30 maja 2015

Bookowo 5/2015 (27)

Z wyliczeń wychodzi mi, że poprzedni stosik był setnym na blogu. I jestem w szoku. To tyle już trwa. Tyle czasu trwa moja przygoda z blogowaniem... i niestety czasem bardzo mnie ona męczy. Nie chcę, byście mnie źle zrozumieli. Cieszy mnie blogowanie, kiedy mam o czym pisać. Ale gdy czytanie książki mnie męczy, gdy nie mam pomysłu na post, gdy mam doła za dołem... a mam ostatnio nieustającego doła... to męczy mnie prowadzenie bloga. Czuję się zobowiązana, zobligowana do czytania, pisania recenzji i ich publikowania. A najchętnij bym leżała i patrzyła w sufit. Nie myślała. Nie zastanawiała się. Nie czytała. Nie pisała. Nie publikowała. Gdy zaczynam myśleć, zaczynam płakać. Jak płaczę - denerwuje się na siebie. Nie potrafię skupić myśli na czymś innym. Jest źle. Nie o tym miał być ten wpis, więc natychmiast zaprzestaję tych dołujących wywodów. 

Maj to miesiąc Targów Książki w Warszawie. W tym roku, jak już wiecie, i ja miałam okazję je zobaczyć. Przywiozłam z nich kilka ksiażkowych nabytków. W międzyczasie oczywiście pojawiały się u mnie i egzemplarze recenzenckie. Poniżej prezentuję więc majowy stosik. Trochę duży. Odrobinę nierozczytany jeszcze. Wyjątkowy jak zawsze. 


Zacznę od lewej, gdzie znajdują się książki z najlepszej na świecie serii. Pięknie wydane, znakomite powieści, czyli Thrillery by Sonia Draga. Recenzuje i kupuje je namiętnie. Choć na te kupne nie zawsze mam czas (w sensie czytać nie mam ich kiedy). Ale zostawiam je na kiedyś, kiedy moja przygoda z blogowanie zupełnie mnie zdołuje i już nie będę miała nowości do przeczytania... 
Po drugiej stronie jaźni - Wulfa Dorn'a, Manipulator - Maxa Landorff'a, Podpalacz - Peter'a Rononson'a, Siedem dni - Deon'a Meyer'a oraz Niebezpieczny chłopak - Petera Robinsona - po pozycje zakupione na stoisku Sonii Dragi na TK Warszawa w bardzo okazyjnej cenie - 10 zł sztuka. Szkoda było nie brać :)
Cierpliwość diabła - Maxime Chattam (Sonia Draga) to nowość otrzymana od wydawcy do recenzji. Oczywiście już nie mogę doczekać się lektury. 

O Pięknej katastrofie - Jamie McGuire (Albatros) przeczytałam ostatnio na jednym z blogów. Oczywiście okazało się, że w zeszłym roku przegapiłam tę powieść w nowościach Albatrosa. Otrzymałam teraz od wydawcy ebooka do recenzji, ale nie mogłam się powstrzymać od zakupu wersji papierowej. Skorzystałam z promocji targowej i za 25 zł książka była moja. Mam nadzieję, że warta jest swojej ceny :) 

Skazanych - Alice Hill (Novae Res) to jedna z najnowszych pozycji tego wydawcy. Chwilę co prawda na tę powieść musiałam poczekać, ale w końcu do mnie dotarła. Oby szybko udało mi się po nia sięgnąć. 

Doczekałam się również finalnego egzemplarza Szukaj mnie wśród lawendy: Zofia, oraz przedpremierowej Gabrieli (Novae Res). Wkrótce powinna pojawić się u mnie recenzja tej ostatniej, finałowej części serii o miłości z Chorwacją i słonecznym Trpanj w tle. 

Niepokorna - S.C. Stephens (Akurat) właśnie leży obok mnie. Przeczytałam już ok 1/6 całości, ale idzie mi dość opornie. Nie wiem, czy przez samą książkę, czy przez moje nastawienie. To finał (mam nadzieję) serii. No i nie jestem pewna komu ja zawdzięczam. Pisałam o nią do wydawcy, poprosiłam też by Duże Ka poprosiło o nią w moim imieniu. I przyszła :) Recenzja ukaże się więc na Dużym Ka i u mnie :) 

Przyszły też do mnie długo oczekiwane książki z GW Foksal. Mam więc:
Jutro, jutro i znów jutro - Thomas Sweterlitsch, Nieludzie - Kat Falls, Bez końca - Martyn Bedford, To tylko pies?! - Suzzane Selfors - ta ostatnia pozycja do recenzji dla Artura. Z czasem mam nadzieję, uda się nam wszystkie je zrecenzować :) 

Uprowadzona 3 - od Dużego Ka do recenzji przez Artura. 

Masa o porachunkach polskiej mafii - Artur Górski, Jarosław Sokołowski (Prószyński i s-ka) do recenzji dla Artura od CPA :)

Na końcu Przyskami na psie smaki - Zuzanna Ingielewicz (Jaguar) - do recenzji dla Artura od Dużego Ka

Za wszystkie pozycje bardzo dziękujemy i liczymy, że wkrótce uda nam się je zrecenzować :) 

27 maja 2015

Nie wolno się bać („Następczyni" Kiera Cass)


„Następczyni" Kiera Cass
tom: IV
cykl: Rywalki
wyd. Jaguar
rok: 2015
str. 360
Ocena: 5/6

Cause I ain't got nothing to lose
So much to prove
I get too far to hear no
Gotta go hard or go home
I ain't got nothing to lose
I gotta do what I gotta do 1)

Kiedy kończyłam czytać Jedyną, nawet przez myśl mi nie przeszło, że Kiera Cass może pokusić się o napisanie kontynuacji tej niezwykłej trylogii. Bo cóż mogłaby w niej zawrzeć? Wielkie, huczne wesele? Narodziny pierworodnego? Obalenie klas? Szczęście poddanych, którym nowy władca oddał dawno utracone możliwości? Jasne - to byłoby pewnie ciekawe, ale, czy potrzebne? Nie wydaje mi się. Jedyna zakończyła się dokładnie tak, jak powinna i po ostatnim napisanym przez autorkę zdaniu, nie powinno dodawać się już kolejnych. Wyobraźcie więc sobie, jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że powstaje dalszy ciąg. Szok to bardzo delikatne określenie. Nie ukrywam jednak, że mimo wszystko się ucieszyłam, tym bardziej, że powieść miała przenieść naszych bohaterów dwadzieścia lat później. Co wyszło z takiej wybuchowej mieszanki? Czy autorce udało się utrzymać wypracowany w Rywalkach klimat? Czy powieść mogę śmiało polecić, a może powinnam ją z góry wszystkim odradzić? By się tego dowiedzieć, koniecznie powinniście zapoznać się z poniższym tekstem.

Eadlyn Schreave żyje z przeświadczeniem, że ma niesamowitego wręcz pecha. To właśnie on sprawił, że zamiast zostać beztroską księżniczką, żyjącą w cieniu brata, stała się osobą, która wkrótce miała przejąć tron po ojcu. Jej pech wynosił jakieś siedem minut i był równy dokładnie temu, jak długi czas spędziła bez brata. Chwilę po jej narodzinach na świat przyszedł jej brat bliźniak - Ahren. W normalnych okolicznościach ta niewielka różnica w czasie nie miałaby znaczenia. Tak czy inaczej tron odziedziczyłby pierworodny syn Maxona. Niestety, rodzice uradowani przyjściem na świat dzieci, postanowili zmienić prawo i umożliwić sprawowanie rządów temu dziecku, które... Nie, nie - nie chodzi o to, które bardziej się nadaje. Albo, jeszcze lepiej, które nadaje się mniej. Chodziło o zmianę dotyczącą pierworodnego. Tak oto Illèa doczekała się czasów, w których państwem mógł rządzić zarówno król, jak i królowa. Tak więc te siedem minut dłuższego życia uformowały dalsze losy głównej bohaterki, która niemal natychmiast po wyrośnięciu z pieluszek zabrała się do pracy. Wszystkie nauki świata na nic się jednak nie zdały i po latach w kraju ponownie zapanował nieład. Nastroje społeczne zamiast się poprawiać, z dnia na dzień ulegały pogorszeniu. Wszyscy już dawno zapomnieli, co obecna władza dla nich uczyniła i jak fatalnie żyło się w czasach, gdy naród podzielony był według odgórnie narzuconych klas. Królowi brakowało już pomysłów, jak radzić sobie z tym, co dzieje się wokół pałacu, a co dopiero w całym kraju. Gdy jednak przypomina sobie swoją własną historię  uświadamia sobie, że jest tylko jeden sposób - ogłosić eliminacje. Tylko... czy Eadlyn wyrazi na nie zgodę?

Miejscami powieść jest denerwująca, kiedy indziej jest podburzająca i skłaniająca ku głębszej refleksji. Równocześnie jest chwytająca za serce, pokrzepiająca i rozweselająca. Działa jak narkotyk, który wciąga od chwili jego pierwszego zażycia. Gdy raz zacznie się ją czytać - niezwykle trudno odłożyć ją na półkę. A już absolutnie nie ma możliwości, by o niej zapomnieć. Następczyni przywołuje do siebie czytelnika niczym syrena. Wabi go. Pociąga i rozkłada na łopatki. Daje wycisk. Jak dla mnie  - super pozycja, godna nie tylko uwagi, ale i polecenia. Zdecydowanie warto, mimo miejscami bardzo denerwującej, apodyktycznej i egocentrycznej bohaterki.

Sil


1) Jussie Smollett - Nothing To Lose


25 maja 2015

Magia („Lot sowy” Mercedes Lackey, Larry Dixon)


„Lot sowy” Mercedes Lackey, Larry Dixon
tom: I
cykl: Sowi Mag
wyd. Zysk i s-ka
rok: 2015
str. 356
Ocena: 3,5/6

Widziałam orła cień
Do góry wzbił się niczym wiatr
Niebo to jego świat
Z obłokiem tańczył w świetle dnia  1)

Naprawdę, naprawdę, naprawdę nie mogłam doczekać się tej powieści.

Moja przygoda z fantasy zaczęła się od trylogii Ostatniego Maga Heroldów - Mercedes Lackey. Początkowo do powieści Sługa Magii podchodziłam dość sceptycznie, trafiła w moje ręce przez przypadek pewnego lata i z racji braku lepszej literatury pod ręką - przeczytałam. No i wsiąkłam. Zaraz po powrocie do domu z wakacji udałam się do biblioteki po kolejne części. Strasznie przeżywałam tę serię. Może nie mogłam zupełnie wczuć się w bohatera, bo nie tylko był chłopakiem ale i gejem, ale czytało mi się jego przygody znakomicie. Pamiętam jak spacerowałam po dzielnicy i opowiadałam mojemu chłopakowi (teraz mężowi) co też wydarzyło się w książce. Patrzył na mnie trochę jak na wariatkę, ale nie za bardzo się tym przejmowałam. Do dziś mam więc w pamięci tamtą serię i wspominam ją z rozrzewnieniem. Kiedy dowiedziałam się, że na rynku pojawi się nowa seria pani Lackey z niecierpliwością na nią czekałam. Premiera opóźniała się, a ja byłam coraz bardziej podekscytowana. W końcu w lutym książka trafiła w moje ręce. Wówczas, no cóż, zabrałam się za lekturę. Tak, wiem - od tamtego czasu minęło kilka miesięcy, wrażeniami dzielę się z wami dziś. Dlaczego? O tym może opowiem poniżej.

Darian Firkin to trzynastolatek, który po tragedii, jaką była utrata rodziców, oddany został pod opiekę maga Justyna, który miał mu przybliżyć tajniki swojej pracy. Mag, jako osoba starsza nie był jednak w stanie zainteresować swoją osobą i profesją chłopca, który zamiast się szkolić, wolał przesiadywać w lesie i migać się od obowiązków. Darian ogromnie żałował, ze trafił akurat w to miejsce. Z jego punktu widzenia wszędzie byłoby mu lepiej, niż u Justyna, gdzie niewiele brakowało, by zanudzić się na śmierć. W jego mniemaniu beznadziejne życie spada jeszcze niżej w rankingu znakomitości, gdy niespodziewanie na wioskę, w której mieszka, napadają nieznani oprawcy. Na rozkaz opiekuna chłopak ucieka do lasu, gdzie natyka się na Sokolich Braci. To tak naprawdę wtedy zaczyna się przygoda chłopca.

Tak się zastanawiam, co sprawiło, że Lot sowy mnie nie porwał. Książkę czytałam na raty. Baaardzo małe raty. I niestety, za każdym razem, gdy do niej wracałam obawiałam się, że dalej nie poczuję do niej tego czegoś. Co niestety się sprawdzało. Nie można nawet powiedzieć, że czytałam powieść rozdziałami -bardziej może stronami, a miejscami akapitami. Historia opatrzona została licznymi opisami, które niemal za każdym razem sprawiały, że oczy zaczynały mi się same zamykać. Nie mijało pięć minut, a już smacznie spałam z książką na twarzy. Bardzo nie chciałam w ten sposób podchodzić do historii Dariana, ale w pewnym momencie okazała się ona być dość dobrym lekiem na sen. Zdecydowanie w całej opowieści zabrakło mi więc wyraźnie zarysowanej akcji, mocy i jakiejś przyciągającej siły. Możliwe jednak, że za dużo od tej powieści wymagałam. Tak bardzo nastawiłam się na niesamowite przeżycia i wspaniałą historię, że dobry tekst stał się dla mnie nudny i nieatrakcyjny. Całkiem możliwe. Nie chciałabym więc, abyście brali ze mnie przykład. Jeśli mieliście już wcześniej styczność z twórczością Mercedes Lackey - nie patrzcie na Lot sowy przez pryzmat jej wcześniejszych utworów. Jeśli styczności nie mieliście - nie skupiajcie się na mojej recenzji i niekoniecznie pozytywnych odczuciach. Całkiem możliwe, że was ta książka oczaruje. Czekam więc na wasze odczucia, liczę, że będą dużo lepsze, niż moje.

Sil

1) Varius Manx - Orła cień



22 maja 2015

PoTargowo

Tak, tak - i ja w tym roku przybyłam do Warszawy, by potargować się o książki w stolicy. I, choć planowałam wziąć udział w spotkaniach blogerów, ostatecznie się na nie nie wybrałam. Nie zrobiłam tego jednak specjalnie, tak po prostu wyszło. W tym miejscu przepraszam was, że nie zawitałam ani na loterię, ani na póxniejsze spotkanie przy kawie i kawałku pizzy. Może następnym razem :) Szczerze powiedziawszy liczyłam na takie spotkanie jak w Krakowie - jakąś salę, jakiś plan. Nie było nic takiego. Jasne, dziewczyny zrogranizowały loterię. Jak dla mnie jednak odbyła się ona za wcześnie. Do Warszawy nie przyjechałam sama, planowałam więc nie tylko się targować, ale i zwiedzać itp. Tak też spędziłam piątek (rano droga, wczesne popołudnie - praca, późne popołudnie targi, wieczór - zwiedzanie). Późno poszłam spać, późno więc i wstałam. W sobotę pojawiłam się więc na Narodowym grubo po 11, przeszłam stoiska w tłumie ludzi i ostatecznie wydostałam się z tego szaleństwa, by ponownie udać się na zwiedzanie. Do tego w sobotę w Warszawie miała miejsce Noc Muzeum, więc z Arturem postanowiliśmy z niej skorzystać. I ponownie w hotelu byliśmy w nocy. Niedziela przywitała nas tragiczną pogodą. Mieliśmy udać się na targi po raz ostatni, niestety - odechciało się nam, gdy patrzyliśmy za okno. No i tak właśnie minął ten szalony weekend. Jak zwykle przywiozłam z Targów nie to, co chciałam i jak zwykle nie zrealizowałam swoich zamierzeń. Ale ogólnie oceniam pobyt w Warszawie in plus. Pogoda niemal się udała, z listy książek które "muszę kupić" zniknęła jedna pozycja :) Kupiłam w super cenach książki na stoisku Sonii Dragi. Zawiodłam się odrobinę na gadżetach książkowych. Nie znalazłam nigdzie planu stoisk (być może gdzieś był, jednak nie było mi dane go otrzymać). Niemal nie otrzymałam smyczy go wejściówki. Na szczęście mój obrotny małżonek w sobotę podszedł do stanowiska rejestracji z zapytaniem, czy czasami jakieś smycze im nie zostały, bo nic nie otrzymaliśmy. No i dostaliśmy "wyjątkową, ostatnią smycz". Chyba nie tylko my usłyszeliśmy tego (i poprzedniego) dnia taki tekst :) 

Dobra, to tyle lania wody, teraz odrobina fotografii. 

W drodze na Targi Książki - dzień drugi dla nas, dzień trzeci dla TK. Sobota. Pogoda bardzo ładna, zapowiada się bardzi fajny dzionek :)

Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz i podpis Pierwszej na liście. Miło mi było usłyszeć, że moja recenzja była wyczekiwana i autorkę ucieszyła. Czekam na kolejne "trudne" tematy poruszane w powieściach Magdy Witkiewicz. Bo niestety, jak już ogólnie wiadomo - za lekkimi powieściami niestety nie przepadam :( 

Super pomysł, ściana do podpisów na TK. Pani zapraszająca do podpisów jakby mnie wyczuła i od razu wręczyła fioletowy mazak. Żyć nie umierać, jak to powiedział Artur - zostałam graficiarą :)

Przy okazji - wszystkiego najlepszego dla Grupy Wydawniczej Publicat :) 

Poszukiwania perełek na stoisku wydawnictwa Sonia Draga. Kocham :)


Wizyta na stoisku wydawnictwa Jaguar i odbiór premierowego egzemplarza recenzenckiego Następczyni. Przy okazji muszę podziękować Jaguarowi - super pomysł. Inne wydawnictwa mogłyby brac z was przykład. Przecież na targach była masa blogerów, gdyby wydać im wówczas egzemplarze recenzenckie - chyba znacznie zaoszczędziłyby na wysyłce. Może będzie to dobra rada na przyszłość :)

No i dalej - aleja sław :)

Leszek Balcerowicz

Tomasz Raczek


Ewa Minge

Wojciech Cejrowski

Moja prywatna sława, czyli najwspanialszy na świecie mąż. Przywiózł mnie w piątek do pracy, potem przeciągnął po Warszawie, nakarmił w ponoć najlepszym barze mlecznym, przeciągnął do Stadionu Narodowego i po zwiedzaniu - zlitował się nade mną i kupił weekendowy bilet na wszystkie środki lokomocji. Potem to już było zwiedzanie pełną gębą. A mąż, dzielnie wszystko dźwigał i wysłuchiwał moich narzekań. A potem, w niedziele - odwiózł całą i zdrową do domu :)

No i najlepsze miejsce w Warszawie - stacja metra UW. Cała w fiolecie. Moja :)

No i wspomnienie z Nocy Muzeów. Może uda nam się równiez w przyszłym roku?


No i moje zdobycze targowe :) Śliczniusie, prawda? 

A jak wam się udały Targi?

20 maja 2015

No stress („Modowe kolorowanie. 100 ciuchów i dodatków do pokolorowania” Marie Perron)

„Modowe kolorowanie. 100 ciuchów i dodatków do pokolorowania” Marie Perron
wyd. Egmont
rok: 2015
Ocena: 5/6


Więc chodź, pomaluj mój świat
Na żółto i na niebiesko,
Niech na niebie stanie tęcza
Malowana twoją kredką. 1)

Ostatnio zapanowała moda na kolorowanie. Wszędzie kolorowanki. Gdzie się nie obejrzę, tam albo kredki, albo farbki. Sama zawsze lubiłam pomazać sobie po papierze. Zwykle bardziej skupiałam się na rysowaniu czy też zamazywaniu, niż kolorowaniu, ale... w końcu i na mnie przyszedł czas. Szczególnie, że jakoś więcej stresów w moim życiu ostatnio jest. Ale, kto tych stresów nie ma? Tak więc odkąd w moim domu zawitało Modowe kolorowanie, jakby trochę lżej przechodzę niektóre sytuacje. Wracam z pracy do domu, nie mogę się skupić, nie mogę się wyłączyć, nic nie mogę. Sięgam po kredki i... robi mi się lżej na sercu. Taki reset jest wręcz znakomitym rozpoczęciem drugiej, spokojniejszej części dnia. No więc koloruje tak sobie, choć raczej nie jestem na takim poziomie, jak inni. Rozglądam się już za porządnymi kredkami, bo te, w które zainwestowałam nie były warte wydanych pieniędzy. Kolory nie są żywe, a żeby zacienić jakiś fragment naprawdę trzeba się napracować. Dlatego też do kolorowanki sięgam raczej rzadziej niż częściej. Bo mogłabym kolorować codziennie, a zabieram się do tego tylko kilka razy w tygodniu. No i zamiast zamalowywać całe obrazki zajmuję się interesującymi mnie fragmentami. Nie ma chyba jednak jakichś specjalnych wymogów w tym zakresie.

Modne kolorowanie to kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset bardzo ciekawych i wciągających dodatków do strojów. Kapelusze, naszyjniki, chustki, płaszcze, szpilki. Co chcecie - to macie. Ja nie koloruję po kolei. Otwieram tę obszerną kolorowankę na chybił trafił i decyduję, czy to właśnie ten detal chciałabym dziś wypełnić kolorami. Idzie mi dość mozolnie, przede wszystkim z racji kredek, ale już chyba na nie dość ponarzekałam.

Papier w Modowym kolorowaniu jest gruby, dzięki czemu kolory nie przebijają z drugiej strony. Ja, póki co, używałam na nim jedynie kredek, wydaje mi się jednak, że farbki też dałyby radę. Może nawet któregoś dnia sama je wypróbuję? To na pewno będzie równie dobra zabawa, jak obecnie (a może nawet lepsza?).

Pozycje Marie Perron zdecydowanie polecam tym, którzy potrzebują chwili wytchnienia. Jeśli lubicie pobawić się modą, a stres czasami wam doskwiera, śmiało powinniście sięgnąć po Modowe kolorowanie.

Sil


1) Dwa plus jeden - Chodź pomaluj mój świat