Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lipiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lipiec. Pokaż wszystkie posty

17 lipca 2017

W ciemno ("Friendzone" Sandra Nowaczyk)

"Friendzone" Sandra Nowaczyk
wyd. Feeria Young
rok: 2017
str. 408
Ocena: 4,5/6





Czy sformułowaniu "polska Estelle Maskame" może się oprzeć ktokolwiek, kto przeczytał DIMLY? Nie wydaje mi się. DIMLY cieszy się niesłabnąco wielką popularnością. Sama wspominam tę serię z wielką atencją i nostalgią. Uwielbiam ją i zdecydowanie należy ona do jednej z moich najukochańszych serii książkowych. Dlatego gdy przeczytałam porównanie nowej, nieznanej polskiej autorki do Maskame, nie mogłam się oprzeć. Musiałam sięgnąć po Friendzone i przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie jest co porównywać.

Tatum zna Griffina od niepamiętnych czasów. On zawsze był i ona zawsze była. Najlepsi przyjaciele, powierzający sobie wszystkie sekrety, nadający na tych samych falach. Tylko jakoś ich życiowi partnerzy niezupełnie rozumieją ich zażyłość. Tak więc ani Griffin nie specjalnie przyznaje się Pam do tego, że raz w tygodniu Tate u niego nocuje w związku z wieczorkami filmowymi, ani Tatum nic o tym nie mówi Noah. Ot, takie małe niedomówienie. Poza tym wszystko jest jasne i klarowne. Oboje na co dzień spotykają się z wybrankami swoich serc, chodzą do szkoły, uczą się, spotykają z przyjaciółmi. Normalne życie nastolatków – które pozostaje niezmącone aż do chwili, gdy oboje wybierają się na doroczny miejski bal maskowy. Griffin jest na nim dość samotny, ponieważ Pam gra w trakcie imprezy na skrzypcach. Tate w zasadzie nie powinno tam być, w końcu Noah zapomniał o balu i upił się z kolegami, wystawiając dziewczynę do wiatru. Kiedy trafiają na siebie na parkiecie z powodu masek nie mają pojęcia, kim jest ich partner. Wiedzą za to, że przyciąga ich do siebie jakaś nieziemska siła. Iskry między nimi wręcz przeskakują. Nie mogą się opanować, uciekają z Sali, wybiegają na zewnątrz, całują się, zakochują się w sobie. Zaczyna się pokaz fajerwerków, w trakcie którego należy ściągnąć maski i nagle… wszystko traci sens, bo on jest nim, a ona sobą. Bo są najlepszymi przyjaciółmi. Bo znają się od zawsze. Bo oboje kogoś mają. A do tego wiele lat temu Griffin wymógł na Tatum przysięgę, że nigdy się w sobie nie zakochają, bo miłość wszystko psuje… Czy da się wrócić do tego, co było wcześniej? Czy Griffin i Tatum zapomną o wydarzeniach z balu maskowego? Czy będą w stanie nadal być najlepszymi przyjaciółmi z wszystkimi konsekwencjami tej przyjaźni? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po debiutancką powieść Sandry Nowaczyk zatytułowaną Friendzone.

To by było na tyle, jeśli chodzi o samą fabułę powieści. Przyznam, że pomysł był jeśli nie rewelacyjny, to na pewno bardzo dobry. Nie będę ukrywać, że właśnie tego typu powieści najbardziej lubię. Oczywiście jeśli realizacja tematu jest równie dobra, jak sam temat. W Friendzone nie wszystko było takim, jakbym to widziała. Autorka dużą rolę przyłożyła do szczegółów. Miejscami tych szczegółów było aż za dużo. A jak wiadomo, im więcej szczegółów, tym mniej wiarygodna wydaje się historia. Tak więc pomimo tego, że całość mi się bardzo podobała, to jednak bardzo często miałam wrażenie, że historia jest zdecydowanie nierealna. A szkoda, gdyby nie to, to w zasadzie naprawdę nie byłoby się do czego przyczepić.

Friendzone czyta się bardzo płynnie i dość szybko. Akcja wciąga i nie sprawia, że czytelnik nie tylko nie ma ochoty odłożyć książki na bok, ale przede wszystkim chce dowiedzieć się, jak cała opowieść się skończy. A gdy w końcu dowiadujemy się, jaki finał ma ta historia… Cóż… jesteśmy bardziej, lub mniej zadowoleni, w zależności od tego, co widzieliśmy we własnej wyobraźni. Na pewno jednak warto osobiście się przekonać, co przyjdzie przejść Griffinowi i Tatum, by ostatecznie dowiedzieć się, jakie są ich prawdziwe uczucia. Zachęcam do przeczytania.


Sil


2 września 2016

Zaprzedając duszę ("W ogień" Ewa Seno)

"W ogień" Ewa Seno
seria: Kontrakt
tom: 1
wyd. Feeria Young
rok: 2016
str. 344
Ocena: 3,5/6




Życie zwykle nie jest tak łatwe i kolorowe, jak to pokazują w czasopismach. Zazwyczaj jest szare, bure i ponure, a zdarza się, że jest też po prostu czarne. Nikt nie powinien patrzeć na świat w ten sposób, ponieważ zawsze jest coś, z czego warto się radować. Tylko czy łatwo tak mówić, kiedy przychodzi czas, w którym wszystko wali się na głowę?

Oto właśnie ona – Emily Gilmore, samotna nastolatka, której do szczęścia nie potrzeba wiele. Wraz ze swoim tatą i dwójką przyjaciół, Emmą i Jamie’im, żyje jej się naprawdę dobrze. Jednak, gdy tata ginie w wypadku, świat wali się dziewczynie na głowę. Oliwy do ognia dolewa jeszcze jej, można rzec, znienawidzona matka, informując Em, że wyjeżdżają z ukochanego Anklow do Nowego Jorku. To właśnie tam rodzicielka znalazła nową miłość i lepszą pracę. Emily nie jest zachwycona tą jakże wspaniałą wiadomością, nie może jednak nic na to poradzić.

Właśnie w ten sposób zostawia za sobą swoje miasto, klif, na którym zawsze chowała się przed złem, oraz przyjaciół najdroższych i jedynych. Jej matka skutecznie odciąga ją od starego życia, uparcie twierdząc, że tak będzie dla dziewczyny lepiej. "Sielanka" niestety kończy się wraz z nadejściem listu od Emmy. Pożegnalnego listu.

Szczerze mówiąc, nie jestem zachwycona tą książką. Spodziewałam się o wiele więcej, gdy dostałam ją do rąk. I z przykrością muszę stwierdzić, że trudno mi było dobrnąć nawet do połowy. Czemu? Sama nie jestem pewna… Sądzę, że to przez styl, jakim została napisana ta powieść, bo, wbrew pozorom, sam zamysł jest bardzo dobry. Niestety autorka nie postarała się zbytnio, gdyż akcja jest tak przewidywalna, że aż… nudna. A można by tak wiele wyczarować…

Jestem trochę rozczarowana, że ta pozycja nie wyszła, bo miałam nadzieję, że to będzie takie samo "wow", jak w przypadku "Tatuażu z lilią", no cóż, nie chwal dnia przed zachodem słońca, jak to mówią.


Wiktoria Szymkiewicz

29 lipca 2016

Księżyc i więcej… ("Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen)

"Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej" Sarah Dessen
wyd. Harper Collins
rok: 2016
str. 448
Ocena: 4/6


Wiecie czego najbardziej na świecie nie lubię w czytaniu książek? Tego, że lektura tak często kończy się w środku nocy i… nie masz jak napisać recenzji. Nie masz na to sił, ani możliwości, ani czasem ochoty. Rano wstajesz idziesz do pracy, a potem… tak trudno wrócić do tych uczuć, z którymi przykładaliśmy głowę do poduszki. Tak trudno na nowo poczuć to, co finalnie chcieliśmy przekazać dalej. Ale cóż, takie jest życie. Sen też jest potrzebny. Praca również. Dlatego do recenzji zwykle przysiadam następnego dnia i pierwsze zdania w teście naprawdę trudno mi przychodzą. Ale gdy już zacznę, zwykle to jakoś leci. Tak jak teraz, dajmy na to J

Osiemnastoletnia Emaline właśnie skończyła liceum i wybiera się do college'u. Niestety, wbrew oczekiwaniom ojca nie będzie to Columbia. Nie żeby Emalien się nie dostała. Bo dostała list gratulacyjny. Niestety, ojciec jest sam sobie winien, bo najpierw obiecał wsparcie, a w ostatnim możliwym momencie je wycofał. Na szczęście Columbia to nie jedyny uniwersytet, na który dostała się dziewczyna. Na East przyznano jej nawet pełne stypendium. I wybiera się tam jej chłopak – Luke. I jeszcze kilku innych znajomych ze szkoły. Nie ma co jednak ukrywać, odkąd okazało się, że Columbia nie jest jej pisana, ojciec się do niej nie odzywa. Nie przyjechał na uroczystość zakończenia szkoły. Nie odpisywał na maile i smsy. Jakby karał córkę za to, że sam się od niej odwrócił plecami. Kiedy więc na początku wakacji niespodziewanie dzwoni do jej matki, dziewczyna nie pała wielkim entuzjazmem, by oddzwonić. Gdy się na to decyduje, okazuje się, że ojciec jest już w drodze do Colby. W związku ze śmiercią swojej ciotki postanowił odwiedzić wraz z dziesięcioletnim synem z drugiego związku miejsce, gdzie kiedyś, przez krótki czas, kochał matkę Emaline. Co przyniesie ta wizyta? Czy dla dziewczyny ojciec stanie się w końcu tatą? Czy związek z Lukiem przetrwa to burzliwe lato? Czy studia na Uniwersytecie East będą jedynie tylnym wyjściem do ucieczki z Colby, a może spełnieniem marzeń nastolatki? By dowiedzieć się tego, oraz wielu, wielu innych rzeczy, koniecznie należy sięgnąć po najnowszą powieść Sarah Dessen, zatytułowaną Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej.

Muszę być z wami szczera. Naczekałam się na tę książkę, a ostatecznie nie przyniosła mi ona takich odczuć, jak poprzednie powieści tej autorki. Nie oznacza to jednak, że ta powieść była zła. O nie, broń Boże. Ale nie była zachwycająca. Miejscami nawet była dość nurząca i, nawet nie mogę powiedzieć, że przewidywalna… bo po prostu nijaka. Nie była taka jednak w całości. Po tym, jak zamknęłam powieść w nocy, widziałam w niej bardzo dużo dobrego. I wciąż widzę. Przede wszystkim we wspaniały sposób prezentuje przyjaźń nastolatków. I to przyjaźń, która ma szansę przetrwać do później starości. Pokazuje szacunek i wsparcie jakie okazują siebie nawzajem mieszkańcy niewielkich miejscowości. To naprawdę wiele, bo szczerze powiedziawszy niezwykle rzadko trafiam na powieści, które traktują o takich sprawach.

Gwiazdkę z nieba i jeszcze więcej (a chyba w zasadzie Księżyc i więcej, bo tak w oryginale brzmi tytuł książki) czyta się bardzo dobrze. Nawet mimo tego, że autorka miejscami przynudza. Ostatecznie okazuje się, że wszystko co napisała miało sens, i znalazło się w książce "po coś". Książkę miło wspominam i zachęcam do jej przeczytania. Może nie już, teraz, zaraz. Ale w ogóle. Bo warto J.


Sil


27 lipca 2016

O krok za daleko ("Błąd" Elle Kennedy)

"Błąd" Elle Kennedy
Seria: Off-Campus
Tom: II
wyd. Zysk i s-ka
rok: 2016
str. 376
Ocena: 5/6


Seksowni hokeiści. Czy można czegoś chcieć bardziej w upalne, lipcowe dni? Chyba nie bardzo. Dlatego, gdy okazało się, że właśnie wyszła nowa książka z serii Off-Campus tak bardzo się ucieszyłam. A gdy listonosz ją przyniósł, niezwłocznie się za nią zabrałam. Dziś jestem już po lekturze i wciąż się zastanawiam, czy ciepło mi od tej powieści, czy od temperatury na dworze.

John Logan jest w tarapatach. I to całkiem dużych. Odkąd jego najlepszy przyjaciel jest w stałym i trwałym związku Logan niezupełnie sobie radzi. Bo pożąda dziewczyny kumpla, a to jest niedopuszczalne. Z każdym dniem jest gorzej. Nie może patrzeć, jak Wellsy i Garrett lgną do siebie. Gdy wieczorem słyszy ze swojego pokoju ruchy łóżka za ścianą, jedyne o czym marzy, to wyjść z domu, pójść na imprezę, urżnąć się i przelecieć jakąś laskę. Jakąkolwiek, byleby nie myśleć o Wellsy w ramionach Garretta. Życie Logana stało się więc niekończącym się korowodem panienek, które najbardziej na świecie pragną zaliczyć gwiazdę uczelnianej drużyny hokejowej. Żyć nie umierać. Tylko te chwile spędzone w domu w towarzystwie dwójki zakochanych… koszmar. John tak bardzo i tak często chce się wyrywać z własnego domu, że pewnego dnia, zamiast trafić na imprezę w akademiku, wbija się do pokoju studentki pierwszego roku. Do tego nie ma przy sobie telefonu, a żadna z korporacji taksówkarskich nie odbiera telefonu. Po prostu świetnie. Na szczęście owa studentka nie wyrzuca go za drzwi, wręcz przeciwnie, zaprasza do środka i pozwala spędzić ze sobą wieczór ze Szklaną pułapką. Tak, tak – Grace jest wielką fanką kina akcji, a Szklaną pułapkę uwielbia. Ma też jakąś niezdrową pasję do seryjnych morderców. Gdy się denerwuje zaczyna paplać o nich jak najęta. Tak właśnie zaczyna się jej wspólny wieczór z Loganem. Od paplaniny. Chłopak się nie zraża, wręcz przeciwnie. Z każdą minutą narasta w nim pragnienie. Pragnienie jej. Musi ją jak najszybciej posiąść. Tylko, czy mu się to uda? A jeśli tak, to czy wystarczy mu to jedno spotkanie? Może zapragnie więcej? Może nawet, dzięki niej, zapomni o Hannah? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy zapoznać się z najnowszą powieścią Elle Kennedy, zatytułowaną Błąd.

Nie będę ukrywać, uwielbiam tych hokeistów, a teraz po lekturze Błędu, z jeszcze wielką niecierpliwością oczekuję na kolejną część serii Off-Campus. Tę historię czyta się w tempie iście ekspresowym i z niemałymi wypiekami na twarzy. Oczywiście były fragmenty, które doprowadzały mnie do szewskiej pasji. Było nawet słowo, które wytrącało mnie z równowagi. Bo kto to słyszał, by używać zwrotu "seksować się". Co to w ogóle za słowo? Mnie to brzmiało, jak tekst z jakiejś rozmowy niedojrzałych nastolatków albo dzieci. Dla mnie ten zwrot jest żenujący i mam nadzieję, że w kolejnych częściach tej serii zdecyduje się na użycie innego słowa. W zasadzie jednak, poza tym jednym sformułowaniem, nie mam nic do zarzucenia tej książce. Autorka prezentuje nam ciekawą, lekką i niezbyt obciążającą czytelnika historię miłosną. Idealną na lato, a może i na inne pory roku?

Polecam.


Sil

25 lipca 2016

Kot wszechświata ("Ilustrowana teoria wszystkiego: powstanie i losy wszechświata" Stephen William Hawking)

"Ilustrowana teoria wszystkiego: powstanie i losy wszechświata" Stephen William Hawking
wyd. Zysk
str. 133
rok: 2016
Ocena: 6/6


Pewnie każdy słyszał o autorze książki. Jedni kojarzą go przez jego niepełnosprawność. Tak, to ten gość na wózku, co tak dziwnie mówi. Inni, i mam nadzieję, że jest to zdecydowana większość, kojarzy, że jest to wybitny umysł naszych czasów. Jest to człowiek, który wydarł czarnym dziurom kilka ich tajemnic. Cechą charakterystyczną popularnonaukowych książek tego autora jest stosunkowo przystępny dla przeciętnego zjadacza chleba język. Dodatkowo bardzo obrazowe porównania, które ułatwiają zrozumienie zawiłych fizycznych zasad i reguł. Na całe szczęście: Ilustrowana teoria wszystkiego nie odbiega od tego schematu. Proszę jednak nie popaść w zachwyt i przez przypadek nie uwierzyć w to, że po lekturze wszystkie teorie rządzące światem będziecie mieli w małym placu i w końcu będziecie mogli brylować na imprezach wiedzą o czarnych dziurach. Czasami dwukrotnie czytanie poszczególnych akapitów pozwala załapać co nieco, a i tak zwykle czujemy się jak dzieci we mgle. Mimo wszystko, czyta się to wyśmienicie.  W zasadzie nie można się oderwać. Każda chwila z książką odkrywa przed nami kolejne malutkie tajemnice świata. Siedem wykładów, bogato ilustrowanych w wysokiej jakości zdjęcia i schematy zawartych na 133 stronach, to ciekawa opowieść, która powoli zagłębia się w coraz to bardziej niezrozumiałe zakątki wszechświata. Autor z niezwykłą lekkością i dowcipem przenosi nas od galaktyk i rodzących się oraz umierających gwiazd, po najmniejsze budulce atomów.

O czym jest ta książka? Jak sam tytuł mówi - o wszystkim. Otóż w obecnym świecie istnieją dwie praktycznie wykluczające się teorie, czyli teoria względności i fizyka kwantowa. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że obie te teorie działają i są potwierdzone doświadczalnie. Pytacie jak to możliwe? Otóż autor stara się to wyjaśnić i idzie mu to doskonale, a pomaga mu w tym między innymi kot, tak - zwykły futrzak. Ta książka to nie tylko garść suchych faktów i prawd fizycznych, to filozoficzna wyprawa w poszukiwaniu początku i końca wszechświata. Próba odnalezienia w tym wszystkim Boga. Po skończonej lekturze, będziecie czuć wielki niedosyt, a ogrom wiedzy, którą przyswoiliście w tej podróży, będzie poszukiwała ujścia i naprawdę zanudzicie rodzinę, dziewczynę/chłopaka, męża/żonę, dziadków, a nawet wszystkich na literę N, tymi swoimi wywodami.

Obecnie wiedza nauczana w szkoła nie nadąża za tempem postępu nauki. Praktycznie codziennie coś odkrywamy i codziennie nauka robi krok do przodu. Nawet zdawałoby się tak fundamentalna fizyka, czy też astrofizyka, malutkimi kroczkami idzie do przodu i ta książka pozwoli wam trochę nadgonić. Musicie po nią sięgnąć aby dowiedzieć się, co kot ma wspólnego z wielkim wybuchem i kiedy poznamy Boga. Naprawdę nie chcę zdradzać wszystkich ciekawostek, bo stracilibyście frajdę z czytania tej pozycji. Aby was jeszcze bardziej zachęcić dodam tylko, że milionowe części sekundy dzieliły nas od: być i nie być jako ludzi, jako organizmów rozumnych i nie tylko. Polecam!


Artur Borowski


22 lipca 2016

Buntuj się, buntuj… ("Na przekór nocy" Estelle Laure)

"Na przekór nocy" Estelle Laure
wyd. Jaguar
rok: 2016
str. 248
Ocena: 5,5/6


Czasem książki zupełnie niespodziewanie nas zaskakują. Mile. Albo mniej miło. Czasami sięgamy po powieść i jesteśmy niemal pewni, że czeka nas lekka lektura, która nie pozostawi po sobie żadnego śladu. I mylimy się. Czasem bierzemy do ręki książkę i otwieramy ją z przekonaniem, że to będzie najlepsza powieść tego roku. I zawodzimy się sromotnie. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co nas czeka w trakcie czytania.

Do Na przekór nocy przekonywałam się przez kilka miesięcy. Książka leżała na półce w biblioteczce i grzecznie czekała. Co kilka dni, gdy podchodziłam by wybrać nową pozycję do przeczytania zerkałam na nią i kręciłam nosem. To nie był czas na nią. Nie miałam ochoty. Nie byłam przekonana… Aż do tego wieczoru, kiedy zaczęłam ją czytać. Nie minęła doba a książka się skończyła. Nawet nie wiem kiedy. Wciąż się zastanawiam, czemu tak długo zwlekałam z rozpoczęciem lektury Na przekór nocy.

Lucille Bennet ma siedemnaście lat i od dwóch tygodni zajmuje się młodszą siostrą  - Wren. Jej matka któregoś dnia po prostu spakowała się i zniknęła. Powiedziała, że to tylko na chwilę, że musi dojść do siebie, poukładać w głowie to, co stało się ostatnio. Poszła i już nie wróciła. Lucille do wczoraj łudziła się, że mama zaraz wróci. Znalazła jednak w poczcie kopertę ze studolarowym banknotem. Bez kartki, bez adresu zwrotnego, bez wyjaśnienia. Jakby ona i Wren nic nie znaczyły. Do domu przychodzi coraz więcej rachunków, lodówka robi się pusta, w spiżarni już dawno nie ma żadnych zapasów. Jeśli matka zaraz nie wróci, będzie źle – naprawdę źle. Już teraz sąsiadka dopytuje się, gdzie jest ich mama. Matka Eden, najlepszej przyjaciółki Lucille również dopytuje. Jeszcze chwila i wszyscy się dowiedzą. Na pewno wówczas zabiorą je z domu i rozdzielą. Nie będą już rodziną, bo matka je porzuciła. Dziewczyna czuje, że nikomu nie może zaufać. Musi zachować w tajemnicy to, co dzieje się w domu. I musi zacząć płacić rachunki. Pojedyncze studolarowe banknoty nie uratują sytuacji, jedyną opcją jest znalezienie pracy i pogodzenie jej z nauką. Na szczęście Lucille jest dość obrotna, a dzięki poznanej na placu zabaw dziewczynie, dowiaduje się, gdzie poszukują pracowników. Jedną rozmowę później ma już zajęcie na kilka popołudni i wieczorów w tygodniu. Gorzej, że musi na ten czas zorganizować opiekę nad młodszą siostrą. Na szczęście przyjaciółka obiecuje, że będzie jej pomagać jak tylko może. Niestety ta pomoc nie starcza na długo, bo Eden nie może dłużej okłamywać rodziców i nauczycieli. W obliczu kolejnych tarapatów brat bliźniak Eden wyciąga do Lucille pomocną rękę. Tylko… czy dziewczyna na pewno powinna korzystać z tej pomocy? Czy przez przypadek nie doprowadzi do kolejnej tragedii? Czy z biegiem czasu będzie jej łatwiej, czy trudniej utrzymać nieobecność matki w tajemnicy? By dowiedzieć się tego, a także poznać wiele innych tajemnicy nastolatki, koniecznie należy zapoznać się z powieścią Estelle Laure.

Nie spodziewałam się, że historia dwóch dziewczynek porzuconych przez matkę (a wcześniej przez ojca), tak bardzo mną wstrząśnie. Nie spodziewałam się również, że będzie mi się ją tak dobrze i szubko czytało. Nawet nie zauważyłam a już kończyłam lekturę. Ostatnie rozdziały były najbardziej interesujące, ale równocześnie najtrudniejsze. Z jednej strony chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jak to wszystko się skończy. Z drugiej piekielnie bałam się tego zakończenia. Bo mogło być ono naprawdę różne. Teraz już wiem, jaki był finał tej opowieści, ale równocześnie czuję się, jakbym niewiele wiedziała. Bo niestety nie wszystkie karty zostały odkryte. Ale może to i lepiej? Dzięki temu każdy może dopowiedzieć sobie co zechce. Napisać sobie w głowie własną interpretację zakończenia. I z nią żyć. Ja sobie "dopisałam" co chciałam. I dobrze mi z tym. Liczę, że i was to zadowoli. Zdecydowanie zachęcam was do lektury. Według mnie naprawdę warto.


Sil


20 lipca 2016

Duchy przeszłości ("Ponad marzenia" Rebecca Yarros)

"Ponad marzenia" Rebecca Yarros
Seria: Odważmy się kochać
Tom: III
wyd. Amber
rok: 2016
str. 368
Ocena: 5/6

Z pilotami jestem od początku ich przygód. Nie zanosi się, bym miała zamiar im odpuścić. Zbyt dobrze się o nich czyta. Zbyt ciekawe historie się im przytrafiają. Zbyt interesujące, a zarazem przerażające koszmary toczą ich przeszłość.

Sam Fitzgerald nie ma wyjścia, musi przeprowadzić się i to jak najszybciej. Musi też znaleźć pracę i zmienić studia, choć z tym ostatnim może być największy problem. W końcu pobyt na ostatnich zakończony został wydaleniem. Przecież to nie wina Sam, że profesor etyki był dupkiem. Należał mu się cios w twarz. Niestety, nie wszyscy myślą podobnie do Sam. Cóż, w tej chwili już nawet Sam tak nie myśli. Bo ta historia ciągle i ciągle wraca, niwecząc wszystko, co próbuje zbudować. Kiedy Jagger proponuje by wspólnie zamieszkali, a Sam otrzymuje telefoniczne zapewnienie od władz Uniwersytetu Troy, że podanie o przyjęcie na studia, zostało zaakceptowane, nie pozostaje nic innego, jak odetchnąć z ulgą, bo to była ostatnia opcja. Tylko… czy na pewno?

Grayson Masters musi być najlepszy na kursie apatchów. Musi udowodnić wszystkim, że radzi sobie wręcz genialnie. Najlepiej byłoby oczywiście, gdyby dobre wyniki przychodziły same z siebie. Grayson daje jednak z siebie bardzo dużo, w zasadzie wciąż się uczy. To jednak świadczy o nim nawet lepiej. Chłopak nie dostaje od życia wszystkiego co sobie zażyczy, wręcz przeciwnie. Z nikim się nie spotyka, na luz pozwala sobie tylko z najbliższymi przyjaciółmi, a i oni niewiele o nim wiedzą. Nie zdają sobie sprawy, jakie tajemnice skrywa Grayson i jego przeszłość. Kiedy Jagger pyta go, czy Sam może z nimi zamieszkać – nie ma żadnych zastrzeżeń. Nie ma jednak pełnej informacji o nowym współlokatorze, nie wie na przykład, że Sam, to zdrobnienie od Samantha, co oznacza, że jego nowy współlokator, to w rzeczywistości współlokatorka. Grayson nie ma nic przeciwko kobietom, ale kobieta w pokoju naprzeciw niego? Kobieta w jego łazience? Kobieta w jego kuchni? To już za wiele. Szczególnie, że Sam jest zdecydowanie w typie Graysona, a chłopak przecież nie chce się z nikim wiązać – w jakikolwiek sposób. Czy tej dwójce uda się dogadać? Czy dowiemy się, dlaczego Samantha została wyrzucona z uczelni? Czy uda się jej na nią wrócić? Czy poznamy tajemnicę Graysona? I czy otwarcie tej puszki Pandory nie zniweczy wszystkiego, co zarówno Sam jak i Grayson budowali? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy przeczytać trzeci tom cyklu o zabójczych pilotach, zatytułowany Ponad marzenia.

Muszę przyznać, że już od jakiegoś czasu chciałam tę powieść przeczytać, tylko jakoś ciągle mi ona umykała. Na własnej półce mi umykała J. Na szczęście ta "ucieczka" nie trwała za długo i już jestem po lekturze Ponad marzenia. Z powodu tej powieści zarwałam dwie noce. A potem dwa dni przeżywałam to, co w książce wyczytałam. Nie umiałam się zabrać za recenzję, choć wiem, że jak nie napiszę opinii zaraz po lekturze, to potem dużo trudniej mi się do niej zabrać. Tak było i teraz, przez wiele godzin patrzyłam w migający kursor. Na szczęście w końcu się odblokowałam i słowa same popłynęły. Teraz chcę tylko zacząć kolejną część tej opowieści, w której, z tego co mi wiadomo, powrócimy do historii bohaterów pierwszego tomu.

Ponad marzenia, tak jak i cały cykl o młodych pilotach, to znakomita porcja wrażeń i genialna lektura. Mnie w całości ujęła i do siebie przekonała. Nie raz w oczach stawały mi łzy, a w innych momentach uśmiechałam się sama do siebie. Oczywiście niektóre z wątków były bardzo przewidywalne, ale jakoś szczególnie mnie to nie raziło. Szczerze polecam wam lekturę tej powieści. Zdecydowanie warto.


Sil

18 lipca 2016

Coś prawdziwego ("Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff)

PREMIERA 17.08.2016


"Wyśnione miejsca" Brenna Yovanoff
wyd. Moondrive
rok: 2016
str. 360
Ocena: 5,5/6

"Ty nic nie tracisz. Wracasz do swojej rzeczywistości i mnie tam nie ma"1)

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta książka będzie aż tak dobra. Szczególnie, że przez pierwszych kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt stron wcale się taka nie wydawała. Ciągnęła mi się niemiłosiernie i poważnie zastanawiałam się nad odłożeniem jej na półkę. Zaczynałam żałować, że ta bardzo mi na niej zależało. Na szczęście ten dziwny, metaliczny wręcz posmak niechęci do powieści dość szybko i niezauważalnie przeminął, a pozostało tylko wszechogarniające pragnienie dowiedzenia się czegoś więcej. W ten sposób w niecałą dobę połknęłam Wyśnione miejsca.

Waverly Camdenmar jest wybitnie inteligentną, wręcz genialną siedemnastoletnią uczennicą liceum Morgana. W zasadzie przeszła już niemal cały program nauczania, zrobiła wszystkie kursy podstawowe i niemal wszystkie rozszerzone. Brakuje dla niej zajęć pozalekcyjnych. Obsesyjnie biega, a w trakcie tak zwanych okienek dyżuruje w recepcji szkolnych pedagogów. Jest wolontariuszką, członkiem samorządu i współtwórcą wszystkich szkolnych imprez. Z nauką jest do przodu, zadania domowe robi z miesięcznym wyprzedzeniem. Czasem otwiera zeszyty i zastanawia się, czy to naprawdę ona zrobiła te zadania. A może zrobił je za nie ktoś inny? Waverly nie może spać. Przytłacza ją ogrom jej własnych myśli, których nie potrafi w nocy wyłączyć. Przeciąża się więc jak może, dzięki czemu czasem zyskuje dwie, może trzy godziny lekkiego snu, nigdy takiego, który pomógłby jej poważnie wypocząć. A naprawdę tego potrzebuje. Zaczyna więc szukać rozwiązań nietypowych. Przeszukuje Internet i… postanawia wprowadzić swoje ciało w stan podobny do hipnozy. Potrzebuje tylko świeczki i metodycznego odliczana wstecz. Czy ten zabieg się powiedzie? Czy dzięki niemu Waverly w końcu zaśnie? Czy dane jej będzie wypocząć? A może wciąż będzie tym idealnym cyborgiem, za którego wszyscy w szkole ją uważają? Może w trakcie próby ratowania samej siebie zniszczy to, co budowała przez tak wiele lat? A może uda się jej odnaleźć prawdziwą Waverly, która od lat uwieziona była w jej głowie? Czy w trakcie tej szalonej i specyficznej wędrówki coś się w niej zmieni? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po powieść Brenny Yovanoff zatytułowaną Wyśnione miejsca. Ta książka nie tylko otworzy przed wami drzwi do zupełnie nowego, zdawałoby się niemożliwego do zaistnienia, świata, ale i rozwali was na kawałeczki. Tylko, czy potem uda wam się potem poskładać te części w całość?

Niby powinnam wiedzieć, czego się spodziewać po książce z Moondrive'a, a jednak takiego obrotu spraw zupełnie nie przewidziałam. Gdy świeczka Waverly powoli się wypalała cierpiałam wraz z dziewczyną. I modliłam się, by to, co czekało na nią na progu jawy i snu miało szansę powodzenia w szarej rzeczywistości. Czasem dużo łatwiej otworzyć nam się przed kimś, gdy wydaje nam się, że to, co właśnie się dzieje nie jest rzeczywiste. Sama przeprowadzam w głowie miliony rozmów z dziesiątkami osób. Czasem jestem świadoma, że to tych dyskusji nigdy nie doszło. Czasem jednak te rojenia mieszają mi się z rzeczywistością i już nie wiem, czy to "wygadanie" było prawdziwe czy nie. Czy ta druga osoba wie co czuję? A może tylko mi się wydawało, że to właśnie przed nią otworzyłam moje serce? Waverly dość szybko wpada w pułapkę własnych uczuć i nie wie, czy może ufać samej sobie. Choć nocami jej lepiej, w ciągu dnia wciąż udaje, wciąż i wciąż popełnia te same błędy. Nakręca samą siebie i stara się przekonać, że tak jest lepiej. Że to, co przynosi noc nigdy nie powinno mieć miejsca. Z czasem jednak coraz częściej odlicza czas do wieczornego rytuału. Tylko, czy dane jej będzie cieszyć się nim do końca życia? A jeśli nie, to czy uda się jej przenieść to, co dobre we śnie, do tego, co nie zawsze dobre w ciągu dnia?

Wyśnione miejsca są nierealne, trudne do ogarnięcia, ale równocześnie piękne, delikatne i tak strasznie kruche. Na początku trudno się w nich odnaleźć, jednak gdy już się w nich człowiek zagłębi, nie chce ich opuszczać. Wrastają w nas, stają się częścią naszej duszy. Zostają z nami na zawsze. Ze mną zostaną na pewno. Z całego serca polecam wam lekturę tej powieści. Warto poświęcić jej każdą sekundę i delektować się czasem z nią spędzonym.

Sil


1) str. 320

8 lipca 2016

Smak Karru ("Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew)

PREMIERA 20.07.2016

"Przepisy na miłość i zbrodnię" Sally Andrew
Seria: Tannie Maria Mystery
Tom: I
wyd. Otwarte
rok: 2016
str. 480
Ocena: 5/6

Czasem każdy ma ochotę przy książce się pośmiać, a nie tylko martwić i dręczyć tym, co przyniesie kolejna strona i jakie będą dalsze losy bohaterów. Nawet ja. Zwykle nie sięgam ani po obyczaje, ani tym bardziej po książki, które określane są mianem lekkich lektur na wakacje. Jakoś trudno mi przez takie przebrnąć i zrozumieć ich sens. Bywa jednak tak, że właśnie takiej lektury mi potrzeba. Jak się okazało, tak właśnie było tym razem.

Tannie Maria jest kobietą w sile wieku, która żadnej pracy się nie boi. No dobra, niektórych się boi, ale niemal z każdej opresji znajdzie wyjdzie. Jest idealnym połączeniem swojej matki (znakomitej kucharki) i ojca (reportera). Tannie Maria uwielbia gotować, a wymyślonymi przez siebie daniami dzieli się z mieszkańcami Ladismith w rubryce kulinarnej w miejscowej gazecie. Niestety, przychodzi dzień, w którym szef wszystkich szefów zarządza zmianę. Okazuje się, że najpopularniejszym działem we współczesnej gazecie jest rubryka z poradami miłosnymi. Jej szefowa Hattie przeanalizowała wszystko wzdłuż i wszerz. Miejsca na tę rubrykę nie znalazła. Niestety, "góra" zamiast się z nią zgodzić, kazała jej zlikwidować kącik z poradami kulinarnymi. Tannie Maria miała się więc pożegnać z pracą… No chyba, że przejmie prowadzenie rubryki z poradami miłosnymi. To właśnie wtedy kobieta wpada na genialny pomysł. Będzie radzić ludziom, za pośrednictwem przepisów. W końcu na każdą bolączkę może pomóc dobre jedzenie, prawda? Z takiego założenia wychodzi Tannie i zaczyna nowy dla siebie etap dziennikarstwa. Nie spodziewa się jednak, że jej porady mogą doprowadzić ludzi na skraj – jedni skierują się we właściwym kierunku, inni udadzą się w tę bardziej mroczną stronę. Jak zakończy się ta szalona, nieprzewidywalna i przezabawna powieść? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Przepisy na miłość i zbrodnię.

Przyznam, że podchodziłam do tej książki dość sceptycznie. Jak już wcześniej wspominałam, zwykle nie sięgam po tego typu powieści. Nie przepadam za tym "lekkim klimatem". Przyszedł jednak u mnie czas na i taką lekturę. Teraz, po odłożeniu historii Tannie Marii na półkę nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Może nie wstrząsnęła ona moim światem, może nie sprawiła, że zarwałam noc, czy też łkałam przez połowę powieści – ale zdecydowanie dobrze bawiłam się, gdy czytałam to, co stworzyła Sally Andrew.

Przepisy na miłość i zbrodnię czyta się bardzo dobrze. Książka jest napisana lekkim piórem, w jednej chwili zaczyna się rozdział, a kolejnym jest się pięć kolejnych do przodu. Na twarzy częściej gości nam uśmiech niż strach czy konsternacja. Nawet bardzo trudne, czy przerażające sceny przedstawione są w taki sposób, że nie można się przy nich źle bawić. Ja bawiłam się bardzo dobrze. A jaka byłam przy tym głodna… nawet sobie nie wyobrażacie. Główna bohaterka naprawdę miała wiele znakomitych przepisów, które chętnie zastosowałabym we własnej kuchni. Może nawet będę miała ku temu okazję, w końcu Sally Andrew pod koniec powieści te wszystkie przepisy podała. Na końcu znajduje się również słowniczek słów używanych przez bohaterów. Akurat to nieco bym zmieniła, takie przypisy wolę mieć w tekście, szczególnie gdy czytam e-booka. Ale, to tylko taka mała uwaga. Książka naprawdę mi się podobała i szczerze mogę ją polecić.


Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB

4 lipca 2016

Wszystko w porządku ("Chłopak na zastępstwo" Kasie West)

PREMIERA 06.07.2016

"Chłopak na zastępstwo" Kasie West
wyd. Feeria Young
rok: 2016
str. 400
Ocena: 5/6

Tamta dziewczyna mieszka parę myśli stąd
W tej samej głowie czasem przypomina mnie
Ale ma siłę, jaką miewa mało kto
A kiedy trzeba umie głośno mówić "nie".1)

Nie minęła dłuższa chwila, a ja ponownie zostałam wciągnięta w pewną książkową historię. Może to nie była opowieść rodem z tych wykreowanych przez Colleen Hoover, ale jednak też wyjątkowo porywająca. Dlatego też, z sobotnich planów na szycie inne takie prania, zrobiło się całodzienne leniuchowanie z książką w ręku. Jaką? O tym nieco poniżej.

Gia Montgomery jest siedemnastoletnią przewodniczącą samorządu uczniowskiego w liceum do którego uczęszcza. Jest śliczna i bardzo popularna. Wszystko wskazuje na to, że będzie tegoroczną królową balu maturalnego. Tyle osób głosowało na nią w wyborach do samorządu, ma tylu znajomych i tylu przyjaciół. Co złego może się stać, kiedy bajka trwa? Cóż, bajka może się na przykład szybko urwać. Jeszcze przed rozpoczęciem balu, ale już po odebraniu Gii z domu i dowiezieniu jej na parking przed budynkiem, w którym on się odbywał, Bradley informuje Gię, że ich związek nie ma sensu i musza go przerwać. I to nie jutro, czy w nocy. Tylko teraz zaraz. Czemu? Bo Gia po dwóch tygodniach niewidzenia się z chłopakiem, zamiast powiedzieć "wspaniale wyglądasz", rzuciła "moje przyjaciółki padną". No i jeszcze rozprawiała o tym, jak to w końcu udowodni, że jej chłopak-student naprawdę istnieje. Ciągle ona, ona i ona. Bradley nie wytrzymał tej ciągłej paplaniny i zakończył związek tak szybko, jak mógł. Nie zmartwił go nawet fakt, że jechał na tę imprezę trzy godziny i teraz tyle samo będzie musiał wracać, tak bardzo chciał jak najszybciej zapomnieć o tym związku. I tak oto świat Gii legł w gruzach w ciągu kilku sekund. Nie tylko nie miała z kim pójść na imprezę, to jeszcze nie miała jak wrócić do domu. Po prostu świetnie. Kiedy więc dziewczyna widzi, że na parkingu poza nią, jest jeszcze jakiś chłopak w samochodzie, w jej głowie rodzi się plan. Iście szatański i nieco… dziecinny? Ale mimo to, ma on całkiem sporą szansę na powodzenie, szczególnie, że ów chłopak dość szybko przystaje na plan Gii. Tylko, czy wikłanie się w siatkę kłamstw na pewno jest jedynym rozwiązaniem? Czy obawa przed utratą przyjaciół jest rzeczywista i czy tylko z jej powodu powinno się zbaczać z wcześniej obranej ścieżki? Wreszcie, czy podejście dziewczyny do życia i wydawałoby się bliskich jej ludzi, jest właściwe? Może wewnątrz siebie Gia jest zupełnie inną osobą? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Chłopaka na zastępstwo.

Gdzieś w powyższym tekście wspomniałam, że zachowanie głównej bohaterki było miejscami dziecinne. Nie będę kłamać, naprawdę tak było. Miało to jednak miejsce na początku książki i było (przynajmniej według mnie) celowym działaniem autorki. Nie przepadałam za tą dziewczyną na początku. Zastanawiałam się nawet, jak Kasie West mogła obrać ją na główną bohaterkę powieści. Kto mógł polubić tak płytką i snobistyczną dziewuchę? Na pewno nie ja. A jednak, z każdą kolejną stroną lubiłam ją coraz bardziej, a w końcu uświadomiłam sobie, że nie mogę sobie przypomnieć, co mnie w niej tak bardzo na początku denerwowało. Przecież całkiem fajna z niej dziewczyna. A jej przyjaciółki, a przynajmniej niektóre z nich, faktycznie traktują ją dość dziwnie. Nawet chwilami się z nią utożsamiałam, choć mamy ze sobą naprawdę bardzo mało wspólnego.

Książkę skończyłam czytać już kilka godzin temu, a na ustach wciąż błąka mi się uśmiech. Chłopak na zastępstwo to naprawę fajna lektura, godna polecenia szczególnie nastolatkom, choć myślę że i niejedna dojrzała czytelniczka znajdzie w niej coś dla siebie.

Sil


1) Sylwia Grzeszczak - Tamta dziewczyna

31 lipca 2015

Bookowo 7/2015 (29)

Dziś bez przedłużania i zbędnych wstępów. Oto stos.


W lipcu w końcu doczekałam się długo wyczekiwanej przesyłki z Otwartego. Stąd też nabytki: 7 razy dziś - Lauren Oliver, Maybe someday - Colleen Hoover [RECENZJA], Niezłomni - C.J. Daugherty i Delirium Opowiadania - Lauren Oliver [RECENZJA].

Ogień i woda - Victorii Scott to egzemplarz od wydawnictwa IUVI, nowa współpraca wrze :) [RECENZAJ].

Kochając pana Danielsa - Brittainy C. Cherry od wydawnictwa Filia.

Przypadki Callie i Kaydena - Jessica Sorensen oraz Piękny Nieznajomy - Christiny Lauren od wydawnicywa Zysk i S-ka. 

Coś szczególnie polecacie? Coś odradzacie? Coś chętnie byście podebrali? Jak zawsze czekam na wasze komentarze :) 

30 lipca 2015

Masz to w sobie ("Ogień i woda" Victoria Scott)

"Ogień i woda" Victoria Scott
tom: I
cykl: Ogień i woda
wyd. IUVI
rok: 2015
str. 368
Ocena: 5/6


Losing friends and I'm chasing sleep
Everybody's worried about me
In too deep
Say I'm in too deep
And it's been two years
I miss my home
But there's a fire burning in my bones
And I still believe
Yeah I still believe 1)

Biegniesz. Ścigasz się. Pędzisz do przodu. Chcesz więcej. Chcesz szybciej. Chcesz mocniej. Czujesz, że masz w sobie odpowiednią siłę, by przezwyciężyć przeciwności losu. Zostałeś stworzony po to, by wygrać tę batalię. Żyjesz tym. Gnasz do przodu. I dopóki nikt nie stanie ci na drodze, jest dobrze. Gorzej, gdy musisz się zatrzymać...

Tella Holloway jeszcze do niedawna uważała swoje życie za pasmo sukcesów. Bogaci rodzice. Znakomita szkoła. Doskonali rodzice. I starszy brat, który pomimo tego, że jej dokuczał, był epicentrum jej życia. Wszystko zmieniło się, gdy Cody zachorował, a lekarze nie potrafili stwierdzić, co trawi jego ciało. Z dnia na dzień było coraz gorzej. W końcu rodzice zadecydowali, że chłopcu może pomóc tylko świeże powietrze. Zabrali więc co mieli, opuścili Boston i udali się do pewnej zapadłej dziury w Montanie. Niestety, nadzieja na to, że Cody dzięki temu wyzdrowieje była płonna. Każda kolejna doba przynosiła pogorszenie i już nikt nie widział światełka w tunelu. Gdy pewnego dnia Tella znalazła na swoim łóżku malutkie pudełeczko, była przekonana, że to prezent od rodziców. Prezent, który miał jej wynagrodzić przeprowadzkę, utratę przyjaciół i w ogóle ucięcie kontaktów ze wszechświatem. Otrzymany gadżet pochodził jednak z zupełnie innego źródła i miał zmienić jej całe przyszłe życie. O ile oczywiście, nie skończy się ono przedwcześnie.

Ogień i woda, to pasjonująca opowieść o walce, pokonywaniu przeciwności losu i stawianiu czoła nowym wyzwaniom. Początkowo główna bohaterka zupełnie gubi się w nowej rzeczywistości, do której brutalnie zostaje wrzucona. Nie wie, co robić. Nie wie jakie decyzje powinna podejmować i to niemal powoduje utratę miejsca w Piekielnym Wyścigu. Opatrzność jednak nad nią czuwa i stawia na jej drodze chłopaka, który choć trzyma się na dystans, wielokrotnie wyciąga ją z opresji. Jest przyjacielem, czy wrogiem? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Ogień i wodę autorstwa Victorii Scott.

Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tej powieści. Nie, żeby książka nie spełniła moich wymagań - wręcz przeciwnie. Spodziewałam się ciekawej przygodowej powieści, a dostałam trzymający w napięciu thriller młodzieżowy z elementami fantastyki. Czy może być coś lepszego? No tak, gdyby tak to wszystko połączyć z romansem. I wiecie co? Romans również w powieści znajdziecie. Jak dla mnie - idealna mieszanka. Do tego dochodzą głęboko skrywane tajemnice i nieubłaganie pędzący czas.

Ogień i wodę polecam zdecydowanie i to zarówno młodszemu, jak i starszemu czytelnikowi. Zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.  

Sil


1) Rachel Platten - Fight Song

Baza recenzji Syndykatu ZwB

24 lipca 2015

W poszukiwaniu siebie ("Nie do pary" Ewa Nowak)


"Nie do pary" Ewa Nowak
wyd. Egmont
rok: 2015
str. 351
Ocena: 3.5/6


Każdy z nas przeżywał okres buntu. Niektórzy przeżywają go właśnie teraz. Wiadomo, że objawia się on na różne sposoby. Jedni imprezują, upijają się do nieprzytomności, ćpają. Inni mają wywalone na cały świat, uważają, że tylko oni mają rację. Ale są też tacy, którzy zabawiają się uczuciami innych.

I taką osobą jest szesnastoletni Alek. Choć on buntował się już od małego, z powodu matki - niedoszłej artystki, która musi być zawsze krok do przodu od wszystkich. Kiedy na świat przyszedł mały Alek mama postanowiła, że to nim się pochwali. Dlatego też, kiedy ten tylko zaczął mówić, próbowała nauczyć go odczytywania godzin z zegara tarczowego. Niestety Alek opanował tylko jedną sentencję: za piętnaście trzecia, ale to nie zniechęciło mamy do spacerów z nim, a gdy tylko wiedziała, że zaraz na zegarze ma wybić 14:45, pytała synka o godzinę – ten spoglądał na zegarek na swojej rączce i mówił "za piętnaście trzecia". Oczywiście, że odbywało się to przy odpowiedniej publiczności – na przykład w parku. Kilka lat później nauczyła go tabliczki mnożenia i wykorzystywała biedaka do dręczenia uczniów, którym udzielała korepetycji. Ale w tym czasie nie obyło się, oczywiście, bez różnych numerów wykręcanych matce. Alek, gdy przyszło do wyboru szkoły średniej, aby zrobić matce na złość, wybrał tę o profilu artystycznym. Dlaczego? Ponieważ mamusia uważa go za kompletne beztalencie. Ale, nie jest to książka o Alku i jego mamie, ale o Alku i "jego dziewczynach". Chłopak w szkole poznaje niejaką Karinę, w której zakochuje się niemal od razu. Choć słowo "zakochuje" jest tu nieco na wyrost, ale pozostańmy przy tej wersji. Ich związek trwa kilka tygodni i wydawałoby się, że wszystko jest cudownie, dopóki Karina nie stawia mu ultimatum: albo ona albo imprezy. Co wybierze Alek? Jak skończy się ich rozmowa? I co najważniejsze: będzie happy end?

Będąc szczerą, to myślałam, że ta historia będzie lepsza. Jednak okazała się… nudna jak flaki z olejem. I nie dość, że nudna, to jeszcze postawa Alka i jego kolegów doprowadzała mnie do szału. Wiem, że tak zachowują się dzisiejsi nastolatkowie (sama nim, a raczej nią, jestem), ale cały czas nie potrafię tego przeboleć. Co mi się jeszcze w tej książce nie podobało, to to, jak jest ona napisana. Nie wiem czemu, ale nie przepadam za książkami pisanymi w formie pamiętnika. Jest jednak kilka plusów, na przykład wątek humorystyczny, bo nie da się ukryć, że kawały, które Alek wycinał mamie, były śmieszne.

Nie wiem sama, komu mogłabym polecić Nie do pary, Może osobie, która lubi czytać o cudzych problemach?


Vic :D


20 lipca 2015

Gang ("Krach" Andrew Gross)


"Krach" Andrew Gross
wyd. Harper Collins
rok: 2015
str. 448
Ocena: 4,5/6



Naprawdę lubię czytać thrillery, a te o zabarwieniu finansowym już w szczególności. Jakoś szczególnie pasjonuje mnie ten temat, chyba ze względu na wykonywane codzienne zajęcia, czytaj praca. Kiedy tylko mam więc okazję, staram się po takie powieści sięgać. Gdy zobaczyłam jedną z nich w planie wydawniczym Miry, nie byłam pewna, czy spełni ona moje wymagania. Zwykle wydawane przez nich powieści mają silne zabarwienie romansowe. Oczywiście i za takimi książkami przepadam, dobry romans nigdy nie jest zły. Nie wiedziałam jednak, jakiej dawki romansu mogę się tym razem spodziewać. Czy w ogóle wątek finansowy będzie spod niego wyczuwalny? Postanowiłam jednak zaryzykować. Książka do mnie dotarła i tego samego dnia dotarła do mnie informacja, że wydawnictwo zostało połączone z Harper Collins, poszerza więc swoje działania. Krach, który zamówiłam, okazał się być jedną z powieści z nowej oferty. Podekscytowana rozpoczęłam więc lekturę.

Pozornie nic nie zapowiadało tragedii na globalną skalę. Do domu jednego z najlepszych traderów firmy Wertheimer Grant - Marca Glassmana, dostali się włamywacze, którzy niezwłocznie zbudzili jego żonę April. Kobieta przeczuwała, że dzieje się coś złego, szczególnie, że pies nagle przestał szczekać. Marc, choć powątpiewał w słuszność jej podejrzeń, postanowił sprawdzić, co się dzieje. Nie zaszedł daleko - oprawcy byli już na piętrze. Historia jednak nie powinna była skończyć się źle. Marc oddał włamywaczom wszystko co mieli, mimo to zastrzelili jego, a potem wrócili na piętro i zabili jego żonę i córkę. Policja była bezradna - w tej okolicy już od jakiegoś czasu grasowali złodzieje, pewnie tym razem po prostu sprawy poszły zupełnie nie po ich myśli. Coś złego zrobił mąż. A może coś niewłaściwego uczyniła żona? Tak czy inaczej doprowadziło to do tragedii. Gdyby nie stanowisko piastowane przez Marca, sprawa nigdy nie trafiłaby do mediów. Okazało się jednak, że jego śmierć zagroziła stabilności firmy w której pracował, reporterzy nie zostawili więc na nim suchej nitki. To właśnie z telewizji Ty Hauck, były policjant, dowiaduje się, że jego dawniej najlepsza przyjaciółka zginęła. A mężczyzna kiedyś coś jej obiecał...

Tak właśnie zaczyna się pasjonująca, trzymająca w napięciu i znakomicie skonstruowana powieść Andrew Collinsa zatytułowana Krach. Oczywiście śmierć Glassmanów do tylko wierzchołek góry lodowej. Od momentu, gdy do niej dochodzi, świat zaczyna się sypać. Giną inni ludzie. Giganci finansowi upadają. Kraje zaczynają mieć problemy. Groza zalewa w zasadzie cały świat. Tylko, dlaczego to wszystko się zaczęło? Czy to możliwe, by ktoś zaplanował tak wielkie rynkowe upadki? Jeśli tak, to kto? I, dlaczego?

Krach czyta się znakomicie. Książka podzielona jest na kilka części i oczywiście na rozdziały. Rozdziały są dość krótkie, w sumie wychodzi ich więc niemal setka. Każda nowa odsłona historii to nowy rozdział, który czyta się sprawnie, a więc dość szybko się kończy. A chce się więcej i więcej. Czytelnik więc czyta dalej, a noc upływa ekspresowo. W powieści nie ma dłużyzn, brak jest niepotrzebnych i nieciekawych opisów. Akcja jest wartka i wciągająca. Niejednokrotnie wywołuje gęsią skórkę. Krach zdecydowanie polecam. Naprawdę warto.

Sil



16 lipca 2015

Nadzieja umiera ostatnia („[Delirium. opowiadania]” Lauren Oliver)

„[Delirium. Opowiadania]” Lauren Oliver
wyd. Otwarte
rok: 2015
str. 194
Ocena: 5/6


Czy wy też po skończeniu trylogii Delirium zastanawialiście się jak potoczyły się losy pozostałych bohaterów?  Jak wyglądało życie Hany, Annabel, Reven i Alexa?
Szczerze mówiąc, to nie pamiętam jak zakończyła się cała historia, pamiętam jednak, że nie chciałam rozstawać się z bohaterami, dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się o Opowiadaniach.

Każdy z wymienionych wcześniej bohaterów wybrał inną ścieżkę do ocalenia siebie, swoich przekonań, miłości. Żadne z nich nie straciło nadziei. Trzymali się jej do końca. Co prawda nie wszyscy grali fair, szczerze mówiąc, to żadne, ale jak tu grać fair? Jednak jest to gra, w której nie chodzi o bycie fair, ale o przetrwanie. Czy ich wybory są słuszne? Jak to wszystko się potoczy? Dlaczego nie grają fair? Ja Wam nie powiem, ale dowiecie się tego po przeczytaniu najnowszej pozycji autorstwa Lauren Oliver.

Ciężko jest napisać recenzję tak cienkiej książki, przy równoczesnym nie zdradzaniu żadnych szczegółów. Powiem jednak, że wszystkie cztery historie, tak od siebie różne, są tak samo zaskakujące. Wiele spraw zostało wyjaśnionych, jednak dalej nie wszystkie. Autorka doskonale wie jak zbudować napięcie i jak stworzyć opisy, tak aby zaskoczyć czytelnika.

Jeżeli jesteście fanami trylogii, ten dodatek jest zdecydowanie dla was. Przeczytajcie, a na pewno się nie zawiedziecie.

„To właśnie jest łatwe w spadaniu: gdy człowiek leci, nie ma już wyboru”1)

„Myślałem, że już nigdy nie zobaczę nieba. Wszystko, dosłownie wszystko jest możliwe, jeśli tylko człowiek ma nad sobą niebo”2)

Vic :D


1) str. 115

2) str. 176

13 lipca 2015

Dog Szef ("Przysmaki na psie smaki" Zuzanna Ingielewicz)


"Przysmaki na psie smaki" Zuzanna Ingielewicz
wyd. Jaguar
rok: 2015
str. 100
Ocena: 6/6


"Poprzez miedze, poprzez łąki,
poprzez leśnie ścieżki wąskie,
cztery łapy psa unoszą w świat"1)

O tym, że pies już dawno stał się czymś, a nawet kimś więcej niż zwykłym stróżem domowych pieleszy, wiedzą niemal wszyscy. Pies ze zwykłego łańcuchowego Burka czy Pimpka stał się członkiem rodziny, mającym swoje potrzeby, problemy i rozterki. Sam się przekonałem o tym w momencie pierwszego kontaktu wzrokowego z naszym jeszcze malutkim bassiorkiem. Było to jakieś półtora roku temu. Od tego czasu świat naszej rodziny stanął na głowie, potem jeszcze został cały obśliniony.  

Psy podobnie jak ludzie czasami muszą coś przekąsić, coś chrupnąć, aby zapomnieć o smutkach, rozterkach i rozweselić się w pochmurny dzień. Tutaj właśnie wkracza książka Przysmaki na psie smaki, której autorką jest pani Zuzanna Ingielewicz. Autorka znana szerszej publiczności z prowadzenia swojego domowego bloga Ja, ty i 2 psy, na którym opowiada o swoim codziennym życiu, pasjach i psach.

Wydawnictwo Jaguar wydając tę książkę utworzyło pewną nową ścieżkę i jestem przekonany, że na rynku pojawi się teraz wiele podobnych pozycji, lepiej lub gorzej czerpiących z omawianej publikacji.  Sama książka to zbiór kilkudziesięciu apetycznych przepisów kulinarnych dla psów. W zasadzie tytuł dokładnie sugeruje zawartość, ale nie do końca. Nim zabierzemy się za czytanie, a raczej wykonanie dokładnie opisanych i czytelnie przedstawionych przepisów, uzyskamy najważniejsze informacje o zaletach danego przepisu. To przedstawione jest w formie zwięzłych, miłych, a czasem nawet zabawnych historyjek. Jak wspomniałem wcześniej, książka jest bardzo przejrzysta i czytelna, jednym słowem wykonana z głową. Oprócz przepisu znajduje się tam bardzo apetyczne zdjęcie prezentujące gotowe danie. Przez apetyczne mam na myśli wykonane z wielką dbałością o szczegóły, zresztą jak same danie. Mówiąc krótko - ślinka cieknie od samego patrzenia i niemal każdą z tych potraw sam zjadłbym ze smakiem. Bo czy można przejść obojętnie obok takich potraw jak: Jagodowa panna cotta, Frittata z warzywami albo Pieczeń z indyka w pomidorach? Tak, to są dania dla psów. Wszystkie przepisy pogrupowane zostały w siedmiu działach, takich jak: Na obiad, Na spacer czy też Na zdrowie. Nim jednak zabierzemy się za przepisy to pani Zuzanna uświadomi nas, dlaczego czekolada, winogrona i cebula nie są wskazane w diecie psa. Autorka nie zapominała również wprowadzić nas kilkoma ciepłymi słowami w świat psiej kuchni.

Długo zabiegłem o tę książkę i pewnie gdybym nie dostał jej do recenzji to zabrałbym ją z półki jakiegoś sklepu w trybie pilnym. Po lekturze muszę przyznać, że pieniądze te niebyły by stracone. Mało tego, każda złotówka wydana na Przysmaki na psie smaki zwróci się nam w trójnasób w radości naszego czworonożnego przyjaciela. I tu nie chodzi jedynie o jego radość ze smaków mu podawanych, ale również radość z długiego życia w zdrowiu.

Książka na pewno jest obowiązkową pozycją dla każdego miłośnika psów, a już na pewno dla odpowiedzialnych ich właścicieli. Jeśli nie macie pomysłu na prezent dla rodziny z psem, to ta pozycja jest doskonałym wyborem.  Polecam z całego serca i zabieram się za przygotowanie Galaretki cielęcej z działu Na zdrowie i jednocześnie dziękuje autorce za genialny pomysł na książkę.

Artur Borowski

1) Fasolki - Kto dogoni psa