19 sierpnia 2013

Wakacje :)

Nie będę się zbytnio rozpisywać.

Od 4 dni nie przeczytałam ani jednego słowa - dziś mam zamiar to w końcu zmienić, ale nie wiem czy mój szczwany plan się powiedzie. Wczoraj w końcu udało mi się napisać zaległą recenzję- niestety jedynie na papierze więc teraz pewnie kilka dni będzie trwał proces twórczego przelewania jej do worda... zobaczymy jak tu będzie.

W Chorwacji oczywiście jest wspaniale :) Dom jest ok (choć jak się okazuje Chorwaci jednak nie przepadają za głośnymi (po północy) Polakami :P). Niestety w Trpanj brak lodów sprzedawanych na lopaty (WIELKI MINUS), ale są pizze na kawałki (jeszcze nie próbowaliśmy, liczę że będą pyszne). Liczba sklepów - ograniczona do 2 Studenaców. Na szczęście w pobliskim (19 km) Orebiću jest spory Konzum (niestety MINUS - mega podjazdy zarzynające sprzęgło).
Dziś mieliśmy się wybrać na wycieczkę do samego Orebića i może na Korculę - uznaliśmy jednak że najpierw znajdziemy naiwnego, który nas tam wywiezie :D Wycieczkę więc planujemy na jutro :) Póki co wrzucam foty z Trpanj i Orebića.
Orbebić

Trpanj

14 sierpnia 2013

13 sierpnia 2013

Bookowo 8/2013

W związku ze zbliżającym się urlopem (wyjeżdżam za jakieś 18 godzin :)) prezentuję (ekspresowo) sierpniowe nabytki. Wszystko co przyjdzie do mnie jak mnie nie będzie, traktowane będzie jako wrześniowe :) 

W moim domu trwa właśnie szał pakowania. Już nie wiem co wzięłam, co miałam jeszcze wziąć, a co na bank miało nie być brane. Pakuję jak leci. Jutro rano do pracy (chyba ostatkiem sił będę ciągła) a potem - komu w drogę temu trampki.

Chciałam Wam jeszcze pokazać stosik urlopowy, ale wciąż nie zdecydowałam co ostatecznie ze mną pojedzie. Czekam na jeszcze jedną przesyłkę - jak jutro dojdzie to nadesłana książka pojedzie ze mną do Chorwacji. Jak nie - pojedzie inna od tego portalu... no nic. Zobaczymy jutro.

A teraz już długo zapowiadany stosik :)


Ostatni samuraj -Anity Czupryny i Dorot Kowalskiej to pozycja recenzencka od Czarnej Owcy dla Artura :) Małż ostatnio coraz więcej czyta, jestem w szoku :)
Król kruków - Maggie Stiefvater (uwielbiam) - to już powieść dla mnie. Oczywiście od Grupy wydawniczej Foksal.
Gdzie jesteś, LENO? - Joanny Opiat-Bojarskiej to książka którą wygrałam w konkursie Syndykatu Zbrodni w Bibliotece. Dzięki wielkie.
[buzz] - Andersa De La Motte - otrzymałam od Czarnej Owcy. To kontynuacja powieści [geim]. Już nie mogę się doczekać lektury :)
Na końcu, ale nie mniej ważna, znajduje się powieść otrzymana od Sonii Dragi. Na Pożegnaj się - Lisy Gardner czekam z drżeniem serca.

Rzuciło się Wam coś w oczy?

12 sierpnia 2013

Brzydkie kaczątko („Królestwo łabędzi” Zoë Marriott)

"Królestwo łabędzi” Zoë Marriott
wyd. Egmont
rok: 2013
str. 264
Ocena: 4/6


Kto z nas nie zna bajki o brzydkim kaczątku, z którego wyrasta piękny łabędź? Do kaczego gniazda trafia obce jajo. Kaczka postanawia je wysiedzieć, wykluwa się jednak z niego dość... specyficzna i nieatrakcyjna istotka, która nie pasuje do reszty stadka. Odseparowana od reszty, wytykana palcami, czująca na barkach brzemię własnego jestestwa. Aż któregoś dnia okazuje się, że jest kimś innym. Kimś zupełnie innym.

Aleksandra kiedyś, bardzo baaardzo dawno temu, była traktowana na równi z rodzeństwem. A nawet można było pokusić się o stwierdzenie, że ojciec kochał ją wyjątkowo mocno. Nazywał ją swoim cukiereczkiem, podrzucał, gdy ją widział uśmiech nie schodził mu z ust. To się jednak zmieniło. Ojciec z dnia na dzień przestał traktować ją jak ukochaną dziecinkę i zaczął jej unikać. Uważał, że z powodu jej nijakości czeka ją zdecydowanie nieciekawa przyszłość. W niczym nie przypominała pięknej matki, przystojnego ojca i uroczych braci. Brzydka... nie, brzydka nie jest. Ale tak niezwracająca na siebie uwagi, że przymiotnik „nieatrakcyjna” byłby dla niej komplementem. Mimo królewskiego pochodzenia, nie wróży się jej świetlanej przyszłości. To więcej niż pewne, że jeśli nawet uda się jej wyjść za mąż, to raczej nie za bardzo dobrą partię. Do jej nieciekawego wyglądu dodać jeszcze należy silny charakter, bezpośredniość i dość niecodzienne umiejętności, które z dnia na dzień stają się coraz mniej pożądane. Aleksandra potrafi komunikować się z naturą i czerpać z niej siłę. Naprawiać, leczyć, współodczuwać. Jej dar, przynajmniej w powszechnej opinii, niczym nie przypomina jednak daru jej matki, wielkiej czarownicy, uzdrowicielki i nauczycielki. W piętnaste urodziny rodzice, zgodnie z tradycją, urządzają dla niej wspaniałe przyjęcie. Większość dziewcząt w tym dniu spotyka swojego przyszłego męża. To jednak naszej bohaterce nie jest dane, w zamian otrzymuje ostatni szczęśliwy wieczór w gronie całej rodziny. Następnego dnia staje się kobietą i jej matka postanawia zdradzić jej pewną tajemnicę. Dalsze wydarzenia w niczym nie przypominają tych, które autorka prezentuje nam na wstępie swojej powieści. Wszystko się zmienia, nic nie jest takie, jak było na początku.

Przyznam, że choć po Królestwie łabędzi spodziewałam się czegoś zupełnie innego, to nie zawiodłam się. Otrzymałam wciągającą, interesującą i pouczającą paranormalną powieść dla młodzieży. Znajdziemy w niej odrobinę (nawet dość sporą) magii. Znajdziemy przeciwieństwa losu. Znajdziemy okrutną bestię, która pokonuje bez problemu dobro. Ale to nie wszystko. Bo dane nam będzie przeczytać również o miłości braci do siostry i siostry do braci. Zobaczymy jak kiełkuje uczucie pomiędzy dwiema osobami, które nie mówią sobie całej pracy. Poznamy również konsekwencje zatajania pewnych faktów przez rodziców. Czy Aleksandra pokona przeciwności losu? Czy uda się jej uratować rodzeństwo i upadające Królestwo? Czy odkryje w sobie to, co przez lata przed nią ukrywano? By się tego dowiedzieć, koniecznie należy sięgnąć po powieść Zoë Marriott zatytułowaną Królestwo łabędzi.


Osobiście książka mi się podobała, choć nie powaliła mnie na kolana. Czyta się ją szybko i płynnie. W niektórych momentach jest nieco przegadana przez narratora i przepełniona czasem zbędnymi opisami. Mimo to mogę ją jednak śmiało polecić pasjonatom młodzieżowych romansów paranormalnych, nawet jeśli mają oni więcej niż naście lat.


8 sierpnia 2013

Z ukrytych pobudek („Fundusz” M.M. Perlińska)


wyd. Grupa Foksal
rok: 2013
str. 496
Ocena: 4,5/6


Dawno, dawno temu. Za górami, za lasami...
A w zasadzie nie tak dawno temu i nie tak daleko stąd miały miejsce wydarzenia, które miały zasadniczy wpływ na dalsze losy Polski... tylko niewiele osób zdawało i nadal zdaje sobie z tego sprawę. I nie mówię tu ani o Chrzcie Polski, ani od Wojnach Światowych, ani tym bardziej o wybraniu na papieża – Polaka. Wydarzenia które mam na myśli, wzięła za podstawę swej powieści Małgorzata Petlińska-Kordel, tworząc w ten sposób Fundusz.

Warszawa. Rok 1989. Biuro przewodniczącego FOZZ Franciszka Klamki.
Zebrani w „saloniku” uświadamiają sobie prawdę, która w zasadzie chyba nikogo nie zdziwiła – Fundusz działa nielegalnie, i nikt tak naprawdę nie wie jak wielkie środki zostały w nim zgromadzone. Całość działa bez bilansu otwarcia, a ci którzy mają dostęp do funduszy, bez skrępowania z nich korzystają. Krzysztof Kawecki i Waldemar Dostański uświadamiają sobie, że jeśli nic nie zrobią, środki przepadną – zagarnie je ZSRR albo rozkradną pazerni. Postanawiają więc wprowadzić w życie pewien plan...

Warszawa. Rok 2011.
Młodemu maklerowi powierzony zostaje powierzony rachunek Mateusza Karasowicza. Tak to już jest, raz się jest na wozie, raz pod wozem. Poprzedni makler nie dał rady i musiał odejść. Teraz to w rękach Karola Lewińskiego leżą grube miliony. I on planuje podołać powierzonemu mu zadaniu. Nie bierze jedynie pod uwagę... krachu na GPW. Wszyscy jednomyślnie dochodzą do wniosku, że miała miejsce jakaś manipulacja. Tylko...czyja?

Niedługo później.
Do siedziby Komisji Nadzoru Finansowego udaje się mężczyzna – młodszy doradca ministra finansów. Piotr Mylczek ma na swoim koncie odkrycie budującej się w Polsce piramidy finansowej. Od momentu ujawnienia kilka miesięcy wcześniej tych faktów, stał się osobą rozpoznawalną. Nic więc dziwnego, że wszyscy w KNF patrzą na niego krzywym wzrokiem. Nikt nie myśli o nim „najlepszy z najlepszych”, każdemu Piotr kojarzy się jedynie z pozerem lubiącym szczerzyć się przed kamerami. Nic więc dziwnego, że w nowym, tymczasowym miejscu pracy, gdzie ma rozwiązać zagadkę nagłych i drastycznych spadków na GPW, zostaje przyjęty dość chłodno. A przecież ma pomóc, a nie zaszkodzić.

Przyznam, że do lektury Funduszu skłonił mnie jeden zwrot  znajdujący się na okładce powieści, mianowicie: „thriller z aferą FOZZ w tle”. Choć o samej aferze niewiele wiedziałam, to zawsze interesowały mnie takie pozycje, w których znaleźć mogę choć odrobinę wydarzeń, które miały miejsce naprawdę. Do tego finanse to to, w czym dobrze się czuję, odniosłam więc wrażenie, że będzie to lektura wprost idealna dla mnie. I rzeczywiście – nie pomyliłam się, choć, jeśli mam być szczera, spodziewałam się mocniejszego dreszczyku emocji.

Dobra, solidnie podbudowana, intrygująca i pełna pasji. Tak mogę określić Fundusz. Książka wciąga od pierwszych zdań i utrzymuje zainteresowanie czytelnika aż do samego, dość odległego końca. Niemal pięćset stron może zniechęcić niejedną osobę, muszę jednak przyznać, że warto je przeczytać. Czytanie Funduszu jest jak układanie puzzli. Z każdą stroną historia staje się bardziej wyraźna i zrozumiała, choć żeby pojąć wszystko należy zwracać uwagę nawet na najdrobniejsze szczegóły, które z pozoru nie mają znaczenia.


Wyjątkowo dobra książka – tak na pewno można określić Fundusz. Choć autorka mogłaby podkręcić kurek z mocnymi akcentami (na przykład – więcej trupów :)), to poza tym niczego więcej nie mogę tej powieści zarzucić. Z wielką chęcią sięgnę po kolejne pozycje Małgorzaty Petlińskiej-Kordel.

 Baza recenzji Syndykatu ZwB

5 sierpnia 2013

Światowy kocioł („Sekretne wojny Mossadu” Yvonnick Denoël)

wyd. Czarna Owca
rok: 2013
str. 368
Ocena: 5/6


Powstające po II Wojnie Światowej państwo Izrael, zewsząd otoczone przez wrogie kraje arabskie, musiało, i nadal musi, radzić sobie z problemami wynikającymi z takiego, a nie innego sąsiedztwa. Podstawę sukcesu tego „miejsca na ziemi” stanowi uzyskana i utrzymana przewaga. Lektura książki „Sekretne wojny Mossadu”, której autorem jest Yvannick Denoël, pozwala wysnuć wniosek graniczący z pewnością, że w głównej mierze ten cel został osiągnięty dzięki izraelskiemu Instytutowi Wywiadu i Zadań Specjalnych. Tę przydługą i nieciekawą nazwę da się zastąpić jednym słowem, pobudzającym wyobraźnię i jednocześnie wiejącym grozą – MOSSAD. Zapewniam, że lektura „Sektetnych...” dostarcza naprawdę wielu informacji i uchyla rąbka tajemnicy o samej organizacji i nie tylko.

Autor bardzo swobodnie obraca się w temacie służb wywiadowczych, nic dziwnego, w końcu nie jest to jego pierwsza książka traktująca o tym zagadnieniu. Mało tego, jest historykiem specjalizującym się w tym temacie. Oczywiście jak na szpiegów przystało, autor pisze pod pseudonimem i znalezienie o nim jakichkolwiek informacji, czy też zdjęć, stanowi nie lada problem. Ta anonimowość pozwala przypuszczać, że pisarz może być związany ze służbami specjalnymi. Uzyskuje w ten sposób również pewien margines bezpieczeństwa, choć dziś wiem, że ci o których ta książka jest, na pewno dokładnie wiedzą, kim jest autor i gdzie przebywa – tak na wszelki wypadek, gdyby należało zareagować.

Sama książka niestety nie posiada ilustracji – choć z drugiej strony, jakby się zastanowić, to jakie ilustracje mogłyby się tam znaleźć? Fotografie agentów, narzędzia wykorzystywane przez szpiegów, czy może zdjęcia miejsc gdzie były przeprowadzane operacje? Żadna służba nie chciałaby się czymś takim chwalić, zresztą Yvannick Denoël tak ciekawie posługuje się słowem, że obrazki i mapy są po prostu zbędne. Nie wiem czy to autor, czy też wydawca „Czarna Owca” wybrał okładkę, ale trafia ona w samo sedno. Obrazuje charakter Mossadu – bezwzględnej i profesjonalnej służby, która nie waha się likwidować przeciwników.

Sekretne wojny Mossadu to pasjonująca historia powstania i działania izraelskich służb wywiadowczych: Mossad, Szin Bet oaz Aman. Książka przedstawia rywalizację tych organizacji oraz ich współpracę. Zawsze jednak na piedestale stoi tytułowy Mossad. Okazuje się, że służba w tej organizacji otwiera drogę do wielu lukratywnych stanowisk w prywatnych firmach. Ogrom faktów przedstawionych w książce zapiera dech w piersi i daje do myślenia, a co najważniejsze - pozwala inaczej spojrzeć na decyzje polityczne. Kolejne strony zapisane są dziejami ludzi związanych z Mossadem, pojawiają się tu takie nazwiska jak Peres czy Milchan oraz wiele innych. Dowiadujemy się, jak zawiła i rozległa jest sieć powiązań świata biznesu i polityki. Mało tego, poznamy historię i zasady istnienia i finansowania OWP czy też Hezbollahu oraz problemy jakie z tego wynikały dla Izreala. W książce zaprezentowane zostają mniej i bardziej znane operacje realizowane przez Mossad. Wśród nich zabójstwa, handel bronią czy też wykradanie tajemnic handlowych. Mamy okazję dowiedzieć się co robią islamscy ekstremiści w Paryżu, Ameryce Południowej i dlaczego w latach 70-80 Cypr był bardzo niebezpiecznym miejscem. Historie ukazane w „Sekretnych wojnach Mossadu” pokazują dlaczego ta służba wywiadowcza z małego i młodego Izreale stała się wzorem do naśladowania dla wielkiej organizacji jaką jest CIA. Od lat 40 w historii Mossadu zdarzały się liczne wpadki, szeroko komentowane przez opinię publiczną, często też zmieniali się ich sojusznicy i bliscy współpracownicy. W książce odnajdziemy również polskie akcenty. Każdy z rozdziałów mógłby stanowić osobny scenariusz dla wysokiej klasy filmu szpiegowskiego, czy też sensacyjnego. Powiązania między poszczególnymi organizacjami, operacjami i wydarzeniami są tak szerokie, że wiele nazwisk przewija się przez kolejne, czasami bardzo odległe od siebie strony. Niestety nie cechuję się szczególnie dobrą pamięcią do nazwisk, więc było to dla mnie dość uciążliwe – no cóż widać nie mógłbym być agentem :)

Lektura Sekretnych wojen Mossadu, jak już wcześniej wspomniałem, niejednokrotnie przyprawia o zawrót głowy i gdyby nie to, że obiecałem sobie, że będę ją czytać tylko w pociągu podczas drogi na i z uczelni, to pewnie przeczytałbym ją w jeden dzień. Po tej lekturze nasuwają mi się dwa spostrzeżenia. Po pierwsze - jeśli książka opisuje takie, czasami nieprawdopodobne zdarzenia, to co jeszcze jest owiane tajemnicą i o czym na pewno nigdy nie usłyszymy? Po drugie - jak wielu mijanych przeze mnie ludzi jest agentami, szpiegami czy też terrorystami? Szczerze zachęcam do lektury.

Artur Borowski


1 sierpnia 2013

Konkursowo 15 - ostateczne wyniki

Spieszę z zestawieniem ostatecznych wyników.
Nie wróciłam dziś po nocy do domu, ale dzionek w pracy zaliczam raczej do tych kiepskich... musiałam więc odreagować. Wybrałam się więc z małżem na trawkę, odganialiśmy komary, leniuchowaliśmy, czytaliśmy. Taki nasz leżing i kocing :) No i z tego powodu wyniki tak późno.

Ostateczna punktacja (o ile się gdzieś nie machnęłam) przedstawia się następująco:
Dizzy - 13 punktów
Moje książki  oraz ejotek - 10 punktów
poduszkowietz - 9 punktów
Klementynka - 8 punktów
magdalenardo - 7 punktów
Paulina KwiatkowskaPaulina ChmielewskaAlina, - 2 punkty
Recenzje KitiSophie CarmenPaulaChepcher Jones - 1 punkt

Nadszedł więc czas na zastanowienie się, komu co przydzielić. Przypominam nagrody:
W szpilkach od Manolo - Agnieszka Lingas-Łoniewska (niejedna)
Źle wydrukowane życie - Florentyna Grądkowska (niejedna)
Postrzelony - Alfred Siatecki
Hotel Zaświat - Przemysław Borkowski
Literat - Agnieszka Pruska
Zapomnij patrząc na słońce - Katarzyna Mlek
Krew, pot i łzy - Carla Mori
Obłędnie proste - Ken Segall
Diament. Suchowa strona człowieka
Rozmówki. Włoski - Beata Pawlikowska
Dziewięć żyć Chloe King - Liz Braswell
Częściowcy - Dan Wells
Klątwa opali - Tamora Pirce
Londyn we krwi - James Creig 

Wiecie, że nie mogę nagrodzić wszystkich... a szkoda, bo bardzo się staraliście. W punktacji powyżej muszę uwzględnić to, że część z wymienionych osób wzięła udział w Konkursowie 14 i to tych osób zadania realizowane były w Konkursowie 15. Ostatecznie więc rozstrzygnięcie wygląda następująco:

Miejsce I - 4 książki
Dizzy

Miejsce II - po 3 książki
Moje książki
ejotek

Miejsce III - 2 książki
poduszkowietz

Dodatkowo nagrody w postaci jednej książki otrzymują:
Klementynka
magdalenardo
Paulina Kwiatkowska
Chepcher Jones

Nagrody przydzielać będę sama i według własnego uznania, ale... maile do wydawców roześlę w poniedziałek. Do soboty wieczorem/niedzieli rano możecie wypowiadać się w komentarzach pod tym postem, co chcielibyście dostać. Może to będzie mi pomocne :)