31 marca 2012

Stosik #10/2012 plus kilka zapowiedzi

Na wstępie, jak to ostatnio mam w zwyczaju, stosik sobotni. Zaś troszkę się tego zebrało (w większości niespodziewanie), ale mimo to miło otrzymywać książki :) Na szczęście większość to prezenty, a nie pozycje recenzenckie. Choć i takie chętnie bym przeczytała. Liczę, że mi się uda :)

Od góry :)
1. Torebki i trucizna - Dorothy Howell: prezent od ZwB
2. Zbrodnia nie zawsze doskonała - Piotr Jedrosz: prezent od ZwB
3. Punkt wyjścia - David Kain: prezent od ZwB
4. Gdzie mój i rdza - Paweł Pollak: prezent od ZwB
5. Nieugięty - Sam Millar: prezent od ZwB
6. Ceremonia - Janusz Koryl: prezent od ZwB
7. Numery 2 - Rachel Ward: do recenzji od Wydawnictwa Wilga
8. Numery 3 - Rachel Ward: do recenzji od Wydawnictwa Wilga
9. Brzydula - Constance Briscoe: do recenzji od Księgarni Matras

Za wszystkie pozycje bardzo dziękuję :)

A teraz odrobina zapowiedzi, wszystkie od Wydawnictwa Wilga :)





KAZIO W MIASTECZKU PEŁNYM WAMPIRÓW
Iwona Czarkowska
Ilustracje: Olga Reszelska

ISBN: 978-83-259-0438-8, kwiecień 2012
Dla dzieci w wieku: 6-12 lat
Najnowsze przygody Kazia!

Pewnego dnia, w starym domu, na uboczu miasteczka Wampirzyce zamieszkał ciekawski Kazio.

Innego pewnego dnia przeczytał w gazecie:
„Wampiry atakują”!!!

Ale zaraz, zaraz…
Wszystkie wampiry, które zna Kazio lubią ludzi… i czosnek.

Kto stoi za tym spiskiem? Trzeba rozwiązać tę zagadkę!

Wampiry wcale nie są złe!


PARTONAT:
Radio VOX FM, Magazyn Literacki Książki,

Tupcio Chrupcio
Nie dam sobie dokuczać
Tupcio Chrupcio
Umiem się dzielić


Tupcio Chrupcio jest już dużą myszką,
ale starsi koledzy w przedszkolu uważają go za malucha, nie chcą się z nim bawić
i ciągle mu dokuczają.

Czy Tupcio Chrupcio będzie wiedział, jak zachować się w tej sytuacji? Jak można mu pomóc?


Tupcio Chrupcio to przedszkolak na medal, ale czy na pewno zawsze zachowuje się, jak powinien? W domu nie chce się bawić
z siostrzyczką, a w przedszkolu zabiera wszystkie zabawki dla siebie.

Czy Tupcio Chrupcio zrozumie, że czasem najprzyjemniej jest się bawić w grupie?



Dwie historyjki o Tupciu Chrupciu to doskonały pretekst
do rozmowy z dzieckiem o istotnych dla niego sprawach.
O tym, dlaczego nie można wyśmiewać innych. Co zrobić, gdy ktoś dokucza dziecku lub zabiera jego rzeczy. I o tym, że zabawa
z innymi dziećmi może być przyjemnością i dlaczego warto dzielić się swoimi zabawkami.

„Wychowanie przez czytanie” to idea, dzięki której dziecko może utożsamić się z bohaterem książki. Rozmawiając z dzieckiem
o przeczytanej książce pomagamy mu nabrać, potrzebnej
w przyszłości w przedszkolu i szkole, umiejętności czytania
ze zrozumieniem.

30 marca 2012

Konkursowo 10 - MEGII24


Zupełnie mi się zapomniało :P Prezentuję pracę z drugiego miejsca w Konkursowie 10 :)
KONKURSOWO 10

Tekst z wykorzystaniem 28 tytułów książek i 11 nazw wydawnictw


Siedziałam w tym dziwnym lokalu o uroczej nazwie „POD DWIEMA KOSAMI” już od dłuższego czasu, CZEKAJĄC NA KOLUMBA, który się spóźniał. Popijając aromatyczną kawę, dla zabicia czasu, prowadziłam DIALOG Z DUSZĄ PRZY PAPIEROSIE. Wypuszczając powoli chmurę dymu rozejrzałam się ukradkiem. Na ścianach z niejakim zdziwieniem zauważyłam plakaty promujące nowości WARSZAWSKIEJ FIRMY WYDAWNICZEJ i GRUPY PUBLIKAT. Moja lista książek była już niestety wystarczająco pokaźna, więc odwróciłam wzrok. Skupiłam natomiast uwagę na klientach kawiarni. Przy sąsiednim stoliku dostrzegłam MATKĘ WSZYSTKICH LALEK z całym swoim kramem. Pod jej nogami plątały się TRZY CZARNE KOTY. Uznawszy, że od wpatrywania się w tę menażerię dostanę oczopląsu, zerknęłam w inną stronę. A tam: BLONDYN I BLONDYNKA. „Jak śmiesznie razem wyglądają” pomyślałam. Usłyszałam strzęp ich rozmowy:
– WŁASNY POKÓJ to wielkie udogodnienie, nie sądzisz? – powiedział on.
– CIESZĘ SIĘ TWOIM SZCZĘŚCIEM – odpowiedziała z szyderczym uśmiechem ona. – SOL, przepraszam wolisz nazywać ją Solange, prawda? A więc Solange musi być szczęśliwa. Nawet gdy zabraknie światła. – zachichotała. – Jestem prawie pewna, że Z CIEMNOŚCIĄ JEJ DO TWARZY.
– Jesteś okropna. Szkoda mi twojej drugiej połowy i zastanawiam się DLACZEGO MĘŻCZYŹNI POŚLUBIAJĄ ZOŁZY?
Roześmiała się i konspiracyjnym tonem szepnęła:
– PUNKT WYJŚCIA to pytanie: DLACZEGO MĘŻCZYŹNI KOCHAJĄ ZOŁZY?
– A jesteś pewna, że TEN GRUBY głupek, twój mąż, naprawdę cię kocha?
Zamieszanie przy drzwiach odwróciło moją uwagę. Stanął w nich nie kto inny tylko PAN POTWÓR. Tak pieszczotliwie nazywałam Kolumba. Dla większości obserwatorów zapewne wyglądał komicznie w gumowej masce. (Mówiłam już, że to Halloween?) Prezentował światu twarz małej dziewczynki z warkoczykami.
Zatrzymał się w progu, rozejrzał i dostrzegłszy mnie przy SZÓSTYM stoliku, ruszył tanecznym krokiem w moim kierunku. Chodził zawsze w ten sam sposób, zarówno IDĄC PO GÓRACH, jak i spacerując ALEJĄ BZÓW – w jego ruchach była lekkość i gracja – poruszał się niczym JAGUAR. A twarz, teraz ukryta pod koszmarną maską, nosiła PIĘTNO PRAWDY. A jaka to prawda, zapytacie? Skrzywdziła go wredna baba, ot co!  
Romantyk, z sercem na dłoni, a właściwie Z BUSOLĄ W SERCU wskazującą mu błędny kierunek, facet z CICHĄ WIARĄ W ANIOŁY, które w jego mniemaniu przybierają postać śmiertelnych kobiet – musiał trafić na kogoś pokroju panny P. Dodam, że ten baboch to typowy W.A.B.ik na facetów, a właściwie REPLIKA lalki Barbie. Zemdliło was? Bo mnie prawie! Po całej tej historii, nie bardzo miłosnej, Kolumba okrzyknięto OFIARĄ POLIKSENY. Kilka niezbyt miłych rozczarowań plus akcja z tym koszmarnym babsztylem, które sam Kolumb próbował bagatelizować nazywając je po prostu ZAKRĘTAMI LOSU, odrobinę go przygasiły, przystopowały w romantycznych zapędach. I ten kto go dobrze znał, tak jak ja, widział to wyraźnie.
A panna P., a właściwie POŻERACZ SNÓW (zauważyliście, że uwielbiam wymyślać ludziom dziwne przydomki, prawda?), niech żałuje! Głupia! Nie docenić takiego faceta?
Kolumb zatrzymał się tuż przede mną. Oparł się o stolik, pochylił i modulowanym głosem zamruczał:
– NIE JESTEM SERYJNYM MORDERCĄ. Jestem, jak widać, słodką dziewuszką.
Roześmiałam się bezradnie. Mimo woli.
– KONIEC GRY – zakomenderowałam. – DLA RATOWANIA ŻYCIA, jeśli oczywiście je cenisz, ściągaj maskę.
Siadając naprzeciw mnie, wykonał polecenie. Na jego twarzy malowało się zatroskanie.
– Nadal prześladują cię te warkoczyki?
– Gdybyś je nosił przez tyle lat co ja, też miałbyś uraz psychiczny!
Spuściłam wzrok i moje spojrzenie padło na kartkę, opatrzoną w lewym górnym rogu ZNAKIEM EMOTIKONY w kształcie uśmiechniętej buźki, na której z nudów spisywałam książki, jakie zamierzałam kupić (po spotkaniu z Kolumbem) w małej księgarni o nazwie „OFICYNKA”. Była to spora lista, różnych wydawnictw, z których wyróżniały się, pod względem ilości pozycji, dwa: G+J KSIĄŻKI i NOVAE RES.
Po chwili Kolumb wyciągnął rękę i delikatnie pogładził mnie po policzku. Spojrzałam zdziwiona i w jego oczach dostrzegłam coś nowego. Jakiś blask. I po raz pierwszy przemknęło mi przez myśl, że może jednak UTRACONY RAJ, o którym marzyłam, a który wydawał się nieosiągalny, jest bliżej niż myślę…
– Chodźmy stąd – niemal wykrzyknął, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc do drzwi.
Poszłam, bo cóż mi innego pozostało? Wybór był prosty: zajmować się nadal PROZAMI i poezjami, stroniąc od życia lub zająć się Kolumbem i uwierzyć, że on też zajmie się mną.
Dwa miesiące później, już z pełnym przekonaniem mogłam zakrzyknąć, do wtóru z moim Panem Potworem:
– OCALENI. ŻYCIE, KTÓRE ZNALIŚMY odeszło. A nowe, wspólne, chociaż nieidealne, będzie bardzo szczęśliwe!


Urszula (megii24)

29 marca 2012

To… skomplikowane („Nie do wykrycia” Laura Griffin)

„Nie do wykrycia” Laura Griffin
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2011
str. 400
Ocena: 5,5/6


Zaraz na wstępie pewna dość istotna informacja. W poniższej recenzji mogę być odrobinę mało krytyczna i zupełnie nieobiektywna. I choć jest to zachowanie absolutnie nieprofesjonalne, to przyznaję się do tego bez bicia, bo… książka po prostu mi się podobała. Co więcej, muszę zaliczyć ją do grona nielicznych powieści, które czytało mi się równie dobrze, co książki autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Gdyby wszyscy autorzy pisali takie rzeczy, w taki sposób, świat podobnych do mnie moli książkowych byłby zdecydowanie przyjemniejszy. Nie co dzień się zdarza lektura, która faktycznie warta była poświęconego jej czasu. Tym bardziej się cieszę, że Nie do wykrycia znalazło się na mojej półce i przypomniało mi, że są powieści i są autorzy, którzy bronią się sami. W takich wypadkach nawet ośmiusetstronicowe dzieła czyta się w ekspresowym tempie. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że wspomniane w nagłówku czterysta stron przeczytałam w niecałe dwa dni. Dla mnie to taki mały sukces, który, mam nadzieję, umożliwi mi ponowne skupienie się i wrócenie do tempa, w jakim normalnie czytam książki. Kończąc ten przydługi wstęp zachęcam Was do przeczytania tej powieści. Jeśli jeszcze nie wiecie, dlaczego powinniście to zrobić, to na pewno dowiecie się tego z poniższej recenzji.

Alex Lovell jest jednym z bardziej rozchwytywanych prywatnych detektywów mieszkających i pracujących w obrębie Austin. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie na podstawie tego ile wspomniana pani detektyw ma zleceń. Na co dzień zajmuje się przyziemnym rozwiązywaniem spraw ubezpieczeniowych. Zbiera dowody obciążające wyłudzaczy odszkodowań i czerpie z tego całkiem przyzwoite zyski. Jednak to nie tego typu sprawy dają Alex największą satysfakcję. O nie, co to to nie. Alexandra najbardziej cieszy się wówczas, gdy może pomóc biednej, pokrzywdzonej przez los i własną rodzinę kobiecie. Jeśli więc pani detektyw jest w stanie poprawić sytuację takiej klientki, robi to bez zastanowienia. Nawet wówczas gdy wie, że poniesione koszty nigdy się nie zwrócą a firma jedynie na tym straci, angażuje się w sprawę bez reszty. Taka już jest i temu podporządkowała całe swoje życie. Kiedy więc do jej biura trafia Bill Scoffield zaczynają się piętrzyć schody. Ten teksański prawnik poszukuje Melanie Bess i chce, by Alex mu w tym pomogła. Jak się okazuje dziewczyna ma do odebrania całkiem spory spadek po zmarłym ojcu, a przepadła niczym kamień w przysłowiową wodę. Już na wstępie Alexandrze coś w tej sprawie nie pasuje i nie przyjmuje zlecenia. Postanawia jednak skontaktować się samodzielnie ze swoją byłą klientką. Niestety okazuje się, że i jej telefonów Melanie nie odbiera. Nie działa również numer alarmowy, który dla klientki założyła Alex. Po krótkim śledztwie okazuje się, że Mel kilka tygodni wcześniej porzuciła przygotowaną przez panią detektyw bezpieczną tożsamość, dzięki której mąż, policjant, miał jej już nigdy nie znaleźć. Co więcej, wszystkie ślady na jakie wpada Alex prowadzą ją z powrotem do Austin. A tu, w mieście, w którym Melanie żyła przez ostatnie lata, grozi jej największe niebezpieczeństwo. Alexandrze nie pozostaje nic innego jak za wszelką cenę dowiedzieć się, co się stało z jej klientką? Czemu nie ma z nią żadnego kontaktu? Czyżby prześladujący ją mąż dopiął swego i ją zamordował? Jeśli tak, to gdzie podziało się ciało? Bo przecież by można było sprawę zgłosić, musi się znaleźć ciało. Prawda? Alex jednak wspomniane nieścisłości nie przeszkadzają i zaczyna szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. Czy uda się jej czegokolwiek dowiedzieć? Czy wpadnie na jakiś trop? Czy odnajdzie Mel, żywą bądź martwą? Czy znajdzie jakiekolwiek dowody wiążące Craiga Coghana, męża Melanie, z jej zniknięciem? Czy detektyw Nathan Devereaux pomoże Alexandrze? Czy zrozumie, tak jak i ona, co mogło się stać i postanowi, że daną sprawą należy zająć się niezwłocznie? Tego i nie tylko tego dowiecie się, jeśli sięgniecie po powieść Laury Griffin zatytułowaną Nie do wykrycia.

Co tu dużo mówić, ta książka jest najzwyczajniej w świecie bardzo dobra. Autorka już na wstępie pokazuje na co ją stać i utrzymuje ten poziom aż do samego końca. Zarówno w trakcie trwania lektury, jak i po jej zakończeniu usilnie próbowałam znaleźć w niej jakieś wady. Niestety daremnie. Mówię niestety bo zwykle takie jednostronne ukierunkowane opinie nie spotykają się z akceptacją. Jedyne do czego mogę się doczepić to to, że książka w ogóle się kończy. Czyta się ją na tyle dobrze, że człowiek nawet nie zdąży się zorientować a już finiszuje i musi żegnać się z bohaterami. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że wkrótce na rynku wydawniczym mają pojawić się kolejne pozycje Laury Griffin. Tak przynajmniej informuje na tylnej obwolucie wydawca.

Jeśli chodzi o konstrukcję akcji powieści to na pierwszy rzut oka jest ona dość banalna. Przedstawiona zostaje nam zwykła pani detektyw, która martwi się o jedną ze swoich klientek, która najpewniej, zaraz na wstępie powieści, została zabita. Tak więc wszystkie działania podejmowane przez bohaterów mają na celu ujęcie potencjalnego mordercy. Jak się jednak okazuje nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Autorka na każdym kroku przedstawia nam nowych bohaterów, którzy zwykle okazują się być kimś zupełnie innym niż się spodziewaliśmy. Przychodzi taki moment w powieści, w którym czytelnik zaczyna powątpiewać w to, że ktokolwiek jest tym, za kogo się podaje. W związku z tym sama nie wiem jak to się stało, że udało mi się odkryć, kto za tym wszystkim stoi. Sami bohaterowie bardzo przypadli mi do gustu i podobało mi się to, w jaki sposób autorka ich wykreowała. Każdy był bardzo autentyczny. Nie brakowało im wad, ale starali się je tuszować zaletami i dobrymi chęciami. Alex od początku była moja faworytką i w zasadzie zgadzałam się z każdym wykonanym przez nią krokiem. Całkiem możliwe, że sama w niektórych przypadkach postąpiłabym zupełnie inaczej, ale nie jestem przecież nią. Podejmowane przez nią decyzje przez cały czas szły w zgodzie z jej przekonaniami. Na uwagę zasługuje również styl, którym posłużyła się autorka. Laura Griffin ma bardzo lekkie pióro i już pierwszym napisanym przez siebie w powieści zdaniem przekonała mnie, że to będzie dobra książka i nie będę się mogła od niej oderwać. Tak też się stało. Autorka Nie do wykrycia stylem przypomina mi polską pisarkę – Agnieszkę Lingas-Łoniewską. Ze smakiem łączy kryminał, romans i powieść obyczajową. Każdego gatunku jest w lekturze dokładnie tyle ile być powinno, co mnie w pełni usatysfakcjonowało. Muszę stwierdzić, że na rynku jest zdecydowanie za mało tego typu powieści i tego typu pisarzy. Gorąco polecam Wam powieść Nie do wykrycia. Zdecydowanie warto ją przeczytać, bez względu na warunki atmosferyczne i okoliczności przyrody.

Za książkę dziękuję Zbrodni w Bibliotece
Baza recenzji Syndykatu ZwB

27 marca 2012

Pod płaszczykiem strachu kryje się… („Siła trucizny” Maria V. Snyder)

„Siła trucizny” Maria V. Snyder
wyd. Mira
rok:  2012
str. 384
Ocena: 4/6

Fortece kapitulują, wróg ucieka, a nasza przyjaźń przetrwa wieki…*



Walka, pościgi, spiski. Spektakularne ucieczki i niespodziewane zwroty akcji. Najniebezpieczniejsze trucizny na świecie i tylko jeden cel. Przetrwać kolejny dzień. Czy autorce udało się wykorzystać drzemiący w powieści potencjał? Postaram się przybliżyć to Wam odrobinę przy pomocy poniższej recenzji.

Przed laty maleńka Yelena trafiła do sierocińca w Piątym Dystrykcie Wojskowym. Nikt tak naprawdę nie wiedział, ani jak, ani skąd dziewczynka się tam wzięła, liczyło się tylko to, że otrzymała stosowny wikt i opierunek. Swego czasu uznać można nawet było, że Yelenie się poszczęściło. Generał Brazell zaliczany był bowiem do grona dobrych, a nawet bardzo dobrych opiekunów. Dzieci pozostające pod jego kuratelą odbierały stosowne nauki i nikt nie mógł mu zarzucić, że uniemożliwia im dalszy rozwój. Niestety nie wszystko było takie kolorowe. Gdy dziewczynka weszła w okres dojrzewania wokół niej zaczęło dziać się coraz gorzej. Generał oraz jego syn Reyad postanowili wystawić Yelenę na próbę. I to nie jedną, o czym dość szybko przekonała się nastolatka. Testom nie było końca, a każdy kolejny był cięższy od poprzedniego. Początkowa fascynacja i duma z zainteresowania, jakie okazywali jej opiekunowie, szybko przekształciły się w strach i pragnienie uwolnienia się z tego piekła na ziemi. Jednak gdzie by nie spojrzeć wyjścia nie było. Wewnętrzny bunt drążył jednak Yelene niczym woda skałę, aż ta w końcu ustąpiła pod naporem fali. Pewnego felernego dnia, gdy Reyed posunął się zdecydowanie za daleko i odarł dziewczynę z ostatnich fragmentów szacunku do samej siebie, ta nie wytrzymała i go zabiła. Dobrze jednak wiedziała co uczyniła i jaka grozi jej za to kara. Zaraz po dokonaniu zbrodni oddała się w ręce sprawiedliwości i przyznała do wszystkiego. Z góry również wiedziała, jakiego wyroku może się spodziewać. W Iksji kara za śmierć była wysoka i zawsze taka sama. Zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb, Yelena skazana została na śmierć. Niezwłocznie po dokonaniu zamachu skierowana została do zamku komendanta, gdzie w podziemnych lochach, wśród szczurów, wilgoci i wiecznego smrodu doczekać miała dnia, w którym wymierzona zostanie kara śmierci. Tak oto minęło kolejnych kilka pór roku, aż nieubłaganie zbliżać zaczęła się rocznica dokonanej przez Yelenę zbrodni. Gdy więc do jej celi przybyli żołnierze i niczym worek ziemniaków zabrali ją do Valka, prawej ręki komendanta Ambrose, wiedziała że oto jej żywot się dokonuje. Tym większym zaskoczeniem okazała się dla niej niespodziewana propozycja, którą złożył jej Valek. Tylko czy praca, jaka została jej zaproponowana jest czymś lepszym od natychmiastowej śmierci? Czy można w nieskończoność odkładać to, co jak się okazuje, jest nieuniknione? Czy można odkupić swoje winy i pokazać światu, że wcale nie jest się złym człowiekiem? Czy istnieje choćby najmniejsza szansa na to, że los Yeleny się odmieni? Czy w tym ponurym, niegdyś tętniącym życiem zamczysku ktoś jeszcze może odnaleźć swoje własne, szczęśliwe zakończenie? Czy za bramą, za drogą, za góra i doliną, czeka na wszystkich nieszczęśliwców nowe, lepsze życie? Czy dziewczyna może liczyć na obietnicę takiej przyszłości? Czy jeszcze kiedyś będzie się cieszyła każdym nowym dniem i każdą nową przygodą? Jak zakończy się jej podróż i czy u jej zwieńczenia spotka to, po co tak daleko poszła? By się tego dowiedzieć koniecznie musicie sięgnąć po powieść Marii V. Snyder zatytułowaną Siła trucizny.

Z ręką na sercu przyznać Wam muszę, że nie spodziewałam się po tej powieści za wiele. Jakoś tak samoistnie zalęgło się we mnie przekonanie, że oto zostaje oddany w me ręce kolejny romans z wątkami paranormalnymymi i kryminalnymi. Przed lekturą przysiadłam na chwilkę i zastanowiłam się nad rozplanowaniem akcji powieści. Stanęło na tym, że zapewne około trzeciego rozdziału między głównymi bohaterami zaiskrzy, a najdalej w piątym ich namiętność osiągnie swoje apogeum. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy ani w piątym, ani w siódmym, ani nawet w dziesiątym rozdziale niedane mi było dowiedzieć się, jak silna okazuje się czasem miłość. Co więcej, choć oczywistym z początku wydawało się z kim główna bohaterka nawiąże romans, z czasem zaczęłam powątpiewać we własny instynkt i wyrobioną opinię na temat poszczególnych gatunków literackich. Wszystko byłoby więc na piątkę, gdyby nie końcówka książki. Przyznam szczerze, że na niej wyjątkowo się zawiodłam. Jakoś tak, choć było to zupełnie nieracjonalne, uznałam, że skoro cała powieść toczy się zupełnie innym torem, niż się tego spodziewałam, to będzie tak nadal. Niestety, pod koniec autorka wykonała nagły zwrot i wróciła na tory wiodące wprost do tradycyjnego i nieco oklepanego już zakończenia. I choć sama końcówka napawa nadzieją, że w następnych częściach powieści (autorka przygotowała jeszcze dwa tomy z tej serii), spodziewać powinniśmy się powrotu do tonu nadanego na początku i w środku książki, to niestety niesmak po dość spłaszczonym finiszu pozostaje.

Siła trucizny to tak naprawdę książka o przyjaźni. Autorka na stronach swej powieści przybliża czytelnikowi arkana zawiązywania się delikatnej nici zaufania między nauczycielem i jego uczennicą. Więź jaka narasta między Yeleną i Valkiem w trakcie tej lektury nie jest jednak jedyną, którą Maria V. Snyder chce nam zaprezentować. Na dużo większą uwagę zasługuje przyjaźń, która łączy Janca i Ariego i pod którą z czasem zaczyna być podpinana sama Yelena. To właśnie w tym związku każdy czuje się najlepiej, to tu rozwiązywane są wszelkiego rodzaju problemy (i te duże i te maleńkie) i to tu każdy każdemu ufa, bez względu na to, jaki bagaż niesie za sobą. Na taką przyjaźń warto pracować i o taką przyjaźń warto walczyć. Przede wszystkim z powodu tej przyjaźni należy przeczytać Siłę trucizny. Książkę czyta się stosunkowo szybko. Choć można natrafić w niej na przydługie i czasem zbędne opisy, to koniec końców stwierdzić można, iż warto było pochłonąć każde z przeczytanych zdań. Mnie po zakończeniu tej powieści został na twarzy grymas przypominający uśmiech. Choć Siła trucizny nie kończy się tak, jak zapewne wielu by tego chciało, to jednak ma w sobie to coś co sprawia, że chciałoby się już przeczytać kolejne części tej serii. Ja zdecydowanie będę chciała to zrobić i Was do tego zachęcam.

*377

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Mira :)
Baza recenzji Syndykatu ZwB

24 marca 2012

Stosik #9/2012

Kolejna sobota i kolejna porcja książek. Sama nie wiem jak to się stało, że wciąż rośnie porcja lektur do poczytania, bo w ostatnich dniach zorientowałam się, że jestem bardzo do tyłu. I że chyba czas odrobinę przystopować. Leczenie, które ostatnio przeszłam odrobinę mnie wymęczyło. Brak mi teraz sił na czytanie. Po pracy jedyne na co mam ochotę to sen. Wczoraj usnęłam na pierwszej stronie książki. Telewizji też nie mam siły oglądać. Mniej przeglądam blogi. Ciągle bym spała. Oczywiście w pracy pracuje :) Blog książkowy to w zasadzie takie miejsce, w którym dzielimy się naszymi przemyśleniami... ale książkowymi. Mam jednak nadzieję, że popatrzycie na mnie z odrobiną wyrozumiałości i nie obrazicie się, że teraz może się pojawiać ociupinka więcej o mnie, a mniej o książkach. Podsumowanie marca będzie dramatyczne. Bardzo mnie to martwi, ale muszę dojść do siebie. A może już wkrótce uśmiechnie się do mnie słońce?
Dziś po części się uśmiecha. Zaraz wysuszam do big city, jadę do Katowic, gdzie spotkam się z moimi przyjaciółkami i mentalnymi siostrami - Agnieszką i Kasią :) Potem może wrzucę jakąś fotorelację, zobaczycie jak buszuje się po sklepach z Agnieszką Lingas-Łoniewską :)
A teraz to na co czekają wszyscy - nowa porcja książek :)

I tak proszę Was, od góry :)
1. Grzech ojca - Dawid Radziejewski: przedpremierowo. Recenzyjna dla Novae Res :) Dzięki wielkie panie Jakubie :)
2. Zmysłowa gra - Stephanie Chong: do recenzji od Wydawnictwa Otwarte. Bardzo dziękuję pani Agnieszko :)
3. Ostatnie spotkanie w Paryżu - Lynn Sheene: jw :)
4. Niepokój - Maggie Stievater: do recenzji od Wydawnictwa Wilga. Podziękowania dla pani Agaty, niecierpliwie wyczekuję tej lektury :)
5. Osaczona - Tess Gerritsen: do recenzji do Wydawnictwa Mira. Podziękowania dla pani Moniki :*
6. Śmiertelne napięcie - Alex Kava: aaaaa, jedna z najbardziej wyczekiwanych lektur 2012. Uwielbiana przeze mnie Maggie O'Dell. Wyczekiwana. Recenzyjna od Miry. Dzięki wielkie :)

Jeszcze powinnam wspomnieć na koniec, że marzec to kolejny miesiąc, w którym nie udało mi się sprostać wyzwaniu Z półki. Przynajmniej z tej 2011. Bo przeczytałam własną książkę zakupioną w 2012 :)

23 marca 2012

Z zapowiedzi :) (Świat Książkki i Wilga :) )

Ostatnio odrobinę zaniedbuję Was recenzyjnie. No niestety, marzec nie należy do czasu obfitującego w przeczytane przeze mnie pozycje literackie. Powiem szczerze, że spodziewałam się, że będzie na odwrót, że te szpitalno-chorobowe zawirowania wpłyną pozytywnie na czytanie. No cóż.. Na szczęście wkrótce marzec się skończy i mam nadzieję, że w kwietniu będzie lepiej. 
Za to spieszę z kolejną porcją zapowiedzi :)

Na wstępie Świat Książki i najnowsza pozycja Rosamundy Lupton zatytułowana Potem. Książka jest genialna, naprawdę warto po nią sięgnąć. Sama miałam przyjemność przeczytać pierwszych 260 stron (brałam udział w konkursie). Teraz z niecierpliwością czekam na egzemplarz recenzencki by dowiedzieć się, czy moje zakończenie jest zgodne z tym faktycznym :) 


Rosamund Lupton
Potem
Świat Książki
Premiera rynkowa, 04.04.2012
Patroni medialni:
Jedynka Polskie Radio, Interia.pl, Polki.pl
Mam głowę na karku, jestem przytomna, wszystkie klepki są na swoich miejscach, jestem w pełni władz umysłowych. Jestem tą samą Grace, co wczoraj. Tylko że jakimś sposobem wyszłam z mojego ciała – opowiada bohaterka tej fascynującej i pięknej powieści. Grace jest zdumiona, bo tak naprawdę… leży właśnie umierająca na oddziale intensywnej terapii po strasznym pożarze szkoły, do której chodzi jej synek Adam. W sali obok walczy o życie poparzona córka Grace, siedemnastoletnia Jenny. Ona także „wychodzi” z ciała. Obie spotykają się na szpitalnym korytarzu, by potem „uczestniczyć” w śledztwie o podpalenie szkoły i w życiu wszystkich, którzy ze sprawą mogli mieć coś wspólnego.
Kto i dlaczego podpalił szkołę? Czy pożar był wymierzony przeciwko Jenny, nękanej od kilku miesięcy tajemniczymi smsami i oblanej farbą? Dlaczego ktoś rzucił absurdalne podejrzenie na ośmioletniego Adama, synka Grace? Co wspólnego z tragedią ma Silas, uwielbiany przez dzieci nauczyciel, wyrzucony ze szkoły za rzekome niedopełnienie obowiązków? Jak wytłumaczyć dziwne zachowanie się dyrektorki? Grace i Jenny dowiedzą się zdumiewających rzeczy, gromadząc ohydne dossier ludzkiej podłości, z kłamstwem, interesownością, ślepym pożądaniem i ukrytą przemocą
w rodzinie na czele.
Nie mniej od samej intrygi, trzymającej w napięciu do ostatniej strony i opowiedzianej
z osobliwej perspektywy „duchów”, wciąga drugi wątek powieści. Grace, narratorka, komentuje całość w poruszającym „liście-monologu”, zwracając się do Mike’a, ukochanego, a teraz zrozpaczonego męża i ojca, próbującego prowadzić śledztwo na własną rękę. Nasza miłość starzała się razem z nami. Jest teraz może mniej piękna, ale za to mocniejsza i odporniejsza – mówi Grace w owym „liście”, wspominając prawie dwadzieścia lat ich małżeństwa, znaczonego porażkami
i sukcesami, odmienionego, gdy na świat przyszły dzieci. Rozważa istotę macierzyństwa (to jest bezwzględna miłość, wyzwalająca w razie potrzeby egoistyczną zaciekłość; pazury i kły spływające krwią), sens poświęcenia się dzieciom i oczekiwania rodziców, zastanawia się nad tym, jak mało doceniamy zwyczajną codzienność, dopóki nie wydarzy się coś, co ją przekreśla, jak ów straszny pożar…
Czy Mike ją słyszy? Czy słyszy, że Grace, której mózg właśnie przestał funkcjonować, gorąco namawia go, by zgodził się na odłączenie jej od aparatury i oddanie  serca ukochanej córce Jenny, wymagającej przeszczepu?
            Nie zapomnicie tej historii, smutnej a przecież optymistycznej, pełnej doświadczonej mądrości, choć traktującej o głupiej ludzkiej naturze.


SIOSTRA
Rosamund Lupton
Polska premiera, 2011
  • Ponad 500 000 egzemplarzy sprzedanych w samej Wielkiej Brytanii
  • Wydana w 31 językach!
Pierwsza powieść Rosamund  Lupton – „Siostra”, wtargnęła na rynek wydawniczy wielkim przebojem, zdobywając serca milionów czytelników na świecie.  W Wielkiej Brytanii została okrzyknięta mianem najlepiej sprzedającego się debiutu literackiego 2010 roku, utrzymując się w pierwszej 20. na liście bestsellerów, według Sudany Times.  Mroczny, wzruszający i zaskakujący thriller.
Moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy by się nie zabiła, moja siostra nigdy… - rozpaczliwie powtarza Beatrice, odkąd poznała potworną prawdę. Zaginięcie, dni gorączkowych poszukiwań, wreszcie ciało znalezione w śniegu. Policja, przyjaciele, nawet matka – wszyscy wierzą w hipoteże „samobójstwo”. Ale nie Beatrice. Nie bacząc na niebezpieczeństwo, na własną ręke szuka przyczyn tragedii. Prawda okazuje się bardziej bulwersująca od najgorszych podejrzeń. A ta powieść – ostra jak brzytwa….
Rosamund Lupton dla pisarstwa porzuciła wieloletnią pracę scenarzystki. „Siostrę” pisała kilka razy – dopóki nie uznała jej za naprawdę dobrą. Inspiracje znajduje w napotkanych ludziach, gazetach i… pismach medycznych. Autorka na co dzień mieszka w Londynie z mężem, dwoma synami oraz… olbrzymim kotem – Tango.

No i jeszcze odrobina informacji od Wydawnictwa Wilga :)


Chcesz wiedzieć, dlaczego Słoń ma trąbę,
a Małpy huśtają się na gałęziach? I dlaczego Lew ryczy, a Żółw ma popękaną skorupę?

Wyrusz na kolorowe i pełne przygód safari
do krainy Tinga Tinga.



Tinga Tinga to książki pełne wspaniałych afrykańskich opowieści!

Seria książek stworzona na podstawie bajki znanej z kanału telewizyjnego MiniMini+

PREMIERA: kwiecień 2012. W przygotowaniu ćwiczenia z naklejkami.


I coś jeszcze od Wydawnictwa Wilga :)
ODLOTOWO to lotnisko odlotowe!
Spotykają się tu niezwykłe samoloty:Skrzydełko – najmilszy samolocik
na świecie, ważnyVipek, pomocny helikopter Pigułka, jumbo Pan Odlotek, transportowiec Smaruś
Śmigiełko, który… boi się latać.

Okazuje się, że na lotnisku może być tak samo jak w przedszkolu lub
na podwórku. Czasem trzeba komuś pomóc, czasem poczekać, ale znajduje się tu prawdziwych przyjaciół,
na których zawsze można liczyć!

Ilustrator – Maciej Szymanowicz – przywiązuje dużą wagę do detali
i dobrze się tym bawi. Oprócz charakterystycznych samolotów narysował wieżę kontrolną, hale przylotów i odlotów, pas startowy
i nawet bałagan przy hangarze


Muszę przyznać, że mnie rysunki tych samolotów rozwaliły. Chyba zdecydowanie chcę tę książeczkę :)

20 marca 2012

Ociupinka informacji od Wydawnictwa Wilga


Oryginalne ilustracje
i postacie stworzone
przez Beatrix Potter
do zabawy dla najmłodszych!

Z Królikiem Piotrusiem dzieci poznają pierwsze słowa, liczby, kolory i cechy.

Ruchome i kolorowe obrazy pomogą znaleźć i opisać ryby, orzechy, motyle, liście, kota, ryby, kapelusz, biedronkę i mnóstwo innych przedmiotów.
Premiera: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-259-0378-7

19 marca 2012

Herbata, lekarstwo na całe zło ("Bezwzględna" Gail Carriger)

"Bezwzględna" Gail Carriger
wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2012
str. 364
ocena: 5/6


Dziś szybko i na temat. Takie przynajmniej jest założenie. Bezwzględną kupiłam sobie sama i nie czuję się zobligowana do pisania przydługich, przynudnych,przyciężkich recenzji :)



Bezwzględna to czwarta część serii Protektorat Parasola z piękną (przynajmniej według co poniektórych) Alexią Tarabotti vel lady Maccon w roli głównej. Tym razem autorka przenosi nas w wydarzeniach odrobinę do przodu. I tak oto znajdujemy się w Anglii, w roku pańskim 1874. Jest lato, a Alexia w najlepsze obnosi się ze swoją nietypową ciążą. To już ósmy miesiąc, wszyscy zdążyli już omówić tę sprawę wzdłuż i wszerz. Lord Maccon koniec końców uwierzył, że doszło do swoistego cudu i pomimo tego, iż jest nadprzyrodzony, to zostanie ojcem. Mniejsza z tym, jak do tego doszło. Sprawą kluczową staje się jednak to, co z tak niezwykłego związku może się narodzić. W końcu nie co dzień wilkołak wespół zespół z klątwłamaczką powołują na świat nowe życie. Kilka ostatnich miesięcy przyniosło więc jedynie więcej ataków na Alexię i coraz to nowsze i bardziej przemyślane sposoby jej zabicia. Jej i dzieciofelera oczywiście. Każdy kolejny napad niósł za sobą większe niebezpieczeństwo, ostatecznie postanowiono więc, że... nie, nie. Tego zdradzić Wam nie mogę, gwarantuję Wam jednak, że warto się dowiedzieć, co tym razem wymyśliła lady Maccon i jej wierna trupa.

Jeśli chodzi o wrażenia, to ja jak zawsze jestem zachwycona. Oczywiście mówię tu o tej konkretnej serii. Alexia po raz kolejny daje radę, prze do przodu niczym czołg (coraz większy zresztą). Conall, jak przystało na wiernego małżonka, wpatrzony jest w ukochaną równie mocno jak w chwili ślubu, jeśli nie bardziej. Jak to zwykle bywa, rozwiązanie jednego problemu pociąga za sobą pojawienie się setki innych. Tak jest i tym razem - ataki ustają, okazuje się jednak, że w porównaniu do nowopowstałych problemów, były one niczym. Dodatkowo zbliża się pełnia, a w trakcie jej trwania Alexia nie będzie mogła liczyć na małżonka. Czy poradzi sobie w nowych warunkach? Czy wiedziona instynktem podejmie właściwe decyzje? Jedno jest pewne - będzie zabawnie.

Książka niczym nie odstaje od poprzednich. Są chwile zabawne i są i takie przepełnione pasją i miłością. Są sceny pościgów, walk i wybuchów. Pojawiają się jeżozwierze i oktomatony. Wampiry muszą uciekać, a wilkołaki nawet o tym nie wiedząc, ratują im skórę. A na sam koniec... pojawia się na świecie pewien maluszek. Komu zagrozi? Zobaczcie sami. Ja powiem tylko jedno. Warto sięgnąć po tę książkę. Bawiłam się podczas jej lektury wspaniale, myślę, że i Wy się nie zawiedziecie.

17 marca 2012

Stosik #8/2012

Po chwilowej przerwie szpitalno-chorobowej, postanowiłam do Was wrócić :) Mąż skrzętnie zbierał dla mnie zdobycze książkowe więc teraz mogę je Wam zaprezentować :) Oto moje dwa stosiki :)

I tak oto od góry :)
1. Santa Olivia - Jacqueline Carey: to pierwsza pozycja całkiem nowego Wydawnictwa Piąty Peron (dla niewtajemniczonych to taka mała spółka córka Jaguara :)). Oczywiście do recenzji :)
2. Ocaleni. Życie, które znaliśmy - Susan Beth Pfeffer: Pierwsza część serii, do recenzji od Wydawnictwa Jaguar :) Dzięki wielkie :)
3. Zwłokopolscy - Marcin Pałasz: do recenzji od Wydawnictwa W.A.B. Bardzo dziękuję :)
4. Potem - Rosamund Lupton: fragment konkursowy książki. Od Wydawnictwa Świat Książki.


I stosik numer dwa, taki w ogóle nie pasujący do mnie :) Ale w związku ze zbliżającym się spotkaniem z moją chrześnicą postanowiłam zaopatrzyć się w lektury odpowiednie dla jej grupy wiekowej :)

Skarbiec Baśni Świata, Dziadek do orzechów, Żabka i obcy, Wiersze - Jana Brzechwy :) Wszystko od Pani Agaty z Wydawnictwa Wilga. Dzięki wielkie :)

Ostatnimi czasy odnoszę wrażenie, że nic nie ubywa w mojej biblioteczce. Książki powoli napływają, ja czytam, nic nie ubywa. Nie wiem czy to możliwe. Znaczy wiem, że jak jest przypływ książek i odpływ związany z czytaniem to dochodzi do równowagi, ale ja odnoszę wrażenie jakbym nie szła do przodu, jakby na półce wciąż stały te same pozycje. Coś chyba ze mną jest ewidentnie nie tak... Ale to już chyba norma. Chciałabym, żeby marzec się skończył. Serio.

16 marca 2012

Zaproszenia do konkursów, zapowiedzi :)

Na wstępie chciałabym Was wszystkich gorąco przeprosić za moją chwilową, w zasadzie wczorajszo-przedwczorajszą nieobecność. Troszkę mną życie wstrząsnęło i zaległam w szpitalu. Jest już jednak lepiej, jutro wychodzę do domu i rano zapewne przedstawię Wam nowy stosik :)
A teraz do rzeczy.

Chciałabym was zaprosić do Konkursu z CPA. tym razem do wybrania Zakład o Miłość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Myślę, że jest o co powalczyć. Konkurs i więcej na jego temat znajdziecie tutaj :)
Konkurs nie jest skomplikowany, a taka piękna nagroda. Na szczególną uwagę zasługuje główna bohaterka, moja imienniczka :D

A teraz mała zapowiedź od Wydawnictwa Wilga :)

Strzeżonego Pan Bóg strzeże… przeważnie („Poza strachem” Jaye Ford)

„Poza strachem” Jaye Ford
wyd. Świat Książki
rok: 2012
str. 368
Ocena: 5/6


Moje zainteresowania literackie ostatnio strasznie się zawęziły. Oscylują miedzy kryminałem, thrillerem, paranormalem a romansem. Oczywiście najbardziej i najlepiej oddziaływają na mnie wybuchowe mieszanki powyższych gatunków, niezmiernie jednak trudno na takowe trafić. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że udało mi się znaleźć pozycję łączącą choć część z wymienionych przeze mnie rodzajów prozy. Jaka to była mieszanka? I czy spełniła pokładane w niej nadzieję? Tego, mam nadzieję, dowiecie się z poniższego tekstu.

Jodie, Louise, Hannah oraz Corrine od ładnych kilku lat mogą szczycić się zaszczytnym mianem „przyjaciółek”. Ich znajomość zaczęła się od dość zabawnego, przedszkolnego incydentu. Otóż wszystkie panie, jako dzielne mamy swoich małych pociech, zbuntowały się przeciw pracom rękodzielniczym. Cóż, przecież nie każda matka musi być zaraz artystką, prawda? To wydarzenie zbliżyło do siebie te cztery panie, które stworzyły swoisty outsiderski klub, a w konsekwencji zostały przyjaciółkami od serca. Choć w zasadzie niewiele je łączyło, poza oczywistym faktem posiadania potomstwa, zbliżyły się do siebie i któregoś roku wspólnie zorganizowały weekendowy wypad. Ten wyłącznie babski czas miał na celu odstresowanie się, odpoczęcie od maluchów i, co chyba najważniejsze, przekazanie władzy rodzicielskiej w ręce ojców dzieci. I tak przez osiem lat, z lepszym lub gorszym skutkiem, dziewczyny na zmianę zajmowały się przygotowaniem satysfakcjonującej wycieczki. Tego feralnego roku przyszła kolej na Jodie. Jej ostatni pomysł okazał się totalnym niewypałem. Wynajęła mieszkalną łódź, która na ich nieszczęście przeciekała. Dlatego tym razem dziewczyna postanowiła bardziej się postarać. W sieci znalazła dom do wynajęcia, który prezentował się nad wyraz atrakcyjnie. Stara Stodoła na Wzgórzu, bo to o niej mowa, została niedawno wyremontowana i oddana do użytku turystom. Posiadłość znajdowała się w Bald Hill, w odległości kilku, maksymalnie kilkunastu minut od centrum. Nikt jednak nie wspominał, że odległość ta mierzona jest podczas jazdy samochodem, w bardzo korzystnych warunkach i przy wdepniętej nodze w gaz. Od, tyci szczegół. To nie jest jednak jedyny problem dziewczyn. Jeszcze nim dowiadują się, jak daleko od miasteczka będą mieszkać, zdarza się wypadek. Samochód Jodie, którym podróżuje cała ekipa, zostaje zepchnięty z drogi i ulega uszkodzeniu, uniemożliwiającemu mu dalszą podróż. I właśnie od tamtej chwili, od tego mrocznego i przerażającego incydentu, nasza bohaterka zaczyna mieć złe przeczucie. Jakiś wewnętrzny głos podpowiada jej, że ten wypad to niewypał, że znajdują się w złym miejscu i udają się do jeszcze gorszego. Coś się stanie, a ona nie będzie mogła temu zapobiec. Niestety ten niepokój ogarnia jedynie ją, jej kompanki absolutnie go nie podzielają. Wręcz przeciwnie, zaczynają krzywo patrzeć na Jodie i posądzać ją o psucie weekendu. Kto ma rację? Czy to możliwe, by nasza bohaterka rzeczywiście uroiła sobie piętrzące się według niej, negatywne wydarzenia okołowycieczkowe? Czyżby tragiczne wydarzenia z lat młodości wciąż w niej tkwiły, robiąc z niej tchórza? Czy paranoja, która ją ogarnęła, ma w ogóle uzasadnienie? Tego i naprawdę nie tylko tego, dowiecie się, jeśli postanowicie sięgnąć po debiutancką powieść Jaye Ford zatytułowaną Poza strachem.

Na wstępie kilka słów o okładce, bo zasługuje na szczególną uwagę. Muszę przyznać, że jest fenomenalna, wręcz wbijająca w krzesło. Przynamniej mnie. Tak więc, jeśli nie kupiłby mnie opis zamieszczony przez wydawcę na tylnej obwolucie, to na pewno kupiłaby mnie ta okładka. Jest autentycznie bardzo dobra i, moim skromnym zdaniem, oddaje to, co dzieje się we wnętrzu powieści. A dzieje się wiele. Są zepchnięcia z drogi, rozbite samochody, niepojawiające się taksówki, pijani mężczyźni, zdenerwowane kobiety i… nie, tego wam zdradzić nie mogę. Mogę jednak powiedzieć, że lekturę tę czyta się nadspodziewanie dobrze. Czytelnik nawet nie zauważa a już przygoda się kończy i czas zamknąć książkę. Czasem trudno uwierzyć w głupotę niektórych postaci, ale po głębszej analizie doszłam do wniosku, że w rzeczywistości istnieją takie osoby i to bynajmniej nie są odosobnione przypadki. Każdy ma swoje za pazuchą, każdy skrywa jakiś, nawet najmniejszy, sekrecik. Czasem jednak te niedopowiedzenia, wprowadzanie w błąd i umniejszanie niektórych spraw, a także bagatelizowanie pewnych zdarzeń, doprowadzić mogą do tragedii. Jak będzie tym razem? Musicie przekonać się sami.

Autorka bardzo ciekawie nakreśliła postaci poszczególnych bohaterów. Każda z przedstawionych osób jest inna, każda ma swoje wady i zalety. Dzięki temu dużo łatwiej wpasować się w realia powieści i utożsamić z którymś z bohaterów. Akcja poprowadzona jest w interesujący sposób, bez zbędnych opisów i scen. Zaraz po rozpoczęciu lektury czytelnik zostaje się wciągnięty w wir wydarzeń i nawet się nie spostrzega, a lektura już się kończy. Jeszcze tylko wspomnę, że po raz pierwszy od dawna bardzo dobrze trzymało mi się powieść. Strony nie uciekały, książka sama się nie zamykała. Za to dodatkowy plus J. Gorąco polecam tę lekturę. Warto.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Świat Książki
 Baza recenzji Syndykatu ZwB

13 marca 2012

Z zapowiedzi wydawniczych :)

Ostatnio Was zaniedbywałam i nie doinformowywałam, co spieszę naprawić :)

Na pierwszy rzut idą zapowiedzi Wydawnictwa Wilga :)


... i dalej Wilga :)....


... a jeśli jeszcze Wam mało ... :)....

To małe zaproszenie od Muzy :)


A na koniec chciałabym Was poinformować o najnowszym pomyśle Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.
Zmieniamy formułę i tymczasowo odwołujemy tradycyjny konkursy na recenzję miesiąca.
Od teraz konkursy na recenzję miesiąca będą tematyczne. Na pierwszy rzut idą recenzje książek Tess Gerritsen. Chodzi o opublikowane recenzje w marcu 2012, ale... mogą być to ponownie publikowane recenzje. Więcej info TUTAJ. Droga jak zawsze :)

12 marca 2012

Z głębi serca („Szósty” Agnieszka Lingas-Łoniewska)


„Szósty” Agnieszka Lingas-Łoniewska
wyd. Replika
rok: 2012 (wydanie II)
str. 332
Ocena: 5,5/6


Agnieszka Lingas-Łoniewska jest moją ulubioną powieściopisarką. W zasadzie chyba trudno mi się dziwić, jej książki są jedyne w swoim rodzaju. Jako jedyna z licznych znanych mi autorów umiejętnie łączy wszystkie lubiane przeze mnie gatunki literackie w jednym dziele. Dzięki temu powstają niesamowite, pełne pasji lektury. Szósty miał być debiutem tej autorki. Z różnych jednakowoż przyczyn tak się nie stało i pierwsza na rynku ukazała się powieść Bez przebaczenia. W ostatnich tygodniach, w niecałe dwa lata po premierze, Szósty został wznowiony nakładem Wydawnictwa Replika. To właśnie tę pozycję miałam okazję właśnie przeczytać i z tej lektury spieszę Wam zdać relację.

Marcin Langer jest trzydziestodwuletnim szefem jednej z sekcji wchodzących w skład Śląskiej Grupy Śledczej i ekspresowo pnie się po szczeblach kariery. Jedenaście lat wcześniej, zaraz po ukończeniu studiów prawniczych, wstąpił w szeregi policji i zaczął realizować swoje marzenia. Po bardzo burzliwym i niestety niezupełnie szczęśliwym dzieciństwie, oczywistym dla niego było ustawienie się po jedynej słusznej stronie barykady. Od kilku lat pozostaje w stałym związku z dużo młodszą od siebie dziewczyną - modelką Angelą, nie traktuje jednak tego związku zupełnie poważnie. Jest mu dobrze, a liczy się tylko i wyłącznie praca i prawidłowe jej wykonywanie. Zdecydowanie za często zapomina jednak o samym sobie. Pewnego dnia, po treningu, znać o sobie dają nawiedzające go ostatnio duszności. Niestety tym razem atak kończy się tragicznie. Marcin traci przytomność, a podczas upadku fatalnie uderza głową w krawężnik.
Alicja ma dwadzieścia sześć lat i jest szczęśliwie zakochaną policyjną panią psycholog, która właśnie została panią Szymczak. Czy może być coś lepszego, niż poślubienie człowieka, którego zna się od najmłodszych lat i który jest dla ciebie wszystkim? Wydaje mi się, że nie. Dumni państwo młodzi postanawiają wyjechać na kilka dni w góry, celem odbycia mini miesiąca miodowego. I są to najlepsze dni ich małżeńskiego pożycia. Podczas powrotu Alicja i Jacek ulegają wypadkowi samochodowemu, z którego tylko Ali wychodzi cało i zdrowo. Jacek trafia na oddział intensywnej terapii, a jego życie wisi na włosku.
I jest On. Silny. Zakochany. Zdesperowany. Właśnie stracił jedyną bliską mu osobę i niezupełnie potrafi sobie z tym poradzić. Od wewnątrz rozsadza go wściekłość. To nie tak miało być, życie miało ułożyć się zupełnie inaczej. Ale niestety coś poszło nie tak. I teraz On został sam. I jedyne co przychodzi mu do głowy, to odkupić winy. Jej winy. Bo On jest czysty jak łza, a sterują Nim tylko i wyłącznie wyższe pobudki. Jest bogiem, decyduje więc co przyniesie jutro i właśnie zrozumiał, że jest tylko jeden sposób na odkupienie.
Sześć lat później, zupełnie niespodziewanie dla całej trójki, ich ścieżki się krzyżują. Marcin został komisarzem i szefem całej Śląskiej Grupy Śledczej. Alicja odbyła szkolenie w FBI i jest jednym z najlepszych profilerów w Polsce. A On? Cóż, on odniósł nie lada „sukces”. Od kilku miesięcy jest na językach większości śląskich policjantów, a nad jego sprawą pracuje cała ŚGŚ. Czemu? Bo tak postanowił. Bo zdecydował, że przyszedł czas na odkupienie i on musi zbawić miłość swojego życia. Robi to jednak w dość nietypowy sposób. Porywa zielonookie blondynki, a w szóstej dobie od ich uprowadzenia składa je w ofierze. Gdzie trafią ofiary, gdy Szósty, jak go pieszczotliwie nazwali śledczy, już się z nimi rozprawi? Na jakiej podstawie wybiera kolejny cel? I wreszcie, czy ma zamiar kiedyś skończyć swe dzieło? Jaki wpływ na przyszłość bohaterów niedawno wznowionej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, mają zdarzenia sprzed kilku lat? Jakie są konsekwencje choroby Marcina i wypadku Alicji? Czy to możliwe, by tych dwoje łączyła wspólna przeszłość? Co oboje usilnie starają się wyprzeć ze swych umysłów? Jak skończy się dla nich pogoń za seryjnym mordercą? By się tego dowiedzieć koniecznie musicie sięgnąć po Szóstego i przekonać się na własnej skórze co w trawie piszczy.

Wciąż nie potrafię się otrząsnąć po lekturze tej książki. Już od pierwszych przeczytanych zdań wiedziałam, że czeka mnie wspaniała, pełna pasji i zmysłowości przygoda. Nie zdziwiło mnie to jednak, bo na wszystkie dotychczas wydane przez autorkę powieści tak reagowałam i zapewne reagować będę dalej. Agnieszka Lingas-Łoniewska w nieziemski wprost sposób kreuje swoich bohaterów, nadając im cechy upodobniające ich do zwykłych ludzi. Do tego niewątpliwie ma talent do budowania napięcia. W swoich powieściach tak kieruje życiem poszczególnych postaci, że czytelnik zaczyna wierzyć, że cała historia dzieje się tuż za ścianą, u sąsiadów, a powieściopisarka jedynie w sprawny sposób opisała co i jak. Właśnie to ten, wydawać by się mogło, nieprawdopodobny realizm sprawia, że chce się więcej i więcej. Czytanie książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej uzależnia. Gdy sięga się po jej powieść cały świat przestaje istnieć. Liczy się tylko pasjonująca lektura i jej bohaterowie, którzy serwują nam całą paletę uczuć. W jednym momencie nas rozśmieszają, chwilę później bulwersują, szokują albo skłaniają do zadumy. Nigdy nie wiadomo, co nas czeka na następnej stronie. I to jest właśnie takie wspaniałe w tej książce. Zawsze zaskakuje. Dla mnie to nie było pierwsze spotkanie z Szóstym i, znając życie, zapewne nie ostatnie. Mimo, iż teoretycznie znałam finał tej powieści, to i tak czytało mi się ją tak, jakbym miała ją w rękach po raz pierwszy w życiu. To niesamowite uczucie, gdy czyta się znany sobie tekst tak, jakby był zupełną nowością. Jeśli chcecie doświadczyć całej gamy uczuć i poznać niezwykła historię z drugim, bardzo głębokim dnem, koniecznie sięgnijcie po Szóstego Agnieszki Lingas-Łoniweskiej. Mocne wrażenia – gwarantowane!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Replika
Baza recenzji Syndykatu ZwB