Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku... Nawet najdłuższa książka zaczyna się od pierwszego słowa...
4 marca 2011
Stosik marcowy :)
Były zakupy, jest i stosik... co prawda pojechałam po żarełko, ale wyszło jak wyszło :)
Oczywiście, jak zawsze, nie mam pojęcia kiedy sięgnę po te pozycje. Jest tyyyle książek do przeczytania... a tak mało czasu... też to czasem czujecie? Że czasu jest za mało? Że tak bardzo chcecie, ale... nie dajecie rady?
ps. zapomniałam wspomnieć - stosik sponsorowany przez najlepsiejszego małża na świecie, niezastąpionego Artura, który postanowił ulitować się nad żoną i zrobić jej wcześniej dzień kobiet :D
3 marca 2011
Piękny tydzień trwa
O konkursie u Tajemnicy już w tym tygodniu informowałam. Książka już do mnie "poleciała" i teraz czekam na nią z zapartym tchem.

Wczoraj otrzymałam wspaniałą informację od portalu nakanapie. W sobotę będę miała przyjemność współuczestniczyć w wyborze zwycięzców konkursu, w którym wybrać można "Sosnowe dziedzictwo" Marii Ulatowskiej . Sama również ją otrzymam, za wymyślenie pytania konkursowego :)

Dziś kolejna niespodzianka - udało mi się wygrać w konkursie u Leny :) W nagrodę otrzymam książkę Johna Grishama "Powrót do Ford Country".
Nagrodę otrzymuję za odpowiedź na pytanie: Co byłbyś/byłabyś w stanie zrobić, aby zdobyć ostatni egzemplarz książki swojego ukochanego pisarza/pisarki?, która brzmiała:
Ten konkurs potraktować można dwojako, bo… cóż znaczy ostatni egzemplarz książki? W pierwszej chwili na myśl przychodzi mi ostatnia książka w księgarni. Już widzę dzień premiery książki, tłumy ludzi pod księgarnią, rzucanie się na półki tuż po otworzeniu drzwi przez pracowników. Szalejący tłum niczym zombi, wyrywa sobie nawzajem książki z rak, pokazując dumnie całe uzębienie i groźnie warcząc. A na przedzie tego tłumu, ja. Dumnie dzierżąca zdobycz. Potem sobie pomyślałam: „szalona jestem”. W końcu książka ląduje w wielu księgarniach i na pewno gdzie indziej będzie można ją dostać. Ale co jeśli to by była ostatnia książka z nakładu? Taaa, wówczas mogłabym się tak zachować. I zaraz potem kolejna myśl… uwielbiam autora i czekałam z zakupem książki aż do wyczerpania nakładu? Niemożliwe. I wtedy w głowie zaświtała mi ostatnia opcja. I przerażenie pojawiło się na moim obliczu. Koniec świata, apokalipsa. Ludzie zmieniają się nie do poznania. Niszczą dobra kultury. Na świecie zostaje tylko jedna książka najbardziej cenionego przeze mnie autora. Co wówczas. Teraz już nie widzę pod powiekami przerażających obrazów, lejącej się krwi i wyrywania sobie zdobyczy niczym zwierzyny. Teraz widzę niekończącą się tułaczkę, poszukiwanie na świecie upragnionego celu, książki, której pragnie każdy. Przemierzanie dziesiątków, setek, tysięcy kilometrów – piechotą, by odnaleźć to co naprawdę ważne. Jedną jedyną, najistotniejszą książkę. Tułaczka, niedojadanie, wieczne zmęczenie. To nic. Ważne by ją zdobyć, by ją mieć, by nie przepadła. W chwilach krytycznych człowiek zdolny jest do niebywałych czynów. Tak jest i ze mną. Gdyby doszło do takiej sytuacji – zrobiłabym wszystko, by zdobyć tę książkę.

Wczoraj otrzymałam wspaniałą informację od portalu nakanapie. W sobotę będę miała przyjemność współuczestniczyć w wyborze zwycięzców konkursu, w którym wybrać można "Sosnowe dziedzictwo" Marii Ulatowskiej . Sama również ją otrzymam, za wymyślenie pytania konkursowego :)

Dziś kolejna niespodzianka - udało mi się wygrać w konkursie u Leny :) W nagrodę otrzymam książkę Johna Grishama "Powrót do Ford Country".
Nagrodę otrzymuję za odpowiedź na pytanie: Co byłbyś/byłabyś w stanie zrobić, aby zdobyć ostatni egzemplarz książki swojego ukochanego pisarza/pisarki?, która brzmiała:
Ten konkurs potraktować można dwojako, bo… cóż znaczy ostatni egzemplarz książki? W pierwszej chwili na myśl przychodzi mi ostatnia książka w księgarni. Już widzę dzień premiery książki, tłumy ludzi pod księgarnią, rzucanie się na półki tuż po otworzeniu drzwi przez pracowników. Szalejący tłum niczym zombi, wyrywa sobie nawzajem książki z rak, pokazując dumnie całe uzębienie i groźnie warcząc. A na przedzie tego tłumu, ja. Dumnie dzierżąca zdobycz. Potem sobie pomyślałam: „szalona jestem”. W końcu książka ląduje w wielu księgarniach i na pewno gdzie indziej będzie można ją dostać. Ale co jeśli to by była ostatnia książka z nakładu? Taaa, wówczas mogłabym się tak zachować. I zaraz potem kolejna myśl… uwielbiam autora i czekałam z zakupem książki aż do wyczerpania nakładu? Niemożliwe. I wtedy w głowie zaświtała mi ostatnia opcja. I przerażenie pojawiło się na moim obliczu. Koniec świata, apokalipsa. Ludzie zmieniają się nie do poznania. Niszczą dobra kultury. Na świecie zostaje tylko jedna książka najbardziej cenionego przeze mnie autora. Co wówczas. Teraz już nie widzę pod powiekami przerażających obrazów, lejącej się krwi i wyrywania sobie zdobyczy niczym zwierzyny. Teraz widzę niekończącą się tułaczkę, poszukiwanie na świecie upragnionego celu, książki, której pragnie każdy. Przemierzanie dziesiątków, setek, tysięcy kilometrów – piechotą, by odnaleźć to co naprawdę ważne. Jedną jedyną, najistotniejszą książkę. Tułaczka, niedojadanie, wieczne zmęczenie. To nic. Ważne by ją zdobyć, by ją mieć, by nie przepadła. W chwilach krytycznych człowiek zdolny jest do niebywałych czynów. Tak jest i ze mną. Gdyby doszło do takiej sytuacji – zrobiłabym wszystko, by zdobyć tę książkę.
2 marca 2011
„Bo piórem też można przebić skorupkę”
"Zła miłość" Aleksander Sowa
wyd. e-bookowo.pl
rok: 2010
str.: 54
Ocena: 4/6
Widzieliście kiedyś film „Efekt motyla”? Jest chłopak i jest dziewczyna. Jest wielka, wszechogarniająca miłość. Są wyznania i przysięgi, że już na zawsze razem, że nigdy osobno. Jest wycieczka. Jest wypadek. Jest strata najbliższej osoby. Jest ogromna rozpacz i obsesyjne pragnienie cofnięcia wskazówek zegara, tak, by odmienić okropną przeszłość. Podejmowane są przeróżne decyzje, które pociągają za sobą zmiany, ale nie takie, jakich chciano. Po obejrzeniu filmu człowiek wie jedno – przeszłości zmienić się nie da. Nieważne jak mocno się chce, nieważne jak wielkie ma się moce. Każda zmiana pociąga za sobą szereg konsekwencji, które w efekcie oddalają zamiast przybliżać do upragnionego celu.
„Zła miłość” Aleksandra Sowy to według mnie, właśnie taka współczesna książkowa wersja „Efektu motyla”. Może nie dosłownie, może z nieco innym przesłaniem, ale z bardzo podobnym motywem przewodnim. W noweli tej poznajemy sześcioletnią Anię, która przeżyła niezwykłą przygodę. Przygodę w trakcie snu. Poznała w nim chłopca, którego demoniczne wręcz zdolności umożliwiły im podróż w czasie i przestrzeni. I tak oto rozpoczęła się ich wspólna wędrówka po obrazach fotografa snów. Cel był jeden – Ania musiała sobie przypomnieć. Przypomnieć coś bardzo ważnego. Najważniejszego. Ale przypomnieć musiała sobie sama.
1 marca 2011
To wprost... nieprawdopodobne :)
Tajemnica zadała pytanie: „Dlaczego chciałabyś/chciałbyś przeczytać „Jilliam Westfield wyszła za mąż”?
A ja odpowiedziałam:
Siedzę na kanapie a w ręku trzymam… książkę, o której marzyłam i którą tak bardzo chciałam przeczytać -„Jilliam Westfield wyszła za mąż”. I udało się, zaraz zacznę :) Mało istotne, w jaki sposób znalazła się w moich rękach, czy ją wygrałam, czy zakupiłam w pobliskiej księgarni. Ważne, że dzierżę ją w mych dłoniach. Książka wydaje się być marzeniem chyba każdego człowieka na ziemi. A na pewno mężatek. Bo która z nas, kobiet, nie ważne czy zamężnych czy nie, nie marzy czasem, by cofnąć wskazówki zegara. By kartki w kalendarzu w magiczny sposób ponownie się poprzyklejały. Kto nie marzy, by cofnąć czas? Wątpię by znalazła się choć jedna taka osoba. Może nie każdy chciałby odmienić swoje życie w zupełności, ale wielu z nas chciałoby zmienić pewne szczegóły, wybrać w pewnej chwili inną ścieżkę, podjąć inną decyzję. Julliam ma taką okazję, zasypia i budzi się w innej rzeczywistości, może się przekonać, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kilka lat wcześniej podjęła inne decyzje, wybrała inne ścieżki. Jak to przeżyła? Czy zaakceptowała? Czy pogodziła się z losem? Jak skończy się ta opowieść? Jak autorka wytłumaczy skąd ten przeskok, ta zmiana? Fascynuje mnie ta opowieść, tym bardziej, że główna bohaterka, wydawałoby się, ma idealne życie. Życie o którym marzy tak wiele kobiet. Ma piękne, zdrowe dziecko. Ma kochającego ją męża. Jasne, na pewno są jakieś „ale”, ale w czyim życiu ich nie ma? Skoro więc ma tak piękne życie, czemu chce to zmienić? Czemu wciąż w myślach powraca do dawnych lat, do dawnych decyzji, czemu to rozpamiętuje? Nie kocha? Nie jest jednak szczęśliwa? Ma żal? Chciałabym poznać odpowiedzi na dręczące mnie pytania, związane z tą książką. Tak bardzo chcę się tego wszystkiego dowiedzieć. Z całych sił. I właśnie dlatego, z tego powodu, chciałabym przeczytać tę książkę. I przeczytam. Tak czy inaczej, przeczytam :)
W efekcie już niedługo książka wyląduje u mnie na półeczce :)
A ja odpowiedziałam:
Siedzę na kanapie a w ręku trzymam… książkę, o której marzyłam i którą tak bardzo chciałam przeczytać -„Jilliam Westfield wyszła za mąż”. I udało się, zaraz zacznę :) Mało istotne, w jaki sposób znalazła się w moich rękach, czy ją wygrałam, czy zakupiłam w pobliskiej księgarni. Ważne, że dzierżę ją w mych dłoniach. Książka wydaje się być marzeniem chyba każdego człowieka na ziemi. A na pewno mężatek. Bo która z nas, kobiet, nie ważne czy zamężnych czy nie, nie marzy czasem, by cofnąć wskazówki zegara. By kartki w kalendarzu w magiczny sposób ponownie się poprzyklejały. Kto nie marzy, by cofnąć czas? Wątpię by znalazła się choć jedna taka osoba. Może nie każdy chciałby odmienić swoje życie w zupełności, ale wielu z nas chciałoby zmienić pewne szczegóły, wybrać w pewnej chwili inną ścieżkę, podjąć inną decyzję. Julliam ma taką okazję, zasypia i budzi się w innej rzeczywistości, może się przekonać, jak wyglądałoby jej życie, gdyby kilka lat wcześniej podjęła inne decyzje, wybrała inne ścieżki. Jak to przeżyła? Czy zaakceptowała? Czy pogodziła się z losem? Jak skończy się ta opowieść? Jak autorka wytłumaczy skąd ten przeskok, ta zmiana? Fascynuje mnie ta opowieść, tym bardziej, że główna bohaterka, wydawałoby się, ma idealne życie. Życie o którym marzy tak wiele kobiet. Ma piękne, zdrowe dziecko. Ma kochającego ją męża. Jasne, na pewno są jakieś „ale”, ale w czyim życiu ich nie ma? Skoro więc ma tak piękne życie, czemu chce to zmienić? Czemu wciąż w myślach powraca do dawnych lat, do dawnych decyzji, czemu to rozpamiętuje? Nie kocha? Nie jest jednak szczęśliwa? Ma żal? Chciałabym poznać odpowiedzi na dręczące mnie pytania, związane z tą książką. Tak bardzo chcę się tego wszystkiego dowiedzieć. Z całych sił. I właśnie dlatego, z tego powodu, chciałabym przeczytać tę książkę. I przeczytam. Tak czy inaczej, przeczytam :)
W efekcie już niedługo książka wyląduje u mnie na półeczce :)
Stosik lutowo - marcowy :)
Jak miło jak miło :)
przesyłki nie przyszły równocześnie, ale w odstępie 2 dni więc wrzucam wspólnie :)
Wszystko dzięki uprzejmości portalu nakanapie.
"Smak marzeń", "Zła miłość" i "Buddenbrookowie" do recenzji. Pozostałe to nagrody :)
Jutro powinna się pojawić recenzja "Złej miłości" Aleksandra Sowy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
