2 marca 2011

„Bo piórem też można przebić skorupkę”


"Zła miłość" Aleksander Sowa
wyd. e-bookowo.pl
rok: 2010
str.: 54
Ocena: 4/6




Widzieliście kiedyś film „Efekt motyla”? Jest chłopak i jest dziewczyna. Jest wielka, wszechogarniająca miłość. Są wyznania i przysięgi, że już na zawsze razem, że nigdy osobno. Jest wycieczka. Jest wypadek. Jest strata najbliższej osoby. Jest ogromna rozpacz i obsesyjne pragnienie cofnięcia wskazówek zegara, tak, by odmienić okropną przeszłość. Podejmowane są przeróżne decyzje, które pociągają za sobą zmiany, ale nie takie, jakich chciano. Po obejrzeniu filmu człowiek wie jedno – przeszłości zmienić się nie da. Nieważne jak mocno się chce, nieważne jak wielkie ma się moce. Każda zmiana pociąga za sobą szereg konsekwencji, które w efekcie oddalają zamiast przybliżać do upragnionego celu.

„Zła miłość” Aleksandra Sowy to według mnie, właśnie taka współczesna książkowa wersja „Efektu motyla”. Może nie dosłownie, może z nieco innym przesłaniem, ale z bardzo podobnym motywem przewodnim. W noweli tej poznajemy sześcioletnią Anię, która przeżyła niezwykłą przygodę. Przygodę w trakcie snu. Poznała w nim chłopca, którego demoniczne wręcz zdolności umożliwiły im podróż  w czasie i przestrzeni. I tak oto rozpoczęła się ich wspólna wędrówka po obrazach fotografa snów. Cel był jeden – Ania musiała sobie przypomnieć. Przypomnieć coś bardzo ważnego. Najważniejszego. Ale przypomnieć musiała sobie sama.

Obrazy przedstawione przez autora, budzą w człowieku swego rodzaju konsternacje. Nic nie jest do końca zrozumiałe. Nic do końca nie jest logiczne. Ania i chłopiec spotykają wielu bardzo podobnych do siebie ludzi, na różnych etapach dorosłego życia. Akcja ciągle się zmienia, brak w niej chronologii, ale to ma swój, głębiej ukryty, sens. Chłopiec zaczyna chorować, wygląda coraz gorzej, a Ania nie rozumie dlaczego.
Przyznam szczerze, że miałam problem z nadążeniem za fabułą. Przez większą część opowiadania przez głowę przelatywała mi myśl „O co tu chodzi?”. Diabeł jednak zawsze tkwi w szczegółach, a morał odkrywamy (zarówno w sobie jak i na stronicach książki), dopiero pod sam koniec. Tak jest i w przypadku „Złej miłości”. Finiszując, rozjaśnia nam się umysł i wszystkie niezrozumiałe dotąd szczegóły, niczym rozsypane elementy układanki, zaczynają tworzyć jedną spójną całość.

Nie będę ukrywała, że były rzeczy, które drażniły mnie w tej opowieści. Przez większość czasu, akcja jest niezrozumiała i nie ma większego sensu. Czytelnik gubi się w natłoku zdarzeń i nie wie, gdzie się w danej chwili znajduje. Miejscami słownictwo, zdolności i tok myślenia malutkiej Ani, przekraczają wszelkie granice i ma się ochotę krzyczeć: „Przecież to dziecko, narrator, ma tylko sześć lat!”. Nie ma jednak skutku bez przyczyny. Kończąc książkę już wiemy, czemu była napisana tak, a nie inaczej, czemu wydarzenia przedstawiano w taki, a nie inny sposób. Nagle wszystko staje się logiczne. I choć uważam, że książka jest totalnie zakręcona, to jednak z czystym sumieniem mogę ją polecić. Polecam ją tym, którzy lubią się w lekturze tak zagubić, by odnaleźć się dopiero na samym końcu. Polecam tym, którzy lubią książki z morałem. Polecam w końcu tym, którzy w wirze codzienności znajdą chwilę wytchnienia i będą chcieli się zatracić w czymś zupełnie nie z tej ziemi.


13 komentarzy:

  1. hm... mnie się bardzo podobała, taka przypowiastka o życiu i o tym co w nim najważniejsze

    OdpowiedzUsuń
  2. no, mnie też się podobała. Ale sama przyznaj, zakręcona maxymalnie

    OdpowiedzUsuń
  3. możliwe, ale daje do myślenia, ja miałam do niej jakieś dziwne podejście, chyba bardziej filozoficzne, głębsze aniżeli może to wskazywać, doszukiwałam się drugiego dna i znaczenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie powiem, żebym i ja tego nie robiła, ale w recenzji nie mogę napisać wszystkiego. Nie mogę zdradzić całości czytelnikowi. Ja zwyczajnie zagubiłam się w tej książce:) Ale zostałam odnaleziona na sam koniec. I wrócę do niej. Może nie dziś, nie jutro... ale wrócę, bo jednak ma w sobie coś przyciągającego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem szczerze, że nie przeczytałam Twojej recenzji żeby się nie sugerować;)
    Zaraz bowiem zabieram się za lekturę tej książeczki i pewnie jutro się na jej temat wypowiem to sobie porównam nasze odczucia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. spoko :) Ja tuż przed przeczytaniem książki też nie czytam recenzji. Nie lubię być ukierunkowana. Co innego gdy sama decyduje co czytam, w sensie kupuje.. wówczas właśnie wykorzystuje recenzje innych internautów. :) Zapraszam więc po przeczytaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W sumie czemu nie:). Jak książka wpadnie mi w łapki, to z chęcią przeczytam. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  8. książeczka, ze tak powiem :) bo to taka mini książka :) ale zachęcam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. podoba mi sie nawiązanie do Efektu Motyla. poszukam a jak będzie to i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. cieszę się, że się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytałam książkę, recenzję napisałam, przeczytałam Twoją opinię...
    Jak dla mnie książka bardzo nierówna - chwilami 6 a chwilami 2 - średnio mocna szkolna trójka. Trochę szkoda świetnego pomysłu - bo to jak gdzieś wyżej określiłaś "maksymalne zakręcenie"jest za duże i forma bierze górę nad treścią...

    OdpowiedzUsuń
  12. no nie? czasami już zupełnie nie wiadomo o co kaman... Powiem szczerze, że gdybym książki nie skończyła czytać, tylko utknęła w połowie, to... Do niemal samego końca irytowałam się na większość szczerze, żałowałabym poświęconego czasu. Zakończenie nieco tłumaczy. Nieco. Do tego korekta się nie spisała, co chwila literówki i moim zdaniem błędy logiczne, ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo chciałam przeczytać tę książkę, wydawała się być rewelacyjna, jest tylko dobra. Jeśli znajdę ją na bibliotecznej półce, przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń