Bardzo chciałam się wszystkimi nabytkami podzielić wcześniej. Niestety, nie udało się. Ten dzień był dla mnie bardzo pracowity, a do tego, jakby nie chciał się skończyć. Zresztą u mnie tak zawsze w ostatnim dniu miesiąca jest. Taka praca. Dlatego dopiero teraz łączę się z Wami i prezentuje moje październikowe zdobycze. Tak, tak - troszkę się ich zebrało :)
Gry planszpwe, czyli Asteriksa i spółkę oraz Apaczy i Komanczów otrzymaliśmy do recenzji od wydawnictwa Egmont. Recenzje właśnie się piszą - już teraz mogę wam zdradziś, że obie są bardzo fajne i pouczające. OkołoEgmontowa jest również pozycja Moje przepisy i pomysły. Pozycję zakupiłam na Targach Książki w Krakowie i jest to swoisty, piękny i praktyczny notatnik do zapisywania przepisów, zaopatrzony w informację o podstawach pieczenia :)
Wydawnictwo Feeria postanowiło uszczęśliwić w tym miesiącu zarówno mnie, jak i Wiktorię. Na zdjęciu powyżej znajdziecie książkę zatytułowaną Chłopak Nikt, autorstwa Allena Zadoffa. Recenzja znajduje się już na blogu, książkę polecam z całego serca. Do Wiktorii przywędrowały natomiast dwie pozycje, a mianowicie: Notes „Bądź swoją siłą” Demi Lovato, oraz Cena odwagi - Ewy Seno.
Od Otwartego otrzymałam Julię. Trzy tajemnice (Tahereh Mafi) oraz przedpremierowo Black Ice (Becca Fitzpatrick). Czekam jeszcze na Zbuntowanych (C.J. Daugherty) oraz na Piątą falę. Bezkresne morze (Rick Yancey), liczę, że wkrótce przyjdą. Lektury wszystkich, i każdej z osobna, już nie mogę się doczekać.
Serafina (Rachel Hartman) oraz Miasto niebiańskiego ognia (Cassandra Clare) to egzemplarze recenzenckie od wydawnictwa MAG. Co prawda przeczytałam dopiero pierwsze dwie części serii Dary Anioła, ale liczę, że wkrótce uda mi się resztę nadrobić :)
Miasto z lodu (Małgorzata Warda) oraz Gdy przejdziesz przez próg (Paula Daly) przywędrowały do mnie od wortalu Granice. Wkrótce zabieram się za lekturę tych pozycji.
Białe róże dla Matyldy (Magdalena Zimniak) to jedna z nowości wydawnictwa Prozami. Do przeczytania wkrótce :)
Jeśli chodzi o książkę, z wielką reklamą "Zbrodnia", to jest to oczywiście powieść Na spokojnych wodach (Viveca Sten), na podstawie której nakręcono serial AXN Zbrodnia. Dodatkowo od Czarnej owcy otrzymaliśmy, a w zasadzie Artur otrzymał, Korespondentów.PL (Dorota Kowalska, Wojciech Rogacin).
Powoli finiszuję, ale oczywiście pozostało kilka pozycji do omówienia :)
Od wydawnictwa Muza i jego już dość sporego dziecka Akurat otrzymałam Niechcianych (Yrsa Sigurdardóttir) oraz Swobodną (S.C. Stephens). W zasadzie, całkiem prawdopodobne, że książki znalazły się u mnie dzięki uprzejmości portalu Duże Ka. Ale trudno stwierdzić, bo sama również prosiłam o nie wydawcę :)
Złap mnie (Lisa Gardner) przywędrowało do mnie od Sonii Dragi, Mroczny zakątek (Gillian Flynn) to egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Znal LiteraNova, audiobook Zaginiona dziewczyna (Gillian Flynn) otrzymałam od wydawnictwa Burda Książki. Masa o pieniądzach polskiej mafii (Artur Górski, Jarosław Sokołowski) otrzymał Artur od Czytajmy Polskich Autorów oraz wydawnictwa Prószyński. Na sam koniec, choć nie ostatnia, jest najnowsza powieść Agnieszki LIngas-Łoniewskiej, zatytułowana Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna tom 1. Książka została wydawanych przez Novae Res. Ten akurat egzemplarz, to zakup targowy (jeden z nielicznych książkowych).
I jak, przypadł Wam do gustu mój stosik? Znaleźliście coś dla siebie? Jakieś rady odnośnie harmonogramu czytania? Czekam na komentarze od Was :)
ps. Zauważyliście małe zmiany na blogu? Podobają się?
Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku... Nawet najdłuższa książka zaczyna się od pierwszego słowa...
31 października 2014
Bookowo 9/2014 (21)
Autor:
Słowa duże i MAŁE
o
23:43
6 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
Akurat,
Burda,
CPA,
Czarna owca,
Duże Ka,
Egmont,
Feeria,
Granice,
gry,
MAG,
Muza,
Novae Res,
Otwarte,
Prozami,
Prószyński,
Sil,
Sonia Draga,
stosik,
stosik październik 2014,
Znak Litera Nova
27 października 2014
Facet do zadań specjalnych („Chłopak NIKT” Allen Zadoff)
„Chłopak NIKT” Allen Zadoff
tom: 1
wyd. Feeria
rok: 2014
str. 344
Ocena: 5/6
Czasem chyba
każdy chciałby być kimś zupełnie innym. Wcielić się w jakąś postać, zapomnieć o
sobie, o swojej przeszłości, o problemach i obowiązkach związanych z
codziennością. Jednak to, że każdemu taka myśl może przejść przez głowę, nie
oznacza, że ci wszyscy ludzie chcieliby wcielić takie marzenia w życie. W końcu
ostatecznie, każdy z nas czuje się dobrze w swojej skórze. Albo przynajmniej
niemal dobrze. Są jednak osoby, które z wcielaniem się w przeróżne role mają do
czynienia na co dzień. Aktorzy. Politycy. No i, tak mi się przynajmniej wydaje,
agenci tajnych służb. W tym ostatnim przypadku pewnym tego być nie można, bo
relację z ich pracy znać można jedynie z filmów, dziennikarskich śledztw czy
anonimowych książek. Czy agenci faktycznie codziennie udają kogoś innego, czy w
ogóle wiedzą, kim naprawdę są? Czy są w stanie wrócić do rzeczywistości i żyć
własnym życiem?
ON jest ICH
specjalną bronią. Gdy potrzebna jest interwencja, dostaje sygnał i rusza do
akcji. Zwykle jego czas operacyjny wynosi kilka miesięcy. Ma się wmieszać w
tłum, poznać otoczenie, zrozumieć je i dostać się do kręgu przyjaciół celu
pośredniego. Po nitce do kłębka, jak to się mówi. On zaprzyjaźnia się z nimi,
oni doprowadzają go do celu - rodzica, cioci czy brata. Gdy zdobędzie już
zaufanie, gdy stanie się przyjacielem rodziny, może wykonać zadanie -
wyeliminować cel. Śmierć z jego ręki zawsze przychodzi szybko i bezboleśnie.
Jedno ukłucie długopisem i w trzy sekundy obiekt przestaje oddychać. Lekarz
zawsze stwierdza to samo - śmierć z przyczyn naturalnych. Tak to się właśnie w
jego świecie załatwia. Zaraz po wykonaniu zadania odchodzi, zmienia tożsamość i
czeka na przydzielenie kolejnego zadania. Nie myśli o właśnie wykonanej pracy.
Nie zastanawia się, czy przydzielone zadanie było słuszne. Tak go wyszkolono -
nie zadaje się zbędnych pytań. I nie wraca do przeszłości, szczególnie tej,
gdy nie był jeszcze objęty Programem. Bo myślenie, analizowanie i wspominanie,
nie prowadzą do niczego dobrego, wręcz przeciwnie. Mogą nieźle namieszać i
sprawić, że cel nie zostanie wyeliminowany w odpowiednim czasie. Co wówczas?
Czy taki scenariusz jest w ogóle brany pod uwagę przez Matkę i Ojca? Czy On,
jako Syn, ma w ogóle możliwość sprzeciwienia się? Bo jeśli nie, jeśli jego
życie kończy się na wykonywaniu kolejnych, zlecanych mu zadań, to czy On
naprawdę istnieje? A może jest zaprogramowaną maszyną do zabijania, która nie
powinna ani przejawiać objawów myślenia, ani odczuwania? Takie są na pewno
założenia Programu, co się jednak stanie, gdy połączy się ze sobą kilka z
pozoru nic nie znaczących czynników? Skrócenie czasu misji do, powiedzmy, 5
dni? Przydzielenie celu pośredniego, pięknej dziewczyny i celu właściwego,
najważniejszej osoby w Nowym Jorku? Czy to możliwe, że On nagle zacznie coś
czuć? Jak skończy się ta historia? Czy dowiemy się czegoś więcej o szesnastoletnim
agencie do zadań specjalnych? Czy jego kariera rychło legnie w gruzach, czy też
przeciwnie - zacznie się intensywnie rozwijać? By się tego dowiedzieć,
koniecznie trzeba sięgnąć po pierwszy tom opowieści o chłopaku, który jest
Nikim, autorstwa Allen'a Zadoff'a.
Teraz, po
zakończeniu lektury, pewna jestem jednego - to była bardzo dobra książka. Ale
jeszcze kilka dni temu nie powiedziałabym tego. Pierwsze rozdziały wlekły się
niemiłosiernie. Męczyłam się strasznie czytając je. Zastanawiałam się nawet,
czy czasem nie postradałam zmysłów - bo chyba musiałam, skoro czytam książkę,
która miała być zupełnie inna. Dobrze, że nie założyłam sobie limitu stron,
jaki przeznaczę na tę powieść. Bo mogłabym na przykład stwierdzić, że po
pięćdziesięciu stronach sobie odpuszczę... wówczas nigdy nie dowiedziałabym
się, jak dobrą pozycję trzymałam w ręku. Na szczęście coś ciągle kazało mi
wracać do Chłopaka NIKT. I kiedy w końcu akcja ruszyła z kopyta i wszystko
zaczęło pędzić jak na rollercoasterze, wiedziałam, że podjęłam słuszną decyzję.
Bo autor z pełną premedytacją tak zaczął swoją książkę. Pokazał czytelnikowi,
jak myślał i zachowywał się bohater do tej pory, jak ukształtował go Program. O
takiej maszynie naprawdę trudno się czyta, ale gdy maszyna staje się
człowiekiem... dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa akcja.
W zasadzie
chyba już wiele nie mam do dodania. Chłopak NIKT to naprawdę dobra książka,
którą spokojnie przeczytać może każdy, bez względu na wiek, choć zdecydowanie
raczej skierowana jest do nastoletniego odbiorcy. Poza początkiem, całość czyta
się doskonale. Książka wciąga niczym najniebezpieczniejsze bagno i otacza
czytelnika z każdej strony. Nie da się o niej zapomnieć. Jest warta każdej
poświęconej jej minuty. Polecam ją z całego serca.
Sil
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Autor:
Słowa duże i MAŁE
o
19:04
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
2014,
Allen Zadoff,
Baza recenzji Syndykatu ZwB,
Chłopak NIKT,
Feeria,
książka,
ocena 5/6,
otrzymana,
październik 2014,
recenzja,
Sil
26 października 2014
SdiM poTargowo
W zasadzie to już tradycja, że w jedną z ostatnich sobót października pojawiam się z najbliższymi mi ludźmi w Krakowie. Nie inaczej stało się i w tym roku. Co prawda ten weekend odrobinę różnił się od tych z poprzednich lat. Zwykle tłumnie mój dom był nawiedzany przez pewne szalone wrocławianki (i nie tylko). W tym roku plany zmieniały się jak w kalejdoskopie i ostatecznie z przyjaciółkami spotkałam się w samym Krakowie, przed, w trakcie i po Targach Książki. Pozbawiona zostałam przyjemności gotowania dla tłumów, ale jakoś to przeżyłam. Gorzej było z moim małżonkiem, który wymyślił sobie, że zabierze do Krakowa naszego "pieska". Pisząc pieska mam oczywiście na myśli ogromnego psa z krótkimi nóżkami, czyli basseta hound. O Furiacie szerzej możecie przeczytać na sFuriatowanych, czyli blogu przez niego prowadzonym (tak, tak - mój pies potrafi napisać o sobie notkę:P). Dobra, odrobinę odbiegłam od tematu. Artur chciał zabrać psa i olać TK, na co oczywiście się nie zgodziłam. Pewnie przez całe życie mąż mi to będzie wypominał, ale ja na targi nie jeżdżę tylko dla książek i przyjaciół bliżej lub dalej z tymi książkami związanych. Wyszukuję tam przeróżne rzeczy i nabywam drogą kupna. Analizuję i dyskutuję zakupy właśnie z moim małżonkiem. Nie chciałam tego stracić, a do tego to prowadziło. Ostatecznie odwieźliśmy psa dzień wcześniej do rodziców, biorąc w zamian moją młodszą siostrę :) No dobra, chcieliśmy ją zabrać :)
W sobotę, czyli w trzeci dzień TK, bladym świtem, wyruszyliśmy do Krakowa. Tak raniutko spotkałam się z moją ekipą na śniadaniu, a następnie przeteleportowałyśmy się do Nowej Huty, gdzie w nowo wybudowanym budynku Expo Kraków odbywały się Targi Książki 2014.
W tym roku ubyło się w zasadzie bez kolejki i w zasadzie bez upraszania wydawców o wejściówki. Organizatorzy Targów w końcu zrozumieli, że "branżowi goście" to nie tylko przedstawiciele gazet, telewizji oraz autorzy, ale także bloggerzy książkowi. Gorzej, że według nich bloga może prowadzić maksymalnie jedna osoba. Ja akurat publikuję recenzje jeszcze dwóch osób, a znam blogi, na których autorów jest kilkunastu. Co wówczas? Niestety, wtedy trzeba radzić sobie samemu.
[qq]
Dobra, bo troszkę się to rozciągnęło, a miało być, przynajmniej w założeniu, szybciutkie zrelacjonowanie dnia wczorajszego (w zasadzie niemal na żywo, bo pisać zaczęłam wczoraj, tylko zmożył mnie sen). A więc, na TK byliśmy blisko:
W sobotę, czyli w trzeci dzień TK, bladym świtem, wyruszyliśmy do Krakowa. Tak raniutko spotkałam się z moją ekipą na śniadaniu, a następnie przeteleportowałyśmy się do Nowej Huty, gdzie w nowo wybudowanym budynku Expo Kraków odbywały się Targi Książki 2014.
przed TK z Wiki i Kasią
Po rejestraci i doczekaniu się reszty ekipy, która na TK wybrała się ExpoPorażkoBusem (tak przynajmniej w myślach go nazwałam po wysłuchaniu relacji osób nim się przemieszczających), ruszyliśmy an podbój stoisk. Oczywiście jak zawsz eplan był jeden - trafić na najlepsze okazje, znaleźć się na interesujących nas spotkaniach, spotkać osobym na których nam zależy. Plan udało się zrealizować w niektórych aspektach lepiej, w innych gorzej. Ogólny bilans jednak zawsze wychodzi na plus.
[5pr[eeeeeee0
bg
?] - dodatek od Fuksji (moja kotka)[qq]
Dobra, bo troszkę się to rozciągnęło, a miało być, przynajmniej w założeniu, szybciutkie zrelacjonowanie dnia wczorajszego (w zasadzie niemal na żywo, bo pisać zaczęłam wczoraj, tylko zmożył mnie sen). A więc, na TK byliśmy blisko:
Jacka Cygana
Marii Czubaszek
Zygmunta Miłoszewskiego
Agnieszki Lingas-Łoniewskiej
Wojciecha Cejrowskiego
prof. Jerzego Bralczyka
prof. Jana Miodka
Oczywiście nie mogłam nie stanąć w ogonku do mojej ukochanej autorki, Agnieszki Lingas-
Łoniewskiej :)
Wygram? Nie wygrałam :(
za czym kolejka ta?
Może nowe Bez przebaczenia?
A może... ONE WSZYSTKIE!!!
Dostanę podpis? Nie dostanę?
Chwila dla fotoreporterów :)
Potem szybko pobiegłam na spotkanie bloggerów. Oczywiście nie wiedziałam gdzie ono jest. Jak już to wiedziałem, to nie wiedziałam, jak na nie wejść. Skończyło się na tym, że trafiłam do sali 13:45, a potkanie trwało jeszcze z 5 minut. I nic nie mogłam zrozumieć... Jakieś szaleństwo. Chyba spotkanie się za bardzo nie udało. Ale, może za rok będzie lepiej :)
Sławomir Krępa z wortalu Granice przemawia - podobno na TK Katowicach będzie lepiej :)
Szybko odszukaliśmy stoisko Dużego Ka, miałam tam nadzieję spotkać Janka z Tramwaju nr 4, niestety - nie udało się :(
Trafiłyśmy z Wiki na stoisko wortalu Granice. Oczywiście zapomniałam, że chciałam wziąć udział w ich manewrach :(
Potem to już się zaczęło szaleńswto
Może kupimy coś Jaguarowego?
O, jakie super notesy (WAM)!!!
Tak, to troszkę krępujące. Ale fioletowe, wieokrotnego użytku znaczniki wprawiły mnie w zachwyt:)
Coś czego kupić się nie dało - na wystawie rękodzieło. Biało-fioletowa - must have
I kolejna rzecz, której kupić nie można. Kwiaty z rajstop. Piękne :)
A po Targach... Tradycji musiała starć się zadość. Ruszuliśmy na miasto i na najwspanialsze zapiekanki, które można dostać tylko u Endziora, na Kazimierzu :)
Z Wiki :)
Z moją WM :)
No i na koniec, moje dziewczyny :)
No i bez tego nie mogłoby być teh relacji, czyli targowe zdobycze. Tak, tak. U mnie po Targach Książki zwykle najmniej jest... książek :)
A co u was? Byliście na Targach? Co udało się wam upolować?
23 października 2014
O moim blogowaniu słów kilka...
Jak tam z Waszym blogowaniem? Z moim... różnie to bywa.
Chyba jak w życiu, bywa lepiej i gorzej. Jak sobie popatrzę na liczbę postów
umieszczanych przeze mnie w całej historii SdiM, to nie pozostaje mi nic innego
do powiedzenia jak - kicha. Z roku na rok - ba, z miesiąca na miesiąc jest
gorzej. Staram sie utrzymywać częstotliwość trzech notek tygodniowo, niestety,
nie zawsze mi się to udaje. Wstyd się przyznać, że czasem ukazuje się jeden
post tygodniowo... albo jeden na dwa tygodnie. Na pewno nie jestem jedyna, nie
tylko ja mam jakiś zastój twórczy. Nie tylko ja czasem sięgam po książkę i
kończę lekturę przeczytawszy tylko jeden rozdział. A książka może być naprawdę
znakomita. Mogło mi na niej nieziemsko zależeć. Mogłam ją mieć w planach od
tygodni. Ale nie czytam. Leżę w łóżku z książka i myślę o tych pozycjach, które
stoją dumnie w mojej biblioteczce. Po niejedną z nich sięgnęłabym natychmiast,
ale... nie robię tego. Bo efekt byłby taki sam, jak z czytana właśnie pozycją.
Męczenie rozdziału po rozdziale. Oczywiście z czasem rozkręcam się, czytam po
dwa rozdziały. Po trzy. Tak udaje mi się skończyć książkę. Niejednokrotnie
jednak trwa to i dwa tygodnie. Mogę tłumaczyć się milionem powodów. Jestem
zmęczona. Jestem zniechęcona. Jestem jak flaki z olejem. Jestem w głębokiej
depresji, z której nawet znakomita lektura nie jest mnie w stanie wyciągnąć. A
może jest? Może, gdzieś tam jest książka, która odmieni mnie? Która sprawi, że
zacznę znów podchodzić do czytania tak jak kiedyś. Nie, nie myślcie sobie, że
mam zamiar się poddać. Nie robię też nic z przymusu. Męczą mnie jednak pewne
sprawy. Denerwują wydawcy, którzy zapominają odpowiedzieć na e-maile.
Zniechęcają znajdowane w Internecie informacje. Rozczarowują wpisy niektórych
bloggerów. Zawodzą braki wpisów innych. Ogólnie szlag mnie trafia niemal z
każdego powodu. A do tego mamy jesień. Pada. Idealny klimat na depresję, która
niewątpliwie próbuje mnie pochwycić swoimi mackami. I chyba się jej udaje. Niby
ta pora roku sprzyja czytaniu - zdecydowanie się nie zgadzam. Mi najlepiej
czyta się latem. Lato jest śliczne, szczęśliwe i beztroskie. W lecie mogę się
oddać lekturze i nie mieć wyrzutów sumienia. Mogę przeczytać zaległości,
zastanowić się, jak widzę mój blogging dalej. Zwykle z tych przemyśleń niewiele
wychodzi, ale... przynajmniej są. A jak tam z Waszym blogowaniem? Borykacie się
z jakimiś problemami? Nie możecie sobie z czymś poradzić? A może jest
wspaniale, najlepszy czas w Waszym życiu? Dajcie znać co u Was. Może macie
jakieś sposoby na poradzenie sobie z notorycznymnieczytaniem?
ps. Ten wpis powstał w ramach "1000 post na SdiM",
nie mogłam go jednak wstawić, bo notka miała być fajna, lekka i przyjemna. A
wyszło ciężko i przygnębiająco. Jak widać, nawet z notatkami mam malusieńki
problem :)
21 października 2014
Sprawy do załatwienia („Sejf” Tomasz Sekielski)
„Sejf” Tomasz Sekielski
wyd. Rebis
rok: 2012
str. 344
Ocena: 5/6
Tomasza
Sekielskiego chyba każdy kojarzy. To reporter, dziennikarz śledczy i
dokumentalista. Mnie najlepiej zapadł w głowie dzięki programowi telewizyjnemu
Teraz My, prowadzonemu razem z Andrzejem Morozowskim. To było już ładnych kilka
lat temu, a jednak wciąż mam go w pamięci. Gdy okazało się, że Tomasz Sekielski
napisał powieść sensacyjną, byłam bardzo podekscytowana. Niestety, z wielu
powodów było mi z Sejfem nie po drodze. Na szczęście w końcu udało mi się po nią
sięgnąć, a teraz mogę podzielić się z wami moimi wrażeniami.
Artur Solski
jest, delikatnie mówiąc, poirytowany. Udało mu się zrobić świetny materiał o
przekręcie mającym miejsce w trakcie prywatyzacji PZU. Niestety, jego szef nie
jest tą sprawą zainteresowany. Przecież widzów nie interesują afery
gospodarcze. Ma być prosta story, dziennikarz ma grać na emocjach, bo to się najlepiej
sprzedaje. Liczy się oglądalność. Telewizja jest dla mas, a masy chcą taniej
sensacji, skandalu, seksu i krwi. Cóż, w zasadzie trudno w takiej sytuacji
dziwić się Arturowi Solskiemu, że był zdenerwowany. A oliwy do ognia dolał jeszcze
jego szef, wysyłając go na Podlasie, by zrobił ładny obrazek o tamtejszych
szeptuchach. No, teraz to można powiedzieć, że Ludwik Tokarczyk och... nie,
nie. Nie powtórzę za jednym z głównych bohaterów. Ale zdecydowanie się z nim
zgadzam. Nie zmienia to jednak faktu, że Artur nie miał wyboru, musiał zapakować
swoje cztery litery do samochodu i razem z kamerzystą Wojtkiem Kowalem udać się
niemal na koniec świata. Po drodze dzieje się jednak coś, czego żaden z nich
nie brał pod uwagę, mianowicie zostają zatrzymani przez policję i przez zupełny
przypadek trafia się im perełka. Wydarzenie, o którym nikt nie wie. Miejsce
zbrodni, które mogą odwiedzić jako pierwsza ekipa telewizyjna. Przed TVN i
Polsatem. Nawet przed TVP. Z takiej okazji po prostu nie mogą zrezygnować.
Zarzucają więc swoje plany i udają się do Koterki, gdzie w stawie przy cerkwi znaleziono
trupa bez twarzy. Czyżby jakieś satanistyczne obrządki? A może porachunki
mafijne? A może... Niestety tego zdradzić wam nie mogę. Żeby się dowiedzieć,
jak potoczą się losy zbuntowanego i rozchwianego emocjonalnie dziennikarza,
koniecznie musicie sięgnąć po Sejf Tomasza Sekielskiego.
Jedno jest
pewne - nic, co zostało przytoczone w tej powieści, nie znalazło się w niej
przez przypadek. Każdy detal, każdy szczegół został przemyślany, dopracowany i
dopieszczony. Początkowo nic się z sobą nie łączy. Prologiem autor wprowadza
nas w tragiczną informację o śmierci jednego z polskich żołnierzy. Później
poznajemy zakręconego dziennikarza, a jeszcze dalej zaprezentowany zostaje
czytelnikowi nieszczędzący sobie trunku młodszy inspektor Waldemar Darski. To oczywiście
nie koniec, bo z każdym kolejnym rozdziałem plejada bohaterów rozrasta się i
rozrasta. Co mniej uważny czytelnik nie będzie miał problemu w pogubieniu się w
zagmatwanej fabule. I tylko jakiś cichy głosik w tle mówić będzie, że coś tutaj
ewidentnie śmierdzi. Coś jest na rzeczy. Coś z czymś się łączy. A gdy w końcu
zrozumie, gdy dotrze do niego o co chodzi... trudno będzie się otrząsnąć i pojąć,
jak to jest możliwe.
Nie będę tu
prawić, że jest to najlepsza książka, jaką w życiu przeczytałam. Bo nie jest.
Ale ma w sobie coś intrygującego, pociągającego i uniemożliwiającego oderwanie
się od niej. Czyta się ją nie tylko bardzo dobrze, ale i z wielkim
zainteresowaniem. Miejscami jest komiczna, kiedy indziej dramatyczna. Ale bez
względu na to, przez cały czas jest to znakomity thriller, trzymający w napięciu,
aż do ostatnich przeczytanych zdań. I tak, jak przez cały Sejf czytelnik musi
się zastanawiać, jak połączyć wszystkie nitki porozrzucane przez autora, tak na
samym końcu musi odgadnąć, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego skończyło
się tak, a nie inaczej.
Jak już wcześniej
wspomniałam, książkę czyta się rewelacyjnie. Już więc się cieszę, na druga
powieść tego autora, czyli Obraz kontrolny. Co więcej, już wkrótce w księgarniach
pojawi się trzecia część serii Sejf- Gniazdo kruka. Mam nadzieję, że pozostałe
części serii będą równie dobre, jak nie lepsze od pierwszej. Polecam z czystym
sumieniem.
Sil
Baza recenzji Syndykatu ZwB
Subskrybuj:
Posty (Atom)




