10 kwietnia 2011

Nowe na półeczkach...

Cały tydzień zbierałam się za wrzucenie tego postu. No i przyszedł czas. Jutro zaczyna się nowy tydzień i pewnie nowa mania zakupowo-wydawnicza, więc lepiej nie zwlekać :)
I tak od góry mamy:
1. "Przepowiednia" P.C. Cast od pani Moniki z Miry, oczywiście do recenzji :)
2. "Światła portu" Sherryl Woods - również od pani Moniki. Postanowiłam jeszcze raz spróbować z panią Woods, może to spotkanie będzie nieco bardziej udane :)
3,4,5 - Romanse od pani Moniki na poprawę humoru :)
6. "Córki hańby" Jasvinder Sanghera - książka od wydawnictwa Prószyński, oczywiście do recenzji. Już nie mogę się jej doczekać :)
7. "Dwa wybory" Dianne Wolfer - książkę dostałam od Księgarni Matras w ramach przeprosin :)
8. "Wschodzący księżyc" Keri Arthur - zakup własny
9. "Bezradnik małżeński" Polly Williams - zakup własny
10. "Ciemna strona małżeństwa" Adam Ross - zakup własny, ale niemal zupełnie przypadkowy :) Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
11. "Obsesja" Erica Spindler - własny zakup :)

Uff, nie mam pojęcia kiedy uporam się z tymi książkami. Czytam w moim tempie, kocham pisać, systematycznie więc recenzje będą się ukazywać, jutro już kolejna :)

9 kwietnia 2011

Kolekcjoner w sieci





Wczoraj wieczorem, na portalu Zbrodnia w Bibliotece opublikowana została moja recenzja Kolekcjonera, którą mogliście przeczytać w ubiegłym tygodniu na blogu :) Przeczytać możecie ją tutaj :) Wszystkich serdecznie zapraszam również do lektury recenzji "Cienia gejszy" Anny Klejzerowicz, autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, którą znajdziecie tutaj :)

8 kwietnia 2011

Life is brutal



wyd. Prozami
rok: 2011
str. 310
Ocena: 5/6




Jest późna noc, za kilka godzin będzie świtać, chwilę później rześka powinnam zerwać się z łóżka i udać się do pracy. Cóż, na pewno udam się do pracy. Gorzej jednak będzie z tymi porannymi słowikami. Powód jest prosty. Pochłonęła mnie bez reszty niezwykła opowieść o pewnej alei. Pierwszą czynnością, jaką wykonałam po odłożeniu mojego egzemplarza „Alei bzów” Aleksandry Tyl, było wygooglowanie ciągu dalszego tej historii. Krótkie poszukiwania utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie tylko ja czuję, że powieść będzie kontynuowana. Za wiele wątków pozostało otwartych, zbyt wiele spraw nie zostało rozwiązanych. Ale, po kolei.

„Aleja bzów” to niezwykła opowieść o dość zwykłej dziewczynie. Pewnego wieczoru poznajemy Izabelę, która w drodze powrotnej z poszukiwań materiałów do wywiadu odwiedza swoją ukochaną babcię. Chwilę po opuszczeniu jej mieszkania wydarza się wypadek. Iza potrąca wilczura. Spanikowania nie wie co począć, jednak w chwili próby decyduje, że zabierze psinę z drogi i zawiezie do weterynarza. Pies bynajmniej nie jest bezpański i Izabeli dość szybko udaje się ustalić kim jest jego właściciel. Przez pewniej jednak czas nie jest w stanie oddać psiny. Gdy przychodzi moment pożegnania, Szeryf jest już jej najlepszym przyjacielem. Tym straszniejszy jest fakt, iż jego prawowity właściciel jest gburem, który postanowił wyeksmitować jej babcię ze starego pałacyku. To jak potoczy się sprawa eksmisji, czemu ma do niej dojść i w końcu kim jest Wiktor, dowiecie się czytając książkę Aleksandry Tyl.

Zdecydowanie poinformować was muszę, że książka jest… maksymalnym pochłaniaczem. Wciąga od pierwszych stron i niepozwala czytelnikowi oderwać się od choćby po to, by przygotować herbatę. Napisana jest niezwykle płynnym i jasnym językiem, bez zbędnych ubarwień i upiększeń tekstu. Mimo licznych przeszkód stawianych na drodze Izy, w końcu uśmiecha się do niej szczęście. Do tego okazuje się, że los spłatał jej figla, że nie wszystko złoto, co się świeci i nie każdy problem jest w rzeczywistości problemem. Postawy ludzi, w kręgu których zaczyna obracać się bohaterka, uświadamiają jej, jak niewielkie są jej problemy w obliczu nieszczęść, które często spadają na inne, bezbronne jednostki. Dodatkowo Iza dowiaduje się, że na świecie żyją jeszcze ludzie, którzy są w stanie pomóc innym bezinteresownie, z dobroci serca.

6 kwietnia 2011

Jak uroczo….


wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2010
str. 255
Ocena: 4/6



Od kilku tygodni książka zalegała na półce i spokojnie czekała na swoją kolej na przeczytanie. Spokojnie… do czasu. Kilka dni temu, odebrałam paniczną wiadomość od koleżanki, która mi ową pozycję użyczyła „Mija termin oddania jej do biblioteki”. Co to za problem, pomyślałam. W końcu mogę ją sama pożyczyć. To jednak nie było takie proste – za książką w bibliotece ustawiła się kolejka, ja byłam na szarym końcu. I tak oto w moich rękach i umyśle zagościło „Uroczysko” Magdaleny Kordel.

Główną bohaterką książki jest Majka. Eks polonistka, tłumaczka, matka i żona. Żona, która pewnego dnia słyszy od najważniejszego mężczyzny w jej życiu zdanie w stylu „było miło, ale się kończyło”. On trzaska drzwiami, a ona zostaje sama (no może niezupełnie sama), w domu ledwo trzymającym się kupy, w którym nawet cztery bluzy nie wystarczają, by się ogrzać. To pierwszy z wielu wstrząsów, jakie los przygotował dla Majki. Chwilę później dowiaduje się, że i ten straszny i mroźny dom, nie jest już jej, że musi się spakować i poszukać innego schronienia. Czemu? Cóż, to wam już wytłumaczy Igor, ten najukochańszy, najcudowniejszy na świecie przyszły eks małżonek. I tak właśnie z dnia na dzień, życie Majki, Marysi (piętnastoletniej córki głównej bohaterki), dwóch psów i kota, staje na głowie. A los… cóż, w ich wypadku nie skończył jeszcze pokrętnych działań.

O czym właściwie jest ta książka? Myślę, że przede wszystkim o podnoszeniu się z upadku. Może nie z samego dna, ale na pewno po solidnym stłuczeniu sobie pośladków. O budowaniu nowego życia. O układaniu sobie swoich własnych uczuć.

Zaproszenia Muzy :)

Wydawnictwo Muza zaprasza na kilka interesujących wydarzeń, mających miejsce w najbliższych dniach :)