28 listopada 2011

Bodyguard po polsku („Puszka Pandory” Kornelia Romanowska)


„Puszka Pandory” Kornelia Romanowska
wyd. Novae Res
rok: 2011
str. 230
Ocena: 3/6



Puszka Pandory to kolejna oczekiwana przeze mnie premiera tej jesieni. Dlaczego? Po pierwsze polska autorka. Po drugie – debiutantka. Po trzecie – treść książki, czyli wielki świat, wielkie problemy i wielka miłość. Tak to przynajmniej widziałam, więc… wyczekiwałam. W końcu nadszedł listopad, przybył kurier i wręczył mi przesyłkę. Tak szybko jak mogłam uporałam się z najpilniejszymi lekturami i zabrałam się za powieść Kornelii Romanowskiej.

Główną bohaterką powieści jest Dominika Orzechowska, światowej sławy polska piosenkarka, która swoją wspaniałą karierę zaczęła bardzo wcześnie, bo już jako 16-to latka. Wbrew powszechnej tendencji Dominice do głowy nie uderzyła przysłowiowa „woda sodowa” i nie zachłysnęła się życiem, które stanęło przed nią otworem. Została niemal tą samą dziewczyną, co dawniej. Jedyną różnicą był stan konta, umożliwiający jej dostatnie życie z samych tylko odsetek, aż do śmierci. Wszystko byłoby więc idealne, gdyby nie Magda, siostra Dominiki, stanowiąca jej zupełne przeciwieństwo i wyraźnie źle nastawiona do głównej bohaterki. Pewnego dnia dwudziestosześcioletnia Dominika przestaje czuć się bezpiecznie. Ktoś wyraźnie chce się jej pozbyć. Otrzymywane liściki z groźbami przeradzają się w brutalną napaść na piosenkarkę w jej własnym mieszkaniu. Prześladowca próbujący podtopić dziewczynę, ostatecznie zostawia ją jednak przy życiu. Zdesperowana dziewczyna postanawia zabezpieczyć się na przyszłość i pozbyć się uczucia strachu. Najlepszy przyjaciel Marek, wysuwa propozycję, by Dominika zatrudniła ochroniarza-detektywa, który nie tylko uwolni ją od uczucia prześladowania, ale i znajdzie czyhającego na nią mordercę. I tak właśnie w dotychczas sielankowej egzystencji Domi pojawia się przystojny, wysportowany, inteligentny i uszczypliwy Krzysztof Tyszkiewicz. Jej prywatny bodyguard ma jednak pewne tajemnice, których nie chce wyjawić swojej pracodawczyni. Czy taki układ ma rację bytu? Czy Krzysztofowi uda się uchronić Dominikę przed jej prześladowcą? Kim jest potencjalny morderca i z jakiego powodu nastaje na życie piosenkarki? Czy możliwe, by rozwiązanie leżało na wyciągniecie ręki? I w końcu, skąd taki, a nie inny tytuł powieści? Na większość tych pytań odpowiedź uzyskacie dzięki lekturze powieści Puszka Pandory autorstwa Kornelii Romanowskiej.

Niestety nie mogę powiedzieć, że książka mnie zachwyciła. Nie mogę również powiedzieć, że zapamiętam tę historię na długo. Często dopiero w trakcie lektury, okazuje się, że nie należy ona do czytywanego przez nas gatunku. Osobiście nie przepadam za powieściami, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jedyne odstępstwo od tej reguły stanowią bardzo lubiane przeze mnie powieści fantasy, choć i wśród nich zdarza mi się znaleźć takie, które są nie do zaakceptowania przez mój bardzo logiczny umysł. Podczas lektury staram się skupić w całości na przedstawionym przez autora obrazie i przenieść go na mój własny grunt. Testuję w ten sposób umiejętności autora i realność powieści. Równocześnie nie przepadam za marnowaniem czasu na powieści, którym z racji mojego usposobienia zmuszona jestem wystawić nienajlepszą ocenę. Z tego też powodu zwykle nie sięgam po czyste romanse, w których zwykle jest piękna Ona i cudowny On, przybywający na białym rumaku by wyrwać ją ze szponów smoka. Dzięki takiemu podejściu jest i wilk syty i owca cała. Po Puszkę Pandory sięgnęłam spodziewając się głębszego przesłania. Oczekiwałam tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego, psychopaty, który będzie nieuchwytny, a jego motywy, gdy już zostaną ujawnione, wstrząsną wszystkimi. Liczyłam, że zostanie mi pokazana walka dobra ze złem, zwycięstwo miłości nad śmiercią. Dostałam przerysowany romans ze słabym wątkiem kryminalnym, czyli to, za czym nie przepadam. Winić jednak mogę tylko siebie i to, że nastawiłam się na zgoła inny typ książki.

Jak wspomniałam już wcześniej Kornelia Romanowska jest debiutantką. Jak dobrze wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano, nie można więc oczekiwać, że już pierwsza książka tej autorki stanie się dziełem literatury współczesnej. Muszę wręcz przyznać, że jak na pierwszy raz poszło jej całkiem nieźle. W powieści znaleźć można kilka błędów rzeczowych, ale takie zdarzają się nawet najlepszym. Gorzej, że przez korektę przedarły się błędy ortograficzne i stylistyczne, co stanowi dodatkowy minus Puszki Pandory. Dodatkowo mnie samej nie udało się odkryć powiązania tytułu książki z jej treścią.

Osobiście tego typu literaturę polecam na leniwe, słoneczne popołudnia, gdy człowiek pragnie się zrelaksować i nie przemęczać umysłu. Polecam również wielbicielom gorących romansów. Autorce życzę jak najlepiej i czekam na jej kolejną powieść, bo z doświadczenia wiem, że im dalej w las, tym wyższy poziom i lepsze pomysły.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res

2 komentarze:

  1. Oczywiście, że zamierzam przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie moje klimaty, nie będę sięgać

    OdpowiedzUsuń