13 września 2013

Przypadki nie istnieją („Kod Estery” Bernard Benyamin, Yohan Perez)

„Kod Estery” Bernard Benyamin, Yohan Perez
wyd. Otwarte
rok: 2013
str. 319
Ocena: 4,5/6


Z natury rzeczy nie zwykłam czytywać powieści non-fiction. Nie jest tak, że nigdy po takowe nie sięgam, jednak wolę gdy między mną a „nimi” zachowany jest bezpieczny dystans. One istnieją i ja istnieję, ale jest nam lepiej osobno, niż razem. Czasem jednak do głosu dochodzi jakieś wewnętrzne, głęboko skrywane przekonanie, że z daną pozycją czeka mnie interesująca przygoda. Wówczas nie ma znaczenia gatunek, do którego przypisać można daną powieść – liczy się tylko chęć jej przeczytania. Tak też było z Kodem Estery. Początkowo nie byłam przekonana, czy jest to książka dla mnie. Jednak im dłużej o niej myślałam, tym mniej było powodów by jej nie przeczytać. W końcu wszystkie „przeciw” zniknęły pozostawiając za sobą mnie i morze „za”. Jak potoczyła się moja przygoda z Kodem...? Zapraszam na krótką relację.

Przede wszystkim, choć może być trudno w to uwierzyć, jest to powieść z krwi i kości. Mamy bohatera, a nawet dwóch. Mamy cel, w zasadzie mrzonkę, który sobie wytyczyli i do którego za wszelką cenę dążą. Mamy nieprawdopodobne historie oraz ludzi, których ze świecą szukać w otaczającym nas świecie. Mamy w końcu kod skrywający plan dotyczący współczesności, który spisany został przed setkami a nawet tysiącami lat. Czy jest już za późno na próbę jego odszyfrowania? Czy ukryte za nim przesłanie będzie miało wpływ na dalsze losy ludzkości? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po Kod Estery.

Cała historia zaczyna się od śmierci. Tak rozpoczyna się bardzo wiele dobrych powieści, po tej jednak zupełnie się tego nie spodziewałam. Tytułem wstępu autor przedstawia czytelnikowi wycinek własnego życia. Umiera jego matka i jest to jedno z najgorszych wydarzeń w życiu Bernarda. Tragedia jest tym dotkliwsza, że kilka lat wcześniej stracił ojca. Pozostawiony na świecie bez rodziców wie jedno – musi dołożyć wszelkich starań, by matka trafiła do nieba. By jej w tym pomóc musi całkowicie oddać się modlitwie i choć jest niepraktykującym Żydem, zaczyna w najbliższej okolicy poszukiwać synagogi. Znajduje ją szybko i to dość blisko, a kiedy w końcu do niej trafia wszystko się zmienia. To w niej, przez zupełny „przypadek”, poznaje Johana Pereza, który dzieli się z nim swoją tajemnicą. Będzie ona miała zdecydowany wpływ na dalsze losy Bernarda i radykalnie zmieni jego światopogląd.

Zdecydowanie interesująca, wciągająca i przerażająca – tak mogę określić tę powieść. Intryguje od pierwszych zdań i trzyma w napięciu niemal do samego końca. Niemal cały Kod Estety utrzymany jest w nieco mrocznej tonacji, tylko koniec odrobinę zawodzi. Wszystkie karty zostają odkryte, kod zostaje złamany i... nic, zupełnie nic się nie zmienia. Nic się nie dzieje. Ziemia się nie trzęsie, a wody się nie rozstępują. Cisza i spokój. Choć jest zapowiedź. To tylko cisza przed burzą, bo koniec jest bliski. Może, skoro nic nie dzieje się przez przypadek i skoro tak wiele już się sprawdziło, powinniśmy skupić się na tym co zostało przepowiedziane dalej? Może należy przygotować się na najgorsze? Może. Tego jednak nikt nie bierze pod uwagę, nikt nie daje wiary przepowiedniom, dopóki się nie spełnią. Wówczas jest już jednak za późno.


Kod Estery czyta się płynnie i przyjemnie. Dzieje się tak dlatego, że książka została napisana jak powieść sensacyjna. Akcja wartka i zaskakująca. Pozycja zdecydowanie warta przeczytania.

4 komentarze:

  1. Sporo książek "kodowych" jest na rynku,a co jedna to ciekawsza.Znowu będzie na co polować w bibliotece.Dzięki za recenzję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz, że koniec odrobinę zawodzi.. Szkoda, bo na niego zazwyczaj się wyczekuje. Na razie sobie odpuszczę tę książkę. Będę miała ją jednak na uwadze, gdy będę chciała zacząć moje zmagania z tym gatunkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym przeczytać, ale niestety u mnie w bibliotece raczej jej nie dostanę :c

    OdpowiedzUsuń