29 lipca 2011

Czy słyszysz jej śpiew?



„Syrena” Tricia Rayburn
wyd. Dolnośląskie
rok: 2011
str. 359
Ocena: 5/6



Muszę to przyznać otwarcie. Uwielbiam książki paranormalne. Sama nie wiem, co mnie do nich ciągnie, ale gdy tylko widzę kolejną pozycję na rynku wydawniczym wprost nie potrafię się powstrzymać. Muszę ją mieć. Muszę przeczytać. Od niejednej osoby słyszałam już, że to książki skierowane do młodzieży, że na takową nastawione i że mnie mogą niezadowolić. Nieustannie jednak sprawdzam na skórze, czy tak jest rzeczywiście. Niejeden raz już zawiodłam się na takiej książce. Niejednokrotnie stwierdzić musiałam, że czas poświęcony na lekturę zaliczyć muszę do zmarnowanych. Nie zmieniało to jednak faktu, iż wciąż próbowałam. Taką też próbę podjęłam kilka dni temu. Sięgnęłam po powieść Tricii Rayburn pod intrygującym, ale i wiele mówiącym tytułem „Syrena” i… zatonęłam w morskich głębinach.

Jak wyobrażamy sobie syrenę? Co podpowiada nam podświadomość, kiedy wyobrażamy sobie tę mityczną postać? Rybi ogon, muszelkowy stanik, długie lśniące włosy i piękny głos. Głos, którym wabi mężczyzn do siebie. W wersji bajkowej syreny to po prostu istoty morskie, które żyją jak ludzie, jedynie w nieco innych warunkach. W wersji mitologicznej syrena wabi, nęci, przekonuje do siebie mężczyznę. A gdy już go w sobie rozkocha, uśmierca. Sięgając po tę lekturę, zupełnie nie wiedziałam więc co mnie czeka. Nie miałam pojęcia, jakie syreny spotkam i jakie będą ich losy. Trudno było mi również wyrokować, co przygotowała dla czytelnika autorka. Czy się zawiodłam? Zobaczcie sami.

Vanessa Sands boi się wszystkiego. Strachem napawa ją noc, szafa, las, wysokość, samotność, woda i wiele innych czynników. Istnieje na świecie tylko jedna osoba, która potrafi ukoić jej lęki. To jej o rok starsza siostra, Justine, jest jej wieczną ostoją. To dzięki niej jest w stanie zasnąć i wyjść z domu, a nawet, i to nie rzadko, uśmiechać się. Dziewczyny każde wakacje spędzają wraz z rodzicami w ich domku letniskowym w malutkim miasteczku Winter Harbor. Wbrew nazwie, wspomniane miasteczko nigdy nie przeżyło prawdziwej zimy a woda nigdy nie zamarzała. To lato ma okazać się dla dziewczyn przełomowe. Justine po wakacjach udaje się na studia, więc Vanessa będzie musiała zacząć radzić sobie sama. Nim jednak do tego dojdzie, w życiu dziewczyn wydarzy się wielka tragedia, na zawsze zmieniająca ich życie i sprawiająca, iż wcześniejsze plany staną się nieaktualne. Co spotka dziewczyny w sennym miasteczku? Czy zmieniające się nagle warunki atmosferyczne okażą się zwiastunem nadejścia końca pewnej ery? Czy wszystko da się wyjaśnić w sposób logiczny? I czy w ogóle ktokolwiek będzie chciał wyjaśniać tajemnicze zjawiska? Jak skończy się to lato? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć musicie sięgnąć po powieść Tricii Rayburn „Syrena” i zatonąć w niej jak ja.

Wakacje :) co będę czytać?

Tak, tak... Chorwacjo bój się, bo nadchodzę :)
Przysłowiowe walizki spakowane, kosmetyki właśnie się "pakują", ja "maziam" pazurki... wkrótce wyjeżdżamy, czas więc zaprezentować książki urlopowe. Opisywać nie będę, bo wspominałam o nich nie raz. Liczę, że skojarzycie. Liczę również, że będę w stanie wszystkie przeczytać, w szczególności te nie recenzenckie :)
No i jak?
Mogą być?
Dziś zaczęłam lekturę "Spójrz na mnie".
Może w samochodzie, w drodze do Zadaru uda się skończyć? Zakupiłam taką specjalną lampkę którą przyczepia się do książki. Zobaczymy jak się spisze.

Będziecie za mną tęsknić?
Ja bardzo :)
Neta będę szukać, ale czy znajdę... przekonamy się :)

28 lipca 2011

Stosik lipcowy trzeci - ostatni - przedurlopowy :)

Dziś prezentuje moje najnowsze lipcowe nabytki. Nic więcej się już nie pojawi, a nawet gdyby miało... ja już tego nie otrzymam. Jutro wielki dzień, wyruszamy w drogę, w sobotę powinniśmy być w Chorwacji. Zaopatrzyłam się w blueconnect liczę że uda się tam z niego skorzystać. Jeśli nie... będzie żal, będzie ból... będzie jedna wielka masakra. Jutro wstawię posta zawierającego książeczki jadące ze mną na wakacje. Liczę, że uda się je przeczytać. Mój plan na urlop - plaża, plaża, plaża... czasem jakiś drink z palemką... oczywiście na wspomnianej wcześniej plaży. :)
Ale do rzeczy. Stosik :)
Od góry:
1. "Noc śmierci" Heather Graham - do recenzji od Księgarni Matras. Jeśli książka będzie dobra, a na taką się zapowiada, zakupię pozostałe części :)
2. "Wichrołak" Paweł Szlachetko - do recenzji od Wydawnictwa Muza. Dziękuje Panie Arturze :)
3. "Debiutantka" Kathleen Tessaro - jak wyżej. Lektury już nie mogę się doczekać :)

Jeszcze przedurlopowo przypomnę Wam o niekończącym się konkursie na portalu Zbrodnia w Bibliotece. Nie ma lekko, udział należy wziąć :)
Szczegóły tutaj:
Przy tej okazji nie mogę również nie wspomnieć o konkursie trwającym na blogu Agnieszki Lingas - Łoniewskiej. Juroruje w nim, więc wiecie... proszę się postarać :D
Szczegóły tutaj :)

27 lipca 2011

Dziecko… gdzie jesteś?



„Zapiski niewidomego taty” Ryan Knighton
wyd. Nasza Księgarnia
rok: 2011
str. 284
Ocena: 4/6



Ryan Knighton jest pisarzem wykładającym na uniwersytecie w Vancouver, gdzie uczy angielskiego oraz kreatywnego pisania. Nie można jednak zaliczyć go do grona ludzi zwykłych. Codziennie rano, po przebudzeniu, nim pomyśli o ubraniu kapci i udaniu się do kuchni na kubek pobudzającej kawy, musi chwycić białą laskę. Bo Ryan Knighton jest niewidomy. Nie było tak jednak od zawsze. Dzieciństwo i młodość upłynęły Rayanowi jak każdemu innemu chłopcu, miał okazję poznać świat, jego kolory i kształty. Z upływem lat widział jednak coraz mniej, z dnia na dzień jego wzrok stawał się coraz bardziej zawodny, a wszystko przez genetyczną chorobę, jaką jest retinopatia barwnikowa.

Kilka miesięcy po ślubie, wraz z żoną Tracy, zaczęli planować przyszłość. Naturalną konsekwencją bycia małżeństwem jest posiadanie dzieci. Na taką też ścieżkę zdecydowała się i ta para. Czy do końca świadomie? Chyba niezupełnie. Nie zmienia to jednak faktu, iż oboje zapragnęli pozostawić po sobie jakiś ślad, a najlepszym na to sposobem było potomstwo. Pierwsza próba zakończyła się fatalnie i jeszcze rok później odczuwali jej bolesne skutki. Następna przyniosła strach. Ryan zaczął rozumieć, jak wiele może zmienić się w ich życiu, ile będą musieli poświęcić i jak bardzo skomplikowanym zabiegiem będzie wychowywanie dziecka. Okres ciąży przyniósł więc Ryanowi obawę o to, jakie zabawy może zaproponować dziecku po narodzinach. Wydawałoby się, że wszystko zaplanował dość szczegółowo. W dniu narodzin Tess okazało się, że nic nie jest tak, jak być powinno. Że wcale nie był na to przygotowany. A życie dziecka nie kończy się na zabawie.

Chyba najgorsze, co może się przytrafić rodzicowi, to brak możliwości nawiązania kontaktu ze swoim dzieckiem. Wyobrażacie sobie, jak utworzyć więź z maluszkiem, którego się nie widzi? Nie macie pojęcia co w tej chwil robi, jak wygląda, gdzie patrzy. Nie wiecie gdzie możecie z nim pójść by było bezpiecznie. Na każdym kroku czai się przeszkoda. Trzymając dziecko w ramionach nie możecie sprawdzić, po czym idziecie, czy następny krok nie spowoduje katastrofy. Zwykła zmiana pieluszki jest jak triatlon. Nakarmienie dziecka jest niemożliwe przy braku umiejętności odnalezienia jego buzi. Pójście „tam”, przyniesienie „tego” okazuje się niewykonalne. Czym jest to „to”, gdzie jest magiczne „tam”? Czy jakikolwiek pełnosprawny rodzic, decydując się na niemowlę bierze pod uwagę, że może nie być w stanie się nim zaopiekować? Wątpię. A przecież ludzie są tylko ludźmi. Nieszczęścia przytrafiają się każdemu. Nikt nie wie, czy jutro nie zostanie u niego wykryta choroba, która w krótkim czasie przywiąże go do wózka, ogłuszy lub oślepi. I co wtedy? Jak zająć się własnym dzieckiem?

26 lipca 2011

Zapraszam do Konkursu

Tym razem zapraszam Was wszystkich do Konkursu Kreatywnego organizowanego przez Agnieszkę Lingas-Łoniewską - Konkursowo z Agą :). Zostałam zaproszona do szacownego jury :) Liczę na Wasz liczny udział :) Więcej informacji poniżej :)
Prawda że interesujące? No to już, zaraz brać udział :)

Do szczęścia potrzebny jest… koń



„Obudzić szczęście” Susan Wiggs
wyd. Mira
rok: 2011
str. 444
Ocena: 4,5/6



Książka stała na mojej półce już od jakiegoś czasu. Nie mówię, że nie było mi z nią po drodze, ale musiała poczekać na odpowiedni moment w moim życiu. Taki moment nadszedł i z wielką przyjemnością zabrałam się za lekturę powieści „Obudzić szczęście” autorstwa Susan Wiggs. Już sama okładka zachęca czytelnika do sięgnięcia po tę lekturę… latem. Powiem więcej…  zachęca do przeczytania jej wylegując się na plaży. Niestety nie udało mi się zrealizować planu ze wspomnianą plażą, ale zdecydowanie sięgnęłam po nią podczas wakacji. Jakie to było doświadczenie? Zaraz się przekonacie.

Sarah Daly jest dwudziestosiedmioletnią szczęśliwą mężatką. Ma cudownego, kochającego męża, wspaniałą teściową i kochającą rodzinę. Kilka razy w miesiącu odwiedza klinikę leczenia niepłodności i poddaje się inseminacji. Dlaczego? Bo ponad życie kocha Jacka, a on pragnie potomstwa, którego najprawdopodobniej nigdy nie mógłby mieć tradycyjnymi metodami. Choroba Jacka zmieniła podejście Sarah do wielu spraw, w tym do posiadania dzieci. Uznała, że nie ma na co czekać, życie jest za krótkie by wciąż czekać na dzień jutrzejszy. Zapragnęła dziecka i z dnia na dzień to pragnienie w niej narastało. Jak więc doszło do tego, iż znalazła się w klinice sama? Jak mogła leżeć na fotelu bez wsparcia męża? Jak mogła mieć nadzieję, że tym razem uda jej się zajść w ciążę, jeśli nie było przy niej ukochanego? Co miałaby powiedzieć w przyszłości dziecku? Kochanie, tatusia nie było przy twoim poczęciu? Nie, zdecydowanie to nie był dobry dzień na powiększanie rodziny. Ale przecież to nie była ostatnia szansa, prawda? Sarah postanowiła, że następnym razem mąż będzie przy niej. Tylko… czy on też tego będzie chciał? Czy Jackowi wciąż zależy na posiadaniu potomstwa? Czy faktycznie nie może dać Sarah upragnionego dziecka bez stosowania sztucznych metod zapłodnienia? Czy ich życie naprawdę jest takie idealne, a między parą istnieje idealna harmonia? Co takiego przytrafi się Sarah, że z dnia na dzień postanowi zniknąć? Chcielibyście się dowiedzieć? Nic prostszego, wystarczy sięgnąć po książkę i poznać historię niezwykłej autorki poczytnych komiksów.

Lektura powieści pochłonęła mnie już na samym wstępie. We wprost niespotykany sposób zaczęłam utożsamiać się z główną bohaterką. Stawiałam się na jej miejscu i zastanawiałam się, co sama poczęłabym w poszczególnych sytuacjach. I co tu ukrywać. Pokochałam Sarah Moon, jej alterego Shirl i wiele innych postaci wspaniale wykreowanych przez Susan Wiggs. W powieść wsiąkłam kompletnie i za każdym razem gdy zmuszona byłam odłożyć ją na półkę, myślałam o dalszych losach bohaterów. Jeśli mam być zupełnie szczera, zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi pierwsza połowa książki. Czemu? W trakcie jej lektury Sarah wydawała mi się znacznie dojrzalsza i rozsądniej postępująca. Wraz z rozwojem akcji jej działania były coraz mniej przemyślane, a miejscami wręcz niezwykle irytujące. Nie oznacza to jednak, że były one nieprawdziwe. Bo, niestety, znam wiele kobiet postępujących właśnie w taki, a nie inny sposób.

25 lipca 2011

Już jest, już jest, już jest....

Długo czekaliście, prawda?
Ale się doczekaliście!
Można już zakupić książkę, w której znajdziecie ociupinkę mojej twórczości.
Opowiadania "Książki Moja Miłość" powstały... z ... sama nie wiem z czego. Chyba z wpływu chwili, odrobiny natchnienia i dobrych chęci bardziej lub mniej (tu mam na myśli siebie) utalentowanych ludków :)
Więc... KUPOWAĆ! Kliknij w obrazek i przenieś się gdzie trzeba :)

Requiem dla czterech ścian



„Historie pisane nocą” Tatiana Jachyra
wyd. Papierowy Motyl
rok: 2011
str. 65
Ocena: 4/6



Tatiana Jachyra to trzydziestopięcioletnia Wrocławska fotografka od kilku lat mieszkająca w Warszawie. „Historie pisane nocą” to jej debiut literacki. Czy pojawią się kolejne pozycje? Zobaczymy.

Nie jestem typem zaczytującym się w poezji, chwytającym tomik za tomikiem i analizującym ukryte znaczenie słów, przelanych na papier przez autora-poetę. Nie mam w zwyczaju badać tekstu pod kątem drugiego dna. Zwykle nie doszukuję się w tekście, zatajonych przed światem zewnętrznym uczuć pisarza. A tak właśnie powinno się postępować z poezją. Prawda? Tego uczą nas w szkole. Brania tekstu na warsztat i analizy. Odpowiedzi na pytanie „Co autor miał na myśli?”. Przyznam szczerze, nigdy nie byłam dobra w tej dziedzinie. Wiersz zawsze był (i jest) dla mnie tekstem. Jeśli coś w nim było, to to, co było w nim napisane. To, co odczytałam. Nic poza tym. Tak wiem, to może nieco płytkie podejście do tej sprawy, ale zawsze wychodziłam z założenia, że moim zadaniem nie może być odgadywanie, co miał na myśli człowiek, który dane dzieło stworzył. Analiza oznaczała dla mnie to, co ja i tylko ja zobaczyłam w konkretnym utworze. Czy to właściwe podejście? Trudno stwierdzić. Inaczej po prostu nie umiem.

Miłość, pożądanie, wzajemna fascynacja. Seks. Ból, zniewolenie, uzależnienie. To tylko kilka rzeczowników idealnie, według mnie, opisujących przesłanie, które trafiało do mnie podczas lektury zbioru Tatiany Jachyry zatytułowanego „Historie pisane nocą”. Co dzieje w naszych mieszkaniach? Kogo przyprowadzamy do domu? Jak bardzo nasze ciała i rządzące nimi instynkty decydują za nas o tym, kto tej nocy trafi do naszej sypialni? Czy zawsze jesteśmy bezpieczni? Jak skończy się kolejny romans? Czy człowiek leżący po drugiej stronie łóżka jest nam przeznaczony? Czy nas pokocha? Czy zostanie już na zawsze czy też zniknie, nim za oknem zrobi się jasno? Jak bardzo się zaangażujemy? Jak bardzo ucierpimy? Czy uda nam się uratować choć odrobinę siebie? To tylko kilka kwestii, które nasunęły mi się podczas lektury tego zbioru. Czy słusznie? Czy właśnie tego chciała autorka? Czy takie przemyślenia miały nachodzić czytelnika? A może zupełnie nie trafiłam? Może nie powinnam tego odczytywać w ten właśnie sposób? Może było inne drugie dno, którego nie dostrzegłam? Może szukać powinnam głębiej? Tego nie wiem. Czytam. Widzę. Myślę. Rozumiem. Więcej zrobić nie potrafię. A przed oczami duszy mojej? Tylko przywiązana do krzesła, zakneblowana kobieta. Pod jej paznokciami drobinki obcego ciała. Niebity dowód wcześniejszych przeżyć. Trauma czy namiętność? Na to pytanie odpowiedzieć musi sobie każdy indywidualnie.

22 lipca 2011

Jak daleko można uciec?


„Wycieczka na tamten świat” Anna i Siergiej Litwinowie
wyd. Oficynka
rok: 2011
str. 311
Ocena: 4,5/6



Czy macie czasem taki „zew”? Wielką ochotę, by coś po prostu zrobić, ruszyć do przodu, przeżyć coś wyjątkowego, niezapomnianego? Doświadczyć skoku adrenaliny, balansować na granicy, stanąć nad przepaścią? Chyba każdy, od czasu do czasu, ma ochotę na przygodę. Czy każdy się na nią decyduje? Raczej nie. Ja na przykład zwykle mam ochotę na coś… dopóki nie trzeba tego robić. Wówczas najchętniej zaszyłabym się w domowych pieleszach i nie pamiętała o przyrzeczonych sobie planach. Pewnie dlatego tak ciągnęło mnie do książki „Wycieczka na tamten świat” Anny i Siergieja Litwinowów. Bo kto by się nie skusił? Kto by nie chciał przeżyć wielkiej przygody… trzymając powieść w ręku, bez konieczności narażania życia? No, zdecydowanie ja J.

Przyznać się muszę, że już od około setnej strony zastanawiałam się poważnie, co napiszę w recenzji. I miałam w głowie kompletną pustkę. Choć książka bardzo przypadła mi do gustu, zaintrygowała mnie i wciągnęła, to trudno było mi się skoncentrować i uchwycić jeden wątek, który zaprezentuję szerszej publiczności. Dlaczego? Ponieważ wspomnianych wątków w „Wycieczce na tamten świat” jest co niemiara. Nie ma tu standardowych rozdziałów. Książka podzielona została na datowane dni, w trakcie których cała opisywana historia miała miejsce. Każdy zapis takiego dnia, to setki akapitów z niewielkimi odstępami, wskazującymi, iż kolejna „część” opowiadania zaprezentowana zostanie z punktu widzenia innego bohatera. A tych w powieści Litwinów nie brakuje. Ale po kolei.

Piękna Tatiana Sadownikowa po raz pierwszy od dość dawna postanowiła udać się na zasłużony, bardzo długi urlop. Pierwsze dwa tygodnie zdecydowała się spędzić z „przyjacielem”, ociekając w luksusach, budząc się co rano w satynowej pościeli z leniwym uśmiechem na ustach, świadczącym o samozadowoleniu. Co prawda, w tygodniach „relaksu” przeszkadzała Tani nietypowa dieta Webera, od którego notorycznie słyszała, że tego jeść nie można, tamtego pić niewolno. Ale ogólnie pobyt w Pradze Tatiana zaliczyć musiała do udanych. Na wyjeździe do Czech kobieta postanowiła jednak urlopu nie kończyć. Na pozostałą część czasu wolnego od pracy zaplanowała nieco bardziej aktywne atrakcje. Skoki spadochronowe. I to nie byle gdzie, tylko na samym biegunie. Tatiana, jako zapalana spadochroniarka, nie potrafiła zrezygnować z takiej okazji i choć koszt wycieczki był horrendalny, zapłaciła bez szemrania. Tak bardzo pragnęła przeżyć przygodę swojego życia. I przeżyła, tyle że niezupełnie taką, jakiej się spodziewała. Co przytrafiło się Tani? Kogo spotkała na swojej drodze? Gdzie doprowadziły ją decyzje, podejmowane w ostatniej chwili? Chcecie się tego dowiedzieć? Jeśli tak, to koniecznie musicie sięgnąć po najnowszą powieść Wydawnictwa Oficynka, którą jest „Wycieczka na tamten świat” autorstwa Anny i Siergieja Litwinowów.

Prezentowana powieść jest rasowym kryminałem. Zapoczątkowana zaraz na wstępie intryga ciągnie się przez całą książkę, powoli i stopniowo odkrywając przed nami nieznane wcześniej fakty. Choć pod drodze jesteśmy w stanie pokojarzyć niektóre fakty, to jednak przedstawiony ogrom wątków nie zawsze pozwala nam na jednoznaczne stwierdzenie, co będzie się działo dalej. Dzięki temu powieść intryguje jeszcze bardziej i zmusza czytelnika do maksymalnego skupienia na nawet najdrobniejszych szczegółach. I gdy już jesteśmy niemal pewni, że wiemy wszystko, okazuje się, że drobny szkopuł umknął naszemu bystremu umysłowi, przez co poszliśmy zupełnie innym tropem.

Powieść napisana została bardzo przystępnym językiem, w sposób jasny i prosty w odbiorze. Narracja jest w zdecydowanej większości książki narracją pierwszoosobową, trudno jednak określić jednoznacznie, kto przoduje i jest głównym bohaterem tej konkretnej pozycji literackiej. Czyta się ją jednak bardzo przyjemnie, a jeszcze przyjemniej rozwiązuje się zagadkę w niej ukrytą. Czy i Was zaintryguje? Liczę, że tak. Polecam więc wszystkim kryminalnym maniakom, jako pozycję, którą zdecydowanie trzeba przeczytać.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Oficynka i Portalu Zbrodnia w Bibliotece :)
 

21 lipca 2011

Stosik lipcowy drugi plus przypomnienie :)

Tak, wiem.... Miało nie być stosików w lipcu. Jest już drugi. Tak bywa... cóż. Za to staram się nadrabiać z recenzjami (jakby ktoś nie zauważył :)). Poniżej mój stosiczek :)

Od góry:
1. "Randkowanie według Jane Austen" Lauren Henderson - do recenzji od Wydawnictwa G+J. Podziękowania dla Pani Kasi :)
2 i 3. "Czerwone gardło" Jo Nesbo - książka i audiobook, do recenzji od Grupy Publicat. Dziękuje Panie Marcinie :)
4. "Pościg" Karen Robards - do recenzji od Zbrodni w Bibliotece. Dziękuje Panie Kazimierzu :)
5. "Tabu" Casey Hill - prezent od ZwB :) Jak tu ich nie kochać?
6. "Ręka fatum" Lisa Wiehl, April Henry - jak wyżej. Ohhh. To, Tabu i Pościg (i jeszcze trochę starszych pozycji) jedzie ze mną w przyszłym tygodniu do Chorwacji :D Liczę że będą to udane lektury :D

W ramach podziękowania dla niezastąpionego Pana Kazimierza przypominam Wam o niekończącym się konkursie dla blogerów :)
Więcej info tutaj :)

20 lipca 2011

…w małym, czarnym pudełku…



 „Łowca dusz” Alex Kava
wyd. Mira
rok: 2008 (wydanie pierwsze 2004)
str. 480
Ocena: 4/6



Lipiec. Za oknem skwar. W domu powietrze cicho przecina szum włączonego wentylatora. Jedyne, na co człowiek ma ochotę to szklanka… wody. Na myśl o gorącej kawie przegrzewają mi się styki. Mrożona? No, może… Można jednak pójść na pewne ustępstwa. Bo książki Kavy czyta się dobrze w każdych warunkach. Dlaczego więc nie sięgnąć po kolejną, trzecią z kolei, część przygód agentki FBI Maggie O’Dell. Tak, „Łowca dusz” to idealna lektura na taką pogodę J.

W środę 20 listopada, Eric Pratt wraz z piątką kolegów, wyposażonych w karabiny szturmowe AR-15, broni domku letniskowego w Massachusetts. Chłopcy są w stanie zrobić niemal wszystko, by wróg (agenci FBI i ATF) nie przedostał się przez ich żywą barykadę. Wróg jest tym groźniejszy, bo przepowiedziany przez Ojca. Zesłany przez szatana. Chcący odebrać im mienie, którego tak wytrwale bronią. Tylko Erica zaczynają męczyć wątpliwości. Dlaczego Ojca nie ma tu z nimi? Dlaczego siedzą sami w tym rozpadającym się domku? Czemu wiele godzin wcześniej ucichły pokrzepiające słowa przywódcy wydobywające się z aparatu nadawczo-odbiorczego? W końcu, dlaczego jego brat, chcący ich wyzwolić, zginął? Czy to możliwe by pożarły go zwierzęta i zostawiły po nim jedynie idealne obrane kości?

Po wielu godzinach ciszy z odbiornika wydobywa się głos Ojca. Wbrew oczekiwaniom chłopców nie pozwala im się poddać. Wydaje rozkazy i na małych wojowników pada cień zwątpienia. Skoro nie ma szans na zwycięstwo muszą odejść z tego świata honorowo. W tym wypadku honor oznacza połknięcie czerwono-białek kapsułki z cyjankiem potasu i zakończenie swej krótkiej wędrówki po ziemskim padole. Tylko… czy wszyscy chłopcy są gotowi pożegnać się z życiem?

19 lipca 2011

One Lovely Blog Award

Niedopisanie nominowała mnie do nagrody One Lovely Blog Award... Strasznie dziękuje. W międzyczasie dostałam informację, że też kto inny mnie nominował, ale niedopisanie była pierwsza. Teraz kolej na mnie :)


Zasady:
- Na swoim blogu stwórz notkę o nominacji, podając przy tym link do osoby, która Cię nominowała. 
- Napisz o sobie siedem rzeczy, których odwiedzający bloga jeszcze nie wiedzieli.
- Nominuj szesnaście innych osób (nie można jednak nominować osoby, która Ciebie nominowała),
- Zostaw na ich blogach komentarz, dzięki któremu dowiedzą się o nagrodzie i nominacji. 


Zabawa obejmuje podanie siedmiu szczegółów o sobie, których nie podawało się nigdy wcześniej. Kilka miesięcy temu uczestniczyłam w podobnej akcji, moje zwierzenia tutaj :)

Nominowani przede mnie:
1. Agnieszka - O wszystkim i o niczym
5. Tajemniza - Między książkami
10. Varia - Od deski do deski
14. Izuś - Zakurzona półka
15. Isabelle - Magia książki
16. Patrycja Kobak - Udebulduzur

Kolejność jest przypadkowa :)
Zapraszam do zabawy :)

Podróż szlakiem dzieciństwa

„Lisa-Xiu i Lin-Shi Córki z Chin” Auke Kok i Dido Michielsen
wyd. Dobra Literatura
rok: 2010
str. 239
Ocena: 4/6




Auke Kok i Dido Michielsen poznali się w 1988 roku. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Całkiem możliwe. Ich uczucie rozkwitło bardzo szybko, a że oboje w chwili poznania byli już po trzydziestce, zapragnęli czym prędzej doczekać się potomstwa. Zapewne nie byli oni ani pierwszą, ani ostatnią parą, której na drodze do pełni szczęścia stanęły ograniczenia biologiczne. Naturalny cykl starania się o dziecko nie powiódł się. Niedługo później zawiodło również sztuczne zapłodnienie. Jednak w przeciwieństwie do zdecydowanej większości populacji ani Auke ani Dido nie wahali się nawet chwili. Zdecydowali się na adopcję. Decyzja ta była dla nich równie naturalna co oddychanie. W ten właśnie sposób, w niedługim czasie znaleźli się w Chinach skąd przywieźli do domu siedemnastomiesięczną Lisę-Xiu i dziewięciomiesięczną Lin-Shi.

Od maleńkości, dziewczynki wychowywane były w atmosferze „Dobrze być Chińczykiem”. Adopcyjni rodzice nie ukrywali przed nimi ich pochodzenia (w sumie byłoby to dość trudne), nie ustając w utożsamianiu ich z krajem, z którego pochodzą. Bądźmy szczerzy. Chiny otaczają każdego z nas. Są w sprzęcie elektronicznym, w zabawkach, ubraniach, artykułach biurowych i wielu innych rzeczach. Z symbolem „Made in Chine” stykamy się w każdej chwili naszego życia. Myślę, że tym łatwiej było Auke i Dido przekazanie swoim dzieciom, jak atrakcyjny jest kraj ich narodyin. Dziewczynkom nie było jednak łatwo. Na swojej drodze wielokrotnie spotykały się z nierównym traktowaniem, a wołanie „patrz, Chinka”, stało się przykrą codziennością. Gdy dzieci zaczęły dorastać, rodzice rozpoczęli dyskusje na temat naocznego zapoznania dziewczynek z ich kulturą. Z każdej strony napływały do nich inne opinie. Jedni twierdzili, że lepiej poczekać i zabrać dziewczynki w tę podróż, gdy będą starsze. Inni twierdzili, że są w idealnym wieku do takich wypraw. W końcu Auke i Dido podjęli decyzję. Stwierdziwszy, iż o wiele łatwiej będzie podróżować z ciekawymi świata dziewczynkami niż kapryszącymi nastolatkami, zabrali jedenastoletnią Lisę i dziewięcioletnią Lin w podróż ich życia. Jaka ona była? Co im dała? Czy wypadła tak, jak wszyscy tego chcieli? Jakie wnioski wyciągnięto z niej po powrocie? Przekonacie się o tym zagłębiając się w lekturze pasjonującego reportażu pod intrygującym tytułem „Lisa-Xiu i Lin-Shi córki z Chin”.

17 lipca 2011

Premiera zbioru opowiadań "Książka Moja Miłość"

Wszyscy wkoło zachęcają Was do zakupu "jakiejś" tam książki.
Romans, thriller, paranormal....
Ja zachęcam Was do zakupu zbioru opowiadań "Książka Moja Miłość".
Dlaczego?
Odpowiedź może być tylko jedna.... Jestem współtwórcą jednego z opowiadań. A to chyba samo przez się mówi, iż warto ją kupić. No nie? hehe. Nie ma to jak dobry marketing :)

Poniżej kilka niezbędnych informacji o książce :)


Czy Ty również możesz powiedzieć: "Książki Moja Miłość"?

KSIĄŻKI. MOJA MIŁOŚĆ”. Tym jakże niewinnym tytułem opatrzono książkę zawierającą treści – nie bójmy się tego powiedzieć – obrazoburcze i sprzeniewiercze wobec wszelkich statystyk i analiz rynku czytelniczego w Polsce! Książkę popularyzującą niezwykle groźną herezję, zataczającą w społeczeństwie coraz szersze kręgi… Czytanie!
Podobno w Polsce w zastraszającym tempie maleje liczba osób, które sięgają po książki dla przyjemności. Statystyki lecą na łeb, na szyję, eksperci grzmią w mediach o wtórnej analfabetyzacji naszych krajanów, a biblioteczne i księgarniane regały pokrywają się podobno niebezpiecznym dla zdrowia kurzem…A tu – proszę! Pojawia się nagle grupa maniaków, którzy nie tylko nie wstydzą się przyznać do tego, że książki darzą uczuciem gorącym i żywiołowym, lecz w dodatku tę swoją literacką miłość ośmielają się przelewać na papier, tworząc w ten sposób… kolejną książkę. I są to zarówno wielokrotni recydywiści w tej dziedzinie, jak i debiutanci, którzy do tej pory twórczość literacką uprawiali pokątnie, do szuflady i dopiero wkraczają na drogę literackich zbrodni…

Plon ich działań oraz machinacji okazuje się bardzo różnorodny – od najmroczniejszych wizji świata, w którym książki są puste (Cicha praca automatów) lub niepotrzebne (Nawet gołębie popełniają samobójstwo), poprzez literackie dowody na silne powiązania literatury z życiem uczuciowo-erotycznym istot ludzkich (Książka na poprawę humoru, Pasażerka, Miłość dzięki książce, Magiczna książka), po teksty silnie uwydatniające, jeśli nie magiczną, to co najmniej podejrzanie tajemniczą moc lektury (Uczeń czarodzieja, Martyna Raj). Nie zabraknie też rozważań na temat książek, które stają się substytutami życia (Mur z książek), znaczenia aktu czytania (Lubimy czytać), trudności związanych z aktem tworzenia (Fatalny manuskrypt), inspirującej – nie zawsze do dobrych rzeczy – mocy książek (W pogoni za mordercą) oraz wyznań… tytułowej bohaterki (Przygoda z ludźmi). Czytelnik zawita też na moment do świata fantasy (Zaklinaczka zła) A na deser – kilka cytatów z życia tych, którzy niekoniecznie czytają dla przyjemności, czyli dręczonej lekturami młodzieży szkolnej (Światowy Dzień Książki).

Czyżby dla każdego coś miłego? To już ocenią czytelnicy, którzy odważą się sięgnąć po tę nietypową publikację. Publikację, która zapewne nie dostanie Nobla, ba, nawet NIKE, ale która – mimo wszystko – zasługuje na uwagę jako istotny argument w toczącej się od lat dyskusji na temat stanu czytelnictwa w Polsce. I dowód na to, że niektórzy nie tylko czytają z zapałem, ale też sami sięgają po pióro, by otwarcie wyrażać swoją miłość.


Przyjmijcie to "dziecko miłości" życzliwie. A może sami zainspirujecie się zawartymi w tej książce historiami i sięgniecie po pióro tudzież klawiaturę, by wzbogacić świat literatury o własne dzieło? 

Zapraszamy również do odwiedzenia strony naszej książki na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/Ksi%C4%85%C5%BCki-Moja-Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87/134456676634462
Tu można zobaczyć trailery do książki: http://www.youtube.com/watch?v=60gggn0jQZY orazhttp://www.youtube.com/watch?v=bnqnPKBIETQ
Zapraszamy również na stronę internetową: http://ksiazki-moja-milosc.pl/
W załączniku dołączone zostały potrzebne grafiki z których można skorzystać.

Krzycząc szeptem….


„Crescendo” Becca Fitzpatrick
wyd. Otwarte
rok: 2011
str. 395
Ocena: 4/6

Niezwłocznie po zakończeniu lektury „Szeptem” Becci Fitzpatrick, sięgnęłam po kontynuację serii pod intrygującym tytułem „Crescendo”. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć znaczenia tego słowa. Stwierdzić jednak muszę, że po pierwszej części, której tytuł sugerował wyciszenie i spokój, druga część intrygowała mnie tym bardziej.

Jakie były moje oczekiwania? Chyba dość wysokie. „Szeptem” ustawiło poprzeczkę na niespotykanym poziomie. Obawiałam się więc, że „Crescendo” może nie dorównać pierwszej części powieści. Czy dorównało? Cóż, przekonajmy się.

Chyba nie ma osoby, która sięgnęłaby po „Crescendo”, wcześniej nie zaglądając do „Szeptem”. Jeśli są takie osoby, to cóż. Współczuję. Nie jest to bowiem seria, którą można rozpocząć w dowolnym momencie. Każda akcja ma swoją reakcję i to, co wydarzyło się w „Szeptem”, ma wyraźne odzwierciedlenie w „Crescendo”. Nie czytając części pierwszej czytelnikowi trudno będzie się odnaleźć w świecie Nory Grey, szesnastoletniej potomkini Nefila. Akcja powieści rozpoczyna się w kilka miesięcy po zakończeniu poprzedniej historii. Zaczynają się wakacje. Letnia szkoła. Letnie obowiązki. Żar lejący się z nieba. Niemal identyczny żar spala Norę i Patcha, jej anioła stróża. Para jest zakochana, a może raczej pożądająca się bez pamięci. Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Każdy moment poświęcają na odkrywanie siebie i zacieśnianie łączących ich więzi. Nadchodzi jednak wieczór, podczas którego Nora decyduje się na jawne wyznanie uczuć, którymi darzy chłopaka. Jaka będzie jego reakcja? Czy odpowie tym samym? Czy to wyznanie zmieni coś w życiu obojga? Jak potoczą się ich losy? Jakie jeszcze wzniesienia przygotowała mroczna przeszłość Nory i Patcha dla nich obojga? Czy poradzą sobie z nowymi przeszkodami? O tym będziecie musieli przekonać się sami, wczytując się we wciągające „Crescendo”.

16 lipca 2011

Stosik lipcowy pierwszy, publikacje, konkursy...

Malusi, drobniusi, ale mój...
Obiecałam sobie, że w lipcu uczę się asertywności.
Do tej pory nawet, nawet mi się udaje :) To jeszcze "decyzje" czerwcowe :)

Od góry:
1. "Bezzmienna" Gail Carriger - do recenzji od Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Dziękuje bardzo, recenzja pojawi się do końca lipca :)
2. "Za oknem cukierni" Sarah-Kate Lynch - jak wyżej :)
3. "Historie pisane nocą" Tatiana Jachyra - do recenzji od portalu Nakanapie :)
4. "Z ciemnością jej do twarzy" Kelly Keaton - wygrana w konkursie Znaku :) Dziękuje bardzo :)

Jak widać strasznie nie było :) Czy coś jeszcze przyjdzie w tym miesiącu? Obawiam się że niestety lub stety... TAK :)

Wczoraj na moim najukochańszym portalu ZwB ukazała się recenzja "Prawie w domu". Zachęcam do poczytania tutaj :)

Warto tu od razu przypomnieć o nieustającym konkursie dla blogerów organizowanych na wspomnianym portalu. Więcej informacji tutaj :)

14 lipca 2011

Potęga wiecznej miłości



„Spełnione marzenia” Nora Roberts
seria: Koronkowa
wyd. Książnica
rok: 1997, wznowienie 2011
str. 382
Ocena: 4/6


„Spełnione marzenia” to już ostatnia część serii Koronkowej, opowiadającej nam o trzech, znających się niemal od kołyski, przyjaciółkach. Po opowieści o zbuntowanej Margo („Śmiałe marzenia”), sumiennej Kate („Odnalezione marzenia”), przyszła kolej na romantyczną Laurę Templeton, dziedziczkę słynnej pary hotelarzy, Susan i Thomasa. Od najmłodszych lat Laura miała w swoim życiu jeden cel. Szczęście. Ale nie jako banalny frazes. Laura marzyła o wielkiej miłości, małżeństwie, posiadaniu dzieci. Chciała kontynuować tradycję Templetonów, zbudować taką rodzinę, jaką stworzyli jej rodzice.

W dniu osiemnastych urodzin Laura zakochała się. Wybrankiem jej serca został Peter Ridgeway, uosabiający wszystko to, o czym Laura marzyła od maleńkości. Był wysoki, przystojny, miał promienne spojrzenie i czarujący uśmiech. Rozumiał obowiązki związane z pracą i karierą, pracował w rodzinnej firmie rodziców Laury. 9 lat różnicy wieku w niczym zakochanej nastolatce nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie. Dwudziestosiedmiolatek wydawał jej się wyjątkowo dojrzały, a przez to nad wyraz pociągający. Niewiele trzeba było, by Laura została jego żoną. Czy po latach, gdy Margo wróci do Templeton House, Laura będzie tak szczęśliwa, jak jej się to marzyło? Czy Peter był właśnie tym mężczyzną, z którym dziewczyna powinna była się związać? A może przyjaciel Josha, brata Laury, wiecznie spoglądający na nią intensywnym spojrzeniem był jej prawdziwą miłością? Czy bohaterka powieści Nory Roberts będzie mogła kiedykolwiek się o tym przekonać? Czy raz podjęte zobowiązanie na zawsze zwiąże jej dłonie i nie pozwoli na spełnianie dziecięcych marzeń? O tym przekonacie się, czytając powieść „Spełnione marzenia”, która w piękny sposób zamyka serię Koronkową.

13 lipca 2011

Mów do mnie szeptem…


„Szeptem” Becca Fitzpatrick
wyd. Otwarte
rok: 2010
str. 324
Ocena: 4,5/6



Dużo wody upłynęło od momentu, w którym postanowiłam, że przeczytam serię Fitzpatrick o Upadłych i Nieśmiertelnych. Czas mijał, a widmo Szeptem i Crescendo zamiast się przybliżać, oddalało się z każdym dniem. Natłok obowiązków, szara rzeczywistość i setka innych powodów nie pozwalały mi sięgnąć po wspomniane pozycje. Nadszedł jednak pewien czerwcowy wieczór i udało mi się zdobyć obie książki jako pozycje recenzenckie od portalu Sztukateria. Od tego czasu nie było chwili, bym nie przyciągała tych powieści do siebie myślami. W końcu nadeszła ich kolej, sięgnęłam po „Szeptem” i zagłębiłam się w otchłani cudownych doznań.

Zaraz na początku wspomnieć muszę, iż seria Becci Fitzpatrick jest dla mnie pierwszą sagą dotykającą tematyki Upadłych aniołów. Co prawda miałam okazję oglądać kilka filmów o podobnej tematyce, jednak nigdy do tej pory nie sięgnęłam po tego rodzaju powieść. Drżałam więc w oczekiwaniu na poznanie tego, dość niezwykłego przyznać muszę, gatunku odszczepieńców. Bo, bądźmy szczerzy, wokół nas, tak w literaturze jak i w kinie i telewizji, roi się od kosmitów, zombie, wilkołaków i żądnych krwi wampirów. Co i rusz trafia się na jakieś wzmianki o takich istotach. Na swej drodze można spotkać niejednego człowieka, który wierzy w ich istnienie i uważa, że miał okazję któryś z tych gatunków poznać osobiście. A anioły? Upadłe anioły? Słyszeliście o nich? Widzieliście je w bajkach? Mówili Wam o nich ludzie na ulicy? Bo mi nie. I chyba przede wszystkim stąd takie moje zainteresowanie tym tematem. Liczę, że uda mi się zainteresować nim Was. Jak? Poczytajcie poniżej J

Nora Grey jest najzwyklejszą na świecie szesnastolatką. Uczy się w miejscowym liceum, przyjaźni się z Vee, pisuje do szkolnego e-zinu. Nie ma problemów z nauką, oficjalnie marzą się jej studnia na uczelniach Ivy League, choć w głębi ducha pogardza tego typu podejściem do życia. Pewnego dnia nauczyciel biologii postanawia przeprowadzić eksperyment. Przesadza wszystkich uczniów i w ten sposób Nora trafia na nieznanego jej chłopaka – Patcha. Co więcej nauczyciel zadaje im zadanie – muszą dowiedzieć się jak najwięcej na temat nowego ławkowego partnera. Jakie tajemnice zostaną odkryte podczas tego specyficznego wywiadu? Skąd Patch wie tak wiele na temat Nory? Czy dziewczynie uda się wyciągnąć od kolego z ławki potrzebne jej dane? A może będzie musiała posunąć się dalej, złamać prawo, by wykonać powierzone jej zadanie? O tym przekonacie się podczas lektury zdumiewająco wciągającej powieści „Szeptem” autorstwa Becci Fitzpatrick.

11 lipca 2011

Warto marzyć


„Odnalezione marzenia” Nora Roberts
Seria: Koronkowa
wyd. Książnica
rok: 1997, wznowienie 2011
str. 333
Ocena: 4/6


Muszę przyznać, że z wielką przyjemnością sięgnęłam po drugą cześć serii Koronkowej stworzonej przez słynną Norę Roberts. Poprzednią część zatytułowaną „Śmiałe marzenia” miałam okazję przedstawić Wam kilka miesięcy temu. Teraz nadszedł czas zaprezentować „Odnalezione marzenia”.

Seria Koronkowa opowiada historię trzech przyjaciółek: Laury, Kate oraz Margo. Z burzliwym życiem temperamentnej modelki Margo spotkaliśmy się poprzednio. Tym razem autorka postanowiła zagłębiła się w losy Kate Powell.

W wieku ośmiu lat, po tragicznej śmierci rodziców, Kate została adoptowana przez Susan i Thomasa Templetonów. W ten właśnie sposób rodzina hotelarzy powiększyła się, Laura i Josh zyskali siostrę, a Kate nie trafiła do domu dziecka. Poprzysięgła sobie wówczas, że nigdy nie zawiedzie swoich przybranych rodziców, że wykorzysta daną jej szansę. Analityczny umysł i niebywałe wprost zdolności rachunkowe ułatwiły jej karierę. Prawdziwym przełomem w jej życiu okazała się współpraca z Margo i Laurą przy tworzeniu „Prowincjonalnej Galerii”, w której dziewczyny wystawiały na sprzedaż wszystko to, czego już nie potrzebowały i czego nie potrzebowały już inne kobiety, a co przydać by się mogło komu innemu. To właśnie dzięki inwestycji w ten sklep, dziewczyny ponownie się do siebie zbliżyły i zaczęły swe życia od nowa.

Jakie przeszkody na ścieżce życiowej postawi przed Kate los? Jak wpłynie na nią informacja, że jej zmarły przed laty ojciec nie był bez skazy? Czy wychodzące na jaw sekrety przeszłości odbiją się rykoszetem na jej teraźniejszości? Czy Kate odnajdzie szczęście w ramionach powalającego Byrona De Witta? Czy dzięki temu mężczyźnie rozsądna księgowa zapomni się zupełnie? A może cienie przeszłości nie pozwolą jej ruszyć do przodu? O tym wszystkim przekonać będziecie musieli się sami, podczas lektury wspaniałego romansu, jakim jest powieść Nory Roberts „Odnalezione marzenia”.

10 lipca 2011

Konkursowo 3 - wyniki


Jeeeejquuuu i zaś chciałabym nagrodzić was wszystkich. Tak mnie cieszy Wasz odzew, to że wykazaliście się kreatywnością i ujawniliście ją w komentarzach. O to mi właśnie chodziło. Jesteście wielcy. Niestety życie jest podłe i wygrać może tylko jedna osoba. Wiem. Straszne :(

Nim Wam ujawnię, kto wygrał powiem Wam co ja bym zrobiła z taką kasą. Liczę, że mając te 20 tysiaków byłabym już jakoś ustawiona. Byłby dom. Byłby szczęśliwy dzidziuś. Byłby wymarzony samochód. Byłaby biblioteczka z ukochanymi książkami. Mając taką kasę zainwestowałabym w biznes z moimi przyjaciółkami. Nie zdradzę Wam szczegółów, powiem Wam jednak, iż wkrótce ukaże się książka Książka Moja Miłość, do której wraz z nimi napisałam opowiadanie. W nim zdradzamy, jakie mamy marzenia. Zachęcam więc Was do zakupu tej pozycji :)

A teraz, tadaaam... Nagroda niespodzianka wędruje do Aliny, której wypowiedź o BlackBerry i kopiących złoto, diamenty i węgiel krasnoludkach mnie powaliła. Powaliły mnie również kolejne wypowiedzi, ale wówczas doczytałam jeszcze u Aliny: 
" A nagrodą jest dwadzieścia tysięcy...?"
No i już kwiczałam... teraz muszę sama wykazać się kreatywnością i zaskoczyć cię nagrodą. Będę się starała. Na adres sylwia.szymkiewicz@gmail.com podeślij proszę adres do wysyłki nagrody.


W Konkursowie nigdy nikt nie jest poszkodowany, prezentuje więc wyróżnienia :)

Niedopisanie - za teksty o mężuś i zaproponowanie podziału. Muszę przyznać, że niemal się skusiłam :D
Bujaczek - za tę czytsą ciężarówkę. Hehe, najważniejsze by książki dobrze podróżowały :)
Sihhinne - za grę dla taty. I zmusiłaś mnie do policzenia ile książek można byłoby za to faktycznie kupić, ile potrzeba byłoby półek :D I tak oto wyszło mi że byłoby to około 570 książek, czyli około 20 80 centymetrowych półek. Nooo kochana. Nowy pokój byłby niezbędny.
Kobaltowa Wrona/Chepcher Jones - za misia, książki, wrony i lepszy świat dla wszystkich. 
z głową w książce - za prostotę
cyrysia - za wesołe miasteczko
toska82 - za prozę życia
archer - za kreatywność, kawę i przekupstwo... i zaś, niewiele brakowało :D
kaja_kicia - za piękne marzenia
Matt - za szarą rzeczywistość i bycie rodzynkiem


Przypominam. Jeszcze kilka konkursów i z osób najczęściej wyróżnianych wyłonię extra zwycięzców. Ważne więc, by brać udział. Bo liczy się gonienie króliczka, a nie jego złapanie :)

Ile ważą cztery miliony?

Książkę zrecenzowałam dla Portalu Duże Ka, recenzja dostępna TU


„Mała Garbo” Bodo Kirchhoff
wyd. Słowo/Obraz Teoria
rok: 2011
str. 270
Ocena: 5/6


Może nieco trudno będzie w to uwierzyć, ale byłam pewna, że mam przed sobą lekturę znakomitej komedii omyłek. Że uśmiech nie będzie schodził z mojej twarzy. Że cudowne gagi zawarte w powieści na lata zostaną w mojej pamięci. Że cała historia skończy się wspaniałym happy endem. Sama nie wiem, jak mogłam aż tak bardzo się pomylić.

Czy mieliście kiedyś w życiu wrażenie, że gorzej już być nie może? Że to nie możliwe, że los jest aż tak podły? Że dawka pecha, skierowana na Waszą osobę, już dawno przekroczyła dopuszczalne normy? W życiu mężczyzny w skórzanej kurtce z rzemieniami i poduszkami na ramionach właśnie nadszedł taki dzień. Podniósł się więc z łóżka, ubrał, zabrał zdobyty od dentysty pistolet i wyruszył przed siebie. Cel miał jeden – definitywnie zakończyć swój marny żywot. Uważał, że jego życie i tak już się skończyło. Niezaplanowany postój w niewielkim banku wywrócił jego życie do góry nogami i wywołał lawinę niemożliwych do ogarnięcia przez ludzki umysł wypadków. Jednym z tych „wypadków” było spotkanie na swej drodze Małej. Czy ich niespodziewana znajomość zmieni cokolwiek w życiu mężczyzny? Czy wspólna „podróż” pozwoli obojgu spojrzeć na nowo na własne życia? Czy pech może się odwrócić? Czy zło kiedyś się skończy? To tylko kilka pytań, które kołatały się po mojej głowie podczas lektury tej niezwykłej powieści. Czy znalazłam na nie odpowiedź? Czy wszystkie puzzle znalazły się na swoim miejscu? Pozwólcie, że Wam tego nie zdradzę. Może ta odrobina tajemnicy, skłoni Was do lektury tej książki.

Małej Garbo zdecydowanie nie można zaliczyć do gatunku komedii. Nie mogę pochwalić się Wam milionem kawałów sypanych jak z rękawa po lekturze tej powieści. Przez ostatnie trzy dni niewiele się uśmiechałam. Częściej na mych ustach gościł nieciekawy grymas. Z każdą przeczytaną stroną ogarniał mnie coraz większy strach, coraz większa trwoga. Bałam się każdej następnej linijki tekstu. Bo w każdej chwili mogło się wydarzyć kolejne nieszczęście. I w zdecydowanej większości wypadków owy pech miał miejsce.

Książka Bodo Kirchhoff’a nie jest łatwą lekturą. Nie czyta się jej jak typowego umilacza czasowego. Każde kolejne zdanie uczy czytelnika czegoś nowego. Popycha go do nieustannego wykorzystywania mózgu, i to w celu, do którego został on stworzony – do myślenia. Analiza, analiza, analiza. Nieustanne rozkładanie każdego wydarzenia, każdego zdania, na czynniki pierwsze. By odkryć sens. By odkryć prawdę. By zrozumieć. Czy to się udaje? Przekonajcie się sami. Ja tylko powiem, że warto wyruszyć w tę wędrówkę, by dotrzeć do mety. Polecam.

 Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Portalu Duże Ka, za co serdecznie dziękuje :)

9 lipca 2011

Konkursowo 3 - przypominająco

U mnie Konkursowo to jak wiecie expresowo się odbywa. Ktoś pamięta że jutro konkurs się kończy? Dopinguje go wzięcia udziału :D Na odpowiedzi czekam pod postem dostępnym tutaj :D
Więc zasiadać, rozmyślać i odpowiadać. Ograniczeń za wiele nie ma, a wyobraźnie chyba macie rozwiniętą dość dobrze nie? ZAPRASZAM!!!

8 lipca 2011

Publikujemy, przypominamy :)

ZBRODNIA W BIBLIOTECE

Czy trzeba więcej mówić? Chyba nie :D

Przypominam o konkursie dla blogerów :) Widziałam, ze Pan Kazimierz już wstawiał u siebie niektóre Wasze recenzje, byle tak dalej :D Więcej o konkursie, tutaj:
No i ja mam swoje dokonania, ukazała się na ZwB moja recenzja Pałacu północy :D Tych którzy jeszcze nie czytali zapraszam, recenzja dostępna tutaj

7 lipca 2011

Siła stanowczości


„Kilka dni z życia Alice” – Liane Moriarty
wyd. Prószyński
rok: 2011
str. 415
Ocena: 5.5/6




Książkę „Kilka dni z życia Alice” Liane Moriarty zapragnęłam przeczytać, gdy tylko Wydawnictwo Prószyński wystawiło jej zapowiedź na swojej stronie internetowej. Zaczęłam się więc „uganiać” za tą pozycją. Kolejne sposoby na jej zdobycie zawodziły a portfel świecił pustkami. W końcu na portalu Nakanapie  pojawiła się informacja, że książka zostanie przekazana do recenzji. Całe trzy dni siedziałam z zaciśniętymi kciukami. W końcu zapisy się skończyły i ogłoszono, do kogo ta pozycja trafi. Moja radość była przeogromna, a jeszcze bardziej cieszyłam się, gdy książka w końcu znalazła się w moim domu. Kilka dni później chwyciłam ją zachłannie w me dłonie i rozpoczęłam lekturę, wrażeniami z której spieszę się z Wami podzielić.

Alice Love, główna bohaterka powieści Liane Moriarty żyje pełnią życia. Ma dwadzieścia dziewięć lat, cudownego, kochającego ją ponad wszystko męża Nicka, jest w ciąży, ma bardzo dobre stosunki z siostrą i matką. Mimo niekończącego się remontu domu i wrodzonej nieśmiałości, kroczy radośnie ścieżką wytyczoną jej przez los. Przy Nicku rozkwita i potrafi odnaleźć się w każdym towarzystwie. Miłość ją uskrzydla. Nie wyobraża sobie życia bez męża. Jakie jest więc jej zdumienie, gdy nagle przytomnieje na sali gimnastycznej. Przecież ona nienawidzi sportu, uważa go za marnotrawstwo czasu! Jeszcze bardziej zdumiewa ją strój, jaki na sobie ma. Kusa bluzeczka, krzykliwe kolory. To zupełnie nie w jej stylu. Okazuje się, że podczas zajęć stepu straciła równowagę i upadła. Zajęć stepu? Przecież ona nie uczęszcza na zajęcia stepu. Prawdziwego szoku jednak doznaje, gdy okazuje się, że jest rok 2008, a nie 1998, że nie jest w ciąży, jak to zapamiętała, że lada dzień będzie obchodziła swoje czterdzieste urodziny. Wyrok jest straszny, bo najwyraźniej częściowo utraciła pamięć. Alice niezupełnie godzi się z tym faktem i przekonuje lekarzy, iż odzyskuje pamięć. Chce jak najszybciej znaleźć się w domu. Musi się w końcu dowiedzieć, co wydarzyło się w jej życiu w ciągu ostatniej dekady. Dlaczego nie poznaje samej siebie, dlaczego nie ma przy niej jej męża. Jak to się stało, że nie pamięta trójki swoich dzieci, a siostra spogląda na nią jakoś tak… nieprzyjaźnie. To tylko kilka zagadek, które rozwikłać będzie musiała Alice, a wraz z poszerzaniem wiedzy o jej dotychczasowym życiu, przeżywać będzie coraz większy wstrząs. Przeszywać ją będzie coraz większy ból. Chcecie zobaczyć jak potoczyło się życie Alice Love? Jak dotarła do miejscu, w którym się ocknęła? Jeśli tak, to nie macie wyjścia, po prostu musicie sięgnąć po powieść „Kilka dni z życia Alice”.

6 lipca 2011

Konkursowo 3

ŚWIĘĘĘĘĘĘĘTUJEMY :)

Właśnie skapnęło mi 20.000 :) A co wy zrobiliście ze swoimi dwudziestoma tysiącami? Na przykład złotych, euro albo np. krasnoludków? Tak tak, to pytanie konkursowe. Liczy się kreatywność. Nie będę zdradzała jaka jest nagroda. Niech to będzie niespodzianka :)

Zasady?
Miło mi będzie jeśli poinformujecie o Konkursowie u siebie na blogu (jeśli takowy prowadzicie) :) Banerek poniżej :)
Oczywiście wraz z odpowiedzią proszę podać adres bloga (jeśli taki posiadacie) i adres e-mail (OBOWIĄZKOWO). 

Na odpowiedzi czekam do.... niedzieli 10 lipca 2011 roku do godziny 20:00 lub do osiągnięcia 25 tyś odwiedzających :D Mam nadzieję jednak, że nie będziecie klikać jak szaleni. Wyniki podane zostaną w niedziele wieczorem :) Liczę na to, iż mimo że jest niewiele czasu, to dacie radę i zdążycie naskrobać interesującą odpowiedź :)

Podoba się pomysł na konkurs? Oby tak. A teraz: DO DZIEŁA :D

Aaaaa, przy okazji przypominam o konkursie dla blogerów na ZwB na recenzję kryminału :)

5 lipca 2011

Bestseller – liczy się tylko sprzedaż


„Skutek uboczny: Śmierć” John Virapen
wyd. Publicat
rok: 2011
str. 248
Ocena: 6/6

„Jedna śmierć to tragedia; milion – to statystyka” 
                                                                                                                                 Lenin

Nawet nie wyobrażacie sobie, jak wiele chciałabym Wam powiedzieć o tej książce. Każde przeczytane zdanie napawało mnie przerażeniem i poganiało do zakończenia lektury. Byle szybciej, byle podzielić się informacjami z otoczeniem. W końcu czara się przepełniła i wiedza zaczęła ze mnie wypływać. Ostatnie dwa dni wspominać mogę jedynie jako nieustanne roztrząsanie sprawy powieści Virapena. Trudno mi uwierzyć, że to wszystko prawda, a nie fikcja literacka. Najgorsze jest, że nie mogę Wam powiedzieć wszystkiego. Nie mogę, bo zajęłoby to zbyt wiele czasu. Po prostu musicie przeczytać tę książkę!

John Virapen nie miał łatwego dzieciństwa. Ale czy to, w jakich warunkach się wychowujemy, jacy otaczają nas ludzie, usprawiedliwia czyny, jakie popełniamy w życiu dorosłym? Na to pytanie niestety każdy z nas musi odpowiedzieć sobie samodzielnie, bo to kwestia sumienia. Johna jego dzieciństwo naznaczyło, a wydarzenia z młodości sprawiły, że musiał w niektórych dziedzinach życia stać się twardym graczem. Graczem, który sumienie zostawia przed wejściem do biura i odbiera je po skończonej pracy od portiera. Ubiera się w nie jak w najlepszy włoski garnitur, szyty na miarę. Jest nieskazitelny. Nikomu nawet do głowy by nie przyszło, w jakim szambie maczał się człowiek, który go nosi. Virapen, dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności stał się przedstawicielem handlowym pracującym na zlecenie firm farmaceutycznych. Piął się szybko po szczeblach drabiny, aż osiągnął szczyt. Wielki sukces. Został dyrektorem generalnym Eli Lilly and Company na Szwecję. Wtedy skończyły się drobne niedomówienia i naciąganie prawa. Zaczęły się poważne decyzje. Decyzje, które zaważyły na niejednym życiu.

W książce autor zwraca uwagę na cztery choroby. Artretyzm. Depresja. Cukrzyca. ADHD. Choroby straszne, nieuleczalne, mogące dotknąć niemal każdego. Ale czy naprawdę? Czy te choroby w ogóle istnieją? A może niektóre z nich to jedynie wymysł zręcznych speców od marketingu, pragnących maksymalnie rozszerzyć zakres oddziaływania leku, który właśnie wprowadzany jest na rynek?

Oglądasz reklamę i widzisz staruszka smarującego swoje zbolałe kości maścią. Albo łykającego tabletkę. Po chwili zaczyna radośnie tańczyć. Czy to możliwe? Czy jest lek, który zadziała? Który cofnie zupełnie chorobę? A może nerki staruszka zaraz przestaną pracować, co w efekcie doprowadzi do jego śmierci?

Czy wiecie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu znana była tylko garstka odmian depresji? Obecnie lekarze wyróżniają kilkaset jej odmian. Jak myślicie, dlaczego? Czy to możliwe, że tak wiele z gałęzi tej choroby było wcześniej nieznanych? A może to sprawka speców od brandingu? Może tych chorób tak naprawdę nie ma?

Kiedy dziecko przestaje zachowywać się jak dziecko? Kiedy jego radość życia przestaje być normalna a zaczyna być traktowana jak choroba? Jak wykryto istnienie ADHD? Czy wiecie, że to do rodzica należy udowodnienie, iż dziecko nie jest chore, a nie do lekarza, że jest? Czy tak powinno być?

4 lipca 2011

Konkurs z Kwiatem Orientu

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie :)

Targ książki w Katowicach

Pamiętacie o Targach Książki w Katowicach?
Nie?
To Wam przypominam :)


Katowicki Spodek, w dniach 20-23 października, stanie się miejscem, w którym królować będą książki. Książki drukowane, nowe i te z wieloletnią historią, książki do słuchania oraz e-książki. Książki dla dzieci i młodzieży, dla miłośników literatury polskiej i zagranicznej, dla uczniów, studentów i nauczycieli, dla wielbicieli historii, kulinariów, osób wierzących, ceniących literaturę fantastyczną oraz dzielących pasje czytania z zamiłowaniem do nowoczesnych technologii.

Podczas Targów Książki w Katowicach:

& najmłodsi czytelnicy spotkają się z bohaterami bajek,
& osoby niewidome i niedowidzące sprawdzą jak rynek książki wychodzi na przeciw ich potrzebom czytelniczym,
& uczniowie wezmą udział w warsztatach przygotowanych przez pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego,
& redaktorzy, tłumacze, ilustratorzy, pisarze, poeci i wydawcy uczestniczyć będą w giełdzie pracy
& miłośnicy „książki z duszą” spotkają się z antykwariuszami i ich zbiorami,
& mieszkańcy regionu będą mogli włączyć swoje rodzinne pamiątki w zbiory Śląskiej Biblioteki Cyfrowej.

To oczywiście tylko niektóre z propozycji. Pozostałe znaleźć będzie można na stronie Targów Książki w Katowicach oraz na fan peage’u Targów Książki na Facebooku.