30 stycznia 2015

Po pierwsze: nie załamuj się („Zac & Mia” A. J. Betts)

„Zac & Mia” A. J. Betts
wyd. Feeria
rok: 2015
str: 331
Ocena: 4/6

Don’t try to make me stay or ask if I’m okay
I don’t have the answer
Don’t make me stay the night or ask if I’m alright
I don’t have the answer
Heartache doesn’t last forever
I’ll say I’m fine
Midnight ain’t no time for laughing
When you say goodbye*

Bo najgorzej jest wtedy, kiedy nie potrafimy znaleźć odpowiedzi na zadawane nam pytania. Nie potrafimy odpowiedzieć czy czujemy się dobrze lub czy chcemy zostać.
Jak mówią słowa piosenki ból serca nie trwa wiecznie, a północ to nie czas na śmiech, kiedy mówisz do widzenia. Jednak… czy czas na pewno leczy rany? Te, które nie są na naszym ciele, lecz w sercu? Ze swojego doświadczenia powiem Wam, że tak. I nie zależnie od tego, jak bardzo nas ktoś zranił, człowiek zawsze się wyliże. Choć jego odnowa może trwać tydzień, miesiąc lub rok. I tak wyjdziemy z tego cało, silniejsi, bardziej doświadczeni.

W pewnym szpitalu, na oddziale onkologicznym, w mieście zwanym Perth, żyje sobie pewien chłopak – Zac. Jest już dobrze znany w swoim otoczeniu, ponieważ, można powiedzieć, że jest stałym bywalcem na tymże oddziale. A dlaczego? Głównie z powodu białaczki. Akurat leży w izolatce, dochodząc do siebie po przeszczepie szpiku kostnego, kiedy w Sali obok słyszy dziwne dźwięki. A raczej krzyki. Krzyki dziewczyny i jej matki. Kłócą się o pozostanie w szpitalu przez nastolatkę. Ona tego nie chce, nie wie jednak, że ta wizyta uratuje jej życie. Niestety, kiedy dziewczyna puszcza na cały regulator Lady Gagę, Zac nie jest w stanie tego zdzierżyć. Nienawidzi Gagi z całego swojego serca, dlatego też puka w ścianę. To niestety nic nie daje, więc kiedy do jego pokoju przychodzi Nina – pielęgniarka, prosi, żeby powiedziała dziewczynie obok, żeby trochę ściszyła muzykę. Kobieta wypełnia jego wolę, niestety zbuntowana nastolatka zamiast ciszej, puszcza jazgot jeszcze głośniej.

Zac posiada tak zwany „syndrom trzeciej godziny”, co oznacza, że o trzeciej nad ranem budzi się i nie może już zasnąć. Włącza więc swojego iPada i loguje się na facebooka. W oczy razi go powiadomienie o nowej widomości od Mii – dziewczyny zza ściany. Jak potoczą się ich losy? Czy dwójka nastolatków wyjdzie cało z choroby? Czy spotkają się w rzeczywistości?

Mówiąc szczerze to… szału nie ma. Książka nie była zła, całkiem przyjemnie się ją czytało, ale… nie miała tego czegoś, co sprawia, że nie można odłożyć jej na półkę, dopóki się nie skończy czytać. Z tego powodu, czytanie szło mi dość opornie. Przeczytałam jeden rozdział może dwa i nie mogłam, czytać dalej. Musiałam odpocząć. Opowieść pisana językiem używanym raczej przez gimbazę, co też u mnie, niestety, nie zaplusowało. Jednakże sądzę, że Zac i Mia są warci przeczytania. Ich historia jest porywająca, w niektórych momentach, powiedziałbym, że wzruszająca, jednak… czasem człowiek pod wpływem różnych czynników zmienia swój punkt widzenia, dlatego u mnie łez nie było… Nie wiem co jeszcze mogę dodać, historia z życia wzięta, nie da się zaprzeczyć, ale mimo wszystko nie sięgnę drugi raz po ten tekst.

We’re only getting older baby
And I’ve been thinking about it lately
Does it ever drive you crazy
Just how fast the night changes?
Everything that you’ve ever dreamed of
Disappearing when you wake up
But there’s nothing to be afraid of
Even when the night changes
It will never change me and you**

*One Direction – Irresistible
**One Direction – Night Changes


Vic :D


28 stycznia 2015

And I ain't losing something I ain't got* („After. Płomień pod moją skórą” Anna Todd)

PREMIERA 28.01.2015

„After. Płomień pod moją skórą” Anna Todd
tom: I
cykl: After
wyd. Między Słowami
rok: 2015
str. 640
Ocena: 5/6

Say you love me to my face
I need it more than your embrace
Just say you want me, that's all it takes
Heart's getting torn from your mistakes
'Cause I don't wanna fall in love
If you don't wanna try,
But all that I've been thinking of
Is maybe that you might
Baby it looks as though we're running out of words to say
And love's floating away**
                        
To było dla mnie niemałe zaskoczenie. Najpierw zamówiłam egzemplarz powieści, a później okazało się, że to książka o ukochanym zespole mojej siostry. No dobra, niezupełnie o zespole... Bo After, to fanfiction z członkami zespołu One Direction, z szczególnym uwzględnieniem Harrego Styles'a. Nie jest on co prawda największym ciachem z całej piątki (wg mojej siostry :P), ale też go kocha wielką miłością wiernej fanki. Tak więc możecie sobie wyobrazić, jak ona zareagowała na wieść, że to ja, a nie ona, będę recenzowała tę powieść. Wystarczy, że powiem, iż chwilę trwało nim się dogadałyśmy. Koniec końców wypracowałyśmy pewien kompromis, a ja mogłam przystąpić do totalnie i absolutnie nieprawdopodobnie opętującej lektury. Poniżej przykrótka relacja z After w planie głównym.

Theresa Young chyba nie mogłaby być szczęśliwsza i... bardziej przerażona. W końcu nadszedł ten dzień, przetrwała noc i mogła wstać, by rozpocząć życie studentki WCU. Dziewczyna nawet nie brała pod uwagę składania dokumentów na inną uczelnie. Od dziecka mama wbijała jej do głowy, że albo WCU, albo nic. Tess przykładała się więc do nauki od najmłodszych lat i bez problemu dostała się na wymarzone studia, otrzymując taką ilość stypendiów, że w zasadzie matce został do opłacenia jedynie akademik. I tu pojawiała się największa niewiadoma w dotychczasowej egzystencji Tessy - kim będzie jej współlokatorka? Czy się dogadają? Czy będą miały podobne zainteresowania? Ta sprawa niezwykle gnębiła Tess i nawet perspektywa, że za rok dołączy do niej jej ukochany Noah, nie potrafiła w zupełności jej uspokoić. Jak się okazało - całkiem słusznie. Gdy dziewczyna wraz z matką i chłopakiem otworzyła drzwi jej malutkiego pokoju, który od tego dnia miała nazywać domem, stanęła jak wryta. Nie tylko pokój jej nie zachwycił, ale w dodatku współlokatorka (Steph) ją przeraziła. A do tego w pokoju pojawili się chłopcy albo, jak kto woli przerażający, wytatuowani neandertalczycy. I o ile ten pierwszy, Nate wygląda i zachowuje się w miarę sympatycznie, o tyle do drugiego - Hardina Scott'a, można mieć całkiem spore zastrzeżenia. Szczególnie, gdy zaczyna traktować Theresę jak największego wroga, którego należy nie tylko darzyć ogromem nienawiści, ale i na dodatek zniszczyć. Czy z tak rozpoczętej znajomości może wyjść coś dobrego? Czy Tess porozumie się ze swoją nową współlokatorką? Czy akademik okaże się koedukacyjny i na każdym kroku dziewczyna będzie spotykała obcych jej mężczyzn? Czy znajomość z Hardinem z dnia na dzień będzie łatwiejsza, czy wręcz przeciwnie, będzie doprowadzać główną bohaterkę na skraj rozpaczy? By dowiedzieć się tego, i wielu innych rzeczy, koniecznie musicie sięgnąć po After Płomień pod moją skórą autorstwa Anny Todd.

After ma naprawdę wiele odsłon i twarzy. Powieść na początku może przerazić - składa się z 97 rozdziałów zmieszczonych na 640 stronach. Opasłe tomisko ledwo mieści się w dłoni i po kilku minutach czytania wywołuje lekkie drżenie palców. Nieustannie więc należy poszukiwać pozycji, w której najwygodniej by się tę książkę czytało. Czytelnik dość szybko przestaje jednak zwracać uwagę na te niedogodności. After okazuje się na tyle porywające, że zaczytywanie się w tej pozycji porównać można do najgorszego nałogu. Ja dziękuję opatrzności, że w czasie gdy otrzymałam tę pozycję do recenzji, byłam akurat na urlopie. Inaczej nie wiem jakbym bez tej książki wytrzymała. Czytałam ją wszędzie. Rano na kanapie, w kuchni podczas gotowania, w samochodzie w drodze na zakupy, wieczorami (nocami) we własnym łóżku. Gdyby aura bardziej sprzyjała zapewne czytałabym również podczas spacerów, niestety - w tym czasie padał śnieg i/lub deszcz. Tym razem nie miałam więc najmniejszego problemu z zakończeniem lektury, wystarczyły nieco ponad dwa dni, by dowiedzieć się, jak wygląda ostatnie zdanie tej powieści. I powiem wam, wyglądało dość niepokojąco. Dobrze, że już dziś wiadomo, że w kwietniu będzie nam dane przeczytać dalsze losy Tess i Hardina, bo nie wiem czy długo wytrzymam bez tej książki. Do tej pory zastanawiam się nad tym, co niedawno skończyłam czytać. Ciągle mam wrażenie (to zapewne z powodu ilości stron tego tomu), że na pewno zostało jeszcze coś, że na pewno jeszcze nie skończyłam czytać. Bo to niemożliwe, by ta książka tak się skończyła. A jednak... skończyła się w najbardziej szokującym, wstrząsającym i przerażającym momencie... czyli dokładnie w takim, w jakim zwykle autorzy chcą skończyć. Po takim finale jest niemal na 100% pewne, że wszyscy, którzy do niego dotrwali, wkrótce sięgną po kontynuację. I karuzela się kręci, a o to przecież chodzi, prawda?

Oczywiście w wypadku Artef nie obyło się i bez małych zgrzytów. Jeśli chodzi o postać głównego bohatera, to jakoś niezupełnie pasuje mi on do Harrego Style'sa, którego widuję na ekranie telewizora. Ale dobra - nie znam go, więc mogę nie mieć racji. Niestety w powieści znajdowałam również sporo niekonsekwencji. Rzeczy, które z założenia miały trwać kilka dni, trwały dużo dłużej, inne zaś, które miały mieć miejsce w dalszej przyszłości, ni z tego, ni z owego działy się dnia następnego. Nie będę przytaczała konkretów, bo najbardziej nie lubię jawnego odkrywania przed czytelnikiem fabuły, a to właśnie musiałabym zrobić. 

Mimo kilku niedociągnięć zdecydowanie zaliczyć muszę After Płomień pod moją skórą do znakomitych, lekko napisanych, pouczających i rozbudzających wyobraźnie powieści. Przytaczane przez autorkę wydarzenia poruszają i rozkładają czytelnika na łopatki. After dają człowiekowi w twarz i nie pozwalają mu się otrząsnąć, tylko rzuca nim o ścianę. Nie ważne czy w danej chwili jest dobrze, czy też źle. Jakby nie było, zawsze może być bardziej. Bardziej boleśnie. Bardziej emocjonalnie. Bardziej romantycznie. Aż w końcu wszystko staje się na tyle intensywne, że wystarczy mała iskierka, by wszystko doszczętnie spłonęło. I płonie. I to nie tylko pod skórą głównej bohaterki. Zdecydowanie warto przeczytać tę powieść!

Sil

* Foxes - Glorious

** Jessie Ware - Say You Love Me

26 stycznia 2015

Jedyne słuszne wyjście („O krok za daleko” Tina Seskis)

„O krok za daleko” Tina Seskis
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2014
str. 400
Ocena: 4,5/6



When the time is right
When there's no way out
And I ain't losing something I ain't got
When the love has gone and I'm all alone
I'll give it everything, I'll give it everything
Now, when the time is right
And there's no way out
I'll give it everything, I'll give it everything*

Po raz kolejny popełniłam błąd i zakończyłam lekturę w nocy. Nie byłoby to takie straszne, gdyby nie było tak strasznie późno. Oczy mi się już mocno kleiły, mózg ledwo pracował i nie dałam rady napisać recenzji, już nie mówię na komputerze, ale choćby na telefonie, co mi się dość często zdarza. Choć nie uważam tej książki za thriller (jak to podano na okładce), już bardziej dramat psychologiczny, to śniły mi się po niej straszne rzeczy, o których może lepiej nie będę wspominać, bo mogłabym zdradzić za dużo z fabuły samej powieści. Choć tak może byłoby odrobinę łatwiej, bo najlepszy czas na napisanie recenzji minął bezpowrotnie wraz z tymi niemal koszmarami. Cóż jednak począć, muszę się wziąć w garść i w najlepszy z możliwych sposobów opowiedzieć wam, o czym O krok za daleko jest.

Gdy nastał ten upalny, lipcowy poranek Emily Coleman wyszła ze swojego domu w Chorlton w Manchesterze, nie miała zamiaru nigdy do niego wracać. Od kilku tygodni przygotowywała się do tego kroku. Czytała, sprawdzała opcję w Internecie, zastanawiała się nad każdym kolejnym ruchem. W końcu, choć na chwilę mogła zapomnieć o tym, co miało miejsce PRZEDTEM. Zaczęła żmudnie planować wielkie POTEM, więc choć na chwilę odcięła się od strasznej i przytłaczającej przeszłości. Gdy w końcu cicho zamknęła drzwi do przeszłości wcale nie oddycha z ulgą, wpada w panikę i jest niemal pewna, że nie da sobie rady. Na pewno polegnie, zginie w tej wielkomiejskiej dżungli. Zginie bez nich, bez Bena i Charliego. Jednak, gdy tylko zaczynała o tym myśleć przypominała sobie, nie, nie... musiała wyprzeć wspomnienia przeszłości, bo nie podoła przyszłości. Gdy dociera do Londynu zmienia wszystko. Imię. Nazwisko. Numer telefonu. E-mail. Znajduje pokój (ohydny), nowych znajomych (dziwnych) i pracę (zupełnie inną niż dotychczasowa) i zaczyna nowe życie (dość zaskakujące i ekscentryczne). Teraz już Cat, a nie Emily, musi sobie radzić z codziennością. Dzięki pomocy współlokatorki Angel i kilku trików, których nigdy wcześniej nie brała pod uwagę, zaczyna sobie radzić. Jak długo potrwa ten stan rzeczy? Czy Cat uda się uciec od przeszłości? Co takiego wydarzyło się w życiu Emily, że postanowiła opuścić wszystkie bliskie jej osoby? Jaką rolę w jej życiu odegrała młodsza o godzinę siostra bliźniaczka Caz? By dowiedzieć się tego, i wielu innych rzeczy, koniecznie musicie sięgnąć po O krok za daleko.

Do tej pory nie jestem przekonana, czy bardzo mi się ta książka podobała, czy też, że bardzo mi się nie podobała. Mam totalnie mieszane uczucia. Powieść jest zdecydowanie dziwna i kontrowersyjna. Postępowanie głównej bohaterki najpierw dziwi, później szokuje, a ostatecznie żenuje czytelnika. Kiedy wydaje się, że już gorzej być nie może, że Cat właśnie przekreśliła całą swoją przeszłość i nie ma powrotu, przez moment wydaje się, że może przyszłość nie będzie taka zła. Czy możliwe jest, by młoda kobieta zaznała ponownie szczęścia? Niestety, niemal w tym samym momencie dochodzi do kolejnej tragedii i czytelnikowi nie pozostaje nic, jak załamać ręce. Nie sprawdzają się również najstarsze porzekadła. Upadając na dno, wcale nie odbijamy się od niego. Czasem grzęźniemy w nim i pozostajemy tam już na wieki. Pod sam koniec powieści, kilka stron przed finałem finałów, książką chce się rzucić w ścianę. Bo nagle okazuje się, że jednak może być jeszcze gorzej, i to w żenująco ohydny sposób gorzej. Niewiele brakowało, a nie doczytałabym do końca, przez co straciłabym wiele. Bo finał finałów autorce akurat wyszedł bardzo dobrze.

O krok za daleko zmusza czytelnika do głębszych przemyśleń. Choć zdecydowanie nie jest to powieść na jeden wieczór, a wciągać zaczyna dopiero po przebrnięciu przez kilkadziesiąt pierwszych stron, to mimo wszystko chyba muszę uznać ją za udaną. Nie fenomenalną. Nie porywającą. Nie powalającą na kolana. Ale ciekawą i pouczającą. Zachęcam do zapoznania się z powieścią i podzielenia się opinią na jej temat.

Sil


* Foxes - Glorious

24 stycznia 2015

Bookowo 1/2015 (23)

W grudniu nie za bardzo miałam się czym chwalić pod względem zdobyczy książkowych. To, co do mnie dotarło zawarłam w ogólnym wpisie, i tyle. Styczeń to co innego. Nie mówię, że książki mnie przygniotly, ale troszkę ich do mnie dotarło :) Oto i one:














Jak widać, nie było łatwo zrobić idealnej fotki. Moja chorwacka kotka stwierdziła, że to ona powinna być w centrum uwagi, a nie jakieś tam książki.

W końcu udało się zrobić fotkę, na której poza pierwszym planem i Fukcją widać również stosik.

W stosiku brakuje jednej książki, tj. Oddychając z trudem, drugą cześć serii Oddechy (Rebecca Donovan), otrzymanej od wydawnictwa Feeria. Książkę recenzowała Wiktoria, tekst dostępny jest TUTAJ.

After. Płomień pod moją skórą - Anny Todd też chciała recenzować Wiktoria. Niestety, ja sobie tę książkę upatrzyłam wcześniej i trafiła w moje łapki. Właśnie jestem w trakcie czytania i powiem wam... płomień jest :) Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak Literanova, a w zasadzie ich nowej gałęzi - Między Słowami. Pani Małgorzato - bardzo dziękuję :) (przedpremierowo).

Dalej w stosiku znajduje się kolejna nowość wydawnictwa Feeria, czyli powieść Zac & Mia  - A.J. Betts. Książkę własnie recenzuje Wiki, ale myślę, że i ja wkrótce ją przeczytam :)

Kocham Paryż - Isabele Laflche dorwałam ostatnio na wyprzedaży w Auchanie, chyba za 9 zł. Jestem mega zadowolona z tego zakypu, może w końcu uda mi się przeczytać tę serię :)

Do księgarń właśnie trafiła najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz - Pierwsza na liście. Czuję, że ta książka to mój klimat. Już nie mogę doczekać się lektury. A za powieść dziękuję samej autorce i wydawnictwu Filia :).

Busem przez świat.pl czyli Ameryka za 8 dolarów, to jedna z najnowszych pozycji wydawnictwa SQN. Pierwszą częścią tego zaskakującego przewodnika autorstwa Karola Lewandowskiego zachwyciła Artura, mam nadzieję, że i tym razem pozycja mu się spodoba.

Kolejną pozycją w stosiku jest powieść Jolanty Mokrzyńskiej - Wszystkie świństwa świata. Bardzo dziękuję za książkę Sonii Dradze, liczę, że jak zawsze będę zachwycona :)

Dalej mamy Nocnego prześladowcę  Chris'a Carter'a (Sonia Draga). Uwielbiam ich serię Thriller, nie wątpię więc, że to będzie super pozycja.

Na samym końcu stoi przedpremierowy House of cards (Michael Dobbs). Premiera już 4 lutego, do tej pory na pewno pojawi się u mnie recenzja. Uwielbiam serial, który nakręcono na podstawie tej powieści, jestem więc przekonana, że książka również mnie zachwyci :) Za pozycję dziękuję pani Małgoracie i pani Justynie (Znak LiteraNova). 

Sonia Draga postanowiła zrobić mi dodatkową niespodziankę i wraz z książkami otrzymałam super kalendarz na ścianę, z fotografiami z Kuby. Baaardzo dziękuję :)


Czy któraś z pozycji przypadła wam do gustu? Coś czytacie? Czytaliście? Planujecie czytać? Jak zawsze czekam na wasze opinie :) 

23 stycznia 2015

Krwawa Warszawa ("Warszawa 1944. Tragiczne powstanie" - Alexandra Richie)

"Warszawa 1944. Tragiczne powstanie" Alexandra Richie
wyd. W.A.B.
rok: 2014
str. 750
Ocena: 6/6


Przez tysiąclecia chcieli wyciąć w pień nas.
Pozostawić kraj bez berła, a miasta bez nas.
Chcieli grody, zamki, miasta puścić z dymem
Lecz nie mieli woli walki i musieli zwrócić imię*

Długo zbierałem się do napisania tej recenzji. Książkę jednym tchem przeczytałem już dość dawno temu, ale do dzisiaj nie byłem wstanie nic napisać, bo pod takim wrażeniem byłem, jestem i pewnie jeszcze długo będę. Aż sam się sobie dziwię, że przeczytałem blisko 800 stron. Warszawa 1944. Tragiczne powstanie autorstwa Alexandry Richie, jest dość opasłą, ale dobrze wydaną pozycją. Talent autorki sprawia, że tę książkę, która powstała na podstawie dokumentów, relacji światków i uczestników walk, czyta się jak trzymający w napięciu thriller. O tym, kim jest autorka, można sobie wygooglować, polecam to zwłaszcza tym, którzy uważają, że o Polskim powstaniu może pisać Polak, albo nikt.

Obiektywne spojrzenie A. Richie doskonale pokazuje sytuację geopolityczną ówczesnej Europy, przy okazji wyjaśniając, co działo się na froncie wschodnim tuż przed wybuchem Powstania i kim są, oraz skąd wzięli się ludzie odpowiedzialni za stosy ciał na Woli i w innych dzielnicach stolicy. Autorka nie szczędzi gorzkich słów o postawie naszych sojuszników i dokładnie wyjaśnia motywy działania ludzi odpowiedzialnych za wybuch powstania jak i za jego tłumienie.

Z każdą kolejną stroną ciężko było mi uwierzyć, że przedstawione wydarzenia nie są fikcją literacką.  Opisy masowych egzekucji, gwałtów i metod walki okupantów, a potem zacieranie zbrodni w płomieniach przyprawia o dreszcze. Warszawa miała się stać przykładem dla całej Europy i miała zostać zrównana z ziemią na rozkaz samego wodza III Rzeszy, który tuż przed 1 sierpnia 1944 stał się w swoim mniemaniu nieśmiertelny. Aż ciężko uwierzyć, że powstanie ktokolwiek z mieszkańców stolicy przeżył i mógł opisać następnym pokoleniom to, co działo się na ulicach i w piwnicach dumnej Warszawy. 

Cała książka oparta na wieloletnim gromadzeniu materiałów jest, w mojej opinii, najlepsza pozycją opisującą Powstanie Warszawskie. Ta cała romantyczna otoczka powstania, którą spijałem z telewizora oglądając serial Kolumbowie, zniknęła po skończeniu lektury. Brutalna i okrutna prawda pokazująca bezsens wybuchu powstania i rozczarowanie nim, jakie z czasem spadło na jego uczestników i mieszkańców stolicy, zastąpiło mitologiczny i heroiczny opis tych wydarzeń wpajany nam w szkole.  

Warszawa  1944. Tragiczne Powstanie jest książką dla każdego Polaka, a zwłaszcza dla osób, które decydują o losach tego kraju. Ten dokument pokazuje jak zbyt pochopne i za wczesne działanie może doprowadzić do katastrofy, całkowitej katastrofy.  Brutalne działania okupantów na pewno wywołają w czytających zgorszenie i nienawiść, ale pamiętajmy, że większość z nich została osądzona i/lub stracona, a dla szeregowych żołnierzy często trafiających tam przypadkiem, było to prawdziwe piekło, z którego chcieli się jak najszybciej wyrwać i przeżyć. Zresztą oblicze tych potwornych ssmanów autorka również doskonale ukazuje. Książka jest kompleksowym obrazem Powstania Warszawskiego i pokazuje nas Polaków, jako naród waleczny i bohaterski, który nie ugnie się nawet w beznadziejnej sytuacji, z którym okupant zawsze musi się liczyć i uważać. Obyśmy nigdy nie musieli już tego udowadniać!   Do księgarni po książkę marsz, bo polecam. Tylko przygotujcie się na ciężkie tomisko. A, no i jeszcze o jednym bym zapomniał -0 jeśli widzieliście film Miasto 44, to na pewno musicie przeczytać tą książkę, aby dowiedzieć się kim był okrutnik palący szpital.

Artur Borowski

* Donatan - Z dziada-pradziada feat. Trzeci Wymiar

21 stycznia 2015

I ten strach, że jeśli się puszczę, całkiem się rozlecę* („Oddychając z trudem” Rebecca Donovan)

„Oddychając z trudem” Rebecca Donovan
tom: II
Cykl: „Oddechy”
Wyd. Feeria
Rok: 2015
Str. 535
Ocena: 5,5/6


When the tears come streaming down your face
When you lose something you can't replace
When you love someone but it goes to waste
Could it be worse?
Lights will guide you home
And ignite your bones
And I will try to fix you**

Czy da się uleczyć zranioną duszę? Posklejać w całość złamane serce?
Pozwólcie, że przytoczę w tym miejscu pewną sytuację, nie ważne skąd, ale chciałabym, żeby każdy nad tym pomyślał i zastanowił się trochę:
Więc tak, stoi sobie dwójka przyjaciół, powiedzmy, że nazywają się Zdzisio i Marysia. Marysię niedawno zostawił chłopak, a ona, z racji tego, że była w nim szalenie zakochana – jest zrozpaczona. Kiedy rozmawiała ze swoim przyjacielem na ten temat, ten powiedział jej – musisz się pozbierać i w końcu wrócić do świata żywych. Dziewczyna z ironią wypisaną na twarzy odpowiedziała: Weź szklankę… - chłopak posłusznie wykonał jej polecenie – a teraz rzuć ją na ziemię – Zdzisio tak też zrobił, szklanka rozbiła się w drobny mak, rozpryskując kawałki szkła po podłodze – I co teraz? – zapytał zdezorientowany, na co Marysia odpowiedziała: A teraz powiedz jej, żeby się pozbierała. I wiecie co? Szklanka się nie pozbierała. I dokładnie tak samo jest z sercem. Możemy wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku, kiedy tak naprawdę wszystko wali nam się na głowę.

Emily Thomas, dla znajomych, po prostu Emma, przeszła przez piekło i z niego wróciła, jak mogliśmy przeczytać w części pierwszej pt: Powód, by oddychać, autorstwa Rebecci Donovan. Teraz, wszystko wreszcie zaczyna się układać. Ciotka-kat siedzi w więzieniu na chwilowe pozbawienie życia nastolatki. Dziewczyna mieszka ze swoją przyjaciółką – Sarą i jej rodzicami, którzy na obecnie są jej opiekunami prawnymi. Jednak nie chce być dla nich ciężarem, dlatego też postanawia przeprowadzić się do swojej biologicznej matki – Rachel. Emma chce odbudować relacje, które zostały stracone wraz z oddaniem dziewczyny do wujostwa.

Nastolatka na początku wyobraża sobie nie wiadomo co, jednak po kilku dniach uderza w nią szara rzeczywistość. Okazuje się, że jej matka wcale nie jest jak matka. Każe mówić do siebie po imieniu, ponieważ „nie lubi zwrotu ‘mamo’”. Emily przyjmuje to z trudem. W końcu, wreszcie chciała mieć normalną rodzinę. Bez kłótni, wydzielania jedzenia, a co najważniejsze – bez bicia. Jak widać, nie udało się to, ponieważ teoretycznie Rachel przestała pić już dawno temu, a praktycznie, to wiadomo jak jest. Nie ma dnia bez lampki wina, no dobra, butelki wina. Zdarzają się też dni, w których matka Emmy wraca do domu kompletne pijana, bełkocząc bez ładu i składu, zataczając się na wszystkie strony świata. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, czego nastolatka dowiaduje się, podczas pijackiego bełkotu Rachel, bo przecież, kiedy człowiek jest pijany, zawsze mówi prawdę…

Pozostaje jeszcze jedna kwestia - czyli nowy ukochany mamusi, o imieniu Jonathan, czyż nie pięknie? Młody, dużo młodszy od Rachel, przystojny chłopak z wyższym wykształceniem. Czego chcieć więcej? No właśnie, a co jeśli, ten młody, przystojny chłopak ma za sobą mroczną przeszłość? Wtedy już nie jest tak fajnie, prawda? Na szczęście Emily ma kochającego ją bezgranicznie Evana, który, gdyby mógł, to by wskoczył za nią w ogień. Jak potoczą się losy bohaterów? Kim jest tajemniczy Jonathan? Czy matka Emmy przestanie pić? Co na to wszystko Evan? No, chyba wiadomo, że ja wam tego nie powiem. Żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania, musicie przeczytać Oddychając z trudem.

Tak bardzo jak kocham tę serię, tak bardzo jej nienawidzę. Nienawidzę za te zakończenia urwane jakby w środku zdania. A co dalej? Haloo! Ja chcę wiedzieć! A z resztą, kto by nie chciał? Ta część wzbudziła we mnie dokładnie takie same, skrajne emocje jak poprzednia. Z jednej strony się cieszyłam, z drugiej ryczałam, ale kiedy dotarłam do końca, łzy nie chciały przestać płynąć, a teraz, dokładnie o pierwszej w nocy, kiedy już wyschły, nadal jestem zła za takie zakończenie.  Gdzie się podziało „zawsze i na zawsze”? Może mi ktoś powiedzieć, bo ja szukałam i nie znalazłam. To tylko bardziej pobudziło we mnie chęć przeczytania kontynuacji, na którą już się nie mogę doczekać. Strasznie chcę wiedzieć, co będzie dalej.

Powieść jest niesamowicie wciągająca. Coś w stylu „pff, druga w nocy? Co z tego, że powinnam spać, bo muszę wstać o szóstej, wolę czytać!”, albo „kartkówka z matmy? Niee, wolę Oddychając z trudem”. Odkąd dostałam książkę do rąk, nie było dnia, żebym jej nie czytała. Za każdym razem coraz więcej stron. Słowo po słowie, łza po łzie, trawiłam wydarzenia, próbując zrozumieć postępowanie bohaterów. Przy niektórych scenach, tekst może wydawać się wręcz przewidywalny, a tu nagle takie bum! I wszystko wywraca się do góry nogami. Coś, co niedźwiadki lubą najbardziej :D.

Książka świetna, autorka porusza w niej kwestie, które zazwyczaj są zamiatane przez ludzi pod dywan. Bo przecież, co ich obchodzi los innych? Co z tego, że za ścianą jakiś ojciec właśnie leje swoją córkę? Przecież to nie jest ich problem. Ludzki egoizm naprawdę mnie zadziwia. Dlatego cieszę się, że ktoś zechciał napisać na ten temat powieść i to w tak przejmujący sposób. Od historii nie da się oderwać ani na moment, nie da się o niej zapomnieć. Pomimo tego, że może wydawać się banalna, to tylko pozory. A jak wiecie, pozory lubią mylić.

Sądzę, że Oddychając z trudem jest godna polecenia każdemu, a w szczególności tym, co nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa. Może w końcu nabiorą trochę pokory.

Vic

„Czasami ludzie ranią innych mocniej, niż ci są w stanie znieść. I bywa też, że nie potrafią poprosić o pomoc. Są tak omotani własnym bólem, że zadają ciosy wszystkim wokół.” [str. 407]

„Jeśli zapytasz mnie, dlaczego zostałem, choć miałem mnóstwo powodów, by odejść…Odpowiem, że zostałem dla ciebie. Coś ciągnęło mnie do ciebie niemal od początku i nie rozumiałem, co takiego się dzieje.” [str. 489]

„Potem cofnął się gwałtownie i spojrzał na mnie. Widział więcej, niż sądziłam, że to możliwe. Wrażliwy i odsłonięty. Miłość i pożądanie. Kłębiły się we mnie wszystkie emocje świata!” [str. 509]

Forget what we're told
Before we get too old
Show me a garden that's bursting into life
Let's waste time
Chasing cars
Around our heads
If I lay here
If I just lay here
Would you lie with me and just forget the world?***

*str. 301
**Coldplay – Fix You

***Snow Patrol – Chasing cars


19 stycznia 2015

Jestem trucizną („Mara Dyer. Tajemnica” Michelle Hodkin)

„Mara Dyer. Tajemnica” Michelle Hodkin
tom: I
cykl: Mara Dyer
wyd. GW Foksal/ YA!
rok: 2014
str. 412
Ocena: 5,5/6

Jesteś lekiem na całe zło
I nadzieją na przyszły rok.
Jesteś gwiazdą w ciemności, 
Mistrzem świata w radości,
Oto cały ty*

I am longing for your poison
Like a cancer for its prey
Shot an arrow, in your harbor
Where you waited in the rain
I am siren, I am ivy
I am no one, I'm nobody
I am longing for your honey
I am longing for your love**

Od kilku minut próbuję ochłonąć. Właśnie przeczytałam ostatnie zdanie pierwszej części trylogii Muchelle Hodkin i sama nie wiem, co mam z tym faktem zrobić. Recenzja musi powstać, to akurat nie ulega wątpliwości. Ale co począć z tak rozpoczętą, rozkręconą i zakończoną historią? Zakończoną w taki sposób? Dobrze, że lada dzień do księgarń trafi kolejny tom, bo nie wiem, czy dałabym radę czekać na kontynuację miesiącami, czy tym bardziej latami. Nie, inaczej - wiem, że nie dałabym rady. Wciąż jestem roztrzęsiona, wciąż to wszystko przeżywam, odtwarzam w głowie znów i znów. Chciałabym pójść do przodu, ale nie mogę. Wciąż jestem w środku i nie mogę się wydostać. Nic już nie będzie takie, jak dawniej. Mara to wie... i ja to wiem...

Życie Mary Dyer brutalnie podzielono na dwie części. Jest Teraz, i jest to, co było Wcześniej. Na upartego można by wydzielić jeszcze trzecią część, ale nie chodzi o drobiazgowość, tylko o sam fakt. Do chwili poznania Claire i Jude'a wszystko było w jak najlepszym porządku. Mara miała najwspanialszą przyjaciółkę na świecie i nie wyobrażała sobie, by kiedyś w jej życiu mogło zabraknąć Rachel. Potem jednak do ich małego świata wdarła się (przynajmniej zdaniem Mary) Claire i wiele się zmieniło. Teraz musiała dzielić się przyjaciółką i niezupełnie jej się to podobało. Starała się jednak przejść nad tym faktem do porządku dziennego, szczególnie, że wraz z Claire pojawił się jej brat -Jude. Kilka miesięcy po pojawieniu się rodzeństwa w życiu przyjaciółek Mara budzi się w szpitalu. Rodzice, rodzeństwo i lekarze oddychają z ulgą, przynajmniej dla niej wszystko skończyło się dobrze. W umyśle dziewczyny zaraz po odzyskaniu przytomności pojawiają się same znaki zapytania. Dlaczego jest w szpitalu? Jak to zdarzył się wypadek? Samochodowy? Jak to zawalił się budynek, jaki budynek, dom? Stary szpital psychiatryczny? Przecież Mara dobrze wiedziała, że nie może wchodzić na jego teren... przecież nigdy, z własnej nieprzymuszonej woli by się tam nie wybrała. Szczególnie sama. Jak to nie była sama? Gdy na jaw wychodzi, że tylko ona przeżyła zawalenie się ruin, i że pod gruzami wciąż znajdują się ciała całej jej paczki, Mara nie potrafi wyjść z szoku. Nic nie pamięta i choć bardzo się stara, pamięć nie chce jej wrócić. Jedynym światełkiem w tunelu staje się dla niej rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Nie musi długo przekonywać bliskich, przecież widzą, że nie jest z nią dobrze. Tylko, czy przeprowadzka rozwiąże problemy dziewczyny? Czy pozwoli się jej oderwać od przeszłości, a może wprost przeciwnie, sprawi że wspomnienia w postaci koszmarów zaczną do niej wracać? Czy to możliwe, by prawda była gorsza od niewiedzy? Może byłoby lepiej, gdyby i ona została pogrzebana pod tymi gruzami? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie sięgnąć po serię Michelle Hodkin. Specjalnie mówię o całym cyklu, bo gdy już poznacie Tajemnicę, będziecie musieli sięgnąć po Przemianę, a od tej do Zemsty (przypuszczam, że tak zatytułowana zostanie ostatnia część) już bardzo krótka droga.

Zawsze, gdy zaczynam czytać coś nowego mąż mnie pyta, o czym jest dana książka. No i oczywiście, czy mi się podoba. W wypadku Tajemnicy ten rytuał oczywiście również miał miejsce. Tyle, że ja nie za bardzo wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Stwierdziłam więc, że książka jest dziwna. Pokiwał głową i więcej o nic nie pytał, ja za to utonęłam w lekturze. Czytałam i się zastanawiałam, czy wszystko jest ze mną na pewno w porządku. Bo albo ja zwariowałam, albo zrobiła to główna bohaterka. Zrobiło mi się żal Mary i oczami wyobraźni już widziałam, jak łyka psychotropy, a w końcu ląduje w zakładzie psychiatrycznym, bo zdecydowanie stres pourazowy doprowadził ją na skraj. Tak mi się przynajmniej wydawało. Zresztą, nie tylko mi. Podobne wątpliwości miała również jej rodzina. Aż trudno mi teraz uwierzyć, jak bardzo się wszyscy myliliśmy. Teraz wiem, że Marę można o wiele oskarżyć, ale na pewno nie o to, że zwariowała. Co innego świat, ten to na pewno stanął na głowie.

Gdy odłożyłam książkę na stół mąż zapytał swoim zwyczajem: "I jak?". Nie pozostało mi więc nic, poza stwierdzeniem, że powieść była fantastyczna. Na jego twarzy najpierw obmalowała się konsternacja, a potem liczne znaki zapytania. "Poważnie. Przecież ci się nie podobała". Dla niego, jak się okazuje, słowo dziwna było synonimem nieciekawej i najprawdopodobniej nudnej. Nawet nie przypuszczał, że czytam coś nieprawdopodobnego, zapierającego dech w piersi i ścinającego z nóg. A taka właśnie jest Tajemnica. Powieść nie sposób sklasyfikować. To po części dramat, po części mroczny i przygnębiający thriller. To również historia miłości, trudnej, by nie powiedzieć niemożliwej, która jednak ani nie przytłacza, ani tym bardziej nie zajmuje pierwszego planu. Autorka przemyca ją w taki sposób, że czytelnik niemal do końca ma wątpliwości, czy to, co właśnie ogląda, to na pewno rodząca się, nieprawdopodobnie wręcz przytłaczająca miłość. Wydaje mi się, że większość kobiet, które sięgną po tę serię, nie będą miały nawet przez chwilę wątpliwości, jak wielkim uczuciem obdarzona została główna bohaterka. Ja do tej pory mam dreszcze, a tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Tajemnica idealnie wpasowuje się w nurt young adults, bardzo teraz poczytny. Marę Dyer zdecydowanie polecam, i to nie tylko młodym gniewnym, dla których seria jest przeznaczona. Myślę, że wiele wartościowego znajdzie w niej każdy czytelnik. Nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba jak najszybciej ją przeczytać.

Sil

* Krystyna Prońko - Jesteś lekiem na całe zło

** Lykke Li - Gunshot

Baza recenzji Syndykatu ZwB

17 stycznia 2015

4 lata SdiM



Tak, tak. Dokładnie. Już od 4 lat (z kawałkiem, bo ten post powinien pojawić się 14-tego stycznia), prowadzę Słowa duże i MAŁE. Wiele w tym czasie się zmieniło. Rozpoczęłam i zakończyłam wiele współprac. Pomogłam zbudować i przez pewien czas prowadziła Syndykat Zbrodni w Bibliotece. Wiele wody upłynęło, wiele książek przeszło przez moje dłonie - jedne lepsze, inne gorsze. Wiele recenzji napisałam jednym tchem, wiele delikatnie mówiąc przemęczyłam Przeżywałam z bohaterami wzloty i upadki, Pierwsze miłości i ataki seryjnych morderców. Tak, zdecydowanie wiele się wydarzyło. W tak zwanym międzyczasie doszła mi "ociupinka" obowiązków firmowych i zdecydowanie zmalał czas, który mogłam przeznaczyć na lekturę, pisanie postów i odwiedziny na Waszych blogach, Do tej pory nad tym boleję i wciąż się zastanawiam, co zrobić, by zmniejszyć powstałe dysproporcję i przyłożyć się bardziej do pracy na blogu. Brakuje mi organizowania wielkich akcji, mega konkursów no i Was, przede wszystkim Was. Ale gdy wracam do domu... to mam ochotę położyć się na kanapie i patrzeć w sufit. Albo nie patrzeć, zamknąć oczy i się wyciszyć. Tak leżę dwie godziny, otacza mnie hałas krzątającego się domu i nagle... robi się późna noc, trzeba iść spać, bo rano czeka mnie kolejna porcja pracy. Czasem nie sięgam po książkę nawet przez kilka dni, bo najzwyczajniej w świecie nie mam siły. Bardzo, bardzo chcę... ale nie wychodzi. Albo  też zasypiam zaraz po otworzeniu książki. Ale, nie ma się co żalić, w końcu każdy musi sobie jakoś radzić z tym, co wziął sobie na barki. I ja dam radę. Dlatego, jeśli mogę życzyć sobie czegoś sama, to chciałabym móc więcej, robić więcej i chcieć. Przede wszystkim chcieć :) Chciałabym żeby było jak dawniej, przy zachowaniu pewnych standardów z czasu obecnego. Wówczas byłoby idealnie. Prawda? Więc tego sobie i Wam życzę. I mam nadzieję, że wkrótce uda mi się zorganizować jakiś zapierający dech w piersi konkurs :) 

14 stycznia 2015

Potrójna zbrodnia („Pan Przypadek i korpoludki” Jacek Getner)

„Pan Przypadek i korpoludki” Jacek Getner
tom: III
cykl: Pan Przypadek i...
wyd. Zakładka
rok: 2014
str. 234
Ocena: 4,5/6

Nie ma takich ram, w których mogą zamknąć mnie
Tyle nowych opcji
Zostajemy mocni
Znamy możliwości
Świat nie jest obcy nie
My gonimy ulicami na złamany kark czasami jak Basta (dalej, hej!)
Zakamuflowani w mieście ze stoma mostami jak Kasta (stale, hej)
Nie damy się wytłumić, my lubimy kiedy szumi i trzaska
My spadamy jak deszcz
Przechodzi Cię dreszcz
Czujesz nasz gniew
Sceptyce wbrew*

Dla mnie, zresztą pewnie dla wielu z nas - blogerów książkowych, Pan Przypadek to już w zasadzie dobry znajomy. W końcu bawi nas swoją błyskotliwą inteligencją nie od wczoraj. Trzymam w ręce trzeci tom jego przygód, a każdy z nich zawierał po trzy opowiadania. W sumie więc Jacek Getner zaznajomił już czytelnika z dziewięcioma odsłonami perypetii tego detektywa - niedetektywa. Czy są warte poświęcenia im czasu? Czy z każdą kolejną opowieścią jest lepiej czy gorzej? Ja już wiem, i mam nadzieję, że wy wkrótce również się dowiecie.

Jak po tytule można się spodziewać, tym razem rzecz rozgrywać się będzie w środowisku szeroko rozumianych korporacji, ludzi przesiąkniętych przez te instytucje do szpiku kości i problemów z tym związanych. Na pierwszy strzał idzie w tym minizbiorze opowieść o zbrodni dokonanej w jednej z niewielkich kawiarenek sushi. Podczas gdy komisarz Łoś prowadzi pilną i bardzo dogłębną obserwację Jacka Przypadka i jego nowej partnerki, w Orient Espresso dochodzi do brutalnego morderstwa. No dobrze, może to lekka przesada, ale naprawdę niewielka. Jeden ze stałych, przynajmniej w ostatnim okresie klientów, dość niespodziewanie dla załogi lokalu i pozostałych klientów... umiera. Oczywiście nie schodzi z tego świata w warunkach naturalnych, wręcz przeciwnie - udaje się do toalety, a po pół godzinie zostaje znaleziony z wbitą w splot słoneczny pałeczką. W kafejce znajduje się niewiele osób i bardzo ograniczona obsługa, a i tak trudno stwierdzić, kto dopuścił się tego czynu. Jeden z korporacyjnych bossów? Barman? Właścicielka kawiarni? A może ktoś, kogo w chwili odkrycia zwłok już nie było w lokalu? By się tego dowiedzieć, koniecznie musicie przeczytać najnowszą powieść Jacka Getnera zatytułowaną Pan Przypadek i korpoludki.

Oczywiście oprócz Morderstwa w Orient Espresso, w zbiorze znajdują się jeszcze dwa, równie interesujące opowiadania, a mianowicie Zbrodniarz i kara oraz Moralność pana Julskiego. Tytułami autor nawiązuje do klasyków, co jeszcze bardziej przyciąga do nich czytelnika - a przynajmniej przyciągnął mnie.

Całość została bardzo dobrze napisana i zdecydowanie dogłębnie przemyślana przez autora. Opowiadania swobodnie się przenikają, zawierają liczne nawiązania do siebie i gdyby nie tytuły, trudno byłoby zauważyć, że właśnie zaczęła się kolejna historia. Następne, prowadzone przez detektywa sprawy, są nie tylko zabawne, ale także pouczające. Myślę, że każdy kto się z nimi zapozna wyciągnie z nich sobie tylko znane wnioski.  Powieści Jacka Getnera czyta się bardzo dobrze, czas przy nich mija zdumiewająco szybko. Pana Przypadka i korpoludki połknęłam ekspresowo i w całości. Zdecydowanie polecam, nawet tym, którzy nie znają wcześniejszych perypetii głównego bohatera. 

Sil

* Mrozu - Globalnie ft. W.Kasta

Za książkę dziękuję Autorowi

Baza recenzji Syndykatu ZwB

12 stycznia 2015

Wdech... („Zbuntowani” C.J. Daugherty)

„Zbuntowani” C.J. Daugherty
tom: IV
cykl: Wybrani
wyd. Otwarte
rok: 2014
str. 392
Ocena: 5/6


I'm breathing in,
and breaking down
I feel my time is running out.
The fire in my heart will burn me to the ground.
I did my part I tried my best the things I'm fighting to protect
always shatter into pieces in the end.*

Przed rozpoczęciem lektury, a w zasadzie wkrótce po tym, jak zaczęłam czytać Zbuntowanych, szybko przekartkowałam powieść. Zwykle tego nie robię, choć czasem mi się to zdarza. Wówczas zatrzymuję się na przypadkowej stronie i czytam kilka wybranych na chybił-trafił zdań. Pech chciał, że trafiłam na przedostatnią stronę i na ostatnie zdanie na niej napisane - które okazało się również ostatnim zdaniem w książce (po po nim znajdowały się już tylko podziękowania). Nie powinnam była tego czytać, bo czułam, że popsuję sobie całą zabawę. Ogólnie jestem wielką przeciwniczką czytania zakończeń, bo uważam, że to bez sensu. Po co poznawać historię, skoro znamy jej finał? Zupełna głupota. Tak czy inaczej - przeczytałam i... oniemiałam. I poważnie się zaczęłam zastanawiać, czy skoro wiem to, co przeczytałam, to czy jest sens czytać tę powieść. No bo... skoro tak to się skończyło... a ja tak bardzo chciałam, by skończyło się zupełnie inaczej... to, po co to wszystko? Nie, nie, nie - mówiłam sobie. To nie może się tak skończyć. Uparłam się, że coś mi się pomyliło, i wyparłam to jedno zdanie z pamięci. Czy słusznie? Ja się przekonałam, kiedy czytałam je ponownie po zapoznaniu się z całą powieścią. Wy, mam nadzieję, dowiecie się tego w ten sam sposób.

Allie, a w zasadzie lady Alyson Elisabeth Gaston Sheridan od miesięcy przemierza Europę wzdłuż i wszerz. Co kilka dni przychodzi sygnał, który powoduje, że ludzie strzegący jej i Rachel w ekspresowym tempie przerzucają je w zupełnie inne miejsce. Dziewczyny nie znają ani dnia, ani godziny. Nie wiedzą gdzie trafią i jak długo będą gdzieś przebywać. Gdy trafiają na wybrzeże Francji nie zdają sobie sprawy ani z tego, że to już ostatni przystanek na drodze do Cimmerii, ani że teraz zrobi się naprawdę niebezpiecznie. Nim to jednak będzie miało miejsce dziewczyny spędzą kilka tygodni z Sylvainem w letniej rezydencji jego rodziców. Po ostatnich tomach serii czytelnik mógłby się spodziewać co najmniej iskrzenia między Allie a chłopakiem. Jak się jednak okazuje - nic bardziej mylnego. Do czasu, gdy cała trójka nie zostaje postawiona przed faktem powrotu do szkoły, tych dwoje zachowuje się niczym najlepsi przyjaciele bez żadnych podtekstów. To się jednak zmienia, gdy babka Alyson decyduje, że czas sprowadzić wnuczkę do kraju. Czy w akademii jest już bezpiecznie? Czy dziewczyna i jej przyjaciele znajdą tam bezpieczne schronienie? Czy związek Allie i Sylvaina ponownie rozgorzeje? Czy dziewczyna w końcu zrozumie, co i do kogo czuje? A jeśli tak, to czy czasem nie będzie już za późno? By się tego dowiedzieć koniecznie należy sięgnąć po czwarty tom znakomitej serii Wybrani, czyli po Zbuntowanych.

Ogólnie rzecz ujmując ja jestem pod wrażeniem. Oczywiście mnie cała ta seria przypadła do gustu, więc taka opinia chyba nikogo nie powinna dziwić, ale mnie miło jest donieść, że autorka trzyma poziom. Każdy kolejny tom jest dobry, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że bardzo dobry. Akcja się rozwija, zagęszcza, sprawia, że chce się więcej i więcej. Czytelnikowi trudno oderwać się od lektury, wciąż sobie obiecuje, że jeszcze tylko jeden rozdział, jedna strona, jeden akapit. To jednak niewiele daje, bo najzwyczajniej w świecie trudno się opanować przed chęcią przeczytania dalszego ciągu. Niestety pech chciał, że musiałam się opamiętywać i kończyć lekturę o przyzwoitej porze. Czytałam Zbuntowanych w ciągu tygodnia, a z powodu książki nie mogłam przecież wziąć urlopu, choć... może jednak powinnam? Jedno jest pewne, historia jeszcze nie jest zakończona. Premiera ostatniej części serii będzie miała miejsce w 2015 roku. Liczę, że na polskie wydanie nie przyjdzie nam czekać o wiele dłużej. Ja już nie mogę się doczekać i poważnie się zastanowię, czy czasem nie wybrać wówczas urlopu na żądanie. Zdecydowanie polecam lekturę Zbuntowanych, jednak tylko wówczas, gdy zna się już wcześniejsze części serii.

Sil


* Extreme Music - Bring Me Back To Life

Baza recenzji Syndykatu ZwB

(recenzja przed korektą)

9 stycznia 2015

Zawsze pysznie („Moje wypieki i desery. Na każdą okazję” oraz "Moje przepisy i pomysły" Dorota Świątkowska)

„Moje wypieki i desery. Na każdą okazję” oraz "Moje przepisy i pomysły" Dorota Świątkowska
wyd. Egmont
rok: 2014
str. 304 + 192
Ocena: 5,5/6

Kiedy rozpakowywałam najnowsze Moje wypieki... wiedziałam, że będzie smacznie, choć nie do końca byłam świadoma, co znajdę w środku. I gdy w końcu ją otworzyłam, zajrzałam do środka i przeczytałam wstęp - zaczęłam się śmiać. Mąż siedział obok, patrzył na mnie skonsternowany i na pewno zastanawiał się, czy z moja psychiką wszystko jest w porządku. Kiedy już zaczynał się przekonywać, że chyba powinien zabrać mnie do lekarza, wyjaśniłam mu, co znalazłam w środku. Podaję tu najlepsze przepisy na Wielkanoc i Boże Narodzenie - na popularne serniki, trufle, pierniki i ciasta czekoladowe*. A święta Bożego Narodzenia właśnie się skończyły, a do tego, właśnie w tym roku (w zasadzie już w ubiegłym) zdecydowałam się odmienić moje Bożonarodzeniowe wypieki i sięgnąć po coś nowego. No i oczywiście przeczesałam Internet, by znaleźć coś ciekawego. A ta książka stała w mojej biblioteczce już od kilku tygodni, tylko nie za bardzo miałam czas ją rozpieczętować i zapoznać się ze znajdującymi się w niej przepisami. Dobrze, że Wielkanoc wkrótce, wówczas na pewno skorzystam z porad Doroty Świątkowskiej.

Oczywiście Wielkanoc i Boże Narodzenie to nie jedyne okazje, w związku z którymi autorka zachęca nas do słodkiego pichcenia w kuchni. Jest jeszcze Tłusty czwartek, Walentynki, Halloween. Są urodziny, imieniny. Są pikniki, drugie śniadania i zachcianki dzieci. Zapraszamy gości na kawę czy na majówkę. I na każdą z powyższych okazji, Dorota Świątkowska znajduje odpowiednie przepisy i w dostępny sposób prezentuje je czytelnikowi.


Ja już po kilku minutach znalazłam przepisy, które na pewno wykorzystam w najbliższym czasie. Na przykład piętrowy tort czekoladowo-borówkowy. Tak jak autorka mam wątpliwości, czy mi wyjdzie przygotowywanie piętrowego dzieła, ale dlaczego mam nie spróbować? Uwielbiam marcepan, na pewno więc któregoś dnia przygotuję minibabeczki marcepanowo-pomarańczowe... co najwyżej zastąpię czymś te ostatnie, bo za pomarańczami w ciastach nie przepadam, a mój małżonek na skórkę pomarańczową reaguje wręcz alergicznie. Sernik créme brûlée czy jagodowa panna cotta? To również przepisy które wykorzystam w najbliższym czasie. Boziu, aż mi ślinka cieknie na samą myśl o tych pysznościach.












Na samym końcu książki znajdują się podstawowe przepisy i przeliczniki kulinarne, które zawsze się przydają. Dzięki tym stronom dowiadujemy się między innymi jak prawidłowo wykonać kąpiel wodną, jak zrobić kruszonkę i idealny lukier. Przepisy zamieszczone w Moich wypiekach i deserach są szczegółowe i dobrze opisane. Krok po kroku dowiadujemy się, co powinniśmy dalej wykonywać. Każdy przepis zajmuje 2-3 strony, w tym na jednej prezentowany jest wynik (fotografia), jaki w efekcie powinniśmy otrzymać. Niestety, autorka, jak i w pierwszej części, nie zaprezentowała czytelnikom ani kosztów danego deseru, ani jego kaloryczności, ani informacji, dla ilu osób go wystarczy i gdzie kupić składniki. Gdyby te informacje znalazły się w Moich wypiekach... spokojnie pozycja otrzymałaby ode mnie mocną 6. Myślę jednak, że 5,5 to bardzo dobra ocena, na którą wielki wpływ ma jeszcze jeden element - perspektywę dokupienia przepiśnika. 


Autorka przygotowała dla czytelników prawdziwą gratkę - możliwość stworzenia własnej książki kucharskiej. Całość jest odrobinę przedobrzona, autorka wstępnie przygotowuje dla nas spis treści i wskazuje, jakie rozdziały powinny się w niej znaleźć. Ja już swój przepiśnik zaczęłam wypełniać, ale zdecydowanie nie trzymam się przygotowanego przez Dorotę Świątkowską schematu. Na końcu znajdują się porady autorki, za które dziękuję jej z całego serca. Znalazłam w nich wiele przydatnych informacji, na przykład jak uniknąć zakalca. Summa summarum uważam, że pozycja jest wspaniała, idealna jako prezent dla siebie i dla bliskich nam osób. Zdecydowanie polecam zarówno komplet, jak i każdą z tych pozycji z osobna.




Sil


*str. 5


7 stycznia 2015

Złe początki (Swobodna - S.C. Stephens)

Swobodna - S.C. Stephens
wyd. Akurat
tom: II
rok: 2014
str. 624
Ocena:  3.5/6


Kiedy czytałam pierwszą część tej serii miałam naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony pomysł na fabułę niesamowicie przypadł mi do gustu. Z drugiej zaś nie do końca zachwyciła mnie sama jego realizacja. Miejscami, a nawet można by rzec, że dość często, bohaterowie zachowywali się dziecinnie i mało odpowiedzialnie. To w teorii nie powinno mnie ani dziwić, ani tym bardziej denerwować. W końcu w rzeczywistości też natrafiamy na różnych ludzi, jednych lubimy, innych nie, ale z powodu tych ostatnich raczej nie zaczynamy się zastanawiać nad sensem życia. Nikt przecież nie zmusza nas do nawiązywania z tymi ludźmi bliższych relacji. Są oni, jesteśmy my, a życie i tak może być piękne. Niestety, w przypadku książek nie zawsze to się sprawdza, czasem bohater tak przyćmiewa powieść, że się chce nie tylko skończyć z nim, ale i z książką i samym sobą. Czasem jednak wina leży również, a może przede wszystkim, po stronie autora. Nie wykorzystuje on własnego potencjału, marnuje znakomity pomysł, rozwleka akcję, robi głupie błędy, błądzi i nie zdaje testu przy najmniejszych problemach. Co wówczas? Ja nie miałam zbyt wielkiego pola do manewru. Bardzo chciałam się dowiedzieć jak cała historia się zakończy (jak się okazuje nie zakończy się jeszcze), musiałam więc przeboleć lekko papierowych bohaterów i niezupełnie dorosłe podejście do tematu. Co z tego wyszło? O tym poczytać można poniżej.

Kiera Allen po dość różnorodnych i niesłychanie skomplikowanych przeżyciach z Bezmyślnej (gdzie nomen omen tytuł wyjątkowo pasował zarówno do książki jak i do głównej bohaterki), zaczęła wieść idylliczne życie razem z Kellanem w Seattle. Dni dziewczyna spędzała na uczelni, popołudnia i wieczory w pracy, a noce w ramionach ukochanego. Nieważne czy u niej czy u niego. Czy w jego bardzo wygodnym łóżku, czy na jej futonie. Ważne, że z nim. Wszystko jednak zmienia się po jednym koncercie danym na dość dużym festiwalu. To tam Blagierów (wcześniej Dupków) w końcu zauważono. Potem to już poleciało, zostali dopisani na listę supportów znanego zespołu, co wiązało się z opuszczeniem rodzinnych stron na kilka długich miesięcy. Pół roku rozłąki? Kellan sobie tego nie wyobrażał i choć wiedział, że to dla zespołu ogromna szansa, nie chciał jechać. Kiera jednak podjęła decyzję za niego - choć bardzo ją to bolało, przekonała ukochanego do wyruszenia w drogę. Dwa miesiące jakie im zostały do wyjazdu upłynęły w ekspresowym wręcz tempie. A później zaczęło się mozolne odliczanie czasu do świąt Bożego Narodzenia, do rocznicy, urodzin, rozdania dyplomów - na każde kolejne spotkanie coraz dłużej i trudniej się czekało. Ale oboje wiedzieli, że warto, bo ich miłość jest jedna w swoim rodzaju - szalona, ale piękna. Tylko, czy w obliczu powiększającej się między nimi przepaści, będzie ona wystarczająca?

I ponownie mam mieszane uczucia. Książkę przeczytałam, historię poznałam. Z jednej strony jestem szczęśliwa, bo wiem, jak kończy się Swobodna. W książkach, które odkładam na półkę nieprzeczytane najbardziej denerwuje mnie, że nie poznałam zakończenia, które przecież mogło być znakomite. Dlatego zawsze staram się z całej siły wytrwać. Tym razem mi się udało, to oznacza, że nie było źle. Ale fenomenalnie, czy ot, choćby dobrze - też nie było, niestety. Boli mnie to, bo miałam nadzieję, że druga część serii będzie zdecydowanie lepsza od pierwszej. Żywiłam nadzieję, że autorka rozwinie skrzydła i pokaże czytelnikom, na co ją stać. Niestety, myślę, że najszerzej rozłożone skrzydła zobaczyłam jednak podczas lektury Bezmyślnej. W przypadku Swobodnej były dość poważnie zwinięte. Co więcej, tak jak w przypadku pierwszej powieści S.C. Stephens, tak i teraz, na zakończenie odniosłam wrażenie, że nie ma już co kontynuować. Pewien etap w życiu bohaterów został zamknięty, nic dodać, nic ująć. Jak widać autorka znalazła sposób na rozwinięcie historii, choć niekoniecznie powinna była to robić.


Czy polecam? Jeśli czytaliście Bezmyślną i chcecie dowiedzieć się co było dalej - sięgnijcie. Może wam powieść przypadnie do gustu bardziej niż mnie. Nikt w końcu nie jest nieomylny, a książki mają spełniać wymagania konkretnej grupy odbiorców, a nie wszystkich. Cieszę się, że udało mi się poznać historię Kiery i Kellana, nie jestem jednak pewna, czy chcę w dalszym ciągu uczestniczyć w ich perypetiach. Choć, pewnie kiedy Niepokorna pojawi się w księgarniach sięgnę po nią. Może, a nóż widelec, autorce uda się w końcu rozwinąć skrzydła?

Sil


5 stycznia 2015

Uwaga, wysokie napięcie! („Jedenaście godzin” Paullina Simons wyd. Świat Książki)

„Jedenaście godzin” Paullina Simons
wyd. Świat Książki
rok: 2013
str. 304
Ocena: 5/6


Kto mnie zna, ten wie, że nie piszę recenzji po czasie. A jeśli już mi się to zdarza, to staram się nie sięgać w międzyczasie po kolejną powieść. No chyba, że nie mogę się powstrzymać. Wówczas jednak powstaje problem, i to dość duży. Tracę rozeznanie, nie pamiętam już tak żywo, jakie uczucia mną miotały podczas lektury i bezpośrednio po jej zakończeniu. Staram się więc trzymać własnych zasad i zaraz po przeczytaniu pisać recenzje. Takie rozumowanie nie ma jednak racji bytu, gdy książka wciąga mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie oderwać się od niej przez cały dzień, i czytanie kończę późno w nocy. Jedenaście godzin właśnie do tej ostatniej grupy mogę zaliczyć. Gdy wczoraj rozpoczynałam lekturę nie przypuszczałam, że zakończę ją jeszcze tego samego dnia, ale o tak nieludzkiej porze, że nawet na telefonie nie będę w stanie zanotować własnych odczuć. I tak oto znaleźliśmy się w punkcie wejścia. Od jakiegoś czasu siedzę przed pustym Wordem, a wy nie macie szans nawet rozpocząć lektury moich wypocin. Mam jednak nadzieję, że ten zastój twórczy już dobiega końca, i lada chwila zarówno opis, jak i odczucia związane z Jedenastoma godzinami zostaną przelane na wirtualną kartkę papieru.

Didi Wood raczej nie może narzekać na brak czegokolwiek. Ma wspaniałego, w miarę dobrze zarabiającego męża, dwie córeczki i trzeciego dzidziusia w drodze. W zasadzie, to ta ostatnia kruszynka na świat powinna przyjść już wkrótce, bo za około dwa tygodnie. Nie ma więc wątpliwości, że Didi porusza się w tej chwili jak mała ładowarka, w pełni załadowana. Do tego trwa lipiec, a akcja dzieje się w stanie Texas, gdzie temperatura spokojnie sięga 40 stopni Celsjusza. To wszystko nie przeszkadza Didi w małej wyprawie do centrum handlowego. W końcu obiecała córce klocki. No i ma kupon na darmowe produkty w drogerii - jeśli tylko wyda w niej odpowiednią kwotę. A do tego zdecydowanie powinna zakupić jakąś bieliznę do szpitala, koniecznie z Victoria's Secret. Wszystko byłoby więc idealnie, gdyby nie fakt ogromnego niepokoju, jaki nęka Didi od dnia poprzedniego. Jej dwóm przyjaciółkom przytrafiły się tragedie. Jedna po porodzie dostała zakażenia, którego do tej pory się nie pozbyła, a druga urodziła martwe dziecko. Wszyscy wiedzą, że nieszczęścia chodzą trójkami, i teraz zdecydowanie jest kolej Didi. Dziewczyna jest więc przekonana, że jej lub dziecku przytrafi się coś okropnego. Kiedy więc w centrum handlowym pewien mężczyzna zwraca jej uwagę, że jej pakunki muszą być strasznie ciężkie, i że pomoże jej je odnieść do samochodu - nie przyjmuje jego propozycji. Jak ta decyzja wpłynie na jej dalsze losy? Co wydarzy się w ciągu następnych jedenastu godzin? Czy to możliwe, by w tak krótkim czasie zetrzeć w pył czyjeś poukładane i piękne życie? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po Jedenaście godzin Paulliny Simons.

"Historia, od której nie sposób się oderwać" - krzyczy do czytelnika napis na okładce i, jedno jest pewne w stu procentach - jest to sama prawda. Paullina Simons stworzyła znakomity thriller, który nie tylko przykuwa uwagę czytelnika w stu, jeśli nie dwustu procentach, ale do tego niesie głębokie przesłanie i jest naprawdę poruszający. Całość czyta się w ekspresowym tempie. Po każdym rozdziale obiecywałam sobie, że przeczytam jeszcze tylko jeden, że jeszcze tylko chwilka, i zaraz skończę. Niestety - wszystkie moje przyrzeczenia spaliły na panewce. Im więcej czytałam, tym więcej chciałam. I bardzo, ale to bardzo żałowałam, że książka ma tylko trzysta stron i wkrótce się skończy. A gdy już finiszowałam, to było ze mną źle, bo równocześnie chciałam więcej, a z drugiej strony pragnęłam, by koszmar głównej bohaterki się w końcu skończył. Kiedy na samym końcu końców działy się naprawdę straszne rzeczy, trudno mi było uwierzyć, że po czymś takim można podnieść się i normalnie funkcjonować. Oby się dało, bo jeśli nie... to po co to wszystko?

Jedenaście godzin trzyma w napięciu, aż do ostatniej strony. Książka jest znakomicie napisana, a emocje wprost z niej buchają. Miejscami odnosiłam wrażenie, że jeśli ktoś poza mną ją dotknął, to oboje zostalibyśmy porażeni jej wewnętrznym prądem. Zdecydowanie polecam lekturę. Naprawdę warto!

Sil

Baza recenzji Syndykatu ZwB