3 stycznia 2013

Bez tajemnic („Wyliczanka” John Verdon)


wyd. Otwarte
rok: 2011
str. 504
Ocena: 5,5/6


Zdarza się, zwykle dość niespodziewanie, że wśród przysłowiowych wieprzy trafi się na niezwykłą wprost perłę. Takie wydarzenie nie mają miejsca zbyt często, ale jednak. Na takie cudeńko udało mi się trafić tuż przed świętami i choć czasu miałam niewiele, a książka była bardzo opasła, wprost nie mogłam się od niej oderwać. Zarywałam noce, tarłam oczy, odganiałam ziewanie, ale udało się, poznałam tajemnicę Wyliczanki Johna Verdona.

Dave Gurney to czterdziestosiedmioletni emerytowany detektyw nowojorskiej policji. Na co dzień wydaje się być w miarę szczęśliwym małżonkiem, ale nie do końca spełnionym rodzicem. Nie pokazuje jednak na zewnątrz, jakie demony zjadają go od środka. W swojej karierze, o której żona wolałaby zapomnieć, poszczycić się mógł licznymi sukcesami. Był jednym z lepszych „tropicieli”, zawsze wiedział jak „wywęszyć mordercę” i jak dowiedzieć się gdzie jakiś „seryjny” zaatakuje kolejną ofierę. Żaden zwyrodnialec nie mógł się przed nim ukryć. Takie życie niezmiernie jednak męczyło Madeleine, dlatego usilnie namawiała małżonka by przeszedł na emeryturę i wyprowadził się z nią jak najdalej od zgiełku wielkiego miasta. Kobieta w końcu dopięła swego i zamieszkała z Davem w wymarzonym domku z ogródkiem. Jak się jednak okazało wyciągniecie Gurney’a daleko od piętrzących się okropności nie odciągnęło go od nich. Mężczyzna, zresztą na prośbę Madeleine, zapisał się na kurs fotografii, podczas którego zrozumiał, czym może zająć się w przyszłości. To, co miało go odciągnąć od dawnej pracy, jeszcze bardziej go do niej przywiązało. Dave zaczął zawodowo obrabiać fotografie ściganych morderców tak, by ukazać całe piętrzące się w nich zło. Jego prace przypadły do gustu prowadzącej warsztaty Sonii, w związku z czym, kobieta postanowiła niezwłocznie zaproponować mu wystawę zatytułowaną „Portrety morderców autorstwa człowieka, który ich ujął”. Jak się można domyślić, nie to chciała osiągnąć Madeleine. Kiedy więc po latach odzywa się do Dave’a dawno zapomniany kolega ze studiów – Mark Mellery, upatruje ona w tym spotkaniu ratunku, dla usilnie budowanej przez nią lepszej teraźniejszości. Jak się można domyślić i tym razem ponosi klęskę.

Wyliczanka jest tajemnicza, metafizyczna, a miejscami naprawdę przerażająca. Napisana została z wielka pasją i zaangażowaniem. Czytelnik czuje to z każdym zdaniem, które jest mu dane przeczytać. Lektura niesłuchanie wprost wciąga i nie pozwala się od siebie oderwać nawet na chwilę. Gdy wzrok odmawia posłuszeństwa i nadchodzi nieubłagany sen, umysł zaczyna płatać człowiekowi figle i powoduje, że i nocne mary są jak czytana właśnie książka. John Verdon stworzył powieść absolutnie nieprzewidywalną, w której jedynie długie drążenie tematu może spowodować zrozumienie logiki, którą kieruje się morderca. Główny bohater jest zdecydowany, pewny siebie i dąży do celu nawet wtedy, gdy wie, jak wiele ma do stracenia. Zdumiewająca wprost jest jego wiara, że jeśli nie zrobi tego, co podpowiada mu przeczucie, to wszystko legnie w gruzach. I tak zapewne by się stało. Zresztą wszyscy wykreowani przez autora bohaterowie są na swój sposób wyjątkowi, w związku z czym wydają się nad wyraz realni. Całość napisana została tak, iż odnosi się wrażenie, że autor jedynie opisuje prawdziwe wydarzenia, a nie to, co wykreowała jego nad wyraz rozwinięta wyobrania.

Przyznam, że mi udało się odgadnąć, kto stoi za całym złem mającym miejsce w powieści Verdona. Byłam jednak tym bardzo zaskoczona, bo strzelałam zupełnie w ciemno. Autor wodzi czytelnika za nos i tak naprawdę nigdy nie pozwala mu na stwierdzenie, ze stu procentową pewnością, że to, co właśnie wydedukował, jest prawdą. Wyliczanka to jeden z najlepszych thrillerów, jaki miałam okazję przeczytać. Aż żal mi serce ściska, że to książka z 2011 roku i nie będę mogła zaliczyć jej do najlepszych powieści roku 2012. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę i zapoznać się z pozostałym dorobkiem autora.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte
Baza recenzji Syndykatu ZwB 

10 komentarzy:

  1. ta książka już za mną i zgadzam się w 100% z Twoim zdaniem! książka naprawdę świetna i wciąga niesamowicie! :) teraz poluję na drugą powieść autora :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę na półce, ale nie miałam jeszcze okazji czytać. Za to czuję się bardzo zmotywowana do zrobienia tego jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O nie, jak można samemu zgadnąć kto jest zbrodniarzem! Sprytna jesteś, mi się tylko raz jeden udało dawno temu zgadnąć w jakiejś książce kto jest mordercą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szalenie się cieszę, że zrecenzowałaś tę książkę, bo zakupił ją sobie mój szwagier. Teraz jestem pewna, że muszę ją pożyczyć! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Wyliczanka" przykuła moją uwagę szczególnie okładką, a po Twojej recenzji mam jeszcze większą ochotę żeby po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem w trakcie czytania "Wyliczanki". W moich oczach książka rozczarowująca. Pomysł na fabułę ciekawy, ale Verdon, cóż, mówiąc szczerze, nie jest zbyt dobrym pisarzem ;-) Takie kryminalne czytadło. Bez głębi. Po 200 stronach cały czas nie rozumiem po co jest ten cały wątek z żoną Davida. Babka strasznie irytująco jednowymiarowa. Słabiutkie są też dialogi. Nie wiem, może kolejne 300 stron nieco poprawią moje wrażenie, ale póki co jestem na nie :) Maruda jestem, wiem :D

    OdpowiedzUsuń
  7. NIe dla mnie :<

    Zapraszam do siebie http://ksiazkowy-kacik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Po tego typu książki zawsze chętnie sięgam ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Już recenzję czytałam z napięciem, więc nie chcę wiedzieć, co będzie z samą książką. Z racji iż z początkiem roku wprowadziłam nowy system zakupu książek, wpisałam na listę, więc postaram się niedługo w nią zaopatrzyć :). Kocham dobre thrillery! Sil, ubóstwiam Cię, wiesz? Bo kto mógłby mi je lepiej polecać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe wiesz jak połechtać moją próżność :D

      Usuń