparcie, a w ostatnim możliwym momencie je wycofał. Na szczęście Columbia to nie jedyny uniwersytet, na który dostała się dziewczyna. Na East przyznano jej nawet pełne stypendium. I wybiera się tam jej chłopak – Luke. I jeszcze kilku innych znajomych ze szkoły. Nie ma co jednak ukrywać, odkąd okazało się, że Columbia nie jest jej pisana, ojciec się do niej nie odzywa. Nie przyjechał na uroczystość zakończenia szkoły. Nie odpisywał na maile i smsy. Jakby karał córkę za to, że sam się od niej odwrócił plecami. Kiedy więc na początku wakacji niespodziewanie dzwoni do jej matki, dziewczyna nie pała wielkim entuzjazmem, by oddzwonić. Gdy się na to decyduje, okazuje się, że ojciec jest już w drodze do Colby. W związku ze śmiercią swojej ciotki postanowił odwiedzić wraz z dziesięcioletnim synem z drugiego związku miejsce, gdzie kiedyś, przez krótki czas, kochał matkę Emaline. Co przyniesie ta wizyta? Czy dla dziewczyny ojciec stanie się w końcu tatą? Czy związek z Lukiem przetrwa to burzliwe lato? Czy studia na Uniwersytecie East będą jedynie tylnym wyjściem do ucieczki z Colby, a może spełnieniem marzeń nastolatki? By dowiedzieć się tego, oraz wielu, wielu innych rzeczy, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Sarah Dessen, zatytułowaną Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej.

Muszę być z wami szczera. Naczekałam się na tę książkę, a ostatecznie nie przyniosła mi ona takich odczuć, jak poprzednie powieści tej autorki. Nie oznacza to jednak, że ta powieść była zła. O nie, broń Boże. Ale nie była zachwycająca. Miejscami nawet była dość nurząca i, nawet nie mogę powiedzieć, że przewidywalna… bo po prostu nijaka. Nie była taka jednak w całości. Po tym, jak zamknęłam powieść w nocy, widziałam w niej bardzo dużo dobrego. I wciąż widzę. Przede wszystkim we wspaniały sposób prezentuje przyjaźń nastolatków. I to przyjaźń, która ma szansę przetrwać do później starości. Pokazuje szacunek i wsparcie jakie okazują siebie nawzajem mieszkańcy niewielkich miejscowości. To naprawdę wiele, bo szczerze powiedziawszy niezwykle rzadko trafiam na powieści, które traktują o takich sprawach.

Gwiazdkę z nieba i jeszcze więcej (a chyba w zasadzie Księżyc i więcej, bo tak w oryginale brzmi tytuł książki) czyta się bardzo dobrze. Nawet mimo tego, że autorka miejscami przynudza. Ostatecznie okazuje się, że wszystko co napisała miało sens, i znalazło się w książce "po coś". Książkę miło wspominam i zachęcam do jej przeczytania. Może nie już, teraz, zaraz. Ale w ogóle. Bo warto J.


Sil


25 maja 2016

Wszystko w porządku ("Teraz albo nigdy" Sarah Dessen)

"Teraz albo nigdy" Sarah Dessen
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 384
Ocena: 6/6


Wieczność będzie trwała dokładnie tak długo, jak długo jej na to pozwolimy...

Czasami od życia chcemy tylko jednego - świętego spokoju. Niestety nie zawsze jest on nam dany. Bywa, że to właśnie o spokój jest najtrudniej. Zamykamy się w sobie, nie odpowiadamy na pytania padające z ust bliższych i dalszych znajomych. Chcemy tylko, by ten niekończący się korowód w końcu zniknął. Najlepiej by przestał istnieć. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Zdarza się, że pozostaje nam już tylko jedno wyjście - zupełnie się zmienić. Odciąć się od przeszłości, zacząć od nowa z zupełnie czystą kartą.

Jakiś czas temu, zupełnie niespodziewanie zmarł ojciec Macy. Jej ukochany tatuś umarł zostawiając ją, jej siostrę oraz ich matkę. Pogodzenie się z zaistniałą sytuacją było tym cięższe, że każda z nich przechodziła żałobę w inny sposób. Caroline wypłakała chyba wszystkie łzy jakie miała, płakała nie tylko za siebie, ale i za Macy i ich matkę. Mama wszystko sprzątała, wynosiła i oddawała biednym ludziom rzeczy, które przypominał jej o zmarłym mężu. Nie rozmawiała o nim, nie wspominała, po prostu zamknęła za sobą ten rozdział. Przynajmniej starała się, by tak to wyglądała. Macy za to starała się za wszelką cenę udawać tę silną. Tę, którą to najmniej obeszło, która potrafi poradzić sobie z tak wielką stratą. Gorzej, że to ona znalazła ojca i cały czas obwiniała się. Była przekonana, że gdyby tylko zareagowała wcześniej, gdyby nie chciało się jej tak bardzo spać, gdyby zerwała się z łóżka i ruszyła na poranną przebieżkę z tatą, to wciąż by z nią był. Kiedy jednak do niego dobiegła – było już za późno. Dlatego właśnie Macy odcięła się od starego życia. Przestała biegać, zrezygnowała ze szkolnej drużyny, odcięła się od dawnych znajomych. Gdy poznała Jasona zobaczyła w nim wybawienie i możliwość nowego startu. I co najważniejsze – uwierzyła, że dzięki niemu może stać się lepszą osobą. Że może być idealna. I była, przez całe półtorej roku ich związku. Sytuacja jednak uległa zmianie, gdy Jason zdecydował się udział w obozie dla mózgowców. Po raz pierwszy od wielu miesięcy mieli się nie widzieć dłużej niż przez 2-3 dni. Do tego Macy miała zastąpić chłopaka w bibliotece na stanowisku informacyjnym, a nikt za nią w tym przybytku nauki nie przepadał. Wakacje zapowiadały się więc dość nieciekawie, szczególnie, że po tym jak odcięła się od przeszłości w zasadzie straciła wszystkich znajomych. Nie miała więc nawet z kim wyjść na kawę. Kiedy jednak jej matka zorganizowała kolejny dzień otwarty i okazało się, że w firmie cateringowej obsługującej przyjęcie niezbędna jest pomoc, dziewczyna nie wahała się ani chwili i wzięła się do pracy. Dzięki temu z końcem wieczoru dostała propozycję dodatkowego zarobku, a co za tym idzie zajęcia w czasie, gdy i tak nie maiła za bardzo co robić. Oczywiście Macy nie miała zamiaru rozpoczynać takiej współpracy. Jakby to wyglądało w jej dokumentach? Zmienić decyzję pomógł jej mail od Jasona w którym… O nie, tego wam nie zdradzę. O tym musicie przeczytać sami. Jedno jest pewne, ta jedna wiadomość zmieni w życiu Macy niemal wszystko.

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta książka będzie aż tak dobra, i że aż tak dobrze będzie się ją czytać. Autorka przyciąga uwagę czytelnika w zasadzie już od pierwszych stron i potrafi ją utrzymać, aż do zakończenia tej niezwykłej historii. Teraz albo nigdy to nie tylko zabawna ale i pouczająca opowieść o radzeniu sobie ze smutkiem i z naciskającym na człowieka otoczeniem. To również historia o poplątanych ludzkich losach, uczuciach, które czasem okazują się nic nie znaczyć oraz przyjaźniach, które okazują się być najważniejsze na świecie. Jak dla mnie znakomita i godna polecenia książka. Z czystym sumieniem zachęcam do lektury.


Sil

8 kwietnia 2016

Zawsze tam gdzie ty ("Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley)

"Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno" Kirsty Moseley
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 352
Ocena: 3,5/6


Zaraz na wstępie przyznam się, że z niecierpliwością czekałam na tę powieść. Co prawda nim się na nią zdecydowałam przeczytałam kilka negatywnych opinii, ale opis książki tak mnie zafascynował, że miałam naprawdę duży problem by uwierzyć, że ta książka może być zła. Że wykonanie mogło nie wyjść. Gdy powieść do mnie dotarła niezwłocznie po nią sięgnęłam. Odłożyłam równocześnie na półkę inną książkę, w której również pokładałam wielkie nadzieje, a która odrobinę mnie rozczarowała. Za każdym razem, gdy coś w powieści okazuje się być nie tak, jak powinno, to mam ochotę zapłakać. Czasem rzucam książkę w kąt. Czasem czytam bez większej chęci. Kiedy indziej żywię nadzieję, że od następnego rozdziału będzie lepiej. I czasem jest. A czasem, choć zdarza się to niezmiernie rzadko rozczarowanie jedynie się pogłębia. Nie mogę ukrywać, że powieść Kirsty Moseley po prostu mnie rozczarowała. Taki potencjał, tak banalnie i nieodwracalnie utracony. Dziwi mnie, że żaden redaktor nie zwrócił autorce uwagi, że całość wypada dość płytko i tekst należy poprawić. Myślę, że naprawdę to nie wymagałoby wielu zabiegów, a mogłoby mieć rewelacyjny wpływ na całą historię.

Amber vel. Aniołek ma 16 lat i od ośmiu lat, dzień w dzień, sypia ze swoim sąsiadem, najlepszym przyjacielem jej brata i największym ciachem w szkole Liamem Jamesem. Oczywiście nie sypia w sensie cielesnym, broń Boże. Między nimi nic z tych rzeczy nie ma. Nawet nie są przyjaciółmi. Są tylko dwójką znajomych ludzi, którzy swego czasu pomogli sobie zasnąć i jakoś przywykli do tego stanu rzeczy. Codziennie około 23 Liam wkrada się przez okno, wślizguje do łóżka i zasypia przy Amber. Tylko on nazywa ją Aniołkiem, czego dziewczyna kompletnie nie rozumie. Wścieka się, gdy on to robi. W zasadzie wychodzi z założenia, że Liam ma rozdwojenie jaźni. Jest ten nocny Liam, który tuli ją gdy ma koszmary. I dzienny Liam, który zawsze jej dokucza i którego dziewczyna nie cierpi. Jak to możliwe, że chłopak prezentuje tak różne oblicza? A może ma on jeszcze jedną twarz, którą skrzętnie ukrywa przed Amber? By się przekonać, gdzie tkwi prawda, niewątpliwie należy przeczytać najnowszą powieść Kirsty Moseley zatytułowaną Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno.

Przez cały czas trwania lektury zastanawiałam się, ile lat może mieć autorka. Słaby ze mnie researcher, nie dowiedziałam się tego. Ze zdjęcia i opisu wywnioskowałam jednak, że na pewno nie jest nastolatką. A miejscami właśnie o to ją posądzałam. Myślałam sobie jest pewnie młodziutka, ma problem z ubraniem uczuć w słowa, może niezupełnie rozumie pewne zachowania. Kiedy indziej przekonywałam samą siebie, że takie było założenie. Tak właśnie autorka chciała napisać. Tak chciała zaprezentować nam główną bohaterkę i wydarzenia, które mają miejsce w jej życiu. Amber jest w końcu 16latką, więc nie wszystkie jej przemyślenia muszą być głębokie. Ale gdy do głosu doszedł główny bohater i on również okazał się płytki zwątpiłam we własną teorię. Tu na pewno nie chodziło o charakter bohatera po prostu książka została tak a nie inaczej napisana. I tyle. Właśnie to luźne podejście do tematu, brak refleksji nad uczuciami bohaterów i ich osobistymi tragediami, oraz totalne odrealnienie wielu zaprezentowanych wydarzeń, sprawiło, że mam o tej książce bardziej złą, niż dobrą opinię. Dawno mi się to nie przytrafiło i aż przykro jest mi pisać tę recenzję. Ten miniony tydzień traktuję w zasadzie jak stracony. Teraz nie wiem, czy wracać do wcześniej przerwanej lektury, czy spróbować czegoś nowego. A może w ogóle dać sobie spokój na jakiś czas z czytaniem? Bo to może jednak moje fatalne nastawienie wpływa na odbiór powieści, a nie to, jak są napisane i czego dotyczą. Sama nie wiem. Jeśli źle oceniam tę książkę, jeśli uważacie, że było w niej coś, czego ja nie zauważyłam proszę, napiszcie mi o tym. Na pewno spróbuję zrewidować moje poglądy. Do tej pory bardziej odradzam, niż polecam wam lekturę tej powieści.

Sil