8 marca 2011

Nie jątrz :)

W dniu wczorajszym zasiadłam na widowni Chorzowskiego Teatru Rozrywki i z zapartym tchem oczekiwałam rozpoczęcia spektaklu. Wraz z grupą znajomych i koleżanek z pracy, z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet, udaliśmy się na spektakl "Kiedy Harry poznał Sally" w reżyserii Andrzeja Rozhina wystawianego przez Warszawki Teatr Kwadrat. Sztuka jest adaptacją (której podjęła się Marcy Kahan) filmowego hitu z lat 80-tych pod tym samym tytułem. W adaptacji w rolę Harrego wcielił się Paweł Małaszyński, a w rolę Sally - Marta Żmuda-Trzebiatowska.
Nie będę się rozwodzić nad tymi wszystkimi szczegółami, powiem wprost. Grają to u was? To już, teraz, kupujcie bilet do teatru. Nie ważne że drogo, że w tej samej cenie moglibyście z partnerem pójść z 6 razy do kina, nie ważne, że nie zjecie popcornu i nie będziecie pić pepsi z papierowego kubeczka. Bo takiej zabawy nie da wam żaden seans kinowy. Myślę nawet, że pod wieloma względami spektakl ten był lepszy od niejednej książki. Było fenomenalnie. Małaszyński wymiatał a Żmuda wcale nie pozostawała w tyle. Sceny były wspaniałe, gagi wyśmienite, a teksty... godne zapamiętania, na całe życie. Serio :) Aż trudno uwierzyć, że takie dzieło udało się naszym rodakom. Jakoś wielkie polskie hity kinowe nie powalają. Mój mąż, tuż po przedstawieniu stwierdził, że gdyby tak wyglądały polskie produkcje, to chodziłby tylko na polskie filmy do kina. No ale, widać polskie kino polskiemu teatrowi nie równe. Ale, nie jątrzmy już tego. Polecam wam z całego serca ten spektakl. Bo warto :)

6 marca 2011

Jak smakują marzenia?



"Smak marzeń" - Sherryl Woods
wyd. Harlequin
rok: 2011
str. 336
Ocena: 2/6

Liczę, że mi wybaczycie.


Smak marzeń” Sherryl Woods była jedną z najbardziej oczekiwanych przeze mnie książek ostatnich tygodni. Gdzie nie spojrzałam – tam i ona była. Na mojej kochanej Nakanapie, na blogach obserwowanych przeze mnie blogerek, w księgarskich zapowiedziach, jednym słowem – wszędzie. A opinie, cóż… większość osób wprost rozpływało się nad tą powieścią. Nie mogłam się więc doczekać, codziennie wypatrywałam listonosza i wydeptywałam ścieżkę do skrzynki, sprawdzając, czy jej stan może nie uległ zmianie. W końcu do mnie dotarła, znalazła się na mojej półce i po prostu nie mogłam uwierzyć w moje szczęście. Czym prędzej skończyłam czytać wcześniej zaczętą książkę i sięgnęłam po „Smak marzeń”.

Książka jest pierwszą częścią cyklu o rodzinie O’Brienów, a jej bohaterką jest najstarsza latorośl Mick’a O’Briena – Abby O’Brien Winters. Abby jest trzydziestoparoletnią „rekinką finansjery” po przejściach. Ma za sobą rozwód z wydawałoby się idealnym mężczyzną, samotnie wychowuje dwie bliźniacze córeczki, a tragiczne wspomnienia z dzieciństwa, odcisnęły się piętnem na jej dorosłym życiu. Jako nastolatka została porzucona przez matkę, która nie wytrzymała w związku z mężczyzną, którego w zasadzie nigdy nie było w  domu. Po tym wydarzeniu ojciec jeszcze bardziej oddalił się od dzieci, rzucając się w wir szaleńczej pracy. Dziećmi zajęła się babcia i to ona stała się dla nich najbliższą osobą na świecie. Największym marzeniem naszej bohaterki była kariera w domu maklerskim na Wall Street w Nowym Jorku i wszystkie kroki jakie poczyniła w swoim życiu, służyć miały osiągnięciu tego założenia. I czasami, w przypadku niektórych podjętych przez nią decyzji, dążyła do tego celu po trupach. Gdy młodsza siostra Abby wpada w tarapaty, ta niezwłocznie pakuje swoje walizki i wraca z Nowego Jorku do rodzinnego Chesapeak Shores, gdzie czekają na nią demony przeszłość.

Stosików marcowych ciąg dalszy :)

Wczoraj miałam przyjemność (bo to zdecydowanie była mega przyjemność) udać się na pocztę, w celu odbioru przesyłek, które do mnie dotarły. Pomijam fakt, że jak zawsze całą dobę musiałam odczekać, bo paczkonosz zostawił w skrzynce w piątek jedynie awizo. Mniejsza z tym. Oto stosik:

"Spalona Róża" Anny Walczak oraz "Podwójny uśmiech Mona Lisy" Małgorzaty Wilk to książki przekazane przez wydawnictwo Novea Res, do recenzji.

Pozycja u samego szczytu....




... to "Jillian Westfield wyszła za mąż" Allison Winn Scotch, którą wygrałam w konkursie u Tajemnicy. Dziękuje kochana za extra dodatek w postaci koszulki i zakładki do książki :)

Zabieram się za czytanie.

5 marca 2011

O Buddenbrookach - recenzyjne

Zacząć chyba powinnam od tego, że uwielbiam filmy kostiumowe. Jeszcze jako berbeć zachwycałam się „Sissi" Ernsta Marischka. Uwielbiałam Elżbietę i kochałam się w Franciszku. Jako mała dziewczynka z wielu aspektów tego filmu, oraz prawdziwych wydarzeń, nie zdawałam sobie sprawy. Wówczas jednak filmowa para była dla mnie ideałem. Podobnie było z adaptacjami powieści Jane Austen. Miłość od pierwszego wejrzenia. Nic dodać nic ująć. Dlatego też ucieszyłam się, iż „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny” przypadną mi do recenzji. Oczywiście pierwszy problem pojawił się jeszcze przed nadejściem przesyłki – język. Nie przepadam za filmami niemieckojęzycznymi, ale pomyślałam „będzie co ma być, może wyjdzie z tego druga Sissi?”. No niestety, w tej ostatniej kwestii nieco się zawiodłam, ale o tym później. Kolejną przeszkodą okazał się sprzęt. Ilekroć mąż włączał mi film, tyle razy komputer odmawiał posłuszeństwa. Udało się dopiero po 4 dniach i to przy założeniu, że filmu nie pauzuje i nie cofam. Cóż, złośliwość rzeczy martwych. Film jednak udało się obejrzeć, a oto krótka relacja.

Adaptacji książki  „Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny”, napisanej przez Thomasa Manna i opublikowanej w 1901, podjął się reżyser i scenarzysta Heinrich Breloer. Film swoją premierę światową miał 24 grudnia 2008 roku, w Polsce mamy okazję go oglądać od 20 sierpnia 2010 roku.

I ty, wejdź w tę mgłę….



„Tajemnica błękitnego zamczyska” – Beata Wieczorek  
wyd. COMM
rok: 2010
str. 88
Ocena: 4/6


Choć to na pewno nie jest książka skierowana dla dorosłego czytelnika, to pochłania się ją z przyjemnością. To taki powrót do dzieciństwa, a kto nie chce czasem wrócić do szczenięcych lat? Do okresu, kiedy zwykła wycieczka do lasu wydawała się życiową przygodą, o której się nigdy nie zapomni? Znajdzie się taka osoba?

Książka Beaty Wieczorek skierowana jest do dzieci, nie będących już dziećmi, i do nastolatków, którzy nie są jeszcze nastolatkami. Główną bohaterką opowiadania jest dwunastoletnia Magdalena, która rok przed wydarzeniami opisanymi w książce przeprowadziła się z rodzicami do nowego domu. Życie dziewczynki, to niemal sielanka. Codzienne wyprawy na łąki i do lasu, z wiernym towarzyszem zabaw, psiakiem Rubinkiem i przyjacielem Radkiem stanowią esencję jej życia. Zaraz po przeprowadzce rodzina Magdaleny usłyszała niesamowitą historię zamczyska, znajdującego się w pobliżu ich gospodarstwa. Zakończenia owej historii nikt tak naprawdę nie zna, ludzie jedynie snują własne wersje tego, co mogło się przytrafić właścicielom posesji. 
Historią zauroczona jest główna bohaterka, która postanawia, mimo sprzeciwu rodziców, zwiedzić zamek. Gdy do Magdaleny na wakacje przyjeżdża znienawidzona kuzynka, Anita, plany dziewczynki legają w gruzach.

Czasami jednak los płata nam figla. W wyniku wielkiego zbiegu okoliczności, mała grupka dzieci, w składzie Magda, Anita i Radek, trafiają w okolicę ruin, gdzie rozpoczyna się przygoda ich życia. Jakie będą ich losy? Co przydarzy się im w gęstej błękitnej mgle, okalającej zamek? Jaką historię kryją te, zdawałoby się, dawno opuszczone mury? O tym będziecie musieli przekonać się na własnej skórze.

Ja tylko od siebie dodam, iż autentycznie, momentami byłam przerażona. Bałam się czytać dalej, niepokoiła mnie przyszłość tych dzieciaków. Czy wrócili cali do swoich domów? Przeczytajcie i dowiedzcie się sami J.