27 lipca 2011

Dziecko… gdzie jesteś?



„Zapiski niewidomego taty” Ryan Knighton
wyd. Nasza Księgarnia
rok: 2011
str. 284
Ocena: 4/6



Ryan Knighton jest pisarzem wykładającym na uniwersytecie w Vancouver, gdzie uczy angielskiego oraz kreatywnego pisania. Nie można jednak zaliczyć go do grona ludzi zwykłych. Codziennie rano, po przebudzeniu, nim pomyśli o ubraniu kapci i udaniu się do kuchni na kubek pobudzającej kawy, musi chwycić białą laskę. Bo Ryan Knighton jest niewidomy. Nie było tak jednak od zawsze. Dzieciństwo i młodość upłynęły Rayanowi jak każdemu innemu chłopcu, miał okazję poznać świat, jego kolory i kształty. Z upływem lat widział jednak coraz mniej, z dnia na dzień jego wzrok stawał się coraz bardziej zawodny, a wszystko przez genetyczną chorobę, jaką jest retinopatia barwnikowa.

Kilka miesięcy po ślubie, wraz z żoną Tracy, zaczęli planować przyszłość. Naturalną konsekwencją bycia małżeństwem jest posiadanie dzieci. Na taką też ścieżkę zdecydowała się i ta para. Czy do końca świadomie? Chyba niezupełnie. Nie zmienia to jednak faktu, iż oboje zapragnęli pozostawić po sobie jakiś ślad, a najlepszym na to sposobem było potomstwo. Pierwsza próba zakończyła się fatalnie i jeszcze rok później odczuwali jej bolesne skutki. Następna przyniosła strach. Ryan zaczął rozumieć, jak wiele może zmienić się w ich życiu, ile będą musieli poświęcić i jak bardzo skomplikowanym zabiegiem będzie wychowywanie dziecka. Okres ciąży przyniósł więc Ryanowi obawę o to, jakie zabawy może zaproponować dziecku po narodzinach. Wydawałoby się, że wszystko zaplanował dość szczegółowo. W dniu narodzin Tess okazało się, że nic nie jest tak, jak być powinno. Że wcale nie był na to przygotowany. A życie dziecka nie kończy się na zabawie.

Chyba najgorsze, co może się przytrafić rodzicowi, to brak możliwości nawiązania kontaktu ze swoim dzieckiem. Wyobrażacie sobie, jak utworzyć więź z maluszkiem, którego się nie widzi? Nie macie pojęcia co w tej chwil robi, jak wygląda, gdzie patrzy. Nie wiecie gdzie możecie z nim pójść by było bezpiecznie. Na każdym kroku czai się przeszkoda. Trzymając dziecko w ramionach nie możecie sprawdzić, po czym idziecie, czy następny krok nie spowoduje katastrofy. Zwykła zmiana pieluszki jest jak triatlon. Nakarmienie dziecka jest niemożliwe przy braku umiejętności odnalezienia jego buzi. Pójście „tam”, przyniesienie „tego” okazuje się niewykonalne. Czym jest to „to”, gdzie jest magiczne „tam”? Czy jakikolwiek pełnosprawny rodzic, decydując się na niemowlę bierze pod uwagę, że może nie być w stanie się nim zaopiekować? Wątpię. A przecież ludzie są tylko ludźmi. Nieszczęścia przytrafiają się każdemu. Nikt nie wie, czy jutro nie zostanie u niego wykryta choroba, która w krótkim czasie przywiąże go do wózka, ogłuszy lub oślepi. I co wtedy? Jak zająć się własnym dzieckiem?

„Zapiski niewidomego taty” to wyjątkowa powieść, w której autor, bez zbędnego koloryzowania, opisał cztery lata ze swojego życia, w tym dwa z czasu, gdy jego córka była już na świecie. Czy był to łatwy okres? Czy radził sobie z wszystkimi obowiązkami? Jak poradziła sobie jego żona? A dziecko? Jak z tym wszystkim uporał się taki maluszek? Czy udało im się stworzyć jedność, do której od początku dążyli? Czego dowiedział się Ryan na warsztatach dla ojców, w szczególności na kursie dotyczącym opieki nad dziewczynkami? Czy wie, jak robi się koński ogon? Czy potrafi przyszyć guzik? To tylko kilka z pytań, które kołatać będą się wam po głowie w trakcie lektury tej książki. Odpowiedź znajdziecie na pewno, choć nie zawsze będzie ona taka, jaką chcielibyście usłyszeć. Jedno jest pewne. Ta książka zmieni wasze spojrzenie na sprawę powiększania rodziny. Moje zmieniła. Zachęcam do lektury.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Portalu Duże Ka, za co serdecznie dziękuje :)

9 komentarzy:

  1. Na pewno przeczytam - myślę, że takie książki pozwalają nam docenić to, co mamy - niezależnie od tego, jak banalnie to brzmi. Ja często marudzę na kiepski wzrok - bez soczewek jest ze mną marnie, szczególnie rano, zanim je włożę - a przecież mogłoby być gorzej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo często piszesz te recenzje, niestety nie zawsze nadążam ;-/ jednak cieszę się, że tą przeczytałem. Naprawdę warto czytać takie książki, a nie same pozycje o wilkołakach i wampirach. Skuszę sie ;-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiona jestem tematyką tej książki i z chęcią dowiem się o niej coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. niedawno gdzieś czytałam recenzję tej książki i mam ją już na swojej liście, ciekawa tematyka, uświadamiająca, że czasem nie doceniamy tego co mamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już parę razy o tej książce i muszę stwierdzić, że bardzo mnie ona intryguje.

    OdpowiedzUsuń
  6. W ogóle wydawnictwo Nasza Księgarnia wydało fajną serię tych książek. Póki co bardziej niż "Zapiski..." mam ochotę przeczytać "Opowieść ojca" :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją w planach i mam nadzieję, że uda mi się ją w najbliższym czasie przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń