30 maja 2011

Chwalę się, zapraszam, polecam :)

Tak, tak... wszystko naraz :)
Przede wszystkim muszę się Wam pochwalić dokonaniami mojego małża. Szanowny małż napisał dziś mi smsa, że półki powiesić się nie da, bo "nowa" ściana jest denna. Cóż... jak zwykle uwierzyłam. Na słowo. Przyszłam do domu, a półka wisiała. Nastąpiła więc rewolucja, przestawianie książek, segregacje, zupełnie nowe plany... A Artur stał obok i się śmiał "Jutro przyjdzie nowa dostawa i po ptokach". Pewnie ma rację. Póki co cieszę się tym co mam :)
Mogę Wam opisać poszczególne półeczki. Na nowej, tej samotnej na lewej ścianie, stoją książeczki MOJE, do poczytania, które czekają w kolejce na czas. Na ścianie prawej, od rogu od góry:
Pierwsza półka to książki przeczytane, półka poniżej to książki z serii, częściowo przeczytane. Pusta półeczka czeka na książki przeczytane. Ostatnia półka (ta z dużym Matrasiem), to książki do recenzji. Jak widzicie łatwo nie jest. Na pustej półeczce może ktoś dostrzeże małego Matrasia (Matrasiątko). Dostałam dziś od małża, za dobre sprawowanie (chyba) :)
To po pierwsze primo :)

Po drugie primo, dziś ukazała się recenzja "Bez skrupułów" na moim ukochanym portalu Zbrodnia w Bibliotece. Recenzję możecie poczytać tutaj

Po trzecie primo chciałabym Was zaprosić do konkursu organizowanego przez ZwB. Można wygrać bardzo fajną książkę :) Konkurs znajdziecie tutaj :)

Nie wiem czy ktoś zauważył, ale przy okazji wstawiania ostatniego stosiku przy Matrasiu leżały pisaczki. Dostałam je od koleżanki z pracy, za co bardzo dziękuje. Pisaczki mają w sobie moje ukochane zakładki. Żyć nie umierać :D

Chciałabym Wam również przypomnieć, że do jutra czekam na odpowiedzi konkursowe. Nie zawiedziecie mnie, prawda??

29 maja 2011

Dlaczego?



„Koniec wiosny w Lanckoronie” – Agnieszka Błotnicka
wyd. Nasza Księgarnia
rok: 2011
str. 265
Ocena: 4/6



Jak często zadajemy sobie pytanie: „Dlaczego?”. Czemu wydarzyło się to, a nie coś innego? Dlaczego spotkał nas taki, a nie inny los? Jak doszło do tego, że nasze życie znalazło się w takim, a nie innym punkcie? Dlaczego postępowaliśmy w określony sposób? Dlaczego nie widzieliśmy własnych błędów? Czemu nie widzieliśmy motywacji ludzi, z którymi jesteśmy blisko? Dlaczego, dlaczego, dlaczego…. Czy potrafimy cofnąć się i ponownie przeanalizować nasze postępowanie? Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie samodzielnie na dręczące nas pytania? Czy mamy dość odwagi?

Koniec wiosny w Lanckoronie nie jest zwykłą powieścią. Nie trzyma się standardów. Jest jak żywa istota. Zmienna, niepewna, prąca do przodu i ślepa na otaczającą ją prawdę. Niewidząca, niedostrzegająca rzeczywistości. Borykająca się z problemami, które sama sobie wyhodowała. Taka jest i taką ją w całości przyjmuję do mojego domu.

Bohaterką książki Końca wiosny… jest Magda. Magda ma swoje lata, swoje przyzwyczajenia, swoje przywary. Od ukończenia studiów pracuje w jednej firmie, której oddaje się niemal bezgranicznie. Nie przeszkadzają jej jej własne zaokrąglenia, lubi siebie taką, jaką jest. Tak przynajmniej deklaruje. Kłóci się to jednak z jej skrywanym brakiem wiary w samą siebie. Gdy rozstaje się z Filipem, a koleżanka zaczyna namawiać ją na zrzucenie zbędnych kilogramów, ulega. Wydawałoby się, że upatruje w tych zbędnych kilogramach utraconej miłości. Czy wierzy w to tak naprawdę? Czy faktycznie nie widzi, w czym rzeczywiście tkwił problem? Ja mam swoją teorię na ten temat, liczę, że wyrobicie sobie własną podczas lektury.

Magda nie potrafi przejść nad rozstaniem do porządku codziennego, chce rozpocząć dietę, jednak wszystko i wszyscy wokół ją rozpraszają. W jednej chwili postanawia udać się na urlop, informuje szefa, pakuje walizki, wsiada do samochodu i wyrusza przed siebie, bez planu, gdzie ją oczy poniosą. Tak zaczyna analizę ostatnich chwil jej związku z Filipem, przy okazji trafiając do Lanckorony. Czy pobyt w tej niewielkiej mieścince, którą da się przejść w dwa kwadranse uleczy jej serce? Pozwoli zrzucić zbędne kilogramy? Da odpowiedź na kołaczące się w głowie pytanie: Dlaczego? Cóż. Nic nie jest w życiu proste. Nie jest również łatwo znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania. Jedno jest pewne, Magda będzie wytrwała w dążeniu do celu. Może czasem zbyt wytrwała…

28 maja 2011

Stosik majowy czwarty :)

Na początek chciałabym Wam przypomnieć, że trwa Konkursowo 2. Na odpowiedzi czekam do wtorku. Proszę się nie bać, tylko brać udział :) Warto :)

A książki płyną, płyyynąąąą.
No cóż, nie da się ukryć, że więcej ich przybywa niż ubywa. Ubywaniem oczywiście nazywam czytanie i recenzowanie. Może nie będę wyliczała średniej, ale jedną książkę czytam średnio 2-4 dni. Są tygodnie bez wizyty na poczcie. Są takie w których jestem tam 5 razy. Zwykle paczka nie zawiera jednej pozycji... Czasem pojawia się kurier. Dziś zakupiłam nową półkę. Dałam sobie spokój z 80 centymetrowymi. W poniedziałek małż powiesi ją, ja będę mogła spokojnie poustawiać na niej... te książki, które teraz walają się na innych książkach. Czeka mnie więc kolejna rewolucja. A w poniedziałek, to jeszcze może coś przyjść.... Wrzucam na luz i... spokój, tylko spokój mnie uratuje :)
Poniżej moje najnowsze nabytki, wszystko od najlepszego na świecie Pana Kazimierza ze Zbrodni w Bibliotece :) oraz jego małżonki, Pani Joli z Oficynki :)
Od góry:
1. "Zło konieczne" - Alex Kava
2. "Kamuflaż" - Ewa Ostrowska
3. "Mordercy" - Łukasz Śmigiel
4. "Wieża sokoła" - Katarzyna Rogińska (z autografem, będzie to pierwsza książka, którą przeczytam z tej sterty :)
5. "Kości w proch" Kathy Reichs
6. "Okruchy śmierci" Kathy Reichs
7. "Zabójcza podróż" Kathy Reichs
Mam już wszystkie posiadane przez ZwB książki Kavy i Reichs. Muszę teraz zaopatrzyć się w brakujące pozycję, już zacieram ręce i przeglądam zawartości Allegro i internetowych księgarni. Dziś nieziemsko zirytowałam się na Matrasa. Zajrzałam w zasadzie w jednym celu - by nabyć Matrasiątko. Było. Zirytowała mnie jednak cena. Za dużego zapłaciłam 9,99. Cztery razy mniejszy miś kosztuje 6,99!!!!!!!!!!!! Chyba że zrobi się zakupy za 35 zł, wówczas cena spada do 4,99. Oczywiście nie było książek które zaplanowałam kupić. Odechciało mi się Matrasiątka. Dziś :) Zobaczymy co przyniesie jutro :)

27 maja 2011

Piekło… to Mały Pikuś przy Otchłani…

„Otchłań. W potrzasku” – Alexander Gordon Smith

wyd. Otwarte
rok: 2011
str. 301
Ocena: 4.5/6

Poniżej niebios piekło się rozpościera, poniżej piekieł czeka na was Otchłań!*

Przerażająca. Straszna. Potworna. W zasadzie opis tej książki mogłabym zakończyć na tych kilku przymiotnikach. Ale czy zachęciłabym Was w ten sposób do lektury? Raczej nie. Dlatego postaram się powiedzieć na jej temat nieco więcej.

Coś mnie do tej książki przyciągnęło. Co? Sama nie jestem do końca pewna. Może był to zdawkowy opis? Może przerażająca okładka? Może jakaś nadprzyrodzona siła? Powód jest jednak mało ważny. Ważne jest to, że przeczytałam tę książkę i że absolutnie mną wstrząsnęła. Siedzę więc teraz, z szeroko otwartymi oczami i… nie mogę uwierzyć, że ktoś, dokładnie A.G. Smith, wymyślił taki horror.

Bliżej nieokreślone dziś. Bliżej nieokreślone tutaj. Bardzo wyraźnie określeni włamywacze. Toby i Alex. Dzieci. W tym punkcie, zaraz na początku powieści, przeżyłam pierwszy szok. Na okładce wspomniano, że książka opowiada o 17-to letnim Alexie. Mnie z wyliczeń wychodzi czternaście. Zasadniczo jednak, mało ważne jest ile dokładnie chłopcy mieli lat. Liczy się to, co zgotował im „los”.

Kolejny włam, kolejna szansa na podniesienie poziomu adrenaliny. Bo czy chłopcy rabowali domy dla pieniędzy? Dla fajnego sprzętu czy biżuterii? Może po trosze, ale to ten dreszczyk emocji był głównym motywatorem działania. Tak miało być i tym razem, tyle że na nieco większą skalę. Niespodziewanie podczas przeszukiwaniu domu, Alex natknął się na mężczyznę o srebrnych oczach. I tak zaczął się koszmar. Po chwili Toby już nie żył, a wszystkie dowody wskazywały na to, iż zabił go sam Alex. Schwytany przez policję nie miał szans na wybronienie się, a polityka „zero tolerancji dla nastoletnich zbrodniarzy” sprawiła, iż trafił do Otchłani. A Otchłań to istny koszmar. Nie ma tam nic z normalnego więzienia. Placówka prowadzona jest przez prywatną firmę, a znajduje się… głęboko pod ziemią. Wszystkie trafiające tam dzieci odsiadują dożywocie. Po osiągnięciu 18-tego roku życia więźniowie przenoszeni są na dwunasty poziom, skąd nigdy nie wracają. Skazańcy żywieni są ohydną papką. Brak tam świeżego powietrza, brak ciepłej wody. Są nieziemsko ciężkie prace do wykonania i brak zainteresowania losem podsądnych. Ktoś kogoś zabił? Ktoś popełnił samobójstwo? To codzienność, wręcz rozrywka dla osadzonych i strażników. Czasem jednak, gdy ktoś przesadzi, nie zastosuje się do niepisanych reguł postępowania, musi uciekać, jeśli nie zdąży – zginie. Przerażające są też noce. Nieznany jest w końcu ani dzień ani godzina. Mogą przyjść po ciebie w każdej chwili. A gdy przyjdą… znikasz! Wiem, że to wszystko brzmi abstrakcyjnie, mało prawdopodobnie i jakoś tak nieprawdziwie. Ale nie dla tych dzieci. Nie dla tych, którzy trafili do Otchłani w skutek spisku. Jak Alex to przetrwa? Czy wytrwa? Czy będzie jednym ze skoczków? A może nie zdoła uciec przed rozszalałym potworem? Czy zabiorą go w nocy? Może sami się przekonacie?

26 maja 2011

Konkursowo 2

Tak, tak... nie ma lekko. Jesteście pamiętliwi, dobrze wiecie ile książeczek mam do rozdania i wiecie, że czasami trzeba Sil nieco popchnąć by się sprężyła i ogłosiła kolejny konkurs. Tak tak Martuś, do Ciebie piję :P hehe ale dobrze, że jesteś, bo człowiek (w sensie ja) jakoś ostatnio podupadł na siłach, w pracy dostępu do neta za bardzo nie ma (ciągnie z komóry), w domu nie ma siły na.. cokolwiek. A tu tony książek do przeczytania, do zrecenzowania... wiecie o co chodzi? No właśnie. Dobra, dobra, starczy tych dołów sromotnych (apropo ostatnio za jednego takiego doła konkurs wygrałam, jak tylko nagroda - niespodziewanka - do mnie dotrze, to wam się pochwalę co mnie dołuje :D). Ale nie przedłużając, ogłaszam Konkursowo z Publicatem :)
Łatwo nie będzie. Nie ma losowań, nie ma wyboru na chybił trafił. Będzie pytanie, opisówka, normalnie rzeźnia.

Oto co należy zrobić:

1. Aby wziąć udział w konkursie należy prowadzić blog i podać link do niego przy odpowiedzi (dla osób posiadających blogi)
2. Pod odpowiedzią wstawić adres swojego blogu i adres e-mail.
3. Po trzecie proszę o zamieszczenie podlinkowanego baneru u Was na blogu :)
No i proszę o odpowiedź na pytanie:
Miejski park, ogródek, pobliska polana. Miejsca niby zwykłe, ale... no właśnie. Opisz Twój Ogród, traktując go jako miejsce niezwykłe, które wcale nie musi być prawdziwym ogrodem. 

Na odpowiedzi czekam do 31 maja 2011 do północy. Wyniki ogłoszę w Dzień Dziecka, w końcu... w każdym z Nas coś z dziecka wciąż jest :)

24 maja 2011

Czas upływa szybko… za szybko…



„Bez skrupułów” – Tess Gerritsen
wyd. Mira
rok: 2011
str. 491
Ocena: 4/6



Dość długo czekałam na tę książkę. Na możliwość jej posiadania. Jej przeczytania. Jej zrecenzowania. W końcu mi się udało i dzięki uprzejmości portalu Zbrodnia w Bibliotece, z Panem Kazimierzem na czele, w końcu trafiła do mojego domu. Jej zdobycie i dla ZwB nie było łatwym zadaniem, ale czego nie robi się dla kryminału? I tak kilka tygodni temu znalazła się u mnie, a wczoraj przyszedł na nią czas.

Książka Tess Gerritsen „Bez skrupułów” to tak naprawdę dwie powieści. Pierwszą z nich jest „Z zimną krwią”, drugą natomiast „Czarna loteria”.

W pierwszej z nich autorka zaczyna od wielkiego bum. Dosłownie. Poznajemy główną bohaterkę, Ninę Cormier, zawodową pielęgniarkę, w dniu jej ślubu. Ślubu, który się nie odbył. Na pół godziny przed ceremonią Nina otrzymuje liścik od narzeczonego, informujący ją, że nic z tego nie będzie i że wyjechał. Bohaterka przeżywa szok, nie chce jednak cierpieć w gronie rodzinnym. Zwłaszcza, iż nie czuje, by takową rodzinę posiadała. Rodzice rozwiedli się, gdy była jeszcze mała i od tamtego czasu nieustanie poszukują szczęścia… z coraz to innymi partnerami. Gdy w końcu Nina postanawia opuścić mury kościoła następuje wybuch, który zrównuje świątynie z ziemią. Kto mógł chcieć zniszczyć to sanktuarium? Dlaczego akurat w czasie, gdy Nina i jej niedoszły narzeczony mieli znajdować się w środku? Czy to możliwe, by istniał ktoś, kto chciał się ich pozbyć? Te i wiele innych pytań zaczynają zaprzątać głowę Niny, a akcja rozwija się w zastraszającym tempie. Jak się skończy? Czy detektyw Sam Navarro rozwiąże zagadkę, która spadła na jego głowę? O tym przekonacie się podczas lektury J.

22 maja 2011

Konkursowo - wyniki

Muszę powiedzieć Wam, że to nie była prosta decyzja. Przeczytałam wszystkie odpowiedzi i... kropka. Znak zapytania. Konsternacja. Bo wszystkie są bardzo interesujące. Każda ma coś w sobie. Grzecznie czekałam więc na powrót do domu małża marnotrawnego. Później godzinę prosiłam go by przeczytał odpowiedzi. Jak zwykle usłyszałam "A czy są w nich obrazki? Bo jak nie to nie czytam". Co za utrapienie z nim... masakra. W końcu jednak (po przyniesieniu pepsi, laptopa, szklanki, jabłka) zdecydował się mi pomóc. Ale jakie było jego cierpienie... STRASZNE... W końcu jednak przekonał się jak ciekawie pisaliście i tylko co chwile podawał mi nicki osób których wpisy przypadły mu do gustu. Wyszło na to, że za bardzo mi nie pomógł. Gdybym miała 20 książek do rozdania, na pewno wszystkie jutro poszłyby w świat. Niestety nie ma teraz takiej możliwości (nie wspominając o tym, że na pewno zbankrutowałabym na poczcie :)).

Żeby nie przedłużać informuję, iż zwycięską odpowiedź zamieściła Agnesja (czekam na kontakt i dane na @ sylwia.szymkiewicz@gmail.com). Dlaczego? By była najbliżej odpowiedzi, jaką udzieliłabym ja, a że ocenianie tego typu wypowiedzi musi być z natury rzeczy subiektywne, więc... właśnie tym się kierowałam. W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w tym konkursie, którzy wysilili się i napisali, dlaczego blogują, dlaczego czytają. I czym to wszystko dla nich jest. Dla mnie blogowanie to część mojej aktualnej egzystencji. Liczę, ba, wierzę w to, że wytrwam w blogowaniu aż po kres kresów. Że jako staruszka będę zasiadała przed monitorem i wpisywała posty, czekając na Wasze komentarze. Nie chcę by to się kiedykolwiek skończyło. Dzięki blogowaniu czuje się... pełniejsza. Więcej warta. Coś znacząca. Godna uwagi. Choćby najmniejszej, ale zawsze :) I Wy również tacy powinniście się czuć. Żyjemy w dobie Internetu i internetowych przyjaźni. Liczę, że i dla Was nasze codzienne spotkania w sieci są formą wypadów ze znajomymi na piwo. Jak dla mnie :) Już dziś zastanawiam się, jak poradzę sobie na wakacjach, gdzie nie ma wi-fi. Będę biegała po Zadarze z lapkiem lub komórką w poszukiwaniu hot spotu :)

Na koniec chciałabym jeszcze ogłosić listę wyróżnionych przeze mnie prac. W każdym następnym konkursie będę wyróżniała pracę. Po jakimś czasie osoby wyróżniane najczęściej otrzymają ode mnie nagrody niespodzianki. Warto więc brać udział w kolejnych konkursach :)
Oto wyróżnienia:
Nadeine (powaliłaś mojego małża wierszykiem)
Bujaczek (za całokształt)
Soulmate (za całokształt) 
archer (Artur podpowiada, że powinnaś wygrać za samą liczbę zużytych znaków :) Wyróżnienie za całokształt Twórczy, czyli CT)
anek7 (za mistrzynię rękodzieła, mój małż polewa do tej pory, oczywiście głodnemu chleb na myśli...)
Alina (za nostalgię)
tristezza (za nastrój i to coś, gdybym ja pisała, to pewnie w bardzo podobnym stylu:)


Liczę, że równie dzielnie będziecie przeć do przodu przy okazji kolejnego konkursu, który już wkrótce :)

Myśli bardzo głębokie

Powolutku zabieram się do czytania.... znaczy się zaczytywania się w Waszych konkursowych odpowiedziach.
Małż wybył bez informowania mnie o której ma zamiar wrócić (nie będę się rozpisywała gdzie wybył bo mój poziom tolerancji jest dość płynny) a z wynikami muszę czekać na jego powrót, w końcu zasiada w szanownym jury (człowiek wpierw kogoś obsadza a potem myśli...). Liczę, że wytrzymacie do wieczora :) Z tego miejsca od razu pragnę Wam podziękować za liczne, bardzo ciekawe, odpowiedzi :) Jak tylko skończę się w nich zaczytywać zalegam na balkonie i mam w nosie wszystko... w sensie... obiad... kolację... ewentualne desery... dla siebie nie opłaca mi się gotować, małża zapewne nakarmi mama (wiem, mogłabym wykrzesać z siebie więcej sarkazmu :)). Póki co życzę Wam słonecznej, gorącej i zaczytanej niedzieli :) Do wieczora :) Poniżej moje dzisiejsze miejsce pracy :) Miłego :)

21 maja 2011

Bo faceta trzeba sobie okręcić wokół małego paluszka :)



„Jak to robią twardzielki…” – Mariola Zaczyńska
wyd. SOL
rok: 2010
str. 298
Ocena: 5/6

„Ja ci… kur… pomilczę… Ja ci… kur…. zniknę… Jeszcze… kur…. na kolanach… kur… przyjdziesz…”*

Kilka dni… kilka długich dni. Kilkadziesiąt godzin, kilka tysięcy minut… ogrom czasu poświęciłam na lekturę Twardzielek. Czemu? To absolutnie nie z winy książki. Wszystko przeze mnie. Jakaś ostatnio jestem… do tyłu. Ale mniejsza z tym. To już było. Skończyło się. Liczę, że przy następnej powieści już będzie lepiej. Ruszę jak z kopyta i przeczytam książkę ekspresowo.

Książka „Jak to robią twardzielki…” na rynku gości już od jakiegoś czasu i przyznać muszę, że od dość dawna mnie intrygowała. Sporo o niej przeczytałam, wiele recenzji przewinęło się przez mój pulpit i postanowiłam, że przeczytam. Będzie okazja, to przeczytam. Okazja się nadarzyła, połączyły się dwie ścieżki, to jest moja współpraca z Wydawnictwem SOL i akcja Włóczykijka i tak oto Twardzielki zagościły w moich skromnych czterech ścianach.

O czym są? Przyznać muszę szczerze, że… trudno powiedzieć J Bo one są… są… zakręcone… zwariowane… nieziemskie…. porażające. Twardzielki są niezwykłe. Wciąż jestem pod ich urokiem. Przysiadam na chwilę, by zastanowić się nad fabułą tej książki i… wybucham śmiechem. Przypominam sobie poszczególne akcje… i nie potrafię się opanować. Muszę się śmiać, uśmiechać i prychać. Bo co innego mi pozostaje przy takiej komedii? Tylko śmiech J.

Autorzy pomagają zwierzakom - konkurs!

Portal QFant zorganizował super akcję, w której do wygrania są książki z autografami. Akcja ma na celu pomoc zwierzakom. Super nie? Ja na pewno wezmę udział. Bo cel przedni i nagrody wspaniałe. Więc mówię Wam - WARTO!

Poniżej zamieszczam informację od organizatorów i linki. Liczę, że i Wam akcja przypadnie do gustu :)


Hej ho!
Przed Wami specjalny konkurs zorganizowany przez Fundację Azylu Koci Światwe współpracy z portalem QFant. Ponownie macie okazję pomóc zwierzakom, a przy okazji wygrać ciekawą książkę opatrzoną autorskim autografem. Dzięki uprzejmości wielu wydawnictw i grona cenionych autorów oraz zaradności naszej redakcyjnej koleżanki, Marty Konopko, ilość nagród w puli przeznaczonej na ten konkurs jest ogromna (pełną listę książek podajemy w dalszej części newsa). Dla każdego znajdzie się coś interesującego!

Więcej informacji znajdziecie tutaj

Pamiętajcie, cel szczytny, a nagrody... przecież ktoś musi przeczytać i zrecenzować te książki!!! :)

20 maja 2011

Majowo stosikowo - po raz trzeci

Dziś miała być recenzja. Skończyłam książkę, recenzję naskrobałam, ale nieco spóźniłam się na poprawki. W sensie moja mentalna siostra oddaliła się już od komputera. Nie będę jej więc męczyła. Recenzję wstawię jutro, a dziś pochwalę się niespodziewanymi spodziewankami pocztowo-kurierowymi :)
W tym tygodniu udało mi się nawiązać kilka nowych, obiecujących znajomości wydawniczo-blogerskich :) Oto efekty :)
Od lewej:
1. "Złodziej tożsamości" - Erica Spindler - otrzymana do recenzji od Wydawnictwa G+J. Za książki bardzo dziękuje Pani Kasi :)
2. "Krwawe wino" - Erica Spindler - jak wyżej :)
3. "Zimna stal" - Poul Carson - wprost od Grupy Publicat, jeszcze ciepła :) Dziękuje Pani Kasiu :)
4. "Mag i diabeł" - Katarzyna Gacek i Agnieszka Szczepańska - książka do recenzji od Wydawnictwa Funky Books, za co bardzo dziękuje Pani Bogumile :)
5. "Prawie w domu" - Pam Jenoff - od Wydawnictwa G+J :)
6. "Oszukać przeznaczenie" - Joshilyn Jackson - jak wyżej :)

Kręcę głową sama nad sobą. Nie chcę myśleć kiedy będę to czytała. Dlatego tak mnie martwi ta ostatnia ospałość i powolne czytanie. Chyba będę się musiała jakoś zacząć wspomagać. Bo czytać trzeba, trzeba :)
Będzie dobrze... prawda??? :)

19 maja 2011

Stosik majowy po raz drugi :)

Co by tu dużo mówić... Chciałabym Wam przedstawić kilka moich nowych nabytków.
W miesiącu maju postanowiłam nie wydawać pieniążków w księgarniach więc... skrzętnie ich unikam. Staram się również nie zaglądać na allegro. Czeka mnie jednak nabycie kilku pozycji, których nie udało mi się pozyskać, a których brakuje w moich skromnych zbiorach... ale... mniejsza z tym :P
Stosik majowy drugi zawiera trzy pozycje recenzenckie :)
Od góry:
1. "Largo Winch - Grupa W" - Jean Van Hamme - otrzymana do recenzji od portalu Sztukateria :)
2. "Otchłań - w potrzasku" - Alexander Gordon Smith - jak wyżej :)
3. "Wyrok" - Mariusz Zielke - wygrana w konkursie u Tosc'i82 :)

Prócz tego pochwalić się muszę publikacją na portalu Zbrodnia w Bibliotece :) Pojawiła się moja recenzja książki Dotknąć prawdy, można ją znaleźć tutaj.

Wspomnieć muszę również, że delikatnie zmieniają się zasady mojego konkursu. Zezwalam na uczestnictwo osób bez blogów i rozwijam pytanie. Termin bez zmian, szczegóły w poście z konkursem :)

18 maja 2011

Konkursowo

Wyglądam za okno. Cudowna pogoda. Pachnie świeżo skoszoną trawą. Słonko delikatnie przygrzewa. Gdyby nie to, że jest środek tygodnia rzekłabym, iż to istna idylla. Tak sobie pomyślałam, że miło by było utrzymać ten nastrój. Do tego w dniu wczorajszym na moim blogu pojawił się setny post. Poczułam się bardziej blogerką niż normalną czytelniczką. Przyznam się szczerze, że gdy zakładałam Słowa Duże i małe bałam się, że nie będę umiała... pisać... przelewać tutaj moje odczucia. Że polegnę. Ale udało się. Przekroczyłam 100 postów, 1000 komentarzy stuknęło mi już dość dawno, w ubiegły weekend na moim blogu pojawiło się 5 cyferek w liczbie odwiedzin. A do tego wszystkiego w poniedziałek otrzymałam niespodziewane awizo. Paczuszka przywędrowała do mnie od Grupy Publicat, która przez przypadek... nadała do mnie książki które już raz otrzymałam. Wspólnie z Panią Kasią ustaliłyśmy, że zrobimy konkurs. W związku ze sprzyjającymi okolicznościami przyrody ogłaszam go więc dziś :)

Do wygrania jest książka "Syrena" - Tricii Rayburn
 Co trzeba zrobić aby ją zdobyć?
Cóż, w związku z tym, że przepadam za kreatywnością i uważam, że najuczciwiej jest, gdy uczestnicy konkursu się nią wykażą, to i Was na to skaże. 
1. Aby wziąć udział w konkursie należy prowadzić blog i podać link do niego przy odpowiedzi. Ewentualnie (dla osób bez blogu) podać adres e-mail
2. Po drugie proszę o zamieszczenie podlinkowanego baneru u Was na blogu :)
3. Dlaczego warto blogować? Co daje Ci blogowanie?  Czy mógłbyś/mogłabyś obejść się bez swojego bloga? Ewentualnie: Dlaczego czytam? Czemu warto? Co daje mi czytanie?

Niekoniecznie musicie odpowiadać na wszystkie pytania :) Chodzi mi o ogólne ujęcie tematu :) Im ładniej i ciekawiej, tym lepiej :)

Na odpowiedzi czekam do soboty, 21.05.2011 roku. Północ wyznaczy koniec przyjmowania odpowiedzi. Wyniki zamieszczę na blogu w niedzielę 22.05.2011. W komisji oceniającej zasiądę Ja, mój cudowny małż i może ktoś jeszcze.

Artur (małż) podpowiada, że powinnam nałożyć pewne ograniczenia, w stylu "tekst maksymalnie 10-stronicowy", ja jednak nie będę Was w ten sposób blokować. Wierzę w Was i wiem, że znajdziecie złoty środek między skromnością i rozpustą w używaniu słów. Odpowiedzi zamieszczacie oczywiście w komentarzach pod postem :) Liczę że mnie nie zawiedziecie :) Do dzieła :)

17 maja 2011

Zbrodnia pisana damską ręką - nie można się oprzeć

Dzisiejszy dzień, mimo nie najlepszego zakończenia (nie będę wdawała się w szczegóły), zaliczyć muszę do udanych. Dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności (i tym razem pominę szczegóły), udało mi się nawiązać współpracę z Wydawnictwem W.A.B. Dzięki temu, już lada dzień, w moim domu rozgoszczą się trzy niezwykłe pisarki:

Pierwszą z nich jest Joanna Jodełka, autorka Grzechotki, która miała premierę w styczniu tego roku. Pani Joanna jest magistrem historii sztuki. Prowadziła restaurację, pozowała do zdjęć, a teraz pisze powieści... Jednym słowem niezwykła kobieta :)
Drugą pisarką jest Pani Agata Chróścicka, autorka Kontenera. Pani Agata jest dziennikarką i specjalistką ds. public relations. Aktualnie mieszka w Holandii. Kontener to jej debiutancka powieść, ale na niej nie zamierza poprzestać.
Ostatnią pisarką, która u mnie zagości jest Pani Agnieszka Fibich, autorka książki Requiem dla tancerki. To właśnie od lektury jej książki rozpocznę moją przygodę z serią W.A.B.-u, obejmującą kryminały napisane kobiecą ręką. Pani Agnieszka pisze od najmłodszych lat, Requiem to druga jej powieść, obecnie pracuje nad dwiema kolejnymi.

Postaram się na bieżąco informować Was o przebiegu mojej pasjonującej przygody z tą serią. Liczę, że przyłączycie się do tej zabawy i może sami sięgniecie po którąś z tych książek.

Póki co chciałabym zachęcić Was do dyskusji. Co myślicie o kryminałach pisanych przez kobiety? Czy uważacie je za lepsze, czy gorsze od tych pisanych męską ręką? Co może przyciągnąć Was do kryminału napisanego przez kobietę, a co Was od nich odrzuca? Liczę na owocną dyskusję.

Poniżej trailer promujący serię o której wspomniałam :) Zapraszam do obejrzenia :)

Życie to nie bajka… chyba



„Miłość wyczytana z nut” – Aleksandra Tyl
wyd. Prozami
rok: 2010
str. 302
Ocena: 4/6



Czuje się jak po wojnie. Wyczerpana. Ale nie, nie martwcie się, nie książką. Ostatnie dni przyniosły mi zapaść czytelniczą. Praca przyprawiała mnie o ból głowy, a ten zaś powodował ogólne zniechęcenie do wszystkiego. Również do czytania. Tak więc pobiłam kolejny rekord. Pięć dni. Albo sześć… już sama nie wiem, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. Wiem jednak, że dziś ją zakończyłam. I mogę pochwalić się opinią na jej temat J

Miłość wyczytana z nut autorstwa Aleksandry Tyl jest… niezwykłą powieścią. To już moja druga przygoda z tą autorką. Jakiś czas temu przeczytałam cudowną „Aleję bzów” i wciąż nie mogę wyjść spod jej uroku. Postawiłam więc Miłości wyczytanej z nut dość wysoko poprzeczkę. Czy słusznie? Zaraz się przekonamy.

Książka zaczyna się dość niepozornie. Poznajemy główną bohaterkę – Elizę, 28-letnią pracownicę warszawskiej świetlicy środowiskowej, singielkę, która niczego tak nie pragnie jak stabilizacji w swoim życiu. Chce odmiany. Chce wyprowadzić się od rodziców. Znaleźć narzeczonego, który w efekcie stanie się jej mężem. Urodzić dziecko. Dorobić się. A to wszystko pragnie osiągnąć jeszcze przed trzydziestką. Niestety czas nieubłaganie pędzi do przodu, coraz bardziej przybliżając ją do magicznej bariery wieku, którą sama sobie wyznaczyła, równocześnie nie ułatwiając jej realizacji tych planów. Wszystko zmienia się w ciągu zaledwie kilku dni. Eliza podczas niespodziewanej wizyty w szpitalu, do którego przywiozła jednego ze swoich wychowanków, poznaje Adama, lekarza, który wykazuje spore zainteresowanie jej podopiecznym. Niedługo później, podczas wyjścia z przyjaciółką –Magdą, spotyka swoją młodzieńczą miłość, skrzypka Bruna. Co wyjdzie z tego niesamowitego miksu? Kto pokocha naprawdę Elizę? Z kim zazna szczęści i spełni swoje marzenia? O tym przekonacie się podczas lektury Miłości wyczytanej z nut autorstwa Aleksandry Tyl.

16 maja 2011

Włóczykijki - niespodzianki, prezenty i zagwozdki...

Wracam do domu a tam... same niespodziewanki.
Dziś obchodzę z mężem miesięcznicę... Nie, nie miesięcznicę małżeństwa. Miesięcznicę naszego związku... która to? A chcecie na pewno wiedzieć? 1,2...50... 110. Tak - jesteśmy ze sobą 110 miesięcy. 9 lat i 2 miesiące. Masakra nie? Dostałam więc moje ukochane konwalie :) Pięknie pachną.
W skrzynce był list i dwa awiza. Czyli ponowna wizyta na poczcie... ble. W ubiegłym tygodniu wygrałam konkurs, byłam więc przekonana, że jedna paczka zawiera nagrodę. Druga? Hm... po długich przemyśliwaniach doszłam do wniosku, że to pewnie od Sztukaterii. Nie trafiłam ani razu....
Paczka pierwsza....
Włóczykijka. Dziewczyny trafiły idealnie, zamawiałam tę książkę bo ją mam i akurat dziś zaczynam jej lekturę. Co prawda zapomniałam, że prosiłam by przysłano ją w maju.. ale dobrze że się zjawiła :)
Oto ona:
Paczka numer dwa? To już dłuższa historia. Zdradzę Wam jednak, że już posiadam te książki. Teraz muszę rozwikłać sama problem ich ponownego się u mnie pojawienia...
Później małż zabrał mnie jeszcze do Centrum Handlowego... a oto efekt:
Zakładki przyszły w liście. Od Paranormala. Chyba marcowa nagroda od nich :) Fajnie że w końcu dotarła.
Matrasia kupił mi małż. Miesięcznicowo... i jak go tu nie kochać?

Dobra koniec tego paplania, książki do poczytania czekają. Mam mały poślizg więc.... odmeldowuje się :)

14 maja 2011

10 tysięcy i więcej...

No i proszę, uderz w stół a nożyce się odezwą. :)
Przypomniałam o konkursie i nagle 150 wejść więcej...
Bardzo przyjemnie ogląda mi się pięć cyferek na moim blogu :)
Print screana podesłała vivi22 i to do niej powędruje niespodziewanka, oczywiście w postaci książki.
Jakiej? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Ale na pewno czegoś, co znajduje się tu:

Chwila wytchnienia i przypomnienie :)

Dziś zrobiłam sobie malutką labę. Wypad na rower i odwiedzenie jednego z miejskich parków. Poniżej efekt starań mojego małżonka, by choć jedna fotka ze mną wyszła dobrze :)


Dla tych, którzy czytają moje wpisy w całości chciałam przypomnieć, że powoli zbliżamy się do magicznej cyfry 10 tysięcy odwiedzin. Czekam aż ktoś uchwyci na print screanie tę chwilę. Zgodnie z moimi obliczeniami powinno odbyć się do jutro... trudno stwierdzić o której...

Osoba której się uda, podsyła fotkę mi na @. W zamian otrzyma nagrodę :) Uczciwy układ? Jeśli nie uda się... cóż... wówczas zrobimy innego rodzaju konkursik. Liczę, że stali bywalcy będą obserwować cyferki na blogu :)

13 maja 2011

Stosik majowy pierwszy się kłania :)

Tak, przyznaje się. Ponownie otworzyłam drzwi, a za nimi stał listonosz... kurier... doręczyciel... Przecież nie mogłam trzasnąć drzwiami... Wiem, wstyd. Straaaszny wstyd :(
Cóż jednak mam poradzić? Książkoholizm się kłania, jak nic...
I od góry:
1. "Zamknięte ogrody" Kay Langdale - otrzymana do recenzji od Pani Katarzyny z Grupy Publicat :)
2. "Syrena" Tricia Rayburn - jak wyżej
3. Tyrmand Warszawski - Leopold Tyrmand - nagroda od dziewczyn z SPoPA za najlepszą fotorelację :)
4. "Bajki dla niektórych dorosłych. O Nim. O Niej." Karol Arentowicz - przesłana do recenzji w akcji Włóczykijka. Recenzja tutaj :)
5. "Spójrz na mnie" Yrsa Sigurdardóttir - po wielu przebojach dotarła do mnie. Przytransportował ją kurier z ... pewnej firmy, która pracownikom daje sportowe beekmi zamiast pick-upów :D. Książka od Muzy. Dziękuje Panie Arturze :)
6. "Pałac północy" - Carlos Ruiz Zafón - jak wyżej :)
7. "Granice szaleństwa" Alex Kava - otrzymana od mojej ukochanej Zbrodni w Bibliotece. Recenzuje całą serię o Maggie O'Dell. Tę książkę już czytałam jakiś czas temu. Jak tylko znajdę chwilę luzu, wrzucę recenzję :)
8. "Łowca dusz" Alex Kava - jak wyżej :)
9. "Diabelskie kości" Kathy Reichs - książka od Pana Kazimierza z ZwB. Kocham serial Kości, a to na te książki były inspiracją do jego powstania. Oczywiście do recenzji :)
10. "Śmierć za dnia" Kathy Reichs - jak wyżej :)

To już wszystko... :)

Być człowiekiem… dobrym człowiekiem…

Recenzja była publikowana 12.05.2011 została jednak usunięta przez Bloggera :(




„Bajki dla niektórych dorosłych. O nim. O niej.” - Karol Arentowicz
wyd. IMG Partner
rok: 2011 (wydanie pierwsze 2010)
str. 130
Ocena: 4,5/6


Zaraz na wstępie chciałabym Wam powiedzieć skąd u mnie ta książeczka. Trafiła do mnie dzięki uprzejmości serwisu „Słowem Pisanym o Polskich Autorach”, który to serwis zorganizował akcję „Włóczykijka”. Wiem, wiem. Już o tym wspominałam. Ale wspominania nigdy dość. Akcja polega na propagowaniu czytania powieści polskich autorów. Zapisujesz się, książka przychodzi do ciebie, opisujesz wrażenia, przesyłasz książkę dalej, zostawiając na niej swój ślad. Akcja przednia. Uwielbiam ją. Ta książeczka trafiła do mnie dzięki szczęściu. Moja recenzja jednej z poprzednich książek przeczytanych w ramach Włóczykijki zyskała pewne poparcie i miałam prawo wybrać jaką chcę dostać teraz powieść. Zdecydowałam się więc na „Bajki…”. Bo kto nie lubi bajek?

Czym są bajki? To chyba wie każdy czytelnik. Nieważne są definicje i opisy. To wie się intuicyjnie. Ale czy intuicyjnie się je interpretuje? Chyba nie zawsze. Do bajek należy podejść w dość specyficzny sposób. Należy nastawić się na morał, na pewne przesłanie tekstu. Przyznam szczerze, że ja tak nie postąpiłam. Przynajmniej na początku.

Zgodnie z instrukcją zamieszczoną na okładce (a raczej okładkach) rozpoczęłam lekturę od części „O Nim”. Owym tajemniczym „Nim” jest Paweł i ta część książki jest maleńkim fragmentem jego życia. Jednym weekendem. Książka zaczyna się dość tragicznie. Pod kościołem potrącona zostaje dziewczyna. To Paweł spieszy jej na pomoc. Kim jest ten mężczyzna? Czy to on prowadził samochód, pod którego koła wpadła kobieta? Te pytania kłębiły mi się od początku powieści… która już po kilku stronach popędziła do przodu, pozostawiając wspomnianą historię daleko w tyle. I tak, raz znajdowaliśmy się u niego w mieszkaniu, raz w szpitalu, raz u rodziny, a wszystkie te epizody rozdzielane były wspomnieniami z przeszłości. Niejednokrotnie tragicznymi wspomnieniami. Książka kończy się niespodziewanie… Tak jak fragment tej recenzji…

11 maja 2011

Syndrom Munchausena per procura… o zgrozo



„Dotknąć prawdy” – Antoinette van Heugten
wyd. Mira
rok: 2011 (pierwsze wydanie 2010)
str. 476
Ocena: 4.5/6



Jeśli mam być szczera… to sama nie wiem, co mam myśleć o tej książce.
Poza oczywistym przerażeniem ogarnia mnie niedowierzanie. Bo… jak komukolwiek mogło przyjść do głowy coś takiego? Nie mam pojęcia.

Czytając opis książki z okładki wydawało mi się, iż wiem w co się pakuję. Oglądając okładkę miałam niezachwianą pewność, że to wiem. Wszystkie moje przypuszczenia potwierdził prolog. A później nastąpiła konsternacja. I już nic nie wiedziałam. Do czasu oczywiście.

Autorka postawiła sobie za zadanie zaprezentowanie czytelnikowi dość niezwykłego problemu. To właśnie ze względu na poruszane w książce kwestie tak bardzo chciałam ją przeczytać. Wprost nie mogłam się doczekać. Sporo o niej rozmyślałam, dedukując zawczasu jak zostaną rozwikłane poszczególne kwestie. Gdy zasiadłam do lektury miałam w głowie gotowy schemat. Nie sprawdził się nawet w jednym procencie. Muszę Wam jednak zdradzić, że mordercę wytypowałam idealnie i to już na samym początku. Ale po kolei.

Główną bohaterką Dotknąć prawdy jest Danielle Parkman, nowojorska prawniczka, samotna matka nastoletniego Maxa chorującego na zespół Aspergera, będącym odmianą autyzmu. Chłopak jest geniuszem komputerowym, ma jednak problemy z nawiązaniem bliższych relacji z otaczającymi go ludźmi. Do tego przytrafiają mu się dość gwałtowne wybuchy gniewu. Zakochuje się, jednak wkrótce dziewczyna go porzuca. Max zamyka się w sobie, z czasem zaczyna brać narkotyki, a koniec końców pojawiają się u niego myśli samobójcze. Dochodzi więc do takiego momentu w życiu matki i syna, w którym należy podjąć pewne przełomowe decyzje. Decyzje, które zaważą na ich dalszym życiu.  Wyruszają do miasteczka Plano, w którym znajduje się jeden z najlepszych prywatnych ośrodków leczących zaburzenia psychiczne. To tam Max ma zostać poddany leczeniu, które powinno wyprowadzić chłopca na prostą. Czy to się uda? Czy w tym szpitalu rzeczywiście leczy się chorych psychicznie, czy może na odwrót, zdrowych ludzi zamienia się w szaleńców? Komu można zaufać? Komu zależy na dobru pacjenta? Czy wszyscy kłamią? Niezliczona liczba pytań i tak mało czasu na poznanie odpowiedzi. Mało, bo zegar tyka. Czy za chwilę Was, ktoś nie uzna za szaleńca? Tego dowiedzieć musicie się już sami, a nie ma lepszego sposobu niż lektura prezentowanej przeze mnie powieści Antoinette van Heugten.

Zaproszenia - Muza

Choć już zaczęła się środa, ja wciąż żyję w dniu wtorkowym. I przyznać muszę, że to był pełen wrażeń dzień. Zaproszeniowy. Zwieńczają go zaproszenia od Wydawnictwa Muza :)


Muza serdecznie zaprasza na trzy spotkania do warszawskich Hybryd.

17.05 Rafał Tomański przybliży czytelnikom kulturę Japonii
18.05 Piotr Szarota opowie pikantne szczegóły dotyczące randek
26.05 Marek Orzechowski zaprosi nas do Brukseli (niedługo polska prezydencja w UE :)





10 maja 2011

Nieco więcej o Katowickich Targach Książki

 



Prezydent Miasta Katowice, Uniwersytet Śląski oraz Expo Silesia mają przyjemność zaprosić do udziału w wyjątkowym wydarzeniu kulturalnym - Targach Książki w Katowicach, które odbędą się w Hali Widowiskowo-Sportowej „Spodek” w dniach od 20 do 23 października 2011 roku.

Na Targach Książki w Katowicach zaprezentują się wydawcy:
Literatury edukacyjnej,
Literatury naukowej i popularnonaukowej,
Literatury pięknej,
Literatury religijnej,
Literatury dla dzieci i młodzieży,
Audiobooków, e-booków, e-prasy.
Swoją obecność zaznaczą także:
Księgarnie i dystrybutorzy książek i czasopism,
Media,
Instytucje kultury.

Targom Książki w  Katowicach towarzyszyć będzie szereg wydarzeń promujących czytelnictwo, a wydarzeniem specjalnym będzie uroczyste uruchomienie Centrum Informacji Naukowej i Biblioteki Akademickiej (http://www.ciniba.us.edu.pl). Przedsięwzięcie realizowane wspólnie przez Uniwersytet Śląski i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach zaowocuje najnowocześniejszą, hybrydową biblioteką w Polsce.

Europejska Stolica Kultury 2016 Katowice - Miasto Ogrodów
Miasto Katowice szczególną uwagę przywiązuje do promocji wydarzeń kulturalnych oraz wspierania instytucji propagujących kulturę. Targi Książki w Katowicach z hasłem Książka jest jak ogród noszony w kieszeni doskonale wpisują się w starania miasta o zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Komunikaty i nowinki :)

Co na wstępie?
Na wstępie chciałabym Was poinformować, że jest mnie miej o odrobinę rzepki. Nie wiem jak do tego doszło ale stwierdziła chyba, że za mną nie przepada i zaczęła się wyprowadzać. Na szczęście zauważyłam spakowane torby i na czas zareagowałam. Teraz ją regeneruje. Chyba jest zadowolona. Może jednak zostanie ze mną do starości? :) Liczę że moje za ewaluowane podejście do tematu do was trafia. Kolano troszkę mnie boli :)

Co dalej?
Informacje Wydawnicze :)

W dniach 12 – 15 maja 2011 roku odbędzie się druga edycja Warszawskich Targów Książki w Pałacu Kultury i Nauki.

W tym roku Dobra Literatura zaprezentuje się wspólnie z Wydawnictwem  Prozami

Znajdziecie nas na stoisku C-320.

Czeka na Was wiele atrakcji, bo oprócz książek w promocyjnych cenach, do których dodawać będziemy książkowy upominek, możecie osobiście spotkać się z naszymi autorami.

14 maja sobota:
12.00-14.00 Andrzej Andrysiak Zasada nieoznaczoności (Wydawnictwo Prozami)
14.00-16.00 Andrzej Lipiński Kalinka (Dobra Literatura)
16.00-18.00 Rafał Skarżycki Teleznowela (Wydawnictwo Prozami)
Więcej szczegółów o targach i programie przeczytacie na stronie www.targi-ksiazki.waw.pl
Godziny otwarcia:
12 maja 2011 (czwartek) - godz. 10.00-18.00
13 maja 2011 (piątek) - godz. 10.00-19.00
14 maja 2011  (sobota) – godz. 10.00-19.00
15 maja 2011 (niedziela) - godz. 10.00-17.00

Serdecznie zapraszamy na wspólną literacką wędrówkę!

Coś jeszcze?
Wczoraj otrzymałam interesującego maila. W dniach 20-23.10.2011 w Katowicach odbędą się Targi Książki organizowane przez Expo Silesia. Co miesiąc będę Wam dostarczała informacji na temat tego wydarzenia. Do rozdania będę również miała wejściówki :) Więcej informacji tutaj

9 maja 2011

„Ile wynosi maksymalny wskaźnik przyrostu?”



wyd. Prószyński i S-ka
rok: 2011
str. 318
Ocena: 5/6



Przyznać się muszę, że na tę książkę polowałam od chwili jej premiery w Polsce. Wiele z moich zabiegów, które miały na celu zdobycie tej książki skończyło się fiaskiem. Na szczęście nie wszystkie. Gdy „Bezduszna” Gail Carriger w końcu znalazła się w moim domu nie mogłam się doczekać aż ją przeczytam. Postawiłam ją więc niemal na początku rzędu książek do przeczytania. Niestety nasze wspólne początki nie należą do najlepszych. Dawno mi się nie zdarzyło, bym tak długo czytała jedną książkę. I to bynajmniej nie z jej winy. Wskutek niedomagania mojego własnego organizmu i weekendowego wypadu do przyjaciół, spotkanie z Bezduszną zakończyło się dopiero po pięciu dobach.

Gdy Alexia Tarabotti miała sześć lat, od agenta BUR-u (Biura Ultranaturalnych Rzeczy) dowiedziała się, że jest istotą nadludzką, w związku z czym nie posiada duszy. Dziewczynka niezwłocznie udała się do biblioteki ojca, z pochodzenia Włocha, by przestudiować wszystkie możliwe dzieła dotyczące istoty owej brakującej jej duszy. Z czasem udało się jej dowiedzieć, na czym zasadniczo polega wspomniana bezduszność. I tak – ni mniej, ni więcej – okazało się, że jest ona swoistym remedium na nadprzyrodzoność, czyli wampiryzm, wilkołaczyzm czy inne paranormalne zjawisko.

Dwie dekady później, podczas balu organizowanego przez księżną Snodgrove, Alexia zostaje zaatakowana przez wampira. Nie byłoby w tym nic dziwnego (w końcu nie od dziś wiadomo, że wampiry atakują ludzi w celu pożywienia się), gdyby nie to, że wszystkie ponadnaturalne stworzenia zaraz po pomyślnej przemianie, są informowane o jej istnieniu, a co za tym idzie i zagrożeniu płynącym z bliskiego kontaktu z nią. Alexia nie ma wyjścia i przy pomocy drewnianej szpilki do włosów unicestwia napastnika. Na miejscu niezwłocznie zjawiają się agenci BUR-u, z lordem Macconem, alfą watahy wilkołaków na czele i rozpoczynają śledztwo, mające na celu określić, czym motywowane były przedziwne działania napastnika. Jak potoczy się śledztwo? Czy agentom uda się powiązać ze sobą szereg dziwnych zdarzeń mających miejsce w XIX wiecznej Anglii? Gdzie znikają nikomu niepodlegający samotnicy i tułacze? Czy kiedykolwiek zostaną odnalezieni? Skąd biorą się nikomu nieznane młode wampiry? Czy to możliwe, by nikt ich nie stworzył w sposób „naturalny”? Czy jedna nadludzka istota jest w stanie pomóc dziesiątkom nadprzyrodzonych? Tego i wielu innych interesujących rzeczy dotyczących epoki wiktoriańskiej, dowiecie się podczas lektury Bezdusznej, będącej paranormalnym romansem kryminalnym.

8 maja 2011

Włóczykijka i majowy wypad

Był wielki plan i wspaniały pomysł na super przyjecie nowej Włóczykijki i nagrody za The best fotorelację kwietnia 2011. Niestety wyszło jak zawsze, znaczy się... powiedzmy że impreza na której fotorelacja miała powstać za szybko się zaczęła... i za szybko się skończyła :(
Oto więc malutkie przyjęcie:
A poniżej nieco wspomnień z mijającego weekendu:
Taaak, wiem. Teraz już w pełni rozumiem dlaczego nie trafiłam. Totalny brak profesjonalizmu w trzymaniu broni.... Właśnie przejrzałam setkę pozostałych zdjęć. Wszystko niestety zostało ocenzurowane...Przynajmniej moje... tu kilka od Kasi
Z małżem i Łoniewską :) (kochana tu jeszcze wyglądamy przyzwoicie)
Z ekipą wspierająca.... później... się działo. Miała być kompromitacja wszystkich ale.... wole nie ryzykować :)

6 maja 2011

Po ciężkim tygodniu...

Co do tego tygodnia... to brak mi słów.
Pomijam wtorkową zamieć śnieżną.
Poniedziałkową i środową migrenę.
Czwartkowy i piątkowy wq... w pracy.
....
Kiedy okazało się, że przyszło dziś awizo, stwierdziłam że jednak ładnie skończy się tydzień. Później podczas pieczenia biszkoptu zostałam liczniej obdarowana przez kurki od mojej bratowej:



Odetchnęłam z ulgą. W końcu coś dobrego....
Biszkopt się piecze, nie będę zapeszać.
Zabrałam się za przygotowanie manicotti. Jutro jedziemy na imprezę... nawet nie będę mówiła jaki wyszedł mi farsz i co jest nie tak. Właśnie piekę pierwsze makaroniki, liczę że będą smaczne. Jak nie to rano do sklepu, ponowne zakupy tego co już raz kupiliśmy i robienie wszystkiego od nowa.
Wychodzi na to że podwójne żółtko to było odstępstwo od reguły.
Przynajmniej szanowny małż się spisał. Oto nowa półeczka... od razu mu powiedziałam, że powinien wieszać dwie półki, a nie jedną...

5 maja 2011

Publikejszon & Gadżeczejszon :)

Przede wszystkim wczoraj przyszła do mnie paczka. Nie, nie. Nie musicie się bać. Nic z tych rzeczy. Znaczy zero książek. Albo inaczej, książki były, ale nie moje, tylko moich sióstr mentalnych. W sobotę będę dilerem :D hahahha (diaboliczny śmiech to był, jakby ktoś nie zauważył :P.
Pierwszy szok przeżyłam otwierając drzwi, bo nie zobaczyłam kuriera, tylko sąsiada z dołu. Wiedzieć musicie, że mimo niemal 2-letniego stażu w danym mieszkaniu nie zawarliśmy z nikim bliższej znajomości, więc jak jakiś kurier na nas nie trafi to przyjechać musi drugi raz. Tak więc szok. Bo ktoś jednak odebrał moją paczkę. Bardzo, ale to bardzo sąsiadowi dziękuje (osobiście również mu podziękowałam, choć byłam w wielkim szoku). W paczuszce było to:
Piękniusie nie? Siateczkę już dziś wykorzystałam na przetransportowanie papu pracusiowego do roboty :)
Kubeczek został w domu i będzie służył mi miejmy nadzieję, że długo :)

No a teraz coś w życia w sieci. Wczoraj na moim ukochanym, zbrodniczym portalu, premierę miała moja recenzja książki Alex Kavy "Czarny piątek". Wszystkich zainteresowanych zapraszam tutaj :)

4 maja 2011

…dziś ja Tobie, jutro Ty mnie…



„Kto zabił Inmaculadę de Silva?” Marina Mayoral
wyd. Muza
rok: 2011
str. 165
Ocena: 4/6



Do książki tej podchodziłam z pewną dozą nieśmiałości i niepewności. Dlaczego? Przede wszystkim z powodu opowiadanej w niej historii. Prawdziwej historii. Innym powodem były liczne recenzje tej książki, które pojawiły się w sieci ostatnimi czasy. Jedne lepsze, inne nieco mniej. Nadszedł jednak dzień, w którym postanowiłam sięgnąć po tę pozycję. Mimo wszystko, albo raczej „bo tak”. I bynajmniej - nie żałuję.

Powieść Mariny Mayoral, czyli tak naprawdę Etelvina’ty de Silva to dość nietypowa książka. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że nie jest to typowa powieść, raczej swoisty pamiętnik, rodzaj zapisania historii rodziny, odkrycia prawdy, poprzez dogłębny wywiad z jeszcze żyjącymi świadkami danych zdarzeń. Etel, jako nastolatka, postanawia zostać pisarką, zaczyna więc od spisania burzliwej historii swej rodziny. W skutek zbiegu wypadków, poznanych osób i zasłyszanych opinii, postanawia rozpocząć od wyjaśnienia największej tajemnicy, mającej swe korzenie w czasach, w których przyszło żyć Adzie, czyli Inmaculadzie de Silva i Antonowi del Canote. Pewnego ranka w posiadłości La Brania rozlegają się liczne strzały. Chwila ciszy – i kolejne dwa strzały. Na patio znaleziono dwa ciała, nietrudno domyślić się, że Ady i Antona. Wokół nich dziesiątki żandarmów z bronią w ręku. A na czele sam Komendant. Co się tak naprawdę wydarzyło? Co Anton, najsłynniejszy partyzant tamtych czasów, przyrównywany do Zorro, robił na terenie rodziny de Silva? Przyszedł grabić czy szukać schronienia? A może miał ku temu jeszcze inne powody? Co robiła tam Inmaculada? Kto kogo zabił? Kto zginął pierwszy? Dlaczego doszło do takiej tragedii? To nie wszystkie pytania, jakie będziecie sobie zadawać podczas tej zdumiewającej lektury. Czy na wszystkie znajdziecie odpowiedź? Musicie przekonać się sami J.

3 maja 2011

Piękna "majówka"

Majówka dla mnie zaczęła się dość pięknie. Jak to mój mąż mówi, od DEMO majówki. Znaczy się w sobotę 30.04 wybraliśmy się na grilla. Oczywiście rano było pięknie (wówczas siedziałam w pracy), a podczas grilla lało jak z cebra, taaa....
W niedziele, Święto Pracy, więc bądźmy szczerzy - trzeba było poleniuchować. Tym bardziej że popadywało... Przeczytałam więc książkę :)
W poniedziałek, o ile dobrze się orientuje, Święto Flagi, zaszalałam. Znaczy się poszłam do pracy.... taaa, dłuuugi weekend. Nie ma co. Oczywiście poza temperaturą, na dworze wszystko było piękne. Już marzył mi się wtorek i słodkie leniuchowanie na balkonie....
Wtorek zaczął się od... deszczy. A wiedzieć musicie, że ja NIENAWIDZĘ deszczu. Ogarnęło mnie więc zniechęcenie. Nawet czytać mi się nie chciało. Mąż marudził, co pięć sekund lądowałam więc w kuchni by nie marudził aż tak bardzo (moje lądowanie w kuchni miało wyłącznie podtekst kulinarny....). Popołudniu deszcz przestał padać... taaa... bo zaczął padać ŚNIEG. Dowody poniżej. Nie wiem jak wy, ale ja się cieszę, że ta Majówka dobiega już końca. :)

2 maja 2011

Czasem warto marzyć


„Śmiałe marzenia” – Nora Roberts
seria: Koronkowa
wyd. Książnica
rok: 1996, wznowienie 2011
str. 375
Ocena: 4/6


Przyznam Wam się szczerze, że miałam pewne obawy przed tą lekturą. Obawy, które potwierdziły się po przeczytaniu kilku pierwszych zdań tekstu. Roberts, to Roberts. Wiedziałam na co się piszę. Miałam jednak nadzieję, że ta książka, że ta seria, będzie czymś więcej. Że zaczaruje mnie. Zauroczy. Pochłonie. Wstrząśnie i wytarmosi. Przeczytałam pierwsze zdania, pierwsze strony, pierwsze rozdziały. I chciało mi się wyć z rozpaczy. Nic innego tylko pusty romans. Romans jakich wiele. Spojrzałam na półkę, na której stały dwie kolejne części cyklu i aż wstrząsnął mną dreszcz. Przeczuwałam, iż czeka mnie koszmar i zastanawiałam się, jak się z niego obudzić, aż do chwili, gdy pojawił się ON. Josh. I wszystko stało się piękne. Ale po kolei.

Seria Koronkowa to cykl trzech powieści o przyjaciółkach, traktujących się niemal jak siostry. Wszystkie trzy wychowały się pod jednym dachem. Laura jest córką właścicieli sieci hotelów – Susan i Thomasa. Kate jest jej przybraną siostrą, przygarniętą po śmierci jej rodziców. Margo natomiast, to córka gospodyni, emigrantki z Irlandii. Dziewczynki przez cały okres dojrzewania traktowane są na równi przez Susan i Thomasa. Każda jest jednak inna i czego innego potrzebuje do szczęścia. Naciskana przez matkę Marko postanawia się zbuntować. Marzy o wielkiej karierze fotomodelki. Chce własną pracą zdobyć to, co posiadają Tempeltonowie. Chce wszystkim udowodnić, na co ją stać. Nie chce iść na studia. Nie chce się podporządkowywać. W dniu ślubu Laury, mając osiemnaście lat, postanawia opuścić gniazdo rodzinne i zacząć życie na własną rękę. Dziesięć lat później wraca do domu. Co przyniósł ten czas? Czy osiągnęła to, co zaplanowała? Jak kształtuje się jej przyszłość i dlaczego musiała wrócić na łono rodziny? Co przez ten czas porabiał brat Laury – Josh, i dlaczego wciąż jej dokucza? Na te, i na wiele więcej pytań odpowiedzi znajdziecie zaczytując się w Koronkowej serii stworzonej przez wybitną autorkę romansów – Norę Roberts.

Śmiałe marzenia, są naprawdę śmiałe. W wspaniały sposób przedstawiają burzliwe życie Margo, która nieraz popadała w dość spore kłopoty. Jednak jak to w prawdziwych romansach bywa, złe czasy zawsze mijają i ostatecznie wszystko układa się pomyślnie. Książkę spokojnie mogę polecić każdej miłośniczce romansów, ale nie tylko. Również kobietom, które potrzebują chwili wytchnienia od życia codziennego, odrobiny radości i romansu, jaki w prawdziwym życiu tak rzadko się zdarza. Powieść czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Ja nie potrafiłam się oderwać i zarwałam niemal pół nocy. Ale warto było. O poranku skończyłam lekturę i dzień wydaje mi się o wiele lepszy. Liczę, że i na Was ta książka podziała jak podwójna dawka radości J