30 sierpnia 2014

Bookowo 7/2014 (19)

Na koniec lipca tak jakoś wyszło, że mino faktu posiadania nowych nabytków, nie było mi dane się nimi pochwalić. Tak to jest, jak człowiek wyjeżdża i zamiast blogować to smaży się na plaży. Coś za coś, prawda? Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Sierpień powoli się kończy, więc Słowa duże i MAŁE prezentują nabytki wakacyjne :)


Stosik numer jeden przedstawia powyższa fotografia.

Klub Karmy - Jessiki Brody wygrałam w konkursie Fabryki Słów. Książka ląduje u Wiki, jako część urodzinowego prezentu. Może akurat się jej spodoba i napisze recenzje? Zobaczymy.

Busem przez Świat. Wyprawa pierwsza autorstwa Karola Lewandowskiego to efekt nowo nawiązanej współpracy z wydawnictwem SQN. Oczywiście recenzją zajmie się Artur, jak tylko dojrzeje do lektury :)

Lawendowy pokój - Niny George otrzymałam od wydawnictwa Otwarte. Książka mnie nie powaliła, ale zdecydowanie zaciekawiła. Razem z powieścią przywędrowały do mnie lawendowe kadzidełka :) Recenzja: KLIK

Władcy czasu - Alexandry Monir to ciąg dalszy powieści Poza czasem. Do recenzji dla Wiki od Jaguara. Pewnie wkrótce przeczytamy recenzję :)

Nigdy nie gasną - Alexandry Bracken to kontynuacja Mrocznych umysłów. Poprzednia część strasznie przypadła mi do gustu, więc nie mogę się już doczekać lektury :) Do recenzji, oczywiście od Otwartego. Pochwalę się dodatkowo, że moje słowa znalazły się na okładce tej powieści :)


Kolejny stosik to pozycje, o których zapomniałam ustawiając stosik pierwszy:

Coś do stracenia - Cory Carmack bardzo przypadło mi do gustu. Już nie mogę doczekać się kolejnej powieści tej autorki. Pozycja otrzymana od Jaguara. Recenzja: KLIK

Wielki Błękit - Veroniki Rossi to zakończenie wspaniałej trylogii wydanej przez Otwarte. Książka zdecydowanie warta polecenia. Recenzja: KLIK

Na końcu, choć wcale nie ostatnia, znajduje się powieść otrzymana od wydawnictwa Filia, czyli Dziesięć płytkich oddechów autorstwa K.A. Tucker. Właśnie czytam i zapowiada się wspaniale.

To by było na tyle. Coś się Wam spodobało? O czymś chcielibyście podyskutować? Coś odradzacie? Czekam na wasze komentarze :)

29 sierpnia 2014

W poszukiwaniu prawdy („Lawendowy pokój” Nina George)

„Lawendowy pokój” Nina George
wyd. Otwarte
rok: 2014
str. 344
Ocena: 4/6


Przejmująca i wszechstronna?
Nieprzeciętna i wciągająca?
Piękna i kojąca?
A może dziwna?

Od początku nie byłam pewna, czy fenomen Lawendowego pokoju mnie porwie. Wahałam się, czy chcę poznawać tę powieść. Porównywanie jej do innych, uznawanych za wybitne, dzieł, niezupełnie mnie przekonywało. Może nawet odstręczało mnie od lektury najnowszej powieści Niny George. Jednak w jej opisie było coś, jakiś niewidzialny pierwiastek, który mnie do siebie przyciągnął i sprawił, że zdecydowałam się na przeczytanie Lawendowego pokoju. Czy owa magiczna nuta, która przyciągnęła mnie do tej pozycji, przerodziła się w prawdziwy gejzer wrażeń? Odpowiedzi, a przynajmniej część z nich, znajdziecie w poniższym tekście.

Jean Perdu od bardzo, baaardzo dawna, prowadzi w Paryżu Aptekę Literacką. Zamiast aspiryny i bandaży, serwuje zgłaszającym się do niego pacjentom - czytelnikom książki, które idealnie do nich pasują. Nie sprzedaje tego, co jest w danej chwili przez wszystkich wychwalane. Nie rzuca się na listy bestsellerów, nie skupia się na znanych nazwiskach. W głowie ma około trzydzieści tysięcy tytułów, na tak zwaną czarną godzinę, gdy wśród nich nie jest w stanie znaleźć odpowiedniego tytułu, zawsze może połączyć ze sobą kilka pozycji, tak jak lekarz łączy leki, by jak najszybciej wyleczyć pacjenta. Jest jednak jedna zasadnicza różnica między Perdu, a lekarzem. Do księgarza ludzie naprawdę wybierają się po lekturę. Nie spodziewają się otrzymać kuracji, mającej na celu uleczyć ich dotychczasowe życie. Niejednokrotnie, gdy Perdu zaczyna odradzać daną powieść i sugeruje, co gość Apteki Literackiej powinien przeczytać - klient czym prędzej opuszcza tę nietypową księgarnię. Zwykle jednak taki delikwent dość szybko wraca i korzysta z kuracji - lektury, zasugerowanej przez Jean'a. Przez dziesiątki lat, w trakcie których leczył Paryżan, nigdy nie zawiódł się na swoim instynkcie. Nigdy jednak nie spróbował zastosować się do własnych rad, a zdecydowanie miał pewien, szczelnie zamknięty, zastawiony regałami problem. Jaki? Czy przyjdzie czas, gdy Perdu zacznie myśleć o sobie? Co skrywa w tajemniczym, ukrytym pokoju? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Lawendowy pokój, autorstwa Niny George.

Czy było przejmująco i wszechstronnie? Nieprzeciętnie i wciągająco? Pięknie i kojąco? Może i po trochu zaznałam każdego z tych odczuć, jednak najbardziej dominujące było wrażenie, że Lawendowy pokój jest... dziwny. Książka jest zakręcona, miejscami tajemnicza, a także zdecydowanie przejmująca. Równocześnie Lawendowy pokój jest trudny i skomplikowany. Nie zawsze wiadomo, co dokładnie się dzieje i dlaczego. Akcja rozkręca się powoli, żeby nie powiedzieć, że się wlecze. Dziesięć, pięćdziesiąt, sto stron... a czytelnik wie niewiele więcej, niż wiedział podczas lektury pierwszej strony. Potem jednak coś zaczyna się dziać. Autorka puszcza do czytelnika oczko i zaczyna ujawniać kolejne karty z życia Perdu, ostatecznie dając nam odpowiedzi na wiele z początkowych pytań.

Lawendowy pokój, choć nie wstrząsnął mną, choć nie rozłożył mnie na łopatki i nie wywołał lawiny łez, jest wart lektury, do której zachęcam.


Sil

27 sierpnia 2014

Znaleźć winnego („Ucieczka” Elizabeth Chandler)

„Ucieczka” Elizabeth Chandler
wyd. Dolnośląskie
rok: 2013
str. 289
Ocena: 5/6


Uciekać można przed wieloma rzeczami. Przed problemami, przed nielubianymi osobami, przed… demonem? Tak, przed nim też można uciekać. Jednak… co jeśli tym demonem okazuje się być nasza najlepsza przyjaciółka? Osobą, którą znamy praktycznie od zawsze? A może to nie ona? Tylko zły duch, który opętał jej umysł? Nie wiem, w każdym razie, to musi być straszne uczucie.

Ivy tak właśnie się czuje, kiedy odkrywa, że Beth opętał Gregory, jej koszmar, którego myślała, że się pozbyła. Jednak on powrócił, w ciele jej najlepszej przyjaciółki. A co więcej, za pomocą nastolatki, nastawił Willa – byłego chłopaka, a teraz przyjaciela Ivy – przeciwko niej samej. Will myśli, że to Ivy wrzuciła Beth kawałki szkła do buta, a nie na odwrót, a dziewczyna nie może mu tego wyjaśnić, ponieważ on nie chce z nią rozmawiać. A ponadto sądzi, że Luke, który w rzeczywistości jest Tristanem, to morderca. W końcu z zimną krwią zabił swoją byłą, prawda? Jednak to nie był on, i Ivy doskonale o tym wie. Dlatego też postanawia sama, z niewielką pomocą Tristana, poszukać dowodów na jego niewinność, jednocześnie ukrywając chłopaka w starym, opuszczonym kościele.
Co wyjdzie z jej poszukiwań? Czy uda jej się udowodnić niewinność Luke’a? Czy Gregory wyniesie się z ciała Beth, czy też postanowi zostać na dłużej? Kto rzeczywiście kryje się za morderstwem niejakiej Corinne?

Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji… Poprzednia część wydawała mi się… mdła i wkurzająca, jednak w Ucieczce znów coś się dzieje, Ivy jest zdecydowana i wie co chce robić. I to, to ja rozumiem! Kończy się w dość… zaskakujący sposób, i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że jest jeszcze jedna część. Na początku (mam zły nawyk czytania ostatnich zdań w książkach) myślałam sobie „eee, nie chce mi się już dalej tego czytać”, jednak potem sobie pomyślałam „eee, chyba jednak poproszę Sis, żeby załatwiła mi tę ostatnią (mam nadzieję) część".

Jednym słowem, piąta część znów przyciągnęła moją uwagę i jestem skłonna polecić ją Wam, drodzy czytelnicy ;). A teraz uciekam zrobić się na bóstwo, bo normalnie nie wyrobie się przed osiemnastą…


Vic :D


25 sierpnia 2014

Ciszej, proszę! („Chór Sierot” Sophie Hannah)

„Chór Sierot” Sophie Hannah
wyd. Burda Książki
rok: 2014
str. 274
Ocena: 5/6


Hałas może doprowadzić do utraty zmysłów. Oczywiście chodzi o hałas niekontrolowany, taki, którego w żaden sposób nie można przewidzieć, ani powstrzymać. Głośne, różnego rodzaju dźwięki często wykorzystywane są do tortur. Hałas nie pozwala zasnąć, męczy i doprowadza na skraj. Przepaść, która może wybawić człowieka od nieprzyjemnych dla jego ucha tonów, może okazać się nie tylko głęboka, ale i przerażająca, a nawet śmiertelna. Czy próba jej przekroczenia ma w ogóle sens? Może lepiej poddać się na samym początku, nie iść, podporządkować się i dać się ponieść dźwiękom?

Louise CarolineBeeston prowadzi bardzo spokojnie i uporządkowane życie. Ma dobrą pracę, kochającego i lojalnego męża, oraz cudownego i utalentowanego syna - Josepha. Od kilku miesięcy mieszkają we wspaniałym, zabytkowym "bliźniaku" w Oksfordzie. Ich siedmioletnie dziecko od września, ze względu na wyjątkową muzykalność, rozpoczęło naukę w Saviour College, gdzie otrzymało prestiżowe stypendium. Niestety, ta jego wyjątkowość ma i swoje wady - chłopiec musi korzystać z internatu. Taki jest wymóg wobec najbardziej uzdolnionych uczniów, którzy trzy razy w tygodniu występują, a także uczestniczą w codziennych próbach, odbywających się tuż przed lekcjami. Dziecko nie może również wracać do domu w weekendy, czy też być odwiedzane przez rodziców w innym czasie, niż bezpośrednio po występie. Taka polityka szkoły ma na celu lepiej ukształtować młodego człowieka i ułatwić mu dalszą karierę. Lou się temu jednak stanowczo sprzeciwia. Odnosi wrażenie, że została okradziona, ktoś bezwzględny i podły, dokładnie doktor Ivan Freeman, zabrał jej ukochane dziecko, a ona nie miała na to zupełnie wpływu. Jak bardzo by nie walczyła, decyzja została podjęta wiele miesięcy temu i ona aktywnie w niej uczestniczyła. Nie spodziewała się jednak, jakie spustoszenie wywoła ona w jej życiu. Do tego wszystkiego dochodzi uciążliwy sąsiad, który upodobał sobie weekendowe imprezy. Lou oczywiście nie ma nic przeciw nim, byle odbywały w  godzinach i głośności odpowiadających zdrowemu rozsądkowi. Niestety, puszczana muzyka nie tylko nie jest taką, za jaką przepada bohaterka, ale dodatkowo pory jej emisji zbiegają się z czasem, gdy większość ludzi chce spokojnie spać. Każda taka impreza u Justin'a Clay'a kończy się wizytą Lou u niego. Początkowo te nocne pogadanki przynoszą jakiś, choć niewielki skutek. Jednak pewnej nocy sąsiad nie ma zamiaru ani wypraszać gości, ani ściszać muzyki, ani zmienić jej na jakieś spokojniejsze rytmy. Wręcz przeciwnie, staje się napastliwy i odrażający. Kobieta nie ma więc za dużego pola do manewru, wraca do domu i po krótkiej naradzie z mężem wzywa odpowiednie służby. Czy to wystarczy, by rozwiązać problem? Czy muzyka w końcu ucichnie i Lou będzie mogła się wyspać? Czy jej życie już zawsze będzie pasmem niepokojących wydarzeń, których świadoma jest tylko ona? By się tego dowiedzieć, koniecznie trzeba sięgnąć po jedną z najnowszych powieści autorstwa Sophie Hannah.

Książka, zresztą jak wszystko co wyszło spod pióra tej pisarki, jest świetna. Chór Sierot czyta się znakomicie, po prostu trudno się od niego oderwać. Z każdą przeczytaną stroną coraz mniej się wie - wątpliwości narastają. Czytelnik niemal do samego końca nie ma pojęcia, co go czeka i jak ta szalona jazda, niczym na rollercoasterze, się skończy. Czy to możliwe, by to, co przeżywa bohaterka, było jedynie urojeniem? Czy uda jej się znaleźć swoje miejsce na ziemi, w którym wszystkie troski zostaną odstawione na drugi tor? A może to właśnie w tym raju na ziemi rozegra się największa tragedia w jej życiu? Na te, i na wiele innych pytań, odpowiedzi znajdziecie w Chórze Sierot.


Przy poprzednich powieściach tej autorki niezupełnie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Za każdym więc razem byłam zaskakiwana faktem, że czytam kolejną powieść z serii o grupie pewnych przedstawicieli prawa. Tym razem zawczasu odpowiednio się na taką okoliczność przygotowałam. Tymczasem Chór Sierot, choć zdecydowanie należał do powieści szokujących, nie tylko opowiadał o kimś zgoła innym, niż grupa śledcza, to jeszcze prezentował zupełnie inne problemy i sposób patrzenia na nie. Nie miało to jednak wpływu ani na poziom powieści, ani też na moją opinię dotyczącą autorki. Dlatego nie zawaham się szczerze polecić lektury Chóru Sierot.

Sil

Baza Syndykatu ZwB

22 sierpnia 2014

Bezpieczne schronienie („Wielki Błękit” Veronica Rossi)

„Wielki Błękit” Veronica Rossi
tom: III
wyd. Otwarte
rok: 2014
str. 368
Ocena: 4,5/6



Minął niemal rok od chwili, gdy po raz ostatni miałam przyjemność zetknąć się z twórczością Veroniki Rossi. Przez burze ognia mnie zafascynowało. Przez bezmiar nocy - zastanowiło. Jak to zwykle bywa, zaraz po zakończeniu lektury drugiego tomu serii - nie mogłam doczekać się kontynuacji. Wielki Błękit równocześnie fascynował mnie i przerażał. Na ostatnią część trylogii przyszło mi czekać dość długo. Od lektury Bezmiaru minęło już kilka ładnych miesięcy. Moja fascynacja tą serią zdążyła więc już odrobinę okrzepnąć, ugruntować się i może nawet odrobinę zelżeć. Nie zmieniło to jednak faktu, że bardzo chciałam zapoznać się z dalszymi losami Arii i Perry'ego. Chciałam tak bardzo, że zaczęłam książki wyczekiwać, a gdy w końcu trafiła w moje dłonie - już jej nie wypuściłam. A, jeśli mam być szczera, czytałam wówczas coś innego. Czy było warto? Tego można dowiedzieć się, czytając poniższą notkę.

Aria, po trudnych decyzjach, które musiała podejmować w Bezmiarze, jest dość poważnie poturbowana - i to nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Do tego niektóre fakty z dość niedalekiej przeszłości, są nie do cofnięcia. Aria nie może wymazać ich ani ze swojej, ani Perry'ego pamięci. Chłopak, choć cieszy się, że jego ukochana jest przy nim, wciąż ma w głowie wydarzenia ostatnich dni. Jedyna różnica tkwi w tym, że Perry nie chce rozmawiać o problemach, o przeszłości, o wspomnieniach...  Obecnie liczy się dla niego to co ma i to, co może utracić w każdej chwili. I mowa tu nie tylko  Arii, ale o całym jego plemieniu. Falom grozi niebezpieczeństwo. Burze już w zasadzie nie ustają. Całe plemię przeniosło się do jaskini, ale ile czasu mogą w niej wytrzymać? Do tego kończą się zapasy, i to nie tylko pokarmu, ale nawet drewna na opał. Strach dotyka każdego. Trapi młodych i starszych, kobiety i mężczyzn. Jedyną nadzieję na poprawę losu wszyscy widzą w Cinderze, niestety, chłopiec znajduje się poza ich zasięgiem. A może... może jednak mogą go odzyskać? Może uda im się przetrwać? Może... Tylko, ile będą musieli poświęcić, by tego dokonać? Czy dadzą radę podjąć najważniejsze i najtrudniejsze decyzje w ich życiu? Czy dane im będzie dotrzeć do upragnionego Wielkiego Błękitu, bez ponoszenia zbędnych ofiar? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Veroniki Rossi.

Książka... Nie, nie zachwyciła mnie. Nie położyła na łopatki. Nie sprawiła, że świat się zatrząsł. Nie przysłoniła mi otoczenia i nie odebrała mi tchu. Nie było jednak tak, że nie wpłynęła na mnie w ogóle. Bo wpłynęła. W zasadzie podczas całej lektury zastanawiałam się, jak dużo człowiek jest w stanie znieść i kiedy budzi się w nim wewnętrzny bunt. Zastanawiałam się, czy silniejsze jest przywiązanie, czy miłość. Lojalność czy uczucia? Dobro ogółu, czy szczęście jednostki? Życie setek, czy wolność konkretnego istnienia? W Wielkim Błękicie odnajdziemy oczywiście walkę, bunt i miłość. Przede wszystkim jednak znajdziemy analizę problemu, liczne przemyślenia i wewnętrzne monologi. Z jednej strony ostatnią część serii można więc uznać za najgorszą, z drugiej - za najlepszą. Całość czyta się dobrze. Autorka nie straciła rozmachu i napisała bardzo dobrą powieść. Zakończenie tej historii ma jednak to do siebie, że nie jest najłatwiejsze. Wymaga zaangażowania, uwagi, znajomości poprzednich części opowieści oraz ogromnych pokładów wiary, że... będzie dobrze. Bo musi być. Prawda?


Najtrudniejszy w recenzowaniu ostatniego tomu serii jest fakt, że nie powinno się zdradzić, co było wcześniej, bo ktoś kto czyta opinię, mógł ich nie czytać, a recenzja ma go do tego nakłonić. W zasadzie nie pozostaje więc nic poza serwowaniem ogólników lub wywnętrzaniem się nad tematami poruszanymi w pierwszej części powieści. Czy to jednak ma sens?  Czy to może nie przesada? Czy w takim wypadku powinniśmy się skupiać na czytanej książce, czy na całości? Na to pytanie chyba odpowiedzieć powinna już sobie osoba recenzująca. Osobiście staram się wyważyć oba podejścia. Powiedzieć coś, ale nie do końca zdradzić o co chodzi. Wspomnieć o czymś, ale niezupełnie sprecyzować co się ma na myśli. Mam nadzieję, że mi to wychodzi i, że nikt nie zniechęca się po moich recenzjach do czytania wcześniejszych tomów, ze względu na fakt, że wie za dużo. Liczę, że tym razem udało mi się zachować tę równowagę, pozwalając wam po części zajrzeć w świat Wielkiego Błękitu, jednocześnie nie zdradzając, co przyniesie cała seria. Tak czy inaczej - zachęcam do zapoznania się z nią. Warto.